Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół parafialny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół parafialny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 stycznia 2026

Wizytacja parafii w 1602 roku

 

W Choczni, wsi królewskiej położonej niedaleko Wadowic, w 1602 roku przeprowadzono szczegółową wizytację kościelną. Ówczesny kościół – drewniana, konsekrowana świątynia pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela prezentował się solidnie. Miał mocne ściany, nienaruszone okna, strop z desek (malowany jedynie w prezbiterium), solidne drzwi z porządnymi zamkami. Pośrodku nawy, na drewnianej belce, wisiał okazały krzyż z figurą Ukrzyżowanego, a ambona znajdowała się w wygodnym, dobrze widocznym miejscu.

Wnętrze zdobiły trzy murowane ołtarze: główny – najprawdopodobniej konsekrowany – oraz dwa boczne, które wizytator uznał za nieużywane do celów liturgicznych. Najświętszy Sakrament przechowywano w rzeźbionym, wieżowym cyborium (tabernakulum) po prawej stronie ołtarza, choć jedna z puszek była już pęknięta, a Hostie leżały w zwykłym, czystym woreczku. Brakowało naczynia na oleje święte, a chrzcielnica – drewniana, z miedzianym kociołkiem – stała pusta, bez wody.

Kościół posiadał jednak przyzwoite wyposażenie liturgiczne: srebrny, pozłacany kielich z pateną, pięć ornatów w różnych kolorach liturgicznych, dwa jedwabne antependia (zasłony dolnej części ołtarza), trzy alby oraz Mszał Rzymski. Wszystkie te przedmioty, wraz z korporałami, puryfikaterzami i obrusami ołtarzowymi, zostały dokładnie spisane i podpisane przez wizytatora w inwentarzu.

Niestety, mimo tych względnych bogactw, parafia borykała się z poważnymi problemami. Nie miała własnego, rezydującego proboszcza – opiekę nad nią sprawował ks. Mikołaj Wrzaskowicz, pleban wadowicki, mieszkający w odległości 15 stajań (około 2,5–3 km). To właśnie brak stałego duszpasterza na miejscu przyczynił się do tragicznego wydarzenia: tuż przed Zielonymi Świątkami kościół został obrabowany. Złodzieje włamali się do cyborium, rozsypali po posadzce Najświętszy Sakrament, zabrali oleje święte i inne rzeczy. Świątynia pozostawała bez należytej opieki.

Plebania była w opłakanym stanie – w dużej części już zrujnowana. Jedynie rektor tutejszej szkoły (nauczyciel) mieszkał godnie, mając własny domek i ogródek przy kościele. Mieszkańcy płacili meszne (podatek kościelny) plebanowi w Wadowicach.

Wizytator, widząc zaniedbania i skutki poprzednich, niewykonanych zaleceń, wydał konkretne nakazy naprawcze:

  • natychmiast wzmocnić i lepiej zabezpieczyć zamknięcie cyborium, które zostało uszkodzone przez włamywaczy;
  • przenieść srebrny kielich z domu witryka (kościelnego) na plebanię w Wadowicach – nie mógł on dłużej stać w prywatnym domu;
  • zakupić brakujące naczynia: cynowe na oleje święte oraz dwie mniejsze cynowe puszki do przechowywania Najświętszego Sakramentu, wraz ze stosowną szkatułką;
  • Do końca roku rozliczyć witryka – rachunki finansowe parafii nie były sporządzane od kilku lat.

poniedziałek, 18 listopada 2024

O parafii choczeńskiej na podstawie wizytacji biskupiej z 1729 roku

 

W aktach wizytacji biskupich, zachowanych w Archiwum Kurii Metropolitalnej w Krakowie, znajduje się także między innymi zapis dotyczący wizytacji parafii Chocznia, która odbyła się 14 listopada (9bris) 1729 roku.

Parafia, do której należały Chocznia i Kaczyna, wchodziła wówczas w skład dekanatu zatorskiego. Patronem parafii był św. Jan Chrzciciel, a odpust parafialny odbywał się w pierwszą niedzielę po 24 czerwca, w którym przypada liturgiczne wspomnienie Narodzenia św. Jana Chrzciciela. Proboszczem parafii był wtedy Wielebny Jan Bylina, który objął to stanowisko niedawno, bo we wrześniu poprzedniego roku. Parafia posiadała dobra rolne w dwóch lokalizacjach:

- pierwsza rola rozciągała się pomiędzy kościołem a granicą wsi Zawadka i sąsiadowała z gruntami Franciszka Komana (Francisci Kuman) z jednej strony (wschodniej) oraz Wojciecha Guzdka (Adalberti Guzdek) z drugiej (zachodniej),

- druga rola rozciągała się od rzeki Choczenki (fluvio Choczenka) do granicy z Frydrychowicami i sąsiadowała z jednej strony z gruntami karczmarza Franciszka Turały (Francisci Turala Tabernatoris), a z drugiej Walentego Wójcika (Valentini Woycik), a jej szerokość wynosiła około 36 bruzd.

Pomiędzy polami plebańskimi (ich południowej części) znajdowały się trzy spuszczone stawy, należące w przeszłości do plebanów, które za poprzedniego proboszcza ks. Wawrzyńca Adamkiewicza były jeszcze przez trzy lata obsiewane. Stawy te odnowił Piotr Szembek, kasztelan oświęcimski i starosta barwałdzki, po czym zagarnął je dla siebie. W obrębie pierwszej roli usytuowany był ponadto jeszcze jeden mały stawek osuszony i dwa stawki rybne.

Parafia pobierała missalia (meszne), stanowiące rodzaj daniny w zbożu. W czasie wizytacji było to 60 korców miary wadowickiej żyta i owsa od kmieci z Choczni oraz trzy korce żyta i owsa, pobierane od właściciela sołtystwa (Scultetia), usytuowanego na terenie wsi, którego właścicielem był Generosi (Szlachetny) Antoni Maieranowski. Część chłopów płaciła meszne w gotówce, a dochody parafii z tego tytułu wynosiły 12 groszy. Natomiast mieszkańcy Kaczyny z nowym ról zwanych zarębkami musieli dostarczać 9 wozów drewna i 18 groszy.

Dłużnikami parafii choczeńskiej byli właściciele dóbr Zawadka i Gorzeń oraz miasto Wadowice, z tytułu pożyczek zaciągniętych w różnych latach XVII wieku u ówczesnego proboszcza choczeńskiego ks. Kacpra Sasina. Spłaty z tych pożyczek stanowiły także dochód parafii:

- 15 florenów od kapitału 300 florenów (Zawadka)

- 10 florenów od kapitału 200 florenów (Zawadka),

- 25 florenów od kapitału 500 florenów (Zawadka),

- 50 florenów od kapitału 1000 florenów (Gorzeń z 1674 r.),

-  50 florenów od kapitału 1000 florenów (Gorzeń z 1682 r.),

- niewyszczególniona kwota od kapitału 1800 florenów (Wadowice).

Do nieruchomości parafialnych należał także dom plebana, zbudowany niedawno, z kuchnią, pomieszczeniami dla plebana i robotników plebańskich, obora, stajnia i stodoła. Pleban posiadał również małą pasiekę, a w niej pięć uli pszczelich. W oborze przebywało 7 krów i jedna jałówka, a w stajni jeden koń. Pleban posiadał ponadto jeszcze jedną krowę, tak zwaną inwentarską, wypożyczoną przez jednego z parafian w zamian za czynsz. Do prac gospodarskich służyły dwa pługi, trzy brony, jedno radło i wóz kowany (o kołach z metalowymi obręczami).

Osobny dom zamieszkiwał organista.

Liczba wiernych wynosiła 700 osób.

Akta wizytacji przynoszą również opis wnętrza kościoła i jego wyposażenia oraz inwentarz ornatów i sreber kościelnych.  Czytamy w nim, że na stanie parafii choczeńskiej były między innymi: stara monstrancja pozłacana, trzy srebrne kielichy, duży srebrny krzyż, srebrna lampa na trzech łańcuszkach i wykonane ze srebra drobne sprzęty i naczynia liturgiczne. Obraz Matki Bożej w głównym ołtarzu był ukoronowany dwiema pozłacanymi koronami. Korona srebrna znajdowała się także nad głową Boga Ojca, na wiszącym wyżej obrazie, Syn Boży posiadał srebrne promienie, a figura Ducha św. była cała ze srebra. Trzy srebrne pozłacane korony zdobiły ponadto obraz św. Anny, a obraz P. Jezusa srebrna sukienka, berło i jabłko. W kaplicy na obrazie Najśw. Maryi Panny „sukienka po bokach srebrna, corpus zaś na złotogłowie chawtowane kwiatami złocistemi, korony dwie srebrne pozłociste, łubków srebrnych dwa, pasek iedwabny chawtowany, korali nitek 20, przy nich krzyżyk srebrny.” Kolejnym obrazem ukoronowanym dwiema koronami był wizerunek patrona parafii św. Jana Chrzciciela.

Jeżeli chodzi o stroje kościelne, to księża sprawujący posługę w Choczni mieli do dyspozycji: 9 ornatów białych, 4 czerwone, 3 zielone, 2 fiołkowe i 5 czarnych, 6 kap, 1 albę i 5 komży, w tym 3 w dobrym stanie oraz duże ilości obrusów, korporałów, puryfikatorów i innej bielizny kościelnej.

Księgozbiór parafialny stanowiły trzy stare mszały, "reguialnych dwa", antyfonarz, psałterz, graduał i dwie agendy.

W kościele parafialnym znajdowało się sześć ołtarzy: Chrystusa Ukrzyżowanego (główny), św. Jana Chrzciciela (po prawej stronie głównej nawy), św. Anny (po lewej stronie głównej nawy), Najświętszej Maryi Dziewicy (w kaplicy przy wejściu), św. Trójcy (pod dzwonnicą od strony południowej) i św. Antoniego (pod dzwonnicą z drugiej strony). Świątynia posiadała drewniany, malowany chór, na którym umieszczone były organy, zwane pozytywem (alias pozytyw) i zakrystię (po lewej stronie patrząc od wejścia). We wnętrzu znajdowała się kamienna chrzcielnica (baptyserium). Wszystkie siedem ścian było pokrytych malowidłami. Podłoga wykonana była z kamienia. Do wnętrza można było dostać się trzema wejściami: głównym pod dzwonnicą, od strony południowej i prowadzącym na chór, przeznaczonym dla śpiewaka/organisty. Na drewnianej, krytej gontem dzwonnicy wisiały trzy dzwony. Do kościoła przylegał cmentarz parafialny z ogrodzeniem drewnianym, krytym gontem. Znajdowała się na nim nowo wybudowana kostnica.

czwartek, 28 marca 2024

Napady rabunkowe na kościół i plebanię na przełomie 1922 i 1923 roku

 

W grudniu 1922 roku, tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, doszło do włamania do kościoła parafialnego w Choczni oraz kradzieży z zakrystii: dwóch srebrnych kielichów pozłacanych z patenami, pozłacanego naczyńka na oleje święte (krzyżmo), pięciu alb (białych strojów liturgicznych), jednej stuły i kilku drobniejszych elementów bielizny kościelnej. Starty z tego tytułu wyceniono na około 2 miliony marek polskich (waluty obowiązującej w II RP w latach 1920-24).

Niedługo później, bo 7 stycznia 1923 roku, nastąpił napad rabunkowy na choczeńską plebanię. Sprawcy sterroryzowali rewolwerami gospodynię Bronisławę Zielińską i zabrali ze sobą przedmioty należące do ks. wikariusza Edwarda Wręźlewicza: złoty zegarek, srebrny łańcuszek, garderobę i strzelbę o łącznej wartości około 2,5 miliona marek polskich. Tenże wikary, widząc napastników, otworzył okno i zaczął do nich strzelać z rewolweru, jednocześnie głośno wołając o pomoc. Rabusie odpowiedzieli ogniem, ale zaraz potem zbiegli. Na ich trop wpadli jednak wadowiccy policjanci: Antoni Hutny i Stanisław Stęcel, którzy wyśledzili kryjówkę złodziei i dokonali ich aresztowania. Część zrabowanych przedmiotów znaleziono i umieszczono w depozycie sądowym. Obydwóch policjantów nagrodzono premiami po 50.000 marek, a Okręgowa Komenda Policji w Krakowie udzieliła im specjalnej pochwały.

Ostatecznie przed Okręgowym Sądem Karnym w Wadowicach stanęło osiem osób zamieszanych w te kradzieże. Wśród nich był pochodzący z Choczni 23-letni Władysław Krystyan, z zawodu malarz pokojowy, absolwent dwóch klas szkoły ludowej. Resztę szajki stanowili mieszkańcy śląskich Lipin (dziś dzielnica Świętochłowic). Krystyan poznał ich zapewne podczas bytności u swojej siostry Antoniny Niewiadomskiej, która po wyjściu za mąż mieszkała właśnie w Lipinach.

O kradzieży w Choczni informowała ówczesna prasa – między innymi „Goniec Krakowski” i „Głos Narodu”.

Okazało się, że dla Władysława Krystyana nie był to ani pierwszy, ani ostatni kontakt z wymiarem sprawiedliwości. Gdy w 1934 roku ujęto go na kradzieży w Berlinie, to przyznał się, że  do tej pory był ośmiokrotnie karany. Swoje zeznania składał po niemiecku, gdyż jak twierdził, poznał ten język podczas praktyki u malarza w Wiedniu. Wobec przepełnienia berlińskiego więzienia w Moabicie, gdzie rozpoczął odbywanie kary, przeniesiono go do Sonnenburga, a po kilku latach do położonego na brzegu rzeki Hawela więzienia Brandenburg-Görden. Krystyan kilka razy składał podania o zwolnienie, ale władze bezpieczeństwa III Rzeszy odrzucały je, wskazując, że jest recydywistą nierokującym poprawy, który do 1938 roku aż 17 lat swojego życia spędził w różnych więzieniach i aresztach, karany w sumie za kilkanaście kradzieży i rabunków.

Ostatecznie nigdy już nie wyszedł na wolność - zmarł na dyzenterię 20 marca 1943 roku, jako więzień kryminalny obozu koncentracyjnego Sachsenhausen pod Oranieburgiem.

poniedziałek, 26 czerwca 2023

Choczeńscy rzemieślnicy, kupcy i przemysłowcy wspierający remont kościoła w 1924 roku

 

Gdy w 1924 choczeńska gmina przystępowała do remontu kościoła, jego ogrodzenia i budynków go otaczających (wartowni oraz magazynu) choczeńscy rzemieślnicy, kupcy i przemysłowcy, czyli płatnicy gminnego podatku przemysłowego i patentowego, postanowili wesprzeć tę inicjatywę przez zapłacenie specjalnego dodatku pieniężnego. Dzięki temu możemy dziś poznać ich imiona i nazwiska, ale niestety nie rodzaj działalności przez nich prowadzonej. W części przypadków udało się to ustalić na podstawie innych źródeł.

Po 30 zł na cel remontu zobowiązali się zapłacić:

  • Maria Bylica spod nr 36,
  • Aleksy i Tekla Bryndzowie spod nr 387,
  • Wiktoria Nowak spod nr 268,
  • Honorata Bąk spod nr 352,
  • Aniela Bryndzówna spod nr 13 (handlująca nabiałem),
  • Magdalena Siepak spod nr 341,
  • Waleria Skoczylas spod nr 491,
  • Wiktoria Mrzygłód spod nr 327,
  • Maria Kucia spod nr 408,
  • Wiktoria Bryndza spod nr 72,
  • Ludwika Szafran spod nr 511 (sklepikarka),
  • Katarzyna Bryndza,
  • Balbina Kolber spod nr 236,
  • Helena Brusik spod nr 261,
  • Balbina Wcisło spod nr 240 (mistrzyni krawiecka),
  • Maria Pindel spod nr 188,
  • Franciszka Wójcik spod nr 285,
  • Helena Świętek spod nr 241,
  • Antoni Główka spod nr 463 (handlarz wyrobami tytoniowymi),
  • Helena Balon spod nr 294,
  • Honorata Zaremba spod nr 422,
  • Maria Studnicka (sklepikarka),
  • Bronisława Mastek.

Zapewne niektóre z wymienionych wyżej kobiet to tak jak Aniela Bryndzówna drobne handlarki nabiałem, który dostarczały do Wadowic, Białej, Bielska i Krakowa.

Ponadto:

  • 300 zł zadeklarował wpłacić karczmarz i sklepikarz Jan Fujawa,
  • 30 zł prowadzący podobną działalność Franciszek Pędziwiatr,
  • 30 zł Józef Dąbrowski,
  • 20 zł Stanisław Skowron,
  • 10 zł Andrzej Kolber (blacharz),
  • 30 zł Stanisław Targosz (kupiec),
  • 10 zł Maria Widlarz (handlująca owocami i warzywami),
  • 30 zł Maria Wojtas,
  • 30 zł Józef Ruła w imieniu swej żony Marii z Gazdów,
  • 45 zł Franciszek Ogiegło,
  • 30 zł Karol Janoszek (sklepikarz),
  • 200 zł Ludwik Porębski (handlarz końmi, rzeźnik),
  • 200 zł Roman Jarczak (handlarz węglem, sianem i słomą),
  • 60 zł Jan Wcisło (piernikarz),
  • 30 zł Jan Pędziwiatr (młynarz),
  • 30 zł Antoni Styła „Kotuś” (młynarz),
  • 30 zł Ludwik Warmuz (młynarz).

Część wyżej wymienionych figuruje w „Księdze Adresowej Rzeczypospolitej Polskiej” 1925/26.

poniedziałek, 24 kwietnia 2023

Spis wydatków kościelnych z XIX wieku źródłem interesujących danych

 

Rejestr wydatków kościelnych prowadzonych przez choczeńskiego proboszcza z XIX wieku ks. Józefa Komorka może być ciekawym źródłem informacji nie tylko o ówczesnych cenach różnych produktów i usług, ale także o samych chocznianach i innych mieszkańcach okolicy.

Analizując poniesione wydatki z lat 1886-1894, możemy ustalić na przykład listę miejscowych pszczelarzy, u których ks. Komorek zaopatrywał się w żółty wosk do wyrobu świec kościelnych, płacąc im 1 złoty reński za funt wosku.

Byli to:

  • Jan Janik – 2,5 funta (1888),
  • Józef Kolber – 1 funt (1888),
  • Bobczyńska z Rzyk – 11 funtów (1888),
  • Józef Rzycki – 1 kilo (1887),
  • Franciszek Strzeżoń  - 1 kilo (1886), 2,5 kilo (1887), 1,5 funta (1889), 1 ¼ funta (1892), 1 kilo (1893), 3,5 funta (1894),
  • Andrzej Kolber – 5 funtów (1887),
  • Jan Byrski z Kaczyny – 5 kilo (1887), 4 funty (1889), 4 funty (1886), 19 funtów (1886), 1 kilo (1886),
  • Józef Byrski 1,5 kilo (1886),
  • Tomasz Drożdż – 2 funty (1886), 2 funty (1887), 7 funtów (1889), 4 ¾ funta (1891), 5 funtów (1892), 4 funty (1894),
  • Agnieszka Kolber – 2 funty (1889),
  • Andrzej Janicki – 3 funty (1889), 6 funtów (1891),
  • Jan Sordyl z Kaczyny– 1 funt (1889),
  • Jan Ziomkowski z Kaczyny – 3 kilo (1886), 2 funty (1889),
  • Andrzej Sikora z Wysokiej  - 9 funtów (1889),
  • Michał Płonka z Rzyk – 10 funtów (1889), 7 funtów (1890), 8 funtów (1893),
  • Antoni Białoń z Targanic – 8 funtów (1889), 8 funtów (1892),
  • Andrzej Domin (?) z Kleczy – 2 funty (1891),
  • Wojciech Szydłowski z Kleczy – 10 funtów (1892), 2,5 funta (1893), 9 ¾ funta (1893),
  • Franciszek Kręcioch  - 5,5 funta (1893),
  • Franciszek Oles (?) Oleksy (?) z Kleczy – 2 kilo (1894),
  • Wojciech Gzela – 3 funty (1894),
  • Książek z Kaczyny – 1 ¾ (1886),
  • Franciszka Romańczykowa 1.5 funta (1886),
  • Jakub Sikora – 6 funtów (1886), 1,5 kilo (1886).

Choczeński organista Józef Czapik otrzymywał 31,5 złr pensji rocznej (1886-1894), a kościelny po 2 złr na kwartał za dzwonienie (1886-1893) lub 2,5 złr od 1894. Ponadto organista dostarczał opłatki na hostie, co stanowiło roczny wydatek 5 zł reńskich (od 1886 r.) lub 6 złr (od 1891 r. ), a kościelny z zakupionego wosku wyrabiał świece za 1,20-1,50 złr, naprawiał ornaty za 40 centów (1890) lub 1,60 złr (1894) oraz prał i naprawiał kościelną bieliznę za 3 do 5 złr na kwartał.

Sprzątaniem choczeńskiego kościoła zajmowały się "dwie babki", którym płacono po 5 zł reńskich rocznie. W niektórych latach były wspierane przez grabarzy i wówczas roczny koszt sprzątania wynosił 10 zł reńskich. Przy końcu analizowanego okresu do sprzątania została już tylko jedna babka, ale za to wymieniona z imienia i nazwiska (Marianna Koman), która nadal otrzymywała 5 zł reńskich rocznie + 1 zł za zamiatanie ekstra.

Odrzucaniem śniegu spod kościoła również zajmowali się grabarze, otrzymując za to początkowo po 30 - 40 centów. W 1893 roku odśnieżał już tylko grabarz Jan Hatłas za 60 centów, a w 1894 roku za 1 złoty reński (być może zimy były coraz bardziej śnieżne)

Rzemieślnikami opłacanymi przez proboszcza byli w tym czasie:

  • Karol Moński vel Młyński (choczeński stolarz urodzony w 1835 roku), który wykonał w 1888 roku nowy konfesjonał i gradus (stopień) do następnego za 5,5 złr oraz odnowił kataflak dla zmarłych i mary za 16 złr,
  • Teodor Mrzygłód (ur. 1857), który w 1888 roku odnowił krzyż na cmentarzu za 7 złr,
  • Józef Mrzygłód (ur. 1851), który w 1888 roku odmalował rzeźby koło ambony i wykonał ich złocenia za 8 złr,
  • szklarz Józef Dworak z Wadowic, który za wstawienie dwóch szyb do okien otrzymał 2,7 złr (1888), nieokreślonej liczby szyb 5,50 (1891), 5 szyb – 10,40 (1891), 1 szyby – 2 złr (1892),
  • Jan Baca, stolarz z Andrychowa, który za wykonanie klęcznika otrzymał 15 złr (1889), dwóch szaf z szufladami do zakrystii 83 złr (1889),
  • krawiec Fiołek za materiał i uszycie wierzchu baldachu otrzymał 9,60 złr (1891),
  • niewymienieni z nazwisk murarze za naprawienie schodów otrzymali 12 zł (1891),
  • kowal Antoni Sikora za „robotę” otrzymał 8,50 złr (1891), 3 złr za wykonanie nożyc do obcinania grabków na cmentarzu, czyli sekatora (1892) i za reparacje 1 złr (1894),
  • Józef Wójcik za naprawienie figury Chrystusa pod wieżą otrzymał 90 centów (1892),
  • Jan Pohl z Wadowic za 12 sztuk kilowych świec stearynowych otrzymał od 11,4 do 12 złr (prawie co roku),
  • stolarz Mlak za sprawienie stoliczka małego otrzymał 60 centów (1894).

Ceny różnego rodzaju ciekawszych rzeczy zakupionych przez probostwo wynosiły wówczas:

  • 20 centów za drewnianą pucierkę, czyli wiaderko na wodę (1888),
  • 25 centów za paczkę gwoździ (1891),
  • 38 centów za łopatę do odgarniania śniegu, a 45 centów za szuflę (1888),
  • 50 centów za trzcinkę do trzepania (1894),
  • 60 centów za kropidło (1893) lub 70 centów (1894),
  • 90 centów za szczotkę do zamiatania kościoła (1889),
  • 95 centów za księgę dziennika podawczego z oprawą (1893)
  • 2 złr za „olea święte” i watę do chrztów (1892),
  • 2,4 złr za baryłkę cementu (1892),
  • 2,5 złr za garniec wina mszalnego (1887-1890),
  • 3 złr za kapturki dla ministrantów (1894),
  • 30 złr za biały ornat od Sióstr Felicjanek ze Lwowa (1889) i 25 złr za kolejny (1894),
  • 38,58 zł za ornat biały od wytwórcy z Krosna (1893).



czwartek, 6 kwietnia 2023

Choczeńskie zabytki - obraz podarowany proboszczowi Majeranowskiemu

 Od pewnego czasu w choczeńskiej kancelarii parafialnej można obejrzeć wiszący tam obraz, który jest darem pożegnalnym parafian z Dankowic dla proboszcza Jacka Majeranowskiego, przeniesionego na beneficjum w Choczni.

Obraz pochodzi z początku XIX wieku, ponieważ ks. Majeranowski objął choczeńską parafię 15 kwietnia 1800 roku i pracował w niej do śmierci, to znaczy do 21 stycznia 1811 roku.

Dokładny rok jego stworzenia - 1806 - zapisany został w prawym dolnym rogu.

Dzieło przedstawia sylwetkę kapłana ubranego w sutannę (można domyślić się, że chodzi o samego Majeranowskiego) w otoczeniu okolicznych kościołów. Najbliżej jego sylwetki umieszczono dwie świątynie szczególnie mu bliskie - kościół w Dankowicach, w którym odprawiał msze przez 22 lata oraz kościół w Choczni, który na początku jego posługi był jeszcze w budowie. 

Chodzi oczywiście o poprzednią drewnianą świątynię, którą rozebrano podczas budowy aktualnego kościoła w latach 80. XIX wieku. Dzięki temu obrazowi mamy jedyną sposobność, by zobaczyć, jak wyglądała.

Na obrazie umieszczono ponadto kolejno ponumerowane kościoły z: Bestwiny, Sieprawia, Krzęcina, Głębowic, Nidka, Stryszowa, Suchej, Zembrzyc (podpisanych jako Zemrzyce), Fajuszowic/Jajoszowic (???) i Starej Wsi koło Dankowic. 

Z prawej strony nad budowlą sakralną z Suchej jest jeszcze jeden kościół bez numeru porządkowego. To świątynia w Mucharzu, macierzystej parafii ks. Majeranowskiego.

Zwracają także uwagę dwa napisy - w górnej części pod koroną "Ecce Aronis Ducem" oraz łacińska dedykacja pod sylwetką kapłana, którą przetłumaczyć można tak:

Co jest ofiarowane własnowolnie, przynosi dziesięć łask

Miałeś wiarę/nadzieję i obrałeś sobie dwóch wielkich bliźniaków, Szymona, tego wspólnego patrona, który umiłował Pana, przed którym co roku skłaniasz głowę w modlitwie, jak także Hiacynta, starca żyjącego 500 lat. Imię Twoje niech będzie sławione z radością. W kościele dankowickim, a teraz choczeńskim znajduje się Twój cel. Niech szczęśliwy będzie prorok Aaron, najbardziej doskonały z przykładów danych przodkom, zarzucaj swą sieć z radością.

Odniesienie do Arona widnieje również w napisie "Ecce Aronis Ducem".

Imię Szymon pojawiające się w dedykacji, jako miano wspólnego patrona, może odnosić się do św. Piotra Apostoła, mającego szczególną pozycję w kościele katolickim, jako pierwszy biskup Rzymu.

Zaś Hiacynt to po prostu Jacek, czyli patron, którego przyszły ksiądz Majeranowski otrzymał  na chrzcie.



czwartek, 30 marca 2023

Darczyńcy i ofiarodawcy na rzecz choczeńskiego kościoła i plebanii w latach 1850-1886

 

Informacje o darowiznach i ofiarach na choczeński kościół oraz plebanię w latach 1850-1886 zostały spisane przez ówczesnego proboszcza ks. Józefa Komorka w Kronice Parafialnej.  Ogólnie rzecz biorąc, ofiarodawców i darczyńców można  podzielić na tych, którzy:

  1. łożyli na kościół i plebanię niejako z urzędu albo dobrowolnie,
  2. składali ofiary pieniężne albo dary materialne,
  3. wnosili ofiary za życia lub czynili zapisy w swoich testamentach,
  4. oddawali swoje pieniądze lub długi, których wierzyciele zapisali je na kościół,
  5. przeznaczali ofiary na konkretny cel lub ogólnie na upiększenie kościoła,
  6. podawali przy tym jakąś przyczynę/powód/intencję lub nie podawali.

Ad 1

„Z urzędu” łożyli na kościół ci, do których należało tak zwane prawo patronatu nad choczeńską parafią, związane między innymi  z wpływem na wybór proboszczów.  W omawianym okresie czasu patronem był  najpierw Tytus Dunin (do śmierci w 1859 roku), a następnie jego  żona Albina Dunin z Bobrowskich. Kronika Parafialna wspomina jedynie o darowiznach Tytusa, który w 1850 roku dostarczył gonty i gwoździe na podbicie dachu plebani, a  w 1854 roku materiał na wykonanie budynków plebańskich: wozowni, stajni, komórki na sprzęt gospodarski i drewutni.

Natomiast dobrowolnymi ofiarodawcami byli indywidualni mieszkańcy Choczni lub osoby z Choczni pochodzące, grupy osób oraz ogół choczeńskich parafian, gdy w 1875 roku ogłoszono zbiórkę na zakup nowych dzwonów kościelnych w ludwisarni w Laibach (dziś Lublana – stolica Słowenii).

Ad 2

Ponieważ dobrodzieje kościoła i plebanii ofiarowywali zarówno konkretne kwoty pieniędzy, jak i dary materialne o nieokreślonej wartości, to trudno je ze sobą porównywać, by ustalić na przykład, kto oddał na te zbożne cele najwięcej. Trudno też porównywać nawet te same kwoty darowizn, jeżeli pochodziły one z jednej strony od bogatszych rolników, czy młynarzy, a z drugiej od biednych wyrobników, czy komorników, dla których stanowiły one niekiedy całość ich majątku.

Jeżeli chodzi o darowizny pieniężne, to pułap 50 złotych przekraczały łączne kwoty ofiarowane przez: piekarkę Mariannę Balon primo voto Szczur, Walentego Balona, Franciszka Cibora, organistę i wójta Józefa Czapika, Piotra Dunina – właściciela majątku sołtysiego, szewca Jędrzeja Guzdka, Ewę Kłaputkę, Tomasza Łuszczyńskiego, Jana Pateraka, Antoniego Piątka, Mikołaja Pietruszkę, Józefa Pindela, Wojciecha Szczura, Jana Ścigalskiego, Kazimierza Widra, Ludwika Widlarza i Antoniego Wróblowskiego. Na szczególną uwagę zasługuje darowizna wymienionej Ewy Kłaputki z domu Michalik, trzykrotnie zamężnej (była żoną Bryndzy, Brandysa i Kłaputa), która wywodziła się z rodziny ubogich poddanych sołtysich i nie miała zamożnych mężów, wobec czego zgromadzenie dla niej tak dużej kwoty musiało być okupione latami oszczędności i wyrzeczeń.

Natomiast do większych darowizn materialnych zaliczały się:

-  nieruchomości: 6 mórg pola oraz grunt na powiększenie cmentarza podarowane przez Franciszka Cibora i zagroda z przyległą działką podarowana przez Antoniego Wróblowskiego, na której stoi obecnie szkoła w Choczni Dolnej,

- dzwony na wieżę kościelną: średni (ufundowany przez wójta Józefa Czapika) i mały (od Franciszka Cibora)

- materiały budowlane (dębina na ganki plebanii od Piotra Dunina).

Ad 3

Specjalne zapisy testamentowe na kościół uczynili między innymi: Walenty Balon, Apolonia Bandoła, Franciszek Cibor, Felicjanna Honorata Czapik (13-letnia!), Ewa Kłaputka, Franciszek Kręcioch, Tomasz Łuszczyński, Antoni Piątek, Mikołaj Pietruszka, Urban Turała, Ludwik Widlarz i Antoni Wróblowski. Niektóre z tych osób czyniły także darowizny jeszcze za swojego życia.

Ad 4

Niektóre z zapisów testamentowych nakładały na dłużników autora ostatniej woli obowiązek zwrotu pożyczonych pieniędzy nie jego spadkobiercom, lecz przeznaczenie ich na rzecz kościoła, czy plebanii. Tak sformułowali swoje legaty na przykład: Apolonia Bandoła, Franciszek Kręcioch, Mikołaj Pietruszka i Urban Turała.

Ad 5

Wśród celów, na jakie darczyńcy przeznaczali swoje ofiary, były przede wszystkim elementy wyposażenia kościoła (figury Ewangelistów, umbrakulum, obrazy kościelne, lichtarze, kanony i antypodium Wielkiego Ołtarza) i zakrystii (baldachy, sztandary, ornaty, kielichy, kapy, srebrna puszka) oraz odnowienie/poprawa jakości dotychczas używanych sprzętów kościelnych i elementów wyposażenia  (pozłocenie kielicha, monstrancji, odnowienie lichtarzy, relikwiarza, puryfikatu, renowacja ambony i organów) oraz malowanie wnętrza kościoła.

Na bardziej ambitne cele swoje darowizny ofiarowali: Mikołaj Pietruszka (budowa ołtarza) i Antoni Piątek (budowa nowej kaplicy) oraz Franciszek Cibor, który ustanowił legat na rzecz uposażenia organistów choczeńskich (z 1876 roku), z którego co roku powinni wypłacać równowartość 150 kg żyta na stypendium dla najlepszego ucznia szkoły w Choczni. Inna darowizna Franciszka Cibora była przeznaczona z kolei na powiększenie cmentarza parafialnego.

Część z ofiarodawców ustanawiała też fundacje mszalno-wypominkowe, z których miały być odprawiane msze za ich dusze i w intencji członków ich rodzin.

Niektórzy zaś ograniczali się do formuły, że przeznaczają darowiznę na upiększenie czy ozdobienie kościoła lub po prostu na kościół.

Ad 6

Niektórzy darczyńcy podawali powód, z jakiego wnoszą swoją ofiarę lub jakiś komentarz do darowizny. Tak było na przykład w przypadku:

  • Zofii Malata, dziękującej za powrót do zdrowia syna Szczepana, który wcześniej zachorował na cholerę,
  • Dominika Cibora, chcącego odpokutować w ten sposób za życie w niemoralnym związku z pasierbicą,
  • Szymona Capa i Jana Ścigalskiego, którzy postanowili podzielić się z plebanią tym, co zarobili, wożąc zaopatrzenie dla wojska,
  • Kazimierza Widra i Bartłomieja Widlarza, którzy wnieśli ofiarę od wożących kamień na gościniec.

Lista większych darczyńców:

  • Apolonia Bandoła – 20 zł na kapę,
  • Marianna Balon z domu Piątek primo voto Szczur – 15 zł na wyzłocenie kielicha i 40 zł na figury Ewangelistów do bocznych ołtarzy,
  • Walenty Balon – 100 zł na zakup dużego dzwonu,
  • Szymon Cap (+ Jan Ścigalski)  – 16 zł na umbrakulum,
  • Franciszek Cibor – 5 zł na baldach, 91 zł na ozłocenie monstrancji, 5 zł na duży dzwon, mały dzwon, pole pod cmentarz i 6 mórg na rzecz organistów,
  • Józef Czapik - średni dzwon za 600 zł, 30 zł na 4 lichtarze + 90 zł z legatu córki Honoraty na zakup srebrnej puszki,
  • Tomasz Drożdż - 5 zł na zakup obrazu N. Serca Pana Jezusa na ambonę,
  • Piotr Dunin – 50 zł na odnowienie 6 lichtarzy + drewno dębowe na ganki plebani,
  • Tytus Dunin – patrz punkt 1,
  • Katarzyna Góra, gospodyni plebańska – 2 obrazy na płótnie do bocznych ołtarzy,
  • Wojciech Graca - 7,5 zł na kanony do Wielkiego Ołtarza,
  • Jędrzej Guzdek  - 100 zł na dzwony,
  • Ewa Kłaputka – 166 zł na chorągiew adamaszkową i ornat wyszywany złotem,
  • Franciszek Kręcioch - 5 zł na sztandar, 6 zł na kościół, 20 zł na kościół,
  • Tomasz Łuszczyński – 139 zł na upiększenie kościoła,
  • Zofia Malata – 10 zł na kościół,
  • Jan Paterak z żoną Marianną - 160 zł na zakup srebrnego kielicha,
  • Antoni Piątek – 200 zł na wybudowanie kaplicy i fundację wspominkową,
  • Mikołaj Pietruszka  - 61 zł na budowę ołtarza i fundację wspominkową,
  • Józef Pindel - 100 zł na antypodium do Wielkiego Ołtarza,
  • Antoni Ramenda - 10 zł na baldach kościelny,
  • Jan Błażej Smolarski – 10 zł na dzwony,
  • Wojciech Styła – 15 zł na dzwony + 10 zł robocizny,
  • Jan Nepomucen Szczur – 20 zł na upiększenie kościoła,
  • Wojciech Szczur – 8 zł na malowidła, 70 zł na naprawę ambony,
  • Jan Ścigalski (+ Antoni Warmuz)  - 15 zł na odnowienie puryfikatu i relikwiarza, 5 zł na dzwony, nieokreślone duże darowizny na kościół,
  • Urban Turała – 40 zl na potrzeby kościelne
  • Kazimierz Wider – 52 zł na kościół, 10 zł (+ Bartłomiej Widlarz) na kościół,
  • Ludwik Widlarz – 40 zł na umbrakulum (z legatu – zmarł wcześniej),
  • Antoni Wróblowski – 30 zł na odnowienie organów, 265 zł na upiększenie kościoła + zagroda z przyległą parcelą,
  • Marianna Wróblowska – 30 zł na malowanie kościoła.

Do dziś chocznianie mogą korzystać z powiększonego dzięki Ciborowi cmentarza i kościoła, do którego budowy przyczyniły się między innymi pieniądze wpłacone przez Antoniego Piątka, Józefa Czapika i Jana Ścigalskiego. Fundacja organistowska Cibora wraz ze stypendium funkcjonowała jeszcze po II wojnie światowej. Przepadły niestety dzwony, zarekwirowane przez Austriaków w czasie I wojny  światowej. W obecnym kościele znajduje się też ambona, odnawiana dzięki darowiźnie Szczura i zapewne część z wymienionych sprzętów kościelnych.

czwartek, 5 stycznia 2023

Choczeńskie Madonny

 

Wizerunki Matki Bożej były od dawna otaczane dużą czcią przez wiernych z parafii choczeńskiej, którzy w swoich modlitwach starali się wyprosić dla siebie i swoich bliskich wiele łask oraz podziękować za te już otrzymane.

Pierwsza znana wzmianka na ten temat pochodzi z drugiej połowy XVII wieku, kiedy proboszczem parafii choczeńskiej był ks. Kacper Sasin. Za jego posługi wybudowano od strony północnej ówczesnego kościoła poświęconą Matce Jezusa, w której znajdował się obraz Matki Bożej Myślenickiej ukoronowany dwiema srebrnymi koronami. To wynika wprost z zapisków ks. Sasina w pierwszej choczeńskiej księdze metrykalnej, dlatego informację z pracy magisterskiej Łukasza Stawowiaka (1986), że w tym ołtarzu znajdował się obraz Matki Boskiej Kalwaryjskiej, należy potraktować jako błędną. Wizerunek MB Myślenickiej nie zachował się w Choczni do czasów współczesnych.

Matka Boska Myślenicka
Przykładowy wizerunek z Trzebuni
Źródło- Sakralne dziedzictwo Małopolski


Jednak już w XVIII wieku pojawiają się informacje, że przedmiotem kultu w parafii choczeńskiej jest obraz Matki Boskiej Częstochowskiej- na przykład w sprawozdaniu po wizytacji biskupiej w 1748 roku.

Źródło- "Wadowice koło Choczni"

Na początku XIX wieku, po wybudowaniu następnego kościoła, w jego głównym ołtarzu został umieszczony obraz NMP z Dzieciątkiem Jezus, ufundowany przez proboszcza Jacka Majeranowskiego w 1808 roku. Jak zapisano w Kronice Parafialnej, uroczystość wprowadzenia tego obrazu do ołtarza odbyła się 11 września, czyli „w dzień Imienin tey Pani Nieba”, przy licznym udziale miejscowego duchowieństwa (z Inwałdu, Wieprza, Wadowic, Kleczy, Skawiny i Mucharza) oraz kilku tysięcy wiernych, którzy uczestniczyli nie tylko w głównej sumie, ale i w poprzedzającej ją mszy św. przy kaplicy na gruncie plebańskim oraz w kończących uroczystości nieszporach. Odtąd ten właśnie obraz był czczony jako łaskami słynący. Od 1813 roku na 9 dni przed Narodzeniem Pańskim rozpoczynała się uroczysta Nowenna do NMP, którą wprowadził ks. proboszcz Znamierowski.

Źródło- "Wadowice koło Choczni"

Obok kościoła- przy domu organisty- do 1813 roku istniała kaplica NMP „funduszem Krzysztofa Dąbrowskiego z Wadowic wymurowana gustownie”, ale uległa całkowitemu zniszczeniu podczas wielkiej powodzi. Wezbrana woda podmyła i podebrała mury, po czym kaplica zawaliła się, a jej resztki porwał wezbrany nurt Choczenki. Po ustąpieniu wody jedynie niewielkie fragmenty tej kaplicy odnajdywano w pobliżu ocalałego domu organisty.

Pod koniec lat 20. XX wieku obraz NMP słynący łaskami znalazł się w nowej (czwartej) kaplicy, urządzonej z boku kościoła (obok filara po lewej stronie) przez ks. wikariusza Józefa Kmiecika. Kaplica ta została zlikwidowana przez ks. proboszcza Józefa Dybę w 1936 roku, ponieważ jego zdaniem psuł symetrię w kościele. Cudowny obraz trafił do renowacji, którą wykonała w Krakowie Emilia Karcz. Autorem nowych ram był p. Marchewka z Krakowa. Po renowacji tenże obraz „specjalnie czczony przez parafian” został umieszczony w bocznym ołtarzu, w miejsce figury matki Boskiej. Był on zasuwany kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, wykonaną na początku XIX wieku. Ks. Dyba sprawił także do tego ołtarza nową kasetkę na wota wnoszone przez wiernych.

Doniosłym wydarzeniem w życiu religijnym chocznian było nawiedzenie parafii przez obraz MB Częstochowskiej, co związane było z obchodami tysiąclecia chrztu Polski. Miało to miejsce 11 i 12 lutego 1968 roku, a w uroczystościach brał udział biskup Julian Groblicki. Owocem nawiedzenia było ożywienie nabożeństw maryjnych, jak również liczne przypadki pogodzenia się zwaśnionych wcześniej sąsiadów i trzech rozbitych małżeństw. Ochrzczono dwoje dzieci, dotąd zaniedbane pod tym względem, a  dwa cywilne związki małżeńskie zawarły po nawiedzeniu śluby w kościele. Chwilowo poprawiła się też sytuacja w rodzinach alkoholików, w niektórych na stałe.

