sobota, 28 lutego 2026

Chocznianie w szpitalach

 Udokumentowana historia leczenia się Chocznian w szpitalach sięga pierwszej połowy XIX wieku.

W pierwszej połowie XIX wieku szpitale w Galicji były w fatalnym stanie – często łączyły funkcje szpitala, przytułku dla ubogich, domu starców i lazaretu. Brakowało lekarzy, elementarnej higieny i wentylacji, obsługa chorych była zła i zdemoralizowana. Sytuacja uległa pewnej poprawie, gdy Sejm Galicyjski w 1870 roku upoważnił Wydział Krajowy do wprowadzenia Sióstr Miłosierdzia do szpitali, którym powierzono opiekę nad chorymi, przygotowywanie prostszych leków, kuchnię i pralnię. Miały one stanowić brakujące dotąd ogniwo między lekarzami a posługaczami szpitalnym i dopilnowywać, by polecenia tych pierwszych były ściśle wypełniane.

Chocznianie rzadko decydowali się wtedy na leczenie szpitalne nie tylko z wyżej wymienionych powodów, ale także z niewystarczającej ilości miejsc, a przede wszystkim braku pieniędzy na leczenie. Starając się uczynić lecznictwo szpitalne bardziej przystępnym na mocy Ustawy Krajowej z 6 stycznia 1875 roku wprowadzono zasadę, że koszty leczenia osób ubogich w galicyjskich szpitalach publicznych ponosił fundusz krajowy.

W tym systemie rolę swoistego arbitra odgrywał miejscowy proboszcz, który jako urzędnik państwowy i osoba najlepiej znająca stosunki majątkowe i rodzinne swoich parafian, mógł poświadczyć, czy dany człowiek jest prawdziwie ubogi i czy nie posiada krewnych zdolnych do pokrycia kosztów kuracji, by fundusz krajowy nie ponosił niepotrzebnych i nadmiernych wydatków.

Losy Teresy Adamskiej, osieroconej córki komorników, która w 1845 roku prosiła o takie świadectwo, by leczyć zranioną stopę, czy Macieja Gracy (1847), ubogiego i chorego, pokazują, że szpital był ostatecznością dla najbiedniejszych. System był szczelny – urzędnicy bezwzględnie weryfikowali stan posiadania. Gdy w 1865 roku szpital w Wadowicach upomniał się o zapłatę za leczenie Katarzyny Szczur, proboszcz z Choczni odmówił wydania świadectwa ubóstwa, stwierdzając wprost: „rodzice Katarzyny koszta kuracyi swej córki zaspokoić mogą”.

Machina biurokratyczna bywała jednak powolna. W przypadku służącej Zofii Rokowskiej, leczonej w 1853 roku, urząd powiatowy dopiero po trzech latach upomniał się o zaświadczenie majątkowe, by odzyskać pieniądze za jej pobyt w szpitalu.

Głównym ośrodkiem, do którego trafiali chorzy z Choczni, był Szpital Cywilny w Wadowicach. To tam leczono większość przypadków: od urazów, przez choroby zakaźne, po dolegliwości przewlekłe. Trafiali tam oprócz wymienionych wyżej m.in. Marianna Szczur (1849), Regina Płonka (1855), Franciszka Pietruszka (1859) czy Mikołaj Dąbrowski (1861).

Chocznianie szukali jednak ratunku także w innych placówkach:

  • Szpitalu Bonifratrów w Zebrzydowicach, gdzie w 1844 r. leczono Antoniego Ścigalskiego, w 1852 r. Franciszka Wawro, a dekadę później o przyjęcie starał się kulawy chałupnik Antoni Malata,
  • Szpitalach: św. Łazarza w Krakowie (Józef Ramza, 1861, Marianna Szczur, Jan Ruła, 1862, Marianna Rudzicka, 1864) i św. Ducha oraz klinice uniwersyteckiej,
  • szpitalach na szlaku migracji – Chocznianie, szukając chleba lub służąc w armii, chorowali z dala od domu. Znajdujemy ich w szpitalach w Rzeszowie (Jan Żak, 1860, Sanoku (tenże Jan Żak, 1863, Jaśle (Agnieszka Zawiło, 1872, Bochni (Franciszek Dąbrowski, 1865), Opavie (Jan Cibor, 1854), a nawet w Peszcie (dzisiejszy Budapeszt), gdzie w 1858 roku leczył się inwalida wojskowy Antoni Leśniak. W każdym z tych przypadków odległe szpitale słały pisma do Choczni, by ustalić, kto zapłaci za leczenie.

Dokumenty ujawniają nie tylko nazwiska, ale i wstydliwe lub tragiczne dolegliwości mieszkańców wsi.

Dowodem na problemy społeczne epoki jest przypadek służącej Marianny Wawer, córki wyrobników, leczonej w 1862 roku w Wadowicach na „zgniłą chorobę”, jak wówczas nazywano syfilis, przypadłość stygmatyzującą i trudną w leczeniu.

Z kolei zapis z 1858 roku o Marii Gazdzionce, która trafiła do „zakładu dla obłąkanych”, pokazuje, że również choroby psychiczne wymagały interwencji instytucjonalnej, choć były to przypadki rzadziej odnotowywane.

Na szczególną uwagę zasługuje jednak historia Michała Woźniaka. W 1872 roku przeszedł on w Klinice Chirurgicznej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie operację usunięcia raka. Co niezwykłe, dwa lata później, w 1874 roku, dyrekcja kliniki wysłała zapytanie o stan zdrowia pacjenta – co można uznać za wczesną formę monitorowania odległych wyników leczenia (follow-up). Odpowiedź ks. Komorka była optymistyczna: Woźniak żył, a rak nie powrócił. Jest to rzadki w tamtych czasach przykład skutecznej walki z nowotworem przy użyciu ówczesnej chirurgii.

W klinice UJ w latach 1900-1902 leczona była także wyrobnica Maria Jędrzejowska z Choczni, mająca nawracające problemy z chodzeniem. Jej kuracja fosforanem sodowym, syrupem dra Eggera i wodnikiem chloralu była na tyle skuteczna, że znowu mogła chodzić o własnych siłach.

Kuracja szpitalna nie zawsze kończyła się sukcesem. Świadczą o tym zapisy zgonów mieszkańców Choczni w zebrzydowickim xenodochium (szpitalu): Magdaleny Woźniak (1862) i Franciszka Kręciocha (1871), zgony: Józefa Smolarskiego w Szpitalu św. Ducha w Krakowie (1868) i Jana Guzdka w Szpitalu św. Łazarza w Krakowie (1911), czy śmierć Marianny Wawro w szpitalu w Wadowicach (1904).



Leczeniu szpitalnemu podlegali również liczni Chocznianie służący w armii austriackiej. Niestety dowiadujemy się o tym dziś najczęściej na podstawie świadectw ich zgonów.

Już w 1813 roku w szpitalu wojskowym w Nowym Wiśniczu zmarli 25-letni Mikołaj Graca i rok młodszy Mikołaj Kuta, a w szpitalu wojskowym w Willingen na terenie Niemiec 25-letni Maciej Trzaska, uczestnik wojen napoleońskich.

Tyle samo lat, co wymienieni wyżej Graca i Trzaska, miał Wojciech Koman, zmarły na cholerę w szpitalu w Bochni w 1849 roku.

W 1852 roku w Szpitalu Wojskowym w Wadowicach zmarł 28-letni Józef Bąk, szeregowy 56. Pułku Piechoty, a w tym samym roku 24-letni Jakub Brandys szeregowy tego samego pułku, zmarł na zapalenie płuc w szpitalu wojskowym w mieście Brescia we Włoszech. W tym samym szpitalu, co Brandys, zmarł rok wcześniej na dyzenterię Michał Drapa. Na ziemi włoskiej nastąpił też kres życia Franciszka Krystyana (w szpitalu w Cortone), Jana Szczura (w szpitalu w Bergamo) i Jakuba Pindela (w szpitalu w Veronie).

22-letni ułan Franciszek Wcisło zmarł w 1853 roku na tyfus w szpitalu w Tyrnau, czyli dzisiejszej słowackiej Trnavie.

W 1864 roku w szpitalu wojskowym w Krakowie zmarł Jakub Dąbrowski, który do armii został wcielony rok wcześniej. 

W 1866 roku bezskutecznie usiłowano wyleczyć w szpitalu w Wiedniu Tomasza Styłę, rannego w czasie wojny austriacko-pruskiej.

Z kolei w 1891 roku w rosyjskim Samarskim Gubernialnym Szpitalu Ziemskim zmarł na tyfus Józef Kręcioch z Choczni, którego rodzina, nie wiedząc o jego losie, szukała jeszcze niemal 50 lat później.

Oczywiście najliczniejszymi pacjentami wojskowych szpitali byli ci Chocznianie, którzy uczestniczyli w I wojnie światowej, w szeregach armii austro-węgierskiej, Legionów Polskich i francuskiej Legii Cudzoziemskiej. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz