sobota, 21 marca 2026

Kariery wojskowe dwóch Chocznian z XIX wieku

 W 1863 roku Kuria Biskupia z Tarnowa poszukiwała na terenie swojej diecezji niejakiego Antoniego Gazdy, rozsyłając zapytanie do wszystkich podległych sobie parafii. Okazało się, że pozytywnie odpowiedział na nie proboszcz z Choczni ks. Józef Komorek, który potwierdził, że Gazda mieszka na terenie miejscowej parafii w domu nr 17 (dolna część obecnej ul. Kościuszki). Powodem tych poszukiwań była chęć wręczenia Gaździe Medalu Papieskiego i dyplomu za zasługi dla Kościoła i Papiestwa.

Czym zasłużył się ten dziewiętnastowieczny Chocznianin?

Otóż Antoni Gazda był żołnierzem wojsk papieskich, ale oczywiście niekojarzonej ze współczesnym Watykanem Gwardii Szwajcarskiej (w której mogli służyć tylko Szwajcarzy), lecz ochotniczej formacji tak zwanych żuawów. Członkami tej elitarnej jednostki nie byli najemnicy - ich służba była uważana za obowiązek religijny i rodzaj krucjaty w obronie papieża.

W 1860 roku Państwo Papieskie było znacznie większe niż dzisiaj i obejmowało ponad 40.000 kilometrów kwadratowych pośrodku Półwyspu Apenińskiego. Ponieważ w tym czasie nabrał tempa proces zjednoczenia Włoch, to ziemie pod władzą papieża zostały zaatakowane z dwóch stron: z północy przez powstańców Garibaldiego i z południa przez wojska Królestwa Sardynii, którzy dążyli do połączenia kontrolowanych przez siebie terytoriów. W obliczu zagrożenia papiestwo postanowiło stworzyć armię opartą o ochotników z całego katolickiego świata - głównie Francuzów i Belgów, ale także Holendrów, Irlandczyków, Niemców, Austriaków, czy nielicznych wtedy Polaków. 

Charakterystycznie umundurowani żuawi (w stylu orientalnym) wyróżnili się szczególnie w walkach pod Castelfidardo, gdzie przeprowadzili brawurowy atak na bagnety przeciwko znacznie liczniejszym i lepiej wyposażonym oddziałom włoskim. Mimo ich męstwa, wojska papieskie zostały rozbite. Porażka ta doprowadziła do utraty większości terytoriów Państwa Kościelnego (z wyjątkiem Rzymu i Lacjum). 


To właśnie za zasługi w tych walkach wyróżniono Gazdę medalem i dyplomem. Nie był to oczywiście prosty rolnik, który wyruszył z Choczni bić się w obronie papieża. Gazda w 1860 roku miał za sobą 8 lat służby w austriackim 56. Pułku Piechoty (1849-1857). W 1859 roku ponownie wcielono go na krótko do armii austriackiej, po czym zdemobilizowano. Wtedy właśnie musiał dowiedzieć się o sytuacji we Włoszech i udać się zaciągnąć do armii papieskiej.

Po wręczeniu medalu i dyplomu w 1863 roku dalsze losy Gazdy nie są znane. W choczeńskich księgach metrykalnych nie odnotowano jego zgonu, a w spisie domów z 1873 roku nie wymieniono właścicieli posesji nr 17. Dwa lata później, w akcie fundacji choczeńskich dzwonów, pod nr 17 figuruje osoba o nazwisku Gazda, ale chodziło o Ewę Gazda, której ewentualne związki z Antonim nie są znane.

----

O ile rekruci z Choczni służyli głównie w austriackiej piechocie lub lekkich oddziałach konnych, to rzadkością byli żołnierze formacji elitarnych, takich jak strzelcy (jegrzy). Zupełnym zaś wyjątkiem był członek ciężkiej kawalerii – kirasjer. I to w dodatku żołnierz nie zwykłego pułku kirasjerów, a 2. Regimentu Arcyksięcia Franciszka (Erzherzog Franz), który to pułk po wstąpieniu Franciszka na tron stał się regimentem cesarskim.

Właśnie w tym pułku miał zaszczyt służyć Chocznianin Jakub Garżel, urodzony w 1767 roku. 

Garżel, jako poborowy z Galicji chłopskiego pochodzenia teoretycznie nie powinien zostać wcielony do 2. Pułku Kirasjerów, gdyż obszarem jego rekrutacji nie była Galicja. By się jednak w nim znaleźć, musiał wyróżniać się umiejętnością jazdy konnej i szczególnymi warunkami fizycznymi. Kirasjerzy byli formacją ciężką, przeznaczoną do przełamywania linii przeciwnika masą koni i siłą mięśni, więc szukano mężczyzn wysokich, barczystych i silnych. Rekrut musiał być w stanie udźwignąć ciężki pancerz (kiras) oraz władać masywnym pałaszem. Co ciekawe, kirasjerzy nosili pancerz tylko z przodu - plecy nie były chronione, co miało zapobiegać ucieczkom z pola walki. Uzbrojenie kirasjerów dopełniały pistolety i karabinek.

Jako doświadczony, ponad trzydziestoletni żołnierz, Jakub Garżel brał udział we wczesnej fazie wojen napoleońskich, które zakończyły się dla Austrii bolesnymi porażkami militarnymi. W latach 1779-1800 walczył przeciwko Francuzom na terenie Niemiec, prawdopodobnie brał udział w znanej bitwie pod Hohenlinden koło Monachium.

W 1804 roku Garżel wrócił do Choczni jako tak zwany urlopnik - żołnierz, który nie otrzymywał żołdu i wyżywienia, ale który nadal mógł być w razie potrzeby powoływany do służby czynnej. By się utrzymać, zawarł ugodę ze swoimi braćmi Krzysztofem i Stanisławem, na mocy której podzielili pole po rodzicach (1/4 roli, czyli około 18 morgów) na trzy równe części. Bracia dostarczyli mu również nawozu na pole oraz ziarna owsa i żyta do zasiewu. Po przejęciu ziemi Jakub Garżel ożenił się jeszcze tego samego roku z Marianną Rudzką, córką miejscowego krawca. Miał z nią kilkoro dzieci i wszyscy współcześni choczeńscy Garżelowie są jego potomkami. Był także pradziadkiem Józefa Putka, znanego działacza politycznego i adwokata.

Zmarł 27 lat później (1831) podczas epidemii cholery.

Wraz z rozwojem artylerii i broni strzeleckiej kirasjerzy stawali się coraz większym stopniu formacją paradną, a nie realną siłą zdolną przełamywać linię frontu.


Kirasjer austriacki z nieco
późniejszego okresu (1809)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz