Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Franciszek Jabłoński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Franciszek Jabłoński. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 września 2026

Nietypowe losy byłego choczeńskiego wikariusza ks. Franciszka Jabłońskiego

 

Ks. Jabłoński u schyłku życia

Ksiądz Franciszek Józef Jabłoński, zapamiętany m.in. jako wikariusz w Choczni, był postacią o niezwykle barwnym i skomplikowanym życiorysie, w którym gorliwa praca duszpasterska i społeczna przeplatała się z dramatycznymi, życiowymi zawirowaniami. Urodził się 14 września 1864 roku w Sieniawie, w zaborze austriackim (dzisiejsze województwo podkarpackie), jako syn majstra murarskiego Ludwika Jabłońskiego i jego żony Marii. Swoją drogę ku kapłaństwu rozpoczął od studiów filozoficznych na Uniwersytecie Lwowskim, które kontynuował do 1890 roku, by następnie przenieść się na wydział teologiczny Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1894 roku, rozpoczynając wieloletnią służbę w galicyjskich parafiach.

Jako młody, pełen energii kapłan pracował kolejno jako wikariusz we Frydrychowicach (1894-95), Chrzanowie (1895-98), Czańcu (1898-1902, gdzie pełnił również obowiązki katechety), Andrychowie (1902-1903) i Skawinie (1905-1906). We wrześniu 1906 roku przybył do Choczni, gdzie sprawował funkcję wikariusza przez niespełna rok, do końca sierpnia 1907 roku. Następnie został przeniesiony do Cięciny. Ksiądz Jabłoński dał się poznać w tamtym okresie nie tylko jako oddany duszpasterz, ale przede wszystkim jako rzutki społecznik. Z pasją zakładał kółka rolnicze i czytelnie ludowe, podnosząc poziom oświaty i kultury wśród wiejskiej ludności, a także gorąco wspierał działalność patriotycznego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”.

Doskonałym świadectwem jego poglądów i głębokiego zaangażowania w sprawy narodowe była przemowa, którą wygłosił 5 maja 1907 roku w Wadowicach podczas uroczystych obchodów rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. W szczelnie wypełnionej sali wadowickiego „Sokoła”, w obecności przedstawicieli wszystkich stanów, ks. Jabłoński skierował do zgromadzonej młodzieży słowa pełne troski o przyszłość ojczyzny. Apelował, by ich największym czynem patriotycznym była nauka, gdyż „Polska potrzebuje uczonych”. Z dużą odwagą i przenikliwością poruszał najtrudniejsze kwestie ówczesnej rzeczywistości. Wzywał do rozwiązania problemów socjalnych poprzez wzajemną miłość wszystkich klas społecznych. Odnosząc się do napiętych relacji z Rusinami (Ukraińcami), z jednej strony twardo bronił polskości Uniwersytetu Lwowskiego, a z drugiej przypominał, że należy dążyć do zgody, widząc w nich braci. W sposób nieszablonowy jak na tamte czasy poruszył również kwestię żydowską, sugerując, że brak wzajemnego zrozumienia i izolacja tej społeczności mogą wynikać z faktu, iż Polacy okazali Żydom „za mało serca”. Zachęcał do badania i lepszego poznania tego narodu w imię przyszłej harmonii.

Niestety, mimo wielkich zasług społecznych i patriotycznego oddania, kariera duszpasterska ks. Jabłońskiego w ojczyźnie zakończyła się nagłym i bolesnym kryzysem. Kiedy otrzymał nominację do Lanckorony, odmówił jej przyjęcia, mimo groźby suspensy ze strony władz kościelnych. Powody tej odmowy pozostają tajemnicą, choć sam zainteresowany tłumaczył swoją decyzję o wyjeździe z kraju tym, że był „udręczony fałszywymi oskarżeniami".

W 1909 roku ksiądz Jabłoński podjął samowolną decyzję o emigracji do Kanady. Był to krok desperacki dla czterdziestopięcioletniego kapłana, który musiał zostawić za sobą piętnaście lat pracy duszpasterskiej i społecznej. Pierwsze miesiące za oceanem były okresem ciężkiej próby – wykształcony duchowny pracował fizycznie przy budowie kolei i prał bieliznę w szpitalu w Vancouver. Te poniżające doświadczenia nie złamały go jednak, a wręcz przeciwnie – zahartowały i przygotowały do kolejnego etapu posługi.

Jego los odmienił się w 1910 roku, kiedy to 20 stycznia przybył pociągiem z Kanady do Stanów Zjednoczonych, przekraczając granicę w Blaine w stanie Waszyngton. Wkrótce powrócił do swojego powołania, stając się duszpasterzem dla Polaków i Litwinów w domu św. Józefa w Chicago, a następnie w Nowym Jorku. Zachowana Deklaracja Zamiaru z 1912 roku, dokumentująca jego proces naturalizacyjny w Bostonie, pozwala nam dokładnie wyobrazić sobie, jak wówczas wyglądał. W wieku 48 lat Francis Joseph Jablonski – bo pod takim imieniem funkcjonował w USA – był drobnym mężczyzną o wzroście około 165 centymetrów (5 stóp i 5 cali) i wadze niespełna 62 kilogramów (136 funtów). Posiadał ciemną cerę, czarne włosy i brązowe oczy, a w rubryce „zawód” ponownie z dumą wpisał: duchowny.

Po uzyskaniu amerykańskiego obywatelstwa w 1912 roku, ks. Jabłoński osiadł na stałe w stanie Massachusetts, gdzie odnalazł życiową stabilizację i pole do dawnej, społecznej aktywności. To właśnie tam rozpoczął swoją 14-letnią posługę w miejscowości Maynard, zapisując się w lokalnej historii jako założyciel polskiej parafii św. Kazimierza. Swoje ostatnie lata spędził jako wikariusz w polskim kościele St. Mary w Bostonie (mieszkając przy 655 Dorchester Ave. w South Boston). 

Zmarł 16 czerwca 1929 roku. Spoczął z dala od rodzinnej Sieniawy i galicyjskiej ziemi, na New Calvary Cemetery w Mattapan, pozostawiając po sobie pamięć niestrudzonego społecznika, wybitnego mówcy i duszpasterza, który mimo życiowych burz do końca służył swoim rodakom.


Nagrobek w Mattapan