Na blogu MyHeritage, jednej z największych na świecie platform do badania historii rodziny i testów DNA, ukazał się wczoraj artykuł Debry DeZarn o odkryciu nieznanych korzeni jej ojca.
Tytuł tej notatki to:
To i owo z bliższej lub dalszej przeszłości
Na blogu MyHeritage, jednej z największych na świecie platform do badania historii rodziny i testów DNA, ukazał się wczoraj artykuł Debry DeZarn o odkryciu nieznanych korzeni jej ojca.
Tytuł tej notatki to:
W ponad 670-letniej historii Choczni zbrojne starcia na jej terenie należały do rzadkości. Mieszkańcy mieli szczęście unikać bezpośrednich działań wojennych zarówno podczas I i II wojny światowej, jak i w czasach wcześniejszych konfliktów toczonych przez monarchię Habsburgów czy Rzeczpospolitą. Ostatni taki epizod wydarzył się w połowie lat 60. XVII wieku, gdy doszło do lokalnego, lecz gwałtownego konfliktu o majątek sołtysi w górnej części wsi.
Właścicielami tego folwarku była w tym okresie rodzina Szczurów, potomków Grzegorza Scurzyka, który otrzymał królewskie nadanie na te dobra w 1582 roku za zasługi wojenne poniesione przez niego podczas oblężenia Pskowa, w trakcie wojny Rzeczpospolitej z Moskwą. Król Stefan Batory nie podniósł wprawdzie Scurzyka do stanu szlacheckiego, ale przyznał mu oprócz własności ziemskiej część praw przynależnych wtedy jedynie szlachcie.
W 1633 roku przywilej na Sołtystwo potwierdził Adamowi Szczurowi, synowi Grzegorza, król Władysław IV Waza. Tenże Adam nadal "trzymał Sołtystwo" w czasie lustracji dóbr królewskich, przeprowadzonych po najeździe szwedzkim (Potopie).
Ale niewiele później, w 1665 roku, król Jan Kazimierz doceniając odwagę, dawne zasługi wojenne i wierność monarsze szlachcica Wojciecha Jezierskiego herbu Prus zdecydował, że odtąd dożywotnim właścicielem Sołtystwa w Choczni będzie właśnie on, a nie Szczurowie. Jezierski otrzymał pełnię praw do pól, lasów, sadów, łąk, ogrodów, stawów, młynów, sadzawek, strumieni, karczm i zabudowań wchodzących w skład tego folwarku, stawał się nowym panem dla poddanych sołtysich i mógł pobierać od nich przynależne czynsze. Zwolniono go również z obowiązku wystawiania hajduka do pieszych wojsk królewskich, który nałożony był wcześniej na Szczurów. W zamian za to w razie wojny i zwołania pospolitego ruszenia szlachty musiał się stawić osobiście pod komendę lokalnej chorągwi lub przysłać w swoim zastępstwie pachołka na dobrym koniu i dobrze uzbrojonego (z rynsztunkiem kozackim, czyli wyposażonego w kolczugę, misiurkę lub szyszak na głowę, tarczę, szablę, broń palną i łuk, ewentualnie krótką włócznię). Jan Kazimierz wydał ten przywilej 13 sierpnia 1665 w Grabowie, a 19 października tego samego roku wpisano go urzędowo do Akt Grodzkich Krakowskich.
Co działo się później, można wywnioskować z ugody zawartej przed Urzędem Grodzkim Krakowskim 22 lipca 1666, którą w Aktach Grodzkich Krakowskich odnalazł p. Ryszard Góralczyk z Lgoty.
