Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czapik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czapik. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 kwietnia 2026

Gmina kontra Kościół. Spór o własność w latach 1882-1885

 Do sporu o to, czyją własnością jest budynek kościoła w Choczni, kaplica św. Jana Nepomucena, czy też cmentarz, doszło na długo przed tym, nim władzę w choczeńskiej gminie objął znany z antykleryklanych poglądów Józef Putek.

W Księdze Protokołów Posiedzeń Gromadzkich zachował się zapis konfliktu, który pokazuje, jak skomplikowane były relacje między miejscową gminą, a Kościołem pod koniec XIX wieku. Sprawa dotyczyła kilku parcel – w tym tych, na których stał kościół i cmentarz – i przez dwa lata budziła ogromne emocje wśród radnych.

2 listopada 1883 roku gmina Chocznia otrzymała pismo z c.k. Starostwa w Wadowicach. Urzędnicy domagali się, by Rada Gminna wypowiedziała się w sprawie wykreślenia z księgi hipotecznej kilku parcel zapisanych jako własność gminy i uznania ich za własność kościelną.

Chodziło o:

  • parcelę budowlaną nr 445 – kościół,
  • parcelę nr 447 – trupiarnię (magazyn kościelny),
  • parcelę nr 458 – kaplicę św. Jana Nepomucena,
  • parcelę nr 5885 – cmentarz pogrzebowy,
  • parcelę nr 5886 – fosę przy cmentarzu,
  • parcelę nr 5894 – plac wokół kościoła (dawny cmentarz),

Dla ówczesnego wójta, Józefa Czapika, sprawa była delikatna. Z jednej strony uważał za powód do chluby, że „święte miejsca” są wpisane jako własność gminy. Z drugiej – jako katolik nie chciał występować przeciwko Kościołowi. Skłaniał się więc ku wykreśleniu tych gruntów z majątku gminnego i przekazaniu ich Kościołowi.

Jednak nie wszyscy radni podzielali to stanowisko. Głos sprzeciwu zabrał radny Józef Guzdek. Na jego wniosek Rada Gminna jednogłośnie przyjęła uchwałę, w której odmówiła zrzeczenia się praw do spornej własności. Argumentacja była ciekawa, ponieważ radni twierdzili, że:

  • kościół, kaplice i cmentarz od zawsze były utrzymywane przez gminę,
  • to mieszkańcy – jako „zgromadzenie wszystkich prawowiernych chrześcijan w Choczni” - tworzą „żywy Kościół”,
  • wymienione parcele nigdy nie należały do majątku plebańskiego ani go nie powiększały.

W praktyce oznaczało to, że gmina utożsamiała wspólnotę religijną z samą sobą. Skoro to mieszkańcy budowali, remontowali i utrzymywali świątynię oraz cmentarz, to – w ich ocenie – mieli pełne prawo pozostawać właścicielem gruntów.

Równolegle toczył się drugi konflikt – o zespół drobnych parcel koło szkoły, tworzących tzw. „Zagrodę Wróblowską”.

Poprzednia Rada Gminna, reprezentowana przez wójta Szymona Pietruszkę, asesora Walentego Szczura i radnego Wojciecha Czapika w grudniu 1882 roku zadeklarowała w starostwie, że grunty te zostały darowane przez Annę Wróblowską na budowę szkoły i powinny zostać zaintabulowane na rzecz funduszu szkolnego.

 Nowa Rada w 1883 roku zakwestionowała tę wersję wydarzeń. Twierdzono, że:

  • pierwotnie Antoni Wróblowski zapisał majątek ustnie na rzecz kościoła,
  • następnie kościół odstąpił go gminie kontraktem,
  • gmina zobowiązała się jedynie wydzielić pół morga pod budynki szkolne,
  • nigdy nie oddała całej zagrody ani nie zrzekła się praw do pozostałych parcel.

Aby unieważnić deklarację z 1882 roku, radni użyli mocnych argumentów:

  • zarzucili poprzednikom nieznajomość ustawy gminnej z 1866 roku,
  • nazwali ich „młodymi ludźmi”, którzy nie znali prawdziwego stanu rzeczy,
  • zasugerowali nawet, że część podpisów mogła być sfałszowana.

Była to wyraźna próba całkowitego podważenia mocy prawnej wcześniejszych zobowiązań podjętych przez Pietruszkę, Szczura i Czapika.

Dwa lata później sytuacja uległa zasadniczej zmianie - 18 stycznia 1885 roku Rada Gminna Choczni zrzekła się praw własności do parcel, na których stały: kościół, trupiarnia (magazyn kościelny), kaplica św. Jana Nepomucena, cmentarz przy kaplicy św. Anny, plac i fosa wokół kościoła.

Uczyniono to „dla uczczenia miejsc świętych”, przekazując je na rzecz rzymskokatolickiego kościoła parafialnego.

Jednocześnie Rada stwierdziła, że wcześniejsze wpisanie tych gruntów jako własności gminnej nie było skutkiem deklaracji wójta Pietruszki i pozostałych dwóch delegatów gminy, lacz omyłką geometry (mierniczego) przy sporządzaniu ksiąg hipotecznych.

To eleganckie rozwiązanie pozwoliło wycofać się z wcześniejszego, konfrontacyjnego stanowiska bez utraty twarzy. Zamiast przyznać się do zmiany decyzji, wskazano na błąd techniczny.

Natomiast własnością gminną pozostała Zagroda Wróblowska, którą dzierżawił od 1880 roku Piotr Kolber za czynsz w wysokości 32,5 złotego reńskiego rocznie.


wtorek, 25 marca 2025

Znani mężowie chocznianek - Franciszek Żyto

 Józefa Czapik, urodzona w 1906 r. w Choczni, po ukończeniu Seminarium Nauczycielskiego w Wadowicach w 1927 r. rozpoczęła pracę w szkolnictwie na Ziemi Łowickiej. 

Józefa Czapik

Uczyła w szkołach podstawowych w: Chruślinie, Gaju i Włakowie Borowym. W tej ostatniej miejscowości w 1932 r. poślubiła nauczyciela Franciszka Żyto, urodzonego w 1905 r. w Bąkowie koło Łowicza, absolwenta tamtejszego Państwowego Seminarium Nauczycielskiego Męskiego (1928). Później Józefa i Franciszek podjęli pracę w Dąbkowicach Dolnych. Obydwoje kierowali tą szkołą - Franciszek w latach 1936-37, a Józefa w latach  1937-46. 

Józefa Żyto z córką i siostrą
przed drewnianą szkołą w Dąbkowicach (1937)
Zdjęcie z archiwum
Haliny Kowalskiej z domu Żyto

Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej Franciszek Żyto podwyższył swoje kwalifikacje zawodowe kończąc Państwowy Wyższy Kurs Nauczycielski w Warszawie. Uczęszczał także na wykłady z zakresu nauk humanistycznych i matematycznych na Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie.

Franciszek Żyto (1938)
Zdjęcie z archiwum
Haliny Kowalskiej z domu Żyto

We wrześniu 1939 roku Franciszek Żyto jako podporucznik rezerwy został zmobilizowany i objął dowództwo 6. Kompanii Strzeleckiej 2. Batalionu 10. Pułku Piechoty. Dostał się do niemieckiej niewoli, po czym został uwięziony w oflagu VI B Dössel-Wartburg (nr jeńca 1361). Tam spędził lata wojny, aż do 1945 roku. Jego żona Józefa pozostała w Dąbkowicach Dolnych, gdzie prowadziła tajne nauczanie geografii i historii.

Po powrocie do Polski Franciszek przeniósł się z żoną do Łowicza. On rozpoczął pracę jako nauczyciel w Liceum Pedagogicznym w Łowiczu, ona w Szkole Podstawowej nr 2. Franciszek Żyto dał się wtedy poznać jako popularyzator kultury ludowej. Prowadził z sukcesami Młodzieżowy Zespół Pieśni. Jednocześnie studiował na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Łódzkiego, gdzie w 1952 roku uzyskał stopień magistra filozofii w zakresie pedagogiki.

Źródło - strona LO w Łowiczu


W tym samym roku jako nauczyciel historii w Liceum Ogólnokształcącym w Łowiczu został pełniącym obowiązki dyrektora tej placówki, a w 1958 roku formalnie został mianowany jej dyrektorem. W latach 1958-61 doprowadził do wybudowania nowego gmachu liceum. 

Jego żona Józefa również po wojnie podnosiła swoje wykształcenie - w 1951 roku ukończyła Dział Humanistyki Kursu Nauczycielskiego w Łodzi i podjęła pracę w Liceum Pedagogicznym w Łowiczu.

Obydwoje byli nagradzani za osiągnięcia zawodowe. Franciszek Żyto został odznaczony Srebrną Odznaką Honorową „Zasłużony Popularyzator Wiedzy TWP”, Złotą Odznaką Związku Nauczycielstwa Polskiego i Złotym Krzyżem Zasługi (1956), a Józefa Żyto w 1958 roku otrzymała dyplom i Brązową Odznakę za Długoletnią Pracę,

Oprócz pracy zawodowej Franciszek Żyto udzielał się także w samorządzie jako radny Wojewódzkiej Rady Narodowej w Łodzi (wybierany w 1958 i 1961 roku). 

Zmarł 5 sierpnia 1964 w Łowiczu i spoczął na tamtejszym Cmentarzu Kolegiackim. 2,5 roku później w tym samym grobie została pochowana Józefa Żyto. 

czwartek, 6 czerwca 2024

Prawo do polowań w galicyjskiej Choczni

 

Prawo polowania w austriackiej Galicji  było przywiązane do własności gruntu i służyło każdoczesnemu większemu posiadaczowi gruntów, który mógł swobodnie rozstrzygać, czy będzie wykonywał to prawo we własnym zakresie przez samodzielne organizowanie polowań (o ile posiadał do tego stosowne uprawnienia), czy też prawo to wydzierżawi. Prawo do samodzielnego organizowania polowań lub dzierżawienia polowań posiadała też każda gmina na gruntach stanowiących majątek lub dobro gminy (od 1909 roku o powierzchni co najmniej 115 hektarów).

Stosownie do tych przepisów prawnych Rada Gminna w Choczni uchwaliła w 1868 roku, że polowania na gruntach gminy Chocznia i przynależnych do niej należy wydzierżawić na lat 5 przez publiczną licytację. Zwycięzcą tej licytacji został p. Hawełka, który pod koniec dzierżawy, to jest w lipcu 1873 roku zabiegał o jej przedłużenie na kolejne 5 lat. Ówczesny wójt Franciszek Guzdek i czterech delegowanych radnych: Walenty Szczur, Jan Woźniak, Franciszek Cibor i Józef Guzdek mieli na podstawie uchwały gminy negocjować kolejny kontrakt z Hawełką, przyjmując za podstawę zapisy poprzedniej umowy dzierżawy. Hawełka miał zakaz polowania w lecie, a gdy „owsy, koniczyny i lny stać na polach jeszcze będą” myśliwi mieli obchodzić je przez uwrocia, czyli końce pól, gdzie nawracano zaprzęgami końskimi lub wolimi.

W 1883 roku władze gminne spóźniły się z ogłoszeniem kolejnej licytacji na prawo dzierżawy polowań, co miały obowiązek uczynić na trzy miesiące prze ukończeniem terminu poprzedniej dzierżawy, która dobiegła końca 18 lipca 1883 roku. Nową licytację zarządzono dopiero 27 lipca i jej termin wyznaczono na 22 sierpnia. Z powodu krótkiego czasu od ogłoszenia do licytacji zgłosiło się na nią tylko dwóch oferentów: p. Gładysz, wadowicki rzeźnik i p. Dobrzański, sekretarz rady powiatowej w Wadowicach. Wójt Czapik i radny Pietruszka protestowali bezskutecznie przeciw dopuszczeniu pierwszego z wymienionych wyżej, ponieważ nie okazał on pozwolenia na posiadanie broni myśliwskiej. Urzędnik prowadzący licytację zadowolił się tylko oświadczeniem Gładysza, że stosowne pozwolenie posiada i dopuścił go do licytacji. Jej zwycięzca nie został w dokumentach gminy wymieniony, ale wylicytowana kwota za dzierżawę (55 zł reńskich za rok) była dla władz choczeńskiej gminy zbyt niska. Nie tylko nie dorównywała poprzednio obowiązującej kwocie dzierżawy (75 zł reńskich za rok), ale także odbiegała od warunków wylicytowanych przez inne gminy z rejonu Wadowic. Jako przykład podano Gorzeń, który za oferowany teren do polowań o powierzchni 300 mórg uzyskał dzierżawę w wysokości 15 zł rocznie. Ponieważ Chocznia wystawiała na licytację teren o powierzchni 3.558 mórg, to oczekiwała za niego około 200 zł czynszu dzierżawnego rocznie. Dlatego władze gminy wystosowały oficjalny protest do starostwa i zażądały powtórnej licytacji. Cała sprawa ciągnęła się aż do jesieni 1885 roku. Wtedy to zwycięzcą licytacji na prawo dzierżawy polowań ogłoszono wójta Józefa Czapika, Co ciekawe, wójt wylicytował czynsz dzierżawny w wysokości 40 zł reńskich rocznie, czyli o 15 zł niższy, niż oprotestowany przez niego dwa lata wcześniej.

Po upływie 5 lat dzierżawy w dniu 30 marca 1890 radni choczeńscy na wniosek Józefa Guzdka postanowili przesłać prośbę do starostwa w Wadowicach, by przedłużyć kontrakt z Józefem Czapikiem, naczelnikiem gminy Chocznia, na kolejne 5 lat i na tych samych warunkach (40 zł reńskich rocznie). Radni uznali, że Czapik odpowiada warunkom o prawie polowania i „nie dla zysku, lecz dla ochrony od kłusowników i dla rozrywki utrzymuje dzierżawę polowania”.

Kolejny raz sprawą polowań na terenie Choczni radni gminni zajęli się w 1900 roku. Ówczesnym dzierżawcą prawa polowań był następny wójt Antoni Sikora, który zaapelował, by przyznać mu to prawo ponownie na okres 6 lat, począwszy od 1 stycznia 1901 roku. Radni poparli ten apel i postanowili odstąpić od licytacji, a prawo do polowań przyznać Sikorze z wolnej ręki. Utrzymano również dotychczasowy czynsz dzierżawny płacony przez naczelnika gminy w wysokości 114 koron rocznie, czyli 57 dawnych złotych reńskich (reformę walutową i wymianę reńskich na korony przeprowadzono w 1892 roku).

7 sierpnia 1904 roku radny Józef Czapik wystąpił z wnioskiem, by zgłosić do starostwa rozszerzenie powierzchni dzierżawionej przez gminę do polowań o obszar dawnego majątku sołtysiego, w tym czasie już całkiem rozparcelowanego, co mogłoby przynieść Choczni dodatkowy dochód. Radni przyjęli ten wniosek do wiadomości.

O tym, że z prawa dzierżawy choczeńskich terenów do polowań faktycznie korzystano, świadczą dawne doniesienia prasowe.

Na przykład 16 grudnia 1902 roku podczas polowania, które zorganizowali w Choczni starosta Geppert i radca dworu Szlachtowski (płacąc za nie Sikorze), ośmiu myśliwych upolowało lisa i 47 zajęcy, o czym donosił „Łowiec” – organ Galicyjskiego Towarzystwa Łowieckiego.

Józef Turała w „Kronice wsi Chocznia” podaje, że z prawa do polowań korzystali też mieszkający w Choczni: Szymon Łapka (karczmarz), Antoni Sikora (kowal), czy Jan Turała (mistrz murarski).

poniedziałek, 25 marca 2024

Jak urodzony w Choczni prawnuk wójta Czapika został amerykańskim Lundquistem

 

Józef Czapik (1828-1907), człowiek–instytucja w choczeńskich realiach II połowy XIX wieku, miał tylko jednego syna Wojciecha, który dożył pełnoletności i założył własną rodzinę. Wojciech Czapik, wykształcony przez ojca w cieszyńskim gimnazjum, wprawiał się pod jego okiem w działalność choczeńskiego samorządu, jako pisarz gminny i radny. Zmarł jednak stosunkowo młodo, bo w wieku 47 lat, pozostawiając po sobie owdowiałą żonę Mariannę z Gancarzów oraz sześcioro osieroconych dzieci: 3 synów (Mieczysława, Józefa i Wojciecha Franciszka) oraz trzy córki (Honoratę, Marię Kamilę i Mariannę Anielę). Niespełna rok po śmierci Wojciecha 42-letnia wówczas Marianna po raz kolejny wyszła za mąż, poślubiając w Choczni o 15 lat młodszego Jana Panka z Wieprza, po czym wyjechała z nim do amerykańskiego Holyoke w stanie Massachusetts. W Stanach Zjednoczonych Ameryki stopniowo zamieszkało także aż czworo jej dzieci. Najstarsza córka Honorata już w 1900 roku poślubiła w Massachusetts Andrew Kozioła, a po jego śmierci zawarła kolejne małżeństwo ze Stanisławem Trzaską. Zmarła w wieku zaledwie 31 lat, dwa miesiące po urodzeniu czwartego dziecka, które otrzymało imię Józef (Joseph). Dwa lata później zmarła również w Holyoke jej matka Maria Panek primo voto Czapik. 

Akt zgonu synowej Józefa Czapika

Z przeprowadzonej wówczas sprawy spadkowej można się dowiedzieć, o losach jej pozostałych żyjących dzieci, czyli wnuków Józefa Czapika:

  • Mieczysław Czapik (ur. 1871) prowadził rodzinne kilkunastomorgowe gospodarstwo w Choczni;
  • Józef Antoni Czapik (ur. 1873) także mieszkał w Choczni, ale pracował jako urzędnik Powiatowej Kasy Oszczędności w Wadowicach;
  • Wojciech Franciszek Czapik (ur. 1875) przebywał w USA, chociaż dokładne miejsce jego pobytu nie było znane nikomu z rodzeństwa;
  • Maria Kamila Czapik (ur. 1881), używająca swojego drugiego imienia, w 1898 roku została żoną Jana Cierpiałka z Tomic, który przeprowadził się do Choczni i został pisarzem opłacanym przez Zwierzchność Gminną. Po przedwczesnej śmierci męża w 1909 roku Kamila wyjechała z dwójką dzieci: Czesławem i Bronisławą Cierpiałkami do Nowego Jorku (1910), gdzie mieszkała nadal w 1912 roku;
  • Marianna Aniela Czapik (ur. 1887) w 1910 roku poślubiła w nowojorskim Manhattanie Juliusa Janisza, któremu jeszcze w tym samym roku urodziła córkę Stanisławę (Stellę). Natomiast w trakcie sprawy spadkowej po matce (w 1913 roku) Marii i Juliusowi Janiszom urodził się syn Teodor.

Dość trudna sytuacja materialna wymienionej wyżej samotnej wdowy Kamili Cierpiałek unormowała się w 1918 roku, gdy wyszła ona za mąż za urodzonego w stolicy Danii Axela Carla Lundquista, z zawodu elektryka, który był o 10 lat od niej młodszy. W New York City Marriage Records zapisano ją jako Camellę Chapick Curfiolek (!), córkę Alberta i Mary Gancarz. Jej nowy mąż dał swoje nazwisko Lundquist zarówno dzieciom urodzonym w związku z Kamilą (córce Elsie i synowi Warrenowi), jak i biologicznym dzieciom Jana Cierpiałka. Tak więc Czesław Cierpiałek figurował później w amerykańskich źródłach jako Charles Lundquist, a jego siostra Bronisława jako Bertha Lundquist. Bez znajomości tych faktów nie sposób ustalić ich dalszych losów.

Dawny Czesław Cierpiałek w 1924 roku ożenił się w Nowym Jorku z Catherine Stanton i miał z nią troje dzieci: Cathleen Lundquist, Paula Lundquist i Jane Lundquist. Według danych spisu powszechnego z 1950 roku pracował jako kierowca. Zmarł w 1952 roku w wieku 51 lat i został pochowany na cmentarzu St. Charles w East Farmingdale w stanie Nowy Jork.

Czesław Cierpiałek jako Charles Lundquist w aktach rejestracji poborowych w 1942 roku
Błędnie podane miejsce urodzenia (Holyoke zamiast Chocznia)

Natomiast jego młodsza siostra Bronisława w 1923 roku została żoną Edwarda Kovatsa, emigranta z węgierskich wówczas Koszyc i jako Bertha Kovats urodziła mu w Nowym Jorku syna Edwarda juniora i córkę Glorię. Po śmierci w wieku zaledwie 30 lat (w 1934 roku) spoczęła na cmentarzu St. Raymond w nowojorskiej dzielnicy Bronx.

Dzisiejsi Lundquistowie wywodzący się od wójta Czapika zamieszkują w położonym na wschodnim wybrzeżu stanie Connecticut.

poniedziałek, 12 czerwca 2023

Wybór władz gminy Chocznia w 1867 roku

 Roku pańskiego 1867 dnia 15 miesiąca lutego w dzień piątkowy o 3 godzinie po południu odbyło się pierwsze po wyborach posiedzenie nowo wybranej rady gminy Chocznia.

Uczestniczyli w nim radni:

  • Piotr (właściwie Antoni Piotr Hipolit) Dunin, właściciel sołtystwa,
  • ks. Józef Komorek, miejscowy pleban,
  • Antoni Gajda, nauczyciel miejscowej szkoły trywialnej
  • Józef Cap, miejscowy organista i były wójt,
  • Szczepan Bandoła, gospodarz,
  • Franciszek Cibor, gospodarz,
  • Józef Guzdek, gospodarz,
  • Szczepan Malata, gospodarz,
  • Jan Ramęda, gospodarz,
  • Jan Rokowski, gospodarz i były wójt (dwie kadencje wcześniej),
  • Michał Ścigalski, gospodarz,
  • Błażej Szczepaniak, gospodarz i kościelny,
  • Wojciech Styła, gospodarz,
  • Maciej Wątroba, gospodarz,
  • Wojciech Wątroba, gospodarz,
  • Aleksander Wider, gospodarz,
  • Wojciech Widlarz, gospodarz,
  • Jan Woźniak, gospodarz.
Jako najstarszy wiekiem obrady zagaił i poprowadził Piotr Dunin. Po krótkim wstępie przystąpiono do wyboru zwierzchności gminnej, a w pierwszej kolejności naczelnika gminy.

Jednogłośnie został nim wybrany Józef Cap, poprzedni wójt.

Następnie asesorami (członkami zarządu) wybrano większością głosów: Wojciecha Styłę, Józefa Guzdka i Wojciecha Wątrobę.

Także większością głosów obrano na zastępcę naczelnika Wojciecha Styłę.

Swój wybór radni podjęli w "Imię ojca i syna i ducha świętego Amen" i potwierdzili własnoręcznymi podpisami (wszyscy umieli się podpisać).

Według moich obliczeń średnia wieku radnych z 1867 roku wynosiła niespełna 44 lata, a najmłodszym z nich był Józef Guzdek, liczący wtedy 25 lat.

Naczelnik Cap (później Czapik) miał 39 lat, a jego zastępca Styła 41 lat.

Po wyborach naczelnik Cap podziękował za udzielone mu zaufanie i wezwał w imię Boże do wspólnej pracy dla dobra całej gminy.

Zaproponował następnie przyjęcie regulaminu obrad rady, który zawierał 32 punkty.

Można w nim przeczytać, że zwykłe posiedzenia, dotyczące ogólnych interesów gminy, miały się odbywać na koniec każdego kwartału, zaś pozostałe co 14 dni w budynku szkolnym. Miano na nich rozstrzygać spory między stronami, dokonywać pojednywania stron, karcić przeciw obyczajności publicznej, rozpatrywać sprawy przeciw spokojności publicznej i wykroczenia policyjne.

Przedmiotem uwagi i nadzoru radnych miały być:

- majątek gminny,

- bezpieczeństwo osób i mienia,

- drogi,

- handel, w tym prawidłowość miar i wag,

- rzeźnictwo,

- zdrowie,

- czeladź i robotnicy,

- obyczajność publiczna,

- ubodzy, żebracy i włóczędzy,

- policja ogniowa,

- budownictwo, w tym pozwolenia budowlane,

- szkolnictwo (utrzymanie jedynej wówczas szkoły).

W ww. sprawach naczelnik, jego zastępca i asesorzy mieli spotykać się w budynku szkolnym w każdą niedzielę po nieszporach.

Naczelnik gminy mógł udzielać radnym ośmiodniowych urlopów od posiedzeń, a dłuższe urlopy mogła przyznawać tylko cała rada gminna.

Regulamin przyjęto bez zbędnej dyskusji i bez żadnych sprzeciwów.



poniedziałek, 13 marca 2023

Jadwiga Czapik- choczeńska nauczycielka


 

Jadwiga Teresa Czapik

   Córka Jana i Marii z Warmuzów, urodziła się 2 października 1959 roku w Suchej Beskidzkiej. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Choczni kontynuowała naukę w wadowickim Liceum Ogólnokształcącym (profil biologiczno-chemiczny, matura 1978), a następnie w szkole pomaturalnej (profil ekonomiczno-administracyjny). 

1 września 1981 rozpoczęła pracę nauczycielki (nauczanie początkowe) w Szkole Podstawowej nr 2 w Choczni górnej, gdzie pracowała do 31 sierpnia 1999. Od 1991 uczyła historii i jednocześnie rozpoczęła studia zaoczne w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie, uzyskując w 1996 dyplom magistra historii (z wynikiem bardzo dobrym). 

1 września 1999 została przeniesiona do Szkoły Podstawowej nr 1 w Choczni dolnej, przy czym przez rok szkolny 2000/01 oraz od 1 września 2004 do 13 lutego 2011 uczyła jednocześnie w obu szkołach. Była także absolwentką studiów podyplomowych w WSP w Krakowie: Dziedzictwo Kulturowe w Regionie Małopolska (2001) i Wiedza o Społeczeństwie (2002). 7 lipca 2009 uzyskała stopień nauczyciela dyplomowanego.

   Zmarła 24 lutego 2013 po ciężkiej chorobie nowotworowej, spoczywa na cmentarzu choczeńskim, obok swego ojca Jana, z zawodu stomatologa (23.04.1930 – 23.12. 1968).


Autorką biogramu jest Maria Biel-Pająk

poniedziałek, 9 listopada 2020

Choczeńskie rody- Capowie/Czapikowie

 Już w najdawniejszych dokumentach nazwisko tego rodu było zapisywane na różne sposoby. Występowało w nich w formach Cap, Czap, Capik, Czapik, a nawet Copik, Czopik, przy czym warianty Czapik, Capik i Czopik pochodzą od pierwotnego Cap lub Czap,  zgodnie z ówczesną tendencją, by przedstawicieli młodszego pokolenia odróżniać od ich ojców przez dodanie odpowiedniej, zdrobniającej końcówki (w tym przypadku –ik). W XIX wieku utrwaliła się forma Cap, aż do 1874 roku, kiedy to wójt i organista Józef Cap powołał się na stare zapisy metrykalne nazwisk jego przodków i urzędowo zmienił nazwisko z Cap na Czapik. Za jego przykładem poszli wadowiccy przedstawiciele tego rodu. „Zwykli” Capowie, niepiastujący jakiś wyższych stanowisk, pozostali czas jakiś przy tym wariancie swojego nazwiska, które kojarzyło się z samcem kozy, by już w XX wieku zmieniać je, na przykład na Czerwiński. Tymczasem nie jest wcale pewne, czy nazwisko to pochodzi od źle postrzeganego i niezbyt ładnie pachnącego kozła. Równie dobrze mogło wywodzić się od słowa „czap” wymawianego w Choczni jako „cap”, które dawniej oznaczało czaplę, nakrycie głowy lub kopy siana, czy zboża, śnieg z deszczem, a w języku czeskim bociana.

W archiwalnych dokumentach związanych z Chocznią Capowie, Czapowie, czy Czapikowie pojawiają się najwcześniej w styczniu 1654 roku, za sprawą Tomasza Capika, który był świadkiem na ślubie Jakuba Guzdka i Katarzyny Buchała. Rok później tenże Tomasz wraz z żoną Ewą ochrzcili w Choczni córkę Konstancję. W kolejnych latach Tomasz figuruje także jako ojciec dwóch synów o imionach Jan, syna Piotra i córki Agnieszki. Ojcem chrzestnym dwojga z tych dzieci był choczeński pleban ks. Kasper Sasin. Tomasz zmarł w 1731 roku, według metryki zgonu w wieku 90 lat, choć ten zapis nie należy traktować ściśle, lecz wyłącznie orientacyjnie. Co nie zmienia faktu, że dożył wieku sędziwego.

Na przełomie XVII i XVIII wieku rozrośnięta już rodzina Capów/Czapów/Czapików odgrywała dużą rolę w Choczni:

  • według metryki zgonu z 1703 roku Jakub Czap był wcześniej wójtem,
  • urodzony w 1689 roku Maciej, syn Józefa i Zofii Czapików był także wójtem (advocatusem według metryki zgonu),
  • Jan, syn Tomasza i Ewy piastował funkcję wytrykusa, czyli kościelnego, posiadającego klucze do skarbca kościelnego i skarbony, w 1683 roku po ślubie z córką młynarza Zofią (Wider?) przejął młyn teścia,  w którym jego następcą był syn Tomasz (imię po dziadku). Z kolei Mateusz Czap, syn Tomasza, był kościelnym kantorem (śpiewakiem),
  • młynarzem był także Piotr Cap (1698), syn Tomasza,
  • natomiast funkcję kolejnego kościelnego sprawował Jakub Cap (ok. 1694-1754).

Pierwotna rola Capowska rozpościerała się od Choczenki w kierunku Frydrychowic i sąsiadowała z rolą plebańską (kościelną). W 1711 roku gospodarował na niej Tomasz Capik, a jego syn Jan posiadał pórolek (połowę roli) nieco bardziej przesunięty w stronę Wadowic.

W subrepartycji z 1775 roku wymienionych jest sześciu Capów: Sebastian, Szymon, Jan i Wiktor (prawidłowo raczej Wit/Wincenty), których gospodarstwa leżały w sąsiedztwie, na pierwotnej Capówce oraz Błażej i Maciej, posiadający swoje parcele bliżej Wadowic. Ogółem Capowie posiadali wtedy 9 krów 2 woły i 3 konie, a najbogatszym z nich był Szymon (1719-1781), którego czynsz pańszczyźniany wynosił ponad 11 złotych. Wiadomo ponadto, że Błażej Cap (1734-1802) trudnił się dodatkowo szewstwem i z żoną Zofią z domu Przybyła miał piętnaścioro dzieci.

Czternaście lat później w subrepartycji spisanej po sporządzeniu Metryki Józefińskiej widnieje siedmiu przedstawicieli tego rodu: 

  • choczeński radny Sobestyan (Sebastian), żyjący w latach 1762-1806, 
  • Mateusz, syn Szymona (ur. 1745), gospodarujący razem z bratem Dyzmą (1755-1795), 
  • Jan (ur. 1728, mąż Agnieszki z domu Malata), 
  • Wincenty (mąż Teresy z domu Kręcioch), 
  • Kasper (następca Błażeja) i Jan, syn Macieja, żonaty z Gertrudą z domu Guzdek. Wspomniany Kasper (ok. 1739-1799) to także choczeński karczmarz i kupiec, mąż Teresy z domu Szczur.
Najbogatszym z rodu był w 1789 roku Sebastian, wnuk wójta Macieja (1762-1806).

W 1772 roku urodził się inny Sebastian Czap, syn Wincentego i Teresy z domu Kręcioch, który po poślubieniu Małgorzaty ze Źródłowskich z Wadowic zapoczątkował tamtejszą linię tego rodu. Był między innymi przodkiem Stanisława Czapika, wadowickiego rzeźnika, księdza Ludwika Czapieńskiego (1867-1944), proboszcza w Grywałdzie i prawnika Jana Franciszka Czapika (ur. 1867).

W kolejnym austriackim spisie własności (Grundparzellen Protocoll) z lat 1844-1852 ujęto gospodarstwa już tylko trzech Capów: Grzegorza, Szymona i Józefa. 

Pierwszy z nich żył w latach 1787-1850 i był synem Dyzmy, wymienionego w subrepartycji z 1789 roku. Po śmierci pierwszej żony Jadwigi z domu Cibor Grzegorz ożenił się ponownie z pochodzącą z Dankowic Zofią z domu Bobak. Łącznie miał jedenaścioro dzieci, a  zamieszkiwał w pobliżu obecnego zjazdu z ulicy Kościuszki na osiedle Komanie i Malatowskie.

Następny zapisany w "Grundparzellen Protocoll", czyli Szymon Cap (1800-1870) był synem Sebastiana i Reginy z domu Żak. Podobnie jak ojciec sprawował funkcję przysiężnego (radnego) i zamieszkiwał na dzisiejszym osiedlu Putka. Z żoną Teresą z domu Pindel miał sześcioro dzieci.

Ostatni, czyli Józef Cap, noszący później nazwisko Czapik, był bratankiem Szymona (po jego bracie Jakubie) i najbardziej znanym chocznianinem drugiej połowy XIX wieku. Nie dość, że w Choczni był siedmiokrotnie wybierany na wójta, a ponadto przez 17 lat był nauczycielem oraz przez 61 lat organistą, a także zainicjował budowę aktualnego kościoła, to również działał aktywnie w Radzie Powiatowej, kandydował do Sejmu Krajowego, prezesował Ludowemu Towarzystwu Zaliczkowemu i Ochrony Własności Ziemskiej w Wadowicach (od 1889 roku) i przewodniczył delegacji chłopów galicyjskich na uroczystościach pochówku Adama Mickiewicza w Krakowie (1890).

Podobnie jak stryj Szymon mieszkał na pierwotnej Capówce, na skraju obecnego osiedla Putka. Miał trzy żony: Zofię z domu Drapa, Magdalenę z domu Pietruszka i Franciszkę z domu Widlarz i w sumie dwanaścioro dzieci. Wraz z jego śmiercią skończył się ostatni okres świetności Capów/Czapików w Choczni.

Choć później wyróżniającymi we wsi postaciami byli także jego syn Wojciech Czapik (1848-1895), nauczyciel w choczeńskiej szkole i jego wnuk Józef Antoni Czapik (1873-1962), syn Wojciecha, uczeń wadowickiego gimnazjum, a później przedwojenny radny gromadzki.

Przed I wojną światową wyemigrowały do USA:

  • Agnieszka Cap (1895-1974), córka Stanisława i Magdaleny Kręcioch, która z mężem Johnem Moskalem zamieszkiwała w Fall River w stanie Massachusetts,
  • Maria Balbina Cap (1891-1974), córka Antoniego i Balbiny z domu Gawęda (kuzynka Agnieszki), która z mężem Janem Franciszkiem Witkowskim żyła w Detroit w stanie Michigan. Jej siostra Franciszka (ur. 1910) wstąpiła z kolei do Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Regularnych Zakonu Premonstratensów (norbertanek) w Krakowie na Zwierzyńcu,
  • Honorata Czapik (1879-1910), córka Wojciecha i Marianny z domu Gancarz (wnuczka wójta Józefa), która najpierw była żoną Andrew Koziola a później Stanisława Trzaski.

W czasie I wojny światowej zaginął bez wieści Piotr Cap (ur. 1897), prawnuk Grzegorza ze spisu własności 1844-1852 i brat emigrantki Agnieszki.

Według danych z Referendum Ludowego z 1946 roku Capowie zamieszkiwali w Choczni w dwóch domach, a Czapikowie w jednym:

  • Jan Cap (1899-1951) z żoną Agnieszką z Bryndzów pod nr 112,
  • Balbina Cap (1872-1948), wdowa po Antonim i matka Jana pod nr 556,
  • Józef Antoni Czapik z żoną Marią z domu Widlarz i dziećmi pod numerem 348.

Jan Cap posiadał prawie 10 hektarów gruntu, a jego straty powstałe w wyniku II wojny światowej (w tym wysiedlenie) wyceniono na 15540 przedwojennych złotych. W jego rodzinie nazwisko Cap zostało zastąpione przez Czerwiński.

Z kolei Józef Antoni Czapik był posiadaczem niespełna 7 hektarów, a jego straty wojenne oszacowano na 6826 przedwojennych złotych.

Znanymi postaciami po II wojnie światowej były jego dzieci:

  • Tomasz Czapik (1912-1991) magister prawa,
  • Albina Czapik (1920-2001) nauczycielka,
  • Kazimierz Czapik (1925-2012) magister ekonomii, dyrektor w firmie transportowej w Wadowicach,
  • Jan Czapik (1930-1968) z zawodu stomatolog, mąż Marii z domu Warmuz i ojciec m.in. Jadwigi Czapik (1959-2013) nauczycielki w Choczni Dolnej i Górnej.

W 2002 roku mieszkało w Polsce:

  • 1081 osób o nazwisku Cap (563 kobiety i 518 mężczyzn), najwięcej w powiecie przemyskim (145) i biłgorajskim (66)- w bliższej okolicy 51 osób o tym nazwisku mieszkało w powiecie myślenickim, 10 w wielickim, 7 w bocheńskim,
  • 92 osoby o nazwisku Czap, najwięcej w powiecie bełchatowskim (14), mińskim na Mazowszu (11) i w Łodzi (10),
  • 184 osoby o nazwisku Czapik, najwięcej w Krakowie (32), powiecie śremskim w Wielkopolsce (20) i w powiecie wadowickim (19).

