Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1906. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1906. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 lipca 2022

Choczeńska kronika wypadków - część XVII

 "Nowiny" z 18 listopada 1905 roku podawały podobną informację, co "Deutsches Volksblatt" z 21 listopada tego samego roku (link):

Wypadek na kolei

Z Wadowic donoszą: Na tutejszej stacyi kolejowej najechał onegdaj pociąg osobowy nr 2.365 na konia z wozem, należącym do Władysława Widlarza z Choczni. Koń został ciężko pokaleczony, a wóz rozleciał się w drobne kawałki. Powodem wypadku było pozostawienie konia z wozem bez dozoru. 

----

Z kolei "Nowiny" z 27 lipca 1911 roku informowały:

W Choczni u Katarzyny Czech zajął się budynek mieszkalny, a ogień, dzięki energii komendanta straży pożarnej w Choczni, zlokalizowano.W Brodach ad Kalwarya budynek mieszkalny i budynki gospodarcze ze zbiorami Kołodzieja w samo południe spaliły się do szczętu — przytem spaliła się krowa, świnia i pies na łańcuchu. Dnia 23 b. m. spalił się w Wożnikach dom Sobków z całem urządzeniem o 10 rano. W tym samym dniu w Skawcach obrócił pożar w perzynę 18 domów ze stogami siana, zboża i wszelkiem urządzeniem, t. j. 1/5 część całej wioski.

----

O następnych pożarach w Choczni napisano w "Nowinach" z 22 sierpnia 1912 i 7 czerwca 1913 roku:

 W ubiegłym tygodniu zniszczył pożar kilka zabudowań gospodarskich we wsi Chobot koło Wadowic — z dymem poszły dotychczasowe zbiory. Szkoda nie była ubezpieczona. Pożar wznieciło uderzenie pioruna podczas szalejącej nad okolicą burzy. W tym samym czasie w pobliskiej wsi Tarnawie zabił piorun kobietę, uderzając w dzwonnicę kaplicy, w której zabobonna wieśniaczka dzwoniła „dla rozpędzenia chmur". W Choczni zniszczył pożar realność p. Józefa Zielińskiego, który po powrocie z Ameryki urządził sobie piękne gospodarstwo. Ubezpieczone było w tow. „Wisła", które dotąd nie wysłało komisyi, mimo, że od pożaru minęło już sporu czasu. W Wadowicach zapalił się d. 16-go bm. w realności 1. 88 w Rynku skład rupieci. Pożar groził rozszerzeniem się, mieszkańcy jednak nie wezwali straży, ale przez dwa dni gasili sami ogień — na próżno. Dopiero trzeciego dnia, kiedy ogień począł się wzmagać zawiadomiono straż, która pożar ugasiła. Niebezpieczeństwo było wielkie, zwłaszcza, że w kamienicy tej i dwu sąsiednich (jednego właściciela) niema studzien.

----

 Z Wadowic donosi nasz korespondent:

W Choczni, gminie odległej 3 km od Wadowic, po zburzeniu starego budynku mieszkalnego i stajni, przeniósł Andrzej Zając, woźny sądowy, całe urządzenie domowe i sprzęty do stodoły, gdzie dnia 29 bm o godzinie 12 w południe, wskutek nieostrożności robotników powstał w stodole tej pożar, w której spaliło się wszystko mienie Zająca. Szkodę oszacowano na 2000 koron. W trzy dni w tej samej wsi spaliło się gospodarstwo Widlarza, a równocześnie spalił się w Inwałdzie budynek, w którym 5-letnie dziecko poniosło śmierć w płomieniach.

----

Na koniec o pożarze, do którego nie doszło wprawdzie w Choczni, ale w opisie którego przewija się (w negatywnym świetle) chocznianin Antoni Pindel:

 W dniu 14-go lipca b. r. w Lipniku o g. wpół do 11-tej w nocy, wybuchł pożar szkolnego budynku przy 5-cio klasowej szkole niemieckiej, który doszczętu zgorzał. Przyczyna pożaru była następująca : Jak już kilkakrotnie w gazetach pisano, że kierownikiem tej to szkoły jest niejaki Antoni Pindel z Choczni rodem, polak ale dla judaszowkiego grosza duszą i ciałem oddany na usługi niemcom, posiada zaufanie i cieszy się ichże opieką za to, że w germanizacyi polskiej dziatwy w jego szkole jest mistrzem, według życzenia prusaków. Zato mu ta krzyżacka mać płaci z funduszów gminnych dodatku do jego stałej pensyi 500 K. rocznie i opał. Mając podostatkiem suchego opału — małżonka jego chcąc urządzić kąpiel dla siebie i dzieci swoich, rozpaliła o godzinie 1 i z południa, palił się aż do godziny 8 wieczór, przezto rozpalił się nietylko piec, ale i nawet i komin i wskutek gorąca wybuch pożar. Gdyby taka pani Pindlowa, za swoje pieniądze opał kupowała, myślę żeby go lepiej szanowała; ale że opał zadarmo, paliła całe półdnia gdyby w piekle tak ostrożną niebędąc, aż budynek spaliła. Spaliło się 25 ław szkolnych, które Wielmożna p. Pindlowa kazała z klas wynieść do stodoły spalonego budynku. Przez nieostrożność, naraziła gminę jak i sąsiada p. W. Rytko na znaczną szkodę, a kto odpowie za te szkody, wykaże śledztwo. ("Obrona Ludu" z 29 lipca 1906 roku)


poniedziałek, 8 listopada 2021

Choczeńska kronika sądowa - część V

 

W związku z trudną sytuacją zaopatrzeniową w Polsce po I wojnie światowej 11 stycznia 1919 roku powstał Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją, którego zadaniem, jak nazwa wskazuje, była walka z wszelkimi przejawami lichwy i spekulacji artykułami pierwszej potrzeby. Urzędnicy mogli konfiskować przedmioty oraz nakładać kary administracyjne w postaci 3-miesięcznego aresztu lub grzywny do 50 tysięcy marek polskich. Oddziały terenowe tego urzędu miały siedziby w sądach okręgowych i działały na obszarze właściwości tychże sądów.

"Dziennik Cieszyński" z 11 kwietnia 1922 roku zamieścił imiona i nazwiska osób, na które bielski Urząd do Walki z Lichwą nałożył kary w marcu 1922 roku.

Wśród nich znalazł się niejaki Józef Waluś z Choczni, ukarany za "lichwę mlekiem" w Bielsku grzywną w wysokości 1000 marek z zamianą na 5 dni aresztu.

----

"Dziennik Zachodni" z 25 czerwca 1947 roku informował:

W Sądzie Okręgowym w Wadowicach rozegrał się finał bójki, jaka miała miej­sce w Trzy Króle, w restaura­cji Fujawy w Choczni. Teofil Wider z Wadowic, będąc przejazdem w Choczni, wstąpił do restauracji Fujawy, gdzie w czasie zabawy doszło do bójki na sztachety. Widera porwał rów­nież za sztachetę i atakując prze­ciwników — uderzeniem w głowę spowodował złamanie czaszki i w następstwie śmierć Stanisława Żaka, nieznanego sobie zresztą osobiście.Sąd uznał, że zabójstwo zosta­ło dokonane nie umyślnie i ska­zał oskarżonego Widerę na 6 lat więzienia, darowując mu połowę kary na mocy amnestii.

Wspomniany Teofil Wider był rzeczywiście mieszkańcem Wadowic (dzisiejszej ulicy Sadowej), ale wywodził się z Choczni. Był synem Aleksandra Widra i Joanny/Janiny z domu Moskalik. Żył w latach 1904-1971; z żoną Heleną z Byrskich z Kaczyny doczekał się siedmiu córek i jednego syna, ale większość z nich zmarła wkrótce po urodzeniu.

----

Z kolei "Dziennik Bałtycki" z 10 stycznia 1963 roku, podawał, że:

W środę 9 bm Prokuratura Wojewódzka w Krakowie zakończyła śledztwo przeciwko grupie byłych pracowników Spółdzielni Inwalidów "Wisła", oskarżonych o dokonanie milionowych nadużyć. Jak wynika z aktu oskarżenia były kierownik działu włókienniczego Spółdzielni "Wisła" w Choczni (powiat Wadowice) Eugeniusz I. oraz były kierownik Zakładu Włókienniczego tej spółdzielni w Żywcu - Józef K., przy pomocy wspólników, zagarnęli w wyniku nieuczciwych machinacji ponad 2 miliony złotych. W procesie, który odbędzie się przed Sądem Wojewódzkim w Krakowie zeznania złoy ponad 60 świadków.

Spółdzielnia Inwalidów mieściła się w budynku choczeńskiego Domu Ludowego/Sokoła.

