wtorek, 25 sierpnia 2026

O Choczni w książce "Barwałd. Trzy wsie - jedna historia"

 W wydanej w tym roku książce "Barwałd. Trzy wsie - jedna historia" Chocznia pojawia się na 15 stronach, Chocznia Dolna i Górna na 7, a Chocznia Stara na jednej stronie.



Dorota Żurek w części "Barwałd i tenuta barwałdzka w okresie średniowiecza" wielokrotnie wymienia Chocznię, jako część składową starostwa niegrodowego barwałdzkiego, czyli tenuty barwałdzkiej (w 1442, 1445, 1446, 1462, w latach 1470-80 i w 1488 roku). Przywołuje również dokument z 1442 roku, w którym Mikołaj Serafin pożyczył pieniądze pod zastaw klucza barwałdzkiego z Chocznią w składzie. Autorka podkreśla, że kwestia włączenia Choczni do tenuty barwałdzkiej jest problematyczna, jako że w 1448 roku trwał spór sądowy między Tomaszem z Choczni (właścicielem wsi?), a Włodkiem ze Skrzynna i jego żoną Katarzyną. Na stronie 36. zamieszcza fotokopię dokumentu z 1445 roku, w którym Mszczuj ze Skrzynna dokonał zastawu zamku Barwałd wraz z m.in. Chocznią Włodkowi ze Skrzynna i jego żonie Katarzynie (słynnej Włodkowej) za 3.000 florenów. Już w 1446 roku, po śmierci Mszczuja, Włodek oddał Katarzynie Barwałd z Chocznią i resztą wsi w zastaw za 3.000 florenów węgierskich. Wreszcie w 1488 roku Jan z Komorowa (Komorowski) podawany jest jako dzierżawca dóbr królewskich należących do zamku Barwałd, w tym i Choczni.

O Choczni wspomina także Tomasz Graff w części "Dzieje parafii barwałdzkiej do schyłku XVI wieku". Na stronie 49. podaje on za Tadeuszem Ładogórskim, że szacunkowa liczba ludności Choczni, wyliczona na podstawie płaconego świętopietrza, wynosiła w XIV wieku 105 osób. Z kolei uposażenie proboszcza parafii Chocznia w 1529 roku wynosiło 4 grzywny i 32 grosze i zaliczało się do jednego z najniższych w dekanacie zatorskim (niższe było tylko w parafii Andrychów i Inwałd). Ciekawa jest też informacja, że w ramach wizytacji wewnętrznej parafii w Choczni przez kardynała Jerzego Radziwiłła ustalono fakt posiadania konkubiny przez miejscowego plebana.

Następna wzmianka o Choczni zawarta jest w części "Wsie Barwałd w okresie wczesnonowożytnym (od XVI w. do 1772 r.), napisanej przez Mirosława Płonkę. To rejestr podatku podymnego z II połowy XVII wieku, który wskazuje, że w Choczni stało wtedy co najmniej 75 domów. Na stronach 96-97 autor wymienia kilku administratorów starostwa barwałdzkiego z XVIII wieku, z których Krzysztof Gaworek pojawia się też w choczeńskiej Księdze Sądowej. Wiele dokumentów z ksiąg grodzkich oświęcimskich jest obecnie niedostępnych i znanych jedynie z nagłówków wpisów, jak choćby dokument wystawiony przez hetmana Jabłonowskiego w 1686 roku, by biskup krakowski i jednocześnie namiestnik chorągwi husarskiej "niczego nie żądał" z dóbr w Barwałdzie, Mikołaju i Choczni, co otwiera potencjalne pole do dalszych badań i ustaleń.

W części "Barwałd Dolny, Średni oraz Górny - wieś galicyjska oraz jej mieszkańcy wobec przemian cywilizacyjnych (1772-1918) Konrad Meus wspomina, że akces do Kasy Stefczyka w Barwałdzie w okresie po II wojnie światowej zgłaszał m. in. Związek Samopomocy Chłopskiej z Choczni (s. 169). W okresie galicyjskim klucz barwałdzki z Chocznią przejął Jan Biberstein Starowieyski (s. 170), z którym mieszkańcy Barwałdu, Choczni i Jaroszowic toczyli spór sądowy, opisany dość ogólnie (s. 171). Ze szczegółami tego sporu można zapoznać się we wpisie na blogu z 22 czerwca tego roku (link). Na str. 191 autor wymienia ks. Józefa Komorka, ówczesnego proboszcza z Choczni i dziekana dekanatu wadowickiego. 

Następna wzmianka o Choczni ze str. 201 pochodzi z części "Dzieje Barwałdu i jego mieszkańców w latach 1918-1947" autorstwa Marcina Witkowskiego. To informacja o utworzeniu gminy zbiorowej w Wadowicach w 1934 roku, do której włączono też Chocznię, wcześniej samodzielną gminę. Ostatni raz Chocznia wymieniana jest na str. 230-231 w związku z "Głosowaniem/Referendum Ludowym" w 1946 roku oraz na str. 232 w biogramie ks. Józefa Żeliwskiego, powojennego proboszcza barwałdzkiego, który był wcześniej wikariuszem w Choczni.

Wszystkim autorom należą się wyrazy uznania za włożoną pracę i jej efekty. Ze względu na ograniczoną liczbę stron trudno uznać tę książkę za pełną monografię (poza pierwszymi dwoma częściami), a raczej, jak pisze Mirosław Płonka, za studium lub za monografię skondensowaną, w której pewne wątki omówiono skrótowo lub wcale o nich nie wspomniano (np. o zjawisku emigracji z Barwałdów, czy o części wywodzących się z tych wsi interesujących osób). W toku dalszych badań z pewnością uda się też uzupełnić Aneks nr 2 dotyczący represjonowanych podczas II wojny światowej (choćby o Marię Bryndza z domu Filek).




środa, 19 sierpnia 2026

Ule figuralne z Choczni

 W zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie znajdują się dwa drewniane ule z Choczni w kształcie górala i góralki, które pochodzą z połowy XIX wieku. Pierwotnie stanowiły podarunek weselny, a do krakowskiego muzeum trafiły w latach 30. XX wieku za sprawą ówczesnego choczeńskiego proboszcza ks. Józefa Dunajeckiego.


Rzeźbione ule z Choczni mają swoje najbliższe odpowiedniki na Słowacji. Pokrewieństwo między okazami słowackimi a polskimi jest wyraźne, niemniej i różnice są duże. Choczeńskie rzeźby odtwarzają wiernie strój ludowy z okolic Wadowic i kobieta odziana jest w koszulę z wykładanym kołnierzykiem, haftowanym czerwoną nicią, w gorset czerwony zapinany na duże guziki, ale jeszcze bez ozdób naszywanych i haftowanych, oraz w spódnicę granatową, mężczyzna zaś w kapelusz niski z krepą wyciętą w ząbki, koszulę nie zdobioną, krótką gunię/górnicę brązową, zarzuconą na ramiona, szeroki pas, zapinany na cztery sprzączki, oraz białe spodnie wałaskie z dwoma przyporami obszytymi czerwonym sznurkiem w półkach, wypuszczone na kierpce.

Oczywiście ule nie stanowią jedynie wiedzy o stroju ludowym, ale stanowią określoną wartość jako dzieła sztuki ludowej. Ich formę artystyczną stworzyli ludzie obdarzeni zdolnością nadawania konkretnego kształtu plastycznego swoim pomysłom. Wyrastała ona co prawda z charakteru tworzywa oraz wyznaczonej jej funkcji użytkowej, ale przede wszystkim z lokalnej tradycji plastycznej i predyspozycji twórczej artysty ludowego (cytat z Polskiej Sztuki Ludowej nr 2 z 1955 roku).

sobota, 8 sierpnia 2026

Służące

 

Ślady pracy zarobkowej kobiet związanych z Chocznią przed 1919 rokiem odnajdujemy w księgach parafialnych, aktach sądowych, spisach ludności, doniesieniach prasowych i archiwach administracyjnych. Wyłania się z nich obraz kobiet aktywnych, mobilnych i zaradnych, które podejmowały zatrudnienie zarówno w rodzinnej wsi, jak i w odległych miastach Galicji, na Morawach, w Austrii, Prusach, w zaborze rosyjskim i w USA.

Najliczniejszą grupę stanowiły służące. Już w 1794 roku w kontrakcie przedślubnym Zofii Gąsiorówny z Frydrychowic odnotowano, że przyszła panna młoda przez pięć lat pracowała jako służąca w Choczni. Wspomniany kontrakt dostarcza intersujących danych o jej stanie majątkowym – Gąsiorówna posiadała mienie o wartości około 37 złotych reńskich, na które składały się: młoda krowa, 8 ociepek lnu niewyrobionego, pierzyna, 2 prześcieradła i poduszka oraz ubrania: przechodzone buty, nowa górnica, dwa fartuchy, sześć zapasek, trzy koszulki spodnie i pięć wierzchnich batystowych, dwa gorsety nowe i trzy spódnice.

