Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młyn. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 kwietnia 2026

Spór sądowy o młyn między hrabią Bobrowskim a Szczurami (1815)

Gdy chłop wygrał z hrabią – wyrok sprzed dwustu lat,

który ocalił chłopską własność młyna w Choczni

 Wyrok Cesarsko-Królewskiego Sądu Szlacheckiego w Tarnowie z 22 sierpnia 1815 roku, zintabulowany (czyli wpisany do ksiąg wieczystych) we Lwowie 27 marca 1817 roku – opowiada historię, w której chłopska rodzina młynarska stanęła naprzeciw hrabiego i… wygrała.

Strony konfliktu: hrabia kontra wdowa i sieroty

Powód: Wincenty Hrabia Bobrowski

Wincenty Seweryn Ferrariusz Kazimierz Antoni Bobrowski herbu Jastrzębiec (1765–1835) nie był postacią marginalną. Urodzony w Nidku, był jednym z zamożniejszych posiadaczy ziemskich zachodniej Galicji. Właściciel Choczni (od 1803 roku, po wuju Janie Chrzcicielu Biberstein Starowieyskim), a w różnych okresach życia także Wieprza, Łęk, Grojca, Babic, Poręby Wielkiej, Rudz, Zaborza i Rajska – był człowiekiem rozległych wpływów i ambicji majątkowych. Nie był przy tym pozbawiony pobożności: w 1810 roku ofiarował 300 złotych reńskich na malowanie ołtarza w kościele choczeńskim, a dwa lata później współfundował monstrancję zakupioną aż w Wiedniu. Spoczął w kościele św. Bartłomieja w Porębie Wielkiej.

Taki człowiek – arystokrata, dziedzic, fundator kościelny – w 1815 roku pozwał przed sąd rodzinę zmarłego młynarza.

Pozwani: spadkobiercy Jakuba Szczura

Po drugiej stronie sali sądowej (a raczej: po drugiej stronie łacińskiego pozwu) stanęła familia zmarłego szesnaście lat wcześniej Jakuba Szczura – wójta i młynarza choczeńskiego. Jakub Szczur (1719–1799) był postacią niezwykłą, jedną z tych, które w historii chłopskiej Galicji pojawiają się rzadko, bo chłopi rzadko zostawiali po sobie ślad w dokumentach, a jeśli już – to zwykle jako przedmiot cudzych decyzji, nie jako podmiot.

Szczur był inny. W 1751 roku, za kwotę 500 złotych górskich, kupił od Franciszka Piaskowicza młyn, staw i półrolek – a więc przeprowadził transakcję handlową, udokumentowaną i prawnie wiążącą. Był przysiężnym choczeńskim (ławnikiem), notowanym w Księdze Sądowej od 1749 roku, a od 1770 roku pełnił funkcję wójta. Jego gospodarstwo w 1789 roku przynosiło trzeci co do wielkości dochód roczny w całej Choczni. W 1798 roku – a więc rok przed śmiercią, w wieku 79 lat – uzyskał jeszcze zgodę na budowę jazu na potoku Capówka.

Ale życie Jakuba Szczura nie było sielanką. Ówczesny właściciel Choczni, Jan Biberstein Starowieyski (ten sam, po którym schedę przejął później hrabia Bobrowski), skazał go na 25 plag i 5 dni aresztu o chlebie i wodzie – za odmowę odrabiania dniówek pańszczyźnianych. Szczur, jako właściciel młyna nabytego za gotówkę, najwyraźniej uważał, że pańszczyzna go nie dotyczy, albo przynajmniej nie w takim wymiarze. Dwór myślał inaczej.

Jakub Szczur zmarł 7 października 1799 roku w Choczni, w wieku 80 lat, jako żonaty po raz trzeci – jego ostatnia żona, Franciszka z domu Żak, była od niego młodsza o 49 lat (poślubił ją w 1787 roku, mając lat 68). Był też najstarszym znanym ojcem dziecka w Choczni – doczekał się potomka w wieku 80 lat i 5 miesięcy. Rekordzista demograficzny XVIII-wiecznej wsi.

Po jego śmierci pozostali:

- Franciszka Szczurowa – wdowa (ta sama, młodsza o pół wieku),

- córki: Katarzyna Dąbrowska, Zofia Pindelowa, Regina Odrobinowa i Franciszka,

- oraz małoletni synowie: Franciszek, Józef, Mateusz, Wojciech i kolejna córka Katarzyna – reprezentowani przez opiekunów prawnych.

To właśnie ta gromadka – wdowa, zamężne córki i niepełnoletnie dzieci – musiała w 1815 roku bronić się przed roszczeniami hrabiego.

O co walczył hrabia?

Przedmiot sporu był jasny i materialny: młyn we wsi Chocznia wraz z gruntami – w tym polem zwanym „Pytlikowskim" – budynkami, urządzeniami młynarskimi i wszelkimi przynależnościami. Bobrowski domagał się nie tylko zwrotu samego młyna (a więc wywłaszczenia rodziny Szczurów), ale również rozliczenia dochodów, jakie młyn przyniósł spadkobiercom od czasu śmierci Jakuba.

Mówiąc wprost: hrabia chciał zabrać rodzinie to, co ich ojciec i dziadek kupił za własne pieniądze 65 lat wcześniej, a na dokładkę zażądać rekompensaty za to, że przez te lata z młyna korzystali.

Na jakiej podstawie? Dokument tego wprost nie precyzuje, ale kontekst epoki pozwala domyślać się kilku możliwych argumentów:

1. Prawo dominialne – w systemie feudalnym właściciel dóbr ziemskich (dominium) mógł twierdzić, że młyn, jako element infrastruktury wsi, jest częścią jego majątku dominialnego, niezależnie od tego, kto go fizycznie użytkuje. Chłop mógł „kupić" młyn, ale w oczach pana był to co najwyżej czynsz dzierżawny, nie przeniesienie własności.

2. Zmiana właściciela dóbr – Bobrowski przejął Chocznie po wuju Starowieyskim około 1803 roku. Mógł nie uznawać ustaleń poprzednika lub interpretować je inaczej.

3. Spory o pańszczyznę – skoro Jakub Szczur jeszcze za życia był karany za odmowę pańszczyzny, nowy dziedzic mógł kontynuować politykę „dyscyplinowania" chłopskiej niezależności – tym razem metodą prawną, nie batem.

Dlaczego sąd był akurat w Tarnowie?

Dla współczesnego czytelnika może być zaskakujące, że sprawa dotycząca młyna w okolicach Wadowic trafiła do sądu w odległym o ponad 100 kilometrów Tarnowie. Wyjaśnienie tkwi w strukturze sądownictwa galicyjskiego pod panowaniem austriackim.

Mieścił się tu C.K. Sąd Szlachecki (Forum Nobilium) – instytucja właściwa dla spraw, w których przynajmniej jedną ze stron był szlachcic.

W austriackim systemie prawnym szlachta podlegała odrębnej jurysdykcji. Forum Nobilium (Sąd Szlachecki) rozpatrywał sprawy cywilne i niektóre karne z udziałem osób stanu szlacheckiego. Ponieważ powodem był hrabia Bobrowski – a więc osoba o statusie szlacheckim – sprawa automatycznie trafiała przed ten sąd, niezależnie od tego, że pozwani byli chłopami.

Sąd Szlachecki w Tarnowie obejmował swoją jurysdykcją rozległy obszar zachodniej i środkowej Galicji. Stąd rodzina Szczurów z okolic Wadowic musiała bronić swoich praw w oddalonym Tarnowie – co samo w sobie stanowiło niemałe obciążenie dla chłopskiej rodziny, zarówno finansowe, jak i logistyczne.

---

 Wyrok: zwycięstwo chłopów

Sąd pod przewodnictwem Kazimierza Michałowskiego, radcy C.K. Sądu Szlacheckiego, wydał 22 sierpnia 1815 roku wyrok, który – biorąc pod uwagę realia epoki – można uznać za sensacyjny.

Orzeczono, że spadkobiercy Jakuba Szczura: „nie są zobowiązani do zwrotu młyna położonego we wsi Chocznia, wraz z gruntem zwanym Pytlikowskim, ani innych gruntów należących do tego młyna, wszystkich budynków, struktur i narzędzi."

Co więcej: „Ani też nie są zobowiązani do rozliczenia się z dochodów uzyskanych z tego młyna, gruntów i budynków na rzecz powoda."

Koszty procesowe zniesiono wzajemnie – co oznacza, że każda strona ponosiła własne wydatki. To standardowa formuła, ale warto zauważyć, że sąd nie obciążył chłopskiej rodziny kosztami procesu wytoczonego przez hrabiego.

Innymi słowy: hrabia przegrał na całej linii. Młyn pozostał własnością Szczurów. Dochody z niego były ich dochodami. A Bobrowski nie dostał ani młyna, ani grosza.

Dlaczego chłopi mogli wygrać? Kontekst prawny epoki

Wyrok ten nie był przypadkiem ani kaprysem sędziego. Był konsekwencją głębokich przemian prawnych, jakie w Galicji zapoczątkowały reformy oświeceniowe monarchii habsburskiej.

Cesarz Józef II (panujący 1780–1790) przeprowadził serię radykalnych reform, które – choć w wielu aspektach cofnięte przez jego następców – trwale zmieniły pozycję prawną chłopów w monarchii austriackiej:

- Patent o zniesieniu poddaństwa osobistego (1781/1782) – chłopi galicyjscy przestali być „przywiązani do ziemi", zyskali prawo do opuszczania wsi, zawierania małżeństw bez zgody pana i kształcenia dzieci.

- Regulacje dotyczące pańszczyzny – ograniczono wymiar pańszczyzny i wprowadzono zasadę, że chłop nie może być karany arbitralnie przez pana (choć w praktyce, jak widać na przykładzie Jakuba Szczura i jego 25 plag, zasada ta bywała łamana).

- Prawo do własności – chłopi uzyskali prawo do nabywania i posiadania nieruchomości na własność, a transakcje takie, odpowiednio udokumentowane, były chronione przez prawo.

W 1812 roku weszedł w życie na terenie całej monarchii habsburskiej Powszechny Kodeks Cywilny (ABGB) – jeden z najnowocześniejszych aktów prawnych ówczesnej Europy. Kodeks ten:

- gwarantował ochronę własności prywatnej, niezależnie od stanu społecznego właściciela,

- uznawał ważność umów kupna-sprzedaży zawartych zgodnie z prawem,

- wprowadzał zasadę równości stron przed sądem cywilnym.

Jakub Szczur kupił młyn w 1751 roku – niemal 65 lat przed procesem. Transakcja była udokumentowana (znamy kwotę: 500 złotych górskich, nazwisko sprzedawcy: Franciszek Piaskowicz). W świetle ABGB, obowiązującego w momencie wydawania wyroku, prawo własności Szczurów do młyna było nie do podważenia.

Znaczenie wyroku

Nie należy idealizować austriackiego wymiaru sprawiedliwości w Galicji – system ten miał mnóstwo wad, a chłopi w praktyce często pozostawali bezsilni wobec szlachty. Ale ten konkretny przypadek pokazuje, że mechanizmy prawne ochrony własności chłopskiej istniały i czasem działały. Sąd Szlachecki – sąd obsadzony przez szlachtę, powołany dla szlachty – wydał wyrok na korzyść chłopskiej rodziny przeciwko hrabiemu. To świadectwo tego, że praworządność nie była w Galicji pustym słowem – przynajmniej nie zawsze.

Intabulacja: pieczęć ostateczna

Wyrok z 1815 roku zyskał dodatkową moc prawną 27 marca 1817 roku, kiedy został zintabulowany – czyli wpisany do ksiąg wieczystych (Tabula Krajowa) we Lwowie, ówczesnej stolicy Galicji.

Intabulacja oznaczała wpis do tzw. stanu biernego (obciążeń) dóbr Chorzowa w Księdze Dóbr prowadzonej dla prowincji galicyjskiej. W praktyce znaczyło to, że:

1. Wyrok stał się faktem prawnym wiążącym wobec osób trzecich.

2. Nikt – ani Bobrowski, ani żaden przyszły nabywca dóbr choczeńskich – nie mógł już kwestionować prawa Szczurów do młyna.