----

Na koniec sprawa sądowa z 1906 roku, opisywana przez "Dziennik Cieszyński", w której także pojawia się wzmianka o Choczni:

Wydanie z 4 sierpnia 1906 roku:

Donieśliśmy przed miesiącem, że wdowa Mayerowa, została skazana na 2 lata aresztu za oszustwa tytoniowe. Zwróciła się ona po swem skazaniu z prośbą do władz, by karę mogła odsiadywać w Białej, ze względu na dzieci, które tu pozostawiła. Prośba ta nie została wysłuchaną i Mayerowa miała zostać odstawioną do więzienia w Wadowicach. Stało się to we wtorek. Przy żegnaniu się z dziećmi przyszło do tak wstrząsających scen, że wielu z przypatrującej się publiczności stanęły łzy w oczach. Dzieci formalnie nie chciały matki puścić. Nie dość na tem. Szesnastoletnia córka wyjechała tego samego dnia do Bystrej i tam strzeliła do siebie z rewolweru. Nieszczęśliwą przewieziono do szpitala powszechnego, trzema zaś pozostałemi nieletniemi dziećmi zajęła się gmina.

I ciąg dalszy tej sprawy w wydaniu z 11 sierpnia:

Przed kilku dniami wysłana do więzienia wadowickiego wdowa Jetty Mayerowa z Białej została wypuszczona na wolność. Stało się to wskutek zarządzenia lwowskiej krajowej Dyrekcyi finansowej. Mayerowa udała się do swych krewnych w Choczni.

----


piątek, 4 października 2019

Kółko Rolnicze w 1905, 1906 i 1910 roku

1905

Według sprawozdania z czynności kółek rolniczych za 1905 roku organizacja ta liczyła wtedy w Choczni 68 członków, którzy w ciągu roku odbyli 60 różnego rodzaju zebrań.
Kółko w Choczni nie posiadało jeszcze własnego budynku, ani fachowych książek, członkowie mogli się zapoznać tylko z jednym prenumerowanym czasopismem.
W 1905 roku sprowadzono do Choczni nawozów sztucznych za kwotę 2271 koron i sadzonek drzew owocowych za kwotę 80 koron, a ponadto: 7 wagonów węgla, 2 wagony otrąb i 5 kwintali makucha, czyli wytłoków- produktu ubocznego powstającego przy wytłaczaniu oleju z nasion maku.
Nie sprowadzono natomiast żadnych nasion ani maszyn rolniczych.
Wprowadzono do uprawy jedną nową roślinę pastewną (ale nie podano jaką) i zastosowano jedną nową zmianę w dotychczasowych uprawach.
Choczeńskie Kółko nie posiadało już wówczas własnego sklepu, choć wcześniej - w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku - miało ich dwa.
Znacznie liczniejsze i majętniejsze było wtedy Kółko Rolnicze w sąsiednich Frydrychowicach ze 122 członkami, własnym budynkiem o wartości 1200 koron i własną czytelnią/biblioteką.

1906

W 1906 roku odbył się w Choczni wykład inspektora Profica (9 kwietnia) i lustracja handlowa Kółka, dokonana przez Joachima Sołtysa.
W porównaniu z poprzednim rokiem liczba członków spadła o 6 osób- do poziomu 62 członków.
Odbyli oni 74 spotkania. 
Zwiększono liczbę prenumerowanych czasopism o jedno.
Sprowadzono podobną jak rok wcześniej ilość nawozów, eksperymentowano z uprawą kolejnej rośliny pastewnej i robotą krowami.

1910

W porównaniu z latami 1905-1906 znacznie spadła liczba członków Kółka Rolniczego w Choczni i na koniec 1910 roku należało do niego tylko 37 rolników. Aktywność członków także spadła, ponieważ odbyli oni tylko 28 spotkań. 
Prenumerowano jedno czasopismo.
Sprowadzono nasion za 1800 koron i nawozów sztucznych za 1500 koron.
Próbowano wprowadzić do uprawy jedną nową odmianę zboża.
Nie ubezpieczano domów ani towarów od ognia, choć robiły to np. kołka we Frydrychowicach, Ponikwi, czy w Marcyporębie.
Zbierano fundusze na budowę siedziby Kółka.
W powiecie wadowickim istniały 42 kółka, a 29 z nich nie posiadało własnych budynków.

