Na początku lat 90. XVIII wieku gminy Chocznia,
Jaroszowice i Barwałd Dolny złożyły skargę na ich wspólnego właściciela Jana
Biberstein Starowieyskiego. Sprawa rozgrywała się w okresie
intensywnych reform austriackiego cesarza Józefa II, którego
patenty z lat 1781–1782 dotyczące zniesienia poddaństwa osobistego (Leibeigenschaft)
i regulacji pańszczyzny stały się prawnym fundamentem dla włościańskich skarg.
Chłopi wymienionych wyżej wsi, zdesperowani nadużyciami i
nieprawnymi ich zdaniem wymaganiami swojego dziedzica, postanowili złożyć
skargę do urzędu cyrkularnego i Wysokiego Gubernium we Lwowie. W napisaniu
skargi i sformułowaniu 15 zarzutów pomógł im odpłatnie niejaki Jan Szulc. Gdy
wieść o tym dotarła do Starowieyskiego złożył on swoje odwołanie, żądając by:
- aresztować Szulca, określanego przez niego jako
"budziciel poddanych", którego uważał winnym buntowania poddanych i
wyłudzania od nich pieniędzy,
- przeprowadzić śledztwo na jego koszt przez urzędników z
Wiednia,
- sądzić sprawy według jego „kupnego prawa" (umów
prywatnych) zamiast cesarskich patentów,
- cofnąć niekorzystne dla niego rozporządzenia gubernialne.
Cesarz Józef II zlecił rozpatrzenie sprawy specjalnemu
komisarzowi królewskiemu, określonemu w dokumentach sprawy jako Baron de
Margelick, który z kolei powierzył śledztwo staroście cyrkularnemu
Jakubowskiemu.
W dokumentach przechowywanych przez kolejnych wójtów
choczeńskich zachowało się zarówno rozstrzygnięcie sporu, który stanowił dekret
cesarski z 22 lipca 1792, jak i obwieszczenie cyrkularne z 20 maja 1795,
dotyczące egzekwowania wyroku.
Najpoważniejszym zarzutem wobec Starowieyskiego
było zmuszenie chłopów barwałdzkich do kupowania gruntów, które od pokoleń
uprawiali jako dziedziczni użytkownicy. Dziedzic twierdził, że po
przejęciu majątku cała ziemia jest jego własnością, a chłopi mogą ją użytkować
tylko po wykupieniu.
W praktyce wyglądało to tak:
- 26
poddanych zmuszono do podpisania „kontraktów kupna",
- nie
określono w nich granic ani rzeczywistej wartości ziemi,
- chłopi
nie otrzymali nawet dokumentów tego „zakupu",
Wyrokiem cesarza nakazano gubernialnemu geometrze dokonać
oficjalnego pomiaru gruntów w obecności komisarza cyrkularnego, a wszystkie
bezprawnie ściągnięte opłaty nakazano zwrócić in duplo (podwójnie).
Bulwersujący przypadek dotyczył sześciu chłopów z
Choczni, którym dziedzic odebrał kawałek gruntu, płacąc śmiesznie niskie
„odszkodowanie" – 8 florenów. Na zabranej ziemi wybudował karczmę, a
resztę zamienił w ogród karczemny. Na podstawie cesarskiego dekretu nakazano
Starowieyskiemu zwrot ziemi, wydzielenie ekwiwalentu z gruntów pańskich lub
wypłatę pełnego odszkodowania według wyceny urzędowej (słusznej Taxy).
Choczni dotyczyły też inne punkty skargi:
- Wymuszanie
dalekiej pieszej pańszczyzny. Gromada z Choczni skarżyła się na
zmuszanie ich do odrabiania pieszej pańszczyzny (pracy fizycznej bez
użycia zwierząt pociągowych) w dobrach Państwa Rudze, które były oddalone
aż o "dwie mile" (ówczesna mila austriacka to ok. 7,5 km).
Ustalono, że 2 dni pańszczyzny odbytej w Rudzach będzie się liczyło za 2,5
dnia pracy.
- Pobieranie
nienależnych podatków Wymieniona jest sytuacja, kiedy to gromada
Chocznia w 1790 roku zapłaciła 20 florenów (złotych reńskich) podatku.
Wyszło na jaw, że pieniądze te były od chłopów "pod pozorem...
nienależnie brane i zatrzymane". Nakazano zwrócić te kwoty do
"podatkowej Kassy";
- Chłopi
z Choczni zmuszani byli do bezpłatnego pełnienia nocnej straży w
folwarku Zaskawie po drugiej stronie rzeki Skawy, z dala od
własnych gospodarstw. Po rozpatrzeniu zniesiono bezpłatną straż w
odległych folwarkach i wprowadzono ekwiwalent - miał być to równoważnik 1
dnia pańszczyzny pieszej;
- Dziedzic
Starowieyski zamiast przepisanej pańszczyzny pieszej (pracy
ludzkimi rękami) wymuszał pańszczyznę czworokonną (najcięższą formę
robót zaprzęgowych), za którą płacił mniej, niż powinien oraz wysyłał
furmanki z Choczni do Bielska, czy Rabki, nie płacąc wcale za te dalekie
trasy lub płacąc niewiele. Nakazano mu nadgrodzenie in
duplo wszystkich wymuszeń, a na przyszłość ścisłe stosowanie się
do Patentu z 1781 r., który precyzyjnie określał rodzaj i wymiar
pańszczyzny;
- Odbywanie
pańszczyzny za karę, za co Starowieyski miał złożyć 20 florenów do Kasy
Podatkowej,
- Zakaz
wyrąbywania drzewa w lasach pańskich (dawnych gromadzkich) na potrzeby
budowlane, który nakazano znieść.
Jeden z punktów skargi dotyczący zapłaty dla wójta
choczeńskiego Michała Kręciocha został w trakcie dochodzenia komisyjnego przez
niego wycofany, jak twierdził oficjalnie - po porozumieniu się ze
Starowieyskim.
Wszystkie trzy skarżące gminy dotknięte były przez czynsze
pobierane od gruntów oddanych przez nie w 1791 roku na drogę cesarską, których
nie odliczono od wysokości obciążeń pańszczyźnianych. Starowieyski został
zobowiązany, by odpisać te nadwyżki wraz z odsetkami od przyszłych czynszów.
Dramatyczne były losy poddanych Sebastyana
Gołąba i Feliksa Gołąba:
- zmuszono
ich do wykupienia za znaczną kawałka gruntu zwanego Nawsie,
który tradycyjnie należał do gromady,
- nałożono
na nich zawyżony czynsz: 4 floreny 30 krajcarów rocznie,
- zobowiązano
do odrabiania 6 dni pańszczyzny pieszej,
- następnie
dziedzic ponownie odebrał im część tego gruntu i przekazał
innemu poddanemu.
Po rozpatrzeniu tego punktu nakazano zwrot wszystkich
kosztów, oddanie ziemi Feliksowi Gołąbowi, a Sebastyanowi Gołąbowi nadgrodzenie
za 10 lat (po 2 dni pańszczyzny rocznie = 20 dni × 3 floreny).
Poszkodowany był też Michał Banaś z Jaroszowic, który za
odkupiony przez niego grunt zwany Bykowina miał otrzymać inną parcelę, ale
przyobiecanego gruntu nie mógł się doczekać oraz grupa 16 poddanych, którym
odebrano po kawałku gruntu, by oddać je Żydowi.
Ostatecznie dziedzic Starowieyski oprócz wymienionych
wcześniej konsekwencji został skazany na grzywnę w wysokości 200 florenów,
z której miały być pokryte koszty procesowe i wypłacone odszkodowania, a za
pozostałą kwotę postanowiono wybudować spichlerz gromadzki - magazyn zbożowy na
wypadek głodu.
"Buntujący" chłopów Szulc nie został aresztowany,
natomiast na karę 3 dni aresztu skazano wójtów, którzy bez zezwolenia ogłosili
składkę na jego opłacenie.
Urząd Cyrkularny podał dekret do wiadomości ogólnej 28
lipca, a Komisję Egzekucyjną wyznaczono na 28 sierpnia 1792. Starowieyski
uchylał się jednak od dokonania wyznaczonych płatności, o czym świadczy dekret
z 20 maja 1795, w którym określono ostateczny termin jednego
miesiąca, po upływie którego, w przypadku braku zapłaty, miała zostać
wszczęta egzekucja i sekwestr (zajęcie majątku).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz