Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józef Dunajecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józef Dunajecki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 września 2024

Remont kościoła w 1924 roku

 31 sierpnia 1924 odbyło się w Choczni wspólne posiedzenie rad gminnych Choczni i Kaczyny przy udziale Komitetu Parafialnego, którego jedynym tematem była sprawa odnowienia budynku kościoła i przyległego do niego parkanu.

Na wstępie Józef Putek, naczelnik gminy Chocznia, przedstawił zebranym plan wykonania robót i ich kosztorys, sporządzony przez inżyniera Alojzego Golasowskiego z Mysłowic. Proponowany zakres prac obejmował:

- wykonanie rusztowania na wieży kościelnej, aż po sam krzyż,

- wykonanie rusztowań wokół budynku kościoła, 

- otynkowanie na nowo kościoła i wieży od gzymsów po cokół,

- oczyszczenie cokołu,

- wymianę spróchniałych i zgnitych belek na wieży,

- wymianę spróchniałych i zgnitych desek na dachu wieży,

- zdjęcie pokrycia dachowego z wieży,

- pokrycie wieży nową blachą cynkową, zaś wieżyczek bocznych blachą odzyskaną z dachu wieży głównej,

- sporządzenie okienek wieżowych, nakrycie gzymsu blachą i poprawę rynien,

- wykonanie trzech, jak to określono pawązów wewnątrz wieży (czyli inaczej kotwi - poziomych prętów ściągających przeciwległe mury, chroniących je przed rozchyleniem lub obrotem),

- oszklenie wszystkich okien, w których są braki,

- pokrycie farbą framug okien, drzwi i krat żelaznych,

- rozebranie większej części starego parkanu i wykonanie w jego miejsce nowego ogrodzenia betonowego,

- naprawę pozostałej części parkanu (od strony wschodniej) i przykrycie go płytą betonową,

- naprawę magazynu koło kościoła.

Zebrani jednogłośnie upoważnili dr Józefa Putka do zawarcia umowy o reparację kościoła i parkanu w granicach zaproponowanego kosztorysu, to jest 22.000 złotych. 

Następnie rady gminne Choczni i Kaczyny zawarły ugodę, regulującą rozkład kosztów tej inwestycji. Ustalono, że gmina Chocznia poniesie 7/8 kosztów i świadczeń w naturze, a gmina Kaczyna 1/8, czyli koszty przypadające na Chocznię miały wynieść 19.750 zł, a na Kaczynę 2.750 zł. Kwoty te miały być ściągnięte w dwóch równych ratach: jesienią 1924 i w lutym 1925 roku.

Na pokrycie tych wydatków obie gminy zamierzały podwyższyć płacone przez ich mieszkańców podatki: gruntowy, domowy, przemysłowy i dochodowy. Zarząd zebranymi funduszami w każdej gminie mieli prowadzić ich naczelnicy, decydujący wspólnie o wzajemnych obrachunkach i pokrywaniu rachunków wystawionych przez wykonawcę. 

Do celów kontrolowania postępu i jakości robót obie rady gminne delegowały: Jana Turałę, Wita Górę, Józefa Twaroga, Franciszka Skowrona i Maksymiliana Malatę.

Rady gminne zastrzegły sobie, iż wykonawca robót powinien udzielić gwarancji na trwałość i solidność wykonania.

Pod protokołem posiedzenia podpisali się:

- naczelnicy gmin, to znaczy dr Józef Putek z Choczni i Jan Byrski z Kaczyny,

- radni z Choczni: Antoni Styła, Jan Woźniak, Stanisław Wójcik, Józef Zając, Franciszek Dąbrowski, Jan Turała, Jan Byrski, Józef Twaróg, Franciszek Płonka, Karol Guzdek, Wawrzyniec Żurek, Wojciech Rokowski, Józef Kolber, Antoni Romańczyk, Antoni Cap, Tomasz Szczur, Antoni Widlarz, Andrzej Kręcioch, Franciszek Ramenda, Józef Ramenda, Kacper Legut, Andrzej Zając, Franciszek Ścigalski, Maksymilian Malata i Karol Wójcik,

- radni z Kaczyny: Andrzej Smaza, Maciej Byrski, Tomasz Smaza, Wit Góra i Andrzej Gawęda.

Uchwała ta została oprotestowana przez radnego Józefa Książka z Kaczyny, jednak jego sprzeciw został odrzucony przez starostwo w Wadowicach, jako bezzasadny.

Umowa z inż. Golasowskim została zawarta i już 1 września 1924 (czyli na następny dzień po uchwale) przystąpiono do pierwszych prac. 

Gmina Chocznia zastrzegła sobie, iż przy robotach mieli być zatrudniani w pierwszej kolejności mieszkańcy tej wsi. Kierownictwo robót objął majster Piotr Bandoła, a wszystkie prace murarskie, ciesielskie, betoniarskie i kowalskie wykonali miejscowi fachowcy. Również zwózki materiałów budowlanych dokonali za darmo choczeńscy furmani. 

Odnowienie kościoła i wieży wsparł kwotą 1.800 zł hrabia Romer z Inwałdu, a mniejsze kwoty na ten cel zadeklarowali także dobrowolnie niemal wszyscy choczeńscy rzemieślnicy, kupcy, handlarki nabiałem i przemysłowcy: Maria Bylica, Aleksy i Tekla Bryndza, Wiktoria Nowak, Honorata Bąk, Aniela Bryndza, Magdalena Siepak, Waleria Skoczylas, Wiktoria Mrzygłód, Maria Kucia, Wiktoria Bryndza, Ludwika Szafran, Katarzyna Bryndza, Balbina Kolber, Helena Brusik, Balbina Wcisło, Maria Pindel, Franciszka Wójcik, Helena Świętek, Antoni Główka, Helena Balon, Honorata Zaremba, Maria Studnicka, Bronisława Mastek, Jan Pędziwiatr, Józef Dąbrowski, Stanisław Targosz, Maria Wojtas, Józef Ruła, Karol Janoszek, młynarz Antoni Styła, Antoni Sikora, akuszerka Maria Kręcioch, Maria Zając, Ludwik Woźniak (po 30 zł), Stanisław Skowron, Ludwik Warmuz (po 20 zł), Andrzej Kolber, sklepikarz Andrzej Byrski i Maria Widlarz (po 10 zł), Franciszek Ogiegło (45 zł), Andrzej Wcisło (50 zł), Jan Wcisło (60 zł), Jan Fujawa, Ludwik Porębski i Roman Jarczak (po 200 zł).

Zbiórka podwyższonych podatków przebiegła sprawnie, mimo że większość mieszkańców wsi utrzymująca się z rolnictwa odczuła w 1924 roku znaczne skutki nieurodzaju plonów. 

Ostateczny koszt remontu wyniósł 29.000 zł. Został on zakończony wiosną 1926 roku. W trakcie prac spłonęła plebańska wozownia, w której składowano wapno na budowę.

23 maja 1927 grupa parafian (Tomasz Bursztyński, Jan Taborski, Jan Augustynek, Kazimierz Gawęda, Aleksander Wcisło, Szczepan Pietruszka, Antoni Hatłas, Władysław Woźny) przesłała pisemną prośbę do arcybiskupa Sapiehy, by ten skłonił Komitet Kościelny, nadzorujący remont kościoła w latach 1924-26, do publicznego rozliczenia się z zebranych pieniędzy publicznych.

Autorzy listu "nie zarzucają Komitetowi czynu karygodnego", ale podnoszą różne wątpliwości, co stało się z pieniędzmi uzyskanymi ze sprzedaży: starej blachy cynkowej z wież kościelnych, 14 stacji Drogi Krzyżowej umieszczonych w parkanie kościelnym, wyciętych kilku jesionów, rosnących wcześniej od północnej strony kościoła, kamieni i cegły ze starego ogrodzenia i drewna ze spalonej wozowni oraz z uzyskanego od ubezpieczalni odszkodowania po pożarze wozowni. Sugerują ponadto, że na remont wieży użyto zbyt wiele nowego drewna, zamiast użyć drewna z rozbiórki, które z braku dozoru zabierał sobie za darmo kto chciał. Informują także, że Komitet Kościelny działał podczas remontu na własną rękę, bez najmniejszego porozumienia z proboszczem Dunajeckim.

Arcybiskup krakowski interweniował zapewne w tej sprawie w krakowskim Urzędzie Wojewódzkim, ponieważ 12 maja 1928 Józef Putek skierował swoją odpowiedź na zarzuty zawarte w "prośbie grupy parafian" właśnie do tej instytucji.

Wójt choczeński zaprzeczył, jakoby podczas remontu kościoła sprzedawano drogą licytacji stacje Męki Pańskiej, czy też konfesjonały, a jedynie spróchniałe i przegniłe deski, zetlałe framugi obrazów umieszczonych w zdemontowanych parkanie i inne "rupiecie" "z powodu ich bezużyteczności i bezwartościowości". Podkreślił także, że przed dokonaniem licytacji "wszystkie te przedmioty oglądnął wspólnie z proboszczem i proboszcz sam wskazał, które kwalifikują się do wyrzucenia z magazynu, względnie sprzedaży". W dalszej części swojej odpowiedzi przedstawił sprawozdanie finansowe, z którego wynika, że ze sprzedaży starych blach, gontów, rupieci, wyciętych jesionów i figury św. Józefa (Józefowi Świętkowi) uzyskano kwotę 677 zł i 30 gr, a z ubezpieczalni 479,35 zł, które to sumy zostały użyte na zapłacenie kosztów remontu.

Tego tematu dotyczy również artykuł "Kapsuła czasu - dokument z 1924 roku"

czwartek, 27 lipca 2023

Uroczyste powitanie nowego proboszcza w 1895 roku

 

Po śmierci wieloletniego choczeńskiego proboszcza ks. Józefa Komorka (9 lipca 1895 roku), który sprawował posługę  w Choczni łącznie przez  56 lat (jako wikary i proboszcz), administratorem choczeńskiej parafii został od 29 sierpnia 1895 roku ksiądz Alfons Majcher z zakonu paulinów. Pełnił tę funkcję do 2 listopada, to jest do przybycia nowo mianowanego proboszcza ks. Józefa Dunajeckiego, do tej pory wikariusza w Bochni i dyrektora szkoły  żeńskiej przy klasztorze sióstr benedyktynek w Staniątkach. Wcześniej nosił on nazwisko Babiarz i pochodził z chłopskiej rodziny z niewielkiej wsi Kupienin położonej w obecnym powiecie dąbrowskim przy granicy województw małopolskiego i świętokrzyskiego.

23 października 1895 roku Rada Gminna w Choczni na wniosek 8 radnych podjęła uchwałę o uroczystym powitaniu nowego proboszcza. O terminie przybycia i powitania mieli być powiadomieni wszyscy mieszkańcy gminy poprzez ogłoszenie z ambony oraz wysłanie do nich gminnych posłańców.

Do współudziału w uroczystości zaproszono gminę Kaczyna, tworzącą z Chocznią jedną parafię.

Co najmniej 40 gospodarzy miało utworzyć asystę konną, która miała wyjechać przed nowego proboszcza i towarzyszyć mu w drodze do wsi. Ustalono, że na drodze wiodącej do kościoła zostanie ustawiona brama powitalna z odpowiednimi napisami, a sama droga zostanie „obmajona” (co było dość trudne na początku listopada). Działające w Choczni bractwa religijne (Apostolstwa Modlitwy, Towarzystwa Trzeźwości i Wstrzemięźliwości oraz  Bractwo Różańcowe) miały wyjść ze świecami ku bramie powitalnej, niosąc swe oznaki, chorągwie i święte obrazy. W uroczystym pochodzie ku kościołowi nowemu plebanowi towarzyszyć mieli także najstarsi mieszkańcy gminy oraz młodzież szkolna pod kierunkiem nauczycieli. Planowano także oddanie salw z moździerzy, używanych zwykle przy mszach rezurekcyjnych i odpustach oraz „stosowną” muzykę graną na żywo przez miejscowe kapele. Kolator parafii – Stanisław Dunin z Głębowic – miał na przywitanie wręczyć ks. Dunajeckiemu tacę z chlebem, solą i wodą w karafce.

Słowa przywitania miał wygłosić w imieniu władz gminy wójt Józef Czapik, a w imieniu szkoły jej kierownik Franciszek Wiśniowski.

Co do szczegółów poproszono o konsultację z ks. administratorem Majcherem.

Koszty powitania uchwalono pokryć z kasy gminnej. Wszyscy radni gminni „mieli przyczynić do przygotowania potrzebne przedmioty i kierować porządkiem”.

Początki posługi nowego proboszcza, jak i jego późniejsza praca w Choczni nie zostały opisane w Kronice Parafialnej, ponieważ ks. Dunajecki w przeciwieństwie do swoich poprzedników zaniechał dokonywania w niej wpisów. W Choczni przebywał przez ponad 38 lat, aż do swojej śmierci w 1934 roku.

czwartek, 10 lutego 2022

Obowiązki i wynagrodzenie choczeńskich organistów

 Obowiązki i wynagrodzenie choczeńskich organistów na przykładzie umowy zawartej w dniu 27 stycznia 1909 roku między choczeńskim proboszczem ks. Józefem Dunajeckim a obejmującym posadę organisty Stanisławem Partyką:

  1. W dni świąteczne grać na organach i przewodzić w śpiewie podczas: prymaryi1, sumy, nieszporów, nabożeństwa dodatkowego.
  2. Wteż dni śpiewać przed sumą godzinki, przed nieszporami różaniec.
  3. Grać i śpiewać podczas nabożeństw, jakie się w kościele w Choczni odprawiać zwykły w maju i październiku lub jakieby władza kościelna na przyszłość zarządziła.
  4. Grać i śpiewać podczas nabożeństw cesarskich i szkolnych.
  5. W dni podrzędne za osobnem wyszczególnionem wynagrodzeniem:
- grać na mszy św. ile tego proboszcz lub wikary zażąda,

- brać udział w śpiewaniu,

- w nabożeństwach żałobnych,

- w pogrzebach i wszystkich czynnościach liturgicznych według zwyczaju miejscowego.

6. Utrzymać w porządku kościół, ołtarze i aparata kościelne, przygotowywać codziennie do mszy św. i dostarczyć hostyi i komunikantów. W razie potrzeby posłużyć do mszy św., przy chrzcie lub wywodzie2 . 

Za to organista miał pobierać następujące wynagrodzenie:

  1. Mieszkanie składające się z 4 pokoi, kuchenki, sionki, stajenki i stodoły.
  2. Używanie gruntu około 7 morgów z fundacyi śp. Franciszka Cibora w Choczni pod nr 58 położonej, lecz z tego gruntu musi organista zamówić corocznie za duszę śp. Fundatora 4 msze św. śpiewane i wypominek za 8 dusz wymienionych w akcie fundacyjnym i za dusze wypomniane w sobotę grać i śpiewać litanię do Najświętszej Maryi Panny Loretańskiej z Antyfoną i stosowną modlitwą oraz uiszczać datek do rady szkolnej miejscowej w rok 20 koron.
  3. 80 koron rocznie za granie mszy św.
  4. 20 koron rocznie za dostarczanie hostyi i komunikantów.
  5. 1 koronę za granie ślubu.
  6. 1/6 korony za granie do pogrzebu.
  7. Ze mszy św. fundacyjnych według aktu fundacyjnego.
  8. 12 koron za granie zaduszek.
Umowę można było zerwać z miesięcznym terminem wypowiedzenia.

Proboszcz mógł także zerwać umowę bez wypowiedzenia, gdyby organista nie spełniał przyjętych zobowiązań, oddawał się pijaństwu, szulerce, życiu niemoralnemu i czynom wymienionym w austriackim kodeksie karnym.

Urlopu udzielał organiście ks. proboszcz. Organista musiał wyznaczyć zastępcę na czas urlopu lub dłuższej choroby.

W razie śmierci organisty pozostała po nim wdowa miała prawo do pobierania jego dochodów przez miesiąc i zamieszkiwania przez ten sam czas w organistówce, ale musiała utrzymywać na swój koszt zastępcę.


1 prymaria- pierwsza poranna msza święta
2 wywód- błogosławieństwo udzielane kobiecie (położnicy), która urodziła dziecko

środa, 21 lipca 2021

Konflikt między proboszczem a wikariuszem w 1932 roku

Gdy ksiądz Józef Kmiecik rozpoczął 1 lipca 1925 roku posługę wikariusza w parafii choczeńskiej, miał za zadanie odciążyć miejscowego proboszcza ks. Józefa Dunajeckiego- już wówczas prawie siedemdziesięcioletniego i coraz częściej niedomagającego na zdrowiu. Dynamiczny ks. Kmiecik wyręczał proboszcza w licznych obowiązkach duszpasterskich, katechetycznych i związanych z bieżącym funkcjonowaniem parafii. Choć proboszcz i wikary w toczonych wtedy gorących sporach z władzami gminy pod przywództwem Józefa Putka prezentowali zawsze to samo stanowisko i przez swoich oponentów postrzegani byli jako zgodny tandem, to w rzeczywistości narastał między nimi konflikt, którego apogeum przypadło na początek 1932 roku.

O tym, że taki konflikt w ogóle zaistniał, a także co było jego podłożem i jakie zarzuty w stosunku do wikarego formułował proboszcz, można się dowiedzieć z niedatowanego pisma ks. Dunajeckiego, sporządzonego przez niego najprawdopodobniej w lutym 1932 roku i kierowanego do Kurii Arcybiskupiej w Krakowie.

Pretekst do ujawnienia całej sprawy był właściwie błahy i dotyczył drewna na podłogi do budowanego wówczas w Choczni Domu Katolickiego. Ksiądz Kmiecik, który patronował tej inicjatywie ze strony parafii, uważał, że otrzymał na ten cel od proboszcza zbyt mało drzewa z lasu plebańskiego i dlatego w styczniu 1932 roku udał się na skargę do Kurii, dezinformując wcześniej ks. Dunajeckiego, że wybiera się nie do władz kościelnych, a do jednego z krakowskich lekarzy.

Z pisma proboszcza Dunajeckiego wynika, że do wybrania stosownych sosen z lasu plebańskiego na podłogi do Domu Katolickiego wyznaczył on swojego zaufanego człowieka Tomasza Bursztyńskiego, który miał także dopilnować, by niepotrzebne na podłogi szczyty ściętych drzew zwieziono na plebanię, gdzie po wyschnięciu miały służyć na opał. Jak czytamy w piśmie:

Powyższy wybrał się z ks. Km. i ludźmi do tejże roboty dobranymi do lasu, gdzie już powstała sprzeczka między B. a Km. co do wierchów drzew ściętych, do których ks. Km. rościł sobie pretensje, natomiast B. obstawał przy…przekazanemu poleceniu i wierchy kazał zwieźć na plebanię.

Przy dalszych działaniach ks. Kmiecik dobrał sobie do pomocy Stanisława Kryjaka, miejscowego sklepikarza, o którym proboszcz Dunajecki był jak najgorszego zdania, uważając go za zdecydowanego wroga duchowieństwa…w roku 1928 przy wyborach agitował za trójką (PSL Wyzwolenie Putka), całą ścianę miał wylepioną karykaturami przedstawiającymi księdza katolickiego dosiadającego krowę.

Ks. Kmiecik i Kryjak nawiązali kontakt z żydowskim handlarzem z Wadowic i dokonali z nim zamiany ściętego w Księżym lesie drewna sosnowego na gotowe deski jodłowe i świerkowe. Nie dość, że zdaniem proboszcza zamieniono drewno twardsze - bardziej odpowiednie na podłogi, na mniej przydatne w tym celu deski z drewna miększego, to transakcji miano dokonać ze szkodą dla probostwa, przez przyjęcie niekorzystnego przelicznika ściętych pni na gotowe deski. Ks. Dunajecki przedstawił w piśmie wyliczenia, z których wynika, że handlarz miał zarobić na tym interesie na czysto 1044 złote.

Następnie B. przedstawił to ks. Km. lecz ten z oburzeniem zauważył, że jemu nie ma nikt prawa mieszać się do roboty, bo gdy dotychczas nie potrzebował nikogo i niczyjej zgody, to teraz też zrobi jak mu się będzie podobało.

Ks. Dunajecki uznał to postępowanie za nieodpowiednie i nietaktowne, po czym próbował zapobiec niekorzystnej dla parafii zamianie drewna na deski. Docierały do niego ponadto informacje z Wadowic, że ks. Kmiecik skarży się tamtejszemu proboszczowi ks. Zającowi na zarządzanie choczeńską parafią, które mu się nie podoba.

W kolejnym fragmencie swojego pisma proboszcz Dunajecki przeszedł do zarzutów obyczajowych w stosunku do wikarego Kmiecika. Nie do zaakceptowania było dla niego zbytnie spoufalanie się ks. Kmiecika z chłopakami z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej, nad którym sprawował nadzór: pozwalają mówić między sobą „chodźmy do Józka”, a w parafii utarło się zdanie, że nie ma lepszego wyszynku i restauracji, jak u wikarego na plebanii.

Mimo upomnień wikary Kmiecik nadal chłopaków ze Stowarzyszenia nocami u siebie utrzymuje, którzy przez swoje się hałaśliwe zachowanie…spokój nocny mi zakłócają (...) widać dobrze, jak mu się w Choczni źle powodzi, gdy chłopakom ze Stowarzyszenia kupuje drogie ubrania, jednemu kupił 1,5 morgi pola za blisko 3000 złotych, łoży na jego wykształcenie, ale gdy potrzebuje na własne poratowanie zdrowia, to żąda zapomogi od Konsystorza (...) jest lekkomyślny, nie uważa wcale na siebie, ani na Stowarzyszenie, jak go powinien prowadzić, co dowodzi ten fakt, że ks. Kmiecik tak dalece się już zapomina, że podczas festynu w Domu Stowarzyszenia w jesieni 1931 roku wódką kazał szynkować, mimo iż w Choczni istnieje prohibicja.

Dalej proboszcz Dunajecki odnosi się do skarg ks. Kmiecika, że jest bardzo przepracowany, gdyż musi wszystko za mnie robić i to za darmo, a  jedzenie ma na plebanii na jakiś fałszywych tłuszczach nie do zjedzenia. Więc wyjaśniam - pisze ks. Dunajecki- że to wszystko jest kłamstwem i nie przystoi na księdza takich kłamliwych wieści rozpowiadać, gdyż nic nie robi za mnie za darmo, wynagradzam go jak nigdy żadnego innego nie wynagradzałem, gdyż wszystkie msze jakie miałem jemu oddałem, nie zachowując sobie nic, a jedzenie ma lepsze ode mnie…o ile co tylko zażąda z kuchni plebańskiej wszystko dostaje tak samo jak i wikt bezpłatnie, więc bardzo mi to przykro. Niechby ks. Kmiecik tylko co nocy w swoim czasie udał się na spoczynek, to nie czułby się przeciążonym, niestety nie ma prawie nocy, by szedł wcześniej spać, jak w 12 w nocy.

Ponadto proboszcza Dunajeckiego bolało bardzo, że jak pisze: ks. Kmiecik uważa mnie nie za swego przełożonego, ale za człowieka mu obojętnego, starego, zdziecinniałego niedołęgę, ale się bardzo w tym względzie grubo pomylił, gdyż świadom jestem mego czynu...ks. Kmiecik nie pozwoli sobie na nic uwagi zwrócić, gdyż on powiada ma uniwersytet ukończony, jest księdzem, nie ma nikt prawa do jego zarządzeń się wtrącać.

Jak bardzo się pomylił ks. Kmiecik w swoich ocenach proboszcza, świadczy ostatni fragment pisma, w którym ks. Dunajecki stwierdza, że wikary przez swoje postępowanie zupełnie stracił zaufanie w parafii i składa wniosek o jego przeniesienie z parafii. 

W efekcie w czerwcu 1932 roku Kuria udzieliła miesięcznego urlopu ks. Kmiecikowi, polecając "jak najrychlejszy wyjazd z parafii" (informacja z pracy magisterskiej Adriana Kędzierskiego), a 17 sierpnia 1932 roku przeniesiono go do Jeleśni.


poniedziałek, 3 maja 2021

Nakaz rozbiórki stajni plebańskiej w 1927 roku

 13 sierpnia 1927 roku władze choczeńskiej gminy wydały zarządzenie dotyczące stajni plebańskiej w Choczni. W piśmie podpisanym przez wójta Józefa Putka zwierzchność gminna domagała się:

  • opróżnienia stajni plebańskiej z bydła,
  • zabezpieczenia dostępu do stajni przez zamknięcie jej drzwi na stałe,
  • zagrodzenia ścieżek prowadzących do stajni,
  • a następnie jej rozbiórki w ciągu 14 dni.
Oficjalnym powodem wydania tego zarządzenia był zły stan techniczny wyżej wymienionej stajni, stwierdzony przez komisję przy udziale rzeczoznawcy inż. Ruska. Według przeprowadzonych oględzin jej pokrycie dachowe, konstrukcja dachu, stropy, ściana frontowa i dwie boczne były całkiem przegniłe i nie nadawały się do naprawy, a budynek groził zawaleniem.


Fotografie stajni udostępnione przez T.

Komisja stwierdziła, że w stajni znajdowało się zarówno było "parafialne" (wykazane w inwentarzu choczeńskiej parafii), jak i prywatne ks. proboszcza Dunajeckiego, które po dokonaniu rozbiórki mogło znaleźć schronienie w wynajętej stajni lub zostać sprzedane.

Podobną opinię, co do złego stanu stajni, wyraził również Komitet Parafialny, którego przewodniczącym był w tym czasie także Józef Putek. Pełnomocnik Komitetu Klemens Guzdek uznał ponadto, że ruina stajni szpeci widok na kościół i "nie przynosi splendoru" probostwu.

Sprawdzono, że stajnia była ubezpieczona na kwotę 640 złotych w Polskim Związku Ubezpieczeń Wzajemnych.

Władze gminne nie przewidywały pomocy przy ewentualnej późniejszej odbudowy stajni, uznając swój brak kompetencji w tej sprawie. Ich zdaniem probostwo nie potrzebowało zresztą nowej stajni, gdyż nie prowadziło właściwie gospodarki rolnej- 80 % gruntów plebańskich było wydzierżawione wojsku, a reszta drobnym rolnikom. Jeżeli jednak probostwo podjęłoby się odbudowy, to według władz gminnych posiadało dość własnych dochodów i środków (las plebański), by podołać temu zadaniu.