Natomiast w 1987 roku od domu do domu wędrował w Choczni wizerunek Matki Bożej Kalwaryjskiej.

W obecnym kościele, powstałym w latach 90. XIX wieku, obraz fundacji ks. Majeranowskiego znajduje się nadal w bocznym ołtarzu. Ponadto w aktualnym kościele znajdują się obrazy Matki Bożej Bolesnej (niedawno konserwowany) i Matki Bożej Częstochowskiej, pod której wezwaniem jest także kaplica w górnej części wsi.

Jako przykład typowo choczeńskiej Madonny można podać także obraz miejscowej twórczyni Marty Kajdas – „Matka Boska w mondelach”.

Z archiwum Katarzyny Pawelec-Tarkota


poniedziałek, 5 września 2022

Choczeńska kronika policyjna- część lX

"Nowiny"- dziennik niezawisły demokratyczny ilustrowany w wydaniu z 17 kwietnia 1909 roku zamieściły krótki artykuł o świętokradztwie w Choczni:

Wygrzebane przez bawiące się dzieci złote kielichy i naczynia kościelne na śmietnisku na Dajworze (Kraków), jak się okazało, pochodzą z kradzieży, dokonanej w nocy z dnia 10 na 11 b. m. w kościele w Choczni pod Wadowicami. Zawiadomiony przez policję o znalezieniu tutaj tych przedmiotów, przybył wczoraj do Krakowa ks. kanonik Dunajecki, proboszcz w Choczni i rozpoznał je, jako skradzione z tamtejszego skarbca i zakrystyi. Złodzieje dostali się do kościoła po drabinie przez okno na pierwszem piętrze. Zabrali oni ogółem 7 kielichów złotych, 3 srebrne pozłacane, 4 srebrne, 7 patyn srebrnych, krzyżyk pozłacany i 7 wotów, w łącznej wartości około 1600 koron. Rabusie próbowali włamać się najpierw do urzędu pocztowego, lecz spłoszeni wystrzałem rewolwerowym pocztmistrza, który słysząc łoskot w oknie, strzelił do nich, udali się do kościoła. Skradziona przedmioty ukryli oni chwilowo na śmietniku, nie mogli ich bowiem nigdzie sprzedać z powodu świąt. Poszukiwania na śmietniku trwają w dalszym ciągu, odgrzebano już kilka podstaw do kielichów, brak jeszcze trzech kielichów w stylu gotyckim. Policya jest już na tropie sprawców. Ks. kanonik Dunajecki złożył na ręce policyi 30 koron dla dzieci, które odszukały w śmieciach połamane kielichy i przybory kościelne.


Z kolei "Nowiny" z 22 sierpnia 1912 roku informowały:

 Rabunkowe kradzieże i napady, które w tutejszym powiecie przez kilka tygodni codziennie się powtarzały, zostały dzięki sprężystości inspektora policyi miejskiej p. Uhrynowskiegona razie osłabione. — Głównych sprawców przyłapano w Choczni i osadzono w aresztach sądu tutejszego. Są to parobczaki po lat 18 liczący, którym przewodził niejaki Dąbrowski. Kradzione rzeczy przechowywał jego ojciec. Do kradzieży przyznali się. Aresztowani byli już karani za złodziejstwo. Mimo przymknięcia tych rzezimieszków, rabunki w okolicy Zatora są na porządku dziennym. Urządzona na rabusiów obława nie wydała rezultatów. Także w Wadowicach ponawiają się kradzieże. Onegdaj okradziono restauracyę Szancerowej.

A już 6 dni później w tym samym piśmie pojawiła się kolejna notka, w której wymieniono Chocznię:

 Zamach na prochownię w Wadowicach. Z Wadowic piszą nam- Po szeregu zamachów na prochownie w Austryi, (niektóre zamachy trzeba położyć na karb fantazyi żołnierzy przyp. red.) przyszła kolej także na prochownię w Wadowicach. W nocy z 22 na 23 bm. usłyszeli po godz. 12-tej mieszkańcy domów położonych w pobliżu prochowni 7 strzałów. Straż wojskowa zaniepokojona strzałami wezwała pogotowia z koszar, poczem rozpoczęto dokładne poszukiwania za sprawcą strzałów, ale napróżno. Dochodzenia prowadzone przez cały następny dzień nie wydały także prawie żadnego rezultatu — miano tylko stwierdzić, że do żołnierza, stojącego na straży koło prochowni miał strzelać jakiś młodzieniec, który następnie znikł w pobliskich zaroślach. Znaleźli się podobno świadkowie, pomiędzy nimi także student, którzy widzieli w owej nocy uciekającego, mężczyznę w stronę Choczni. Dochodzenia prowadzone są w dalszym ciągu. Dodać należy, że prochownia w Wadowicach położona jest zaledwie 1 km. od Rynku a 100 m. od najbliższych mieszkań; prawie tuż koło niej, bo tylko w odległości 20 kroków przechodzi gościniec. Z powodu niebezpieczeństwa, którem zagraża miastu , sąsiedztwo prochowni czyni miasto od szeregu lat zabiegi o przeniesienie prochowni, ale bezskutecznie. W razie udałego zamachu całe miasto ległoby w gruzach.

czwartek, 16 czerwca 2022

Choczeńscy proboszczowie- ksiądz Józef Dyba

 

Ksiądz Józef Dyba należał z pewnością do najbardziej cenionych przez choczeńskich parafian proboszczów. Urodził się w nieodległej Lanckoronie 3 listopada 1895 roku. Tuż przed wybuchem I wojny światowej zdał maturę w III Gimnazjum im. Sobieskiego w Krakowie i rozpoczął czteroletnie studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. 16 czerwca 1918 roku został wyświęcony na księdza w Katedrze na Wawelu i wkrótce po tym fakcie podjął pięcioletnią posługę wikariusza w parafii pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela w miejscowości Lubień. Stamtąd skierowano go w 1923 roku na krótko do Skawiny, a następnie do Krakowa, gdzie przez 10 lat pełnił funkcję katechety w szkole powszechnej męskiej im. Jordana i szkole wydziałowej żeńskiej św. Anny. Uczył także religii w szkole powszechnej w Tenczynie oraz działał aktywnie w Katolickich Stowarzyszeniach Młodzieży jako sekretarz okręgowy i członek zarządu głównego (1932). 

27 września 1934 roku został podpisany dekret o jego nominacji na proboszcza w Choczni, a faktyczne objęcie przez niego parafii nastąpiło 4 października. W Choczni unormował stosunki probostwa choczeńskiego z działaczami ruchu ludowego skupionymi wokół Józefa Putka, którzy po okresie zawieszenia zarządu gminy, a następnie jej rozwiązaniu, ponownie objęli władzę we wsi. Samemu Putkowi cofnięto natomiast po 11 latach karę interdyktu nałożoną przez arcybiskupa Sapiehę w 1928 roku.

Swoje pierwsze wrażenia tak opisał w „Kronice Parafialnej”:

Trzeba powiedzieć, że ten lud zrobił na nowym proboszczu jak najlepsze wrażenie (..) W probostwie zastałem, jak to zwykle po staruszku, który sobie przy końcu życia rady nie dawał, „pustynię i puszczę”. Brud, zaduch, szyby w oknach porozbijane, żadnego płotu koło plebani, budynki gospodarcze w najgorszym stanie.

Wobec powyższego nowy proboszcz na początku zatroszczył się o wstawienie na własny koszt 18 nowych szyb do okien, odmalowanie pomieszczeń, drzwi i okien, postawienie nowego pieca kaflowego w salonie, przebudowę pieca w sypialni, wstawienie podłogi do kuchni, wyrównanie terenu wokół plebani kilkudziesięcioma furami zwiezionej ziemi  i jego ogrodzenie płotem o dębowych słupkach. Między kościołem a plebanią zasadził po dwie szczepione robinie, zwane popularnie akacjami. Wokoło cmentarza wykopano rowy odwaniające, gdyż zbierająca się tam woda tworzyła bajora trudne do przebycia i oporządzono okalający go żywopłot. Zasadzono nowy sad plebański i założono ogródek kwiatowo-warzywny.

Później powstały zabudowania gospodarskie wokół plebani (murowana stajnia, drewutnia i wozówka ze stodołą pokryte dachem), których koszt budowy pokryto ze sprzedaży wyciętego w Księżym Lesie drewna i murowany chór w kościele (1939). Wewnątrz odmalowano trzy ołtarze, a czwarty- postawiony przez niesławnej pamięci ks. Kmiecika- usunięto. Poświęcono nowe stacje Drogi Krzyżowej, namalowane na płótnie przez artystę-malarza Karola Malczyka, a ufundowane przez anonimowego darczyńcę oraz wstawiono nowe dębowe ławki. Zorganizowano ponadto bibliotekę parafialną (1936), liczącą na początku 330 tomów, odrestaurowano wieże kościelne, a na cmentarzu wstawiono nową bramę i wyszutrowano ścieżki między grobami.  O zaufaniu, jakim cieszył się proboszcz Dyba w Choczni świadczy fakt, że w marcu 1939 roku został wybrany radnym Gromady Chocznia. 


Ks. Dyba pełnił posługę w Choczni przez cały okres II wojny światowej, przechowując w skrytce archiwum Józefa Putka. Do końca lipca 1942 roku sprawował także opiekę duszpasterską nad osadnikami niemieckimi w Choczni wyznania katolickiego. W 1944 roku został mianowany przez władze kościelne notariuszem dekanatu wadowickiego. Jeden z jego polskich parafian (F.H.) wysłał na niego donos do władz niemieckich, jakoby miał się dopuścić zniewagi samego Hitlera. Śledztwo niemieckiej żandarmerii  nie potwierdziło tego zarzutu, ale ks. Dyba został wysiedlony z plebani na organistówkę i pozbawiony wpływu na majątek parafii. Chocznię opuścił zaraz po wojnie, ponieważ już 13 kwietnia 1945 roku otrzymał nominację na proboszcza w Nowym Targu. Tam dokończył budowę kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa (poświęconego w 1951 roku) i wybudował nową plebanię. W 1949 roku udzielił ślubu kościelnego Józefowi Putkowi i Elżbiecie Styła, co kończyło ostatecznie rozbrat Putka z kościołem katolickim.

Ksiądz Józef Dyba zmarł 4 września 1965 roku w Nowym Targu i został pochowany na miejscowym cmentarzu. Napis upamiętniający jego postać znajduje się także na cmentarzu w Choczni, na tablicy usytuowanej przed grobem jednego z jego poprzedników- księdza Józefa Komorka.

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Ile kościołów było w Choczni?

 

Pierwsza wzmianka o istnieniu kościoła w Choczni zawarta jest w „Księdze uposażeń diecezji krakowskiej” (Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis) ukończonej przez Jana Długosza w 1480 roku. Natomiast z innych źródeł wiadomo, że parafia choczeńska istniała już z pewnością 125 lat wcześniej, a datę jej założenia można określić na okres między 1326 a 1355 rokiem. Nie oznacza to jednak, że parafia w Choczni od samego początku posiadała własny kościół lub kaplicę. Być może u zarania jej dziejów odprawiano nabożeństwa, sprawowano sakramenty i wznoszono modły na wolnym powietrzu, na przykład na terenie cmentarza lub w jego pobliżu, bądź też w budynkach prywatnych. Fundatorem pierwszego kościoła w Choczni był zapewne Jan I Scholastyk, książę oświęcimski w latach 1321-1372 lub któryś z jego rycerzy- na przykład Mikołaj Vlodzylay, o którym wiadomo, że był właścicielem Choczni w 1374 roku. O tym pierwszym kościele i jego wyposażeniu brak jest jakichkolwiek informacji. Można założyć jedynie, że był raczej niewielkich rozmiarów, biorąc pod uwagę ówczesną ilość mieszkańców Choczni i że został zbudowany z drewna. Był to najprawdopodobniej ten sam kościół, o którym wspominał w następnym wieku  Jan Długosz. 

Pierwszy bardziej szczegółowy opis kościoła w Choczni pochodzi dopiero z 1598 roku i został zawarty w dokumencie sporządzonym po wizytacji parafii w 1598 roku, którą przeprowadził Krzysztof Kazimierski, nominat na biskupstwo kijowskie (w zastępstwie biskupa krakowskiego Jana Radziwiłła). Istniejący wówczas w Choczni drewniany kościół pod wezwaniem Jana Chrzciciela był bogato wyposażony, posiadał malowane sklepienie z desek i trzy ołtarze, w głównym umieszczony był wizerunek Chrystusa Pana Ukrzyżowanego. Kościół składał się z nawy i prezbiterium, posiadał narożne wieżyczki, a otaczały go tak zwane soboty, czyli niskie podcienia wsparte na słupach i poryte jednospadowym dachem, ocieplające kościół, chroniące jego podwalinę przed zamakaniem i stanowiące doraźne schowki, czy magazyny. Ówczesny choczeński kościół miał być podobny do modrzewiowego kościoła w nieodległej Woli Radziszowskiej pod Skawiną, który możemy podziwiać po dziś dzień, obecnie jako obiekt wpisany do rejestru zabytków nieruchomych województwa małopolskiego. Kościół z Woli Radziszowskiej zbudowany został na przełomie XV i XVI stulecia w stylu późnogotyckim na planie prostokąta. Jest pokryty gontem i oszalowany pionowymi deskami.

Kościół w Woli Radziszowskiej- skarby.bliskokrakowa.pl

Kwestią nierozstrzygniętą pozostaje, czy kościół z 1598 roku był tym samym obiektem, o którym pisał Jan Długosz 120 lat wcześniej, czy też była to nowsza budowla, powstała tak jak w Woli Radziszowskiej pod koniec XV lub na początku XVI wieku. 

Ksiądz Czesław Skowron w swojej historii parafii choczeńskiej nie wypowiada się na ten temat. Pisze tylko, że „Kościół był konsekrowany, ale daty konsekracji nie można stwierdzić. Dzień konsekracji obchodzono w I niedzielę po W.W. Świętych”. 

Zwolennikiem tezy, że był to już drugi z kolei kościół choczeński, jest konserwator zabytków Łukasz Stawowiak, o czym można przeczytać w jego pracy magisterskiej z 1986 roku. Według  niego pierwszy chronologicznie choczeński kościół przestał istnieć w pierwszej połowie XVI wieku. Mógł ulec spaleniu lub zostać po prostu rozebrany w trakcie budowy swojego następcy.  O tym, że drugi kościół w Choczni powstał w pierwszej połowie XVI wieku miał według Stawowiaka świadczyć przede wszystkim fakt, że w posiadaniu parafii choczeńskiej znajdował się przez długie lata dzwon z inskrypcją, datowany na 1535 rok, o którym wspomina Józef Łepkowski w „Przeglądzie zabytków przeszłości z okolic Krakowa” z 1863 roku. Datę odlania tego dzwonu, zdaniem Łukasza Stawowiaka, można łączyć z budową nowego obiektu sakralnego w Choczni. Jednak patrząc obiektywnie, ta data (1535) może też wiązać się jedynie z jakąś rozbudową dotychczasowej świątyni i wyposażeniem jej w wieżę kościelną. Te wątpliwości trudno jest rozstrzygnąć, ze względu na brak odpowiednich materiałów źródłowych. Wiadomo jedynie, że ten okres w historii parafii choczeńskiej związany jest ze sprawowaniem posługi przez proboszcza Marcina z Walewic.

Z późniejszych akt wizytacji biskupich wynika, że kościół opisany w 1598 roku, został przebudowany przez księdza proboszcza Łukasza Sasina w drugiej połowie XVII wieku. Od strony północnej (czyli od strony Choczenki) dobudowano kaplicę Matki Bożej, a istniejącą do tej pory wolnostojącą  dzwonnicę połączono z nawą kościoła. We wnętrzu kościoła powstały cztery nowe ołtarze, które zostały pomalowane i pokryte złoceniami. W dwóch bocznych ołtarzach zostały umieszczone obrazy św. Anny Samotrzeć (św. Anny z córką Maryją i małym Jezusem) oraz św. Jana Chrzciciela. W trzecim nowym ołtarzu, w bocznej kaplicy, znalazł się obraz Matki Bożej – nie jest jasne, czy był to wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, Kalwaryjskiej, czy Myślenickiej. Natomiast czwarty nowy ołtarz zainstalowano na podwyższeniu naprzeciw wejścia, nad przejściem z dzwonnicy do nawy. Tam trafił nowo namalowany obraz Chrystusa bolejącego z raną w boku.

Ten zmodernizowany kościół służył choczeńskim i kaczyńskim parafianom przez kolejne sto lat, aż do budowy nowej świątyni, ufundowanej przez właściciela Choczni Jana Baptystę Biberstein Starowiejskiego.

Więcej informacji na jego temat znajduje się w artykule z 2020 roku- link.

Aktualny kościół został zbudowany w czasach proboszcza ks. Józefa Komorka i poświęcony w 1884 roku. Historia jego budowy została zawarta w dokumencie dla potomnych, umieszczonym w kościelnej wieży – link. Mowa jest w nim wyraźnie o trzeciej budowie kościoła w Choczni.

Pomimo tego, na pytanie, czy aktualny kościół jest trzecią, czy też czwartą z kolei świątynią katolicką w Choczni (a może nawet piątą) nie ma jednoznacznej odpowiedzi.



poniedziałek, 29 listopada 2021

Choczeńskie zabytki - obraz "Chrystus wskazujący na ranę w boku"

 W kościele parafialnym w Choczni do dziś eksponowany jest obraz "Chrystus wskazujący na ranę w boku", który pochodzi z drugiej połowy XVII wieku.



Źródło- chocznia.pl (strona parafii)
Obraz widoczny koło ambony

Kompozycja obrazu jest w zasadzie symetryczna- postać Chrystusa, zajmująca przeważającą część obrazu, umieszczona jest na jego osi pionowej. Chrystus został ujęty na obrazie od pasa w górę, zwrócony w prawo, z wyeksponowaniem prawego boku. Ma narzucony na ramiona płaszcz, owinięty wokół bioder i zakrywający lewą rękę z wyjątkiem dłoni. Na szacie poniżej rąk jest namalowana wijąca się biała banderola z napisem "Otwieram ci grzeszniku me boskie wnętrzności Bys się przeyzrał w nich a krwią zmył swe nieprawości". Lewa dłoń wskazuje na ranę w boku, rozwartą między kciukiem a palcem serdecznym prawej dłoni. Wyraz twarzy Chrystusa, zamyślonej i cierpiącej, podkreślony jest przez podniesienie brwi, zmarszczone czoło, szeroko otwarte oczy i wpół otwarte usta. Choć jego postać jest statyczna, to przez zwrócenie głowy i torsu w kierunku widza, mocną mimikę twarzy, czy gesty rąk malujący go artysta starał się osiągnąć efekt ruchu. Ciało Chrystusa ma zachowane prawidłowe proporcje, a przez mocne kontrasty światłocieniowe wydobyto jego muskulaturę. Obraz utrzymany jest w ciepłej tonacji, z przewagą brązów, ugrów i czerwieni. Wpatrując się w niego można dostrzec nawet tak niewielkie szczegóły, jak przekrwione białka oczu Chrystusa, czy rany na grzbietach dłoni, powstałe po przebiciu gwoździami.

Obraz ten został namalowany przez nieznanego artystę w technice olejnej na płótnie lnianym, na zaprawie bolusowej (czyli na czerwonej glince stosowanej w zaprawach pod malarstwo olejne). Jego wymiary wynoszą 137 x 78 cm (płaszczyzna malowania), a grubość 2,5 cm. Z pierwotnych dwóch podobrazi (płóciennego i drewnianego) zachowało się tylko to pierwsze, przymocowane wtórnie do drewnianego krosna. Do tej pory obraz był trzykrotnie konserwowany- po raz ostatni w 1986 roku, kiedy to między innymi zrekonstruowano jego pierwotny kształt i dodano nowe podłoże drewniane, składające się z czterech świerkowych desek.

Zleceniodawcą namalowania tego obrazu był choczeński proboszcz ksiądz Kacper Sasin, który rozpoczął posługę w tutejszej parafii w 1651 roku. Doprowadził on do powiększenia kościoła przez wybudowanie od strony północnej (czyli od strony Choczenki) kaplicy Matki Boskiej oraz połączenie nawy kościoła z dzwonnicą. W powiększonym kościele dotychczasowa liczba ołtarzy (3) uległa podwojeniu. I właśnie w jednym z nowopowstałych ołtarzy umieszczony został nowy obraz "Chrystus wskazujący na ranę w boku". Znajdował się on w ołtarzu usytuowanym na pewnym podwyższeniu naprzeciwko wejścia, nad przejściem od dzwonnicy do nawy. Proboszcz Sasin zlecił wówczas również wykonanie swojego portretu, który najprawdopodobniej wyszedł spod ręki tego samego malarza. Wskazują na to zarówno analizy stylistyczno- porównawcze obu obrazów, jak i ich badania chemiczne. Obydwa te obrazy powstały przed 1679 rokiem.

