Na blogu MyHeritage, jednej z największych na świecie platform do badania historii rodziny i testów DNA, ukazał się wczoraj artykuł Debry DeZarn o odkryciu nieznanych korzeni jej ojca.
Tytuł tej notatki to:
Mówiono mi, że mój dziadek był sierotą. Dopasowanie DNA ujawniło inną historię
Urodzona w Kalifornii Debra przez całe życie słyszała od swojej rodziny, że jej dziadek Ladislaus Kloss był sierotą i wychowywał się w przytułku, gdzie był regularnie bity i źle traktowany. W wieku 12 lat uciekł stamtąd, a potem, już jako dorosły, sam dotarł do Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Rodzina Debry twierdziła, że Ladislaus nie miał rodziców, ani rodzeństwa, a ich linia jest czysto niemieckiego pochodzenia. Po osiedleniu się w stanie Pensylwania Kloss ożenił się i miał pięcioro dzieci. Ojciec Debry był najstarszy i miał trzy siostry oraz jednego brata.
Smutna historia dziadka budziła u Debry żal. Jednocześnie widziała kontrast z losami rodziny swojej matki, które były znane od wielu pokoleń, utrwalone na licznych fotografiach i spisane w starej Biblii, przekazywanej z pokolenia na pokolenie.
Debra kojarzyła, że ojciec wspominał coś o pochodzeniu z jakiejś "Bohemii" i o tym, że chłopcy w tej rodzinie byli wychowywani w wierze luterańskiej, a dziewczynki jako katoliczki. Wtedy nazwa Bohemia nic jej jednak nie mówiła.
Gdy Debra miała 20 lat, jej ojciec zmarł. Po pogrzebie jego brat wyjawił rodzinny sekret - okazało się, że ojciec Debry i jej dwie ciotki wcale nie urodziły się w Pensylwanii, lecz przybyły do USA z rodzicami, czyli Ladislausem Klossem i jego żoną, właśnie z owej Bohemii, czyli terenu dzisiejszych Czech. Gdy ojciec Debry miał zostać przyjęty na szkolenie oficerów armii USA uznał, że korzystniej będzie podawać, że urodził się na amerykańskiej ziemi. Zadeklarował, że jego akta urodzenia spłonęły, a on sam urodził się w Pensylwanii rok później, niż w rzeczywistości.
Debra nie przypuszczała wtedy, że nie jest to ostatnia ujawniona tajemnica z historii Klossów.
Niedługo później Debra poważniej zainteresowała się rodzinną genealogią i zaczęła gromadzić wszelkie dostępne informacje na temat swoich przodków. Odtworzenie genealogii ze strony matki nie było trudne, ale w przypadku ojca ciągle napotykała na nieprzekraczalny mur, mimo że pod koniec lat 90. pojawiły się liczne fora genealogiczne i internetowe bazy danych.
Lata później postanowiła spróbować testów genetycznych ukierunkowanych na poszukiwanie krewnych. Długo nie pojawiały się żadne podobieństwa genetyczne ze strony jej ojca, aż w 2018 roku nastąpił przełom.
Otrzymała email z Polski od potomka kuzyna jej dziadka, w którym szczegółowo przestawiono pochodzenie Klossów. Jednym ruchem zostały obalone jej wieloletnie przekonania, co do pochodzenia dziadka. Okazało się, że wcale nie był sierotą, urodził się w Brennej na Śląsku, a jego ojciec był synem sklepikarza z Choczni, gdzie do dziś mieszkają jego krewni.
Podekscytowana Debra natychmiast podzieliła się tymi sensacjami z innymi potomkami Ladislausa Klossa.
Aby poznać tę samą historię z drugiej strony, Elisabeth Zetland z myheritage skontaktowała się ze mną, jako osobą, poprzez którą Debra poznała dzieje rodziny swojego dziadka.
W mojej rodzinie zachowała się świadomość o przodkach noszących nazwisko Kloss, mimo że ostatnią noszącą to nazwisko była moja praprababka Ludwika. Wiedzieliśmy o ich morawskich korzeniach, ale szczegóły, tak samo jak w przypadku Debry, poznaliśmy po latach. Moja praprababka nie urodziła się na Morawach, jak wcześniej sądziliśmy, lecz w Choczni. Z Moraw pochodził natomiast jej ojciec Ignacy, prowadzący sklepik pod obecnym Osiedlem Malatowskim. Poszukiwania w choczeńskich księgach metrykalnych ujawniły imiona rodzeństwa Ludwiki i część ich dalszych losów. Potomkowie Ignacego Klossa żyją w Choczni do dziś, choć nazwisko Kloss zanikło.
Jednym z braci mojej praprababki Ludwiki był starszy od niej Józef Kloss. Najpierw poznaliśmy datę jego urodzenia w Choczni, a później poprzez dane z Kriegsarchiv w Wiedniu fakt, że służył w austriackiej armii i po zwolnieniu do rezerwy osiadł w Brennej. W austriackich szematyzmach zapisano z kolei, że Józef był leśniczym, a w księgach metrykalnych z Brennej, że założył tam rodzinę i miał kilkoro dzieci, w tym syna Władysława.
Ponieważ badania DNA wykazały, że posiadam dość duże podobieństwo genetyczne z niejaką Debrą DeZarn z USA, to logicznym wnioskiem było, że musimy mieć wspólnych i nieodległych w czasie przodków. W jej drzewie genealogicznym znajdował się Ladislaus Kloss, urodzony dokładnie wtedy, co Władysław Kloss, syn Józefa z Brennej, więc tu znajdowało się rozwiązanie tej zagadki genealogiczno/genetycznej - naszymi wspólnymi przodkami byli Ignacy Kloss, choczeński sklepikarz i jego żona Zuzanna z domu Honkisz, urodzona w Kozach.
Na zakończenie swojego artykułu Debra pisze, że zamierza z córką odwiedzić w tym roku Polskę. Będzie to dla niej dobra okazja, aby poznać rodzinę z Choczni.
Na razie Debra cieszy się, że:
mój dziadek nie był duchem, nie sierotą zagubioną w historii. Należał do rodziny, miejsca i historii, które po prostu cierpliwie czekały — na odpowiedni moment, by wrócić do mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz