Ślady pracy
zarobkowej kobiet związanych z Chocznią przed 1919 rokiem odnajdujemy w
księgach parafialnych, aktach sądowych, spisach ludności, doniesieniach
prasowych i archiwach administracyjnych. Wyłania się z nich obraz kobiet
aktywnych, mobilnych i zaradnych, które podejmowały zatrudnienie zarówno w
rodzinnej wsi, jak i w odległych miastach Galicji, na Morawach, w Austrii, Prusach,
w zaborze rosyjskim i w USA.
Najliczniejszą
grupę stanowiły służące. Już w 1794 roku w kontrakcie przedślubnym Zofii
Gąsiorówny z Frydrychowic odnotowano, że przyszła panna młoda przez pięć lat
pracowała jako służąca w Choczni. Wspomniany kontrakt dostarcza intersujących
danych o jej stanie majątkowym – Gąsiorówna posiadała mienie o wartości około
37 złotych reńskich, na które składały się: młoda krowa, 8 ociepek lnu
niewyrobionego, pierzyna, 2 prześcieradła i poduszka oraz ubrania: przechodzone
buty, nowa górnica, dwa fartuchy, sześć zapasek, trzy koszulki spodnie i pięć
wierzchnich batystowych, dwa gorsety nowe i trzy spódnice.
W 1844 roku do Księgi
Towarzystw Trzeźwości i Wstrzemięźliwości wpisano jedenaście służących w Choczni:
Mariannę Wątroba, Reginę Bryndza, Zofię Romańczyk, Annę Zytkównę, Małgorzatę
Drożdż, Annę Budzionkę, Teresę Płonka, Mariannę Legień, Annę Legień, Zofię
Dydak i Reginę Sikora. W kolejnych latach zapisały się ponadto Katarzyna Bury i
Regina Rzycka (1845), Wiktoria Zając i Rozalia Harnik (1862) oraz Marianna Stankowicz i Marianna Bylica (1863). Wymienione wyżej wywodziły się zarówno z rodzin od pokoleń osiadłych w Choczni,
jak i spoza wsi. Do tej drugiej grupy zaliczały się też: Teresa Strobel, która
w 1843 roku zmarła na zapalenie płuc w wieku 54 lat, Wiktoria Babiarczyk z Zawoi, służąca w domu nr 22, która w 1849 roku zmarła na
cholerę, Teresa
Habrzyk (1851), czy Anna
Drobek, rodem z Lasu, która poślubiła również służącego Jana Ryłkę ze
Stanisławia.
Znacznie
później, bo pod koniec XIX wieku służyły w Choczni także Teresa Dziewiątka
(1890), Anna Wierońska i Magdalena Spytkowska (1900), odnotowane w księgach chrztów jako matki nieślubnych dzieci, co w ówczesnych
warunkach oznaczało społeczne napiętnowanie i dodatkowe trudności materialne.
Charakter i
zakres pracy świadczony przez służące na wsi różnił się od obowiązków kobiet
posługujących w domach miejskich. Dla służących w Choczni, a także np. Wiktorii
Szczur w Witanowicach (1862), Marianny
Balon w Inwałdzie (1875), Anny
Szczur w Wieprzu (1883), Anny
Kłaput we Frydrychowicach (1880),
czy Agnieszki Kręcioch w Jawiszowicach (1874) dzień pracy był ściśle związany z rytmem przyrody i gospodarstwa. Do ich
obowiązków należało dojenie krów, oporządzanie trzody chlewnej, praca w polu
(podczas żniw czy wykopków), noszenie wody ze studni, a także pomoc w obejściu
(przygotowywanie paszy i posiłków). Dla dziewczyny służącej na wsi, praca ta
była najczęściej przedłużeniem jej dotychczasowej wegetacji. Nie dawała szans
na awans społeczny – celem było uzbieranie skromnego wiana i wyjście za mąż za
miejscowego parobka lub małorolnego chłopa.
Natomiast wyjazd
na służbę do miasta, mimo ryzyka nadużyć, samotności i ciężkiej pracy, był dla
wielu dziewcząt jedyną szansą na wyrwanie się z wiejskiej biedy. Dawał
bezpośredni kontakt z nowoczesnością i szansę na ułożenie sobie życia w mieście.
Praca służących w miastach koncentrowała się w zamkniętych przestrzeniach
kamienic i willi. Musiały opanować miejskie standardy higieny i etykiety, a do
ich zadań należało codzienne mycie lub froterowanie podłóg, palenie w piecach
kaflowych, co wiązało się z dźwiganiem węgla na wysokie piętra, pranie
delikatnych tkanin, prasowanie, zakupy na targach oraz gotowanie według wymagań
chlebodawców.
Geografia
zarobkowej migracji służących z Choczni obejmowała przede wszystkim pobliskie
miasta i miasteczka. Wadowice, odległe zaledwie o kilka kilometrów, stanowiły
naturalny cel poszukiwania pracy. W 1850 roku służącą była tam Marianna Zawiła,
w 1853 Zofia Rokowska, w 1862 Marianna Wawer, w 1867 Marianna Rudzicka, a w
1868 Katarzyna Szczur. W kolejnych latach służbę w Wadowicach podejmowały między innymi: Anna Wawer
(od 1871), Agata
Góral i Teresa Łazowska (notowane w 1873), Marianna Płonka (1878), Magdalena Żak (1880), Anna Balon (1883), Franciszka Wojtala (1885) i Anna Putek z domu Garżel (1888), która później pracowała głównie jako praczka
oraz prasowaczka, w tym także bielizny kościelnej i liturgicznej.