W razie niewykonania zarządzenia zagrożono pociągnięciem ks. proboszcza Dunajeckiego do odpowiedzialności sądowo-cywilnej i karnej.

Reakcją strony kościelnej, było pismo do Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie z 30 września 1927 roku, które wystosowała krakowska Kuria Metropolitalna. Uznano w nim, że:

  • za zły stan stajni odpowiada nie probostwo, a Komitet Parafialny, z którym współpraca jest niemożliwa, a jego istnienie w obecnym składzie personalnym nie tylko mija się z celem, ale i przynosi parafii szkodę,
  • probostwu należy się 1100 złotych od Komitetu Parafialnego z tytułu wypłaconego mu odszkodowania za spaloną rok wcześniej plebańską drewutnię i spichlerz.
Jednocześnie Kuria poleciła proboszczowi dokonanie rozbiórki i natychmiastowe wystawienie nowej prowizorycznej stajni za zwrotem kosztów robocizny i nowej dachówki, które powinny być pokryte z w/w 1100 zł.


czwartek, 15 kwietnia 2021

Wtargnięcie na chór kościelny w 1928 roku

 Jednym z epizodów w historii sporów i zatargów pomiędzy choczeńską gminą a probostwem w latach 20. XIX wieku było wtargnięcie na chór zwolenników Józefa Putka i zakłócenie przebiegu mszy odprawianej w dniu 8 kwietnia 1928 roku.

Do tego bulwersującego wydarzenia doszło w gorącym okresie po wyborach do Sejmu i Senatu (4 i 11 marca 1928 toku) oraz w trakcie choczeńskiej "afery dzwonowej", w wyniku której wójt Józef Putek został obłożony interdyktem przez arcybiskupa krakowskiego ks. Adama Sapiehę (pismo z 16 kwietnia 1928 roku, odczytane w Choczni z ambony w dniu 22 kwietnia 1928 roku).

Chór kościelny został zamknięty dla osób postronnych, z wyjątkiem kilku śpiewaków kościelnych, po sytuacji jaka miała miejsce w dniu wyborów sejmowych (4 marca). Według proboszcza ks. Dunajeckiego i wikariusza ks. Kmiecika "parobcy znajdujący się na chórze rzucali kartki wyborcze na dół kościoła", a ponadto znajdujące się tam osoby zachowywały się głośno i dobiegające z chóru hałasy oraz śmiechy zakłócały przebieg modlitw. Zauważono również przypadki palenia papierosów na schodach koło samej wieży.

Mimo to w niedzielę 8 kwietnia podczas uroczystej sumy doszło do otworzenia przemocą bocznych drzwi wiodących na chór i wtargnięcia tam grupy dorosłych mężczyzn i młodzieży. Według zeznań świadków otwarcia drzwi na chór miał dokonać Teofil Bąk (ur. w 1903 roku, syn Antoniego i Wiktorii). Zostały wyważone drzwi prowadzące bezpośrednio na chór, które podpierał i podtrzymywał organista Władysław Woźny, a klamkę do nich ukręcono. O zajściu organista natychmiast poinformował ks. Kmiecika, który klęczał przy ołtarzu podczas adoracji. Po jej zakończeniu ks. wikariusz zawiadomił o tym z kolei uczestników nabożeństwa, podkreślając, że "chór był zamknięty, na chór nie wolno było nikomu wchodzić, drzwi zostały wyważone, to jest bandytyzm- tak robią bandyci."

Na to odezwał się głos spod chóru:

- "Tu nie ma bandytów !" 

Wykrzykującego te słowa zidentyfikowano na podstawie relacji studenta Józefa Turały jako szewca Michała Sabudę (ur. około 1891 roku we Frydrychowicach).

- "Milcz ! Milcz !" zawołał na to ks. Kmiecik- "Ksiądz kanonik tam pójdzie, wszyscy z chóru zejść muszą, inaczej mszy św. nie będę odprawiał ! Schowam Pana Jezusa, wezmę kielich i tak jak jestem, pójdę do Wadowic i tam mszę św. dokończę ! W kościele ksiądz jest gospodarzem i ksiądz rządzi - ja czekam !"

Wtedy ks. proboszcz Dunajecki rzeczywiście wszedł na chór i nakazał opuszczenie tego miejsca. Część obecnych zeszła już wcześniej, inni dopiero po wezwaniu proboszcza, który nakazał organiście spisywanie schodzących. Reakcją na to były ich okrzyki " Hańba !"

Ponieważ chór wszyscy opuścili, to msza była kontynuowana i dokończona.

Lista uczestników zamieszania, spisanych przez organistę, przedstawiała się następująco:

  • Teofil Bąk, syn Antoniego, ur. 1903,
  • Józef Świętek, syn Józefa, ur. 1903,
  • Jan Mlak, syn Jana, ur. 1894,
  • Wojciech Nowak,
  • Aleksy Wcisło, syn Franciszka, ur. 1878,
  • Stanisław Wójcik,
  • Ludwik Ramenda, syn Tomasza, ur. 1894,
  • Józef Malata, syn Franciszka, ur. 1911,
  • Józef Wójcik, syn Jakuba, ur. 1901,
  • Jan Ramenda, syn Teodora, ur. 1904,
  • Jan Gazda,
  • Józef Trzaska, syn Franciszka, ur. 1903,
  • Jan Kręcioch.

środa, 13 września 2017

Budowa Domu Katolickiego

Wraz z dużym rozwojem działalności Katolickich Stowarzyszeń Młodzieży w Choczni w połowie lat dwudziestych XX wieku powstała potrzeba zapewnienia lokalu dla: spotkań organizacyjnych, odczytów, szkoleń, przedstawień teatralnych i innych imprez publicznych.
Już w 1927 roku w Ilustrowanym Tygodniku Katolickim „Dzwon Niedzielny” zwracano uwagę, że działacze i działaczki katolickich stowarzyszeń w Choczni nie mogą liczyć na wsparcie lokalnych władz gminnych i udostępnienie lokalu w budynku Domu Ludowego, mimo że do jego powstania składkami i pracą przyczynili się wszyscy chocznianie, w tym również ojcowie i matki młodzieży skupionej w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży Żeńskiej i Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży Męskiej. W związku z tym na przykład uroczystość ku czci św. Stanisława Kostki musiała odbyć się pod gołym niebem.
Działacze gminni z wójtem Putkiem na czele widzieli w KSMM i KSMŻ naturalne zaplecze dla swojej konkurencji politycznej, głoszącej hasła narodowo- katolickie. Starali się oficjalnie pomniejszać znaczenie tych nowych organizacji, ale musieli mieć świadomość swoich zaniedbań w tworzeniu oferty dla choczeńskiej młodzieży i oddania inicjatywy w tym względzie zwalczanym klerykałom. Zaufania ludowców nie budziła również osoba patrona stowarzyszeń- dynamicznego księdza Józefa Kmiecika, otwarcie głoszącego w kazaniach wrogie dla ruchu ludowego treści. Rok 1927 to także początek sporu o dzwony kościelne pomiędzy władzą gminną i plebanią, a rozhuśtane z obu stron emocje nie służyły z pewnością zgodzie i porozumieniu, nawet w kwestiach użyczenia lokalu dla młodych katolików.
Działacze i działaczki KSMM I KSMŻ mogli liczyć natomiast na życzliwości kierownika szkoły Adama Gondka i nauczycielki Anny Zrazik, wspierających katolickie stowarzyszenia. Ale na ich decyzje z kolei wpływ wywierały sanacyjne władze powiatowe i inspektorat oświatowy, którzy lansowali własną organizację młodzieżową „Strzelec”.
Jedyną alternatywą pozostawały więc niewielkie salki użyczane przez plebanię i organistę.
Dlatego choczeńskie koło KSMM, którego czołowymi działaczami byli wówczas: prezes Józef Janik, skarbnik Bolesław Bandoła, sekretarz  Jan Ruła i wydziałowy Jan Turek wraz z ks. Kmiecikiem wysunęło pomysł budowy Domu Katolickiego, zgrabnie łącząc go z przypadającą na 1928 rok 10-tą rocznicą odzyskania niepodległości. Pomysł ten poparł również proboszcz ksiądz Józef Dunajecki.
O tej inicjatywie tak informował Ilustrowany Kurier Codzienny:

„W Choczni katolickie stowarzyszenie młodzieży powzięło myśl wybudowania niezbędnego dla opieki moralnej nad dziatwą i w ogóle nad wsią własnego budynku. Myśl ta cieszy się poparciem ks. Kardynała Kakowskiego (metropolity warszawskiego) i ks. Metropolity  Sapiehy.”

Dom Katolicki powstawał w systemie gospodarczym na parceli plebańskiej położonej w pobliżu kościoła i dawnej organistówki. Drewno na budowę zwożono z Księżego Lasu, a cegły wypalano na gruntach plebańskich. Na koszty budowy składały się datki i ofiary miejscowej ludności, dotacje z Kurii Biskupiej w Krakowie, przesyłane z Ameryki dolary od choczeńskich emigrantów oraz skromne dochody z urządzanych przez samą młodzież przedstawień i festynów z loterią, w której można było wygrać na przykład kury, podarowane przez choczeńskie gospodynie. Przy budowie pracowali bezinteresownie druhowie i druhny z obydwu katolickich stowarzyszeń, członkowie Katolickiego Koła Mężczyzn i Kobiet oraz niestowarzyszeni miejscowi gospodarze, wykonując szereg prac fizycznych, jak:  wypalanie cegły, jej zwózkę na plac budowy, lasowanie wapna, roboty murarskie, zwózkę dachówki i jej wnoszenie na dach, prowadzonych pod okiem mistrza murarskiego i nadzorem architekta.
Budowa Domu Katolickiego w Choczni- wnoszenie dachówek (1929)
Według Józefa Turały, autora „Kroniki wsi Chocznia” budowę w stanie surowym ukończono w 1929 roku. Prace wykończeniowe trwały jednak przez kolejne lata. W 1930 roku ksiądz Józef Kmiecik i komisarz gminny Tomasz Bursztyński zwrócili się o wsparcie finansowe budowy do księcia Habsburga w Żywcu, o czym informowało wydawane przez Putka „Wyzwolenie”, złośliwie dodając, że:

 (…) Chłopi dla siebie „dom” mają, a dla księżo- pańskich interesów wytężać się nie będą. Jak Sapieha, czy Habsburg chce mieć dom, niech go sobie własnym kosztem wybuduje.(…)

W 1931 roku fundusze przeznaczone na budowę uległy całkowitemu wyczerpaniu, dlatego na łamach prasy katolickiej pojawiły się artykuły zachęcające do wsparcia, w których podawano numer konta bankowego dla potencjalnych ofiarodawców. Fundusze pozyskiwano także nadal z przedstawień organizowanych przez młodzież skupioną w KSMM i KSMŻ. W grudniu 1932 roku takie dochodowe przedstawienie z życia św. Stanisława i Bolesława Śmiałego pod tytułem "Król a biskup" w reżyserii Józefa Kolbra wystawiono już w częściowo ukończonym budynku Domu Katolickiego, o czym informował „Dzwon Niedzielny”.
Do formalnego poświęcenia nowo wybudowanego obiektu przez arcybiskupa Sapiehę doszło dopiero 9 czerwca 1938 roku.
Ale już wcześniej Dom Katolicki był wykorzystywany do pracy z młodzieżą. Raz w miesiącu odbywały się w nim religijne zebrania formacyjne. Organizowano także:
  • amatorskie przedstawienia teatralne o treści historyczno- społeczno-religijnej (np. „Krakowiacy i górale”, „Skąpiec”, „Królowa przedmieścia”, "Kościuszko pod Racławicami”, „Krowoderskie zuchy”, „Zesłanie na Sybir”),
  • odczyty i prelekcje prowadzone często przez studentów wywodzących się z Choczni (np. o prześladowaniu chrześcijan w Meksyku),
  • próby chóru,
  • konkursy i szkolenia rolnicze, dotyczące na przykład wprowadzania nowych rodzajów upraw - kukurydzy i lnu oraz zakładania przydomowych ogródków warzywnych, czy chowu królików, 
  • opłatek, jasełka i obchody innych świąt religijnych,
  • szkolenia z gospodarstwa domowego dla dziewcząt- gotowania, pieczenia, wyszywania, szydełkowania, szycia, itp.,
  • szkolenia higieniczne i prozdrowotne, 
  • kursy nauki na instrumentach muzycznych (np. kółko mandolinistów).
Teren wokół Domu Ludowego służył zajęciom i grom sportowym- urządzono boisko do gry w siatkówkę oraz skocznie w dal i wzwyż.

czwartek, 30 kwietnia 2015

Spór o choczeńskie dzwony według Józefa Turały

Wydarzenia związane z zakupem i montażem choczeńskich dzwonów w okresie międzywojennym, w relacji Józefa Turały, spisanej w listopadzie 1975 roku i zawartej w jego „Kronice wsi Chocznia”.

Przedstawienie tej sprawy przez Józefa Turałę różni się w kilku punktach, nie tylko co do ocen, ale i faktów, w porównaniu do tych fragmentów obszernego, naukowego opracowania „Wójta Józefa Putka droga do interdyktu” Marcina Witkowskiego, które dotyczą tematu choczeńskich dzwonów. 
Dodać należy, że Józef Turała odwoływał się do własnych wspomnień, natomiast „Wójta Józefa Putka droga do interdyktu” została napisana na podstawie dokumentów kościelnych, choć są tam również odwołania do tekstu J. Turały (całość opracowania M. Witkowskiego można przeczytać tu - LINK).

Pomysł ufundowania dzwonów dla choczeńskiego kościoła parafialnego pojawił się według Turały w 1924 roku, podczas wizyty w Choczni Stanisława Sikory- przedstawiciela choczeńskiej Polonii z Chicago, a zarazem syna byłego wójta Antoniego Sikory. Kościół choczeński był ich pozbawiony od 1915 roku, kiedy to poprzednie dzwony skonfiskowały władze austriackie na potrzeby wojenne. Po powrocie Stanisława Sikory do USA emigranci choczeńscy rozpoczęli zbiórkę na ten cel w Chicago i w Detroit.
W czerwcu 1927 roku przybyła do Choczni trzyosobowa delegacja Polonii w składzie: Franciszek Wcisło, Ignacy Ścigalski i Jan Turała (brat autora relacji), z zebraną na zakup dzwonów kwotą pieniędzy.
W czasie spotkania z ks. proboszczem Józefem Dunajeckim i wikariuszem ks. Kmiecikiem delegaci zaznaczyli, że życzeniem darczyńców jest, aby z ich składek zostały zakupione dzwony, których gospodarzem ma być każdorazowo aktualny proboszcz choczeński. Przedstawili także proponowane stawki za dzwonienie oraz propozycję utworzenia Funduszu Podzwonnego, z którego miano finansować bezpłatne dzwonienie przy pogrzebach ubogich parafian. Po przyjęciu tych warunków przez stronę kościelną (z zastrzeżeniem co do Funduszu Podzwonnego) delegaci i ks. Kmiecik następnego dnia złożyli zamówienie na dzwony w fabryce Schwabego w Bielsku i wpłacili stosowną zaliczkę. Pozostałą kwotę zebranych pieniędzy delegaci wpłacili do Zarządu Kasy Stefczyka w Choczni, co zaproponował im wójt Józef Putek. Do czasu realizacji zlecenia wyznaczonego na listopad, pieniądze te miały być pożyczone członkom kasy, a potem zwrócone (z procentem), w celu zapłaty za wykonanie i dostawę dzwonów do Choczni. Ta decyzja delegatów spowodowała duże niezadowolenie Komitetu Parafialnego i proboszcza. 

Jak pisze Józef Turała: 
„Teraz dopiero przeciwko Delegatom rozpętała się burza- nieporozumienia i nieuzasadnione zarzuty ! Komitet Parafialny tez zmienił front do nich – nawet przepoczciwy zawsze ks. J. Dunajecki także solidaryzował się z Komitetem , nie przedstawił  im obiektywnie sprawy! A zresztą , cóż on mógł zrobić ? Staruszek blisko 80-letni, gdyż nie zdawał sobie sprawy , gdzie prawda leży, po czyjej jest stronie? (…) Do Ameryki popłynęły oszczercze listy, pełne nieuzasadnionych pretensji, spóźnionych rzekomych przestróg – kogoście posłali? Dali pieniądze, a dzwonów teraz nie będzie! Kto zwróci pieniądze ? (…) Teraz społeczeństwo choczeńskie podzieliło się na dwa obozy: jedni- dewotki zwłaszcza i rodziny członków Komitetu Parafialnego oraz część inteligencji, nieznającej sprawy byli po jednej stronie, - drudzy, to zwolennicy delegatów z Chicago, radni Gminy z wójtem dr Józefem Putkiem na czele i część znaczna społeczeństwa choczeńskiego , umiejąca zdrowo i obiektywnie myśleć, spokojnie mówili, ażeby poczekać do listopada, a na pewno pieniądze na dzwony zostaną zwrócone, a wtedy za dzwony się zapłaci i zostaną one zgodnie z umową dostawione!”.

I rzeczywiście po pisemnym zawiadomieniu z Fabryki Dzwonów o gotowości do dostawy, władze Gminy uregulowały należność, a dzwony zostały przywiezione do Choczni. Ponieważ władze Gminy nie chciały składować dzwonów przed bramą kościoła, zwróciły się z bezskuteczną prośbą do kościelnego i plebani o klucze. Wobec nieudostępnienia kluczy wezwano ślusarza, otworzono kościół, złożono dzwony wewnątrz pod chórem i zamknięto ponownie drzwi kościelne w obecności wójta Putka.

Co było dalej opisuje Józef Turała tak:
„I dopiero teraz  rozpoczął się krzyk i ogromna burza w obozie przeciwnym, że heretyk Putek  przemocą wdarł się do kościoła, zbeszcześcił go i przez to, czynem tym, dopuścił się gwałtu i popełnił świętokradztwo i za to powinien ponieść zasłużoną karę. (…) Niektórzy zwolennicy Komitetu Parafialnego (…) pisali listy do Kurii Biskupiej w Krakowie, że Putek z miejscowymi gospodarzami przemocą wdarł się do kościoła, że złamano przepisy kościelne (…) Nadto podobne listy popłynęły do USA (…) Na dr J. Putka jeżdżono ze skargami do Kurii Biskupiej do Krakowa, wyolbrzymiając sprawę z dzwonami, względnie niewłaściwie i jednostronnie ją tam przedstawiając.”

W rezultacie tych działań ks. kardynał Adam Sapieha rzucił w 1928 roku na Józefa Putka klątwę – interdykt, którą odczytał z ambony w choczeńskim kościele delegat kurii ks. Domasik.
Równocześnie przed kościołem wiec protestacyjny swoich zwolenników zwołał wójt Putek. Większej awanturze zapobiegła choczeńska nauczycielka Anna Zrazik, która zaintonowała pieśń religijną, podchwyconą przez wychodzących z kościoła ludzi, co zagłuszyło i storpedowało wiec. Wtedy wójt Putek wydał polecenie policjantowi gminnemu aresztowania nauczycielki, którego ów policjant nie wypełnił, zorientowawszy się w napiętej sytuacji.

Tymczasem, jak pisze Józef Turała : 
„Miesiące mijały, a dzwony nadal w zaniedbaniu i bez opieki były złożone pod chórem. Wrogo patrzyły w czasie tych awantur dewotki choczeńskie na nie- opowiadano, że w pogardzie i w swojej głupocie kopano je, czy nawet pluto na nie! (…) Dzwony zaś, (…) które powinny być dawno umieszczone na wieży kościelnej , głosić chwałę Bogu i zwoływać ludzi na nabożeństwa do kościoła, to w tak wielkim i karygodnym były poniżeniu!”