Po wybudowaniu  nowego kościoła, poświęconego w 1808 roku, obraz "Chrystus wskazujący na ranę w boku" został umieszczony w ołtarzu głównym i był odsłaniany na czas dni postów. W drugiej połowie XIX wieku obraz poddano konserwacji i naprawie, po czym trafił do kolejnego ołtarza, już w obecnym kościele parafialnym. W 1902 roku ówczesny proboszcz ks. Dunajecki wystosował prośbę do biskupa krakowskiego o udzielenie ołtarzowi Pana Jezusa "łaski ołtarza uprzywilejowanego". Umieszczony w nim omawiany obraz otoczony był kultem wiernych. Dlatego nie wiadomo właściwie dlaczego, obraz ten po II wojnie światowej został usunięty z ołtarza i złożony w pomieszczeniu nad zakrystią kościoła, pełniącym rolę magazynu. Tam znajdował się do 1983 roku, czyli rozpoczęcia kolejnych prac konserwatorskich.

Przedstawienie "Chrystusa wskazującego na ranę w boku", jako XVII-wieczne wyobrażenie Chrystusa bolejącego, wywodzi się z malarstwa bizantyjskiego. Było bardzo popularne w średniowieczu, z tym że we Francji, czy we Włoszech, Chrystus przedstawiany był na ogół jako człowiek martwy, a w środkowej i wschodniej Europie malarze przedstawiali go jako żywego, z otwartymi oczami i ranami. Porównując obraz z Choczni z innymi zabytkowymi obrazami z terenu Polski, można stwierdzić, że najbliższy jest mu obraz "Chrystus wskazujący na ranę w boku" z Imbramowic (na północ od Krakowa, obecnie w diecezji kieleckiej), powstały w XVII wieku. Różnice są nieznaczne. Na obrazie z Imbramowic jest inny napis na banderoli (ale bardzo podobny krój liter), Chrystus ma nieco bardziej ekspresyjną twarz i brakuje aureoli. Duże podobieństwo istnieje także między obrazem z Choczni, a zaginionym obrazem o tej samej tematyce z Raciborza, który znany jest z XIX-wiecznej grafiki. Obrazy z Choczni i Imbramowic mogły wyjść spod jednej ręki, natomiast obraz choczeński i raciborski opierały się prawdopodobnie na tym samym pierwowzorze.

Te interesujące informacje można przeczytać w pracy magisterskiej Łukasza Stawowiaka z Wydziału Konserwacji Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, która powstała w 1986 roku.

Podziękowania za udostępnienie dla dr hab. Pawła Pencakowskiego z WK ASP  Kraków i dla MM za jej skopiowanie.

Grafika z pracy magisterskiej z 1986 roku
----

Co ciekawe, autor pracy magisterskiej ani słowem nie wspomina o innym, bardzo podobnym obrazie, którego fotografia widnieje w książce "Wadowice koło Choczni" z sugestią, że to on właśnie znajduje się na stanie parafii:



To też "Chrystus wskazujący na ranę w boku", ale w porównaniu z obrazem wiszącym koło ambony (czyli konserwowanym w 1986 roku) ma inny napis na banderoli: "Patrz grześniku com cierpiał zatwe nieprawości Dałem bok mój Otwozyc dla ciebie zmiłosci". Inne jest też na przykład ułożenie głowy Chrystusa, czy ułożenie jego włosów.




piątek, 11 czerwca 2021

Choczeńscy proboszczowie - ksiądz Bronisław Michalski

 


Urodziłem się dnia 25 lipca 1913 roku w Kornatowie, gmina Lisewo, powiat Chełmno, województwo bydgoskie, jako syn małorolnego chłopa Walentego Michalskiego i Marianny Majewskiej. Po ukończeniu 5-ciu klas miejscowej szkoły powszechnej w roku 1927 zapisałem się do Państwowego Gimnazjum w Chełmży. Corocznie promowany zdałem w 1933 roku egzamin dojrzałości. W roku 1934 rozpocząłem studia filozoficzno-teologiczne w Gnieźnie i w Poznaniu-- tak rozpoczyna się odręcznie spisany życiorys księdza Bronisława Michalskiego, zasłużonego proboszcza choczeńskiej parafii.

Ostatni rok jego studiów w Seminarium Towarzystwa Chrystusowego w Poznaniu został przerwany wybuchem II wojny światowej. Kleryk Michalski, poszukiwany przez Niemców, ukrywał się u rodziny w miejscowości Wielkie Czyste i na wieży miejscowego kościoła, po czym zbiegł przez zieloną granicę do Generalnej Guberni. Tu w Krakowie dokończył studia i 21 grudnia 1940 roku przyjął święcenia kapłańskie. Wkrótce został mianowany wikariuszem w parafii pod wezwaniem św. Wawrzyńca w Radziszowie pod Skawiną. Do jego obowiązków należało także prowadzenie lekcji religii w miejscowej siedmioklasowej szkole powszechnej. Ale nieoficjalnie młody ks. Michalski brał również udział w tajnym nauczaniu w zakresie szkoły średniej, wykładając łacinę, język francuski i religię. Działał ponadto w Parafialnym Komitecie dla Wypędzonych, który sam wcześniej założył. Koniec wojny zastał go w Radziszowie, natomiast 6 grudnia 1945 został przeniesiony do parafii pod wezwaniem św. Jakuba w Rzykach, gdzie jako wikariusz prowadził katechezę w szkole podstawowej (ucząc też języka francuskiego) i w oddziale na Potrójnej. Po śmierci księdza kanonika Karola Gelaty został administratorem tejże parafii (1950), by po kolejnych 16 latach objąć formalnie miejscowe probostwo. 20 kwietnia 1953 roku musiał złożyć oficjalne ślubowanie w prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej, o następującej treści:

„Ślubuję uroczyście wierność Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i Jej Rządowi. Przyrzekam, że uczynię wszystko dla rozwoju Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej oraz dla umocnienia Jej siły i bezpieczeństwa. Zgodnie ze swym obowiązkiem obywatelskim w swej działalności duszpasterskiej będę nawoływał wiernych do poszanowania prawa i władzy państwowej, do wzmożonej pracy nad odbudową gospodarki narodowej i podniesieniem dobrobytu Narodu. Przyrzekam, że nie podejmę niczego, co mogłoby być sprzeczne z interesami Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej lub godzić w bezpieczeństwo i całość Jej granic. Dbając o dobro i interes Państwa będę się starał o odwrócenie od niego wszelkich niebezpieczeństw, o których wiedziałbym, że mu grożą.”

Podczas posługi ks. Michalskiego w Rzykach zakupiono i zamontowano dwa nowe dzwony, na miejsce poprzednich, zrabowanych przez niemieckich okupantów (1955) a pięć lat wcześniej po raz pierwszy do oświetlenia kościoła użyto energii elektrycznej. Miało to miejsce podczas Pasterki, a z braku stałych linii przesyłowych wykorzystano agregat prądotwórczy. Pełne oświetlenie elektryczne pojawiło się w kościele w 1957 roku. Zasługą ks. Michalskiego było także doprowadzenie do usunięcia sprzedaży wódki w sklepach spółdzielczych. Z wydarzeń natury religijnej warto wymienić uroczyste bierzmowanie 500 osób podczas wizytacji bp. Karola Wojtyły (1959), akt oddania parafii Rzyki w macierzystą niewolę Maryi za wolność Kościoła Świętego (1965), czy peregrynację obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w ramach obchodów 1000-lecia Chrztu Polski (Artur Oboza- Historia parafii).

Jednym z instrumentów nacisku na parafię w Rzykach było ze strony władz państwowych naliczanie przesadnie wysokich obciążeń podatkowych i w razie zaległości w spłatach wytaczanie probostwu spraw karno- skarbowych. Nie uniknął tego także ks. Michalski, ale ostatecznie po wpłaceniu 2000 złotych resztę umorzono (1966).

W styczniu 1969 roku Wydział do Spraw Wyznań przy Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Krakowie został poinformowany, że Ordynariusz Archidiecezji Krakowskiej nosi się z zamiarem mianowania ks. Michalskiego proboszczem parafii w Choczni i zwrócił się do Powiatowej Rady Narodowej w Wadowicach o przysłanie pełnej charakterystyki tego kapłana i opinii Przewodniczącego PRN co do jego osoby wraz z propozycją załatwienia sprawy.

W tejże charakterystyce/opinii zaznaczono, że:

  • ks. Michalski nie prowadzi ksiąg inwentarzowych i posiada zaległości podatkowe w kwocie 35125 złotych,
  • przestrzega obowiązujących przepisów odnośnie punktów katechetycznych i składa sprawozdania z ich działania,
  • w 1968 roku podczas peregrynacji obrazu popełnił wykroczenie w postaci założenia nielegalnych megafonów na zewnątrz kościoła, ale go za to nie ukarano,
  • nie odnotowano z jego strony wrogich wystąpień pod adresem władz,
  • nie zabiegał o przeniesienie do Choczni,
  • tutejszy kolektyw nie stawia przeszkód w przeniesieniu go do Choczni.

24 lutego 1969 roku władze wojewódzkie postanowiły „wyrazić milczącą zgodę” na nominację ks. Michalskiego na proboszcza w Choczni, co nastąpiło 15 marca.

Oprócz samego nominata do Choczni z Rzyk przeniosła się także jego siostra Leokadia Badyńska i wikariusz ksiądz Władysław Bania.

Kolejne opinie na temat ks. Michalskiego były wystawiane w 1970 i 1971 roku, gdy starał się o zgody na wyjazdy turystyczne do NRD i do Włoch. W obu przypadkach były pozytywne- księdza Michalskiego zaliczono do grupy „duchownych o postawie lojalnej”, w których publicznych wystąpieniach „nie ma akcentów o treści politycznie negatywnej”. Po powrocie z wyjazdów był wzywany do stawienia się w Wydziale do Spraw Wyznań WRN, ale spotkania te starał się odwlec pod różnymi pozorami lub w ogóle nie brać w nich udziału. Odcinał się także od środowiska tak zwanych księży- patriotów, skupionych w Zrzeszeniu Katolików Caritas, którzy propagowali postawy pełnej akceptacji dla polityki władz.

Podczas pobytu w Choczni ks. Michalski doprowadził do powieszenia 3 nowych dzwonów na wieży kościelnej, wyposażenia ich w napęd elektryczny i  sterowanie z zakrystii, wymiany części okien na wieży kościelnej, konserwacji dachu wieży (1972), odmalowania kościoła wewnątrz oraz odnowienia ołtarzy, polichromii, ambony, chrzcielnicy i stacji drogi krzyżowej (1976-77) i remontu kapitalnego pokrycia dachowego probostwa (1981).

Uroczyście obchodzono Rok Jubileuszowy 1974- rok pojednania i łaski, w którym odbyły się cztery duże pielgrzymki autokarowe parafian do sanktuariów maryjnych i nabożeństwo na zakończenie rekolekcji wielkopostnych, w którym wzięło udział 1600 osób. Materialną pamiątką tych obchodów były dwa nowe konfesjonały, poświęcone (24 marca 1974 roku). Rozwijała się działalność charytatywna prowadzona przez Siostry Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo. W latach 1974-75 z prywatnych środków proboszcza zakupiono kilka ornatów, kap, alb i bieliznę kielichową, które pozostały dla jego następców. W 1975 roku wizytował parafię choczeńską bp. Groblicki. Rok później, podobnie jak w Rzykach, dał znać o sobie problem z zaległościami podatkowymi z lat 1962-65, który został rozwiązany przez spłatę części zobowiązań i odstąpienie przez probostwo około 8 arów gruntu pod budowę Ośrodka Zdrowia.

W 1979 roku poświęcono nowy Krzyż Misyjny. W zapiskach w Kronice Parafialnej ks. Michalski poświęcał w tym czasie wiele uwagi wyborowi bp. Wojtyły na papieża i jego wizycie w Polsce i w Wadowicach, a po tych wydarzeniach zaprzestał niestety prowadzenia kroniki. Z dokumentów zachowanych w Archiwum Państwowym w Bielsku- Białej wynika, że w sierpniu 1981 roku ks. Michalski wystąpił do Urzędu Wojewódzkiego o zgodę na budowę punktu katechetycznego w Choczni Górnej, ponieważ nauka religii nie mogła odbywać się w szkole, a wynajmowana w tym celu przez parafię sala prywatna była zbyt mała (22 metry kwadratowe) na tak dużą ilość dzieci (około 280) i nie posiadała urządzeń sanitarnych.

Ponieważ i tym razem posługa ks. Michalskiego została oceniona pozytywnie („przestrzega przepisów prawnych, ściśle wykonuje polecenia Kurii, nie ma konfliktów z terenowymi organami władzy państwowej”), to zgoda na budowę została udzielona (25 września 1981). Parafia reprezentowana u notariusza przez ks. Michalskiego zakupiła pod budowę działkę o powierzchni około 10 arów od Heleny Skibińskiej. Plan realizacji budowy został zatwierdzony 19 lipca 1982 roku. W efekcie powstał po pewnym czasie kolejny w Choczni obiekt sakralny z salkami katechetycznymi. Pojawiły się nawet plany powołania oddzielnej parafii skupionej wokół nowo wybudowanej kaplicy.

W 1985 roku proboszcz Michalski przekazał w akcie darowizny działkę pod rozbudowę przedszkola w Choczni.

Trzy lata później, w sierpniu 1988 roku, odszedł na emeryturę, a nowym administratorem parafii został ks. Andrzej Leśny.

Ks. Bronisław Michalski zmarł 1 grudnia 1989 roku jako rezydent parafii choczeńskiej. Cztery dni później spoczął na miejscowym cmentarzu, a uroczystościom żałobnym przewodniczył bp. Albin Małysiak.



czwartek, 15 kwietnia 2021

Wtargnięcie na chór kościelny w 1928 roku

 Jednym z epizodów w historii sporów i zatargów pomiędzy choczeńską gminą a probostwem w latach 20. XIX wieku było wtargnięcie na chór zwolenników Józefa Putka i zakłócenie przebiegu mszy odprawianej w dniu 8 kwietnia 1928 roku.

Do tego bulwersującego wydarzenia doszło w gorącym okresie po wyborach do Sejmu i Senatu (4 i 11 marca 1928 toku) oraz w trakcie choczeńskiej "afery dzwonowej", w wyniku której wójt Józef Putek został obłożony interdyktem przez arcybiskupa krakowskiego ks. Adama Sapiehę (pismo z 16 kwietnia 1928 roku, odczytane w Choczni z ambony w dniu 22 kwietnia 1928 roku).

Chór kościelny został zamknięty dla osób postronnych, z wyjątkiem kilku śpiewaków kościelnych, po sytuacji jaka miała miejsce w dniu wyborów sejmowych (4 marca). Według proboszcza ks. Dunajeckiego i wikariusza ks. Kmiecika "parobcy znajdujący się na chórze rzucali kartki wyborcze na dół kościoła", a ponadto znajdujące się tam osoby zachowywały się głośno i dobiegające z chóru hałasy oraz śmiechy zakłócały przebieg modlitw. Zauważono również przypadki palenia papierosów na schodach koło samej wieży.

Mimo to w niedzielę 8 kwietnia podczas uroczystej sumy doszło do otworzenia przemocą bocznych drzwi wiodących na chór i wtargnięcia tam grupy dorosłych mężczyzn i młodzieży. Według zeznań świadków otwarcia drzwi na chór miał dokonać Teofil Bąk (ur. w 1903 roku, syn Antoniego i Wiktorii). Zostały wyważone drzwi prowadzące bezpośrednio na chór, które podpierał i podtrzymywał organista Władysław Woźny, a klamkę do nich ukręcono. O zajściu organista natychmiast poinformował ks. Kmiecika, który klęczał przy ołtarzu podczas adoracji. Po jej zakończeniu ks. wikariusz zawiadomił o tym z kolei uczestników nabożeństwa, podkreślając, że "chór był zamknięty, na chór nie wolno było nikomu wchodzić, drzwi zostały wyważone, to jest bandytyzm- tak robią bandyci."

Na to odezwał się głos spod chóru:

- "Tu nie ma bandytów !" 

Wykrzykującego te słowa zidentyfikowano na podstawie relacji studenta Józefa Turały jako szewca Michała Sabudę (ur. około 1891 roku we Frydrychowicach).

- "Milcz ! Milcz !" zawołał na to ks. Kmiecik- "Ksiądz kanonik tam pójdzie, wszyscy z chóru zejść muszą, inaczej mszy św. nie będę odprawiał ! Schowam Pana Jezusa, wezmę kielich i tak jak jestem, pójdę do Wadowic i tam mszę św. dokończę ! W kościele ksiądz jest gospodarzem i ksiądz rządzi - ja czekam !"

Wtedy ks. proboszcz Dunajecki rzeczywiście wszedł na chór i nakazał opuszczenie tego miejsca. Część obecnych zeszła już wcześniej, inni dopiero po wezwaniu proboszcza, który nakazał organiście spisywanie schodzących. Reakcją na to były ich okrzyki " Hańba !"

Ponieważ chór wszyscy opuścili, to msza była kontynuowana i dokończona.

Lista uczestników zamieszania, spisanych przez organistę, przedstawiała się następująco:

  • Teofil Bąk, syn Antoniego, ur. 1903,
  • Józef Świętek, syn Józefa, ur. 1903,
  • Jan Mlak, syn Jana, ur. 1894,
  • Wojciech Nowak,
  • Aleksy Wcisło, syn Franciszka, ur. 1878,
  • Stanisław Wójcik,
  • Ludwik Ramenda, syn Tomasza, ur. 1894,
  • Józef Malata, syn Franciszka, ur. 1911,
  • Józef Wójcik, syn Jakuba, ur. 1901,
  • Jan Ramenda, syn Teodora, ur. 1904,
  • Jan Gazda,
  • Józef Trzaska, syn Franciszka, ur. 1903,
  • Jan Kręcioch.

piątek, 13 listopada 2020

Stare dokumenty z Choczni - testament Mikołaja Pietruszki

 


C.k. Sąd Powiatowy w Wadowicach 19 grudnia 1901 roku sporządził uwierzytelniony odpis testamentu Mikołaja Pietruszki – byłego majstra murarskiego z Choczni, zasłużonego przy budowie aktualnego kościoła parafialnego.

Oryginalny testament został spisany 8 sierpnia 1901 roku, czyli na dwa tygodnie przed zgonem Mikołaja Pietruszki. Zmarły był synem Antoniego Pietruszki i  Reginy Pietruszka z domu Koman. Był dwukrotnie żonaty: z Marianną z domu Malata (1824-1853), z która miał pięcioro dzieci oraz z Katarzyną z domu Woźniak z Gorzenia, z którą także miał pięcioro dzieci.

W treści testamentu czytamy:

W Imię Ojca + Syna + Ducha Świętego Amen. Czuję się być na siłach (…) jednakowoż lata moje (82- uwaga moja) powołują mnie do zejścia z tego świata, rozpoczynam następujące moje samowolne, przy posiadaniu jeszcze dobrego rozumu, rozporządzeni moje ostatniej woli, a mianowicie:

- mam wypożyczone u Szczepana Pietruszki, gospodarza pod nr 19 w Choczni 21 złotych reńskich,

- mam wypożyczone u Teodora Skoczylasa z Choczni 15 złotych reńskich, a 5 złr za koszta procesu, to jest razem 20 złotych reńskich,

- mam wypożyczone u Jędrzeja Ramendy z Choczni (wnuczek mój) 28 złotych reńskich, z tego daruję mu 8 złr, a winien mi 20 złr, jako resztę pozostałości.

Powyższe pieniądze poruczam:

- jedną połowę tych pieniędzy na msze św. za moją duszę i moją familię,

- drugą połowę tych pieniędzy poruczam na budowę ołtarza w kościele parafialnym w Choczni, które to pieniądze mają być złożone do rąk ks. proboszcza w Choczni.

Nadto rozporządzam, ażeby Teodor Skoczylas wraz z żoną Wiktoryą ze Szczurów Skoczylas dali jeden korzec żyta i pół korca pszenicy Wiktoryi Skoczylas (z domu Pietruszka, córce Mikołaja- uwaga moja), a takowa Wiktorya Skoczylas ma dać to zboże zemleć do młyna i upiec chleba i przy kościele w dowolnym czasie rozdać jałmużnę ubogim, po odprawieniu się mszy św. za moją duszę i moją familię, którą to mszę św. zapłaci Wiktorya Skoczylas, córka moja, a to z mego prawnego dochodu, który mi się należał za odziewek zimowy w roku 1900/1901.

Zakańczam moje dobrowolne rozporządzenie ostatniej woli i podpisuję własnoręcznie.

Chocznia dnia 8 sierpnia 1901 Mikołaj Pietruszka

Jako świadek: Jan Zając własnoręcznie, Antoni Romańczyk własnoręcznie, Jędrzej Cibor- podpisał Jan Cierpiałek spod nr 321.

Wymieniony w tekście Szczepan Pietruszka (1863-1945) spod nr 19 (obecne Osiedle Malatowskie), mimo tego samego nazwiska, nie był bliskim krewnym Mikołaja.

Natomiast Teodor Skoczylas (ur. 1874) to wnuk Mikołaja, syn Jana i także wymienionej w treści Wiktorii Skoczylas z domu Pietruszka (1843-1905), córki Mikołaja z pierwszego małżeństwa. Jego żona również miała na imię Wiktoria (z domu Szczur) i żyła w latach 1880-1961. Wiktoria Skoczylas z domu Pietruszka była pra-prababką biskupa Józefa Guzdka.

Z kolei Jędrzej Ramenda (1877- 1916) był synem Andrzeja i Rozalii, córki Mikołaja Pietruszki z drugiego małżeństwa. Z pochodzącą z Polanki Wielkiej żoną Marią Jurecką miał ośmioro dzieci.