W 1844 roku do Księgi Towarzystw Trzeźwości i Wstrzemięźliwości wpisano jedenaście służących w Choczni: Mariannę Wątroba, Reginę Bryndza, Zofię Romańczyk, Annę Zytkównę, Małgorzatę Drożdż, Annę Budzionkę, Teresę Płonka, Mariannę Legień, Annę Legień, Zofię Dydak i Reginę Sikora. W kolejnych latach zapisały się ponadto Katarzyna Bury i Regina Rzycka (1845), Wiktoria Zając i Rozalia Harnik (1862) oraz Marianna Stankowicz i Marianna Bylica (1863). Wymienione wyżej wywodziły się zarówno z rodzin od pokoleń osiadłych w Choczni, jak i spoza wsi. Do tej drugiej grupy zaliczały się też: Teresa Strobel, która w 1843 roku zmarła na zapalenie płuc w wieku 54 lat, Wiktoria Babiarczyk z Zawoi, służąca w domu nr 22, która w 1849 roku zmarła na cholerę, Teresa Habrzyk (1851), czy Anna Drobek, rodem z Lasu, która poślubiła również służącego Jana Ryłkę ze Stanisławia.

Znacznie później, bo pod koniec XIX wieku służyły w Choczni także Teresa Dziewiątka (1890), Anna Wierońska i Magdalena Spytkowska (1900), odnotowane w księgach chrztów jako matki nieślubnych dzieci, co w ówczesnych warunkach oznaczało społeczne napiętnowanie i dodatkowe trudności materialne.

Charakter i zakres pracy świadczony przez służące na wsi różnił się od obowiązków kobiet posługujących w domach miejskich. Dla służących w Choczni, a także np. Wiktorii Szczur w Witanowicach (1862), Marianny Balon w Inwałdzie (1875), Anny Szczur w Wieprzu (1883), Anny Kłaput we Frydrychowicach (1880), czy Agnieszki Kręcioch w Jawiszowicach (1874) dzień pracy był ściśle związany z rytmem przyrody i gospodarstwa. Do ich obowiązków należało dojenie krów, oporządzanie trzody chlewnej, praca w polu (podczas żniw czy wykopków), noszenie wody ze studni, a także pomoc w obejściu (przygotowywanie paszy i posiłków). Dla dziewczyny służącej na wsi, praca ta była najczęściej przedłużeniem jej dotychczasowej wegetacji. Nie dawała szans na awans społeczny – celem było uzbieranie skromnego wiana i wyjście za mąż za miejscowego parobka lub małorolnego chłopa.

Natomiast wyjazd na służbę do miasta, mimo ryzyka nadużyć, samotności i ciężkiej pracy, był dla wielu dziewcząt jedyną szansą na wyrwanie się z wiejskiej biedy. Dawał bezpośredni kontakt z nowoczesnością i szansę na ułożenie sobie życia w mieście. Praca służących w miastach koncentrowała się w zamkniętych przestrzeniach kamienic i willi. Musiały opanować miejskie standardy higieny i etykiety, a do ich zadań należało codzienne mycie lub froterowanie podłóg, palenie w piecach kaflowych, co wiązało się z dźwiganiem węgla na wysokie piętra, pranie delikatnych tkanin, prasowanie, zakupy na targach oraz gotowanie według wymagań chlebodawców.

Geografia zarobkowej migracji służących z Choczni obejmowała przede wszystkim pobliskie miasta i miasteczka. Wadowice, odległe zaledwie o kilka kilometrów, stanowiły naturalny cel poszukiwania pracy. W 1850 roku służącą była tam Marianna Zawiła, w 1853 Zofia Rokowska, w 1862 Marianna Wawer, w 1867 Marianna Rudzicka, a w 1868 Katarzyna Szczur. W kolejnych latach służbę w Wadowicach podejmowały między innymi: Anna Wawer (od 1871), Agata Góral i Teresa Łazowska (notowane w 1873), Marianna Płonka (1878), Magdalena Żak (1880), Anna Balon (1883), Franciszka Wojtala (1885) i Anna Putek z domu Garżel (1888), która później pracowała głównie jako praczka oraz prasowaczka, w tym także bielizny kościelnej i liturgicznej.

Jeżeli chodzi o sprzątanie choczeńskiego kościoła, to zajmowała się tym Marianna Koman, która za swoje usługi otrzymywała w 1894 roku 7 zł reńskich.

Służba w Wadowicach tragicznie skończyła się dla 18-letniej Teresy Klaczak, która zginęła w 1880 roku w gwałtownym, nocnym pożarze, który zniszczył dom jej pracodawcy. Dowodem problemów społecznych epoki był też przypadek służącej w Wadowicach Marianny Wawer, córki wyrobników, leczonej w 1862 roku na zgniłą chorobę, jak wówczas nazywano syfilis, przypadłość stygmatyzującą i trudną w leczeniu.

