piątek, 30 stycznia 2026

Wizytacja parafii w 1602 roku

 

W Choczni, wsi królewskiej położonej niedaleko Wadowic, w 1602 roku przeprowadzono szczegółową wizytację kościelną. Ówczesny kościół – drewniana, konsekrowana świątynia pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela prezentował się solidnie. Miał mocne ściany, nienaruszone okna, strop z desek (malowany jedynie w prezbiterium), solidne drzwi z porządnymi zamkami. Pośrodku nawy, na drewnianej belce, wisiał okazały krzyż z figurą Ukrzyżowanego, a ambona znajdowała się w wygodnym, dobrze widocznym miejscu.

Wnętrze zdobiły trzy murowane ołtarze: główny – najprawdopodobniej konsekrowany – oraz dwa boczne, które wizytator uznał za nieużywane do celów liturgicznych. Najświętszy Sakrament przechowywano w rzeźbionym, wieżowym cyborium (tabernakulum) po prawej stronie ołtarza, choć jedna z puszek była już pęknięta, a Hostie leżały w zwykłym, czystym woreczku. Brakowało naczynia na oleje święte, a chrzcielnica – drewniana, z miedzianym kociołkiem – stała pusta, bez wody.

Kościół posiadał jednak przyzwoite wyposażenie liturgiczne: srebrny, pozłacany kielich z pateną, pięć ornatów w różnych kolorach liturgicznych, dwa jedwabne antependia (zasłony dolnej części ołtarza), trzy alby oraz Mszał Rzymski. Wszystkie te przedmioty, wraz z korporałami, puryfikaterzami i obrusami ołtarzowymi, zostały dokładnie spisane i podpisane przez wizytatora w inwentarzu.

Niestety, mimo tych względnych bogactw, parafia borykała się z poważnymi problemami. Nie miała własnego, rezydującego proboszcza – opiekę nad nią sprawował ks. Mikołaj Wrzaskowicz, pleban wadowicki, mieszkający w odległości 15 stajań (około 2,5–3 km). To właśnie brak stałego duszpasterza na miejscu przyczynił się do tragicznego wydarzenia: tuż przed Zielonymi Świątkami kościół został obrabowany. Złodzieje włamali się do cyborium, rozsypali po posadzce Najświętszy Sakrament, zabrali oleje święte i inne rzeczy. Świątynia pozostawała bez należytej opieki.

Plebania była w opłakanym stanie – w dużej części już zrujnowana. Jedynie rektor tutejszej szkoły (nauczyciel) mieszkał godnie, mając własny domek i ogródek przy kościele. Mieszkańcy płacili meszne (podatek kościelny) plebanowi w Wadowicach.

Wizytator, widząc zaniedbania i skutki poprzednich, niewykonanych zaleceń, wydał konkretne nakazy naprawcze:

  • natychmiast wzmocnić i lepiej zabezpieczyć zamknięcie cyborium, które zostało uszkodzone przez włamywaczy;
  • przenieść srebrny kielich z domu witryka (kościelnego) na plebanię w Wadowicach – nie mógł on dłużej stać w prywatnym domu;
  • zakupić brakujące naczynia: cynowe na oleje święte oraz dwie mniejsze cynowe puszki do przechowywania Najświętszego Sakramentu, wraz ze stosowną szkatułką;
  • Do końca roku rozliczyć witryka – rachunki finansowe parafii nie były sporządzane od kilku lat.

czwartek, 29 stycznia 2026

Chocznianie w Austrii i Austriacy w Choczni w okresie galicyjskim

 

Dla wielu chocznian Austria nie była jedynie „zaborem”, lecz realną przestrzenią życiową, w której żyli, kształcili się, zakładali rodziny i umierali.

Pierwszym znanym Chocznianinem, który na dłużej przebywał w Austrii był Ignacy Wróblowski (ur. ok. 1793 w Dankowicach), syn choczeńskiego młynarza, który w latach 1820-22 studiował w Wiedniu w Augustineum - Wyższym Instytucie Kształcenia Księży Diecezjalnych. Niestety zmarł na gruźlicę przed święceniami.

Około 1852 roku Chocznianin Piotr Żak (ur. 1818), po zwolnieniu ze służby w 5. Pułku Szwoleżerów, zamieszkał w austriackiej miejscowości Fürstenfeld (w Styrii przy granicy z Burgenlandem), gdzie przez 35 lat pracował jako portier w lokalnej fabryce tytoniu. Działał aktywnie w miejscowym stowarzyszeniu weteranów, któremu zapisał w spadku 60 florenów. Ponieważ był powszechnie znany w Fürstenfeld i bardzo popularny, to na jego pogrzeb w dniu 9 czerwca 1887 przybyły tłumy osób, w tym także koledzy z pracy i weterani z muzyką i flagami.

W 1866 roku w wiedeńskim Szpitalu Wojskowym nr 11 zmarł Tomasz Styła (ur. 1841), żołnierz 13. Kompanii 56. Pułku Piechoty, ranny w bitwie pod Nachodem na froncie wojny austriacko-pruskiej. W tym samym roku w Bruck an der Leitha w Dolnej Austrii spoczął inny żołnierz 56. Pułku Piechoty – Jan Balon (ur. 1839), który zmarł na tyfus.

Kolejnym po Wróblowskim studentem teologii z Choczni na austriackiej uczelni był w 1881 roku Jan Guzdek (ur. 1857), edukujący się w Klagenfurcie.

Wieloletnią służącą w Austrii, według niepotwierdzonych wspomnień także w domu rodziców Adolfa Hitlera, była Wiktoria Spytkowska (ur. 1865).

Pod koniec XIX wieku, w 1898 roku, Benjamin Silberschütz (ur. 1874) ukończył czteroletni kurs w Teologicznym Seminarium Nauczycielskim dla Izraelitów w Wiedniu i zdał egzamin na nauczyciela religii w szkołach ludowych i powszechnych.

W 1905 roku kursów wieczorowy dla jednorocznych ochotników do armii c.k. w wiedeńskim Instytucie Friesza ukończył Szymon Rosenberg, syn choczeńskiej szynkarki.

Dwa lata później związek małżeński w Wiedniu zawarł stolarz Józef Widlarz (ur. 1869), który poślubił Annę z domu Krkoska.

W 1912 roku przed Sądem Rejonowym w Ried (Górna Austria) stanął wyrobnik Jan Gazda z Choczni (ur. 1890) pod zarzutem uchylania się od służby wojskowej. Gazda dotarł do Neuhofen koło Krems z Niemiec w sierpniu 1911 roku w poszukiwaniu pracy. Po ukończeniu 21 lat otrzymał wezwanie do poboru do armii c.k., lecz uchylał się od służby. Sąd skazał go na 14 dni aresztu w zawieszeniu.

W 1913 roku dzierżawcą kawiarni w Wiedniu był Georg Silbiger, wcześniej choczeński sklepikarz i producent mydła. Został ukarany grzywną 100 koron za tolerowanie w lokalu niedozwolonych gier hazardowych. Prawdopodobnie mieszkał z nim wtedy jego syn Zygmunt Silbiger (ur. 1894 w Choczni), wiedeński urzędnik bankowy w okresie międzywojennym.

Po wybuchu I wojny światowej w Wiedniu znaleźli schronienie wywodzący się z Choczni przedstawiciele żydowskiej rodziny Münz: Elvira Irena (ur. 1900), Dora (ur. 1895), Erich Aron (ur. 1894), Stefania (ur. ok. 1894) i Henryka (ur. 1888).

23 stycznia 1915 na wiedeńskim Cmentarzu Centralnym spoczął Karol Gawęda (ur. 1891), szeregowy 56. Pułku Piechoty, który po postrzale w miednicę przebywał w szpitalu w Wiedniu, gdzie zmarł na zapalenie opon mózgowych 20 stycznia

----

Bliskość Wadowic sprawiała, że austriaccy wojskowi, urzędnicy, handlarze i rzemieślnicy chrzcili w Choczni swoje dzieci i zawierali małżeństwa. Niekiedy również osiedlali się w niej na dłużej. Nie było to zjawisko masowe, ale wystarczająco zauważalne, by zostawić ślad w lokalnej pamięci, czy w aktach parafialnych.

W spisie choczeńskiej własności gruntowej z lat 1844-1852 widnieje znaczny majątek Tekli Letscher (16 morgów gruntu) i osobny Johana (Jana) Letschera o powierzchni nieco ponad 8 morgów, czyli łączna własność Letscherów w Choczni wynosiła wówczas 14 hektarów. Był to czwarty co do wielkości majątek ziemski w Choczni, po majątku sołtysim (Duninów), dworskim (Bobrowskich) i plebańskim. Niewiele przewyższał jednak największe majątki chłopskie (o 1-2 morgi). Posiadłość Letscherów była nazwana potocznie Lecierówka lub Leczerówka i obejmowała także dwa niesąsiadujące ze sobą domy o numerach 203 (Tekla) i 191 (Jan) w górnej części obecnej ulicy Zawale. Obcobrzmiące nazwisko Letscher przywędrowało w te okolice z austriackiego Voralbergu za sprawą Jana (Johana), męża Tekli, z zawodu cukiernika i piekarza. Mimo własności posiadanej w Choczni Letscherowie aż do 1858 roku chrzcili swoje dzieci w Wadowicach. Dopiero w 1859 roku odnotowano w Choczni zgon ich córki Ernestyny Letscher, a dwa lata później śmierć Jana.

W 1844 roku przyszedł na świat w Choczni Jan Jakub Hauer, nieślubny syn Jana Hauera i Wilhelminy z Pisarzewskich, a rok później jego siostra Adelina Wilhelmina Stefania. Jan Hauer senior, kapitan i wojskowy inspektor budowlany, miał austriackie pochodzenie po swoim ojcu Maksymilianie, drogomistrzu w Wadowicach.

Poprzez żonę i dzieci powiązany z Chocznią był inny oficer armii austriackiej - Georg Nicolaus Helm, który urodził się w niemieckiej rodzinie w Czechach. Helm poślubił w 1858 roku Emilię Kalikstę Dunin, córkę właściciela choczeńskiego Sołtystwa i miał z nią w Choczni troje dzieci: syna i dwie córki. Po śmierci Emilii w 1866 roku Georg Helm służył jako audytor sądów polowych w różnych garnizonach w obrębie monarchii austro-węgierskiej.

Austriakiem był również Leopold Schwarzmann (ur. około 1816 r.), choczeński sklepikarz i ojciec urodzonego w Choczni syna, który otrzymał po nim imię (1855). Leopold senior zmarł rok później, a pozostała w Choczni wdowa Johanna w 1858 roku wyszła drugi raz za mąż za Józefa "Brodę rectae Szczygiel", byłego żołnierza, nieślubnego syna Marianny Szczygiel z Olchowiec koło Sanoka.

Prawdopodobnie za Austriaka uważał się Andreas Zink z Prerova na Morawach, sklepikarz, podobnie jak Schwarzmann, który w 1836 roku ochrzcił w Choczni córki-bliźniaczki. Rok wcześniej mieszkał z żoną Teresą z domu Habermann w Bulowicach, gdzie urodziła się ich córka Matylda. Z tym rejonem (Bulowice, Kobiernice, Kęty) związane były też późniejsze losy Zinków (lata 50. XIX wieku).

Ostatnim faktem, o którym można tu wspomnieć (ale pierwszym chronologicznie) był chrzest w Choczni w 1821 roku Heinricha, syna Johannesa Kirschingera, medyka wojskowego z Wadowic. 

czwartek, 22 stycznia 2026

Emigracja z galicyjskiej Choczni do USA w liczbach

 Emigracja z Choczni do USA, tak samo zresztą jak sezonowe wyjazdy na "saksy", spowodowana była głównie względami ekonomicznymi. Przeludnienie wsi, skarłowacenie gospodarstw, słabo rozwinięty okoliczny przemysł, a więc brak możliwości godziwego zarobku na miejscu - wszystkie te czynniki skłaniały do wychodźctwa za lepszym chlebem. W 1898 roku ponad 500 osób z Choczni przebywało na robotach sezonowych  wspierając swoje rodziny kwotami od 300 do 500 złotych reńskich tygodniowo. W tym samym czasie zarobki na miejscu – przy pracach rolnych lub budowlanych wynosiło 35 centów dziennie, a w fabryce papieru w Wadowicach do 1 zł.

Dodatkowo na decyzję o wyjeździe mogły wpłynąć na przykład: chęć swobody i usunięcia się spod oka rodziców, czy proboszcza, przykład innych, którym powiodło się za granicą, a nawet nadzieja na łatwiejsze i lepsze wstąpienie w związki małżeńskie, czy też ucieczka przed wyrokiem sądowym, jak było w przypadku Chocznianina Władysława Komana. Werbunkiem emigrantów zainteresowani byli także pracodawcy za oceanem. Stąd wziął się rozwój biur pośrednictwa pracy i agencji emigracyjnych, których pracownicy dopuszczali się różnych nadużyć. W proces ułatwiania wyjazdów za granicę były zaangażowane także dwie osoby związane z Chocznią: agent emigracyjny Tomasz Płonka i Adolf Bichterle, były właściciel majątku sołtysiego w Choczni, który w 1907 roku był właścicielem agencji „Kancelaria podróży i pracy” w Dziedzicach.

Skala emigracji

W 1913 roku łączna liczba stałych wychodźców z Choczni wynosiła 800 (czyli o 100 więcej niż 6 lat wcześniej), a corocznie do pracy za granicę wyjeżdżało 700 Chocznian. Z okolicznych miejscowości więcej emigrantów zarobkowych odnotowano jedynie w Zawoi (2800), Krzeszowie (1500), Bulowicach i Mucharzu (po 1000), a mniej w ludniejszych od Choczni Wadowicach (500) i Andrychowie (400). Znaczna część z 800 wyżej wymienionych wychodźców przebywała w Stanach Zjednoczonych Ameryki, które były głównym celem emigracji zamorskiej (wyjazdy z Choczni do Kanady zaczęły się w okresie międzywojennym, a do Brazylii docierały tylko jednostki).

Na podstawie publicznie dostępnych amerykańskich zasobów archiwalnych – danych pasażerów statków przypływających do USA, spisów powszechnych, spisów poborowych, aktów urodzeń, małżeństw, zgonów i pochówków – liczbę emigrantów związanych z Chocznią można określić tylko w przybliżeniu. Wynika to z niekompletności tych zbiorów danych, a także powszechnej praktyki przekręcania imion i nazwisk emigrantów oraz miejscowości ich pochodzenia, co znacznie utrudnia poszukiwania. Ponadto miejscowość, w której urodzili się emigranci lub z której przybyli do Stanów Zjednoczonych była podawana tylko w części z wyżej wymienionych zasobów, a niektórzy chocznianie jako miejsce urodzenia wskazywali Wadowice.

Jeżeli wziąć pod uwagę jedynie dane pasażerów przypływających z Europy do Nowego Jorku, Bostonu, czy Baltimore i dane o emigracji ze spisów powszechnych, to udało mi się w nich odnaleźć 459 rekordów dotyczących osób związanych wcześniej z Chocznią, które wyemigrowały w okresie od 1887 do 1916 roku. Obejmują one 413 osób przyjeżdżających do USA tylko raz i 21 osób docierających tam dwa lub więcej razy (czyli łącznie 434 osoby).

Gdy zaś brać pod uwagę osoby, co do których udało się określić np. miejsce zamieszkania, zawód, obecność w spisach powszechnych, fakt urodzenia dzieci, zawarcia małżeństwa lub zgonu, czy pochówku to ich liczba wynosi 310. Tę drugą grupę można uznać za bardziej zakorzenionych emigrantów. Emigranci z drugiej grupy nie w każdym przypadku mają określony rok przyjazdu – występuje w niej też 26 osób, których brak w grupie pierwszej.

Istnieją także emigranci, nie figurujący w żadnej z tych dwóch grup, o których wyjazdach za ocean wiadomo na przykład z rodzinnych wspomnień, czy relacji.

Na określenie liczby emigrantów z Choczni mają również wpływ przyjęte założenia – czy należy do nich zaliczać wyłącznie osoby urodzone w Choczni, emigrujące z Choczni bez względu na pochodzenie, czy również byłych mieszkańców tej miejscowości, którzy w momencie decyzji o emigracji mieszkali gdzie indziej. Podane przeze mnie liczby dotyczą szerokiego rozumienia emigracji z Choczni, w oparciu o wszystkie wymienione kryteria, więc należy je rozumieć jako informacje o emigracji związanej z Chocznią, a nie o emigracji z Choczni.

Przebieg emigracji w czasie

Najwcześniejszym emigrantem z Choczni do USA według udokumentowanych źródeł był Franciszek Kręcioch, który dotarł tam w 1887 roku. Przed 1895 rokiem w Stanach Zjednoczonych pojawili się ponadto: Marianna Bryndza (w 1892 r.), Karol Wider (prawdopodobnie w 1892 r.), Aleksander Kobiałka (w 1892 r.), Wojciech Rokowski (w 1892 r.), Wojciech Kręcioch (w 1893 r.) oraz  Szymon Dąbrowski (w 1894 r.).

