Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obraz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obraz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 września 2024

Choczeńskie zabytki - obraz Chrystusa z "żywymi oczami"

 


Obraz Chrystusa trzymającego w jednej dłoni kulę ziemską, a drugą czyniącego znak błogosławieństwa jest prawdopodobnie dziełem malarza klasztornego Iżyczka z Kalwarii Zebrzydowskiej i powstał w I połowie XIX wieku. Namalowany został w stylu bizantyjskim, a swój obecny wygląd zawdzięcza zabiegom konserwatorskim, które po II wojnie światowej przeprowadził Franciszek Suknarowski.
Nie ma wyjątkowych walorów artystycznych, ale posiada dużą wartość sentymentalną dla obecnych właścicieli. Jego cechą charakterystyczną są oczy Chrystusa, które wydają się wodzić za obserwatorem, niezależnie od tego, gdzie on się znajduje i pod jakim kątem spogląda na obraz.

To malowidło zakupił w Kalwarii choczeński krawiec Jakub Garżel (1818-1897) i od razu zlecił jego poświęcenie miejscowym bernardynom. Gdy w 1888 roku wychodziła za mąż jego córka Anna, dostała go w prezencie ślubnym. Odtąd stale wisiał w jej mieszkaniach - najpierw w Wadowicach, na Zaskawiu i na Groblach, po śmierci męża w wynajętej izbie w Choczni, zaraz przy granicy z Wadowicami i w końcu w domu jej syna w środkowej części Choczni. Po śmierci Anny odziedziczył go właśnie on. Ponieważ nie miał własnych dzieci, w spadku po nim przejęła go w latach 70. XX wieku jego wychowanica, a po jej śmierci przeszedł na własność jej syna, czyli piątego z kolei właściciela. Stanowi dla niego cenną pamiątkę.  

czwartek, 6 kwietnia 2023

Choczeńskie zabytki - obraz podarowany proboszczowi Majeranowskiemu

 Od pewnego czasu w choczeńskiej kancelarii parafialnej można obejrzeć wiszący tam obraz, który jest darem pożegnalnym parafian z Dankowic dla proboszcza Jacka Majeranowskiego, przeniesionego na beneficjum w Choczni.

Obraz pochodzi z początku XIX wieku, ponieważ ks. Majeranowski objął choczeńską parafię 15 kwietnia 1800 roku i pracował w niej do śmierci, to znaczy do 21 stycznia 1811 roku.

Dokładny rok jego stworzenia - 1806 - zapisany został w prawym dolnym rogu.

Dzieło przedstawia sylwetkę kapłana ubranego w sutannę (można domyślić się, że chodzi o samego Majeranowskiego) w otoczeniu okolicznych kościołów. Najbliżej jego sylwetki umieszczono dwie świątynie szczególnie mu bliskie - kościół w Dankowicach, w którym odprawiał msze przez 22 lata oraz kościół w Choczni, który na początku jego posługi był jeszcze w budowie. 

Chodzi oczywiście o poprzednią drewnianą świątynię, którą rozebrano podczas budowy aktualnego kościoła w latach 80. XIX wieku. Dzięki temu obrazowi mamy jedyną sposobność, by zobaczyć, jak wyglądała.

Na obrazie umieszczono ponadto kolejno ponumerowane kościoły z: Bestwiny, Sieprawia, Krzęcina, Głębowic, Nidka, Stryszowa, Suchej, Zembrzyc (podpisanych jako Zemrzyce), Fajuszowic/Jajoszowic (???) i Starej Wsi koło Dankowic. 

Z prawej strony nad budowlą sakralną z Suchej jest jeszcze jeden kościół bez numeru porządkowego. To świątynia w Mucharzu, macierzystej parafii ks. Majeranowskiego.

Zwracają także uwagę dwa napisy - w górnej części pod koroną "Ecce Aronis Ducem" oraz łacińska dedykacja pod sylwetką kapłana, którą przetłumaczyć można tak:

Co jest ofiarowane własnowolnie, przynosi dziesięć łask

Miałeś wiarę/nadzieję i obrałeś sobie dwóch wielkich bliźniaków, Szymona, tego wspólnego patrona, który umiłował Pana, przed którym co roku skłaniasz głowę w modlitwie, jak także Hiacynta, starca żyjącego 500 lat. Imię Twoje niech będzie sławione z radością. W kościele dankowickim, a teraz choczeńskim znajduje się Twój cel. Niech szczęśliwy będzie prorok Aaron, najbardziej doskonały z przykładów danych przodkom, zarzucaj swą sieć z radością.

Odniesienie do Arona widnieje również w napisie "Ecce Aronis Ducem".

Imię Szymon pojawiające się w dedykacji, jako miano wspólnego patrona, może odnosić się do św. Piotra Apostoła, mającego szczególną pozycję w kościele katolickim, jako pierwszy biskup Rzymu.

Zaś Hiacynt to po prostu Jacek, czyli patron, którego przyszły ksiądz Majeranowski otrzymał  na chrzcie.



czwartek, 5 stycznia 2023

Choczeńskie Madonny

 

Wizerunki Matki Bożej były od dawna otaczane dużą czcią przez wiernych z parafii choczeńskiej, którzy w swoich modlitwach starali się wyprosić dla siebie i swoich bliskich wiele łask oraz podziękować za te już otrzymane.

Pierwsza znana wzmianka na ten temat pochodzi z drugiej połowy XVII wieku, kiedy proboszczem parafii choczeńskiej był ks. Kacper Sasin. Za jego posługi wybudowano od strony północnej ówczesnego kościoła poświęconą Matce Jezusa, w której znajdował się obraz Matki Bożej Myślenickiej ukoronowany dwiema srebrnymi koronami. To wynika wprost z zapisków ks. Sasina w pierwszej choczeńskiej księdze metrykalnej, dlatego informację z pracy magisterskiej Łukasza Stawowiaka (1986), że w tym ołtarzu znajdował się obraz Matki Boskiej Kalwaryjskiej, należy potraktować jako błędną. Wizerunek MB Myślenickiej nie zachował się w Choczni do czasów współczesnych.

Matka Boska Myślenicka
Przykładowy wizerunek z Trzebuni
Źródło- Sakralne dziedzictwo Małopolski


Jednak już w XVIII wieku pojawiają się informacje, że przedmiotem kultu w parafii choczeńskiej jest obraz Matki Boskiej Częstochowskiej- na przykład w sprawozdaniu po wizytacji biskupiej w 1748 roku.

Źródło- "Wadowice koło Choczni"

Na początku XIX wieku, po wybudowaniu następnego kościoła, w jego głównym ołtarzu został umieszczony obraz NMP z Dzieciątkiem Jezus, ufundowany przez proboszcza Jacka Majeranowskiego w 1808 roku. Jak zapisano w Kronice Parafialnej, uroczystość wprowadzenia tego obrazu do ołtarza odbyła się 11 września, czyli „w dzień Imienin tey Pani Nieba”, przy licznym udziale miejscowego duchowieństwa (z Inwałdu, Wieprza, Wadowic, Kleczy, Skawiny i Mucharza) oraz kilku tysięcy wiernych, którzy uczestniczyli nie tylko w głównej sumie, ale i w poprzedzającej ją mszy św. przy kaplicy na gruncie plebańskim oraz w kończących uroczystości nieszporach. Odtąd ten właśnie obraz był czczony jako łaskami słynący. Od 1813 roku na 9 dni przed Narodzeniem Pańskim rozpoczynała się uroczysta Nowenna do NMP, którą wprowadził ks. proboszcz Znamierowski.

Źródło- "Wadowice koło Choczni"

Obok kościoła- przy domu organisty- do 1813 roku istniała kaplica NMP „funduszem Krzysztofa Dąbrowskiego z Wadowic wymurowana gustownie”, ale uległa całkowitemu zniszczeniu podczas wielkiej powodzi. Wezbrana woda podmyła i podebrała mury, po czym kaplica zawaliła się, a jej resztki porwał wezbrany nurt Choczenki. Po ustąpieniu wody jedynie niewielkie fragmenty tej kaplicy odnajdywano w pobliżu ocalałego domu organisty.

Pod koniec lat 20. XX wieku obraz NMP słynący łaskami znalazł się w nowej (czwartej) kaplicy, urządzonej z boku kościoła (obok filara po lewej stronie) przez ks. wikariusza Józefa Kmiecika. Kaplica ta została zlikwidowana przez ks. proboszcza Józefa Dybę w 1936 roku, ponieważ jego zdaniem psuł symetrię w kościele. Cudowny obraz trafił do renowacji, którą wykonała w Krakowie Emilia Karcz. Autorem nowych ram był p. Marchewka z Krakowa. Po renowacji tenże obraz „specjalnie czczony przez parafian” został umieszczony w bocznym ołtarzu, w miejsce figury matki Boskiej. Był on zasuwany kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, wykonaną na początku XIX wieku. Ks. Dyba sprawił także do tego ołtarza nową kasetkę na wota wnoszone przez wiernych.

Doniosłym wydarzeniem w życiu religijnym chocznian było nawiedzenie parafii przez obraz MB Częstochowskiej, co związane było z obchodami tysiąclecia chrztu Polski. Miało to miejsce 11 i 12 lutego 1968 roku, a w uroczystościach brał udział biskup Julian Groblicki. Owocem nawiedzenia było ożywienie nabożeństw maryjnych, jak również liczne przypadki pogodzenia się zwaśnionych wcześniej sąsiadów i trzech rozbitych małżeństw. Ochrzczono dwoje dzieci, dotąd zaniedbane pod tym względem, a  dwa cywilne związki małżeńskie zawarły po nawiedzeniu śluby w kościele. Chwilowo poprawiła się też sytuacja w rodzinach alkoholików, w niektórych na stałe.

Natomiast w 1987 roku od domu do domu wędrował w Choczni wizerunek Matki Bożej Kalwaryjskiej.

W obecnym kościele, powstałym w latach 90. XIX wieku, obraz fundacji ks. Majeranowskiego znajduje się nadal w bocznym ołtarzu. Ponadto w aktualnym kościele znajdują się obrazy Matki Bożej Bolesnej (niedawno konserwowany) i Matki Bożej Częstochowskiej, pod której wezwaniem jest także kaplica w górnej części wsi.

Jako przykład typowo choczeńskiej Madonny można podać także obraz miejscowej twórczyni Marty Kajdas – „Matka Boska w mondelach”.

Z archiwum Katarzyny Pawelec-Tarkota


poniedziałek, 29 listopada 2021

Choczeńskie zabytki - obraz "Chrystus wskazujący na ranę w boku"

 W kościele parafialnym w Choczni do dziś eksponowany jest obraz "Chrystus wskazujący na ranę w boku", który pochodzi z drugiej połowy XVII wieku.



Źródło- chocznia.pl (strona parafii)
Obraz widoczny koło ambony

Kompozycja obrazu jest w zasadzie symetryczna- postać Chrystusa, zajmująca przeważającą część obrazu, umieszczona jest na jego osi pionowej. Chrystus został ujęty na obrazie od pasa w górę, zwrócony w prawo, z wyeksponowaniem prawego boku. Ma narzucony na ramiona płaszcz, owinięty wokół bioder i zakrywający lewą rękę z wyjątkiem dłoni. Na szacie poniżej rąk jest namalowana wijąca się biała banderola z napisem "Otwieram ci grzeszniku me boskie wnętrzności Bys się przeyzrał w nich a krwią zmył swe nieprawości". Lewa dłoń wskazuje na ranę w boku, rozwartą między kciukiem a palcem serdecznym prawej dłoni. Wyraz twarzy Chrystusa, zamyślonej i cierpiącej, podkreślony jest przez podniesienie brwi, zmarszczone czoło, szeroko otwarte oczy i wpół otwarte usta. Choć jego postać jest statyczna, to przez zwrócenie głowy i torsu w kierunku widza, mocną mimikę twarzy, czy gesty rąk malujący go artysta starał się osiągnąć efekt ruchu. Ciało Chrystusa ma zachowane prawidłowe proporcje, a przez mocne kontrasty światłocieniowe wydobyto jego muskulaturę. Obraz utrzymany jest w ciepłej tonacji, z przewagą brązów, ugrów i czerwieni. Wpatrując się w niego można dostrzec nawet tak niewielkie szczegóły, jak przekrwione białka oczu Chrystusa, czy rany na grzbietach dłoni, powstałe po przebiciu gwoździami.

Obraz ten został namalowany przez nieznanego artystę w technice olejnej na płótnie lnianym, na zaprawie bolusowej (czyli na czerwonej glince stosowanej w zaprawach pod malarstwo olejne). Jego wymiary wynoszą 137 x 78 cm (płaszczyzna malowania), a grubość 2,5 cm. Z pierwotnych dwóch podobrazi (płóciennego i drewnianego) zachowało się tylko to pierwsze, przymocowane wtórnie do drewnianego krosna. Do tej pory obraz był trzykrotnie konserwowany- po raz ostatni w 1986 roku, kiedy to między innymi zrekonstruowano jego pierwotny kształt i dodano nowe podłoże drewniane, składające się z czterech świerkowych desek.

Zleceniodawcą namalowania tego obrazu był choczeński proboszcz ksiądz Kacper Sasin, który rozpoczął posługę w tutejszej parafii w 1651 roku. Doprowadził on do powiększenia kościoła przez wybudowanie od strony północnej (czyli od strony Choczenki) kaplicy Matki Boskiej oraz połączenie nawy kościoła z dzwonnicą. W powiększonym kościele dotychczasowa liczba ołtarzy (3) uległa podwojeniu. I właśnie w jednym z nowopowstałych ołtarzy umieszczony został nowy obraz "Chrystus wskazujący na ranę w boku". Znajdował się on w ołtarzu usytuowanym na pewnym podwyższeniu naprzeciwko wejścia, nad przejściem od dzwonnicy do nawy. Proboszcz Sasin zlecił wówczas również wykonanie swojego portretu, który najprawdopodobniej wyszedł spod ręki tego samego malarza. Wskazują na to zarówno analizy stylistyczno- porównawcze obu obrazów, jak i ich badania chemiczne. Obydwa te obrazy powstały przed 1679 rokiem.

Po wybudowaniu  nowego kościoła, poświęconego w 1808 roku, obraz "Chrystus wskazujący na ranę w boku" został umieszczony w ołtarzu głównym i był odsłaniany na czas dni postów. W drugiej połowie XIX wieku obraz poddano konserwacji i naprawie, po czym trafił do kolejnego ołtarza, już w obecnym kościele parafialnym. W 1902 roku ówczesny proboszcz ks. Dunajecki wystosował prośbę do biskupa krakowskiego o udzielenie ołtarzowi Pana Jezusa "łaski ołtarza uprzywilejowanego". Umieszczony w nim omawiany obraz otoczony był kultem wiernych. Dlatego nie wiadomo właściwie dlaczego, obraz ten po II wojnie światowej został usunięty z ołtarza i złożony w pomieszczeniu nad zakrystią kościoła, pełniącym rolę magazynu. Tam znajdował się do 1983 roku, czyli rozpoczęcia kolejnych prac konserwatorskich.

Przedstawienie "Chrystusa wskazującego na ranę w boku", jako XVII-wieczne wyobrażenie Chrystusa bolejącego, wywodzi się z malarstwa bizantyjskiego. Było bardzo popularne w średniowieczu, z tym że we Francji, czy we Włoszech, Chrystus przedstawiany był na ogół jako człowiek martwy, a w środkowej i wschodniej Europie malarze przedstawiali go jako żywego, z otwartymi oczami i ranami. Porównując obraz z Choczni z innymi zabytkowymi obrazami z terenu Polski, można stwierdzić, że najbliższy jest mu obraz "Chrystus wskazujący na ranę w boku" z Imbramowic (na północ od Krakowa, obecnie w diecezji kieleckiej), powstały w XVII wieku. Różnice są nieznaczne. Na obrazie z Imbramowic jest inny napis na banderoli (ale bardzo podobny krój liter), Chrystus ma nieco bardziej ekspresyjną twarz i brakuje aureoli. Duże podobieństwo istnieje także między obrazem z Choczni, a zaginionym obrazem o tej samej tematyce z Raciborza, który znany jest z XIX-wiecznej grafiki. Obrazy z Choczni i Imbramowic mogły wyjść spod jednej ręki, natomiast obraz choczeński i raciborski opierały się prawdopodobnie na tym samym pierwowzorze.

Te interesujące informacje można przeczytać w pracy magisterskiej Łukasza Stawowiaka z Wydziału Konserwacji Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, która powstała w 1986 roku.

Podziękowania za udostępnienie dla dr hab. Pawła Pencakowskiego z WK ASP  Kraków i dla MM za jej skopiowanie.

