środa, 4 lutego 2026

Koszty pogrzebu w Choczni przed 1918 rokiem

 Akta spraw spadkowych i opiekuńczych z archiwum Sądu Powiatowego w Wadowicach stanowią bezcenne źródło do poznania życia codziennego mieszkańców Choczni w XIX i na początku XX wieku. Wśród licznych informacji o stanie majątkowym zmarłych, strukturze gospodarstw i stosunkach rodzinnych, szczególnie interesujące są dane dotyczące kosztów pogrzebu. Analiza kilkudziesięciu spraw spadkowych z Choczni pozwala na rekonstrukcję zwyczajów pogrzebowych oraz oszacowanie, jak duże obciążenie finansowe stanowiła ostatnia posługa dla rodzin chłopskich.

Badając koszty pogrzebu w Choczni należy uwzględnić zmiany systemu monetarnego w monarchii habsburskiej. Do 1892 roku obowiązywał floren, zwany też złotym reńskim lub guldenem, który następnie został zastąpiony koroną austriacko-węgierską w relacji 1 floren = 2 korony.

Najwcześniejsze zachowane dane dotyczą połowy XIX wieku. W 1844 roku pogrzeb Antoniego Ścigalskiego kosztował 24 floreny. W 1860 roku za pochówek Katarzyny Cibor wydano 17 florenów – była to stosunkowo skromna suma, co może wynikać z jej statusu majątkowego. W 1874 roku na pogrzeb Apolonii Leśniak przeznaczono 50 florenów, co stanowiło już poważny wydatek. Dla porównania – połowa jej gospodarstwa (dom drewniany kryty słomą, stodoła i 15 morgów gruntu) wyceniona została na 900 florenów, zatem koszt pogrzebu stanowił około 5,5% wartości tej części majątku.

W 1886 roku pogrzeb Franciszka Pindla kosztował 35 florenów, przy czym cały stan czynny jego majątku wynosił zaledwie 481 florenów, a stan bierny (długi) znacznie go przewyższał. Przypadek ten ilustruje sytuację, gdy koszt pogrzebu dodatkowo obciążał i tak już zadłużoną schedę spadkową.

Po reformie walutowej z 1892 roku koszty pogrzebu zaczęto wyrażać w koronach. W 1888 roku za pogrzeb Jana Kożucha zapłacono 30 koron, a za pogrzeb szesnastoletniego Jana Romańczyka – jedynie 20 koron. 

 Na przełomie XIX i XX wieku zaobserwować można znaczne zróżnicowanie kosztów pogrzebowych. W 1900 roku wydatki wahały się od 70 koron (Michał Woźniak, Ignacy Bryndza) przez 100 koron (Józef Góralczyk) aż do 300 koron w przypadku Jana Guzdka – zamożnego gospodarza posiadającego 9 morgów ziemi i murowany dom. Ta rozpiętość odzwierciedlała zarówno różnice majątkowe, jak i zróżnicowaną „okazałość" ceremonii pogrzebowej.

W pierwszej dekadzie XX wieku przeciętny koszt pogrzebu oscylował między 60 a 160 koronami. Pogrzeb Julii Leszczyńskiej, dwunastoletniej dziewczynki zmarłej w 1906 roku, kosztował 60 koron. Tyle samo wydano na pochówek dwudziestosześcioletniego Józefa Widlarza, wyrobnika, do czego doszły jeszcze koszty choroby w wysokości 70 koron. Pogrzeb Elżbiety Wcisło w 1905 roku pochłonął aż 160 koron przy majątku wartym 1704 korony.

 Szczególnie interesujący przypadek stanowi pogrzeb Jana Ruły, który zmarł w 1909 roku w wieku 27 lat. Był on osobą niepełnosprawną – "niemową i niedołęgą" – a koszt jego pochówku wyniósł zaledwie 24 korony. Co znamienne, przez dziewięć lat utrzymywała go siostra z mężem, co sąd wycenił na 547 koron (licząc 15 halerzy dziennie).

Wyjątkowo cenny dokument stanowi szczegółowe rozliczenie pogrzebu Jana Widlarza zmarłego w 1913 roku. Całkowity koszt wyniósł 185 koron, choć sąd uznał za „odpowiednie stanowi i majątkowi zmarłego" jedynie 150 koron. Zestawienie wydatków przedstawia się następująco:

Koszty związane z przygotowaniem ciała i trumną:

- Trumna („trugła") – 7 złr (14 koron)

- Ubranie – 4 złr (8 koron)

- Koszula – 1 złr (2 korony)

- Trzewiki – 40 centów (80 halerzy)

- Świece – 2 złr (4 korony)

- Przybranie – 60 centów (1,20 korony)

 Opłaty kościelne:

- Księdzu – 24 złr (48 koron)

- Wikaremu – 5 złr (10 koron)

- Kościelnemu – 2 złr (4 korony)

- Śpiewakowi – 1 złr (2 korony)

- Na ofiarę – 7 centów (14 halerzy)

 Wynagrodzenia i datki:

- Gróbarzowi – 5 złr (10 koron)

- Tym, co nieśli trumnę – 4 złr (8 koron)

- Tym, co nieśli chorągiew – 50 centów (1 korona)

- Chłopom – 50 centów (1 korona)

- Furmanom – po 30 centów

 Poczęstunek (w tym stypa):

- Pogrzebiny (piwo, gorzałka, arak) – 7 złr (14 koron)

- Chleb – 60 centów (1,20 korony)

- Cukier i herbata – 60 centów (1,20 korony)

- Gorzałka rano – 1 złr (2 korony)

Inne wydatki:

- Telegrafy (powiadomienie rodziny) – 3 złr (6 koron)

Struktura ta pokazuje, że największą pozycję stanowiły opłaty kościelne (łącznie około 64 koron, czyli ponad jedną trzecią całości). Znaczący udział miały również koszty stypy oraz wynagrodzenia dla osób pomagających przy ceremonii.

Analiza stosunku wydatków pogrzebowych do całkowitej wartości spadku pozwala ocenić, jak duże obciążenie stanowił pogrzeb dla rodziny zmarłego:


Zmarły Rok Pogrzeb Majątek czynny Udział %
Jan Guzdek 1900 300 k 6530 k 4,6%
Józef Widlarz 1902 200 k 4607 k 4,3%
Józef Góralczyk 1900 100 k 2267 k 4,4%
Maria Kamińska 1909 120 k 1280 k 9,4%
Elżbieta Wcisło 1905 160 k 1704 k 9,4%
Anna Burzej 1914 120 k 1295 k 9,3%
Ignacy Bryndza 1900 70 k 1203 k 5,8%

Dla zamożniejszych gospodarzy koszt pogrzebu stanowił 4–5% wartości majątku, podczas gdy dla biedniejszych rodzin mógł sięgać niemal 10%. W skrajnych przypadkach pogrzeb dodatkowo pogłębiał zadłużenie spadku – tak było w przypadku Franciszka Pindla czy siedemnastoletniej wdowy Anny Garżel, która nie mogła udźwignąć ciężaru długów po mężu Antonim (w tym kosztów pogrzebu wynoszących jedynie 20 koron) i musiała sprzedać gospodarstwo teściowi.

Nie wszystkie rodziny były w stanie pokryć koszty pogrzebu. Gdy w 1911 roku zmarł Józef Pindel, jego gospodarstwo znajdowało się „w tak marnym stanie, że nie było nawet na pogrzeb funduszu". Koszty w wysokości 79 koron pokrył sąsiad Franciszek Kręcioch. Dom Pindla był „drewniany kryty słomą w lichym stanie", wyceniony zaledwie na 300 koron, a stodoła na 50 koron.

 Jakub Bylica, zmarły w 1909 roku, figuruje w dokumentach jako „gminny żebrak" – w jego przypadku nie odnotowano żadnych kosztów pogrzebowych, co sugeruje pochówek na koszt gminy lub dobroczynności parafian.

Marianna Łopata zmarła w 1906 roku „nie pozostawiła żadnego majątku" i „pozostawała na utrzymaniu córki Marianny Fajfer". W takich sytuacjach obowiązek pokrycia kosztów pogrzebu spadał na rodzinę, nawet jeśli sama żyła w ubóstwie.

Dokumenty pozwalają dostrzec wyraźne zróżnicowanie kosztów pogrzebowych w zależności od statusu społecznego i majątkowego zmarłego. Najdroższe pogrzeby (200–300 koron) urządzano zamożnym gospodarzom posiadającym murowane domy i kilkanaście morgów ziemi. Pogrzeby za 100–150 koron odpowiadały średniozamożnym rodzinom z domami drewnianymi i kilkoma morgami gruntu. Najskromniejsze ceremonnie (20–60 koron) przypadały biedocie wiejskiej, dzieciom, wyrobnikom i osobom pozostającym na utrzymaniu rodziny.

Sąd w Wadowicach kontrolował, czy wydatki pogrzebowe były „odpowiednie stanowi i majątkowi zmarłego". W przypadku Jana Widlarza rodzina wydała 185 koron, ale sąd uznał jedynie 150 koron za uzasadnione. Ta praktyka miała chronić interesy spadkobierców, zwłaszcza małoletnich, przed nadmiernymi wydatkami.

Dla lepszego zrozumienia skali kosztów pogrzebowych warto zestawić je z innymi wydatkami z epoki. Koszt przeciętnego pogrzebu (100 koron) odpowiadał mniej więcej wartości jednej krowy lub konia, natomiast pogrzeb zamożnego gospodarza (300 koron) równał się cenie morgi średniej jakości ziemi.



piątek, 30 stycznia 2026

Wizytacja parafii w 1602 roku

 

W Choczni, wsi królewskiej położonej niedaleko Wadowic, w 1602 roku przeprowadzono szczegółową wizytację kościelną. Ówczesny kościół – drewniana, konsekrowana świątynia pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela prezentował się solidnie. Miał mocne ściany, nienaruszone okna, strop z desek (malowany jedynie w prezbiterium), solidne drzwi z porządnymi zamkami. Pośrodku nawy, na drewnianej belce, wisiał okazały krzyż z figurą Ukrzyżowanego, a ambona znajdowała się w wygodnym, dobrze widocznym miejscu.

Wnętrze zdobiły trzy murowane ołtarze: główny – najprawdopodobniej konsekrowany – oraz dwa boczne, które wizytator uznał za nieużywane do celów liturgicznych. Najświętszy Sakrament przechowywano w rzeźbionym, wieżowym cyborium (tabernakulum) po prawej stronie ołtarza, choć jedna z puszek była już pęknięta, a Hostie leżały w zwykłym, czystym woreczku. Brakowało naczynia na oleje święte, a chrzcielnica – drewniana, z miedzianym kociołkiem – stała pusta, bez wody.

Kościół posiadał jednak przyzwoite wyposażenie liturgiczne: srebrny, pozłacany kielich z pateną, pięć ornatów w różnych kolorach liturgicznych, dwa jedwabne antependia (zasłony dolnej części ołtarza), trzy alby oraz Mszał Rzymski. Wszystkie te przedmioty, wraz z korporałami, puryfikaterzami i obrusami ołtarzowymi, zostały dokładnie spisane i podpisane przez wizytatora w inwentarzu.

Niestety, mimo tych względnych bogactw, parafia borykała się z poważnymi problemami. Nie miała własnego, rezydującego proboszcza – opiekę nad nią sprawował ks. Mikołaj Wrzaskowicz, pleban wadowicki, mieszkający w odległości 15 stajań (około 2,5–3 km). To właśnie brak stałego duszpasterza na miejscu przyczynił się do tragicznego wydarzenia: tuż przed Zielonymi Świątkami kościół został obrabowany. Złodzieje włamali się do cyborium, rozsypali po posadzce Najświętszy Sakrament, zabrali oleje święte i inne rzeczy. Świątynia pozostawała bez należytej opieki.

Plebania była w opłakanym stanie – w dużej części już zrujnowana. Jedynie rektor tutejszej szkoły (nauczyciel) mieszkał godnie, mając własny domek i ogródek przy kościele. Mieszkańcy płacili meszne (podatek kościelny) plebanowi w Wadowicach.

Wizytator, widząc zaniedbania i skutki poprzednich, niewykonanych zaleceń, wydał konkretne nakazy naprawcze:

  • natychmiast wzmocnić i lepiej zabezpieczyć zamknięcie cyborium, które zostało uszkodzone przez włamywaczy;
  • przenieść srebrny kielich z domu witryka (kościelnego) na plebanię w Wadowicach – nie mógł on dłużej stać w prywatnym domu;
  • zakupić brakujące naczynia: cynowe na oleje święte oraz dwie mniejsze cynowe puszki do przechowywania Najświętszego Sakramentu, wraz ze stosowną szkatułką;
  • Do końca roku rozliczyć witryka – rachunki finansowe parafii nie były sporządzane od kilku lat.

czwartek, 29 stycznia 2026

Chocznianie w Austrii i Austriacy w Choczni w okresie galicyjskim

 

Dla wielu chocznian Austria nie była jedynie „zaborem”, lecz realną przestrzenią życiową, w której żyli, kształcili się, zakładali rodziny i umierali.

Pierwszym znanym Chocznianinem, który na dłużej przebywał w Austrii był Ignacy Wróblowski (ur. ok. 1793 w Dankowicach), syn choczeńskiego młynarza, który w latach 1820-22 studiował w Wiedniu w Augustineum - Wyższym Instytucie Kształcenia Księży Diecezjalnych. Niestety zmarł na gruźlicę przed święceniami.

Około 1852 roku Chocznianin Piotr Żak (ur. 1818), po zwolnieniu ze służby w 5. Pułku Szwoleżerów, zamieszkał w austriackiej miejscowości Fürstenfeld (w Styrii przy granicy z Burgenlandem), gdzie przez 35 lat pracował jako portier w lokalnej fabryce tytoniu. Działał aktywnie w miejscowym stowarzyszeniu weteranów, któremu zapisał w spadku 60 florenów. Ponieważ był powszechnie znany w Fürstenfeld i bardzo popularny, to na jego pogrzeb w dniu 9 czerwca 1887 przybyły tłumy osób, w tym także koledzy z pracy i weterani z muzyką i flagami.

W 1866 roku w wiedeńskim Szpitalu Wojskowym nr 11 zmarł Tomasz Styła (ur. 1841), żołnierz 13. Kompanii 56. Pułku Piechoty, ranny w bitwie pod Nachodem na froncie wojny austriacko-pruskiej. W tym samym roku w Bruck an der Leitha w Dolnej Austrii spoczął inny żołnierz 56. Pułku Piechoty – Jan Balon (ur. 1839), który zmarł na tyfus.

Kolejnym po Wróblowskim studentem teologii z Choczni na austriackiej uczelni był w 1881 roku Jan Guzdek (ur. 1857), edukujący się w Klagenfurcie.

Wieloletnią służącą w Austrii, według niepotwierdzonych wspomnień także w domu rodziców Adolfa Hitlera, była Wiktoria Spytkowska (ur. 1865).

Pod koniec XIX wieku, w 1898 roku, Benjamin Silberschütz (ur. 1874) ukończył czteroletni kurs w Teologicznym Seminarium Nauczycielskim dla Izraelitów w Wiedniu i zdał egzamin na nauczyciela religii w szkołach ludowych i powszechnych.

W 1905 roku kursów wieczorowy dla jednorocznych ochotników do armii c.k. w wiedeńskim Instytucie Friesza ukończył Szymon Rosenberg, syn choczeńskiej szynkarki.

Dwa lata później związek małżeński w Wiedniu zawarł stolarz Józef Widlarz (ur. 1869), który poślubił Annę z domu Krkoska.

W 1912 roku przed Sądem Rejonowym w Ried (Górna Austria) stanął wyrobnik Jan Gazda z Choczni (ur. 1890) pod zarzutem uchylania się od służby wojskowej. Gazda dotarł do Neuhofen koło Krems z Niemiec w sierpniu 1911 roku w poszukiwaniu pracy. Po ukończeniu 21 lat otrzymał wezwanie do poboru do armii c.k., lecz uchylał się od służby. Sąd skazał go na 14 dni aresztu w zawieszeniu.

W 1913 roku dzierżawcą kawiarni w Wiedniu był Georg Silbiger, wcześniej choczeński sklepikarz i producent mydła. Został ukarany grzywną 100 koron za tolerowanie w lokalu niedozwolonych gier hazardowych. Prawdopodobnie mieszkał z nim wtedy jego syn Zygmunt Silbiger (ur. 1894 w Choczni), wiedeński urzędnik bankowy w okresie międzywojennym.

Po wybuchu I wojny światowej w Wiedniu znaleźli schronienie wywodzący się z Choczni przedstawiciele żydowskiej rodziny Münz: Elvira Irena (ur. 1900), Dora (ur. 1895), Erich Aron (ur. 1894), Stefania (ur. ok. 1894) i Henryka (ur. 1888).

