Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bobrowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bobrowski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 kwietnia 2026

Spór sądowy o młyn między hrabią Bobrowskim a Szczurami (1815)

Gdy chłop wygrał z hrabią – wyrok sprzed dwustu lat,

który ocalił chłopską własność młyna w Choczni

 Wyrok Cesarsko-Królewskiego Sądu Szlacheckiego w Tarnowie z 22 sierpnia 1815 roku, zintabulowany (czyli wpisany do ksiąg wieczystych) we Lwowie 27 marca 1817 roku – opowiada historię, w której chłopska rodzina młynarska stanęła naprzeciw hrabiego i… wygrała.

Strony konfliktu: hrabia kontra wdowa i sieroty

Powód: Wincenty Hrabia Bobrowski

Wincenty Seweryn Ferrariusz Kazimierz Antoni Bobrowski herbu Jastrzębiec (1765–1835) nie był postacią marginalną. Urodzony w Nidku, był jednym z zamożniejszych posiadaczy ziemskich zachodniej Galicji. Właściciel Choczni (od 1803 roku, po wuju Janie Chrzcicielu Biberstein Starowieyskim), a w różnych okresach życia także Wieprza, Łęk, Grojca, Babic, Poręby Wielkiej, Rudz, Zaborza i Rajska – był człowiekiem rozległych wpływów i ambicji majątkowych. Nie był przy tym pozbawiony pobożności: w 1810 roku ofiarował 300 złotych reńskich na malowanie ołtarza w kościele choczeńskim, a dwa lata później współfundował monstrancję zakupioną aż w Wiedniu. Spoczął w kościele św. Bartłomieja w Porębie Wielkiej.

Taki człowiek – arystokrata, dziedzic, fundator kościelny – w 1815 roku pozwał przed sąd rodzinę zmarłego młynarza.

Pozwani: spadkobiercy Jakuba Szczura

Po drugiej stronie sali sądowej (a raczej: po drugiej stronie łacińskiego pozwu) stanęła familia zmarłego szesnaście lat wcześniej Jakuba Szczura – wójta i młynarza choczeńskiego. Jakub Szczur (1719–1799) był postacią niezwykłą, jedną z tych, które w historii chłopskiej Galicji pojawiają się rzadko, bo chłopi rzadko zostawiali po sobie ślad w dokumentach, a jeśli już – to zwykle jako przedmiot cudzych decyzji, nie jako podmiot.

Szczur był inny. W 1751 roku, za kwotę 500 złotych górskich, kupił od Franciszka Piaskowicza młyn, staw i półrolek – a więc przeprowadził transakcję handlową, udokumentowaną i prawnie wiążącą. Był przysiężnym choczeńskim (ławnikiem), notowanym w Księdze Sądowej od 1749 roku, a od 1770 roku pełnił funkcję wójta. Jego gospodarstwo w 1789 roku przynosiło trzeci co do wielkości dochód roczny w całej Choczni. W 1798 roku – a więc rok przed śmiercią, w wieku 79 lat – uzyskał jeszcze zgodę na budowę jazu na potoku Capówka.

Ale życie Jakuba Szczura nie było sielanką. Ówczesny właściciel Choczni, Jan Biberstein Starowieyski (ten sam, po którym schedę przejął później hrabia Bobrowski), skazał go na 25 plag i 5 dni aresztu o chlebie i wodzie – za odmowę odrabiania dniówek pańszczyźnianych. Szczur, jako właściciel młyna nabytego za gotówkę, najwyraźniej uważał, że pańszczyzna go nie dotyczy, albo przynajmniej nie w takim wymiarze. Dwór myślał inaczej.

Jakub Szczur zmarł 7 października 1799 roku w Choczni, w wieku 80 lat, jako żonaty po raz trzeci – jego ostatnia żona, Franciszka z domu Żak, była od niego młodsza o 49 lat (poślubił ją w 1787 roku, mając lat 68). Był też najstarszym znanym ojcem dziecka w Choczni – doczekał się potomka w wieku 80 lat i 5 miesięcy. Rekordzista demograficzny XVIII-wiecznej wsi.

Po jego śmierci pozostali:

- Franciszka Szczurowa – wdowa (ta sama, młodsza o pół wieku),

- córki: Katarzyna Dąbrowska, Zofia Pindelowa, Regina Odrobinowa i Franciszka,

- oraz małoletni synowie: Franciszek, Józef, Mateusz, Wojciech i kolejna córka Katarzyna – reprezentowani przez opiekunów prawnych.

To właśnie ta gromadka – wdowa, zamężne córki i niepełnoletnie dzieci – musiała w 1815 roku bronić się przed roszczeniami hrabiego.

O co walczył hrabia?

Przedmiot sporu był jasny i materialny: młyn we wsi Chocznia wraz z gruntami – w tym polem zwanym „Pytlikowskim" – budynkami, urządzeniami młynarskimi i wszelkimi przynależnościami. Bobrowski domagał się nie tylko zwrotu samego młyna (a więc wywłaszczenia rodziny Szczurów), ale również rozliczenia dochodów, jakie młyn przyniósł spadkobiercom od czasu śmierci Jakuba.

Mówiąc wprost: hrabia chciał zabrać rodzinie to, co ich ojciec i dziadek kupił za własne pieniądze 65 lat wcześniej, a na dokładkę zażądać rekompensaty za to, że przez te lata z młyna korzystali.

Na jakiej podstawie? Dokument tego wprost nie precyzuje, ale kontekst epoki pozwala domyślać się kilku możliwych argumentów:

1. Prawo dominialne – w systemie feudalnym właściciel dóbr ziemskich (dominium) mógł twierdzić, że młyn, jako element infrastruktury wsi, jest częścią jego majątku dominialnego, niezależnie od tego, kto go fizycznie użytkuje. Chłop mógł „kupić" młyn, ale w oczach pana był to co najwyżej czynsz dzierżawny, nie przeniesienie własności.

2. Zmiana właściciela dóbr – Bobrowski przejął Chocznie po wuju Starowieyskim około 1803 roku. Mógł nie uznawać ustaleń poprzednika lub interpretować je inaczej.

3. Spory o pańszczyznę – skoro Jakub Szczur jeszcze za życia był karany za odmowę pańszczyzny, nowy dziedzic mógł kontynuować politykę „dyscyplinowania" chłopskiej niezależności – tym razem metodą prawną, nie batem.

Dlaczego sąd był akurat w Tarnowie?

Dla współczesnego czytelnika może być zaskakujące, że sprawa dotycząca młyna w okolicach Wadowic trafiła do sądu w odległym o ponad 100 kilometrów Tarnowie. Wyjaśnienie tkwi w strukturze sądownictwa galicyjskiego pod panowaniem austriackim.

Mieścił się tu C.K. Sąd Szlachecki (Forum Nobilium) – instytucja właściwa dla spraw, w których przynajmniej jedną ze stron był szlachcic.

W austriackim systemie prawnym szlachta podlegała odrębnej jurysdykcji. Forum Nobilium (Sąd Szlachecki) rozpatrywał sprawy cywilne i niektóre karne z udziałem osób stanu szlacheckiego. Ponieważ powodem był hrabia Bobrowski – a więc osoba o statusie szlacheckim – sprawa automatycznie trafiała przed ten sąd, niezależnie od tego, że pozwani byli chłopami.

Sąd Szlachecki w Tarnowie obejmował swoją jurysdykcją rozległy obszar zachodniej i środkowej Galicji. Stąd rodzina Szczurów z okolic Wadowic musiała bronić swoich praw w oddalonym Tarnowie – co samo w sobie stanowiło niemałe obciążenie dla chłopskiej rodziny, zarówno finansowe, jak i logistyczne.

---

 Wyrok: zwycięstwo chłopów

Sąd pod przewodnictwem Kazimierza Michałowskiego, radcy C.K. Sądu Szlacheckiego, wydał 22 sierpnia 1815 roku wyrok, który – biorąc pod uwagę realia epoki – można uznać za sensacyjny.

Orzeczono, że spadkobiercy Jakuba Szczura: „nie są zobowiązani do zwrotu młyna położonego we wsi Chocznia, wraz z gruntem zwanym Pytlikowskim, ani innych gruntów należących do tego młyna, wszystkich budynków, struktur i narzędzi."

Co więcej: „Ani też nie są zobowiązani do rozliczenia się z dochodów uzyskanych z tego młyna, gruntów i budynków na rzecz powoda."

Koszty procesowe zniesiono wzajemnie – co oznacza, że każda strona ponosiła własne wydatki. To standardowa formuła, ale warto zauważyć, że sąd nie obciążył chłopskiej rodziny kosztami procesu wytoczonego przez hrabiego.

Innymi słowy: hrabia przegrał na całej linii. Młyn pozostał własnością Szczurów. Dochody z niego były ich dochodami. A Bobrowski nie dostał ani młyna, ani grosza.

Dlaczego chłopi mogli wygrać? Kontekst prawny epoki

Wyrok ten nie był przypadkiem ani kaprysem sędziego. Był konsekwencją głębokich przemian prawnych, jakie w Galicji zapoczątkowały reformy oświeceniowe monarchii habsburskiej.

Cesarz Józef II (panujący 1780–1790) przeprowadził serię radykalnych reform, które – choć w wielu aspektach cofnięte przez jego następców – trwale zmieniły pozycję prawną chłopów w monarchii austriackiej:

- Patent o zniesieniu poddaństwa osobistego (1781/1782) – chłopi galicyjscy przestali być „przywiązani do ziemi", zyskali prawo do opuszczania wsi, zawierania małżeństw bez zgody pana i kształcenia dzieci.

- Regulacje dotyczące pańszczyzny – ograniczono wymiar pańszczyzny i wprowadzono zasadę, że chłop nie może być karany arbitralnie przez pana (choć w praktyce, jak widać na przykładzie Jakuba Szczura i jego 25 plag, zasada ta bywała łamana).

- Prawo do własności – chłopi uzyskali prawo do nabywania i posiadania nieruchomości na własność, a transakcje takie, odpowiednio udokumentowane, były chronione przez prawo.

W 1812 roku weszedł w życie na terenie całej monarchii habsburskiej Powszechny Kodeks Cywilny (ABGB) – jeden z najnowocześniejszych aktów prawnych ówczesnej Europy. Kodeks ten:

- gwarantował ochronę własności prywatnej, niezależnie od stanu społecznego właściciela,

- uznawał ważność umów kupna-sprzedaży zawartych zgodnie z prawem,

- wprowadzał zasadę równości stron przed sądem cywilnym.

Jakub Szczur kupił młyn w 1751 roku – niemal 65 lat przed procesem. Transakcja była udokumentowana (znamy kwotę: 500 złotych górskich, nazwisko sprzedawcy: Franciszek Piaskowicz). W świetle ABGB, obowiązującego w momencie wydawania wyroku, prawo własności Szczurów do młyna było nie do podważenia.

Znaczenie wyroku

Nie należy idealizować austriackiego wymiaru sprawiedliwości w Galicji – system ten miał mnóstwo wad, a chłopi w praktyce często pozostawali bezsilni wobec szlachty. Ale ten konkretny przypadek pokazuje, że mechanizmy prawne ochrony własności chłopskiej istniały i czasem działały. Sąd Szlachecki – sąd obsadzony przez szlachtę, powołany dla szlachty – wydał wyrok na korzyść chłopskiej rodziny przeciwko hrabiemu. To świadectwo tego, że praworządność nie była w Galicji pustym słowem – przynajmniej nie zawsze.

Intabulacja: pieczęć ostateczna

Wyrok z 1815 roku zyskał dodatkową moc prawną 27 marca 1817 roku, kiedy został zintabulowany – czyli wpisany do ksiąg wieczystych (Tabula Krajowa) we Lwowie, ówczesnej stolicy Galicji.

Intabulacja oznaczała wpis do tzw. stanu biernego (obciążeń) dóbr Chorzowa w Księdze Dóbr prowadzonej dla prowincji galicyjskiej. W praktyce znaczyło to, że:

1. Wyrok stał się faktem prawnym wiążącym wobec osób trzecich.

2. Nikt – ani Bobrowski, ani żaden przyszły nabywca dóbr choczeńskich – nie mógł już kwestionować prawa Szczurów do młyna.

3. Akt ten stanowił trwałe zabezpieczenie hipoteczne praw rodziny młynarskiej.

Dwuletnia zwłoka między wyrokiem (1815) a intabulacją (1817) nie była niczym nadzwyczajnym – procedury biurokratyczne w galicyjskiej administracji austriackiej były notorycznie powolne, a droga z Tarnowa do Lwowa – zarówno fizyczna, jak i urzędowa – wymagała czasu i cierpliwości.

Co mówi nam ten dokument?

Historia wyroku z 1815 roku to pozornie drobny epizod – lokalny spór o młyn w małej galicyjskiej wsi. Ale w istocie jest to mikrohistoria, która odsłania makroprocesy:

1. Napięcie między starym a nowym porządkiem. Hrabia Bobrowski reprezentował feudalną logikę, w której pan jest właścicielem wszystkiego na terenie swoich dóbr. Rodzina Szczurów – chłopską logikę kupionej i zapracowanej własności. Sąd austriacki stanął po stronie tej drugiej.

2. Realność reform józefińskich. Reformy Józefa II bywają opisywane jako odgórne, niepełne, cofnięte przez następców. Ten dokument pokazuje, że ich skutki prawne przetrwały dekady i miały realne przełożenie na życie konkretnych ludzi.

3. Chłopska sprawczość. Jakub Szczur nie był bierną ofiarą systemu. Kupował nieruchomości, pełnił funkcje publiczne, odmawiał pańszczyzny, budował jazy. Jego spadkobiercy – wdowa i dzieci – potrafili obronić swoje prawa przed sądem, zapewne przy pomocy wynajętego adwokata (bo o prowadzeniu sprawy sądowej w języku łacińskim przed Forum Nobilium bez profesjonalnej pomocy prawnej nie mogło być mowy).

4. Ciągłość konfliktów. Spór Bobrowskiego ze Szczurami miał korzenie sięgające co najmniej czasów Jana Biberstein Starowieyskiego i jego 25 plag wymierzonych Jakubowi. To był konflikt pokoleniowy – dziedzic kontra młynarz, pan kontra chłop – toczony różnymi metodami przez dziesięciolecia.

piątek, 12 stycznia 2018

Filip Tiras - pierwszy znany Żyd w Choczni


20 września 1792 roku Dawid Tiras otrzymał przywilej od Jana Biberstein-Starowieyskiego, dziedzica Rudz, na zakup nieco ponad 7 morgów gruntu. Stąd obecność w Rudzach żydowskiej rodziny Tirasów, która zamieszkiwała pod numerem 22. 
Dawid Tiras z żoną posiadali w Rudzach dom z dwiema komorami (pod jednym dachem), stodołę, spichlerz, drewutnię i kuczkę (szałas drewniany) w ogrodzie. Na swoich polach uprawiali żyto, pszenicę, owies, ziemniaki i kapustę. Z łąk pozyskiwali siano, którym zimą karmili dwie własne krowy. Podstawą ich dochodów oprócz uprawy roli i hodowli było prowadzenie dzierżawionej od dziedzica karczmy i browaru.
W niedalekiej okolicy mieszkał również brat Dawida – Szymon (w Barwałdzie Dolnym) oraz siostra Magdalena po mężu Krieger (w Witanowicach).
W chwili sprowadzenia się do Rudz Tirasowie (pisani też Tyrasowie) mieli dwóch synów: Filipa, urodzonego około 1781 roku i cztery lata młodszego Mojżesza. Już w Rudzach na świat przyszły ich kolejne dzieci: Róża (później po mężu Raycher, mieszkanka Oświęcimia), Marek/Markus (późniejszy mieszkaniec Pierzchowa w obecnej gminie Gdów) i Cerka (później po mężu Szancer). Po śmierci pierwszej żony Dawid Tiras, który wówczas już znacznie przekroczył sześćdziesiąty rok życia, poślubił znacznie młodszą Joannę, z którą w 1819 roku doczekał się jeszcze kolejnego syna Józefa.
Najstarszy syn Filip Tiras poszedł w ślady ojca i za zgodą Wincentego Bobrowskiego, dziedzica Rudz, a zarazem także i  Choczni, wydzierżawił austerię dworską w drugiej z tych miejscowości.

Podpis Filipa Tirasa
Nie wiadomo kiedy miało to dokładnie miejsce. Pierwszy znany zapis potwierdzający obecność Filipa Tirasa w Choczni datowany jest na 8 kwietnia 1814 roku, kiedy to w Choczni przyszła na świat córka Filipa i jego żony Lei o imieniu Anna. Natomiast poprzedni arendarz austerii dworskiej w Choczni, niejaki Jerzy Polak, notowany jest po raz ostatni w 1810 roku (więcej na temat choczeńskich karczm i karczmarzy można przeczytać tu).
Co istotne- Filip, Lea i Anna Tirasowie są pierwszymi znanymi z nazwiska i imienia mieszkańcami Choczni pochodzenia żydowskiego.
Austeria dzierżawiona przez Filipa Tirasa, posiadała adres Chocznia 225 i znajdowała się w niedużej odległości od kościoła, przy gościńcu cesarskim, czyli głównej drodze ze Lwowa do Wiednia. Obecnie na tej parceli w pobliżu wylotu Zawala na ulicę Tadeusza Kościuszki funkcjonuje ogrodnictwo spadkobierców Stanisława i Stanisławy Dąbrowskich.
Austeria w Choczni pod nr 225 na mapie z 1844 roku
Podobnie jak w Rudzach, również i przy austerii choczeńskiej działał browar, który w 1817 roku nie prowadził sam Tiras, ale inny Żyd, o nazwisku Joachim Holcgrin (Holzgrün).
Nie jest znany dokładny wygląd ani wyposażenie austerii dzierżawionej przez Tirasa w Choczni. Można jedynie posiłkować się w tym względzie zachowanymi opisami i informacjami dotyczącymi karczmy Tirasów w Rudzach z tego samego okresu czasu.
W tamtejszej karczmie i browarze własnością Tirasów były tylko różnego rodzaju naczynia do fermentacji i destylacji („garce dwa duże miedziane z pokrywami i rułami”), baryłki, beczki, kociołki, konewki, skopce na nalewki, kadzie na zacier oraz trzy szafy. Posiadali także moździerz mosiężny z tłuczkiem, mosiężną i szklaną cukiernicę, pucharki, półmiski, misy i talerze wykonane z cyny, cynową wazę z pokrywą, kilkanaście imbryczków do kawy, filiżanki, kilkadziesiąt szklanych butelek i kieliszków, kilkanaście par noży stołowych, widelców i łyżek, rożen do pieczenia, młynek do kawy, dwa wilki (maszynki do mielenia mięsa) i żeliwną brytfannę.
Prawdopodobnie austeria w Choczni musiała mieć podobne wyposażenie, z tym że odpowiednio do swojej wielkości liczniejsze.
Wiadomo natomiast, jakie ubrania nosił Filip Tiras. Na głowę zakładał czapkę starozakonną lub kapelusz, na plecy koszulę, czarny lejbik (kaftan) „ankinowy” [1] i w zależności od pogody kapotę „racymorową” [2] lub kożuch z czarnym barankiem. Ponadto czarne spodnie (też „ankinowe”) przepasane pasem „racymorowym” i trzewiki. Przy bardziej uroczystych okazjach występował z laską trzcinową „w srebro oprawną”. Jak wynika z zapisów w aktach spadkowych, strój Filipa nie różnił się wcale od tego, który nosił jego ojciec Dawid Tiras.
W czerwcu 1816 roku w choczeńskich księgach metrykalnych odnotowano przyjście na świat kolejnej córki Filipa, nazwanej Różą. Dwa lata później (w czerwcu 1818 roku) urodziła się mu następna córka Chaja, a w listopadzie 1819 roku jeszcze jedna córka Salomea.
Natomiast w październiku 1819 roku w Liber Natorum zapisano urodziny Jachety, córki Mojżesza i Malei Tirasów "Judeorum Propina", czyli karczmarzy w drugiej z choczeńskich austerii przy granicy z Inwałdem.
Pobyt rodziny Filipa Tirasa w Choczni nie był zbyt długi.
Gdy w 1821 roku zmarł w Rudzach jego ojciec Dawid, na mocy testamentu Filip został administratorem pozostawionego majątku. Opiekunem prawnym jego przyrodniego brata Józefa i macochy Joanny został natomiast Józef Thieberger z Zatora. Na podstawie ugody między rodzeństwem siostry Filipa: Róża i Cerka otrzymały tytułem spadku po 200 złotych reńskich. Co ciekawe, akt ugody z Cerką Szancer z 6 grudnia 1821 roku został sporządzony w Choczni i potwierdzony „Znakami Krzyża Świętego” przez ówczesnego wójta choczeńskiego Jacentego Nowaka, sześciu przysiężnych (Marcina Guzdka, Józefa Twaroga, Szczepana Woźniaka, Franciszka Komana, Woyciecha Cibora i Tomasza Uszczyńskiego) oraz czterech dodatkowych świadków (Fabiana Gancarza, Macieya Szczura, Mateusza Capa i Józefa Bąka). Ponadto „dla lepszey Wiary y Waloru” pod ugodą przystawiono choczeńską pieczęć gromadzką.


W 1823 roku Filip Tiras powrócił na stałe  do Rudz, obejmując karczmę, rolę oraz chałupę po ojcu. Posiadał w niej dwie duże skrzynie na zboże (nazwane sąsiekami) i dwie małe, dwie skrzynie zamykane na zamek, szafę na ubrania (suknie), szafę-kredens z przeszkloną górną częścią, kredensik, trzy łóżka malowane na zielono, trzy stoły różnej wielkości (największy z drewna jaworowego posiadał szufladę z zamkiem i był pomalowany na zielono), sześć stołków drewnianych i jeden obity skórą. Oprócz tego znalazło się tam miejsce dla zegara stołowego, zwierciadła, magli z szufladami, jedenastu szaflików, czterech konewek, dwóch fasek (beczułek) na mąkę, dwóch beczek na wodę i kolejnych dwóch na kapustę, stolnicy i małej skrzynki różnego przeznaczenia. W sieni stała dodatkowa szafa, latarnia, dzieża do robienia chleba i wanna do kąpania. Ten dokładny spis inwentarza zachował się w sądowym aktach spadkowych.
Filip Tiras przeżył swojego ojca Dawida zaledwie o 11 lat. 
Jak wynika z zapisów sądowych, zmarł w Rudzach 14 lipca 1832 roku, pozostawiwszy w żalu żonę Leę z domu Janosz/Weinberger oraz dzieci:
  • syna Wilhelma/Wolfa Tirasa zamieszkałego z rodziną w Laskowej, 
  • nieletniego syna Józefa Tirasa, 
  • nieletniego syna Dawida Tirasa (urodzonego jako ostatnie z jego dzieci w Choczni w lutym 1822 roku), 
  • córkę Cyrlę, żonę Barucha Steif, zamieszkałą w Rudzach, 
  • córkę Wiktorię/Itę/Jetty, później żonę Mojżesza Güttera, z którym mieszkała w Nidku,
  • córkę Dorotę/Dwojre, później żonę Herszla Izraelowicza, z którym mieszkała w Rabie Wyżnej, 
  • nieletnią córkę Różę/Rosel Tiras,
  • nieletnią córkę Salomeę/Lotti Tiras. 
Z tego zestawienia wynika, że nie żyły już wówczas urodzone w Choczni Anna i Chaja.
W 1833 roku sąd powierzył Lei Tiras opiekę nad majątkiem Filipa i ich małoletnimi dziećmi:
„(...) aby dzieci te przyzwoicie chowała, to jest o ich życie i zdrowie baczenie miała, najlepszy sposób ich utrzymania obmyśliła, siły ich ciała i dowcipu rozwinęła (…) przez naukę religii i pożytecznych wiadomości podstawę do przyszłego ich szczęścia założyła.”