Grafika z pracy magisterskiej z 1986 roku
----

Co ciekawe, autor pracy magisterskiej ani słowem nie wspomina o innym, bardzo podobnym obrazie, którego fotografia widnieje w książce "Wadowice koło Choczni" z sugestią, że to on właśnie znajduje się na stanie parafii:



To też "Chrystus wskazujący na ranę w boku", ale w porównaniu z obrazem wiszącym koło ambony (czyli konserwowanym w 1986 roku) ma inny napis na banderoli: "Patrz grześniku com cierpiał zatwe nieprawości Dałem bok mój Otwozyc dla ciebie zmiłosci". Inne jest też na przykład ułożenie głowy Chrystusa, czy ułożenie jego włosów.




czwartek, 11 lutego 2021

Choczeńskie zabytki- obraz z 1825 roku

Do ciekawszych zabytków znajdujących się w posiadaniu parafii choczeńskiej należy ten obraz z trzeciej dekady XIX wieku:

Ilustracja z książki "Wadowice koło Choczni"

O obrazie:

Obraz został namalowany przez Jana Kopffa w 1825 roku. Posiada wymiary 50,5 x 64 cm. Przedstawia biskupa Zieglera.

O autorze obrazu:

Jan Köpf urodził się w 1763 roku w czeskiej Jihlavie, jako syn niemieckojęzycznych rodziców-Johanna Georga Köpfa i Marii Józefy Österreicher. Około 1780 roku przybył do Polski z wujem Dominikiem Österreicherem i odtąd używał swojego nazwiska w formie Kopff. Ponieważ jego wuj otrzymał od króla Stanisława Augusta Poniatowskiego zlecenie namalowania portretów rodziny królewskiej i skopiowania malowideł znajdujących się w Łazienkach i Zamku Królewskim w Warszawie, to młody Jan został jego uczniem i pomocnikiem. Później kształcił się również pod kierunkiem nadwornego malarza królewskiego Marcelo Bacciarellego i Franciszka Smuglewicza.


Autoportret
Ilustracja pochodzi ze strony kopff.prv.pl

W 1790 roku Jan Kopff zamieszkał w Krakowie, gdzie siedem lat później poślubił Teklę Danielską. Małżeństwo Kopffów doczekało się ośmiorga dzieci. Jan udzielał prywatnych lekcji rysunku i malarstwa, ale przede wszystkim skupiał się na własnej twórczości. Malował nie tylko miniatury i portrety, ale także obrazy dużych rozmiarów, przedstawiające sceny historyczne i mitologiczne. Od 1823 roku często wyjeżdżał z Krakowa w związku ze zleceniami z Nowego Sącza, Bochni, Tarnowa i Krynicy. Zmarł w Krakowie 25 kwietnia 1832 roku i został pochowany na Cmentarzu Rakowickim.

Kilka jego prac znajduje się dziś w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa.

O sportretowanym biskupie:

Gregor Thomas Ziegler żył w latach 1770-1852. Urodził się w Bawarii. Jako członek Zakonu Świętego Benedykta i profesor teologii w austriackim Linzu został  w 1822 roku mianowany biskupem diecezjalnym tynieckim,  a następnie w 1826 roku biskupem diecezjalnym tarnowskim. Do obydwóch tych diecezji należała kolejno parafia choczeńska, a ponadto 277 innych parafii z dawnej diecezji krakowskiej. Co ciekawe bp. Ziegler po objęciu biskupstwa tynieckiego nie zamieszkał wcale w tamtejszym podupadłym opactwie benedyktyńskim, lecz w Bochni, skąd zarządzał swoją diecezją. W 1826 roku przeprowadził się do Tarnowa, a na siedzibę nowo utworzonego biskupstwa przeznaczył kamienicę przy tarnowskim rynku, zakupioną z własnych środków. Krótko po objęciu biskupstwa tarnowskiego bp. Ziegler został przeniesiony dekretem cesarskim do Austrii, gdzie podjął posługę biskupią w diecezji Linz, którą sprawował w latach 1827-1852.

poniedziałek, 12 listopada 2018

Chocznia w malarstwie

Pejzaż choczeński Eugeniusza Bielenina (link) przechowywany do dziś w jego rodzinie:


Widok na Bliźniaki i Gancarz to jedyny znany obraz Eugeniusza Bielenina, dziennikarza prasy ludowej, publicysty, autora powieści, komedii scenicznej, a nawet scenariusza filmowego.

Zdjęcie obrazu udostępnił Jerzy Piotr Talaga- dziękujemy !

piątek, 16 marca 2018

Portret choczeńskiej "Damy z listem"


Obraz  z prywatnej kolekcji Tadeusza Królikiewicza
Historia tego obrazu i osoby na nim utrwalonej została opisana we wspomnieniach Tadeusza Królikiewicza opublikowanych na stronie Stowarzyszenia Absolwentów Liceum Ogólnokształcącego im. Marcina Wadowity w Wadowicach- www.wadowita.net:
„Jak sięgam pamięcią, w mieszkaniu naszym wisiał portret prababki. W Brzesku umieszczony był nad fortepianem matki. Wodziła za mną oczami, a w lewej ręce trzymała list. Pojechała z nami do Wadowic. Podczas wojny tułała się z nami po świecie, co nie wyszło jej na zdrowie. Podczas kolejnej przeprowadzki płótno obrazu rozdarło się na kancie stołu, twarz, ręce i list pociemniały, ale nadal wodziła za mną swoimi pięknymi oczami. Po wojnie powróciła do Wadowic nie nad fortepian, który został sprzedany, gdy sytuacja materialna była ciężka.
Portret prababki wymalowany został pod Wadowicami, w Choczni, skąd pochodziła prababka Tekla Płonka. Urodziła się jeszcze w czasach napoleońskich. Wyrosła na ładną dziewczynę, która podobno podobała się oficerom austriackiego pułku piechoty stacjonującego w Wadowicach, a zgodnie z opowieścią rodzinną jeden z nich zakochał się w niej bez pamięci. Ale oficer odjechał w siną dal, dziewczyna czekała roniąc łzy. W końcu nie doczekawszy się, otarła łzy i wyszła za mąż za piekarza, emigranta z austriackiego Voralbergu Jana Letschera, który przyjechał za chlebem do Polski. I właśnie wtedy przyszedł do niej list, że ukochany otrzymał pozwolenie na małżeństwo i wraca. Było jednak za późno.
Portret namalowany został prawdopodobnie ok. połowy XIX wieku, na pewno przez dobrego malarza, który zgodnie z przekazem rodzinnym przebywał w Choczni po upadku rewolucji krakowskiej (1846). Na obrazie brak sygnatury autora. Dalsza moja kuzynka, nieżyjąca dr Anna Bocheńska, historyk sztuki i kustosz wawelskiego muzeum, bezskutecznie usiłowała dociec, kto jest autorem obrazu.
Matka pokazywała mi w okresie międzywojennym ruiny domu w Choczni zwanego jeszcze wówczas letscherówką. Letcherowie wraz z synem Alojzym przenieśli się do Bochni, gdzie otworzyli piekarnię.
Prababka, po renowacji (przez fachowca wysokiej klasy), błyszczy swą urodą jak za dawnych lat i z lekkim uśmiechem wodzi swoimi pięknymi oczami za domownikami. A w ręku trzyma list - może świadectwo miłości, może dramatu sprzed lat.”
Analizując ten portret i zagłębiając się w szczegóły życiorysu uwiecznionej na nim postaci, dojść można do dość zagadkowych odkryć, które czynią tę interesującą historię nieco bardziej tajemniczą.
Znane fakty na temat Tekli Letscher z domu Płonka przedstawiają się następująco:
  • w spisie choczeńskiej własności gruntowej z lat 1844-1852 widnieje znaczny majątek Tekli Letscher (16 mórg gruntu) i osobny Johana (Jana) Letschera o powierzchni nieco ponad 8 mórg, czyli łączna własność Letscherów w Choczni wynosiła wówczas 14 hektarów. Łączna własność Letscherów była wówczas czwartą co do wielkości w Choczni, po majątku sołtysim (Duninów), dworskim (Bobrowskich) i plebańskim. Niewiele przewyższała jednak największe majątki chłopskie (o 1-2 morgi). Posiadłość Letscherów była nazwana potocznie Lecierówka lub Leczerówka, o czym piszą na przykład Eugeniusz Bielenin (w swoich wspomnieniach), czy Józef Turała (w „Kronice wsi Chocznia”). Nazwa Leczerówka/Lecierówka przetrwała do dziś, choć nie jest powszechnie znana.
Przypisane do niej były dwa niesąsiadujące ze sobą domy o numerach 203 (Tekla) i 191 (Jan) w górnej części obecnej ulicy Zawale.

Lokalizacja domu nr 191

Lokalizacja domu nr 203


Pola Letscherów rozciągały się na północny wschód od ich domów, przekraczały Stary Gościniec (Drogę Sobieskiego) i sięgały aż po granice z Frydrychowicami. Wcześniejsze spisy płatników podatku kościelnego pozwalają sądzić, że Tekla i Jan Letscherowie nie byli długoletnimi właścicielami majątków w Choczni. Jeszcze w 1836 roku późniejszy dom Tekli figurował jako własność Wątrobów, a późniejszy dom Jana jako własność Błażeja Juchy.
  • W metrykach kościelnych parafii wadowickiej zachowały się adnotacje o chrztach pięciorga dzieci piekarza i cukiernika Johanna Letschera, syna Aloisa i Cathariny, rodem z Voralbergu w Austrii i jego żony Tekli, córki Wojciecha Płonki oraz Tekli z Sokołowskich:
  1. Emilii Joanny w 1849 roku,
  2. Edmunda w 1850 roku,
  3. Józefa Ferdynanda w 1852 roku,
  4. Alojzego Franciszka w 1856 roku,
  5. Ernestyny w 1859 roku.
Co ciekawe każdorazowo podano inne miejsce zamieszkania Letscherów – kolejno domy w Wadowicach (a nie w Choczni) nr 245, 347, 345, 48 i 332. W większości przypadków matką chrzestną dzieci Letscherów była ta sama osoba- Marianna, żona ziemianina Pawła Schultesa z Przybradza.
  • W metrykach kościelnych parafii choczeńskiej zachowały się cztery wpisy dotyczące Letscherów:
  1. Śmierć Ernestyny Letscher w 1859 roku,
  2. Śmierć Jana Letschera 7 maja 1861 roku w wieku 56 lat,
  3. Ślub pochodzącego z Moraw leśnika Jana Halauski i Emilii z domu Letscher oraz urodziny ich syna Emiliana (1871) pod numerem 322 (według nowej numeracji wprowadzonej w latach pięćdziesiątych XIX wieku).
  • W spisie ofiarodawców na powiększenie choczeńskich dzwonów w 1875 roku widnieje Emilia Halauska pod numerem 322.
  • 15 grudnia 1906 c.k. Sąd Obwodowy w Wadowicach wdrożył postępowanie celem uznania za zmarłego Edmunda Letschera urodzonego w 1850 roku na prośbę Emilii Halauska, Tekli Letscher i Alojzego Letscher. Edmund, subiekt handlowy, na skutek nieporozumień z rodziną wyjechał w maju 1870 roku z Choczni do Bochni. Ostatni kontakt z rodziną to list z września 1870 roku ze Stanisławowa, w którym prosił siostrę Emilię o przesłanie 40 koron.
  • Na nagrobku Tekli Letscher według Tadeusza Królikiewicza wyryto datę jej urodzenia- 1808 i zgonu- 1909.

Czy obraz rzeczywiście przedstawia Teklę Letscher – prababkę Tadeusza Królikiewicza?

Czy osoba ubrana i ufryzowana w sposób przedstawiony na portrecie mogła być wadowicką mieszczką i właścicielką gruntów w Choczni?

