piątek, 25 września 2026

Tragiczny rok, gdy średnia wieku zmarłego w Choczni wynosiła niespełna 13 lat

 W historii Choczni szczególnie zapisały się lata 90. XIX wieku, kiedy to średnia wieku zmarłego spadała poniżej 20 lat. Takich roczników w tej dekadzie było aż pięć, czyli niezwykle niski średni wiek zmarłych występował w połowie przypadków. Na tym tle negatywnie wyróżniały się dwa roczniki - 1895 i 1899, gdy średni wiek zmarłego mieszkańca Choczni spadał poniżej 15 lat. W 1895 roku wynosił zaledwie 14,8, a w 1899 roku był jeszcze niższy - 12,6.

Współcześnie niski średni wiek zmarłych kojarzyłby się z wojną lub jakimś kataklizmem, jednak w ówczesnych realiach wiejskich decydował o nim przede wszystkim masowy zgon najmłodszych mieszkańców, czyli w Choczni w latach 90. XIX wieku panowała skrajnie wysoka śmiertelność dzieci i niemowląt. W 1899 roku na 118 zmarłych ogółem było aż 97 osób poniżej 18 roku życia, czyli ponad 82%. 

Dokładny obraz zgonów dzieci w 1899 przedstawiał się w sposób nastepujący:

- zmarło 31 dzieci, które nie osiągnęły 1 roku życia,

- 12 dzieci w wieku od 1 do 2 lat,

- 11 dwulatków,

- 7 trzylatków i czterolatków,

- po 4 dzieci pięcio- i sześcioletnie,

- 5 siedmiolatków,

- 7 ośmiolatków,

- 3 dziewięciolatków,

- po 2 dziesięciolatków i jedenastolatków,

- po 1 dwunastolatku i trzynastolatku.

Z przedstawionych danych wynika, że w tym tragicznym roku co czwarty zgon dotyczył niemowląt (dokładnie 26%), a zgony dzieci w wieku od 0 do 4 lat stanowiły ponad połowę wszystkich zgonów w całej Choczni w 1899 roku. Widać także, że zgony notowano w każdym kolejnym roczniku aż do wieku młodzieńczego (13 lat).

Zapisy z metryk zgonów nie wskazują jednej przyczyny tak wysokiej śmiertelności dzieci. Głównymi "winowajcami" tego zjawiska były epidemie szkarlatyny i błonicy, ale także defekty przy urodzeniu, zapalenie płuc, czy gruźlica. Przy części zgonów podano ponadto nie konkretne przyczyny, lecz objawy (kaszel, wymioty), choć silny kaszel mógł wskazywać na krztusiec, który z kolei często prowadził do zapalenia płuc.

Błonica (dyfteryt) zbierała ofiary szczególnie w styczniu, w lutym i w marcu. Ta choroba wywołana przez bakterie atakowała gardło i krtań, powodując zatykanie dróg oddechowych i śmierć w wyniku uduszenia. Pod koniec marca po raz pierwszy jako przyczynę zgonu dziecka podano tussis (krztusiec?), a w kwietniu szkarlatynę.

Oczywiście głębszą przyczyną tak wysokiej śmiertelności był brak szczepień, niedożywienie powodujące brak odporności i niski poziom higieny.

Ogromna liczba zgonów dzieci nie spowodowała jednak spadku liczby ludności Choczni, ponieważ w całej dekadzie lat 90. XIX wieku liczba urodzeń przewyższała liczbę zgonów.







środa, 16 września 2026

Nietypowe losy byłego choczeńskiego wikariusza ks. Franciszka Jabłońskiego

 

Ks. Jabłoński u schyłku życia

Ksiądz Franciszek Józef Jabłoński, zapamiętany m.in. jako wikariusz w Choczni, był postacią o niezwykle barwnym i skomplikowanym życiorysie, w którym gorliwa praca duszpasterska i społeczna przeplatała się z dramatycznymi, życiowymi zawirowaniami. Urodził się 14 września 1864 roku w Sieniawie, w zaborze austriackim (dzisiejsze województwo podkarpackie), jako syn majstra murarskiego Ludwika Jabłońskiego i jego żony Marii. Swoją drogę ku kapłaństwu rozpoczął od studiów filozoficznych na Uniwersytecie Lwowskim, które kontynuował do 1890 roku, by następnie przenieść się na wydział teologiczny Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1894 roku, rozpoczynając wieloletnią służbę w galicyjskich parafiach.

