Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 maja 2026

Kim był twórca ołtarza w Choczni?

Na stronie parafii choczeńskiej w zakładce historia można przeczytać: 

Kronika parafialna wzmiankuje, że w r.1787 na uroczystość odpustową św. Jana Chrzciciela wystawił -Jan Lewicki, stolarz polański, ołtarz nowy za cenę 500 złp.

Z innych źródeł wiadomo, że wymieniony wyżej barokowy ołtarz znajduje się obecnie w kaplicy pw. św. Małgorzaty w Kaczynie.

W świetle zapisu, na który powołuje się autor historii parafii, sprawa autorstwa ołtarza wydaje się jednoznacznie wyjaśniona. Właściwie należałoby ustalić tylko, z jaką Polanką powiązany był ów Jan Lewicki - czy chodziło o okoliczną Polankę Wielką, Polankę Haller, Polankę koło Myślenic, czy inną miejscowość noszącą tę popularną nazwę.

Tymczasem uważna lektura zapisu w Kronice Parafialnej nasuwa pewne wątpliwości. 

Zastanawia na przykład, dlaczego wzmianka z 1787 roku o wykonaniu ołtarza znalazła się między wcześniejszymi informacjami z 1805 roku i późniejszymi z 1808 roku, czyli nie została zachowana kolejność chronologiczna zapisów. W archiwalnych materiałach z Choczni takie niekonsekwencje jednak zdarzają się, na przykład w Księgach Sądowych pewnych notatek dokonywano po prostu w wolnym miejscu, nie przejmując się kolejnością.

Sprzeczność można odkryć dopiero w kompletnym zapisie o obchodach święta patrona parafii w 1787 roku, który brzmi:

Na to święto wystawił ołtarz nowy Jan Lewicki ku chwale Pana stolarz Polański, który  z pobożności zapłacił Jaśnie Wielmożny Wincenty Bobrowski, kolator łaskawy, wyliczywszy reńskich 500.

I nie chodzi tu o to, że Lewicki otrzymał 500 złotych reńskich, a nie polskich, czyli 4 razy więcej. To po prostu błąd, czy nieuważność.

Sprzeczność tkwi natomiast w zestawieniu daty 1787 i osoby kolatora Wincentego Bobrowskiego.

W 1787 roku Bobrowski nie miał nic wspólnego z Chocznią, z wyjątkiem osoby swojego wuja Jana Biberstein Starowieyskiego, ówczesnego właściciela wsi i kolatora, czyli osoby mającej wpływ na obsadę probostwa.

Jeżeli więc Lewicki otrzymał 500 złotych reńskich od Bobrowskiego, to nie mogło stać się to w 1787 roku.

Powiększenie zeskanowanej strony z Kroniki Parafialnej pozwala zauważyć, że na pierwszych dwóch cyfrach z daty rocznej 1787 znajduje się jakby plama lub kleks z atramentu, trzecia cyfra (8) sprawia wrażenie przerabianej/poprawianej, a pewna jest tylko ostatnia cyfra (7). Wygląda to tak, jakby autor zapisu próbował przekreślić pierwsze dwie cyfry i zmienić trzecią z 8 na 0. To sugeruje, że prawdopodobnie chodzi tu o datę 1807, a nie 1787, która jest zgodna chronologicznie z wcześniejszymi i późniejszymi wzmiankami oraz nie budzi wątpliwości co do osoby kolatora - hrabia Wincenty Bobrowski w 1807 roku był następcą wuja jako właściciel wsi i kolator.

Oczywiście bardziej logiczne jest, że nowy ołtarz zamówiono po wybudowaniu nowego kościoła, czyli w 1807 roku, a nie w 1787 roku, gdy poprzedni kościół chwile świetności miał za sobą i należało myśleć o budowie nowej świątyni, a nie inwestycjach w ołtarz.

Dokładnego przyjrzenia się wymaga także nazwisko twórcy ołtarza. Dokonujący zapisów ks. proboszcz Majeranowski zapisywał tak samo L i Ł, więc mogło równie dobrze chodzić o Łewickiego. Kolejne litery po L lub Ł zapisane są niewyraźnie, ale moim zdaniem drugą literą z pewnością nie jest e. Gdyby przeanalizować charakter pisma ks. Majeranowskiego, to zamiast "e" zapisał on "a".

Mamy więc Jana Ławickiego, a nie Lewickiego, co wiele zmienia.

O ile w żadnym znanym mi zapisie metrykalnym nie występuje Jan Lewicki powiązany z jakąkolwiek Polanką, to przy Janie Ławickim mamy "trafienie".

Otóż w 1801 roku 41-letni stolarz i kawaler Jan Ławicki poślubił w Polance Wielkiej Agnieszkę z Dobrowolskich, a w 1803 roku ochrzcił tamże syna Walentego.

Istniał w takim razie Jan Ławicki, stolarz polański (mieszkaniec Polanki Wielkiej w 1803 roku), który w 1807 roku mógł zainkasować 500 złr. za wykonanie ołtarza dla nowego kościoła w Choczni.

Co ciekawe, istnieje także kolejny dowód na powiązanie z Chocznią Jana Ławickiego, a nie Jana Lewickiego. W pierwszej Księdze Zmarłych z lat 1784-1839 odnotowano, że 22 lipca 1830 zmarł w Choczni 75-letni arcularius (cieśla/stolarz) Jan Ławicki, mieszkaniec środkowej części wsi (przy obecnej ul. Głównej) i wdowiec.

To nie może być przypadek, autor ołtarza dla kościoła w Choczni najprawdopodobniej mieszkał pod koniec życia właśnie w tej miejscowości.

Oczywiście pozostają małe wątpliwości - nie zgadza się się data urodzenia obliczona według metryk z Polanki (1760) i z Choczni (1755), ale to w tamtych czasach niemal norma - w metrykach zgonów podawano wtedy bardzo przybliżony wiek, dlatego bardziej prawdopodobna wydaje się roczna data urodzenia około 1760 roku.

Niestety w metrykach z Polanki Wielkiej nie znalazłem żadnego Jana Ławickiego, ani osoby nazywającej się podobnie, która urodziłaby się około 1760 roku, ani w całym XVIII wieku.

Miejsce urodzenia polańskiego twórcy ołtarza w Choczni (obecnie w Kaczynie) pozostaje nieznane.

Ponieważ ołtarz Ławickiego wykazuje duże walory artystyczne, to biorąc pod uwagę jego późne miejsce zamieszkania, można go zaliczyć do grona twórców powiązanych z Chocznią.




piątek, 17 kwietnia 2026

Gmina kontra Kościół. Spór o własność w latach 1882-1885

 Do sporu o to, czyją własnością jest budynek kościoła w Choczni, kaplica św. Jana Nepomucena, czy też cmentarz, doszło na długo przed tym, nim władzę w choczeńskiej gminie objął znany z antykleryklanych poglądów Józef Putek.

W Księdze Protokołów Posiedzeń Gromadzkich zachował się zapis konfliktu, który pokazuje, jak skomplikowane były relacje między miejscową gminą, a Kościołem pod koniec XIX wieku. Sprawa dotyczyła kilku parcel – w tym tych, na których stał kościół i cmentarz – i przez dwa lata budziła ogromne emocje wśród radnych.

2 listopada 1883 roku gmina Chocznia otrzymała pismo z c.k. Starostwa w Wadowicach. Urzędnicy domagali się, by Rada Gminna wypowiedziała się w sprawie wykreślenia z księgi hipotecznej kilku parcel zapisanych jako własność gminy i uznania ich za własność kościelną.

Chodziło o:

  • parcelę budowlaną nr 445 – kościół,
  • parcelę nr 447 – trupiarnię (magazyn kościelny),
  • parcelę nr 458 – kaplicę św. Jana Nepomucena,
  • parcelę nr 5885 – cmentarz pogrzebowy,
  • parcelę nr 5886 – fosę przy cmentarzu,
  • parcelę nr 5894 – plac wokół kościoła (dawny cmentarz),

Dla ówczesnego wójta, Józefa Czapika, sprawa była delikatna. Z jednej strony uważał za powód do chluby, że „święte miejsca” są wpisane jako własność gminy. Z drugiej – jako katolik nie chciał występować przeciwko Kościołowi. Skłaniał się więc ku wykreśleniu tych gruntów z majątku gminnego i przekazaniu ich Kościołowi.

Jednak nie wszyscy radni podzielali to stanowisko. Głos sprzeciwu zabrał radny Józef Guzdek. Na jego wniosek Rada Gminna jednogłośnie przyjęła uchwałę, w której odmówiła zrzeczenia się praw do spornej własności. Argumentacja była ciekawa, ponieważ radni twierdzili, że:

  • kościół, kaplice i cmentarz od zawsze były utrzymywane przez gminę,
  • to mieszkańcy – jako „zgromadzenie wszystkich prawowiernych chrześcijan w Choczni” - tworzą „żywy Kościół”,
  • wymienione parcele nigdy nie należały do majątku plebańskiego ani go nie powiększały.

W praktyce oznaczało to, że gmina utożsamiała wspólnotę religijną z samą sobą. Skoro to mieszkańcy budowali, remontowali i utrzymywali świątynię oraz cmentarz, to – w ich ocenie – mieli pełne prawo pozostawać właścicielem gruntów.

Równolegle toczył się drugi konflikt – o zespół drobnych parcel koło szkoły, tworzących tzw. „Zagrodę Wróblowską”.

Poprzednia Rada Gminna, reprezentowana przez wójta Szymona Pietruszkę, asesora Walentego Szczura i radnego Wojciecha Czapika w grudniu 1882 roku zadeklarowała w starostwie, że grunty te zostały darowane przez Annę Wróblowską na budowę szkoły i powinny zostać zaintabulowane na rzecz funduszu szkolnego.

 Nowa Rada w 1883 roku zakwestionowała tę wersję wydarzeń. Twierdzono, że:

  • pierwotnie Antoni Wróblowski zapisał majątek ustnie na rzecz kościoła,
  • następnie kościół odstąpił go gminie kontraktem,
  • gmina zobowiązała się jedynie wydzielić pół morga pod budynki szkolne,
  • nigdy nie oddała całej zagrody ani nie zrzekła się praw do pozostałych parcel.

Aby unieważnić deklarację z 1882 roku, radni użyli mocnych argumentów:

  • zarzucili poprzednikom nieznajomość ustawy gminnej z 1866 roku,
  • nazwali ich „młodymi ludźmi”, którzy nie znali prawdziwego stanu rzeczy,
  • zasugerowali nawet, że część podpisów mogła być sfałszowana.

Była to wyraźna próba całkowitego podważenia mocy prawnej wcześniejszych zobowiązań podjętych przez Pietruszkę, Szczura i Czapika.

Dwa lata później sytuacja uległa zasadniczej zmianie - 18 stycznia 1885 roku Rada Gminna Choczni zrzekła się praw własności do parcel, na których stały: kościół, trupiarnia (magazyn kościelny), kaplica św. Jana Nepomucena, cmentarz przy kaplicy św. Anny, plac i fosa wokół kościoła.

Uczyniono to „dla uczczenia miejsc świętych”, przekazując je na rzecz rzymskokatolickiego kościoła parafialnego.

Jednocześnie Rada stwierdziła, że wcześniejsze wpisanie tych gruntów jako własności gminnej nie było skutkiem deklaracji wójta Pietruszki i pozostałych dwóch delegatów gminy, lacz omyłką geometry (mierniczego) przy sporządzaniu ksiąg hipotecznych.

To eleganckie rozwiązanie pozwoliło wycofać się z wcześniejszego, konfrontacyjnego stanowiska bez utraty twarzy. Zamiast przyznać się do zmiany decyzji, wskazano na błąd techniczny.

Natomiast własnością gminną pozostała Zagroda Wróblowska, którą dzierżawił od 1880 roku Piotr Kolber za czynsz w wysokości 32,5 złotego reńskiego rocznie.


poniedziałek, 30 marca 2026

Budowa plebanii pod koniec XIX wieku

Decyzja o budowie nowej, murowanej plebanii w Choczni zapadła 8 grudnia 1887 roku. Rada Gminna postanowiła wówczas nie tylko przystąpić do realizacji tej inwestycji, ale także corocznie wspierać ją środkami gminnymi oraz dostarczać niezbędne materiały budowlane. Na początku planowano wykorzystać między innymi fundusze pozostałe po zbiórce na ukończenie wieży kościelnej, przeznaczając je na sprowadzenie kamienia.

Kolejnym krokiem była uchwała z 2 grudnia 1888 roku, na mocy której wprowadzono dodatek w wysokości 40% do wszystkich podatków opłacanych w gminie. Uzyskane w ten sposób środki miały zostać przeznaczone na zgromadzenie materiałów potrzebnych do remontu starej plebanii lub budowy nowej.

3 lutego 1889 roku Rada Gminna ponownie potwierdziła zamiar wzniesienia nowej plebanii. Proboszcz ks. Józef Komorek nie nalegał na rozpoczęcie budowy, pozostawiając decyzję radnym. Z kolei wójt Czapik uważał, że w pierwszej kolejności należałoby przeznaczyć środki na przyozdobienie wnętrza nowo wybudowanego kościoła. Wskazywał on jednak, że pozostałe po budowie kościoła wapno, cegły i piasek można wykorzystać przy budowie plebanii, pod warunkiem zwrotu ich wartości Funduszowi Budowy Kościoła. Fundusz ten bowiem wcześniej wykorzystał legaty Stanisława Żaka i rodziny Balonów, zapisane pierwotnie na inne cele, takie jak poprawa organów i rozszerzenie ołtarza, i był zobowiązany do ich zwrotu w wysokości około 600 złotych reńskich.

17 grudnia 1889 roku radni uchwalili kolejny dodatek do wszystkich podatków w wysokości 40%, tym razem już wyraźnie z przeznaczeniem na trwającą budowę plebanii. Szacowano, że przyniesie on 989 złr. Wkrótce inwestycja zaczęła nabierać tempa. Podczas posiedzenia 9 lutego 1890 roku wójt Czapik przedłożył sprawozdanie, z którego wynikało, że z Funduszu Kościelnego wydano na budowę nowej plebanii 744 złr i 74 centy. Radni przyjęli je z uznaniem, podkreślając, że dzięki rozsądnemu kierowaniu pracami budowa posunęła się znacznie naprzód przy stosunkowo niewielkich kosztach.

W 1891 roku budowa była kontynuowana. Gmina przeznaczyła na ten cel 994 złr, uzyskane z podwyższenia podatku gruntowego i domowego o 40%. Dodatkowo postanowiono, że nadwyżki z wydatków gminnych za ten rok będą kierowane na budowę w formie zwrotnych pożyczek.

Również w 1892 roku prace budowlane trwały nadal. Na budowę nowej, murowanej plebanii przeznaczono 1030 złr, pochodzące z tego samego, 40-procentowego dodatku do podatku gruntowego i domowego. Inwestycji nie można było odkładać, ponieważ stara plebania znajdowała się w bardzo złym stanie technicznym — jej dach był dziurawy i woda lała się do wnętrza budynku. Z powodu rosnących kosztów uchwalono zaciągnięcie dodatkowych prywatnych pożyczek: najpierw 200 złr obok wcześniej zaciągniętych 500 złr, a w połowie 1892 roku kolejnych 300 złr, oprocentowanych rocznie na 5%, gdy dotychczasowe środki okazały się niewystarczające.

Pod koniec 1892 roku budowa plebanii, prowadzona od 1889 roku, była już na ukończeniu. Całkowity koszt inwestycji oszacowano na 8100 złr. W tej sumie mieściły się koszty projektu (10 złr), kamienia z Gorzenia na fundamenty i wapna, zakup 125 tysięcy cegieł, drewna — w tym desek, drewna dębowego na futryny i materiału na więźbę dachową — o łącznej wartości 1447 złr, elementów żelaznych za 815 złr, szkła i szklenia za 130 złr, robót murarskich za 1312 złr oraz pomocy murarskiej za 235 złr. Ponadto uwzględniono koszty robót ciesielskich (297 złr), stolarskich (237 złr), kowalskich (335 złr), trzciny, piasku i naczyń budowlanych (95 złr), blach, rur i robót malarskich (76 złr), a także robót konnych mieszkańców gminy, oszacowanych na 695 złr, oraz robót pieszych o wartości 420 złr. Koszty ubezpieczenia wyniosły 169 złr i 95 centów.

Znaczący wkład w budowę wnieśli także darczyńcy. Ksiądz proboszcz ofiarował na ten cel 1000 złr, Albina Dunin przekazała drewno warte 300 złr, Adolf Bichterle z Sołtystwa drewno o wartości 40 złr, a Foltyn z Wadowic wykonał prace warte 50 złr. Wykorzystano również materiały pozostałe po budowie kościoła, których wartość oszacowano na 450 złr. Pozostałe koszty pokrywała Gmina Chocznia.

Przez cztery lata budowy gmina przeznaczyła na ten cel niemal 3845 złr. Po uwzględnieniu istniejącego zadłużenia oraz przewidywanych dochodów ze sprzedaży starej plebanii i wikariówki, do spłaty pozostawało jeszcze około 750 złr. Kwotę tę zamierzano pokryć w 1893 roku z dodatku do podatków gminnych, ustalonego na poziomie 30% od każdej wpłacanej złotówki podatku.

Budowa nowej plebanii w Choczni była więc przedsięwzięciem rozłożonym na kilka lat, wymagającym znacznego wysiłku finansowego i organizacyjnego całej gminy. Dzięki wspólnemu zaangażowaniu władz lokalnych, mieszkańców, proboszcza i ofiarodawców udało się doprowadzić tę ważną inwestycję niemal do końca pod koniec 1892 roku. 

Budynek  ten po licznych remontach pełni swoją funkcję do dziś.


wtorek, 23 grudnia 2025

Wiersz Antoniego Styły na Nowy Rok 1894

 W piśmie "Wieniec Polski" z 5 stycznia 1894 wydrukowano wiersz Antoniego Styły, wtedy jeszcze nie posła we Lwowie, a tylko radnego w Choczni, w którym łączył on katolicką pobożność, ludową agitację społeczną i polityczną z wezwaniem do jedności oraz obrony przed wyzyskiem.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! 

Błogosław nam Dziecię, Chryste Jezu miły, 

Byś nam tego roku udzielił swej siły. 

Witam Was Bracia prenumeratorowie

Wieńca i „Pszczółki!" Boże daj Wam zdrowie, 

Żeście się złączyli w chłopskie zjednoczenie, 

To pewne lekarstwo; ludu polepszenie. 

O! witam Was Bracia na tym nowym Roku 

A winszuję wszystkim tak zacnego kroku, 

Jakiem postąpili dojrzali włościanie 

Pełniąc wszystko dobre jako chrześcianie. 

Witam Was wszystkich, do Was przystępuję, 

Wieńca i Pszczółkę" już prenumeruję, 

A zachęcam innych do naszego grona, 

Żeby się stężyła ludowa obrona,

Aby się bronili od wszystkiego złego, 

Które to powstało od ludu ciemnego, 

Co zawsze przepijał prawa i przejadał 

Żeby się już z takich grzechów wyspowiadał. 

Niech przestaną grzeszyć, dobrze rozważają, 

Jakie przez to krzywdy braciom wyrządzają 

Ci co wybierają tych, co nas nie bronią, 

Tylko za swym zyskiem i zaszczytem gonią. 

Nikt o lud nic niedbał, niech z nim robią co chcą, 

Aż Ksiądz Stojałowski przyszedł nam z pomocą. 

Za to co z nim robią? jak go poniżają, 

Co się o swe worki i dochody lękają! 

A wy drodzy Bracia, poznajcie się na tem, 

Którzy nam życzliwi, którzy stoją z batem. 

Ci co nam życzliwi, dużo za to cierpią, 

Bo ich i na mieniu i na sławie szarpią, 

A śmiało im mówią, że „buntownikami 

A jak dotąd z ludźmi szlachectwo igrało?! 

Ale temu koniec bo chłop już nie głupi, 

Pewnie go już szlachcic teraz nie przekupi. 

Rozumią protesta, dlaczego powstają 

Ci zwietrzałą solą co ich rozmnażają, 

Zamiast lud nauczać miłości bliźniego, 

Oto się puścili z klątwami do niego! -

Przeciw tym co ludu tuczą się zyskami.

My niezazdrościmy, więcej byśmy dali, 

Byśmy sprawiedliwość od nich uzyskali. 

Ale lud w ich oczach warta bardzo mało...

Hańba, że tak mądrzy nie wiedzą co czynić! 

Koniecznie złe trzeba obyczaje zmienić, 

Bo już dziś gubernie o ludziach nie myślą, 

Ale nam ustawy co innego kreślą, 

Ażeby ich tylko słusznie wypełniali, 

Toby się o małych coś więcej starali.

 Szanowni włościanie, dajmy o tem wiedzieć, 

Że dłużej nie chcemy w tej ciemności siedzieć, 

Jak to dotąd było drodzy bracia moi! 

Niech się już lud polski niezgodą nie poi, 

Bo się dość napoił, gdy Matkę szarpali, 

Gdy się nasi Bracia w niewolę dostali. 

Ale tych złych czasów nie zapominajmy, 

Tylko się włościanie dzielnie odznaczajmy.

Jak z nami nie pójdą wyższe nasze stany, 

Oburącz się chwyćmy tej naszej sukmany, 

Choćby i protesta klątwy się zjawiały 

To się nie lękajmy, to strach bardzo mały! 

Winszuję Wam Bracia, a szczęść Boże w pracy 

Kochajmy się szczerze, bośmy są rodacy. -

O! Matko Najświętsza, Ty Polski Królowa,

 Niech nas Syn Twój miły w pokoju zachowa!

 Autor uważa religię jako fundament moralny, ale nie narzędzie ucisku. Traktuje chrześcijaństwo jako źródło siły moralnej i sprawiedliwości społecznej, jednocześnie krytykując tę część duchowieństwa i elit, które zamiast uczyć miłości bliźniego, straszą lud ekskomuniką za działalność społeczną. Według Styły chłop przestaje być ciemny, zaczyna czytać, organizować się i rozumieć politykę. To zapowiedź końca manipulacji możnych tego świata, kupowania głosów i politycznej bierności wsi. Krytykuje elity za: pogoń za zyskiem, lekceważenie ludu, fałszywy patriotyzm i zakłamanie. Głosi, że wiara i świadomość społeczna nie są sprzeczne, lud ma prawo do godności i sprawiedliwości, a prawdziwe chrześcijaństwo stoi po stronie słabszych. W swoim wierszu Styła broni ks. Stojałowskiego, wydawcę "Wieńca" i "Pszczółki", promującego oświatę, trzeźwość, spółdzielczość, prawa polityczne włościan i krytykę wyzysku ze strony szlachty, arendarzy oraz części duchowieństwa. Patriotyzm u Styły nie jest romantyczny, szlachetny, czy powstańczy, lecz codzienny, oparty na pracy, solidarności i pamięci krzywd. Język utworu jest prosty, bliski mowie potocznej, pełen powtórzeń i apostrof. Przez to zbliżony jest do ludowej pieśni lub przemowy wiecowej. Z pewnością nie można uznać go za wyrafinowaną poezję literacką, ale to cenny dokument świadomości politycznej galicyjskich włościan w latach 90. XIX w. Pokazuje, jak idee ks. Stojałowskiego docierały do chłopów i jak oni sami je twórczo przetwarzali.


piątek, 8 listopada 2024

Warty nocne w dawnej Choczni

 

Pełnienie wart nocnych było stałym obowiązkiem mieszkańców Choczni w okresie galicyjskim i międzywojennym, a także dość często wprowadzaną powinnością do lat 70. XX wieku (szczególnie w okresie jesienno-zimowym). Pierwsze pisane wzmianki na ten temat pochodzą z 1791 roku. Warty były pełnione głównie z powodów przeciwpożarowych,  a także w celu zapobieżenia rabunkom, w trzech częściach wsi oraz przy kościele, przy którym przez pewien czas usytuowana była specjalna wartownia. Wartownicy  - kolejno po jednym członku każdej rodziny - byli wyposażeni dawniej w rogi sygnalizacyjne i drewniane kołatki oraz odznaki. Sprawy związane z pełnieniem wart nocnych pozostawały w gestii radnych gminnych (lub gromadzkich).

30 września 1791

Do Jurysdykcji Sądowej Państwa Barwałd, do którego należała Chocznia, wpisano „celem wprowadzenia y utrzymania porządku dobrego” punkt odnoszący się do wart nocnych o treści:

„Nocne warty koleyno trzymać powinni przez Woyta y Przysiężnych od takowych powinności naznaczeni wartownicy”.

17 marca 1877

Rada gminna zamówiła wykonanie 4 odznak z napisami „Warta nocna gminy Chocznia”, które miały być przydzielone strażnikom pełniącym te warty w części wsi: dolnej, środkowej i górnej oraz przy kościele.

29 czerwca 1877

Rada gminna uchwaliła budowę wartowni murowanej w parkanie (ogrodzeniu) kościoła ze środków gminy. O wykonanie planu poproszono murarzy Mikołaja Pietruszkę, Szczepana Bandołę i Wojciecha Wójcika.

28 października 1877

Przedłożono radzie gminnej sprawozdanie z budowy wartowni przy kościele i jej kosztach, co radni przyjęli do wiadomości. Postanowiono, że wartownicy z dolnej i środkowej części wsi mają każdego dnia o północy spotykać się w tej nowo wybudowanej wartowni.

7 czerwca 1891

W celu prowadzenia wart nocnych podzielono Chocznię na 3 części:

- dolną, numery domu 1-50 po stronie wschodniej i 293-376 po stronie północnej (od granicy z Wadowicami po kościół),

- środkową, numery domów 52-109 po stronie południowej i 221-290 po stronie zachodniej (od kościoła po sołtystwo),

- górną, numery domów 128-159 po stronie południowej i 160-220 po stronie zachodniej (powyżej sołtystwa).

8 grudnia 1897

Sprawę wart nocnych gminnych i kościelnych omawiano na posiedzeniu rady gminnej.  Pretekstem do dyskusji było zburzenie wartowni przy kościele, zarządzone przez wójta Józefa Czapika. Jego zdaniem wybudowana w 1877 roku wartownia byłą nieestetyczna, a swoją decyzję uzgodnił wcześniej z ks. proboszczem Józefem Komorkiem. Według wójta wartownicy na służbie wyrządzali psoty i kradli drzewo plebańskie. Natomiast radny i poseł Antoni Styła uznał zburzenie wartowni za samowolę wójta i czyn bezprawny. Po długiej dyskusji postanowiono, że tymczasowo wartownicy na czas zimy znajdą schronienie w obejściu Piotra Szczepaniaka, któremu zostanie to wynagrodzone, a w przyszłości należy zbudować nową wartownię. Wartę mieli pełnić mężczyźni w wieku ponad 16 lat w trzech częściach wsi oraz przy kościele. Róg sygnalizacyjny straży w górnej części wsi miał być pod dozorem młynarza Antoniego Styły, w środkowej pod dozorem Andrzeja Dąbrowskiego, w dolnej w gestii Wojciecha Malaty a przy kościele u Piotra Szczepaniaka. Przechowujący rogi sygnalizacyjne i dozorujący warty byli zwolnieni od ich pełnienia. Czas wartowania wyznaczono w okresie letnio-jesiennym (od św. Jana do św. Michała) na godziny od 23.00 do 2.00, a od św. Michała do św. Wojciecha (okres zimowo-wiosenny) od 21.00 do 3.00 w nocy.

7 stycznia 1898

Do zburzenia wartowni wrócono na nadzwyczajnym posiedzeniu rady gminnej i Komisji Lustracyjnej. Radny Antoni Styła stwierdził, że brakowi estetyki wartowni można było zapobiec niewielkim kosztem przez coroczne jej bielenie wapnem, co byłoby znacznie tańsze, niż wynajem pomieszczeń u Piotra Szczepaniaka. Zaproponował też, by kosztami budowy nowej wartowni obciążyć Józefa Czapika. Ten zaś usprawiedliwiał się naleganiami ze strony ks. proboszcza, który sam chciał tę wartownię zlikwidować, a także faktem, że „warciarze niszczyli płoty księże i palili je (dla ogrzania się)”, „niektórzy odbywali tam potrzeby przyrodzone i niekiedy odbywały się tam sceny przeciwne moralności.” W głosowaniu 14 na 24 radnych opowiedziało się za tym, by Czapik zwrócił koszty budowy nowej wartowni, które oszacowano na 161 zł.

4 grudnia 1898

Nowa wartownia przy kościele nadal nie powstała – radni ponownie wynajęli dla wartowników na 4 miesiące izbę od Piotra Szczepaniaka za 9 złotych reńskich.

4 marca 1900

Wincenty Wójcik wniósł pod obrady rady gminnej, by Marii Dąbrowskiej „Patyczynej” wynagrodzić jakoś utrzymywanie przez nią warty nocnej z braku nowej wartowni.

9 września 1900

Rada gminna powołała komisję w składzie: Jan Turała, Jan Zając, Antoni Styła, Andrzej Dąbrowski i Józef Czapik, by ustalić z ks. proboszczem Józefem Dunajeckim najbardziej dogodne miejsce na budowę wartowni murowanej przy ogrodzeniu kościoła. Do zarządu nad budową wybrano Jana Turałę i Jana Zająca.

20 lutego 1905

Radny Piotr Widlarz postawił wniosek, by wartownicy nocni „bez ważnego wypadku nie trąbili na rogu, ponieważ to przeraża ludność w całej gminie”.

29 maja 1938

Na posiedzeniu rady gromadzkiej sołtys Władysław Świętek oznajmił, że pełniący warty przy kościele skarżą się, że nie mają gdzie się schronić w czasie deszczu. Postanowiono zatem na wniosek radnego Henryka Kota wybudować budkę bez drzwi dla wartowników i zwrócić się do ks. proboszcza Dyby o darowanie drewna na ten cel.

24 listopada 1946

Na posiedzeniu Gminnej Rady Narodowej odczytano okólnik wojewody krakowskiego  w którym nakazywał on gminom powołanie Wiejskich Straży Porządkowych. Postanowiono, że wartownia takiej staży w Choczni będzie się mieścić w Domu Katolickim, a jej komendanta i rejonowych wyznaczy wójt Guzdek.

26 czerwca 1968

Od 1 sierpnia do 30 września wprowadzono w Choczni obowiązek pełnienia przez ludność wart przeciwpożarowych w godzinach od 22.00 do 4.00. Obowiązek ten ciążył na wszystkich mieszkańcach stale zamieszkujących wieś, a jako zasadę przyjęto, że do pełnienia warty wyznacza się po jednej osobie z rodziny.

piątek, 27 września 2024

Remont kościoła w 1924 roku

 31 sierpnia 1924 odbyło się w Choczni wspólne posiedzenie rad gminnych Choczni i Kaczyny przy udziale Komitetu Parafialnego, którego jedynym tematem była sprawa odnowienia budynku kościoła i przyległego do niego parkanu.

Na wstępie Józef Putek, naczelnik gminy Chocznia, przedstawił zebranym plan wykonania robót i ich kosztorys, sporządzony przez inżyniera Alojzego Golasowskiego z Mysłowic. Proponowany zakres prac obejmował:

- wykonanie rusztowania na wieży kościelnej, aż po sam krzyż,

- wykonanie rusztowań wokół budynku kościoła, 

- otynkowanie na nowo kościoła i wieży od gzymsów po cokół,

- oczyszczenie cokołu,

- wymianę spróchniałych i zgnitych belek na wieży,

- wymianę spróchniałych i zgnitych desek na dachu wieży,

- zdjęcie pokrycia dachowego z wieży,

- pokrycie wieży nową blachą cynkową, zaś wieżyczek bocznych blachą odzyskaną z dachu wieży głównej,

- sporządzenie okienek wieżowych, nakrycie gzymsu blachą i poprawę rynien,

- wykonanie trzech, jak to określono pawązów wewnątrz wieży (czyli inaczej kotwi - poziomych prętów ściągających przeciwległe mury, chroniących je przed rozchyleniem lub obrotem),

- oszklenie wszystkich okien, w których są braki,

- pokrycie farbą framug okien, drzwi i krat żelaznych,

- rozebranie większej części starego parkanu i wykonanie w jego miejsce nowego ogrodzenia betonowego,

- naprawę pozostałej części parkanu (od strony wschodniej) i przykrycie go płytą betonową,

- naprawę magazynu koło kościoła.

Zebrani jednogłośnie upoważnili dr Józefa Putka do zawarcia umowy o reparację kościoła i parkanu w granicach zaproponowanego kosztorysu, to jest 22.000 złotych. 

Następnie rady gminne Choczni i Kaczyny zawarły ugodę, regulującą rozkład kosztów tej inwestycji. Ustalono, że gmina Chocznia poniesie 7/8 kosztów i świadczeń w naturze, a gmina Kaczyna 1/8, czyli koszty przypadające na Chocznię miały wynieść 19.750 zł, a na Kaczynę 2.750 zł. Kwoty te miały być ściągnięte w dwóch równych ratach: jesienią 1924 i w lutym 1925 roku.

Na pokrycie tych wydatków obie gminy zamierzały podwyższyć płacone przez ich mieszkańców podatki: gruntowy, domowy, przemysłowy i dochodowy. Zarząd zebranymi funduszami w każdej gminie mieli prowadzić ich naczelnicy, decydujący wspólnie o wzajemnych obrachunkach i pokrywaniu rachunków wystawionych przez wykonawcę. 

Do celów kontrolowania postępu i jakości robót obie rady gminne delegowały: Jana Turałę, Wita Górę, Józefa Twaroga, Franciszka Skowrona i Maksymiliana Malatę.

Rady gminne zastrzegły sobie, iż wykonawca robót powinien udzielić gwarancji na trwałość i solidność wykonania.

Pod protokołem posiedzenia podpisali się:

- naczelnicy gmin, to znaczy dr Józef Putek z Choczni i Jan Byrski z Kaczyny,

- radni z Choczni: Antoni Styła, Jan Woźniak, Stanisław Wójcik, Józef Zając, Franciszek Dąbrowski, Jan Turała, Jan Byrski, Józef Twaróg, Franciszek Płonka, Karol Guzdek, Wawrzyniec Żurek, Wojciech Rokowski, Józef Kolber, Antoni Romańczyk, Antoni Cap, Tomasz Szczur, Antoni Widlarz, Andrzej Kręcioch, Franciszek Ramenda, Józef Ramenda, Kacper Legut, Andrzej Zając, Franciszek Ścigalski, Maksymilian Malata i Karol Wójcik,

- radni z Kaczyny: Andrzej Smaza, Maciej Byrski, Tomasz Smaza, Wit Góra i Andrzej Gawęda.

Uchwała ta została oprotestowana przez radnego Józefa Książka z Kaczyny, jednak jego sprzeciw został odrzucony przez starostwo w Wadowicach, jako bezzasadny.

Umowa z inż. Golasowskim została zawarta i już 1 września 1924 (czyli na następny dzień po uchwale) przystąpiono do pierwszych prac. 

Gmina Chocznia zastrzegła sobie, iż przy robotach mieli być zatrudniani w pierwszej kolejności mieszkańcy tej wsi. Kierownictwo robót objął majster Piotr Bandoła, a wszystkie prace murarskie, ciesielskie, betoniarskie i kowalskie wykonali miejscowi fachowcy. Również zwózki materiałów budowlanych dokonali za darmo choczeńscy furmani. 

Odnowienie kościoła i wieży wsparł kwotą 1.800 zł hrabia Romer z Inwałdu, a mniejsze kwoty na ten cel zadeklarowali także dobrowolnie niemal wszyscy choczeńscy rzemieślnicy, kupcy, handlarki nabiałem i przemysłowcy: Maria Bylica, Aleksy i Tekla Bryndza, Wiktoria Nowak, Honorata Bąk, Aniela Bryndza, Magdalena Siepak, Waleria Skoczylas, Wiktoria Mrzygłód, Maria Kucia, Wiktoria Bryndza, Ludwika Szafran, Katarzyna Bryndza, Balbina Kolber, Helena Brusik, Balbina Wcisło, Maria Pindel, Franciszka Wójcik, Helena Świętek, Antoni Główka, Helena Balon, Honorata Zaremba, Maria Studnicka, Bronisława Mastek, Jan Pędziwiatr, Józef Dąbrowski, Stanisław Targosz, Maria Wojtas, Józef Ruła, Karol Janoszek, młynarz Antoni Styła, Antoni Sikora, akuszerka Maria Kręcioch, Maria Zając, Ludwik Woźniak (po 30 zł), Stanisław Skowron, Ludwik Warmuz (po 20 zł), Andrzej Kolber, sklepikarz Andrzej Byrski i Maria Widlarz (po 10 zł), Franciszek Ogiegło (45 zł), Andrzej Wcisło (50 zł), Jan Wcisło (60 zł), Jan Fujawa, Ludwik Porębski i Roman Jarczak (po 200 zł).

Zbiórka podwyższonych podatków przebiegła sprawnie, mimo że większość mieszkańców wsi utrzymująca się z rolnictwa odczuła w 1924 roku znaczne skutki nieurodzaju plonów. 

Ostateczny koszt remontu wyniósł 29.000 zł. Został on zakończony wiosną 1926 roku. W trakcie prac spłonęła plebańska wozownia, w której składowano wapno na budowę.

23 maja 1927 grupa parafian (Tomasz Bursztyński, Jan Taborski, Jan Augustynek, Kazimierz Gawęda, Aleksander Wcisło, Szczepan Pietruszka, Antoni Hatłas, Władysław Woźny) przesłała pisemną prośbę do arcybiskupa Sapiehy, by ten skłonił Komitet Kościelny, nadzorujący remont kościoła w latach 1924-26, do publicznego rozliczenia się z zebranych pieniędzy publicznych.

Autorzy listu "nie zarzucają Komitetowi czynu karygodnego", ale podnoszą różne wątpliwości, co stało się z pieniędzmi uzyskanymi ze sprzedaży: starej blachy cynkowej z wież kościelnych, 14 stacji Drogi Krzyżowej umieszczonych w parkanie kościelnym, wyciętych kilku jesionów, rosnących wcześniej od północnej strony kościoła, kamieni i cegły ze starego ogrodzenia i drewna ze spalonej wozowni oraz z uzyskanego od ubezpieczalni odszkodowania po pożarze wozowni. Sugerują ponadto, że na remont wieży użyto zbyt wiele nowego drewna, zamiast użyć drewna z rozbiórki, które z braku dozoru zabierał sobie za darmo kto chciał. Informują także, że Komitet Kościelny działał podczas remontu na własną rękę, bez najmniejszego porozumienia z proboszczem Dunajeckim.

Arcybiskup krakowski interweniował zapewne w tej sprawie w krakowskim Urzędzie Wojewódzkim, ponieważ 12 maja 1928 Józef Putek skierował swoją odpowiedź na zarzuty zawarte w "prośbie grupy parafian" właśnie do tej instytucji.

Wójt choczeński zaprzeczył, jakoby podczas remontu kościoła sprzedawano drogą licytacji stacje Męki Pańskiej, czy też konfesjonały, a jedynie spróchniałe i przegniłe deski, zetlałe framugi obrazów umieszczonych w zdemontowanych parkanie i inne "rupiecie" "z powodu ich bezużyteczności i bezwartościowości". Podkreślił także, że przed dokonaniem licytacji "wszystkie te przedmioty oglądnął wspólnie z proboszczem i proboszcz sam wskazał, które kwalifikują się do wyrzucenia z magazynu, względnie sprzedaży". W dalszej części swojej odpowiedzi przedstawił sprawozdanie finansowe, z którego wynika, że ze sprzedaży starych blach, gontów, rupieci, wyciętych jesionów i figury św. Józefa (Józefowi Świętkowi) uzyskano kwotę 677 zł i 30 gr, a z ubezpieczalni 479,35 zł, które to sumy zostały użyte na zapłacenie kosztów remontu.

Tego tematu dotyczy również artykuł "Kapsuła czasu - dokument z 1924 roku"

czwartek, 8 sierpnia 2024

Zapis Marcina Wciślickiego, mieszczanina wadowickiego, na kościół w Choczni (1788)

 W 1788 roku Marcin Wciślicki, mieszczanin wadowicki i cechmistrz krawiecki, ustanowił zapis w wysokości 1320 złotych polskich na kościół w Choczni, a jego wykonawcą ustanowił Jana Biberstein Starowieyskiego, dziedzica na Rudzach i Choczni. Corocznie 5% od ww. sumy miało być przeznaczane na lamkę wieczną, świecącą przed miejscem przechowywania Eucharystii (zwanym tabernakulum). Gdyby nie było to możliwe, za tę sumę i prowizje kolejni proboszczowie choczeńscy mieli odprawiać msze św. Tym samym Marcin Wciślicki zmienił swoją wcześniejszą wolę z 1779 roku, przeznaczenia tej sumy na odprawianie nabożeństw różańcowych w kościele w Wadowicach. 

Treść zapisu przedstawiała się następująco:

Niżej na podpisie wyrażony zeznaję to niniejszem zaświadczeniem, iż ja fundując w Kościele farnym  Wadowickim Nabożeństwo Różańcowe Najsłodszego Imienia Jezus, aby pod dozorem Jegomości Promotora Wadowskiego w każdą Niedzielę i w każde Święto Uroczyste było takowe Nabożeństwo po południu odprawione i Msze święte, tak za żywych, jako i umarłych, przez tegoż Księdza Promotora celebrowane, legowałem z substancyi mojej własnej Summę Złotych polskich 1320 i tę Summę chciałem mieć lokowaną na Dobrach Rudzach Dziedzicznych Jaśnie Wielmożnego Pana Jana Biberstein Starowieyskiego, Burgrabiego Krakowskiego, Dziedzica Państwa Berwałdzkiego, ale gdy z woli Najjaśniejszego Monarchy (cesarza austriackiego Józefa II Habsburga - uwaga moja) zniesione są Konfraternie, więc tę Summę na inszy fundusz obrócić postanowiłem niniejszem Skryptem moim Ręcznym do Kościoła farnego Choczeńskiego, applikując tą Intencyą, aby Prowizya po 5 od sta zapisana w skrypcie ręcznym roku 1779, dnia 21 grudnia, pomienionego JW Pana Jana Starowieyskiego, była do tego kościoła na dzień i święto Świętego Tomasza apostoła corocznie oddawana, z której Jegomość Ksiądz Pleban tamtejszy każdy perpetuus temporibus (na wieczne czasy - uwaga moja) prokurował Lampę, w dnie i w nocy gorejącą przed Najświętszym Sakramentem w Kościele swoim farnym Choczeńskim, a gdyby ta Intencya moja dla jakiej okoliczności nie mogła przyjść do skutku, tedy tę Summę jako i zatrzymaną Prowizyę na Msze święte dzisiejszemu Jegomości Księdzu Janowi Wojażkiewiczowi (właściwie Józefowi Wojaszkiewiczowi - uwaga moja) plebanowi Choczeńskiemu lub gdyby lata jego zaszły, tedy następcom Jego Jegomościom Plebanom Choczyńskim zlecam i oddaję i tę Cesyę moją Protekcyą Jaśnie Wielmożnego Dziedzica Dóbr Państwa Barwałdzkiego chcę mieć zabespieczoną, na co się dla lepszej miary i wagi przy Zaświadczeniu uproszonych przyjaciół ręką własną podpisuję.

Dał w Wadowicach dnia 19 listopada 1788 roku Marcin Wciślicki, Mieszczanin Wadowski, Cechmistrz Krawiecki.

X Józef Wojażkiewicz Pleban Choczeński akceptujący takową Cessyę

Kazimierz Smolikowski kopista Św. Krzyża w Wadowicach Prebendarz jako przy tej Cessyi przytomny

Jędrzej Kocimski obywatel Miasta Wadowic przy tej Cessyi będący

---

Niżej podpisany podług Woli i rozporządzenia fundatora pragnę wszystko dopełnić i approbuję to całe ułożenie i dla większej ważności Ręką swą własną podpisuję w Rudzach dnia 20 listopada 1788

Jan Biberstein Starowieyski, wsi Choczni Dziedzic



poniedziałek, 20 maja 2024

Odezwa z Choczni "Do Braci Polaków" w 1894 roku

 W grudniu 1893 roku metropolita lwowski arcybiskup Seweryn Morawski i jego dwaj biskupi pomocniczy wystosowali wspólny list pasterski do wiernych, w którym między innymi potępili pisma ludowe "Wieniec", "Pszczółkę" i "Dzwon", jako "wielce zgubne, szkodliwe i niebezpieczne, które lubo sztandar katolicki wywieszają, ducha jednak katolickiego nie mają".

Wymienione wyżej tytuły były licznie prenumerowane przez chocznian, czytane i szeroko komentowane. Nic więc dziwnego, że odkąd ich lektura stała się grzechem, z którego należało się spowiadać, grupa mieszkańców wsi skupiona wokół Antoniego Styły wystąpiła w ich obronie z wierszowaną odezwą "Do Braci Polaków". Została ona wydrukowana w Czadcy na Węgrzech (dziś Słowacja) przez wydawcę "Wieńca", "Pszczółki" i "Dzwonu", którym był znany działacz ludowy ksiądz Stanisław Stojałowski.

Jej treść była następująca:

Ej, bracia Polacy! Źle się u nas dzieje,  

Bo się apostolska władza bardzo chwieje. 

 Do pokuty wszyscy! Prośmy Boga za nich, 

 Aby Duch Najświętszy raczył wstąpić na nich.

 Żeby Bismarkowskie czyny porzucili, 

 A do swojej świętej nauki wrócili. 

 Bo zdeptali godność, która dla nas świętą, 

 A zrobili krzywdę straszną, niepojętą. 

Znieważyli kościół, a w nim kazalnice, 

Zakazali czytać „Pszczółkę", "Dzwon" i „Wieńce" 

 To już nie Duchowni — lecz faryzeusze! 

(Tak się z bólem serca już wyrazić muszę.) 

 Nieszczęśliwi ludzie/ coście porobili, 

 żeście tak okropnie w kościołach bluźnili? 

 Wy służycie „wielkim" a nie Kościołowi, 

 I tak polujecie, który więcej złowi... 

 Łowicie honory i marności świata — 

 Biedny Stojałowski broni swego brata.

Wie w jakiejśmy nędzy i w jakiej niedoli,

Więc go za nędznymi bardzo serce boli. 

 I tak cierpi z nami, żeby nam coś ulżył, 

 Tem się nam maluczkim ogromnie zasłużył. 

My byśmy już za nim do ognia skoczyli,

 A nie dopuścimy, by go nam dręczyli. 

Bo On nam Mojżeszem i wiedzie z niewoli, 

 A my, choć po kroku — stąpamy powoli, 

 A wy nas gonicie, byśmy pospieszyli, 

 Boście nam naszego Obrońcę zelżyli. 

 Lecz my się lękamy o wodza dobrego, 

 I dajemy baczność, bo to coś strasznego. 

 A wy strachy głupie w kościele prawicie, 

 Żeście w domu Bożym — o tem nie baczycie... 

 O wy trzej straszliwi ludu faraony, 

 Co się przyczyniacie wielkim do obrony! 

 Wy nas popychacie do takiej niewoli, 

 A nas uciśnionych bardzo serce boli... 

 Trzy filary wiary na pewno spruchnialy, 

 A przy nich się inne, mniejsze połamały. 

 Czy nie macie uszów Księża i Biskupi, 

 Gdy dawno wołamy, że chłop nie tak głupi? 

 Wie że Wy czytacie, a nie macie grzechu, 

A głupstwa pleciecie, nam chłopom do śmiechu. 

 Przeklęstwa sypiecie, zły duch przez Was beczy, 

 Bajecie w kościołach tak dziwaczne rzeczy. 

 Znamv przykazania, wszystkie prawdy Boże, 

 Za „Pszczółkę", „Dzwon" „Wieńca" grzechu być nie może ! 

Tak przeciw tym głosom już protestujemy, 

 Rachujcie, wiele nas — co podpisujemy!

Pod odezwą oprócz Antoniego Styły, który rok później został wybrany na posła do Sejmu Galicyjskiego, podpisali się:

- jego brat Karol Styła, kolejarz,

- Wojciech Bąk, przyszły radny gminny w Choczni,

- Józef Siwiec, rymarz, najstarszy z tego grona,

- Antoni Ścigalski, wtedy zastępca radnego, później radny i członek Rady Szkolnej Miejscowej,

- Wincenty Wójcik, radny, przyszły członek Rady Szkolnej Miejscowej.

poniedziałek, 12 lutego 2024

Stare fotografie z Choczni

 W zasobach Wadowickiej Biblioteki publicznej znajduje się kolekcja 28 fotografii z przełomu XIX i XX wieku, których właścicielami byli członkowie rodziny Zapałowiczów: dyrektor szpitala miejskiego Antoni Zapałowicz i jego synowie Stefan oraz Tadeusz. Wszystkie te fotografie przedstawiają Wadowice i ich okolice. Na zdjęciu nr 27 znajduje się widok z rejonu Pagórka Malatowskiego w kierunku kościoła parafialnego w Choczni.


Zwraca uwagę znacznie mniejsza niż obecnie gęstość zabudowy i zadrzewienia. Zdjęcie powstało z pewnością przed 1930 rokiem, ponieważ nie ma na nim Domu Katolickiego, zbudowanego w stanie surowym w 1929 roku. Ponieważ widoczne na zdjęciu stajnie plebańskie rozebrano w drugiej połowie 1927 roku, to prezentowane zdjęcie musiało powstać jeszcze wcześniej. Natomiast jeżeli biały obiekt pośród drzew z lewej strony zdjęcia przedstawia kaplicę na cmentarzu parafialnym, to znając przybliżoną datę jej zbudowania, czas wykonania zdjęcia można by określić na lata 1911-27. 

Oprócz kościoła parafialnego, plebańskich zabudowań godpodarczych, kaplicy dla zmarłych przy ogrodzeniu kościoła i domu organisty na fotografii są widoczne:

- dolina Konówki przy jej ujściu do Choczenki, 

- zbocza Pagórka Komaniego z drewnianą stodołą, 

- fragment drogi prowadzącej od kościoła w stronę cmentarza oraz odbijająca od niej droga w kierunku Konówki (czyli do dzisiejszego stadionu "Olimpii"), 

- fragment drogi na Pagórek Komani,

- zabudowania na Pagórku Ramendowskim,

- na ostatnim planie wzniesienia Beskidu Małego, między innymi ze stanowiącym granicę Choczni jednym z Bliźniaków.

Przy dużym powiększeniu dopatrzeć się można ponadtu fragmentu samej plebanii oraz być może krzyża na kaplicy św. Anny w pobliżu cmentarza.

Autor fotografii nie jest znany, natomiast na istnienie tego zdjęcia czytelnikom bloga zwrócił uwagę Artur Oboza.