Postać na obrazie została namalowana w pewnej konwencji charakterystycznej dla połowy XIX wieku, ale niekoniecznie dla tej klasy społecznej, z której wywodziła się Tekla, bądź do której weszła przez małżeństwo.
Damę ubraną w podobną suknię można znaleźć na przykład na portrecie z lat około 1840-1855 znajdującym się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie
link 
Natomiast fryzura domniemanej Tekli występuje choćby na obrazie z około 1840 roku:
link (portal rynku sztuki Artinfo.pl)
Fakt, że obraz zachował się w zbiorach potomków Tekli Letscher, nie jest jednoznacznym dowodem na to, że na portrecie widnieje właśnie ona, choć tak wskazuje rodzinny przekaz. Nie można wykluczyć, że sportretowano na nim inną kobietę z rodu Królikiewiczów, niekoniecznie Teklę Letscher. W rodzinie Królikiewiczów zachowała się ponadto biżuteria- naszyjnik widoczny na szyi sportretowanej osoby. To oczywiście dowód na związki osoby sportretowanej z ich rodziną, lecz także niewskazujący wprost na Teklę Letscher z  Choczni.
Jakie były związki Tekli Letscher z Chocznią? To kolejne pytanie, które nasunąć się może po lekturze przytoczonych wyżej skąpych faktów z jej życiorysu.
Oprócz tego, że przez pewien czas zamieszkiwała w Choczni i posiadła tam stosunkowo duży majątek, to nic nie wskazuje na jej choczeńskie pochodzenie.
Brak metryki chrztu Tekli w Choczni i w Wadowicach oraz brak w tych samych źródłach jakichkolwiek wzmianek o jej rodzicach, mimo występowania nazwiska Płonka w Choczni, wskazuje, że jej korzeni szukać należy gdzie indziej.
Pewne światło na pochodzenie Tekli rzuca wpis z choczeńskiej Liber Natorum, gdzie pod datą 22 sierpnia 1858 roku zanotowano chrzest Marianny Tekli, córki Franciszka Piwowarczyka i jego żony Anny, córki Wojciecha Płonki i Tekli Sokołowskiej, „civium ex Andrychów” (obywateli Andrychowa).
Zbieżność imion i nazwisk rodziców Anny Piwowarczyk oraz Tekli Letscher nie może być przypadkowa i świadczy nie tylko o tym, że były siostrami, ale i o konieczności rozszerzenia poszukiwań dotyczących przeszłości Tekli na parafię andrychowską.
To jednak także okazuje się poniekąd ślepy zaułek. W pierwszej połowie XIX wieku nie odnotowano tam żadnego chrztu dziecka o nazwisku Płonka ani małżeństwa pomiędzy Letscherem a Płonką.
Jednak w indeksie małżeństw z datą 28 stycznia 1818 roku zapisano zawarcie związku małżeńskiego pomiędzy rodzicami Tekli- Wojciechem Płonką a Teklą Sokołowską. Żeby nie było tak prosto, ten zapis znajduje się wprawdzie w indeksie małżeństw, ale brak takiej metryki w Liber Copulatorum (księdze małżeństw) z tego okresu. Wygląda na to, że w Andrychowie indeks małżeństw prowadzono jednocześnie dla dwóch osobnych ksiąg metrykalnych (miasta i wsi Andrychów), a w archiwum parafialnym dostępna jest tylko jedna z nich, w której akurat brak interesujących nas danych.
Warto zauważyć, że data ślubu rodziców Tekli stoi w sprzeczności z jej datą urodzenia z nagrobka. Wydaje się jednak bardziej prawdopodobne, że Tekla rzeczywiście urodziła się w 1818 roku lub później. Wtedy pierwsze znane dziecko miałaby w wieku 29 lat lub młodszym, a ostatnie w wieku nieprzekraczającym 41 lat. Przyjmując zaś dane z nagrobka za prawdziwe, w chwili urodzenia Ernestyny byłaby po pięćdziesiątce i odpowiednio w chwili urodzenia starszych dzieci w przedziale wiekowym 41-48 lat, co jest wprawdzie możliwe, ale rzadko się zdarza.
Uznając zaś za prawdziwą datę zgonu z nagrobka (1909), w chwili zgonu Tekla miałaby lat 101 (według danych cmentarnych) lub co najwyżej 91 (według metryki ślubu rodziców).
Następna niejasna kwestia to związki Letscherów z Przybradzem.
Na związki te wskazuje nie tylko „stała” matka chrzestna dzieci Letscherów- Wiktoria Maria Schultes z Lekczyńskich, właścicieli ziemskich z Przybradza, ale i znacznie późniejsza zażyła znajomość pomiędzy Królikiewiczami (potomkami Jana i Tekli Letscher) a Smolarskimi, kolejnymi posiadaczami dworu w Przybradzu, po skoligaconych z nimi Lekczyńskich i Pleszowskich.
Do jej wyjaśnienia niezbędne wydają się zakrojone na szeroką skalę badania genealogiczne nie tylko w parafii Frydrychowice, do której należy Przybradz, ale i innych związanych z przeszłością Smolarskich, Pleszowskich i Lekczyńskich.

Niezależnie od tych wszystkich wątpliwości odnowiony portret „Damy z listem”, jak wspomina pan Królikiewicz „błyszczy swą urodą jak za dawnych lat i z lekkim uśmiechem wodzi swoimi pięknymi oczami za domownikami”.

W artykule wykorzystano informacje od Tadeusza Królikiewicza, Marii Biel i Macieja Smolarskiego- dziękuję !