poniedziałek, 22 czerwca 2026

Spór między mieszkańcami Choczni, Jaroszowic i Barwałdu Dolnego a Janem Biberstein Starowieyskim w 1792 roku

 Na początku lat 90. XVIII wieku gminy Chocznia, Jaroszowice i Barwałd Dolny złożyły skargę na ich wspólnego właściciela Jana Biberstein Starowieyskiego. Sprawa rozgrywała się  w okresie intensywnych reform austriackiego cesarza Józefa II, którego patenty z lat 1781–1782 dotyczące zniesienia poddaństwa osobistego (Leibeigenschaft) i regulacji pańszczyzny stały się prawnym fundamentem dla włościańskich skarg.

Chłopi wymienionych wyżej wsi, zdesperowani nadużyciami i nieprawnymi ich zdaniem wymaganiami swojego dziedzica, postanowili złożyć skargę do urzędu cyrkularnego i Wysokiego Gubernium we Lwowie. W napisaniu skargi i sformułowaniu 15 zarzutów pomógł im odpłatnie niejaki Jan Szulc. Gdy wieść o tym dotarła do Starowieyskiego złożył on swoje odwołanie, żądając by:

- aresztować Szulca, określanego przez niego jako "budziciel poddanych", którego uważał winnym buntowania poddanych i wyłudzania od nich pieniędzy, 

- przeprowadzić śledztwo na jego koszt przez urzędników z Wiednia,

-  sądzić sprawy według jego „kupnego prawa" (umów prywatnych) zamiast cesarskich patentów,

- cofnąć niekorzystne dla niego rozporządzenia gubernialne.

Cesarz Józef II zlecił rozpatrzenie sprawy specjalnemu komisarzowi królewskiemu, określonemu w dokumentach sprawy jako Baron de Margelick, który z kolei powierzył śledztwo staroście cyrkularnemu Jakubowskiemu.

W dokumentach przechowywanych przez kolejnych wójtów choczeńskich zachowało się zarówno rozstrzygnięcie sporu, który stanowił dekret cesarski z 22 lipca 1792, jak i obwieszczenie cyrkularne z 20 maja 1795, dotyczące egzekwowania wyroku. 

Najpoważniejszym zarzutem wobec Starowieyskiego było zmuszenie chłopów barwałdzkich do kupowania gruntów, które od pokoleń uprawiali jako dziedziczni użytkownicy. Dziedzic twierdził, że po przejęciu majątku cała ziemia jest jego własnością, a chłopi mogą ją użytkować tylko po wykupieniu.

W praktyce wyglądało to tak:

  • 26 poddanych zmuszono do podpisania „kontraktów kupna",
  • nie określono w nich granic ani rzeczywistej wartości ziemi,
  • chłopi nie otrzymali nawet dokumentów tego „zakupu",

Wyrokiem cesarza nakazano gubernialnemu geometrze dokonać oficjalnego pomiaru gruntów w obecności komisarza cyrkularnego, a wszystkie bezprawnie ściągnięte opłaty nakazano zwrócić in duplo (podwójnie).

Bulwersujący przypadek dotyczył sześciu chłopów z Choczni, którym dziedzic odebrał kawałek gruntu, płacąc śmiesznie niskie „odszkodowanie" – 8 florenów. Na zabranej ziemi wybudował karczmę, a resztę zamienił w ogród karczemny. Na podstawie cesarskiego dekretu nakazano Starowieyskiemu zwrot ziemi, wydzielenie ekwiwalentu z gruntów pańskich lub wypłatę pełnego odszkodowania według wyceny urzędowej (słusznej Taxy).

Choczni dotyczyły też inne punkty skargi:

  • Wymuszanie dalekiej pieszej pańszczyzny. Gromada z Choczni skarżyła się na zmuszanie ich do odrabiania pieszej pańszczyzny (pracy fizycznej bez użycia zwierząt pociągowych) w dobrach Państwa Rudze, które były oddalone aż o "dwie mile" (ówczesna mila austriacka to ok. 7,5 km). Ustalono, że 2 dni pańszczyzny odbytej w Rudzach będzie się liczyło za 2,5 dnia pracy.
  • Pobieranie nienależnych podatków  Wymieniona jest sytuacja, kiedy to gromada Chocznia w 1790 roku zapłaciła 20 florenów (złotych reńskich) podatku. Wyszło na jaw, że pieniądze te były od chłopów "pod pozorem... nienależnie brane i zatrzymane". Nakazano zwrócić te kwoty do "podatkowej Kassy";
  • Chłopi z Choczni zmuszani byli do bezpłatnego pełnienia nocnej straży w folwarku Zaskawie po drugiej stronie rzeki Skawy, z dala od własnych gospodarstw. Po rozpatrzeniu zniesiono bezpłatną straż w odległych folwarkach i wprowadzono ekwiwalent - miał być to równoważnik 1 dnia pańszczyzny pieszej;
  • Dziedzic Starowieyski zamiast przepisanej pańszczyzny pieszej (pracy ludzkimi rękami) wymuszał pańszczyznę czworokonną (najcięższą formę robót zaprzęgowych), za którą płacił mniej, niż powinien oraz wysyłał furmanki z Choczni do Bielska, czy Rabki, nie płacąc wcale za te dalekie trasy lub płacąc niewiele. Nakazano mu nadgrodzenie in duplo wszystkich wymuszeń, a na przyszłość ścisłe stosowanie się do Patentu z 1781 r., który precyzyjnie określał rodzaj i wymiar pańszczyzny;
  • Odbywanie pańszczyzny za karę, za co Starowieyski miał złożyć 20 florenów do Kasy Podatkowej,
  • Zakaz wyrąbywania drzewa w lasach pańskich (dawnych gromadzkich) na potrzeby budowlane, który nakazano znieść.

Jeden z punktów skargi dotyczący zapłaty dla wójta choczeńskiego Michała Kręciocha został w trakcie dochodzenia komisyjnego przez niego wycofany, jak twierdził oficjalnie - po porozumieniu się ze Starowieyskim.

Wszystkie trzy skarżące gminy dotknięte były przez czynsze pobierane od gruntów oddanych przez nie w 1791 roku na drogę cesarską, których nie odliczono od wysokości obciążeń pańszczyźnianych. Starowieyski został zobowiązany, by odpisać te nadwyżki wraz z odsetkami od przyszłych czynszów.

Dramatyczne były losy poddanych Sebastyana Gołąba i Feliksa Gołąba:

  • zmuszono ich do wykupienia za znaczną kawałka gruntu zwanego Nawsie, który tradycyjnie należał do gromady,
  • nałożono na nich zawyżony czynsz: 4 floreny 30 krajcarów rocznie,
  • zobowiązano do odrabiania 6 dni pańszczyzny pieszej,
  • następnie dziedzic ponownie odebrał im część tego gruntu i przekazał innemu poddanemu.

Po rozpatrzeniu tego punktu nakazano zwrot wszystkich kosztów, oddanie ziemi Feliksowi Gołąbowi, a Sebastyanowi Gołąbowi nadgrodzenie za 10 lat (po 2 dni pańszczyzny rocznie = 20 dni × 3 floreny).

Poszkodowany był też Michał Banaś z Jaroszowic, który za odkupiony przez niego grunt zwany Bykowina miał otrzymać inną parcelę, ale przyobiecanego gruntu nie mógł się doczekać oraz grupa 16 poddanych, którym odebrano po kawałku gruntu, by oddać je Żydowi.

Ostatecznie dziedzic Starowieyski oprócz wymienionych wcześniej konsekwencji został skazany na grzywnę w wysokości 200 florenów, z której miały być pokryte koszty procesowe i wypłacone odszkodowania, a za pozostałą kwotę postanowiono wybudować spichlerz gromadzki - magazyn zbożowy na wypadek głodu.

"Buntujący" chłopów Szulc nie został aresztowany, natomiast na karę 3 dni aresztu skazano wójtów, którzy bez zezwolenia ogłosili składkę na jego opłacenie.

Urząd Cyrkularny podał dekret do wiadomości ogólnej 28 lipca, a Komisję Egzekucyjną wyznaczono na 28 sierpnia 1792. Starowieyski uchylał się jednak od dokonania wyznaczonych płatności, o czym świadczy dekret z 20 maja 1795, w którym określono ostateczny termin jednego miesiąca, po upływie którego, w przypadku braku zapłaty, miała zostać wszczęta egzekucja i sekwestr (zajęcie majątku).


piątek, 12 czerwca 2026

Afera mięsna w 1800 roku

 Gdy na początku 1800* roku przystąpiono do rozpatrzenia rachunków wójta Wojciecha Piątka za poprzedni rok, to okazało się, że zakończył się on na plusie - przychody w wysokości ponad 2403 złotych przewyższyły wydatki o ponad 437 złotych reńskich.

Wśród przedstawionych rachunków wykryto jednakże znaczną stratę związaną z mięsem, które było przeznaczone dla ciągle przemieszczających się przez Chocznię i kwaterujących na jej terenie oddziałów armii cesarskiej. W jednym przypadku chodziło o 24 sztuki,  w drugim o 69 reńskich i 20 groszy.

Rozpatrujący rachunki Sąd Justycjonarny (sąd I instacji dla dominium - grupy wsi należących do tego samego właściciela) nie mógł tak dużej straty zlekceważyć, by nie dopuścić do pokrzywdzenia społeczności gromady choczeńskiej. Wobec tego, w celu dojścia do prawdy i zrekompensowania strat gromadzie, Sąd postanowił odebrać od ustanowionych przez gromadę specjalnych rzeźników przysięgę następującej treści (pisownia współczesna):

"Ja, [Imię i Nazwisko], przysięgam itd., że wykazana przeze mnie strata w wysokości 24 sztuk i 69 złotych 20 groszy, poniesiona podczas przemarszu obcych wojsk posiłkowych, jest prawdziwa. Przysięgam, że nic z tego nie obróciłem na własną korzyść, nie przywłaszczyłem sobie ani grosza i że rzetelnie tę stratę zgłosiłem. Tak mi dopomóż Panie Boże."

Jednakże zanim Sąd odebrał przysięgę od rzeźników:

Jędrzeja Szczura, Tomasza Gaczoła, Wojciecha Kręciocha, Walentego Ramendy, Grzegorza Cibora, Kacpra Cibora, Jana Guzdka, Klemensa Kowalczyka, Adama Cibora, Marka Widlarza, Jana Cibora, Leona Kwiatkowskiego, Rocha Ryczko i Szymona Sikory,

pouczył ich surowo, aby dobrze się zastanowili i nie dopuścili się grzechu krzywoprzysięstwa. Nakazano im, aby wyznali prawdę - ile mięsa, skór, nóg i łbów zwierzęcych zachowali dla siebie, czy prowadzili potajemny ubój na boku i ile wódki przy tym wypili na koszt gromady.

Wtedy rzeźnicy poczuli wyrzuty sumienia. Przyznali się, że część mięsa i innych podrobów rzeczywiście zużyli dla siebie, a przy każdym uboju bydła faktycznie pili wódkę na koszt gromady. 

W związku z tym Sąd wstrzymał procedurę przysięgi. Zamiast tego nakazał rzeźnikom przedstawienie szczegółowego i prawdziwego rozliczenia, które byliby w stanie zgodnie z prawdą zaprzysiąc. Mieli to zrobić najpóźniej za 8 dni, pod rygorem surowej egzekucji komorniczej na całą brakującą kwotę - równowartości 24 sztuk oraz 69 złotych i 26 groszy. 

Pewne wątpliwości budzi data roczna tego wydarzenia - według zapisu można ją zinterpretować zarówno jako 1800, jak i 1806. Wójt Piątek pełnił swój urząd i w 1800  i w 1806 roku, więc w ten sposób nie można wykluczyć żadnej z tych dwóch dat. Istnieją dowody, że w 1806 roku rzeczywiście przemieszczały się przez Chocznię oddziały wojskowe, natomiast za 1800 rokiem przemawia inny fakt - otóż wymieniony w sprawie rzeźnik Tomasz Gaczoł zmarł 18 września 1802, więc nie mógłby trzy lata później uczestniczyć w "aferze mięsnej".


wtorek, 9 czerwca 2026

Stefania Pękala - wieloletnia kierowniczka poczty w Choczni

 Zmarła niedawno Stefania Pękala była przez 27 lat kierowniczką Urzędu Pocztowego w Choczni.


Urodziła się 10 września 1932 roku w Choczni jako córka Franciszka Rzyckiego i Marii z domu Woźniak. 

Po ukończeniu SP w Choczni (1945) kontynuowała naukę w Gimnazjum w Wadowicach (zakończoną w 1948), a później kształciła się w Liceum Pocztowo-Telekomunikacyjnym w Krakowie. 

Od września 1950 była zatrudniona w  Urzędzie Pocztowym w Białej Krakowskiej (w latach 1950-1961 mieszkała w Bielsku). 

W 1958 zawarła związek małżeński ze Zdzisławem Pękalą, z którym miała dwoje dzieci - syna i córkę.

W 1961 objęła pracę w Urzędzie Pocztowym w Choczni (jako kierowniczka), gdzie pracowała aż do emerytury w 1988. 