3. Akt ten stanowił trwałe zabezpieczenie hipoteczne praw rodziny młynarskiej.

Dwuletnia zwłoka między wyrokiem (1815) a intabulacją (1817) nie była niczym nadzwyczajnym – procedury biurokratyczne w galicyjskiej administracji austriackiej były notorycznie powolne, a droga z Tarnowa do Lwowa – zarówno fizyczna, jak i urzędowa – wymagała czasu i cierpliwości.

Co mówi nam ten dokument?

Historia wyroku z 1815 roku to pozornie drobny epizod – lokalny spór o młyn w małej galicyjskiej wsi. Ale w istocie jest to mikrohistoria, która odsłania makroprocesy:

1. Napięcie między starym a nowym porządkiem. Hrabia Bobrowski reprezentował feudalną logikę, w której pan jest właścicielem wszystkiego na terenie swoich dóbr. Rodzina Szczurów – chłopską logikę kupionej i zapracowanej własności. Sąd austriacki stanął po stronie tej drugiej.

2. Realność reform józefińskich. Reformy Józefa II bywają opisywane jako odgórne, niepełne, cofnięte przez następców. Ten dokument pokazuje, że ich skutki prawne przetrwały dekady i miały realne przełożenie na życie konkretnych ludzi.

3. Chłopska sprawczość. Jakub Szczur nie był bierną ofiarą systemu. Kupował nieruchomości, pełnił funkcje publiczne, odmawiał pańszczyzny, budował jazy. Jego spadkobiercy – wdowa i dzieci – potrafili obronić swoje prawa przed sądem, zapewne przy pomocy wynajętego adwokata (bo o prowadzeniu sprawy sądowej w języku łacińskim przed Forum Nobilium bez profesjonalnej pomocy prawnej nie mogło być mowy).

4. Ciągłość konfliktów. Spór Bobrowskiego ze Szczurami miał korzenie sięgające co najmniej czasów Jana Biberstein Starowieyskiego i jego 25 plag wymierzonych Jakubowi. To był konflikt pokoleniowy – dziedzic kontra młynarz, pan kontra chłop – toczony różnymi metodami przez dziesięciolecia.

poniedziałek, 4 marca 2024

Historia młyna w środkowej części wsi

 

Kolejny choczeński młyn usytuowany był kiedyś w środkowej części wsi, nieco powyżej obecnej szkoły w Choczni Dolnej. Powstał później, niż co najmniej 4 inne młyny z Choczni, ponieważ dopiero w latach 60. XVIII wieku. Źródłem tej informacji jest zapis Mikołaja Dąbrowskiego (recte Balona) na jego syna Kacpra, potwierdzony 10 czerwca 1786 roku przez Jana Biberstein Starowieyskiego w choczeńskiej Księdze Sądowej. Początek tego potwierdzenia wyglądała następująco:

„Wiadomo czynię komu o tym wiedzieć należy, mianowicie Gromadzie Wsi Choczni, iż supplikował do Mnie Kasper Ballon, aby Jemu wydać Prawo na Młyn i gront przy nim będący, który Oyciec jego Mikołay Ballon za pozwoleniem niegdy J. W. Braniczki postawił.”

Owa jaśnie wielmożna Braniczka, to nikt inny, jak Waleria Branicka z domu Szembek, która odziedziczyła po rodzicach prawa do starostwa barwałdzkiego, w tym i do Choczni, a po śmierci męża Piotra Branickiego w 1760 roku zarządzała tymi dobrami samodzielnie, by około 1765 roku przekazać je synowi Franciszkowi Ksaweremu Branickiemu.

Ponieważ Mikołaj Dąbrowski (prawidłowo Balon) urodził się w 1730 roku, to w czasie stawiania młyna miał nieco ponad 30 lat. Pieniądze na budowę pochodziły zapewne ze środków jego ojca Marcina Balona, właściciela dobrze prosperującej karczmy „Pod Dębem”, od której nazwy pochodzi najpierw przezwisko, a później nazwisko tej gałęzi choczeńskich Balonów.

Synami Mikołaja byli między innymi wspomniany wyżej Kacper (ur. 1762), czyli jego spadkobierca oraz Mikołaj młodszy (ur. 1757), który pomagał bratu w prowadzeniu młyna. Metryki choczeńskie przy Kacprze Dąbrowskim aż do 1809 roku podają określenie molitoris, czyli młynarz. Oprócz prowadzenia młyna i uprawy roli zajmował się również handlem zbożem. Przy jego młynie rezydowała ponadto niejaka Carolina Lacombe, rodem ponoć z Konstantynopola (dzisiaj Stambuł w Turcji), uprzyjemniając życie przedstawicielom miejscowego ziemiaństwa i warstwy urzędniczej. Więcej na jej temat przeczytać można w notatce „Przekroczenia norm obyczajowych w galicyjskiej Choczni”.

W 1814 roku młyn i ¼ roli gruntu kupił od Dąbrowskiego młynarz Jan Wróbel z Dankowic, zwany Wróblowski. Jego obecność w Choczni być może wiąże się z ówczesnym proboszczem ks. Jackiem Majeranowskim, który przybył do Choczni właśnie z Dankowic. Wróblowski musiał mieszkać w Choczni jeszcze przed nabyciem młyna, skoro w miejscowym kościele parafialnym już w 1803 roku ochrzcił córkę Mariannę (później po mężu Ramza), a w 1806 roku syna Antoniego.

W 1835 roku, gdy Józef Wróblowski miał już ponad 70 lat, stawił się przed wójtem i przysiężnymi, po czym zeznał, że „będąc w starości swojej i ku temu kaleczny i nie mogąc sobie z tym młynem i gruntem dać rady” pragnie uczynić cesję własności na swojego najstarszego syna Antoniego. W rzeczywistości Antoni nie był najstarszym synem Józefa, ale jedynym, który żył jeszcze w 1835 roku. Trzynaście lat wcześniej zmarł w Wiedniu na gruźlicę jego starszy brat Ignacy, który studiował tam w Wyższym Instytucie Kształcenia Księży Diecezjalnych (Augustineum).

Antoni Wróblowski, kolejny posiadacz opisywanego młyna, był również człowiekiem wykształconym. Ojciec zadbał o jego edukację posyłając go do cieszyńskiego gimnazjum. W roku szkolnym 1824/25 wykazywany jest tam jako uczeń I klasy gramatycznej. Nabytymi w Cieszynie umiejętnościami służył młynarz Antoni Choczni jako pisarz przy urzędzie wójtowskim, a na jego byłej działce (tak zwanej zagródce), przekazanej w spadku na kościół w Choczni, zbudowano później pierwszą szkołę ludową. Również obecna szkoła w Choczni Dolnej usytuowana jest na tej samej parceli.

Natomiast kolejnym właścicielem młyna po Dąbrowskich i Wróblowskich został wadowicki piekarz Mateusz Jelonek, co potwierdzają różne dokumenty z lat 1844-59. W 1860 roku młyn od Jelonka odkupił Antoni Warmuz z Frydrychowic i w rękach jego rodziny młyn ten pozostawał aż do lat 30. XX wieku. Antoni Warmuz w czasie objęcia młyna miał ponad 40 lat i był żonaty z Anną z Michalskich. W Choczni ta para nie doczekała się dzieci, a po śmierci Anny Antoni, wówczas 56-letni, poślubił młodszą o 35 lat Agnieszkę Kręcioch, która urodziła mu aż jedenaścioro dzieci. Młynarz Antoni Warmuz był postacią dość kontrowersyjną – Rada Gminna kilkakrotnie skazywała go na grzywny za niemoralne życia, a drugiej strony dał się poznać jako hojny ofiarodawca na choczeński kościół, między innymi na odnowienie relikwiarza i puryfikatu. Formalnie uzyskał prawo przynależności do Choczni w 1870 roku.

Następcą Antoniego Warmuza został jego syn Ludwik, urodzony w 1886 roku, czyli dwa lata przed jego śmiercią. Do czasu pełnoletności pozostawał pod opieką matki Agnieszki i ojczyma Piotra Styły (drugiego męża matki, poślubionego w 1889 roku). Józef Turała w swojej „Kronice wsi Chocznia” podał, że młyn wodny Warmuzów w okresie międzywojennym miał moc przerobową 500 kg zboża na dobę, a nieodległy od szkoły staw młyński służył dzieciom i młodzieży w lecie jako kąpielisko, a w zimie do ślizgania na lodzie. Woda do stawu była doprowadzana krótkim kanałem z Choczenki.  W prowadzeniu młyna pomagał Ludwikowi jego młodszy brat Stefan, który w 1926 roku zginął tragicznie pod kołami pociągu.

Ostatnim właścicielem tego młyna został jeszcze przed wybuchem II wojny światowej Antoni Widlarz, użytkujący wcześniej młyn wiatrowy swojego stryja Franciszka na Dziale Choczeńskim. W czasie okupacji młyn wodny został kompletnie zniszczony przez Niemców i tak zakończyła się jego około 180-letnia ciekawa historia.

czwartek, 21 grudnia 2023

Historia kolejnego choczeńskiego młyna w górnej części wsi

 

Niezbyt daleko młyna Burzejów w górnej części Choczni znajdował się drugi tego typu obiekt, którego historia również sięga XVII wieku.

27 lutego 1693 roku Marcin Dziadek sprzedał za 35 złotych reńskich młyn ze stawem 29-letniemu Piotrowi Capowi i jego żonie Katarzynie.

Z tekstu tego zapisu wynika, że tenże młyn miał kilkadziesiąt lat i należał kiedyś do choczeńskiego sołtystwa. Gdy Marcin Dziadek pełnił funkcję wójta (1682-1683), odebrał ten młyn na rzecz gromady choczeńskiej, ponieważ stał on na gruncie gromadzkim, a nie przynosił żadnych korzyści, ani dochodów gromadzie i dzierżawcy wsi.  Czytamy dalej, że „ miała gromada ochotę wielką bes to y Państwo”, by ten stan rzeczy zmienić. Dlaczego Marcin Dziadek „pozwolił go trzymać” Wojciechowi Kłapouchowi, który wpłacił na rzecz gminy 15 złotych, „a każdy złoti licząc po grosi 30”. Niestety Wojciech Kłapouch posiadając młyn przez dziewięć lat nie mógł sobie dać rady z jego prowadzeniem („młyn spustosził, bo temu radziec nie mógł”) i na dodatek ociemniał. Stąd pomysł poszukiwania następnego młynarza i sprzedaż młyna Capowi „któremu będzie wolno go przedać, dać, darować, komu sie będzie podobało”. Z kwoty wpłaconej przez Capa część (7 złotych i 15 groszy) otrzymał Marcin Dziadek, a resztę Wojciech Kłapouch.

Sprzedany młyn, mimo że należał kiedyś do choczeńskich sołtysów, nie leżał w obrębie tak zwanego Sołtystwa, ale wyżej - „pod zarębkiem gazdowem i kowalowem zarębkiem”. Z powodu jego zapuszczenia kwota odstępnego była niska – o wiele niższa, niż na przykład koszt zakupu młyna Burzejów (150 zł).

Cztery lata później (1697) Piotr Cap odkupił za 30 złotych połowę Zarębka Gazdowskiego i połowę zagrody od Łukasza Gazdy, poszerzając teren wokół swojego młyna.

Bliskość młynów Burzejów i Capów powodowała zatargi między ich właścicielami. W wyniku jednego z nich Piotr Cap musiał zapłacić Franciszkowi Burzejowi 30 zł odszkodowania.

W rękach Capów opisywany młyn pozostał do 1732 roku. Wtedy to Urban Cap/Czapik, spadkobierca Tomasza i Piotra Capów oraz Jakub i Józef Capowie sprzedali go Stanisławowi Romańczykowi zwanemu także Sobołkiem lub Sobalą i jego żonie Agnieszce. Stanisław pochodził prawdopodobnie z rodziny młynarzy z pogranicza Ponikwi i Chobotu. Data tej transakcji cofa o osiem lat znaną dotąd z ksiąg metrykalnych obecność Romańczyków w Choczni.

