Udokumentowana historia leczenia się Chocznian w szpitalach sięga pierwszej połowy XIX wieku.
W pierwszej
połowie XIX wieku szpitale w Galicji były w fatalnym stanie – często łączyły
funkcje szpitala, przytułku dla ubogich, domu starców i lazaretu. Brakowało
lekarzy, elementarnej higieny i wentylacji, obsługa chorych była zła i
zdemoralizowana. Sytuacja uległa pewnej poprawie, gdy Sejm Galicyjski w 1870
roku upoważnił Wydział Krajowy do wprowadzenia Sióstr Miłosierdzia do szpitali,
którym powierzono opiekę nad chorymi, przygotowywanie prostszych leków, kuchnię
i pralnię. Miały one stanowić brakujące dotąd ogniwo między lekarzami a
posługaczami szpitalnym i dopilnowywać, by polecenia tych pierwszych były
ściśle wypełniane.
Chocznianie
rzadko decydowali się wtedy na leczenie szpitalne nie tylko z wyżej
wymienionych powodów, ale także z niewystarczającej ilości miejsc, a przede
wszystkim braku pieniędzy na leczenie. Starając się uczynić lecznictwo
szpitalne bardziej przystępnym na mocy Ustawy Krajowej z 6 stycznia 1875 roku wprowadzono
zasadę, że koszty leczenia osób ubogich w galicyjskich szpitalach publicznych
ponosił fundusz krajowy.
W tym systemie
rolę swoistego arbitra odgrywał miejscowy proboszcz, który jako urzędnik
państwowy i osoba najlepiej znająca stosunki majątkowe i rodzinne swoich
parafian, mógł poświadczyć, czy dany człowiek jest prawdziwie ubogi i
czy nie posiada krewnych zdolnych do pokrycia kosztów kuracji, by fundusz
krajowy nie ponosił niepotrzebnych i nadmiernych wydatków.
Losy Teresy
Adamskiej, osieroconej córki komorników, która w 1845 roku prosiła o takie
świadectwo, by leczyć zranioną stopę, czy Macieja Gracy (1847), ubogiego i chorego, pokazują, że szpital był ostatecznością dla najbiedniejszych. System był
szczelny – urzędnicy bezwzględnie weryfikowali stan posiadania. Gdy w 1865 roku
szpital w Wadowicach upomniał się o zapłatę za leczenie Katarzyny Szczur,
proboszcz z Choczni odmówił wydania świadectwa ubóstwa, stwierdzając wprost:
„rodzice Katarzyny koszta kuracyi swej córki zaspokoić mogą”.
Machina
biurokratyczna bywała jednak powolna. W przypadku służącej Zofii Rokowskiej,
leczonej w 1853 roku, urząd powiatowy dopiero po trzech latach upomniał się o
zaświadczenie majątkowe, by odzyskać pieniądze za jej pobyt w szpitalu.
Głównym
ośrodkiem, do którego trafiali chorzy z Choczni, był Szpital Cywilny w
Wadowicach. To tam leczono większość przypadków: od urazów, przez choroby
zakaźne, po dolegliwości przewlekłe. Trafiali tam oprócz wymienionych wyżej m.in.
Marianna Szczur (1849), Regina Płonka (1855), Franciszka Pietruszka (1859) czy
Mikołaj Dąbrowski (1861).
Chocznianie szukali jednak ratunku także w innych placówkach:
- Szpitalu Bonifratrów w Zebrzydowicach, gdzie w 1844 r. leczono Antoniego Ścigalskiego, w 1852 r. Franciszka Wawro, a dekadę później o przyjęcie starał się kulawy chałupnik Antoni Malata,
- Szpitalach: św. Łazarza w Krakowie (Józef Ramza, 1861, Marianna Szczur, Jan Ruła, 1862, Marianna Rudzicka, 1864) i św. Ducha oraz klinice uniwersyteckiej,
- szpitalach na szlaku migracji – Chocznianie, szukając chleba lub służąc w armii, chorowali z dala od domu. Znajdujemy ich w szpitalach w Rzeszowie (Jan Żak, 1860, Sanoku (tenże Jan Żak, 1863, Jaśle (Agnieszka Zawiło, 1872, Bochni (Franciszek Dąbrowski, 1865), Opavie (Jan Cibor, 1854), a nawet w Peszcie (dzisiejszy Budapeszt), gdzie w 1858 roku leczył się inwalida wojskowy Antoni Leśniak. W każdym z tych przypadków odległe szpitale słały pisma do Choczni, by ustalić, kto zapłaci za leczenie.
Dokumenty
ujawniają nie tylko nazwiska, ale i wstydliwe lub tragiczne dolegliwości
mieszkańców wsi.
Dowodem na
problemy społeczne epoki jest przypadek służącej Marianny Wawer, córki
wyrobników, leczonej w 1862 roku w Wadowicach na „zgniłą chorobę”, jak wówczas
nazywano syfilis, przypadłość stygmatyzującą i trudną w leczeniu.
Z kolei
zapis z 1858 roku o Marii Gazdzionce, która trafiła do „zakładu dla
obłąkanych”, pokazuje, że również choroby psychiczne wymagały interwencji
instytucjonalnej, choć były to przypadki rzadziej odnotowywane.
Na
szczególną uwagę zasługuje jednak historia Michała Woźniaka. W 1872 roku
przeszedł on w Klinice Chirurgicznej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie
operację usunięcia raka. Co niezwykłe, dwa lata później, w 1874 roku, dyrekcja
kliniki wysłała zapytanie o stan zdrowia pacjenta – co można uznać za wczesną
formę monitorowania odległych wyników leczenia (follow-up). Odpowiedź ks.
Komorka była optymistyczna: Woźniak żył, a rak nie powrócił. Jest to rzadki w
tamtych czasach przykład skutecznej walki z nowotworem przy użyciu ówczesnej
chirurgii.
W klinice
UJ w latach 1900-1902 leczona była także wyrobnica Maria Jędrzejowska z
Choczni, mająca nawracające problemy z chodzeniem. Jej kuracja fosforanem
sodowym, syrupem dra Eggera i wodnikiem chloralu była na tyle skuteczna, że
znowu mogła chodzić o własnych siłach.
Kuracja
szpitalna nie zawsze kończyła się sukcesem. Świadczą o tym zapisy zgonów
mieszkańców Choczni w zebrzydowickim xenodochium (szpitalu): Magdaleny Woźniak
(1862) i Franciszka Kręciocha (1871), zgony: Józefa
Smolarskiego w Szpitalu św. Ducha w Krakowie (1868) i Jana
Guzdka w Szpitalu św. Łazarza w Krakowie (1911), czy
śmierć Marianny Wawro w szpitalu w Wadowicach (1904).
Leczeniu szpitalnemu podlegali również liczni Chocznianie służący w armii austriackiej. Niestety dowiadujemy się o tym dziś najczęściej na podstawie świadectw ich zgonów.
Już w 1813 roku w szpitalu wojskowym w Nowym Wiśniczu zmarli 25-letni Mikołaj Graca i rok młodszy Mikołaj Kuta, a w szpitalu wojskowym w Willingen na terenie Niemiec 25-letni Maciej Trzaska, uczestnik wojen napoleońskich.
Tyle samo lat, co wymienieni wyżej Graca i Trzaska, miał Wojciech Koman, zmarły na cholerę w szpitalu w Bochni w 1849 roku.
W 1852 roku w Szpitalu Wojskowym w Wadowicach zmarł 28-letni Józef Bąk, szeregowy 56. Pułku Piechoty, a w tym samym roku 24-letni Jakub Brandys szeregowy tego samego pułku, zmarł na zapalenie płuc w szpitalu wojskowym w mieście Brescia we Włoszech. W tym samym szpitalu, co Brandys, zmarł rok wcześniej na dyzenterię Michał Drapa. Na ziemi włoskiej nastąpił też kres życia Franciszka Krystyana (w szpitalu w Cortone), Jana Szczura (w szpitalu w Bergamo) i Jakuba Pindela (w szpitalu w Veronie).
22-letni ułan Franciszek Wcisło zmarł w 1853 roku na tyfus w szpitalu w Tyrnau, czyli dzisiejszej słowackiej Trnavie.
W 1864 roku w szpitalu wojskowym w Krakowie zmarł Jakub Dąbrowski, który do armii został wcielony rok wcześniej.
W 1866 roku bezskutecznie usiłowano wyleczyć w szpitalu w Wiedniu Tomasza Styłę, rannego w czasie wojny austriacko-pruskiej.
Z kolei w 1891 roku w rosyjskim Samarskim Gubernialnym Szpitalu Ziemskim zmarł na tyfus Józef Kręcioch z Choczni, którego rodzina, nie wiedząc o jego losie, szukała jeszcze niemal 50 lat później.
Oczywiście najliczniejszymi pacjentami wojskowych szpitali byli ci Chocznianie, którzy uczestniczyli w I wojnie światowej, w szeregach armii austro-węgierskiej, Legionów Polskich i francuskiej Legii Cudzoziemskiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz