Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Biberstein Starowieyski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Biberstein Starowieyski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2026

Spór między mieszkańcami Choczni, Jaroszowic i Barwałdu Dolnego a Janem Biberstein Starowieyskim w 1792 roku

 Na początku lat 90. XVIII wieku gminy Chocznia, Jaroszowice i Barwałd Dolny złożyły skargę na ich wspólnego właściciela Jana Biberstein Starowieyskiego. Sprawa rozgrywała się  w okresie intensywnych reform austriackiego cesarza Józefa II, którego patenty z lat 1781–1782 dotyczące zniesienia poddaństwa osobistego (Leibeigenschaft) i regulacji pańszczyzny stały się prawnym fundamentem dla włościańskich skarg.

Chłopi wymienionych wyżej wsi, zdesperowani nadużyciami i nieprawnymi ich zdaniem wymaganiami swojego dziedzica, postanowili złożyć skargę do urzędu cyrkularnego i Wysokiego Gubernium we Lwowie. W napisaniu skargi i sformułowaniu 15 zarzutów pomógł im odpłatnie niejaki Jan Szulc. Gdy wieść o tym dotarła do Starowieyskiego złożył on swoje odwołanie, żądając by:

- aresztować Szulca, określanego przez niego jako "budziciel poddanych", którego uważał winnym buntowania poddanych i wyłudzania od nich pieniędzy, 

- przeprowadzić śledztwo na jego koszt przez urzędników z Wiednia,

-  sądzić sprawy według jego „kupnego prawa" (umów prywatnych) zamiast cesarskich patentów,

- cofnąć niekorzystne dla niego rozporządzenia gubernialne.

Cesarz Józef II zlecił rozpatrzenie sprawy specjalnemu komisarzowi królewskiemu, określonemu w dokumentach sprawy jako Baron de Margelick, który z kolei powierzył śledztwo staroście cyrkularnemu Jakubowskiemu.

W dokumentach przechowywanych przez kolejnych wójtów choczeńskich zachowało się zarówno rozstrzygnięcie sporu, który stanowił dekret cesarski z 22 lipca 1792, jak i obwieszczenie cyrkularne z 20 maja 1795, dotyczące egzekwowania wyroku. 

Najpoważniejszym zarzutem wobec Starowieyskiego było zmuszenie chłopów barwałdzkich do kupowania gruntów, które od pokoleń uprawiali jako dziedziczni użytkownicy. Dziedzic twierdził, że po przejęciu majątku cała ziemia jest jego własnością, a chłopi mogą ją użytkować tylko po wykupieniu.

W praktyce wyglądało to tak:

  • 26 poddanych zmuszono do podpisania „kontraktów kupna",
  • nie określono w nich granic ani rzeczywistej wartości ziemi,
  • chłopi nie otrzymali nawet dokumentów tego „zakupu",

Wyrokiem cesarza nakazano gubernialnemu geometrze dokonać oficjalnego pomiaru gruntów w obecności komisarza cyrkularnego, a wszystkie bezprawnie ściągnięte opłaty nakazano zwrócić in duplo (podwójnie).

Bulwersujący przypadek dotyczył sześciu chłopów z Choczni, którym dziedzic odebrał kawałek gruntu, płacąc śmiesznie niskie „odszkodowanie" – 8 florenów. Na zabranej ziemi wybudował karczmę, a resztę zamienił w ogród karczemny. Na podstawie cesarskiego dekretu nakazano Starowieyskiemu zwrot ziemi, wydzielenie ekwiwalentu z gruntów pańskich lub wypłatę pełnego odszkodowania według wyceny urzędowej (słusznej Taxy).

Choczni dotyczyły też inne punkty skargi:

  • Wymuszanie dalekiej pieszej pańszczyzny. Gromada z Choczni skarżyła się na zmuszanie ich do odrabiania pieszej pańszczyzny (pracy fizycznej bez użycia zwierząt pociągowych) w dobrach Państwa Rudze, które były oddalone aż o "dwie mile" (ówczesna mila austriacka to ok. 7,5 km). Ustalono, że 2 dni pańszczyzny odbytej w Rudzach będzie się liczyło za 2,5 dnia pracy.
  • Pobieranie nienależnych podatków  Wymieniona jest sytuacja, kiedy to gromada Chocznia w 1790 roku zapłaciła 20 florenów (złotych reńskich) podatku. Wyszło na jaw, że pieniądze te były od chłopów "pod pozorem... nienależnie brane i zatrzymane". Nakazano zwrócić te kwoty do "podatkowej Kassy";
  • Chłopi z Choczni zmuszani byli do bezpłatnego pełnienia nocnej straży w folwarku Zaskawie po drugiej stronie rzeki Skawy, z dala od własnych gospodarstw. Po rozpatrzeniu zniesiono bezpłatną straż w odległych folwarkach i wprowadzono ekwiwalent - miał być to równoważnik 1 dnia pańszczyzny pieszej;
  • Dziedzic Starowieyski zamiast przepisanej pańszczyzny pieszej (pracy ludzkimi rękami) wymuszał pańszczyznę czworokonną (najcięższą formę robót zaprzęgowych), za którą płacił mniej, niż powinien oraz wysyłał furmanki z Choczni do Bielska, czy Rabki, nie płacąc wcale za te dalekie trasy lub płacąc niewiele. Nakazano mu nadgrodzenie in duplo wszystkich wymuszeń, a na przyszłość ścisłe stosowanie się do Patentu z 1781 r., który precyzyjnie określał rodzaj i wymiar pańszczyzny;
  • Odbywanie pańszczyzny za karę, za co Starowieyski miał złożyć 20 florenów do Kasy Podatkowej,
  • Zakaz wyrąbywania drzewa w lasach pańskich (dawnych gromadzkich) na potrzeby budowlane, który nakazano znieść.

Jeden z punktów skargi dotyczący zapłaty dla wójta choczeńskiego Michała Kręciocha został w trakcie dochodzenia komisyjnego przez niego wycofany, jak twierdził oficjalnie - po porozumieniu się ze Starowieyskim.

Wszystkie trzy skarżące gminy dotknięte były przez czynsze pobierane od gruntów oddanych przez nie w 1791 roku na drogę cesarską, których nie odliczono od wysokości obciążeń pańszczyźnianych. Starowieyski został zobowiązany, by odpisać te nadwyżki wraz z odsetkami od przyszłych czynszów.

Dramatyczne były losy poddanych Sebastyana Gołąba i Feliksa Gołąba:

  • zmuszono ich do wykupienia za znaczną kawałka gruntu zwanego Nawsie, który tradycyjnie należał do gromady,
  • nałożono na nich zawyżony czynsz: 4 floreny 30 krajcarów rocznie,
  • zobowiązano do odrabiania 6 dni pańszczyzny pieszej,
  • następnie dziedzic ponownie odebrał im część tego gruntu i przekazał innemu poddanemu.

Po rozpatrzeniu tego punktu nakazano zwrot wszystkich kosztów, oddanie ziemi Feliksowi Gołąbowi, a Sebastyanowi Gołąbowi nadgrodzenie za 10 lat (po 2 dni pańszczyzny rocznie = 20 dni × 3 floreny).

Poszkodowany był też Michał Banaś z Jaroszowic, który za odkupiony przez niego grunt zwany Bykowina miał otrzymać inną parcelę, ale przyobiecanego gruntu nie mógł się doczekać oraz grupa 16 poddanych, którym odebrano po kawałku gruntu, by oddać je Żydowi.

Ostatecznie dziedzic Starowieyski oprócz wymienionych wcześniej konsekwencji został skazany na grzywnę w wysokości 200 florenów, z której miały być pokryte koszty procesowe i wypłacone odszkodowania, a za pozostałą kwotę postanowiono wybudować spichlerz gromadzki - magazyn zbożowy na wypadek głodu.

"Buntujący" chłopów Szulc nie został aresztowany, natomiast na karę 3 dni aresztu skazano wójtów, którzy bez zezwolenia ogłosili składkę na jego opłacenie.

Urząd Cyrkularny podał dekret do wiadomości ogólnej 28 lipca, a Komisję Egzekucyjną wyznaczono na 28 sierpnia 1792. Starowieyski uchylał się jednak od dokonania wyznaczonych płatności, o czym świadczy dekret z 20 maja 1795, w którym określono ostateczny termin jednego miesiąca, po upływie którego, w przypadku braku zapłaty, miała zostać wszczęta egzekucja i sekwestr (zajęcie majątku).


piątek, 21 marca 2025

1799 - Jan Biberstein Starowieyski sprzedaje pastwisko Wawrzyńcowi Bylicy

 W czasach, gdy Chocznia pozostawała w rękach prywatnych właścicieli, sprzedaż ziemi poddanym była rzadkością. Wyjątek stanowiła transakcja z 1799 roku, kiedy Jan Biberstein Starowieyski pozbył się swojego pastwiska na rzecz Wawrzyńca Bylicy. Treść tego aktu kupna-sprzedaży zapisano w choczeńskiej Księdze Sądowej na polecenie samego Starowieyskiego w sposób następujący:

Jan Biberstein Starowieyski Starosta Barwaładzki (...) Dóbr Wsi Choczni Pan Dziedziczny.

Wiadomo czynie komu o tym wiedzieć należy mianowicie Poddanym Choczenskim iż Wawrzyniec Bylica Syn Rozalii Bylicyney  z pod Num 219 supplikował od Zwierzchności Gruntowey aby temusz sprzedać  Morg Gruntu Dworskiego Pastwiska nad Zarębkami po Stronie Inwałdskiey leżącego do którego prozby Podpisany przychylić się ile chcąc iak naywiekszą ludność mieć takowy morg gruntu przy Andrzeiu Sikorze podług miary Wiedeńskiej 1600 Siążni dobrowolnie Zwierzchność Gruntowa spomnianemu Wawrzyńcowi Bylicy sprzedaie y na wieczność Iemu i Iego Sukcesorom oddaie za które Dziedzictwo płaci Dukatów Cztery exnuc y z tych sie kwituie oraz Zwierzchność Gruntowa od Kupiciela Bylicy y Iego Sukcesorów wymaga sobie powinność inwentarską przy czynszach maiącą bydź opłacaną na Św. Marcin coRocznie tynfów 10 y dni robić sześć na Rok oprócz którey ta powinność zadney inney do Gromady czynić nie powinien iako na Gruncie Pańskim ulokowany iedynie numerowe płacić y dni drużnek Który to Przywiley y Prawo Dziedzictwa Wawrzyńcowi Bylicy y iego potomkom na wieczność służące Ratyfikuiąc dla lepszey ważności Ręką własną Pieczęć Herbową przyłożywszy podpisuię. Datt Rudze 27 listopada 1799 Jan Biberstein Starowieyski (...).

Współczesnemu czytelnikowi tego dokumentu jego zrozumienie może utrudnić nie tylko użyte w nim archaiczne słownictwo i ortografia, ale i brak znaków interpunkcyjnych. Z innych źródeł wiadomo, że pastwisko będące przedmiotem transakcji powstało po wycięciu części lasu pańskiego na zboczu wzgórza nad choczeńskimi Zarębkami, przy granicy z Inwałdem. Wymienione w akcie 1600 Siążni Miary Wiedeńskiej to 1600 sążni kwadratowych, czyli dokładnie powierzchnia 1 morgi. Po nabyciu praw do tego pastwiska za 4 dukaty Bylica musiał corocznie w dniu św. Marcina płacić 10 tynfów czynszu i odrabiać fizycznie pańszczyznę przez 6 dni w roku. Ponieważ pastwisko leżało na gruncie pańskim, to powinności Bylicy w stosunku do gromady choczeńskiej ograniczały się do płacenia podatku domowego (numerowego) i odrabiania wyznaczonych przez gromadę prac na drogach przebiegających przez Chocznię (dróżne). Przeprowadzenie transakcji było dla Starowieyskiego okazją do uzyskania dodatkowych korzyści z tej leżącej na peryferiach Choczni parceli. Nie wiadomo, dlaczego nabywca Wawrzyniec Bylica, wówczas 21-letni, podany jest jako syn Rozalii, a nie syn Mikołaja, jak zapisano w metryce jego chrztu. Być może Mikołaj Bylica już wtedy nie żył.

czwartek, 8 sierpnia 2024

Zapis Marcina Wciślickiego, mieszczanina wadowickiego, na kościół w Choczni (1788)

 W 1788 roku Marcin Wciślicki, mieszczanin wadowicki i cechmistrz krawiecki, ustanowił zapis w wysokości 1320 złotych polskich na kościół w Choczni, a jego wykonawcą ustanowił Jana Biberstein Starowieyskiego, dziedzica na Rudzach i Choczni. Corocznie 5% od ww. sumy miało być przeznaczane na lamkę wieczną, świecącą przed miejscem przechowywania Eucharystii (zwanym tabernakulum). Gdyby nie było to możliwe, za tę sumę i prowizje kolejni proboszczowie choczeńscy mieli odprawiać msze św. Tym samym Marcin Wciślicki zmienił swoją wcześniejszą wolę z 1779 roku, przeznaczenia tej sumy na odprawianie nabożeństw różańcowych w kościele w Wadowicach. 

Treść zapisu przedstawiała się następująco:

Niżej na podpisie wyrażony zeznaję to niniejszem zaświadczeniem, iż ja fundując w Kościele farnym  Wadowickim Nabożeństwo Różańcowe Najsłodszego Imienia Jezus, aby pod dozorem Jegomości Promotora Wadowskiego w każdą Niedzielę i w każde Święto Uroczyste było takowe Nabożeństwo po południu odprawione i Msze święte, tak za żywych, jako i umarłych, przez tegoż Księdza Promotora celebrowane, legowałem z substancyi mojej własnej Summę Złotych polskich 1320 i tę Summę chciałem mieć lokowaną na Dobrach Rudzach Dziedzicznych Jaśnie Wielmożnego Pana Jana Biberstein Starowieyskiego, Burgrabiego Krakowskiego, Dziedzica Państwa Berwałdzkiego, ale gdy z woli Najjaśniejszego Monarchy (cesarza austriackiego Józefa II Habsburga - uwaga moja) zniesione są Konfraternie, więc tę Summę na inszy fundusz obrócić postanowiłem niniejszem Skryptem moim Ręcznym do Kościoła farnego Choczeńskiego, applikując tą Intencyą, aby Prowizya po 5 od sta zapisana w skrypcie ręcznym roku 1779, dnia 21 grudnia, pomienionego JW Pana Jana Starowieyskiego, była do tego kościoła na dzień i święto Świętego Tomasza apostoła corocznie oddawana, z której Jegomość Ksiądz Pleban tamtejszy każdy perpetuus temporibus (na wieczne czasy - uwaga moja) prokurował Lampę, w dnie i w nocy gorejącą przed Najświętszym Sakramentem w Kościele swoim farnym Choczeńskim, a gdyby ta Intencya moja dla jakiej okoliczności nie mogła przyjść do skutku, tedy tę Summę jako i zatrzymaną Prowizyę na Msze święte dzisiejszemu Jegomości Księdzu Janowi Wojażkiewiczowi (właściwie Józefowi Wojaszkiewiczowi - uwaga moja) plebanowi Choczeńskiemu lub gdyby lata jego zaszły, tedy następcom Jego Jegomościom Plebanom Choczyńskim zlecam i oddaję i tę Cesyę moją Protekcyą Jaśnie Wielmożnego Dziedzica Dóbr Państwa Barwałdzkiego chcę mieć zabespieczoną, na co się dla lepszej miary i wagi przy Zaświadczeniu uproszonych przyjaciół ręką własną podpisuję.

Dał w Wadowicach dnia 19 listopada 1788 roku Marcin Wciślicki, Mieszczanin Wadowski, Cechmistrz Krawiecki.

X Józef Wojażkiewicz Pleban Choczeński akceptujący takową Cessyę

Kazimierz Smolikowski kopista Św. Krzyża w Wadowicach Prebendarz jako przy tej Cessyi przytomny

Jędrzej Kocimski obywatel Miasta Wadowic przy tej Cessyi będący

---

Niżej podpisany podług Woli i rozporządzenia fundatora pragnę wszystko dopełnić i approbuję to całe ułożenie i dla większej ważności Ręką swą własną podpisuję w Rudzach dnia 20 listopada 1788

Jan Biberstein Starowieyski, wsi Choczni Dziedzic



poniedziałek, 5 lutego 2024

Powstanie karczmy z zajazdem przy granicy z Inwałdem

 

Pod koniec XVIII wieku właściciel Choczni Jan Chrzcieciel Biberstein Starowieyski postanowił podnieść swoje dochody przez utworzenie w Choczni nowej karczmy z możliwością noclegu, czyli austerii. Na jej lokalizację wybrał parcelę położoną przy niedawno oddanym do użytku Gościńcu Cesarskim, w pobliżu granicy z Inwałdem, czyli naprzeciw dzisiejszej stacji paliw ORLEN przy Drodze Krajowej nr 52. Ponieważ w pobliżu nie było żadnych domostw, to  nowa austeria miała być przeznaczona głównie do obsługi podróżnych, zmierzających od strony Andrychowa i Inwałdu w stronę Wadowic lub dla tych, którzy jadąc w kierunku odwrotnym nie zatrzymali się w austerii w środkowej części Choczni.

Parcela pod budowę karczmy, którą upatrzył sobie Starowieyski, nie była jednak w pełni jego własnością. Mógł sobie do niej rościć prawa z tytułu posiadania całej wsi, lecz pozostawała ona w dziedzicznym użytkowaniu chłopskiej rodziny Garżelów. Dlatego Starowieyski przed rozpoczęciem budowy karczmy musiał dogadać się z Garżelami i odkupić od nich kawałek gruntu. Do sporządzenia kontraktu doszło 10 września 1799 roku. Ze strony Garżelów podpisali ją bracia Krzysztof i Stanisław, od 1784 roku współspadkobiercy ich ojca Kacpra Garżela. Nie dożył tej chwili ich trzeci brat Ignacy, natomiast czwarty brat Jakub, jako żołnierz armii austriackiej brał wtedy udział  w wojnie austriacko – francuskiej, toczonej na terytorium Niemiec. Gdy w 1804 roku Jakub wrócił do Choczni, umowa ze Starowieyskim już obowiązywała i mógł on dochodzić swoich praw tylko do pozostałej części z ćwierci roli (kilkunastu morgów) pozostającej nadal w  rękach jego braci.

Wracając do kontraktu między Starowieyskim, a Krzysztofem i Stanisławem Garżelami, to precyzował on położenie działki pod austerię, która jak można przeczytać w umowie leżała „od pułnocy nad Cysarską drogą ku Inwałdu prowadzącą, niedaleko granicy Inwałdzkiey w ograniczeniu swoim między Mateuszem Woytalą od Inwałdu z Gornej, a Widra Kazimierza z Choczni z dolney strony, klinem ku mostku y rzecze Stawkami alias (lub) Lassu wodą zwaną, nie mniey no okół dołem do puł ograniczonym iest”. Garżelowie, zwani w umowie Gardzielami, odstępowali Starowieyskiemu ten kawałek gruntu dobrowolnie i co ciekawe nieodpłatnie. W zamian uzyskiwali natomiast obniżenie swoich zobowiązań pańszczyźnianych w stosunku do Starowieyskiego, to jest czynszu pańszczyźnianego z 17 do 12 złotych górskich rocznie i robocizny z 17 do 12 dni. Te nowe obniżone obciążenia pańszczyźniane miały obowiązywać nie tylko w stosunku do nich, ale także w przyszłości (na wieczne czasy) dotyczyć ich spadkobierców. Świadkami i gwarantami tej umowy byli przedstawiciele Urzędu Gromadzkiego - wójt Wojciech Piątek oraz przysiężni: Wojciech Kręcioch, Walenty Ramenda, Tomasz Zając, Mateusz Ruła i Wojciech Grządziel oraz przytomny (czyli obecny) Józef Chołoniński. Powyższy kontrakt spisał Onufry Borowski, ówczesny pisarz gromadzki.

Dodatkową korzyścią dla Garżelow był fakt, że podpisujący umowę ze Starowieyskim Stanisław, po wybudowaniu austerii znalazł w niej zatrudnienie i jako karczmarz podawany jest aż do swojej śmierci w 1810 roku.

Jego brat Krzysztof 30 kwietnia 1821 roku „będąc w podeszłym wieku (65 lat) i upadłych siłach” scedował swój majątek „w bliskości śmierci” na córkę jedynaczkę Reginę i jej męża Tomasza Góralczyka, który rok później za 32 złote w walucie wiedeńskiej urządził pogrzeb jego doczesnym szczątkom.

Należy tu dodać, że współcześni choczeńscy Garżelowie nie pochodzą od odstępujących ziemię Starowieyskiemu Krzysztofa i Stanisława, lecz od wspomnianego wyżej ich brata – żołnierza Jakuba Garżela, zmarłego na cholerę w 1831 roku.

czwartek, 18 czerwca 2020

Subrepartycja z 1789 roku

Subrepartycja (lub suprepartycya) z 1789 roku to nic innego, jak wykaz podatku gruntowego, jaki mieli świadczyć chocznianie na rzecz Jana Baptysty Biberstein Starowieyskiego, trzeciego z kolei prywatnego właściciela wsi.


Została podpisana w Wadowicach 17 listopada 1789 roku przez wymienionego wyżej Starowieyskiego oraz przedstawicieli chocznian: ówczesnego wójta Michała Kręciocha oraz dwóch przysiężnych (radnych): Ignacego Bryndzę i Wojciecha Balona.
W subrepartycji wymieniono dokładne roczne przychody każdego posiadacza gruntu w Choczni (roli, ugoru, stawu, ogrodu, łąki, pastwiska oraz lasu) i wyliczone na ich podstawie czynsze (pańszczyznę), które owi posiadacze winni odprowadzać na rzecz dworu (właściciela wsi).
Pańszczyzna nie była jedynym "podatkiem" odprowadzanym (lub odrabianym) wtedy przez chocznian- według zapisów subrepartycji płacili oni także własnemu plebanowi daninę ziarnem, zwaną osep oraz dziesięcinę "do Niepołomic" (być może chodzi o klasztor w Staniątkach pod Niepołomicami).

Wzajemne zobowiązania chocznian i Starowieyskiego ujęto w 11 punktach:
  • wraz z wejściem w życie zapisów subrepartycji traciły znaczenie wszelkie dawniejsze powinności,
  • chocznianie winni odtąd płacić właścicielowi wsi czynsze wyznaczone w suberpartycji lub je odrabiać,
  • kto dotąd płacił czynsz pieniężny, miał nadal to czynić,
  • odrabianie pańszczyzny mogło się odbywać tylko na polach właściciela wsi (to jest np. w Rudzach), a wszelkie inne potrzeby dworskie (np. dowóz materiałów, stróżowanie, naprawa dróg) miały być rozliczane według osobnych uzgodnień,
  • przeliczanie czynszu na robociznę miało się odbywać według zasady, że dniówka parokonnym wozem odpowiadała 15 trudnym do odczytania jednostkom pieniężnym czynszu (może chodzi o krajcara, czyli 1/60 guldena zwanego też florenem lub złotym reńskim), a dniówka robocizny pieszej 6,5 tym jednostkom pieniężnym.
  • poddany, który odrabiał 150 dniówek rocznie, miał to czynić przez 3 dni w każdym tygodniu. I odpowiednio-  ten, który odrabiał 100 dniówek miał to czynić przez 2 dni w każdym tygodniu, a odrabiający 50 dniówek przez 1 dzień w każdym tygodniu,
  • wolna pasza na ugorach i ścierniskach dworskich była dostępna dla poddanych bez opłat, także dwór mógł korzystać bezpłatnie z wolnej paszy na ugorach i ścierniskach chłopskich,
  • czynsze miały być płacone punktualnie po każdym skończonym kwartale roku,
  • dwór powinien wydawać poddanym bezpłatnie drewno na budowę domów z lasu dworskiego (w październiku, listopadzie i w lutym), a chłopi nie nadużywać prawa do pozyskiwania drewna do innych celów. Poddanym przysługiwało również prawo do zbierania drewna na opał w lesie dworskim,
  • ustanowiono opłatę za korzystanie z paszy w lesie dworskim przez bydło poddanych (jej wysokość jest niestety słabo czytelna- 6 jakiś jednostek pieniężnych od 1 bydlęcia),
  • dokument miał przechowywać wójt i udostępniać go do wglądu każdemu posiadaczowi gruntu.
Najwyższy dochód w 1789 roku (ponad 147 florenów) osiągało w Choczni gospodarstwo braci Franciszka i Pawła Wątrobów (z obecnego Zawala), których roczny czynsz pańszczyźniany wynosił 23 floreny i 4 krajcary, co stanowiło niecałe 16% ich dochodu rocznego.

Lista kolejnych chłopów płacących najwyższe czynsze (czyli osiągających najwyższe dochody z gruntu) wygląda następująco:
  • Szymon i Tomasz Komanowie- ponad 21 florenów czynszu,
  • młynarz Jakub Szczur- ponad 20 florenów,
  • bracia Józef i Krzysztof (Apolinary) Woźniakowie- prawie 18 florenów,
  • Tomasz i Walenty Pindelowie- nieco ponad 17 florenów,
  • wspólnicy Grzegorz Wójcik, Wojciech Ramza i Joachim Leń- nieco ponad 17 florenów czynszu,
  • Wojciech Balon- 17 florenów,
  • Wojciech (ojciec) i Kazimierz (syn) Widrowie- około 16 i pół florena,
  • Mateusz, Marcin i Wiktor Kumorkowie- niecałe 16 florenów.
Na liście największych płatników znajdują się nie tylko mężczyźni, przykładem czego są wdowy Jakubowa i Wojciechowa Kręcioszki.
Oczywiście nie jest to lista najbogatszych mieszkańców Choczni, ponieważ niektórym oprócz dochodów z gruntu znaczne przychody mogło przynosić też rzemiosło lub prowadzenie młyna, czy też karczmy.
Właśnie chałupnicy z gruntem, czyli posiadacze domu i kawałka pola, ale żyjący nie tylko z jego uprawy, stanowią osobną  w stosunku do rolników kategorię płatników czynszu pańszczyźnianego. Ich nazwiska to: Szczur, Zając, Sikora, Rudzki i Turała.
Pańszczyzna dotyczyła także poddanych z choczeńskiego majątku sołtysiego Duninów (nazwiska: Drapa, Ryczko, Graboń/Grabowski, Radwan, Rzycki, Kwiatkowski, Trzop) oraz poddanych plebana choczeńskiego (nazwiska: Bylica, Piątek/Kowalczyk, Bacak/Wcisło, Korbel/Kolber).


Pełna lista płatników czynszu pańszczyźnianego ad 1789 zamieszczona zostanie w jednym z kolejnych wpisów.

piątek, 12 stycznia 2018

Filip Tiras - pierwszy znany Żyd w Choczni


20 września 1792 roku Dawid Tiras otrzymał przywilej od Jana Biberstein-Starowieyskiego, dziedzica Rudz, na zakup nieco ponad 7 morgów gruntu. Stąd obecność w Rudzach żydowskiej rodziny Tirasów, która zamieszkiwała pod numerem 22. 
Dawid Tiras z żoną posiadali w Rudzach dom z dwiema komorami (pod jednym dachem), stodołę, spichlerz, drewutnię i kuczkę (szałas drewniany) w ogrodzie. Na swoich polach uprawiali żyto, pszenicę, owies, ziemniaki i kapustę. Z łąk pozyskiwali siano, którym zimą karmili dwie własne krowy. Podstawą ich dochodów oprócz uprawy roli i hodowli było prowadzenie dzierżawionej od dziedzica karczmy i browaru.
W niedalekiej okolicy mieszkał również brat Dawida – Szymon (w Barwałdzie Dolnym) oraz siostra Magdalena po mężu Krieger (w Witanowicach).
W chwili sprowadzenia się do Rudz Tirasowie (pisani też Tyrasowie) mieli dwóch synów: Filipa, urodzonego około 1781 roku i cztery lata młodszego Mojżesza. Już w Rudzach na świat przyszły ich kolejne dzieci: Róża (później po mężu Raycher, mieszkanka Oświęcimia), Marek/Markus (późniejszy mieszkaniec Pierzchowa w obecnej gminie Gdów) i Cerka (później po mężu Szancer). Po śmierci pierwszej żony Dawid Tiras, który wówczas już znacznie przekroczył sześćdziesiąty rok życia, poślubił znacznie młodszą Joannę, z którą w 1819 roku doczekał się jeszcze kolejnego syna Józefa.
Najstarszy syn Filip Tiras poszedł w ślady ojca i za zgodą Wincentego Bobrowskiego, dziedzica Rudz, a zarazem także i  Choczni, wydzierżawił austerię dworską w drugiej z tych miejscowości.

Podpis Filipa Tirasa
Nie wiadomo kiedy miało to dokładnie miejsce. Pierwszy znany zapis potwierdzający obecność Filipa Tirasa w Choczni datowany jest na 8 kwietnia 1814 roku, kiedy to w Choczni przyszła na świat córka Filipa i jego żony Lei o imieniu Anna. Natomiast poprzedni arendarz austerii dworskiej w Choczni, niejaki Jerzy Polak, notowany jest po raz ostatni w 1810 roku (więcej na temat choczeńskich karczm i karczmarzy można przeczytać tu).
Co istotne- Filip, Lea i Anna Tirasowie są pierwszymi znanymi z nazwiska i imienia mieszkańcami Choczni pochodzenia żydowskiego.
Austeria dzierżawiona przez Filipa Tirasa, posiadała adres Chocznia 225 i znajdowała się w niedużej odległości od kościoła, przy gościńcu cesarskim, czyli głównej drodze ze Lwowa do Wiednia. Obecnie na tej parceli w pobliżu wylotu Zawala na ulicę Tadeusza Kościuszki funkcjonuje ogrodnictwo spadkobierców Stanisława i Stanisławy Dąbrowskich.
Austeria w Choczni pod nr 225 na mapie z 1844 roku
Podobnie jak w Rudzach, również i przy austerii choczeńskiej działał browar, który w 1817 roku nie prowadził sam Tiras, ale inny Żyd, o nazwisku Joachim Holcgrin (Holzgrün).
Nie jest znany dokładny wygląd ani wyposażenie austerii dzierżawionej przez Tirasa w Choczni. Można jedynie posiłkować się w tym względzie zachowanymi opisami i informacjami dotyczącymi karczmy Tirasów w Rudzach z tego samego okresu czasu.
W tamtejszej karczmie i browarze własnością Tirasów były tylko różnego rodzaju naczynia do fermentacji i destylacji („garce dwa duże miedziane z pokrywami i rułami”), baryłki, beczki, kociołki, konewki, skopce na nalewki, kadzie na zacier oraz trzy szafy. Posiadali także moździerz mosiężny z tłuczkiem, mosiężną i szklaną cukiernicę, pucharki, półmiski, misy i talerze wykonane z cyny, cynową wazę z pokrywą, kilkanaście imbryczków do kawy, filiżanki, kilkadziesiąt szklanych butelek i kieliszków, kilkanaście par noży stołowych, widelców i łyżek, rożen do pieczenia, młynek do kawy, dwa wilki (maszynki do mielenia mięsa) i żeliwną brytfannę.
Prawdopodobnie austeria w Choczni musiała mieć podobne wyposażenie, z tym że odpowiednio do swojej wielkości liczniejsze.
Wiadomo natomiast, jakie ubrania nosił Filip Tiras. Na głowę zakładał czapkę starozakonną lub kapelusz, na plecy koszulę, czarny lejbik (kaftan) „ankinowy” [1] i w zależności od pogody kapotę „racymorową” [2] lub kożuch z czarnym barankiem. Ponadto czarne spodnie (też „ankinowe”) przepasane pasem „racymorowym” i trzewiki. Przy bardziej uroczystych okazjach występował z laską trzcinową „w srebro oprawną”. Jak wynika z zapisów w aktach spadkowych, strój Filipa nie różnił się wcale od tego, który nosił jego ojciec Dawid Tiras.
W czerwcu 1816 roku w choczeńskich księgach metrykalnych odnotowano przyjście na świat kolejnej córki Filipa, nazwanej Różą. Dwa lata później (w czerwcu 1818 roku) urodziła się mu następna córka Chaja, a w listopadzie 1819 roku jeszcze jedna córka Salomea.
Natomiast w październiku 1819 roku w Liber Natorum zapisano urodziny Jachety, córki Mojżesza i Malei Tirasów "Judeorum Propina", czyli karczmarzy w drugiej z choczeńskich austerii przy granicy z Inwałdem.
Pobyt rodziny Filipa Tirasa w Choczni nie był zbyt długi.
Gdy w 1821 roku zmarł w Rudzach jego ojciec Dawid, na mocy testamentu Filip został administratorem pozostawionego majątku. Opiekunem prawnym jego przyrodniego brata Józefa i macochy Joanny został natomiast Józef Thieberger z Zatora. Na podstawie ugody między rodzeństwem siostry Filipa: Róża i Cerka otrzymały tytułem spadku po 200 złotych reńskich. Co ciekawe, akt ugody z Cerką Szancer z 6 grudnia 1821 roku został sporządzony w Choczni i potwierdzony „Znakami Krzyża Świętego” przez ówczesnego wójta choczeńskiego Jacentego Nowaka, sześciu przysiężnych (Marcina Guzdka, Józefa Twaroga, Szczepana Woźniaka, Franciszka Komana, Woyciecha Cibora i Tomasza Uszczyńskiego) oraz czterech dodatkowych świadków (Fabiana Gancarza, Macieya Szczura, Mateusza Capa i Józefa Bąka). Ponadto „dla lepszey Wiary y Waloru” pod ugodą przystawiono choczeńską pieczęć gromadzką.


W 1823 roku Filip Tiras powrócił na stałe  do Rudz, obejmując karczmę, rolę oraz chałupę po ojcu. Posiadał w niej dwie duże skrzynie na zboże (nazwane sąsiekami) i dwie małe, dwie skrzynie zamykane na zamek, szafę na ubrania (suknie), szafę-kredens z przeszkloną górną częścią, kredensik, trzy łóżka malowane na zielono, trzy stoły różnej wielkości (największy z drewna jaworowego posiadał szufladę z zamkiem i był pomalowany na zielono), sześć stołków drewnianych i jeden obity skórą. Oprócz tego znalazło się tam miejsce dla zegara stołowego, zwierciadła, magli z szufladami, jedenastu szaflików, czterech konewek, dwóch fasek (beczułek) na mąkę, dwóch beczek na wodę i kolejnych dwóch na kapustę, stolnicy i małej skrzynki różnego przeznaczenia. W sieni stała dodatkowa szafa, latarnia, dzieża do robienia chleba i wanna do kąpania. Ten dokładny spis inwentarza zachował się w sądowym aktach spadkowych.
Filip Tiras przeżył swojego ojca Dawida zaledwie o 11 lat. 
Jak wynika z zapisów sądowych, zmarł w Rudzach 14 lipca 1832 roku, pozostawiwszy w żalu żonę Leę z domu Janosz/Weinberger oraz dzieci:
  • syna Wilhelma/Wolfa Tirasa zamieszkałego z rodziną w Laskowej, 
  • nieletniego syna Józefa Tirasa, 
  • nieletniego syna Dawida Tirasa (urodzonego jako ostatnie z jego dzieci w Choczni w lutym 1822 roku), 
  • córkę Cyrlę, żonę Barucha Steif, zamieszkałą w Rudzach, 
  • córkę Wiktorię/Itę/Jetty, później żonę Mojżesza Güttera, z którym mieszkała w Nidku,
  • córkę Dorotę/Dwojre, później żonę Herszla Izraelowicza, z którym mieszkała w Rabie Wyżnej, 
  • nieletnią córkę Różę/Rosel Tiras,
  • nieletnią córkę Salomeę/Lotti Tiras. 
Z tego zestawienia wynika, że nie żyły już wówczas urodzone w Choczni Anna i Chaja.
W 1833 roku sąd powierzył Lei Tiras opiekę nad majątkiem Filipa i ich małoletnimi dziećmi:
„(...) aby dzieci te przyzwoicie chowała, to jest o ich życie i zdrowie baczenie miała, najlepszy sposób ich utrzymania obmyśliła, siły ich ciała i dowcipu rozwinęła (…) przez naukę religii i pożytecznych wiadomości podstawę do przyszłego ich szczęścia założyła.”

Podpis Lei/Laje Tiras
Postępowanie spadkowe po Filipie Tirasie rozpoczęto dopiero po śmierci jego żony Lei w 1845 roku. Między 1832 a 1845 rokiem zmarli też wszyscy synowie Filipa- zarówno posiadający rodzinę Wolf (w 1841 roku), jak i małoletni Józef oraz Dawid. Kuratorem masy spadkowej został początkowo Mojżesz Gütter, mąż Ite/Jetty Tiras, ale zdaniem pozostałych potencjalnych spadkobierców źle wywiązywał się ze swoich obowiązków. Dlatego później nadzór nad spadkiem powierzono Mojżeszowi Tirasowi, młodszemu bratu Filipa, który objął również formalną opiekę nad dziećmi nieżyjącego Wolfa Tirasa: Józefem, Taube i Ryfką, pochodzących ze związku małżeńskiego Wolfa z Feigl.
Wartość gruntu pozostałego w spadku po Filipie i Lei wyceniono na 550 florenów, wartość domu, mającego „22 łokci długości i 15 szerokości”, oszacowano na 130 florenów, a przylegającej stodoły na 70 florenów.
W skład masy spadkowej o łącznej wartości nieco ponad 912 florenów weszły także: 3 woły, 2 krowy i 4 jałówki oraz wyposażenie domu i karczmy.
Od „stanu czynnego” masy spadkowej należało jeszcze odjąć „stan cierpiący”, czyli długi Filipa Tirasa, które wynosiły 160 florenów w stosunku do dziedziców Bobrowskich, 22 floreny należne bratu Mojżeszowi i 38 florenów należnych Tukierowi z Zatora.
Sprawa spadkowa przed sądem w Andrychowie przeciągnęła się do 1851 roku. Ostatecznego orzeczenia nie dożyła najstarsza córka Filipa Cyrla Steif z domu Tiras (zmarła w 1848 roku), której interesy reprezentował w 1850 i 1851 roku syn Józef Steif oraz Wiktoria/Ite Gütter z domu Tiras.

[1] ankinowy (nankinowy)- bawełniany
[2] racymorowy (racimorowy) - jedwabny

Choczeńscy Żydzi

poniedziałek, 9 listopada 2015

Właściciele Choczni

W książkach i opracowaniach historycznych dotyczących Choczni prawa do jej własności bywają mylone z prawem do własności do tak zwanego majątku sołtysiego w Choczni, którego powierzchnia stanowiła tylko niewielką część wszystkich choczeńskich gruntów (LINK) oraz z prawami do starostwa barwałdzkiego, z Chocznią w składzie. Zamieszanie potęguje także zbieżność nazwisk właścicieli majątku sołtysiego i właścicieli wsi, należących do jednego rodu Duninów, ale bez bliższych wzajemnych powiązań rodzinnych.
W XIV wieku ziemie na których założono Chocznię były własnością książąt oświęcimskich, lenników królestwa Czech. Znajomość danych dziedzica Choczni z tego okresu zawdzięczamy zachowanym aktom zakonu dominikanów. W jednym z nich, datowanym na 1374 rok, wymieniany jest szlachetnie urodzony Mikołaj Vlodzylay/Vlodzylaus, haeres de Chozna.
Kolejne dwa imiona lenników książąt oświęcimskich z XV wieku, określanych jako właściciele Choczni to Szczepan (1410) i Tomasz (1437). W 1440 roku właścicielem Choczni został żupnik krakowski Mikołaj Serafin herbu Nieczuja, poddany króla polskiego Władysława Warneńczyka, który odkupił ją od księcia oświęcimskiego Wacława.  Bezpośrednio przed nim przyszłą dzierżawą barwałdzką (ale czy wraz Chocznią?) władać miał z ramienia księcia oświęcimskiego Czech Jan Czapek
W 1442 roku potrzebujący pieniędzy Mikołaj Serafin zastawił swoje barwałdzkie dobra (z Chocznią w składzie) Mikołajowi Wierzynkowi ze Śledziejowic, krewnemu słynnych patrycjuszy krakowskich, a w 1444 roku odsprzedał dzierżawę barwałdzką wraz Chocznią za 3000 czerwonych złotych Mszczugijowi z rodu Skrzyńskich. Mszczugij Skrzyński był wówczas już od 14 lat właścicielem zamku barwałdzkiego i do tych dóbr dołączył też zakupioną Chocznię. Po Mszczugiju dobra barwałdzkie z Chocznią odziedziczył jego krewny Włodek i jego żona Katarzyna z rodu Słupskich. W 1447 roku Włodek znalazł się w sporze sądowym o prawa własności do Choczni z Tomaszem z Choczni, prawdopodobnie tym samym, który wymieniany był w 1437 roku, jako jej właściciel. Rok później Włodek zapisał swojej żonie posag na dobrach barwałdzkich w wysokości 3000 florenów.
W 1462 roku na mocy układu pomiędzy królem polskim Kazimierzem Jagiellończykiem, a królem czeskim Jerzym z Podiebradu, zamek barwałdzki, wraz z między innymi Chocznią, znalazł się ostatecznie pod zwierzchnictwem polskim. W tym samym roku jego ówczesny właściciel Przecław z Dmosic (1414-1474), odstąpił go Jakubowi Cielę z Paniowa  i Janowi Smolikowi ze Strzeszkowic za 1700 florenów. 
Od 1462 roku przez kolejne 310 lat, aż do czasu rozbiorów, Chocznia była dobrem królewskim, należącym do starostwa barwałdzkiego, w przeciwieństwie do sąsiednich miejscowości, przynależących najpierw do księstwa, a potem starostwa zatorskiego (na przykład Inwałd, Frydrychowice, Wadowice, czy Ponikiew). Nie stanowiła jednak enklawy otoczonej ze wszystkich stron ziemiami księstwa/starostwa zatorskiego, ponieważ pod Barwałd podległe były również graniczące z Chocznią ziemie wadowickiego wójtostwa nazwanego później Mikołaj.
Właśnie na rzecz starostów barwałdzkich chocznianie odprowadzali podatki w formie pieniężnej lub odrabiali je przez wykonywanie określonych prac (jak na przykład: naprawa oraz utrzymanie dróg i mostów, dostawy soli z Wieliczki, straż nocna, wyrąb lasów i spławianie drewna). Kojarzony z „klasyczną” pańszczyzną odrobek bezpośrednio na polach starostów był o tyle trudny, że starostwo barwałdzkie nie dysponowało na tyle dużym areałem pól uprawnych, by zapewnić możliwość odrobku wszystkim tym, których to mogło dotyczyć. Starostowie barwałdzcy mieli oczywiście najwięcej do powiedzenia w sprawach choczeńskich, ale mieszkańcy Choczni posiadali spory zakres wolności osobistej, szczególnie w sprawie sprzedaży, zakupu, dziedziczenia czy zastawiania posiadanej ziemi i w razie zwiększania obciążeń lub innych nieprawidłowości ze strony starostów mogli odwoływać się do sądów królewskich, co niejednokrotnie czynili.
Do czasów rozbiorów kolejnymi starostami barwałdzkimi byli:
  • Jan Smolik (do 1466 roku)
  • Przecław z Dmosic (1466-1474)
  • Piotr Komorowski (1474-1476)
  • Mikołaj Komorowski, brat Piotra (od 1476 roku)
  • Krzysztof Komorowski, syn Mikołaja (od około 1487 roku)
  • Jan Komorowski, syn Krzysztofa (do 1566 roku)
  • Jan Spytek Komorowski, syn Jana (1566-1585)
  • Krzysztof Komorowski, syn Jana i brat Jana Spytka (1586-1608, w latach 1591-1606 dochody z Choczni czerpał jego syn Jan Komorowski)
  • Mikołaj Komorowski, syn Krzysztofa (1609-1628)
  • Krzysztof Komorowski, syn Mikołaja (1628-1647)
  • Marianna Komorowska z domu Przyłęcka, żona Krzysztofa (1647-1649)
  • Hieronim Wierzbowski, po poślubieniu w/w Marianny Komorowskiej (od 1649)
  • Katarzyna Ginwiłłówna Wierzbowska z Piotrowskich, druga żona Hieronima (od 1665 roku)
  • Stanisław Skarszewski z Rzeczniowa, mąż Katarzyny, wdowy po Hieronimie Wierzbowskim (od 1668 roku do 1685 roku), 
  • Stanisław Wierzbowski, syn Hieronima i jego żona Urszula z Tarnowskich
  • Piotr i Barbara Szembek (1721-1742)
  • Piotr Branicki z żoną Walerią z Branickich, córką Piotra i Barbary (1742-1760)
  • Waleria Branicka z domu Szembek (1760-1765?)
  • Franciszek Ksawery Branicki, syn Piotra i Walerii (1765?- 1772)
O faktycznych, prywatnych właścicielach Choczni można mówić dopiero od 1776 roku, czyli od sprzedaży przez rząd austriacki ziem byłego starostwa barwałdzkiego, ostatniemu polskiemu staroście Franciszkowi Ksaweremu Branickiemu, za  40.000 złotych reńskich.
Pięć lat później (1781) Branicki sprzedał Chocznię Janowi Chrzcicielowi Biberstein- Starowieyskiemu, który posiadał już wcześniej dobra Tomice, Rudze, Wieprz, Roczyny, Gorzeń i wadowickie wójtostwo Mikołaj.
Metryka Józefińska z 1785 roku wykazuje, że Biberstein-Starowieyski posiadał w Choczni 50 mórg 186 i 2/6 sążni kwadratowych gruntów rolnych na który składały się: role uprawne, stawy (sprzedane później plebanowi) i pastwiska oraz 175 mórg 526 sążni kwadratowych lasów jodłowych. Posiadacze reszty gruntów poddawani byli z jego strony obciążeniom podatkowym w formie i wysokości zależnej od ich statusu społecznego (pańszczyzna, przede wszystkim w dobrach Rudze, obciążenia pieniężne lub rzeczowe). Jan Chrzciciel Biberstein-Starowieyski usiłował również wtrącać się w sprawy osobiste poddanych, przez wydawanie licencji na zawierane przez nich związki małżeńskie.

Od 1803 roku prawa własności Choczni przeszły na siostrzeńca Jana Biberstein- Starowieyskiego (po siostrze Mariannie), który nazywał się Wincenty Seweryn Ferrariusz Bobrowski herbu Jastrzębiec. Po trzydziestu trzech latach, w 1836 roku, prawa własności do Choczni przejęły jego dzieci: Marianna, po mężu Siemońska, Ignacy Maciej Bobrowski (z prawem patronatu nad parafią od 1836 roku) i Albina z mężem Tytusem Duninem z Głębowic (z prawem do patronatu nad parafią od 1850 do 1859 roku). 
Własność Marianny Siemońskiej posiadł około 1846 roku Anastazy Siemoński i podarował ją w 1850 roku swojej córce Natalii Sławińskiej z Siemońskich, która wkrótce zmarła.
W 1848 roku rozpoczął się w całej Galicji proces uwłaszczenia chłopów, który trwał około dziesięć lat. Po uwłaszczeniu trudno mówić o rzeczywistych właścicielach wsi Choczni, choć byli właściciele i ich spadkobiercy nadal zachowali pewne wpływy i przywileje, na przykład prawo patronatu nad choczeńską parafią oraz oczywiście posiadaną wcześniej w Choczni własność gruntową, jednak mniejszą niż w czasach sporządzania Metryki Józefińskiej. 
Według "Grundparzellen-Protocoll" z lat 1844-52 Bobrowscy z Rudz posiadali w Choczni niespełna 142 morgi gruntów rolnych i leśnych, co stanowiło 4,2 % wszystkich spisanych gruntów. Ten majątek dworski obejmował przede wszystkim lasy w w niwach: Od Lasu Górnica oraz Zarębkach i Morgach, a także dwie karczmy z przyległym terenem: w centralnej części wsi i przy granicy z Inwałdem, po północnej stronie gościńca Wadowice-Andrychów. Wyliczony roczny dochód z parcel dworskich miał wynosić 196 florenów.
Od 1859 do 1893 roku prawo patronatu nad parafią choczeńską posiadała wspomniana wyżej Albina Dunin z domu Bobrowska, a potem przeszły one na jej syna Stanisława Dunina (do 1903 roku). Według spisu statystycznego  z końca 1900 roku tenże Stanisław Dunin posiadał w Choczni nieco ponad 82 hektary i 41 arów, w tym 81.5 hektara lasów.
Tytus, Albina i Stanisław Duninowie reprezentują inną linię Duninów, niż rodzina o tym samym nazwisku (z dodatkiem Szpot), która przez długi czas posiadała majątek sołtysi w Choczni.
Po Stanisławie Duninie jego lasy i prawo patronatu przejęła żona Maria Dunin z Pruszyńskich, a następnie żywieccy Habsburgowie (od 1 lipca 1911 roku), hrabia Stefan Bobrowski z Andrychowa (od 1 sierpnia 1911 roku) i hrabia Adam Römer z Inwałdu.

piątek, 2 października 2015

Pismo władz cyrkułu myślenickiego do gromady choczeńskiej w 1795 roku

"Niniejszem jak najsurowiej nakazuję gromadzie wsi Jaroszowice i Choczni, a osobliwie tamtejszym chałupnikom i komornikom, ażeby tak zatrzymane powinności, jako też należytości swojej Gruntowej Zwierzchności natychmiast odbyli i one zaspokoili, inaczej nie tylko exekucyą wojskową, ale nadto surowo ukarani oni zostaną.
W Myślenicach d. 14 grudnia 1795"

To odpowiedź na pismo do cyrkułu Jana Bibersteina Starowiejskiego, o następującej treści:

"Do Prześwietnych Rządów Cyrkularnych Jan Biberszteyn Starowieyski.
Suplikuję do Prześwietn. Rządów o pomoc żołnierską przynajmniej 4 żołnierzy na koszt nieposłusznych poddanych wsiów dla nakłonienia do posłuszeństwa i opłacenia powinności, gdy w naturze na wielokrotne rozkazy odrabiać nie chcieli, podług obligacji inwentarza uregulowanego."

Jan Chrzciciel Biberstein Starowieyski to właściciel Choczni od 1781 roku do 1803 roku, kiedy to prawa własności przeszły na jego siostrzeńca Wincentego Bobrowskiego.
Oprócz Choczni był posiadaczem dóbr: Tomice, Rudze, Wieprz, Roczyny, Kopytówka, Gorzeń, Jaroszowice oraz wadowickiego Mikołaja i Zaskawia. 
W różnych okresach swojego życia piastował tytuły: szambelana królewskiego, burgrabiego krakowskiego i starosty barwałdzkiego (od 1780 roku)..
Był fundatorem drewnianego kościoła w Choczni (rozebranego w latach 80-tych XIX wieku, podczas budowy aktualnej świątyni).
Syn Jana Kantego Biberstein Starowieyskiego i Joanny z Wolskich, mąż Krystyny z Ossowskich.