wtorek, 6 lutego 2018

Choczeńska kronika sądowa

"Gazeta Lwowska" w 1906 roku zamieściła edykt c.k. Sądu Powiatowego w Wadowicach z 19 października 1906:
"C.k. Sąd powiatowy w Wadowicach zawiadamia, że w dniu 4 kwietnia 1877 roku w Choczni zmarł jakis człowiek niewiadomy z nazwiska i miejsca pobytu bez pozostawienia rozporządzenia ostatniej woli. Ponieważ Sądowi nie wiadomo, czy i którym osobom przysłuża prawo dziedziczenia spadku, przeto wzywa się niniejszem tych wszystkich, którzy do tegoż spadku z jakiegokolwiek bądź tytułu roszczenia podnieść zamierzają, aby w przeciągu jednego roku, licząc od dnia niżej podanego, swe prawa dziedziczenia w tutejszym Sądzie zgłosili i wykazując takowe, wnieśli oświadczenie co do spadku, w przeciwnym bowiem razie spadek, dla którego p. adwokat Władysław Chodorowski kuratorem został ustanowiony, będzie przeprowadzony z tymi i tym przyznany , którzy się do niego zgłoszą i swe prawa dziedziczenia wykażą, część zaś spadku nie przyjęta, lub w razie gdyby do spadku nikt się nie zgłosił, cały spadek przypadnie Państwu, jako bezdziedziczny."

"Piast" - organ Stronnictwa Ludowego z 3 maja 1931 roku informował:
"Echa Brześcia przed sądem w Wadowicach. 67 OSÓB NA ŁAWIE OSKARŻONYCH. 66 uniewinniono. — Sprawę dr. Putka wyłączono. Niezwykle charakterystyczna dla naszych teraźniejszych stosunków politycznych rozprawa sądowa, będąca echem Brześcia, odbyła się przed sądem grodzkim w Wadowicach. Rozpatrywał ją sędzia sądu okręgowego dr. Zembaty. Na ławie oskarżonych zasiadło 67 obywateli z gminy Choczni, między nimi były poseł i b. wiezień brzeski dr. Putek. Wszyscy oni oskarżeni zostali przez prokuratora o przestępstwo z paragrafu 283 ustawy karnej, popełnione przez to, że w dniu 14 grudnia 1930 r., gdy dr. Putek po wypuszczeniu z więzienia brzeskiego wrócił do Choczni, tłumnie, w pochodzie odprowadzili go do domu, nie usłuchawszy wezwania komendanta posterunku policji państwowej do rozejścia się, przez co mieli się stać winnymi występku zbiegowiska. Dr. Putek oskarżony został także o występek z paragrafu 284 austr. ustawy karnej, polegający na tem, że z okazji tego zbiegowiska prowadził sprzeczkę z policjantem, nadto oskarżono go jeszcze o przekroczenie przepisów ustawy austr. o zgromadzeniach, popełnione wygłoszeniem do tłumu przemówienia pod gołem niebem, bez posiadania na takie zgromadzenie zgody starosty. Rozprawa sądowa wykazała, te doniesienie sfabrykowano w sposób lekkomyślny, albowiem z pośród 67 oskarżonych, czwarta część nawet w krytycznym momencie nie wiedziała o przyjeździe dra Putka i przebywała bądź w domu, bądź też nawet poza Chocznią. Sędzia dr. J. Zembaty wyłączył sprawę Putka jako niepodlegającą właściwości Sądu wadowickiego, lecz warszawskiego (do spraw wyjątkowych) Następnie odmówił wnioskowi dra Putka odesłania protokółu prokuratorowi, celem rozszerzenia oskarżenia przeciw wnioskodawcy o treść przemówienia w sprawie zachowania się władz więziennych w Brześciu, odmowę zaś uzasadnił tą okolicznością, iż zastępca prokuratora był przez cały czas obecny na rozprawie i wniosek słyszał, skoro zaś nie korzysta z praw oskarżenia, bezcelowem byłoby odsyłanie aktów prokuratorowi. Resztę oskarżonych w liczbie 66, uwolnił od winy i kary, uzasadniając wyrok tern, że w tłumnem przyjęciu dra Putka po powrocie z więzienia brzeskiego nie można dopatrywać się znamion czynu przestępnego, albowiem przyjęcie to w niczem porządku i spokoju publicznego nie naruszyło. Wyrok powyższy stał się prawomocnym."


Dziennik Urzędowy z 15 kwietnia 1948 roku podawał:
"Na wniosek Pietrasa Antoniego zamieszkałego w Choczni nr 123, wszczęto postępowanie o uznanie za zmarłą Pietras Stefanię, z Dumańskich, ostatnio zamieszkałej w Janowej Dolinie, powiat Kostopol (na Wołyniu - uwaga moja)."