Tenże Stanisław był ojcem urodzonego w 1750 Benedykta Romańczyka, kolejnego właściciela tego młyna. Następcą Benedykta był Błażej Romańczyk, urodzony w 1765 roku, który był jego bratankiem – synem Wojciecha Romańczyka, jego starszego brata. W 1815 roku młyn ten wraz ze stawem młyńskim chwilowo przeszedł w ręce Jacka Burzeja, syna młynarza Ludwika z pobliskiego młyna. Jackowi wniosła go wianie Anna Romańczyk, córka Błażeja. Po czterech latach (w 1819 roku) Jacek Burzej oddał go z powrotem teściom, ponieważ ci kupili dla niego 1/8 roli, stanowiącej wcześniej własność Wojciecha Burzeja, stryja Jacka.

Po Błażeju głównym młynarzem w tym młynie został jego syn, też Błażej, urodzony w 1798 roku, który ożenił się z Franciszką Wróblowską, córką innego choczeńskiego młynarza. W prowadzeniu młyna pomagali mu bracia i kuzyni.  Kolejnym znanym właścicielem tego młyna był Józef Romańczyk. Ten dobrodziej kościoła parafialnego w Choczni był podpisany jeszcze w 1886 roku w dokumencie dla potomnych umieszczonym w kościelnej wieży po ukończeniu jej budowy.

Następną informację o tym młynie podał Józef Turała w „Kronice wsi Chocznia”, w której pisał o drugim obok Burzejów młynie na Zarąbkach, należącym przed II wojną światową do Józefa Drożdża (1873-1948), męża Bronisławy Romańczyk, córki Jana i Marianny z domu Sikora. Według Turały miał on zdolność przemiału 500 kg zboża na mąkę w ciągu doby i 20 cetnarów osypki dla świń ze zboża gorszej jakości oraz owsa i jęczmienia, czyli nieco większą, niż młyn Burzejów. Był zasilany wodą z Choczenki, doprowadzaną przez specjalny rów (młynówkę). Ilość wody dopływająca do młyna była regulowana zastawkami przez młynarza. Na koniec Turała informuje, że młyn został zlikwidowany przez Niemców w czasie okupacji.

czwartek, 31 sierpnia 2023

Początki młyna Burzejów w górnej Choczni

 

Według choczeńskiej „Księgi wójtowskiej” młyn prowadzony później przez prawie 250 lat przez kolejnych członków rodu Burzejów był do 1682 roku własnością Bartosza Sali. Własnością zresztą zaledwie od 4 lat, ponieważ Sala z żoną Ewą kupił go od w 1678 roku od gromady choczeńskiej wraz z zarębkiem, gdyż ziemia ta „chorzała od 40 lat”, nie przynosząc gromadzie i dzierżawcy Choczni dochodów, choć w tym czasie przewinęło się na  niej sześciu gospodarzy.

Natomiast w 1682 roku doszło do dwóch transakcji kupna-sprzedaży. Najpierw niejaki Franciszek Kołodziej sprzedał za 55 złotych swoją chałupę położoną między Kaczyną a zarębkiem Styłowym Marcinowi Bylicy, a następnie za 144 złote zakupił od Bartosza Sali zarębek z młynem, usytuowany między zarębkami Tomasza Kumorka i Walentego Gazdy.

Ów Franciszek był w aktach sprzedaży i kupna nazwany Kołodziejem od uprawianego przez niego zawodu, równolegle jednak używał nazwiska Burzej.

Nie wiadomo z jakiego powodu trzy lata później Franciszek Kołodziej/Burzej z żoną Katarzyną odstąpili ten młyn z zarębkiem Jakubowi Kowalowi zwanemu Mucha i jego żonie Reinie (Reginie). Burzejowie zarobili na tej sprzedaży 16 złotych, ponieważ kowal Mucha wyłożył za młyn i zarębek 160 złotych.

Ten stan rzeczy utrzymał się przez dziewięć lat, do 1694 roku. Wtedy Franciszek Burzej ponownie odkupił od Muchy tenże młyn z zarębkiem, tym razem za 150 zł. Od tego czasu, aż do II wojny światowej młyn ten pozostawał w rękach rodziny Burzejów.

Tekst umowy sprzedaży z 2 marca 1694 został zapisany jak następuje:

Anno Domini 1694 Die 2 Marcii

Zapis Franciska Burzeia

Stanąwszi dobrowolnie Jakub Kowal alias Mucha przed urząd choceński przedał zarębek z mlinkiem dobrowolnie Franciskowi Burzeiowi za złotich sto piędziesiąt, w kozdi złoti licąc pogrosi 30 przedał dał i darował dobrowolnie, tenże Franciszek Burzey kupił sobie ten ze zarębek z mlinkiem na zone swoie Katarzine y na dziatki swoie, temu Burzeiowi będzie wolno przedać, dać y darować komu sie będzie podobało, a iesliby sie przedawał w opce ręce, będą tego Jakuba dziatki iako kto insi starguie będą blissi tego kupna. Lezi ten zarębek ziedney strony Tomasa Kumorka a zdrugiey strony Lukaza Gazdi. Działo sie to za Jego Mosci Wierzbickiego Jona, bedaci na ten casz administratorem na Mikolaiu (wójtostwie Mikołaj obecnie w Wadowicach – uwaga moja). Tak ze przy woycie Griglu Grządzielu, przy Janie Kumorku, przi Janie Walasku, przy Jonie Rokowskim, przy Jonie Niemcu, przy Woyciechu Woyciku (przysiężnych – uwaga moja) y przi insich ludziach wielu bedacich na ten casz.

piątek, 5 czerwca 2020

Stare fotografie z Choczni

Józef Żak (ur. 1902) przed młynem Burzejów w Choczni Górnej
Na miejscu dawnego młyna znajduje się obecnie kaplica
Fotografię nadesłał Radek Burzej
Proszę o nadsyłanie archiwalnych fotografii dokumentujących ciekawe wydarzenia, budynki, życie codzienne i ludzi w dawnej Choczni na adres: chocznia.kiedys@gmail.com

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Choczeńskie stawy

Tytuł notatki „Choczeńskie stawy” może budzić pewne zdziwienie, ponieważ na współczesnej mapie fizycznej Choczni nie znajdziemy żadnych większych zbiorników wodnych.
Zupełnie inaczej wyglądało to w XVIII, czy w XIX wieku.
Według mapy wojskowej sporządzonej pod kierownictwem ppłk. Friedricha von Miega w latach 1779-1783 (LINK) w obrębie Choczni znajdowało się aż 12 różnej wielkości stawów.
Zdecydowanie największy z nich o powierzchni prawie 30.000 metrów kwadratowych położony był na terenie majątku sołtysiego (LINK), na południe od dzisiejszej ulicy Drapówka, pomiędzy torem kolejowym, a dzisiejszą ulicą Główną. Miał zostać wykopany jeszcze przed zaborami rękami jeńców wojennych.
Drugi, około trzy razy mniejszy staw, znajdował się na południowy zachód od największego, również na terenie ówczesnego majątku sołtysiego. Na jego brzegu usytuowany był młyn sołtysi (w przybliżeniu rejon domów o numerach 338, 334, 330 przy obecnej ulicy Głównej). Oba te największe stawy zasilane były pośrednio wodami Choczenki, ale nie były położone na jej brzegach.
Posuwając się w kierunku Kaczyny kolejny niewielki staw umiejscowiony był tuż przy Choczence i powiązany był z kolejnym młynem, własnością rodziny Styłów-Kotusiów.
Kompleks następnych czterech stawów rozpościerał się natomiast od okolic dzisiejszej szkoły w Choczni Górnej po okolice domu nr 87 przy ulicy Głównej. Dwa środkowe zbiorniki tego kompleksu były niewielkie (po około 500 metrów kwadratowych), staw najniżej położony miał około 2000 metrów kwadratowych powierzchni, a ostatni w stronę Kaczyny około 1500 metrów kwadratowych. Przy dwóch większych stawach funkcjonowały młyny.
Młyn działał także przy stawie o powierzchni około 3000 metrów kwadratowych, który znajdował się przy Choczence, powyżej aktualnej szkoły w Choczni Dolnej (rejon domów Nr 6-8 przy Białej Drodze).
Na mapie Miega następne trzy stawy wyrysowano w Choczni Dolnej, poniżej kościoła.
Dwa z nich leżały bezpośrednio obok siebie, oddzielone jedynie groblą. I większy o powierzchni ponad 2000 metrów kwadratowych i drugi nieco mniejszy (około 2000 metrów kwadratowych) znajdowały się pomiędzy obecną ulicą Kościuszki a Choczenką, poniżej i nieco na wschód od Pagórka Malatowskiego (na tym terenie stoją aktualnie domy przy ulicy Kościuszki 60, 66 i 66a).
Podobnie jak w Górnej Choczni i tutaj przy większym z dwóch stawów stały zabudowania młyna, który i wtedy i przez wiele późniejszych lat należał do rodziny Szczurów/Szczurowskich. Mniejszy był wykorzystywany przez choczeńskich tkaczy (tak zwane „bielidło”).
Trzeci staw w Dolnej Choczni usytuowany był na północ od obecnej linii kolejowej oraz ulicy Zawale, poniżej „Bożej Męki”. Jego powierzchnia wynosiła około 2000 mkw.
Szkic stawu na północ od Zawala
I wreszcie ostatni, dwunasty staw znajdował się na obrzeżach wsi, w dolinie za tak zwanym "Starym Gościńcem", od Bożej Męki w kierunku Piekła/Frydrychowic (powierzchnia około 1500 mkw).
Pewne zdziwienie może budzić fakt, że na mapie Miega nie zaznaczono żadnych stawów w dolinie za Konówką, przy drodze prowadzącej z kościoła w kierunku Zawadki (obok obecnego cmentarza). O tym że stawy tam były świadczyły dobrze widoczne do niedawna groble. Fakt ten znajduje również potwierdzenie w dokumentach historycznych. 
Już lustracja królewska z lat sześćdziesiątych XVII wieku wymienia trzy stawy dzierżawione przez plebana, w których hodowano karpie w systemie zbliżonym do stosowanego obecnie. W pierwszym  stawie przechowywano najmłodsze "kroczki", w drugim "piątniki", a w trzecim przeznaczone do odłowu i sprzedaży karpie "putniskowe". Liczbę tych ostatnich oszacowano na 5 kop rocznie (300 sztuk), a szacowany dochód z ich sprzedaży na 50 florenów.
8 grudnia 1802 roku choczeński proboszcz ksiądz Jacek Majeranowski zakupił te 3 stawy od właściciela wsi Jana Starowieyskiego (syna) za kwotę 500 złotych reńskich, by dziewięć lat później przekazać je w testamencie na rzecz swoich następców na probostwie.
Stawy "plebańskie" widoczne są na tak zwanej mapie franciszkańskiej Galicji (Franziszeische Landesaufnahme), ukończonej w 1869 roku.
W dolinie za Konówką, bezpośrednio za mostkiem na tym potoku, po lewej stronie (przemieszczając się od cmentarza) znajdował się jeden duży staw o powierzchni około 12.000 metrów kwadratowych. Dwa mniejsze stawy, o powierzchni po około 3.000 metrów kwadratowych każdy, usytuowane były wzdłuż Konówki, na południe od drogi prowadzącej od kościoła/cmentarza (ulica Kościelna) do skrzyżowania z Góralską Drogą.
Stawy w dolinie Konówki
Na mapie franciszkańskiej zaznaczone zostały także niektóre stawy widniejące na wcześniejszej mapie Miega: stawy sołtysie (choć większy z nich wysuszony- niepokolorowany na niebiesko), dwa stawy z czterech poprzednio istniejących powyżej sołtysich oraz niewielki stawek Styłów, staw przy Białej Drodze, należący wtedy do rodziny młynarzy Warmuzów oraz jeden ze stawów w dolnej Choczni (Szczurowskich).
Brakuje stawu w okolicach Zawala, mniejszego z dwóch przy obecnej ul. Kościuszki i dwóch mniejszych stawów w ciągu powyżej aktualnej szkoły w Choczni Górnej.
Zamiast jednego stawu za Bożą Męką w kierunku Piekła są cztery (dwa większe i dwa mniejsze).
Oprócz "plebańskich" nowe stawy, których nie było na mapie Miega, to cały szereg mniejszych lub większych zbiorników w dolinie Konówki, na południe od "plebańskich", przy granicy z Zawadką oraz niewielkie obszarowo stawki w zagajnikach pomiędzy dzisiejszym osiedlem Malatowskim, a ulicą Góralską, na południowy zachód od granicy z Wadowicami.
Ogólna liczba choczeńskich stawów na mapie franciszkańskiej jest większa, niż na mapie Miega i przekracza dwadzieścia.
Natomiast na jeszcze nieco późniejszych fragmentach dostępnych map katastralnych Choczni z 1875 roku „nowym” stawem jest niewielki akwen bezpośrednio przylegający do cmentarza (ze strony przeciwnej niż kościół).
Co do losów choczeńskich stawów, to ze źródeł historycznych wiadomo, że te największe w majątku sołtysim zakupił po jego parcelacji na początku XX wieku Jan Pędziwiatr. Po okresie wykorzystania do hodowli karpi zostały stopniowo zasypane.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Młyn-wiatrak w Choczni