Jako młody, pełen energii kapłan pracował kolejno jako wikariusz we Frydrychowicach (1894-95), Chrzanowie (1895-98), Czańcu (1898-1902, gdzie pełnił również obowiązki katechety), Andrychowie (1902-1903) i Skawinie (1905-1906). We wrześniu 1906 roku przybył do Choczni, gdzie sprawował funkcję wikariusza przez niespełna rok, do końca sierpnia 1907 roku. Następnie został przeniesiony do Cięciny. Ksiądz Jabłoński dał się poznać w tamtym okresie nie tylko jako oddany duszpasterz, ale przede wszystkim jako rzutki społecznik. Z pasją zakładał kółka rolnicze i czytelnie ludowe, podnosząc poziom oświaty i kultury wśród wiejskiej ludności, a także gorąco wspierał działalność patriotycznego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”.

Doskonałym świadectwem jego poglądów i głębokiego zaangażowania w sprawy narodowe była przemowa, którą wygłosił 5 maja 1907 roku w Wadowicach podczas uroczystych obchodów rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. W szczelnie wypełnionej sali wadowickiego „Sokoła”, w obecności przedstawicieli wszystkich stanów, ks. Jabłoński skierował do zgromadzonej młodzieży słowa pełne troski o przyszłość ojczyzny. Apelował, by ich największym czynem patriotycznym była nauka, gdyż „Polska potrzebuje uczonych”. Z dużą odwagą i przenikliwością poruszał najtrudniejsze kwestie ówczesnej rzeczywistości. Wzywał do rozwiązania problemów socjalnych poprzez wzajemną miłość wszystkich klas społecznych. Odnosząc się do napiętych relacji z Rusinami (Ukraińcami), z jednej strony twardo bronił polskości Uniwersytetu Lwowskiego, a z drugiej przypominał, że należy dążyć do zgody, widząc w nich braci. W sposób nieszablonowy jak na tamte czasy poruszył również kwestię żydowską, sugerując, że brak wzajemnego zrozumienia i izolacja tej społeczności mogą wynikać z faktu, iż Polacy okazali Żydom „za mało serca”. Zachęcał do badania i lepszego poznania tego narodu w imię przyszłej harmonii.

Niestety, mimo wielkich zasług społecznych i patriotycznego oddania, kariera duszpasterska ks. Jabłońskiego w ojczyźnie zakończyła się nagłym i bolesnym kryzysem. Kiedy otrzymał nominację do Lanckorony, odmówił jej przyjęcia, mimo groźby suspensy ze strony władz kościelnych. Powody tej odmowy pozostają tajemnicą, choć sam zainteresowany tłumaczył swoją decyzję o wyjeździe z kraju tym, że był „udręczony fałszywymi oskarżeniami".

W 1909 roku ksiądz Jabłoński podjął samowolną decyzję o emigracji do Kanady. Był to krok desperacki dla czterdziestopięcioletniego kapłana, który musiał zostawić za sobą piętnaście lat pracy duszpasterskiej i społecznej. Pierwsze miesiące za oceanem były okresem ciężkiej próby – wykształcony duchowny pracował fizycznie przy budowie kolei i prał bieliznę w szpitalu w Vancouver. Te poniżające doświadczenia nie złamały go jednak, a wręcz przeciwnie – zahartowały i przygotowały do kolejnego etapu posługi.

Jego los odmienił się w 1910 roku, kiedy to 20 stycznia przybył pociągiem z Kanady do Stanów Zjednoczonych, przekraczając granicę w Blaine w stanie Waszyngton. Wkrótce powrócił do swojego powołania, stając się duszpasterzem dla Polaków i Litwinów w domu św. Józefa w Chicago, a następnie w Nowym Jorku. Zachowana Deklaracja Zamiaru z 1912 roku, dokumentująca jego proces naturalizacyjny w Bostonie, pozwala nam dokładnie wyobrazić sobie, jak wówczas wyglądał. W wieku 48 lat Francis Joseph Jablonski – bo pod takim imieniem funkcjonował w USA – był drobnym mężczyzną o wzroście około 165 centymetrów (5 stóp i 5 cali) i wadze niespełna 62 kilogramów (136 funtów). Posiadał ciemną cerę, czarne włosy i brązowe oczy, a w rubryce „zawód” ponownie z dumą wpisał: duchowny.

Po uzyskaniu amerykańskiego obywatelstwa w 1912 roku, ks. Jabłoński osiadł na stałe w stanie Massachusetts, gdzie odnalazł życiową stabilizację i pole do dawnej, społecznej aktywności. To właśnie tam rozpoczął swoją 14-letnią posługę w miejscowości Maynard, zapisując się w lokalnej historii jako założyciel polskiej parafii św. Kazimierza. Swoje ostatnie lata spędził jako wikariusz w polskim kościele St. Mary w Bostonie (mieszkając przy 655 Dorchester Ave. w South Boston). 