Jezierski powołując się na wymieniony wyżej przywilej królewski próbował przejąć Sołtystwo siłą. Szczurowie nie zamierzali oddać mu dobrowolnie posiadanego przez nich dotąd majątku i stawili opór. Doszło do walk, w których ranny został sam Jezierski. Co ciekawe, po stronie Szczurów obrażenia odniósł wspierających ich szlachcic Mikołaj Obreycki. Ponieważ w chwili zawierania ugody Obreycki już nie żył, to prawdopodobnie jego rany okazały się być śmiertelne. W tekście ugody podano, że był on sługą możnego Stanisława Pisarskiego.
Ostatecznie Jezierski zrezygnował z pretensji do Sołectwa, zrzekł się przywileju królewskiego i dochodzenia ewentualnych odszkodowań z tytułu odniesionej rany oraz zgodził się, by Szczurowie (jako dawni posiadacze) odzyskali swoje włości. Ugoda została zawarta ze sławetnym Stanisławem Szczurowiczem, mieszczaninem krakowskim, który działał również w imieniu swojego stryja Adama Szczura i spadkobierców zmarłego Obreyckiego. Szczurowicz w zamian za odzyskanie praw do ziemi puścił w niepamięć "opresje", "szkody", "rany" i "zajęcie stawów". Zobowiązał się też doprowadzić przed sąd stryja i spadkobierców Obreyskiego w ciągu 6 tygodni, by i oni podpisali zgodę. Wykonanie zobowiązań ze strony Szczurowicza zabezpieczone było wysokim wadium w kwocie 100 grzywien, licząc każdą grzywnę po 48 groszy. Dla zwykłego chłopa była to równowartość wieloletnich dochodów, ale spore obszarowo choczeńskie Sołtystwo mogło zapewne przynieść taki dochód w ciągu kilku lat.
Choć ugoda o tym wprost nie wspomina, to niewykluczone, że wpływ na postawę Jezierskiego mogła mieć jakaś gratyfikacja pieniężna obiecana mu przez Szczurowicza.
12 czerwca 1915 22-letni Władysław Bąk, żołnierz armii austro-węgierskiej walczący na froncie I wojny światowej, przysłał wiadomość zaadresowaną na jego ojca Wojciecha Bąka spod nr 265 w Choczni, którą napisał na odwrocie fotografii, przedstawiającej jego samego i dwóch kolegów podczas służby wartowniczej przy torach kolejowych.
Treść tej wiadomości była następująca:
Kochani Najdrożsi Rodzice !!!
Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus
Marya Matka Jego, bo jest godna słowa tego.
Witam się z Wami Kochani Rodzice !!
Witam się z Wami, choć nie rękami, ale Boskiemi słowami.
Kochani Rodzice !!!
Zasyłam Wam jak najserdeczniejsze Pozdrowienia i dobrego Powodzenia.
Ja dzięki Bogu jestem zdrowy, czego i Wam Kochani Rodzice życzę z całego serca,
a Powodzenie moje wesołe.
Wiadomo Wam, jak to bywa na wojnie.
Czy to wyjść na spacyr, czy to w służbie, zawsze przyjemnie.
Jakbym rad był w swojej Ojczyźnie, w domu, ale cóż z tego kie muszę być Cesarskiem Dzieckiem.
I macie Kochani Rodzice te moje fotografie Na Pamiątkę. Że jakbym nie powrócił do Ojczyzny, do domu, to jak spojrzycie na te fotografie, to będziecie Sobie myśleć, że ja w domu jest u Was.
Żegnam swoją Ojczyznę, żegnaj mi Ojczyzno moja !
Na łonie twojem spoczywa wszystko, com w życiu ukochał i co mi na ziemi drogiem tylko było !
Niech spocznie na Tobie opieka i błogosławieństwo Boże ! W Bożym Panie życie i śmierci mojej !
W Twojem ręku jest mój żywot.
Bywajcie zdrowi Kochani Rodzice !!!
Pozdrawiam Was wszystkich w domu jak najserdeczniej.
![]() |
| Władysław Bąk |
Ten cenny zabytek pamięci zachował się do dziś w archiwum domowym Andrzeja, wnuka Władysława Bąka.