Podpis Lei/Laje Tiras
Postępowanie spadkowe po Filipie Tirasie rozpoczęto dopiero po śmierci jego żony Lei w 1845 roku. Między 1832 a 1845 rokiem zmarli też wszyscy synowie Filipa- zarówno posiadający rodzinę Wolf (w 1841 roku), jak i małoletni Józef oraz Dawid. Kuratorem masy spadkowej został początkowo Mojżesz Gütter, mąż Ite/Jetty Tiras, ale zdaniem pozostałych potencjalnych spadkobierców źle wywiązywał się ze swoich obowiązków. Dlatego później nadzór nad spadkiem powierzono Mojżeszowi Tirasowi, młodszemu bratu Filipa, który objął również formalną opiekę nad dziećmi nieżyjącego Wolfa Tirasa: Józefem, Taube i Ryfką, pochodzących ze związku małżeńskiego Wolfa z Feigl.
Wartość gruntu pozostałego w spadku po Filipie i Lei wyceniono na 550 florenów, wartość domu, mającego „22 łokci długości i 15 szerokości”, oszacowano na 130 florenów, a przylegającej stodoły na 70 florenów.
W skład masy spadkowej o łącznej wartości nieco ponad 912 florenów weszły także: 3 woły, 2 krowy i 4 jałówki oraz wyposażenie domu i karczmy.
Od „stanu czynnego” masy spadkowej należało jeszcze odjąć „stan cierpiący”, czyli długi Filipa Tirasa, które wynosiły 160 florenów w stosunku do dziedziców Bobrowskich, 22 floreny należne bratu Mojżeszowi i 38 florenów należnych Tukierowi z Zatora.
Sprawa spadkowa przed sądem w Andrychowie przeciągnęła się do 1851 roku. Ostatecznego orzeczenia nie dożyła najstarsza córka Filipa Cyrla Steif z domu Tiras (zmarła w 1848 roku), której interesy reprezentował w 1850 i 1851 roku syn Józef Steif oraz Wiktoria/Ite Gütter z domu Tiras.

[1] ankinowy (nankinowy)- bawełniany
[2] racymorowy (racimorowy) - jedwabny

Choczeńscy Żydzi

środa, 6 grudnia 2017

Darczyńcy na rzecz choczeńskiego kościoła w latach 1800-1825

Wpłaty różnego rodzaju darczyńców na rzecz choczeńskiego kościoła w latach 1800-1825 stanowiły istotną pozycję w rocznych przychodach parafii.
Były co prawda lata (1802, 1804 i 1805), kiedy nie odnotowano żadnych wpływów z tego tytułu, ale łączne wpłaty  w rozpatrywanym okresie czasu dawały średnio 21% przychodów rocznych parafii, wykazując przy tym dużą zmienność- od 1 % przychodów w 1808 roku do 65% w 1818 i 1824 roku.
Kim byli dobrodzieje choczeńskiego kościoła i parafii?
Wśród 144 darowizn dokonanych w latach 1800-1825 wysokością wpłat wyróżniał się, co nie powinno dziwić, hrabia Wincenty Seweryn Ferrariusz Bobrowski, posiadający od 1803 roku prawo patronatu nad choczeńską parafią, czyli z jednej strony prawo do przedstawiania kandydata na proboszcza, a z drugiej obowiązek świadczenia na funkcjonowanie beneficjum, szczególnie podczas wznoszenia nowej świątyni.
Świadczenia na budowę nowego kościoła właściwie ominęły Bobrowskiego, ponieważ w roku uzyskania przez niego patronatu formalnie zakończono pierwszy etap inwestycji.
W 1810 roku Bobrowski przeznaczył 1000 złotych górskich na malowanie wnętrza kościoła, w 1811 roku darował 39 złotych... z wygranej w karty, a w 1812 roku dorzucił 310 złotych na zakup w Wiedniu złotej monstrancji.
Natomiast w 1817 roku bez konkretnej intencji podarował choczeńskiej parafii 200 florenów, a rok później ponad 288 florenów na budowę "trupiarni".
Od 1813 roku wpłaty darowizn księgowano bowiem w walucie wiedeńskiej, stosując przelicznik 1 floren = 6 złotych górskich.
Następnymi ważnymi donatorami choczeńskiego kościoła i parafii w latach 1800-1825 byli choczeńscy proboszczowie.
Zmarły w 1799 roku ksiądz proboszcz Józef Skolimowski ustanowił legat, czyli specjalny zapis w swoim testamencie, przekazując 250 złotych reńskich (750 złotych górskich) chocznianinowi Jakubowi Dąbrowskiemu, z której to kwoty Dąbrowski co rok winien był przekazywać na kościół umówiony procent (praktycznie około 8 florenów rocznie).
Podobny legat ustanowił następca Skolimowskiego na probostwie- ksiądz Jacek Majeranowski, zmarły w styczniu 1811 roku. Majeranowski już w 1805 roku legował kwotę 250 złotych reńskich u choczeńskich kupców Błażeja i Józefa Balonów, której to po jego śmierci wypłacać mieli coroczną prowizję w wysokości 5%. Balonowie rzetelnie wywiązywali się z tych płatności, wnosząc corocznie na rzecz parafii nieco ponad 6 florenów.
Niewielki legat na rzecz choczeńskiej parafii ustanowił także burmistrz Wadowic Malczewski.
Pod wpływem legatów dokonanych przez swoich byłych proboszczów podobnych zapisów w testamentach zaczęli dokonywać choczeńscy chłopi.
Ta forma pośmiertnej darowizny na kościół stawała się począwszy od 1806 roku coraz popularniejsza i w rozpatrywanym okresie czasu chłopskie legaty były wyższe, niż darowizny dokonywane przez żyjących.
Chłopi legatów dokonywali u cieszących się zaufaniem sąsiadów, członków rodziny, bądź u urzędników gminnych.
Na legaty zamieniano również niekiedy niespłacone długi, zobowiązując w testamentach dłużników do spłaty w formie darowizny na parafię i kościół.
Pierwsze pieniądze z "chłopskiego" legatu wpłynęły od Wacława Twaroga w 1806 roku.
Najwyższe jednorazowe wpłaty z legatów (o wartości równej lub przekraczającej ówczesną wartość krowy) pochodziły natomiast od:
  • Zofii Grabońki (1814),
  • Tomasza i Mateusza Woźniaków (1814),
  • Leona Woźniaka (1816),
  • Leona Piątka (1818),
  • Józefa i Brygidy Kręciochów (1818).
Twórcy zapisów testamentowych nie wskazywali na ogół, na jaki konkretny cel ma być przeznaczony legat, określając go najczęściej "na kościół" lub "na ołtarze".
Wyjątkiem były legaty Jacka Laszczaka i Mateusza Capa, przeznaczone na zakup cynowych lichtarzy.
Legatów dokonywali tylko chłopi z Choczni i Kaczyny, tworzących jedną parafię.
Inaczej przedstawiała się sprawa z darowiznami wnoszonymi "na bieżąco".
Tu obok mieszkańców Choczni i Kaczyny zdarzali się także chłopscy darczyńcy z: Andrychowa, Zawadki i Ponikwi.
Dary wnoszono czasami w formie materialnej, a nie pieniężnej- na przykład w 1821 roku Rozalia Ciborka podarowała "obrus ciągniony" wyceniony na 6 florenów, w tym samym roku żona Jakuba Rzyckiego przekazała proboszczowi cienkie płótno na ornaty o wartości 5 florenów, a w 1823 roku Wacław Rzycki "dał koralików" za 7 florenów.
Jako cele darowizn wskazywano:
  • trupiarnię - Wincenty Romańczyk w 1817 roku,
  • odnowienie obrazu Pana Jezusa - Kacper Pindel w 1817 roku,
  • obraz "Omdlenie P. Jezusa" - Tomasz Ramza w 1817 roku,
  • sprawienie całunu - Cecylia Rokowska w 1817 roku,
  • na sprawienie obrazu św. Walentego - Walenty Guzdek w 1818 roku,
  • na obraz św. Antoniego - Franciszek Buldon z Kaczyny,
  • na 50 łokci płótna kościelnego - Katarzyna Pindelka w 1819 roku,
  • na obicie na żółto cyborium (ażurowej obudowy ołtarza- kolumn podtrzymujących baldachim) - Tomasz Ramza w 1825 roku.
Wymieniony wyżej Tomasz Ramza, choczeński krawiec, corocznie w latach 1814-1825 (albo nawet kilka razy w roku) wnosił dary "na światło", czyli fundował świece do choczeńskiego kościoła.
Ponadto w 1824 roku wraz z "lekarzami ludzi" ofiarował olbrzymią kwotę prawie 500 florenów na przyozdobienie zwierciadłami "4 słupów na wielkim ołtarzu tudzież gzymsów na wielkim i dwóch pobocznych ołtarzach".