W lecie 1928 roku Józef Putek zwrócił się w tej sprawie pisemnie do Kurii Metropolitalnej w Krakowie, podając jednocześnie odpis listu do wiadomości Komitetu Parafialnego. Przypomina w liście, że dzwony od listopada 1927 roku nie spełniają swojej roli i Komitet Parafialny winien niezwłocznie zorganizować ich montaż na wieży kościelnej. Jeżeli w określonym czasie tego nie dokona, wtedy zajmie się tym Zarząd Gminy.
Kuria wezwała w tej sprawie ks. Kmiecika w zastępstwie chorego proboszcza i w lipcu 1928 roku rozpoczęły się przygotowania do wciągnięcia dzwonów na wieżę, a w sierpniu pod kierownictwem mistrza ślusarskiego Sikory z Wadowic dzwony ostatecznie umieszczono na wieży, czego świadkiem, fotografującym to wydarzenie, był sam Józef Turała. Potem nastąpiła konsekracja dzwonów, już w znacznie spokojniejszej atmosferze.

I na tym jego relacja odnośnie sprawy dzwonów się kończy. Sprawy, w której co widać wyraźnie, sympatia Turały jest po stronie wójta Józefa Putka. Jednak w odniesieniu do innych sporów pomiędzy gminą, a plebanią autor „Kroniki wsi Chocznia” zajmował stanowisko kompromisowe, a będąc zaangażowanym w działalność społeczno-kulturalną katolikiem, wywodzącym się z choczeńskich chłopów, widział racje obydwóch stron sporu. 

Na koniec warto sprostować pewne nieścisłości zawarte w relacji Józefa Turały oraz wypunktować wspomniane różnice pomiędzy jego opisem sprawy, a opracowaniem Marcina Witkowskiego:

- Józef Turała pomija całkowicie w swojej relacji temat zakupu trzeciego, najmniejszego dzwonu, ufundowanego przez Komitet Dzwonny, powołany przez choczeńskiego proboszcza ks. Dunajeckiego,
- wymieniany przez Turałę Komitet Parafialny należy rozumieć jako grupę osób wspierających probostwo w sporze z gminą, a nie właściwy Komitet Parafialny, który obsadzony był w tym czasie przez zwolenników Putka, z nim samym na czele,
- autor „Kroniki wsi Chocznia” nie wspomina o poświęceniu dwóch z trzech zakupionych dzwonów (średniego - z datków z Detroit i najmniejszego- ufundowanego przez Komitet Dzwonny) w grudniu 1927 roku (przed interdyktem i zawieszeniem dzwonów),
- zasadniczą różnicę stanowi określenie momentu, w którym doszło do wtargnięcia w przestrzeń sakralną przez wójta Putka i jego zwolenników, co stanowiło jeden z głównych  zarzutów przed wydaniem interdyktu. Według J. Turały, po przywiezieniu dzwonów z fabryki w Bielsku w listopadzie 1927 roku, wobec nieudostępnienia kluczy, doszło do otworzenia drzwi kościoła przez ślusarza, w celu złożenia tam sprowadzonych dzwonów (o czym nie pisze M. Witkowski). Natomiast według M. Witkowskiego, 4 kwietnia 1928 roku, w trakcie montażu najmniejszego z dzwonów na wieży kościelnej, wójt Putek nakazał kowalowi rozbicie drzwi prowadzących na wieżę, aby wstrzymać montaż dzwonu bez zezwolenia (o tym z kolei nic nie wspomina J. Turała).
- 2 maja 1928 roku odbyło się w Choczni dochodzenie w sprawie sporu z udziałem wszystkich zainteresowanych stron, to jest: Kurii Biskupiej, Urzędu Wojewódzkiego, wójta gminy i proboszcza, wskutek którego wojewoda krakowski podjął decyzję, że nie ma żadnych przeciwwskazań do zawieszenia dzwonów na wieży (według M. Witkowskiego, na podstawie udokumentowanych źródeł- brak informacji o tym u J. Turały),
- do zawieszenia dwóch mniejszych dzwonów doszło 11 maja 1928 roku (M. Witkowski ), a J. Turała pisząc o zawieszaniu dzwonów na wieży w lipcu i sierpniu 1928 roku, ma zapewne na myśli największy dzwon (dar Polonii z Chicago), poświęcony 24 czerwca 1928.



sobota, 11 kwietnia 2015

Choczeńscy proboszczowie - ks. Józef Dunajecki

Józef Dunajecki urodził się w Kupieninie, jako syn Michała Babiarza i Wiktorii z domu Kowal.
Podawane są dwie daty jego urodzin:  27 luty 1856 (według Liber Mortuorum) lub 2 luty 1857.

Teologię studiował w seminarium duchownym w Tarnowie, gdzie został wyświęcony na księdza w 1883 roku. Po święceniach zmienił nazwisko z Babiarz na Dunajecki i rozpoczął pracę jako wikariusz w Niepołomicach (od 1883 roku),  a potem od 26.01.1886 jako administrator w parafii Siedliska-Bogusz. W tym samym 1886 roku rozpoczął sprawowanie posługi jako wikariusz w Bochni i dyrektor szkoły żeńskiej przy klasztorze benedyktynek w Staniątkach.
W 1895 roku objął parafię w Choczni, po śmierci dotychczasowego proboszcza ks. Józefa Komorka.
Był inicjatorem lub współinicjatorem przyozdobienia wnętrza świeżo wybudowanego kościoła, wymalowania i sprowadzenia trzech neogotyckich ołtarzy oraz budowy kaplicy św. Anny przy cmentarzu (1918) i Domu Katolickiego (1927-1929). W 1926 roku powołał Komitet Dzwonny, w celu zbiórki pieniędzy na zakup dzwonu kościelnego. Sprawa zakupu tego dzwonu i jego zawieszenia (wraz z dwoma innymi) na  wieży kościelnej była przedmiotem sporów kompetencyjnych z władzami gminy, z którymi ks. Dunajecki przez część swojego pobytu w Choczni pozostawał w konflikcie. Działacze ruchu ludowego pod przewodnictwem Józefa Putka zarzucali mu zaangażowanie polityczne po stronie ich przeciwników, niegospodarność, samowolę w dysponowaniu majątkiem kościelnym i brak dbałości o plebańskie budynki. 
Z kolei ks. Dunajecki miał za złe Putkowi i jego zwolennikom stałe mieszanie się w sprawy parafii (nieuprawnione zdaniem proboszcza), sposób kierowania komitetem parafialnym (zdominowanym w pewnym okresie przez ludowców) i propagandę antyklerykalną.
W latach 1931-1934 ks. Dunajecki pełnił funkcję wicedziekana dekanatu wadowickiego. Odznaczony Expositorum canonicale w 1900 roku. 
Po śmierci (20 maja 1934 roku) został pochowany na choczeńskim cmentarzu parafialnym.

Lista choczeńskich proboszczów - LINK