23 stycznia 1915 na wiedeńskim Cmentarzu Centralnym spoczął Karol Gawęda (ur. 1891), szeregowy 56. Pułku Piechoty, który po postrzale w miednicę przebywał w szpitalu w Wiedniu, gdzie zmarł na zapalenie opon mózgowych 20 stycznia

----

Bliskość Wadowic sprawiała, że austriaccy wojskowi, urzędnicy, handlarze i rzemieślnicy chrzcili w Choczni swoje dzieci i zawierali małżeństwa. Niekiedy również osiedlali się w niej na dłużej. Nie było to zjawisko masowe, ale wystarczająco zauważalne, by zostawić ślad w lokalnej pamięci, czy w aktach parafialnych.

W spisie choczeńskiej własności gruntowej z lat 1844-1852 widnieje znaczny majątek Tekli Letscher (16 morgów gruntu) i osobny Johana (Jana) Letschera o powierzchni nieco ponad 8 morgów, czyli łączna własność Letscherów w Choczni wynosiła wówczas 14 hektarów. Był to czwarty co do wielkości majątek ziemski w Choczni, po majątku sołtysim (Duninów), dworskim (Bobrowskich) i plebańskim. Niewiele przewyższał jednak największe majątki chłopskie (o 1-2 morgi). Posiadłość Letscherów była nazwana potocznie Lecierówka lub Leczerówka i obejmowała także dwa niesąsiadujące ze sobą domy o numerach 203 (Tekla) i 191 (Jan) w górnej części obecnej ulicy Zawale. Obcobrzmiące nazwisko Letscher przywędrowało w te okolice z austriackiego Voralbergu za sprawą Jana (Johana), męża Tekli, z zawodu cukiernika i piekarza. Mimo własności posiadanej w Choczni Letscherowie aż do 1858 roku chrzcili swoje dzieci w Wadowicach. Dopiero w 1859 roku odnotowano w Choczni zgon ich córki Ernestyny Letscher, a dwa lata później śmierć Jana.

W 1844 roku przyszedł na świat w Choczni Jan Jakub Hauer, nieślubny syn Jana Hauera i Wilhelminy z Pisarzewskich, a rok później jego siostra Adelina Wilhelmina Stefania. Jan Hauer senior, kapitan i wojskowy inspektor budowlany, miał austriackie pochodzenie po swoim ojcu Maksymilianie, drogomistrzu w Wadowicach.

Poprzez żonę i dzieci powiązany z Chocznią był inny oficer armii austriackiej - Georg Nicolaus Helm, który urodził się w niemieckiej rodzinie w Czechach. Helm poślubił w 1858 roku Emilię Kalikstę Dunin, córkę właściciela choczeńskiego Sołtystwa i miał z nią w Choczni troje dzieci: syna i dwie córki. Po śmierci Emilii w 1866 roku Georg Helm służył jako audytor sądów polowych w różnych garnizonach w obrębie monarchii austro-węgierskiej.

Austriakiem był również Leopold Schwarzmann (ur. około 1816 r.), choczeński sklepikarz i ojciec urodzonego w Choczni syna, który otrzymał po nim imię (1855). Leopold senior zmarł rok później, a pozostała w Choczni wdowa Johanna w 1858 roku wyszła drugi raz za mąż za Józefa "Brodę rectae Szczygiel", byłego żołnierza, nieślubnego syna Marianny Szczygiel z Olchowiec koło Sanoka.

Prawdopodobnie za Austriaka uważał się Andreas Zink z Prerova na Morawach, sklepikarz, podobnie jak Schwarzmann, który w 1836 roku ochrzcił w Choczni córki-bliźniaczki. Rok wcześniej mieszkał z żoną Teresą z domu Habermann w Bulowicach, gdzie urodziła się ich córka Matylda. Z tym rejonem (Bulowice, Kobiernice, Kęty) związane były też późniejsze losy Zinków (lata 50. XIX wieku).

Ostatnim faktem, o którym można tu wspomnieć (ale pierwszym chronologicznie) był chrzest w Choczni w 1821 roku Heinricha, syna Johannesa Kirschingera, medyka wojskowego z Wadowic.