 Na podstawie zebranych danych można wyróżnić 4 fazy emigracji związanej z Chocznią w latach 1887-1918:

  • Faza pionierska (1887-1901), kiedy wyjazdy były pojedyncze i rozpoznawcze, z małym szczytem w 1897 roku;
  • Pierwsza fala masowa (1902-1907), w czasie której nastąpiła stabilizacja na poziomie kilkunastu osób wyjeżdżających rocznie;
  • Załamanie roku 1908 – tylko kilka wyjazdów, co mogło być spowodowane tak zwaną Paniką Bankową 1907 r., w wyniku której gospodarka amerykańska wpadła w recesję, a fabryki zwalniały ludzi. Jeżeli reakcją na te wydarzenia był drastyczny spadek wyjazdów, to świadczyłoby to o szybkim i sprawnym przepływie informacji między USA a Chocznią;
  • Gorączka emigracyjna (1909-1914) – szczególnie rekordowy był rok 1913 – w tym jednym roku wyjechał co piąty emigrant z Choczni. Można to określić także w inny sposób – w tymże roku z samej Choczni do USA wyjeżdżała średnio jedna osoba tygodniowo.

Z powodu wybuchu I wojny światowej począwszy od drugiej połowy 1914 roku emigracja ustała niemal całkowicie.

Analizując trend dekadowy widać aż 14-krotny wzrost intensywności wyjazdów  między ostatnią dekadą XIX wieku, a drugą dekadą XX wieku.

Miejsca zamieszkania

Na podstawie zebranych przeze mnie danych dotyczących 310 emigrantów można prześledzić główne kierunki i miejsca osiedlania się Chocznian w Stanach Zjednoczonych.

Rozmieszczenie według stanów:

Stan

Liczba emigrantów

Udział procentowy

Massachusetts

78

25,2%

Illinois

65

21,0%

Michigan

57

18,4%

Nowy Jork

47

15,2%

Pensylwania

28

9,0%

Minnesota

13

4,2%

Indiana

12

3,9%

Pierwszych pięć stanów w tabeli skupiało 86,3% wszystkich choczeńskich emigrantów. Widoczna jest dominacja Środkowego Zachodu (47,5% emigrantów) – region ten przyciągnął prawie połowę emigrantów, z Illinois i Michigan jako głównymi celami. Drugim biegunem osadnictwa była Nowa Anglia, a szczególnie stan Massachusetts, który mimo przynależności do mniejszego regionu, pojedynczo wyprzedził wszystkie inne stany.  Praktycznie brak jest wychodźców związanych z Chocznią w stanach południowych (wyjątkiem był Aleksander Kobiałka w Zachodniej Wirginii) i zachodnich (najdalej na zachód dotarł Józef Wider, osiadły w Dakocie Północnej).

Rozmieszczenie emigrantów w ważniejszych ośrodkach miejskich

Miasto

Liczba emigrantów

Udział procentowy

Chicago

48

15,5%

Detroit

46

14,8%

Holyoke w Mass.

41

13,2%

Nowy Jork

17

5,5%

Chicopee w Mass.

10

3,2%

South Bend w Indianie

9

2,9%

Streator w Illinois

8

2,6%

Buffalo

7

2,3%

Rochester w NY

7

2,3%


Chicago, Detroit i Holyoke to główne miejscowości, w których osiadali przybysze z Choczni. Prawie połowa całej choczeńskiej emigracji skupiła się w tych trzech ośrodkach i w Nowym Jorku (49%). Szczególnym fenomenem było niewielkie Holyoke w stanie Massachusetts, znane z przemysłu papierniczego i tekstylnego, które wraz z sąsiednim Chicopee przyjęło więcej chocznian, niż olbrzymie Chicago, czy Detroit

Struktura wiekowa

Wzmiankowany wcześniej Franciszek Kręcioch, Magdalena Ściera z Dąbrowskich i Elżbieta Cibor z domu Kręcioch byli  najwcześniej urodzonymi emigrantami – wszyscy troje przyszli na świat w Choczni w 1852 roku. W latach 50. XIX wieku urodzili się ponadto: Marianna Panek z domu Gancarz (1854), Franciszek Kręcioch (1957), Józef Guzdek (1858), Szymon Dąbrowski (1859), Wojciech Kręcioch (1859) i Wincenty Szklarski (1859 – w Zalasie).

Z ich grona pochodzą również najstarsi wiekiem emigranci. Magdalena Ściera w chwili dotarcia do amerykańskich brzegów miała rocznikowo 61 lat, Wincenty Szklarski 55 lat, a Elżbieta Cibor 50 lat. Natomiast najmłodsi emigranci nie ukończyli jeszcze 3 roku – byli to: Wiktoria Zając (ur. 1907),  Emilia Widera (ur. 1911) i Stanisław Guzdek (ur. 1911).

Średni wiek emigranta z Choczni wynosił 22,5 roku. Dominowali 20-latkowie (43,7%) przed nastolatkami (28,5%) i 30-latkami (15,1%). Ogółem w tych trzech przedziałach wiekowych mieściło się nieco ponad 87% wszystkich wyjeżdżających.

Płeć i stan cywilny

Spośród 310 emigrantów z grupy „zakorzeniowych” 171 osób było płci męskiej (55,2%) i 139 żeńskiej (44,8%). Natomiast w ówczesnym społeczeństwie choczeńskim te proporcje były inne – mężczyźni stanowili 46,8% mieszkańców, a kobiety 53,2%. To pokazuje, że emigracja chocznian do USA była zdominowana przez mężczyzn, którzy wyjeżdżali tam w poszukiwaniu pracy. Kobiety rzadziej emigrowały ze względu na tradycyjne role płciowe (opieka nad gospodarstwem, dziećmi i starszymi), większe trudności w podjęciu ciężkiej pracy fizycznej za oceanem, czy wyższe ryzyko samotnej podróży.

W gronie wyjeżdżających znajdowały się zarówno osoby stanu wolnego, jak i pozostające w związkach małżeńskich, posiadające już dzieci lub bezdzietne. W losowo wybranej 100-osobowej grupie emigrantów z Choczni przeważały osoby stanu wolnego (64) nad żonatymi/zamężnymi (36).

Działalność zawodowa

Głównym źródłem poznania zawodów przebywających w USA Chocznian płci męskiej są dane zawarte w ich kartach rejestracyjnych do poboru w armii amerykańskiej. Analiza zawodów wykonywanych przez emigrantów związanych z Chocznią daje jasny obraz charakteru tej emigracji. Była to przede wszystkim emigracja ludzi prostych, niewykształconych, podejmujących ciężką pracę fizyczną w fabrykach, kopalniach i warsztatach. Niemal jedna trzecia emigrantów (31,9%) wykonywała niskopłatne prace jako robotnicy niewykwalifikowani. Wraz z operatorami maszyn i pracownikami przemysłu przetwórczego, sektor przemysłowy zatrudniał ponad połowę emigrantów z Choczni. Wśród nich byli także pracownicy fabryk samochodów, czyli nowoczesnej gałęzi przemysłu: Walenty Garżel, Antoni Gzela i Antoni Łopata w zakładach Forda, Wojciech Rokowski – Buicka, a Józef Stuglik – Studebakera.

Mimo że Chocznia była wsią rolniczą, jedynie 5,2% emigrantów kontynuowało pracę na roli w Ameryce. Większość wybrała zatrudnienie w przemyśle wielkich miast przemysłowych Wschodniego Wybrzeża i Wielkich Jezior. Tradycyjne rzemiosło stanowiło istotny segment zatrudnienia (12,1%). Na liście poborowych znajdujemy: stolarzy (4), piekarzy (3), rzeźników (3), krawców (2) i murarza (1). Konkretnych umiejętności technicznych wymagały zawody wykonywane przez mechaników (5) i ślusarzy (4) i elektryka (1). Pięciu chocznian znalazło zatrudnienie w służbach miejskich i porządkowych (strażacy, strażnik przemysłowy i porządkowy). Również 5 emigrantów z Choczni pracowało w usługach (sklepikarze/sprzedawcy, kelner i szofer). Trzej ujęci w zestawieniu górnicy wydobywali surowce w Pensylwanii (Gallitzin) i Wirginii Zachodniej. Jednocześnie widzimy wyraźną ścieżkę awansu u części osób: z prostego „robotnika” na operatora maszyn, mechanika, brygadzistę (Piotr Góralczyk), a nawet asystenta inżyniera czy kierownika sprzedaży (Arnold Schmeidler). To pokazuje, że chocznianie nie tylko „harowali”, ale też dość szybko się kwalifikowali. Potwierdza to obecność na liście dwóch studentów - Maurycego Dunaja z New York College i Józefa Wcisły z jezuickiego Kolegium Ignacego Loyoli w Chicago – Wydziału Sztuk i Nauk. Absolutną elitę wśród zatrudnionych stanowili: ksiądz Jan Guzdek, proboszcz parafii Browerville w Minnesocie, który wcześniej studiował teologię na St. John’s University w Collegeville i w Seminarium św. Pawła w Minnesocie oraz nowojorski dentysta Izydor Schmeidler, który w 1914 r. uzyskał tytuł doktora na Nowojorskim Uniwersytecie Stanowym.

Spośród stających do poboru zaledwie ośmiu (7%) pracowało na własny rachunek, jako rolnicy (Franciszek Romańczyk, Józef Skoczylas, Józef Wider, Wojciech Bryndza) i rzemieślnicy lub drobni przedsiębiorcy (krawcy Stanisław Bandoła i Wacław Szczur, rzeźnik Stanisław Sikora, sklepikarz Piotr Ciejek), a jeden poborowych był bezrobotny (Jan Burzej).

Na liście poborowych nie ujęto dwóch pozostałych księży związanych z Chocznią – Szymona Dąbrowskiego i Franciszka Taborskiego, Wojciecha Kręciocha, prowadzącego sklep detaliczny w Fall River i jego bratanka Józefa Kręciocha, który podczas krótkiego pobytu w Detroit studiował w katolickim Seminarium Klasycznym św. Cyryla i Metodego i pracował jako sekretarz notariusza.

Jeżeli chodzi o kobiety – emigrantki z Choczni, to ustalenie ich zawodów w tym okresie nie jest łatwe. Te z nich, które ujęto w spisie powszechnych z 1910 roku były robotnicami, lub prowadziły gospodarstwo domowe. Znamienny jest przykład Marianny Kręcioch, która od 14 roku życia pracowała w fabryce. Do wyjątków można zaliczyć Franciszkę Bylica (ur. 1894), która po przyjeździe do USA w 1912 roku wstąpiła do zakonu sióstr franciszkanek

Przynależność etniczna

Rubryki formularza karty rejestracyjnej amerykańskich poborowych zawierały również pytania o ich status obywatelski: czy dana osoba była obywatelem USA (native born), naturalizowanym (naturalized), czy cudzoziemcem (alien). Jeśli cudzoziemcem – czy złożyła deklarację chęci bycia obywatelem (first papers) oraz jakiego państwa obywatelem jest aktualnie. W przypadku chocznian co piąty poborowy (dokładnie 21%) podawał, że uzyskał już obywatelstwo amerykańskie, a 79% uważało się za cudzoziemców, choć część z nich złożyło już deklarację chęci bycia obywatelem. Z kolei na pytanie o kraj aktualnego obywatelstwo padały następujące odpowiedzi: Polska (10,5%), Austria/Polska (16,7%), Austro-Węgry/Polska (1%), Niemcy/Polska (1%), Rosja/Polska (3,5%), Austria (45,6%), Austro-Węgry (3,5%), Rosja (1%), USA (1%).

Zwraca uwagę fakt, że prawie co trzeci poborowy z Choczni (32,5%) podawał jako jedyne lub łączone obywatelstwo państwa, które nie istniało od ponad 100 lat (czyli Polski).

Wśród poborowych znalazło się sześć osób (Henryk i Maurycy Dunajowie, Józef Goldberger, Edward Rosenberg, Arnold i Izydor Schmeidlerowie) z choczeńskiej społeczności żydowskiej, a według Ellis Island Fundation należeli do niej także: pozostali członkowie rodziny Dunaj (Emmanuel, Fanny, Róża i Regina).

W kontekście etniczności interesujące były losy Ferdynanda Brandstättera, murarza z Moraw, który założył rodzinę w Choczni, a w 1913 roku wyemigrował z Wadowic do stanu Pensylwania. W amerykańskim federalnym spisie  ludności z 1930 roku podawał, że przed przyjazdem do Ameryki posługiwał się w domu językiem polskim.