Przed II wojną światową na Choczeńskim Dziale, powyżej stacji kolejowej,  usytuowany był drewniany młyn wiatrowy. Posiadał mechanizm, który pozwalał zmienić ustawienie skrzydeł wiatraka, w zależności od kierunku wiatru.
Formalnym właścicielem wiatraka był Franciszek Widlarz, pochodzący z Choczni cukiernik, mieszkający w Morawskiej Ostrawie. Ostatni raz osobiście był w Choczni w 1924 roku.
Dlatego bieżącym prowadzeniem młyna zajmowali się na miejscu bracia Franciszka: Wojciech i Antoni Widlarzowie, z gałęzi "Poloków".
Widoczny na zdjęciu z 1938 roku wiatrak pozbawiony jest skrzydeł, uszkodzonych w czasie gwałtownej burzy- nie pełnił już wówczas roli młyna.


Zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum Józefa Widlarza, syna młynarza. 
Osoby widoczne na fotografii to:
  • Władysław Brońka
  • Gienia Brońka
  • Zygmunt Kręcioch
O choczeńskich młynarzach można przeczytać więcej we wcześniejszej notatce- LINK.



poniedziałek, 11 stycznia 2016

Choczeńscy młynarze

XVII wiek

Pierwsza znany zapis o właścicielu młyna w Choczni pochodzi z 1633 roku, kiedy to król Władysław IV Waza potwierdził Adamowi Szczurowi prawa do sołtystwa, łącznie z prowadzeniem młyna (LINK). Młyn Szczurów musiał znajdować się w obrębie sołtystwa, a więc w górnej części wsi.
Już pięć lat później, w 1638 roku, ten sam król Władysław nadał przywilej prowadzenia młyna w Choczni rodzinie Guzdków: Łukaszowi i jego żonie Zofii, z tytułu czego mieli odprowadzać rocznie 46 florenów do skarbu koronnego.
W 1660 roku, podczas lustracji dóbr królewskich, młyn Guzdków znajdował się nadal w rękach Łukasza i Zofii, choć skarb koronny nie wykazywał z niego żadnych dochodów.
W 1668 roku pojawia się w kościelnych księgach metrykalnych po raz pierwszy zapis o kolejnym młynarzu w Choczni. Ów młynarz zapisywany był jako Jerzy Wider lub Wydra i prawdopodobnie był powiązany rodzinnie z młynarzami z Jaroszowic, noszącymi to samo nazwisko. Następcą Jerzego był Franciszek Wider, pisany także jako Wydrak, Gołąb, Młynarczyk lub Młynarz. Młyn Widrów/Wydrów usytuowany był w dolnej części wsi, co wynika z zestawień płatników podatku kościelnego (taczma). Po Jerzym i Franciszku żaden z choczeńskich Widrów nie był już zapisywany jako młynarz.
Pod koniec XVII wieku zanotowano jeszcze nazwiska dwóch innych choczeńskich młynarzy:  Tomasza Rzeckiego/Rzyckiego/Młynarza w latach 1688-1697 oraz Piotra Capa/Czapa w 1698 roku.

XVIII wiek

Na początku XVIII wieku (1712) jako młynarza w Choczni podawano Tomasza Capa, urodzonego w 1683 roku, którego nazwisko zapisywano także: Czapik lub Czap. Być może to kontynuator wymienionego wyżej Piotra. Z kolei panieńskie nazwisko jego matki- Gołąb, może sugerować, że Capowie przejęli młyn  wcześniej należący do Franciszka Widra/Gołębia.
W 1731 roku odnotowano napaść trzech zbójników na choczeńskiego młynarza i krupnika (wytwórcę kasz) Józefa Guzdka. Józef zginął „zmęczony” przez zbójników, z których dwóch po złapaniu ćwiartowano żywcem, a trzeciego ścięto i poćwiartowano. Nie wiadomo, czy Józef Guzdek był potomkiem młynarza Łukasza Guzdka z 1638 roku, ponieważ nazwisko Guzdek było w Choczni (i jest) bardzo rozpowszechnione.
W 1740 roku jako młynarza w Choczni wymieniano Wawrzyńca Wawrzyńczaka vulgo (zwanego pospolicie) Widlarz, urodzonego około 1702 roku. Wśród jego potomków utrwaliła się druga forma jego nazwiska (Widlarz), ale następni młynarze - Widlarze żyli w Choczni dopiero w XX wieku.
Aż osiem nazwisk choczeńskich młynarzy podają kościelne księgi metrykalne z lat 80-tych i 90-tych XVIII wieku:
  • 1783 Wojciech Burzey, Jakub Szczur (urodzony 1719)
  • 1784 Jakub Styła (urodzony 1752), Jan Kloska, Benedykt Romańczyk (urodzony 1750)
  • 1786 Kacper Dąbrowski (jako młynarz zapisywany jeszcze w 1807 roku)
  • 1787 Marek Bindowski/Bindosiak
  • 1792 Jan Janikowski.