W 1887 roku z przyczyn naturalnych w wieku zaledwie 17 lat zmarła Rosa Silbiger, pochodząca ze Strumienia na Śląsku austriackim, która służyła u choczeńskiego szynkarza.

Świadectwem desperacji, do jakiej mogła doprowadzić bieda, była historia Marianny Koman. W 1875 roku ta dziewiętnastoletnia służąca stanęła przed ck Trybunałem Sądu Przysięgłych w Krakowie oskarżona o zbrodnię rabunku. Marianna pochodziła z Choczni, ale zamieszkiwała w Zawadce. Do czternastego roku życia wychowywała się przy rodzicach, później pracowała jako służąca. Nie umiała pisać i nie była dotąd karana. Jej stan majątkowy był skromny - posiadała wspólnie z rodzeństwem dziewięć mórg pola, którym po śmierci ojca administrował opiekun prawny. 21 marca 1875 roku Marianna wywabiła inną służącą, Salomeę Góra, pod stodołę Antoniego Zębatego w Wadowicach, położoną w pustym polu. Górówna dała się namówić, uwierzywszy w zmyślony sen o zmarłej matce Marianny, która prosiła o pieniądze na wybawienie od mięk piekielnych, a w zamian miała wskazać miejsce, w którym zakopana jest skrzynka z brzęczącymi monetami. Gdy ofiara przyniosła 5 florenów, zamiast żądanych 10, Marianna zaatakowała ją kamieniem, krzycząc:

Godoj psio krew kaj mos piniondze, bo cie zabije!, po czym uderzyła ją kilkakrotnie w głowę, biła pięścią między oczy, przydusiła kolanem do ziemi i kopała. Zakrwawione ubrania schowała w skrzyni u dziadków, ale została schwytana i skazana na pięć lat ciężkiego więzienia obostrzonego postem co czternaście dni, zwrot kosztów sądowych i zadośćuczynienie dla Górówny. Jako okoliczności łagodzące sąd przyjął jej młody wiek, dotychczasową niekaralność, przyznanie się do winy ze skruchą i stosunkowo niewielką szkodę. Bez tych okoliczności groziło jej od dziesięciu do dwudziestu lat więzienia.

Inne miasta galicyjskie również przyciągały kobiety z Choczni. W Krakowie w 1870 roku służyła Katarzyna Kumorek, a w późniejszych latach m.in.: Katarzyna Graca (1878), Katarzyna Szymonek (1884) i Marianna Wójcik (1887). Według spisu mieszkańców Krakowa z 1910 roku w stolicy Galicji przebywały także służące: Maria Twaróg (ur. 1892), Maria Graboń (ur. 1872), Helena Guzdek (ur. 1876), Albina Szczur (ur. 1865), Maria Wawro (ur. 1880) i posługaczka Marianna Kowalska z domu Gazda (ur. 1831).

Natomiast w Białej zatrudnienie znalazły Elżbieta Zając (1871) i Katarzyna Zając (1875), które wyszły tam za mąż. W Bielsku służyła Franciszka Bylica (1883), we Lwowie Marianna Wójcik (1884), w Tarnopolu Marianna Guzdek (1873), w Gorlicach Tekla Łopata (1873), a w Andrychowie w różnych okresach Anna Stanaszek (1855) i Teresa Szczur (1884), która znalazła zatrudnienie u hrabiostwa Bobrowskich w Andrychowie, co świadczyło o jej szczególnych kwalifikacjach lub rekomendacjach.

Migracje zarobkowe kobiet z Choczni wykraczały daleko poza granice Galicji. Na Morawach, w monarchii habsburskiej, służba domowa stanowiła atrakcyjną formę zatrudnienia. We Frydku pracowała Honorata Guzdek, a w 1876 roku w Morawskiej Ostrawie zatrudniona była Marianna Koman. Szczególnie interesujący jest przypadek Marii Hanusiak, która od 1900 roku pracowała jako służąca w Hranicach. Jej życie odsłania trudności samotnej migrantki - gdy urodziła nieślubne dziecko, jego utrzymanie stało się przedmiotem wieloletniej korespondencji i sporów między gminami Hranice i Chocznia, które usiłowały przerzucić na siebie wzajemnie ciężar finansowy opieki nad dzieckiem.

W granicach Rosji, w Romanowie w Królestwie Polskim służyła Regina Baczak (właściwie Lachendro), która w 1875 roku zamierzała wyjść tam za mąż. Niektóre kobiety znajdowały zatrudnienie nawet w Austrii - wieloletnią służącą była tam Wiktoria Spytkowska (ur. 1865), według niepotwierdzonych wspomnień pracująca także w domu rodziców Adolfa Hitlera, choć ten szczegół wymaga ostrożnego traktowania ze względu na brak wiarygodnych źródeł.