poniedziałek, 14 października 2019

Zamieszki na ślubie chocznianki w Wadowicach w 1888 roku

"Kurier Lwowski" z 15 listopada 1888 roku donosił o zamieszkach, jakie wybuchły wokół kościoła parafialnego w Wadowicach podczas ślubu pochodzącej z Choczni Ludwiki Widlarz1 i Jana Czapika2 z Wadowic, również posiadającego choczeńskie korzenie.
W sobotę 10 listopada 1888 roku tłumy publiczności otaczały kościół wadowicki, do tego stopnia wyrażając głośno i gwałtownie swoje niezadowolenie, że świątynia musiała zostać otoczona kordonem policyjnym, by zapobiec ekscesom i poskromić zapędy co bardziej krewkim uczestników.
Przyczyną zaburzeń był fakt odmowy udzielenia ślubu wyżej wymienionym narzeczonym przez wadowickiego proboszcza księdza Aleksego Bocheńskiego, który notabene w latach 1832-1834 sprawował posługę wikariusza w Choczni.
Oficjalnym powodem do odmowy udzielenia ślubu przez ks. Bocheńskiego było opóźnienie orszaku ślubnego w przybyciu do kościoła o 15 minut, to jest o 16.15 (kwadrans na piątą, jak napisano w artykule), zamiast punktualnie o 16.00, na którą to godzinę wyznaczono rozpoczęcie ceremonii.
Pomimo próśb i nalegań wielu osób, w tym burmistrza Wadowic, aby proboszcz Bocheński raczył pobłogosławić temu związkowi, przez dwie godziny pozostał on nieugięty i nie otworzył drzwi do kościoła, zmuszając orszak weselny do oczekiwania na mrozie przed zamkniętym kościołem.
Dopiero kategoryczne żądanie oświadczenia na piśmie, że z powodu spóźnienia nowożeńców ślub nie może być udzielonym, skłoniło proboszcza po długich korowodach do udzielenia sakramentu.
Pertraktujący z ramienia narzeczonych podnosili okoliczność, że spóźnienie jest jedynie pretekstem do odmowy udzielenia ślubu, ponieważ jakiś czas wcześniej inna para otrzymała ślub bez zbędnych zatargów, mimo że spóźniła się o pół godziny.
W komentarzu redakcyjnym rozważano, czy tego rodzaju brak tolerancji dla spóźnienia narzeczonych jest koniecznością wynikającą z przepisów i instrukcji proboszcza, czy też co najmniej niewłaściwą szykaną.
Ponieważ władze Wadowic wniosły skargę do biskupa krakowskiego, to redakcja "Kuriera" żywiła nadzieję, że władza biskupia szybko rozstrzygnie jej zasadność, tak by w przyszłości policja nie musiała wymuszać w Wadowicach harmonijnego stosunku parafian do swojego proboszcza.


1 Ludwika Widlarz urodziła się 1 października 1863 roku w Choczni, jako córka Franciszka Widlarza i jego pochodzącej z Jaszczurowej żony Anny z domu Dura.
2 24-letni Jan Czapik (ur. 18 grudnia 1864 roku) to syn wadowickiego rzeźnika Stanisława Capa i jego żony Katarzyny z Rychlików, który w 1886 roku zmienił oficjalnie nazwisko z Cap na Czapik. Był absolwentem gimnazjum w Wadowicach (matura w 1883 roku), a w chwili  ślubu suplentem, czyli zastępcą etatowego nauczyciela w gimnazjum w Przemyślu. W latach 1889-1892 studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie 20 września 1892 roku uzyskał absolutorium, a trzy lata później zdał ostatni egzamin (z nauk politycznych), by móc pracować w zawodzie prawnika. W 1917 roku był radcą Sądu Krajowego w Krakowie. Jan Czapik był prawnukiem urodzonego w Choczni Sebastiana Capa. bratankiem Franciszka Capa, zawiadowcy stacji kolejowej w Wadowicach i starszym bratem księdza Ludwika Czapieńskiego (1867-1944).

piątek, 29 stycznia 2016

Budowa szkoły w 1861 roku

Do 1861 roku do nauczania dzieci choczeńskich wykorzystywano starą organistówkę, stojącą na gruncie przy kościele, do którego prawa majątkowe rościła sobie zarówno gmina, jak i plebania.

Pierwsze starania w celu powstania szkoły ludowej i zbudowania nowego budynku szkolnego podjęły władze gminne, na czele z wójtem Janem Szczurem i radnymi: Wojciechem Widlarzem oraz Szczepanem Guzdkiem, dokonując niezbędnych formalności urzędowych.

17 lipca 1856 roku w Wadowicach odbyła się rozprawa konkurencyjna w sprawie ustanowienia szkoły ludowej w Choczni i sprawowania nad nią opieki (w tym kosztów utrzymania nauczyciela), o której poinstruowani zostali ksiądz proboszcz Józef Komorek (dotychczasowy opiekun i organizator pracy szkoły) i  władze gminne, które reprezentował ówczesny wójt Jan Rokowski.

17 kwietnia 1860 roku zawarto umowę kupna/sprzedaży kawałka gruntu z myślą o budowie szkoły ludowej, pomiędzy: proboszczem Józefem Komorkiem, a Gminą Chocznia, której władzom przewodniczył wójt Wojciech Widlarz. Powierzchnia działki budowlanej wynosiła 1 morgę i 684 łokcie kwadratowe. Formalnie została oddzielona od posiadłości młynarza Antoniego Warmuza dopiero w 1865 roku. Koszt zakupu działki wyniósł 200 zł reńskich, które po 10 złotych rocznie miał spłacać każdy nauczyciel, mieszkający na jej terenie, o ile użytkował jej niezabudowaną część do własnych potrzeb.

29 maja 1860 roku CK Rząd Krajowy Galicji potwierdził przeznaczenie parceli pod budowę szkoły ludowej.

Do nadzorowania budowy szkoły Gmina Chocznia wyznaczyła swoich przedstawicieli w osobach:
  • byłego wójta Jana Rokowskiego,
  • Macieja Komana,
  • Jana Bryndzy (kontrolera).

Drewno na budowę pochodziło z zapasów zgromadzonych przez gminę w ciągu kilku lat przygotowań do inwestycji, a brakujące 50 łokci dołożyła rodzina Duninów z Głębowic, tytularnych właścicieli wsi, nadal posiadających prawa do patronatu nad szkołą.
Ponadto 10 par krokwi dachowych darował Piotr Dunin, właściciel majątku sołtysiego w Choczni Górnej. Natomiast ze strony probostwa budowniczowie otrzymali drewno dębowe na wykonanie okapów do okien i słupów do drzwi.
Pozostały brakujący materiał został zakupiony ze środków zebranych we wsi, w kwocie przekraczającej 1400 złotych reńskich. Zbiórka na budowę szkoły była powszechna i obowiązkowa, a  wysokość składek uzależniono od stanu posiadania darczyńców.

W listopadzie 1862 roku ukończono budowę nowego, drewnianego budynku szkoły i Józef Cap- kierownik szkoły ludowej rozpoczął w nim zajęcia szkolne.

Gmina zobowiązała się do:
  • pokrywania uposażenia nauczyciela kwotą 150 złotych reńskich rocznie, która pochodziła z zebranych podatków: gruntowego, domowego, zarobkowego i dochodowego i była wypłacana w dwóch ratach z góry,
  • utrzymywania w dobrym stanie nowego budynku szkolnego,
  • sprowadzania na swój koszt 3 sągów drewna na opał do szkolnej izby.
27 marca 1863 roku Urząd Powiatowy w Wadowicach odebrał budynek szkolny na rzecz miejscowej gminy i ustanowił świeckiego dozorcę szkolnego, zamiast dotychczasowego proboszcza.

piątek, 16 stycznia 2015

Interpelacja sejmowa w sprawie nadużyć wójta choczeńskiego

Interpelacja wniesiona w 1897 roku przez posła Antoniego Styłę na forum Sejmu Galicyjskiego w sprawie zarzutów przeciwko ówczesnemu wójtowi choczeńskiemu Józefowi Czapikowi.

Interpelacya do Wysokiego Wydziału krajowego w miejscu.

W roku 1896 dnia 8. lutego podczas sesyi sejmowej, wniósł podpisany do Wysokiego Wydziału krajowego zażalenie na nieprawidłowe zachowanie się i urzędowanie naczelnika gminy Choczni, Józefa Czapika w pow. Wadowickim, przeciw któremu podniesiono następujące fakta :

1) Naczelnik gminy Józef Czapik samowładnie kazał wykopać uszlachetnione drzewa owocowe w ogrodzie gminnym, na swój użytek.
2) Samowładnie kazał rozburzyć wartownię murowaną gminną, która kosztowała gminę około 200 zł.
3) Bez upoważnienia wybudował dom murowany, który ma służyć na użytek organistom przy parafialnym kościele w Choczni.
4 Samowładnie rozporządził drzewem ze starych budynków parafialnych, a które sam szacował najmniej na 300 zł.
5) Jako przewodniczący komitetu parafialnego, nikomu z gminy nie przedkładał rachunków z budowy kościoła, plebanii, organistówki i wielu innych za pieniądze konkurencyjne i gminne.
6) Bez pozwolenia Rady gminnej pozwolił zbudować stodołę Jakóbowi Widlarzowi na publicznej drodze prowadzącej do szkoły i przez rzekę do drugiej drogi gminnej.
7) Kancelarya gminna jest w domu p. Czapika, gdzie radni pozbawieni są swobody i niezależności, gdyż inaczej p. Czapikowa wzywa do rozejścia.
8) Kazał sobie podpisać przez wszystkich radnych gminnych w Choczni, czysty arkusz papieru u dołu, który nie wiadomo na co użył.
Z powodu tych zarzutów wniesionych do Wys. Wydziału krajowego, Wys. Wydział krajowy polecił Wydziałowi Rady powiatowej w Wadowicach przeprowadzić lustracyę w gminie Choczni Po przeprowadzeniu dochodzenia przez komisyę Wydziału Rady powiatowej dalszy przebieg jest niewiadomy i rezultatu żadnego nie widać.
Dlatego podpisani zapytują Wys. Wydział krajowy, jaki jest wynik tego dochodzenia i czy nadużycia zostały lub będą ukarane, a szkody gminie przez tego naczelnika wynagrodzone.

Lwów dnia 8. lutego 1897


wnioskodawca : Antoni Styła.

piątek, 2 stycznia 2015

Obchody kościuszkowskie w Choczni w 1894 roku.

Obchody kościuszkowskie w Choczni w 1894 roku na podstawie relacji w "Głosie Narodowym" nr 77:

"Chocznia, dnia 3 kwietnia
Już o godz. 8 rano zaczęli się wczoraj zgromadzać mieszkańcy wsi Choczni z młodzieżą przed gmach szkolny. Przed gmachem szkolnym była ustawiona gustowna brama przyozdobiona zielenią i flagami, na jej wierzchu był umieszczony ,w złoconych ramach portret Tadeusza Kościuszki. Sala szkolna była także przyozdobiona zielenią i obrazami, przedstawiającemi bitwy Polaków z wrogami naszej Ojczyzny.
 O ¾ na 10 młodzież ustawiła się w zwartym szeregu, a na czele muzyka miejscowa. Za młodzieżą było zgromadzonego ludu około 2000, którzy uczestniczyli w rozpoczętej uroczystości.
Przed gmachem szkolnym odśpiewano z "Dymem pożarów”, a potem cały pochód ruszył ku kościołowi. Tu była brama ubrana w zieleń a na niej umieszczony obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Pochód zatrzymał się. przed tą bramą, a młodzież odśpiewała z całym zapałem "Boże Ojcze Twoje dzieci" poczem wszyscy weszli do kościoła. Podczas sumy, którą celebrował ks. Kapel, młodzież śpiewała "Boże coś Polskę' i nabożne pieśni. Po nabożeństwie pochód udał się dłuższą drogą na powrót ku szkole, podczas marszu muzyka przygrywała narodowe melodje.
Przed ustawioną bramą przy szkole przemówił wójt p. Józef Czapik o narodowości polskiej i przedstawiał, aby zachować narodową cechę polską, by nie zmieniać ubioru polskiego na dzisiejsze tandetne gałgany, z czem i zwyczaje narodowe polskie powoli się zacierają. Następnie przemówił Fr. Wiśniowski, kierownik szkoły, o celu dzisiejszej' uroczystości.
O godz. 4 po południu, największa sala szkolna była już zapełniona po brzegi, reszta zaś nie mogąc się w niej pomieścić, zatrzymała się na, zewnątrz przy oknach, aby tylko usłyszeć odczyt o Kościuszce, który wygłosił p. Ruliński, akademik z Krakowa, a trwał on blisko 2 godziny.
Piękną tę uroczystość, zaszczycili swoją obecnością P. Zawadziński i p. Redyk z Wadowic. Ten drugi miał piękną przemowę, w duchu narodowym do słuchaczy, za co go obdarzono oklaskami. Po odczycie deklamował p. Ruliński, następnie młodzież odśpiewała kilka pieśni narodowych, w końcu zgromadzeni udali się pochodem przez całą wieś, ciągnącą się 3 klm. drogi. Muzyka przygrywała, a młodzież śpiewała.  
Szkoła była rzęsiście oświetlona, w oknach były transparenta z napisami:
 1) Oświata ludu dokona cudu.
2) Boże zbaw Polskę (z polskim orłem).
3) Bohaterowi dwóch światów T. Kościuszce!
Podczas pochodu prawie we wszystkich oknach większych domów i niskich chałupek poumieszczane były światełka. Serce każdego Polaka, radować się, musiało na widok tego, iż lud, w którym wszyscy mamy nadzieję podźwignięcia Ojczyzny z niewoli, tak już gorąco święci dni narodowe i czuje że ma obowiązek narodowy do spełnienia.
Pochód wrócił napowrót o godzinie 11 w nocy do gmachu szkolnego. Antoni Styła gospodarz, zamykając tę uroczystość mową, podziękował inicjatorom i przyrzekł imieniem zgromadzonych, iż dzień dzisiejszy pozostanie wielką pamiątką dla nich, bo pobudził ducha narodowego i świadomość obowiązków względem rozdartej a drogiej Ojczyzny.

Na zakończenie odśpiewali wszyscy: "Jeszcze Polska nie zginęła"."