Dwaj ostatni z nich to przybysze, niepochodzący z Choczni. Jakub Szczur, potomek  właścicieli sołtystwa, pełnił również funkcję choczeńskiego wójta. Właściciel wsi Jan Biberstein Starowieyski skazał go na 25 plag i pięciodniowy areszt za odmowę odrabiania dniówek pańszczyźnianych, przez co „samą hardość w nim uznano i zuchwalstwo”. Spadkobiercy czterech z wymienionych młynarzy (Wojciecha Burzeya, Benedykta Romańczyka, Jakuba Styły i Jakuba Szczura) byli właścicielami młynów również w XIX wieku, a nawet jeszcze później. Dotyczy to szczególnie Jakuba Styły, którego kolejni trzej potomkowie z przydomkiem „Kotuś” posiadali młyn w Choczni Górnej aż do do II wojny światowej.

XIX wiek

Tradycje młynarskie swoich przodków kontynuowali :
  • Ludwik Burzey (notowany jako młynarz 1804-1810), Antoni Burzej (ur. 1863, syn Jana)
  • Józef Szczur (notowany jako młynarz 1806-1832, syn Jakuba), Franciszek Szczurowski (1804-1825, również syn Jakuba, a brat Józefa) i Jan Szczur/Szczurowski (młynarz 1886 i wójt, syn Franciszka). Młyny Szczurów/Szczurowskich usytuowane były w dolnej części wsi u podnóża obecnego osiedla Malatowskiego, pomiędzy gościńcem od Wadowic, a Choczenką. Jan Szczur/Szczurowski objął następnie młyn w Wadowicach, w prowadzeniu którego pomagał mu syn Jan Aleksander Szczur (1877)
  • Józef Romańczyk (1828), Błażej Romańczyk (1829) i jego syn też Błażej  (od 1832), Jan Romańczyk (1832), Józef Romańczyk (urodzony około 1830 roku, młynarz w 1886)
  • Józef Styła "Kotuś" (ur. 1795, młynarz w 1844 roku) i jego syn Antoni Styła "Kotuś"
Młynarzami byli także niepochodzący z Choczni:
  • Józef Wróblowski (Wróbel), podawany w zapisach kościelnych z 1832 roku, którego młyn znajdował się w pobliżu obecnej szkoły w Choczni Dolnej,
  • Tomasz Siepak (podawany w 1807),
  • Jan Nycz (podawany w 1804), którego miejsce urodzenia (Stara Wieś) może wskazywać na związki z właścicielem Choczni i Starej Wsi- Janem Biberstein Starowieyskim.
  • Kacper Harak- młynarz sołtysi (podawany w 1803 roku).
Przez pewien czas młynarstwem zajmował się również sklepikarz Ignacy Kloss, który urodził się w 1789 roku w Szonowie koło Nowego Jiczyna na Morawach, a jego młyn usytuowany był w widłach Choczenki i Młynówki, u podnóża pagórka, nazywanego obecnie Malatowskim (jeden z młynów Szczurów/Szczurowskich). To dziadek późniejszego wójta Choczni- Maksymiliana Malaty.
W latach 1860-1866 jako młynarz podawany jest Antoni Warmuz (młyn przy stawie, powyżej szkoły, w środkowej części wsi) i Józef Jończy. Rodzina Warmuzów przejęła młyn po poprzednim właścicielu Mateuszu Jelonku.
Jako ciekawostkę można podać fakt, że w 1867 roku swojego syna Augusta Karola chrzcił w choczeńskim kościele parafialnym młynarz z Wadowic Jan Hoepfel, mąż Marianny z domu Erichsen z Bierunia.

XX wiek

W XX wieku obok młynów wodnych na Choczence pojawiły się w Choczni również młyny działające na innych zasadach. Można wymienić tu:
  • młyn wiatrowy, należący do Franciszka Widlarza, który prowadzili jego bracia: Antoni Widlarz (ur. 1887) i Wojciech Widlarz (ur. 1880). Wiatrak znajdował się na Choczeńskim Dziale, powyżej stacji kolejowej. Przed II wojną światową Antoni Widlarz przejął również od Ludwika Warmuza (ur. 1886; syn wymienionego wyżej Antoniego) młyn wodny na Choczence w pobliżu szkoły w Choczni Dolnej,
  • młyn parowy należący do kuzynów: Jana Dębowskiego (ur. 1890) i Władysława Janika (ur. 1895), który zanim spłonął w 1934 roku (LINK) znajdował się w pobliżu dzisiejszej estakady obwodnicy im. Władysława Nowaka, przy granicy Choczni i Wadowic.
Największy młyn w przedwojennej Choczni należał do Antoniego Styły „Kotusia”, a później do jego syna Michała Styły. Młyn Styłów mógł przerobić 800 kg ziarna na dobę. A Antoni Styła był również rolnikiem oraz działaczem społecznym  i samorządowym (ławnikiem sądowym, radnym gminnym, członkiem Rady Szkolnej, komitetu parafialnego, komitetu budowy kościoła), zasłużonym szczególnie przy powstaniu szkoły w Choczni Górnej, która przed wybudowaniem mieściła się w jego domu.

W XX wieku młynarstwem w Choczni zajmowali się także:
  • Stanisław Ciejek, rodem z Morawicy pod Krakowem, wymieniany w „Skorowidzu handlowo-przemysłowym Galicji” jako młynarz w 1913 roku,
  • Antoni Burzej, urodzony w 1896 roku, syn Antoniego,
  • Józef Drożdż, właściciel młyna na Zarębkach,
  • Jan Pędziwiatr, urodzony w 1867 roku, który młyna wodnego na Choczence dorobił się dzięki wyjazdom zarobkowym do Ameryki.
Młyny Burzeja, Drożdża i Pędziwiatra zostały zlikwidowane przez Niemców w czasie II wojny światowej.