Ciekawym zwyczajem było wnoszenie niewielkich darów przez "tych co na chórze bywają".
W 1814 roku byli to: Wojciech Szczur (kowal), Jan Ścigalski (świecki administrator ekonomiczny parafii), Wincenty Ziętarski (pisarz gminny), Józef Wróblowski (młynarz) i Józef Rudzki (krawiec).
W 1820 roku pobyt na chórze podczas mszy nie przysługiwał już tylko choczeńskim elitom, ponieważ wśród wnoszących zwyczajowy dar z tego tytułu był niejaki Maciej Janczakowski, sługa wymienionego wyżej Ścigalskiego.
Darowizny na rzecz choczeńskiego kościoła w znacznej kwocie 46 florenów dokonał także ksiądz Franciszek Grywalski, emerytowany wikariusz, wpisany jako "wuj miejscowego plebana", którym był wówczas ks. Jan Znamierowski.
Na koniec pełna lista darczyńców w latach 1800-1825 (w kolejności wnoszenia darowizn- pisownia nazwisk oryginalna):

Drapa
Szymon
Ścigalski
Jan
Pindel
Józef
Skolimowski
Józef
Guzdek
Wawrzyniec
Burzej
Ludwik
Twaróg
Piotr
Twaróg
Wacław
Wściślina
Agnieszka
Graboń
Filip
Malczewski
Smaza
Klemens
Żak
Jan
Widlarz
Ludwik
Ramza
Tomasz
Dąbrowski
Antoni
Bobrowski
Wincenty
Majeranowski
Jacek
Szczur
Wojciech
Ziętarski
Wincenty
Wróblowski
Józef
Rudzki
Józef
Grabońka
Zofia
Woźniak
Tomasz i Mateusz
Szczur
Franciszek
Kręcioszka
Franciszka
Guzdek
Stanisław
Gawęda
Wojciech
Piątek
Wojciech
Zając
Jan
Sordyl
Urban
Figura
Bartłomiej
Woźniak
Leon
Brandyska
Małgorzata
Ramza
Tomasz
Szczur
Józef
Laszczak
Jacek
Cap
Mateusz
Szczur
Sebastian
Karbowniczonka
Julianna
Romańczyk
Wincenty
Koman
Tomasz
Piątek
Tomasz
Szczur
Antoni
Mikołajek
Andrzej
Ramenda
Walenty
Sikora
Wawrzyniec
Pindel
Kacper
Ruła
Mateusz
Buldończyk
Tomasz
Bylica
Walenty
Kręcioch
Fabian
Pietruszka
Jan
Widlarka
Agata
Szczur
Marcin
Rokowska
Cecylia
Pietruszka
Piotr
Widlarz
Marek
Guzdek
Walenty
Bylicyna
Helena
Bryndza
Florian
Piątek
Leon
Piątek
Agnieszka
Kręcioch
Józef i Brygida
Świętkowa
Agnieszka
Curzydło
Franciszek
Curzydło
Tomasz
Atłas
Michał
Hanusiaczka
Zofia
Byrski
Jakub
Sordylka
Agnieszka
Pindelka
Teresa
Szczurzyna
Helena
Strzeżoń
Marcin
Mikołajek
Józef
Świętek
Kanty
Świętkowa
Homlina
Tekla
Pękalka
Anna
Sikorzyna
Julianna
Buldon
Franciszek
Gałuszka
Maciej
Sikora
Bartłomiej
Atłas
Helena
Baklarka
Pindelka
Katarzyna
Młocek
Jan
Graboń
Wojciech
Kręcioszka
Agnieszka
Kuzia
Jan
Balonka
Zuzanna
Buldończyk
Rozalia
Janczakowski
Maciej
Woźniak
Tomasz
Ruła
Jan
Bylica
Jan
Żak
Błażej
Ciborka
Rozalia
Rzyckiego
Jakuba żona
Pindel
Walenty i Łucja
Balończykowa
Katarzyna
Sikorzyna
Agata
Stankiewiczówna
Katarzyna
Rzycki
Wacław
Sordyl
Urban
Burzej
Jan
Balon
Józef
Bryndzonka
Anna
Grywalski
Franciszek
Sikorzyna
Marianna
Rzycka
Barbara