Przeżyła ponad 93 lata, z czego ostatnie ponad 56 lat jako wdowa.

----

W 1971 roku Stefania Pękala złożyła następujące sprawozdanie o  podległej sobie placówce pocztowej w Choczni:

Zgodnie z poleceniem sporządzenia sprawozdania o działalności urzędu pocztowego na terenie gromady, pragnę przedstawić dane obrazujące naszą pracę. Już na wstępie należy jednak zaznaczyć, że pełne ujęcie całokształtu działalności jest niemal niemożliwe ze względu na jej różnorodność i stale rosnący zakres obowiązków.

W ostatnich latach wyraźnie zwiększyła się liczba świadczonych usług. Wzrosła ilość korespondencji, prasy oraz różnego rodzaju zawiadomień i rachunków kierowanych do mieszkańców. Przykładem mogą być przesyłki z Kółka Rolniczego, Spółki Wodnej, Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej, Ośrodka Zdrowia, a także ze spółdzielni: mleczarskiej, ogrodniczej, Gminnej Spółdzielni czy Banku Rolnego. Instytucje te organizują liczne zebrania i wysyłają zaproszenia całymi setkami, które należy doręczyć w krótkim czasie.

Cały teren gromady obsługiwany jest przez dwóch doręczycieli: Stefana Świętka i Józefa Wróbla. Przydzielone im rejony są bardzo rozległe, dlatego nie są oni w stanie obejść ich w ciągu ośmiogodzinnego dnia pracy. Mimo rosnącej liczby usług nie udało się uzyskać dodatkowego etatu, który byłby niezwykle potrzebny. Obecna służba doręczycielska, mimo dużego wysiłku i poświęcenia, z trudem nadąża z bieżącym rozprowadzaniem korespondencji i prasy. W przypadku listów zwykłych oraz gazet zdarza się korzystać z pomocy młodzieży szkolnej, natomiast przesyłki polecone oraz te za zwrotnym potwierdzeniem odbioru muszą być doręczane osobiście.

Wynagrodzenie doręczycieli nie należy do wysokich i wynosi około 1100–1200 zł miesięcznie. Na naszym terenie nie przyznaje się premii nadzwyczajnych, które mogłyby choć w niewielkim stopniu podnieść uposażenie. Zakres obowiązków stale się jednak rozszerza. O ile dawniej wypłacano miesięcznie 10–15 rent, obecnie jest ich około 150, a ich wypłatą również zajmują się doręczyciele.

Na jednego doręczyciela przypada dziennie około 60 egzemplarzy czasopism, około 150 listów zwykłych spoza terenu gromady oraz około 20 listów poleconych. Dane te dotyczą dni zwykłych, bez uwzględnienia okresów świątecznych, kiedy liczba przesyłek wzrasta pięcio- lub siedmiokrotnie. Nie uwzględnia się tu także paczek, które stanowią dodatkowe utrudnienie, zwłaszcza w zakresie ich dowozu i przywozu na stację. Doręczyciele opróżniają ponadto sześć skrzynek pocztowych rozmieszczonych na terenie gromady.

Biuro urzędu pocztowego czynne jest codziennie w godzinach od 8.00 do 15.00, a w niedziele i święta od 9.00 do 11.00. Podejmowano starania o zniesienie pracy w dni świąteczne, jednak na terenie naszej miejscowości nie uzyskano na to zgody, mimo że w innych placówkach takie rozwiązanie zostało wprowadzone.

Na terenie gromady zarejestrowanych jest 392 telewizorów, 384 radioodbiorniki lampowe oraz 353 głośniki. Opłaty abonamentowe wnoszone są głównie w placówce, gdyż tu znajduje się pełna dokumentacja i kartoteki, jednak wielu mieszkańców przekazuje książeczki abonamentowe wraz z gotówką doręczycielom, prosząc o dokonanie opłaty. Doręczyciele przyjmują również prenumeratę czasopism oraz pomagają mieszkańcom w wypełnianiu przekazów, wpłat i wypłat na książeczki PKO. Często adresują listy, zwłaszcza zagraniczne, dla osób starszych, które nie posiadają umiejętności pisania.

Przedstawione dane obrazują skalę i charakter naszej pracy. Jest to działalność trudna, odpowiedzialna i wymagająca dużej cierpliwości w kontaktach z mieszkańcami. Mimo licznych trudności staramy się wykonywać powierzone obowiązki sumiennie, mając na względzie dobro społeczności gromady.