wtorek, 5 maja 2026

Opowieści choczeńskie - Kozatrap cz. II

 Dziesięć lat temu na blogu pojawiła się humorystyczna opowieść o Kozatrapie z Choczni, wówczas żebraku przed klasztorem oo. karmelitów w Wadowicach - patrz tu.

Okazuje się, że historia Kozatrapa stała się sławna nie tylko w Galicji, ale dotarała nawet do Wielkopolski, a jej bohater był kimś w rodzaju ówczesnego celebryty.

Publikacje o Kozatrapie różniły się w szczegółach, ale zarys opowieści był ten sam - dziwaczny i wiekowy żebrak z Choczni zabiega o względy młodej dziewczyny, która pozornie zgadza się zostać jego żoną, po to tylko, by okraść niedoszłego małżonka i uciec z pieniędzmi do Ameryki.

W krakowskich "Nowinach" z lipca 1911 roku opowieść o Kozatrapie przedstawiono w dwóch częściach. Najpierw, w wydaniu z 27 lipca, zaprezentowano ją w wersji skróconej:

Niejaki Koza, 70-letni żebrak, zakochał się w 18-letniej Julci; dali na zapowiedzi, a szczęśliwy narzeczony, będąc pewny wzajemności, dał Julci do przechowania 700 kor. i książeczkę Kasy Oszczędnościowej na 2000 koron, z któremi Juleczka ulotniła się do Ameryki, nie czekając ślubu. Poszukiwania żan­darmeryi za Julcią bez skutku.

W kolejnym numerze, z 28 lipca dodano dalsze szczegóły:

Z Wadowic. 

W sprawie żałośliwo wesołej historyi o mądrej Julci i dziadku „Kozatrap“ zwanym, donosi nam nasz korespondent jeszcze: 

Ów dziad nazywał się właściwie Cibor, ale zowią go powszechnie „trap kozą“ lub dziadem z kozią brodą. Był on już dwa razy żonaty, ale obie żony mu zmarły. Cibor jako znajda chował się w Choczni u jednego gospodarza i został przezeń adoptowany. Po śmierci drugiej połowicy „Kozatrap“ mimo że miał 4000 koron „uszparowanych“, postanowił zostać „dziadem“ i jął siadywać na schodach klasztoru karmelickiego. Tam na tych to świątobliwych schodach zapoznał się z Julcią Śliwa, z Jaroszowic rodem służącą, która była pobożną, że nawet do klasztoru wstąpić zamierzała, czy też pono nawet już przez rok próbowała klasztornego chlebusia, ale straciła doń gust. Otóż ta pobożna Julcia zdobyła sobie serce dziada i miała zań wyjść, tylko że ks. proboszcz wadowicki długo wzdragał się ogłosić zapowiedzi takiej osobliwej pary. Wreszcie jednak proboszcz dał się uprosić; wyszły dwie zapowiedzi, ale tymczasem pobożna Julcia, otrzymawszy od dziada sporą sumkę pieniędzy do przechowania, czmychnęła do Ameryki. A dziad lamentuje na schodach świątobliwie:

Był se dziaduś z kozią brodom

Fciał se dziewke pojąć młodom!

Dziaduś krzepki, dziaduś zdrowy, 

U dziadusia chlib gotowy,

Ale dziewka, rety rety! 

Dobira sie do kalety! 

Oj, świsnęła mu korony, 

A bodajże jom pierony! 

Dziaduś brode se wydziera, 

A bodajże jom cholera! 

Kiej nie fciała mej miłości, 

A bodajże jom wciorności,

Oj, to babskie złe nasienie, 

Z niego tylko utrapienie! 

Cyli młoda cyli stara,

 Każda cygani psiawiara!

Tak sobie dziad wyśpiewuje, siedzący na schodach klasztornych, a ludzie z niego jeszcze się śmieją. Taki ten świat zepsuty!

Szczegóły życiorysu podane w historiach o Kozatrapie pozwalają zidentyfikować go jako Andrzeja Cibora, urodzonego w Choczni 29 października 1838, jako syn wdowy Tekli Woźniak z domu Cibor. Czyli w 1911 roku miał 73 lata. W rzeczywistości był trzykrotnie żonaty: z Anną z domu Zając, Marią z domu Adamaszek i Franciszką z domu Płonka. Zmarł 8 lat po tym, jak stał się powszchnie znany - 31 grudnia 1919. 2 stycznia 1920 spoczął na cmentarzu w Wadowicach.