Zmarł 16 czerwca 1929 roku. Spoczął z dala od rodzinnej Sieniawy i galicyjskiej ziemi, na New Calvary Cemetery w Mattapan, pozostawiając po sobie pamięć niestrudzonego społecznika, wybitnego mówcy i duszpasterza, który mimo życiowych burz do końca służył swoim rodakom.


Nagrobek w Mattapan


wtorek, 8 września 2026

Analiza danych o 18. i 19. wiecznych potomkach Antoniego Widlarza

 Ponieważ nazwisko Widlarz należy do najczęściej noszonych w Choczni i jej okolicy, analiza danych o potomkach Antoniego Widlarza, urodzonego w 1716 roku (zwanego także Wawrzyńczak) może dostarczyć ciekawych informacji nie tylko o tej linii, zdecydowanie dominującej wśród współczesnych Widlarzów, ale także o ogólnej demografii Chocznian.

W analizie ograniczono się do 4 pokoleń potomków Antoniego, urodzonych między 1747 a końcem drugiej połowy XIX wieku, którzy w metrykach chrztów podawani są z nazwiskiem Widlarz.

Antoni Widlarz miał w sumie 15 dzieci: 5 synów i 10 córek, z których swoje dzieci miało dziewięcioro (3 synów i 6 córek), czyli 60% doczekało się swojego potomstwa, a 40% nie, głównie dlatego, że zmarli jako dzieci. W sumie liczba wnuków Antoniego wynosiła aż 70, ale wśród jego potomków nie była to wartość rekordowa.

W sumie własnego potomstwa doczekało się 98 (46%) osób spośród 211 dzieci, wnuków, prawnuków i praprawnuków Antoniego według podanych wyżej założeń.

W gronie uwzględnionych potomków Antoniego płeć męska przeważała nad żeńską (52% : 48%), czyli proporcje płci były odwrotne niż w ówczesnej choczeńskiej populacji.

Na osobę z potomstwem średnio przypadało prawie 8 dzieci (7,8), a na każdego potomka Antoniego średnio 3,6.

Liczba dzieci wynosiła od 1 do 19, najczęściej 10 (15 przypadków).

Najwięcej dzieci posiadali męscy potomkowie Antoniego:

RodzicDzieci (s/c)
Piotr Widlarz ur. 185019 (7s/12c)
Helena Kumorek z domu Widlarz ur. 178315 (5s/10c)
Józef Widlarz ur. 186915 (10s/5c)
Tomasz Widlarz ur. 180814 (6s/8c)

Z kolei rekordzistą pod względem liczby wnuków był Mikołaj Widlarz, wnuk Antoniego, który miał ich aż 110.

Największe gałęzie rodowe (liczba wnuków danego przodka)

  1. Mikołaj ur. 1786 → 110 wnuków (największa, najbardziej rozbudowana)
  2. Antoni ur. 1825 → 93 wnuki
  3. Marek ur. 1758 → 54 wnuki
  4. Wojciech ur. 1821 → 53 wnuki
  5. Tomasz ur. 1826 → 46 wnuków
  6. Łukasz ur. 1750 → 37 wnuków
  7. Bartłomiej ur. 1800 → 36 wnuków
  8. Tomasz ur. 1808 → 35 wnuków
  9. Wojciech ur. 1819 → 34 wnuki
  10. Szymon ur. 1783 → 33 wnuki
  11. Jan ur. 1832 → 23 wnuków

Synowie Widlarzów miewali własne dzieci nieco częściej niż córki Widlarzów (o 8%) i posiadali ich średnio nieco więcej (8,1 vs. 7,5).

W przypadku Tomasza Widlarza, urodzonego w 1808 roku, aż 10 z wszystkich 14 jego dzieci nie zostawiło potomstwa. Słabo rozmnażały się też dzieci Wawrzyńca Widlarza (ur. 1821) - tylko troje z jedenaściorga miało własne dzieci i Bartłomieja Widlarza (ur. 1800) - czworo z jedenaściorga.

Z kolei w przypadku Józefa Widlarza (ur. 1836) własne dzieci miało 80% jego dzieci (4 z 5 synów).

Najbardziej nietypowy rozkład płci wystąpił wśród dzieci Mikołaja Widlarza (ur. 1846), któremu urodziło się aż 8 synów i 2 córki.