Jeżeli chodzi o
sprzątanie choczeńskiego kościoła, to zajmowała się tym Marianna Koman, która
za swoje usługi otrzymywała w 1894 roku 7 zł reńskich.
Służba w
Wadowicach tragicznie skończyła się dla 18-letniej Teresy Klaczak, która
zginęła w 1880 roku w gwałtownym, nocnym pożarze, który zniszczył dom jej
pracodawcy. Dowodem
problemów społecznych epoki był też przypadek służącej w Wadowicach Marianny
Wawer, córki wyrobników, leczonej w 1862 roku na zgniłą chorobę, jak
wówczas nazywano syfilis, przypadłość stygmatyzującą i trudną w leczeniu.
W 1887 roku z
przyczyn naturalnych w wieku zaledwie 17 lat zmarła Rosa Silbiger, pochodząca
ze Strumienia na Śląsku austriackim, która służyła u choczeńskiego szynkarza.
Świadectwem
desperacji, do jakiej mogła doprowadzić bieda, była historia Marianny Koman. W
1875 roku ta dziewiętnastoletnia służąca stanęła przed ck Trybunałem Sądu
Przysięgłych w Krakowie oskarżona o zbrodnię rabunku. Marianna pochodziła z
Choczni, ale zamieszkiwała w Zawadce. Do czternastego roku życia wychowywała
się przy rodzicach, później pracowała jako służąca. Nie umiała pisać i nie była
dotąd karana. Jej stan majątkowy był skromny - posiadała wspólnie z rodzeństwem
dziewięć mórg pola, którym po śmierci ojca administrował opiekun prawny. 21
marca 1875 roku Marianna wywabiła inną służącą, Salomeę Góra, pod stodołę
Antoniego Zębatego w Wadowicach, położoną w pustym polu. Górówna dała się
namówić, uwierzywszy w zmyślony sen o zmarłej matce Marianny, która prosiła o
pieniądze na wybawienie od mięk piekielnych, a w zamian miała wskazać miejsce,
w którym zakopana jest skrzynka z brzęczącymi monetami. Gdy ofiara przyniosła 5
florenów, zamiast żądanych 10, Marianna zaatakowała ją kamieniem, krzycząc:
Godoj psio
krew kaj mos piniondze, bo cie zabije!, po czym uderzyła ją kilkakrotnie w
głowę, biła pięścią między oczy, przydusiła kolanem do ziemi i kopała.
Zakrwawione ubrania schowała w skrzyni u dziadków, ale została schwytana i
skazana na pięć lat ciężkiego więzienia obostrzonego postem co czternaście dni,
zwrot kosztów sądowych i zadośćuczynienie dla Górówny. Jako okoliczności
łagodzące sąd przyjął jej młody wiek, dotychczasową niekaralność, przyznanie
się do winy ze skruchą i stosunkowo niewielką szkodę. Bez tych okoliczności
groziło jej od dziesięciu do dwudziestu lat więzienia.
Inne miasta
galicyjskie również przyciągały kobiety z Choczni. W Krakowie w 1870 roku
służyła Katarzyna Kumorek, a w późniejszych latach m.in.: Katarzyna Graca (1878), Katarzyna Szymonek
(1884) i Marianna Wójcik (1887). Według spisu mieszkańców Krakowa z 1910 roku w stolicy Galicji przebywały także
służące: Maria Twaróg (ur. 1892), Maria Graboń (ur. 1872), Helena Guzdek (ur.
1876), Albina Szczur (ur. 1865), Maria Wawro (ur. 1880) i posługaczka Marianna
Kowalska z domu Gazda (ur. 1831).
Natomiast w
Białej zatrudnienie znalazły Elżbieta Zając (1871) i Katarzyna Zając (1875),
które wyszły tam za mąż. W Bielsku służyła Franciszka Bylica (1883), we Lwowie Marianna Wójcik (1884), w
Tarnopolu Marianna Guzdek (1873), w Gorlicach Tekla Łopata (1873), a w Andrychowie w różnych okresach Anna Stanaszek (1855) i Teresa Szczur (1884), która znalazła zatrudnienie u hrabiostwa Bobrowskich w
Andrychowie, co
świadczyło o jej szczególnych kwalifikacjach lub rekomendacjach.
Migracje
zarobkowe kobiet z Choczni wykraczały daleko poza granice Galicji. Na Morawach,
w monarchii habsburskiej, służba domowa stanowiła atrakcyjną formę
zatrudnienia. We Frydku pracowała Honorata Guzdek, a w 1876 roku w Morawskiej Ostrawie zatrudniona była Marianna Koman. Szczególnie interesujący jest przypadek Marii Hanusiak, która od 1900 roku
pracowała jako służąca w Hranicach. Jej życie odsłania trudności samotnej
migrantki - gdy urodziła nieślubne dziecko, jego utrzymanie stało się
przedmiotem wieloletniej korespondencji i sporów między gminami Hranice i
Chocznia, które usiłowały przerzucić na siebie wzajemnie ciężar finansowy
opieki nad dzieckiem.
W granicach
Rosji, w Romanowie w Królestwie Polskim służyła Regina Baczak (właściwie
Lachendro), która w 1875 roku zamierzała wyjść tam za mąż. Niektóre kobiety znajdowały zatrudnienie nawet w Austrii - wieloletnią służącą
była tam Wiktoria Spytkowska (ur. 1865), według niepotwierdzonych wspomnień
pracująca także w domu rodziców Adolfa Hitlera, choć ten szczegół wymaga ostrożnego traktowania ze względu na brak wiarygodnych
źródeł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz