Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austria. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2026

Spór między mieszkańcami Choczni, Jaroszowic i Barwałdu Dolnego a Janem Biberstein Starowieyskim w 1792 roku

 Na początku lat 90. XVIII wieku gminy Chocznia, Jaroszowice i Barwałd Dolny złożyły skargę na ich wspólnego właściciela Jana Biberstein Starowieyskiego. Sprawa rozgrywała się  w okresie intensywnych reform austriackiego cesarza Józefa II, którego patenty z lat 1781–1782 dotyczące zniesienia poddaństwa osobistego (Leibeigenschaft) i regulacji pańszczyzny stały się prawnym fundamentem dla włościańskich skarg.

Chłopi wymienionych wyżej wsi, zdesperowani nadużyciami i nieprawnymi ich zdaniem wymaganiami swojego dziedzica, postanowili złożyć skargę do urzędu cyrkularnego i Wysokiego Gubernium we Lwowie. W napisaniu skargi i sformułowaniu 15 zarzutów pomógł im odpłatnie niejaki Jan Szulc. Gdy wieść o tym dotarła do Starowieyskiego złożył on swoje odwołanie, żądając by:

- aresztować Szulca, określanego przez niego jako "budziciel poddanych", którego uważał winnym buntowania poddanych i wyłudzania od nich pieniędzy, 

- przeprowadzić śledztwo na jego koszt przez urzędników z Wiednia,

-  sądzić sprawy według jego „kupnego prawa" (umów prywatnych) zamiast cesarskich patentów,

- cofnąć niekorzystne dla niego rozporządzenia gubernialne.

Cesarz Józef II zlecił rozpatrzenie sprawy specjalnemu komisarzowi królewskiemu, określonemu w dokumentach sprawy jako Baron de Margelick, który z kolei powierzył śledztwo staroście cyrkularnemu Jakubowskiemu.

W dokumentach przechowywanych przez kolejnych wójtów choczeńskich zachowało się zarówno rozstrzygnięcie sporu, który stanowił dekret cesarski z 22 lipca 1792, jak i obwieszczenie cyrkularne z 20 maja 1795, dotyczące egzekwowania wyroku. 

Najpoważniejszym zarzutem wobec Starowieyskiego było zmuszenie chłopów barwałdzkich do kupowania gruntów, które od pokoleń uprawiali jako dziedziczni użytkownicy. Dziedzic twierdził, że po przejęciu majątku cała ziemia jest jego własnością, a chłopi mogą ją użytkować tylko po wykupieniu.

W praktyce wyglądało to tak:

  • 26 poddanych zmuszono do podpisania „kontraktów kupna",
  • nie określono w nich granic ani rzeczywistej wartości ziemi,
  • chłopi nie otrzymali nawet dokumentów tego „zakupu",

Wyrokiem cesarza nakazano gubernialnemu geometrze dokonać oficjalnego pomiaru gruntów w obecności komisarza cyrkularnego, a wszystkie bezprawnie ściągnięte opłaty nakazano zwrócić in duplo (podwójnie).

Bulwersujący przypadek dotyczył sześciu chłopów z Choczni, którym dziedzic odebrał kawałek gruntu, płacąc śmiesznie niskie „odszkodowanie" – 8 florenów. Na zabranej ziemi wybudował karczmę, a resztę zamienił w ogród karczemny. Na podstawie cesarskiego dekretu nakazano Starowieyskiemu zwrot ziemi, wydzielenie ekwiwalentu z gruntów pańskich lub wypłatę pełnego odszkodowania według wyceny urzędowej (słusznej Taxy).

Choczni dotyczyły też inne punkty skargi:

  • Wymuszanie dalekiej pieszej pańszczyzny. Gromada z Choczni skarżyła się na zmuszanie ich do odrabiania pieszej pańszczyzny (pracy fizycznej bez użycia zwierząt pociągowych) w dobrach Państwa Rudze, które były oddalone aż o "dwie mile" (ówczesna mila austriacka to ok. 7,5 km). Ustalono, że 2 dni pańszczyzny odbytej w Rudzach będzie się liczyło za 2,5 dnia pracy.
  • Pobieranie nienależnych podatków  Wymieniona jest sytuacja, kiedy to gromada Chocznia w 1790 roku zapłaciła 20 florenów (złotych reńskich) podatku. Wyszło na jaw, że pieniądze te były od chłopów "pod pozorem... nienależnie brane i zatrzymane". Nakazano zwrócić te kwoty do "podatkowej Kassy";
  • Chłopi z Choczni zmuszani byli do bezpłatnego pełnienia nocnej straży w folwarku Zaskawie po drugiej stronie rzeki Skawy, z dala od własnych gospodarstw. Po rozpatrzeniu zniesiono bezpłatną straż w odległych folwarkach i wprowadzono ekwiwalent - miał być to równoważnik 1 dnia pańszczyzny pieszej;
  • Dziedzic Starowieyski zamiast przepisanej pańszczyzny pieszej (pracy ludzkimi rękami) wymuszał pańszczyznę czworokonną (najcięższą formę robót zaprzęgowych), za którą płacił mniej, niż powinien oraz wysyłał furmanki z Choczni do Bielska, czy Rabki, nie płacąc wcale za te dalekie trasy lub płacąc niewiele. Nakazano mu nadgrodzenie in duplo wszystkich wymuszeń, a na przyszłość ścisłe stosowanie się do Patentu z 1781 r., który precyzyjnie określał rodzaj i wymiar pańszczyzny;
  • Odbywanie pańszczyzny za karę, za co Starowieyski miał złożyć 20 florenów do Kasy Podatkowej,
  • Zakaz wyrąbywania drzewa w lasach pańskich (dawnych gromadzkich) na potrzeby budowlane, który nakazano znieść.

Jeden z punktów skargi dotyczący zapłaty dla wójta choczeńskiego Michała Kręciocha został w trakcie dochodzenia komisyjnego przez niego wycofany, jak twierdził oficjalnie - po porozumieniu się ze Starowieyskim.

Wszystkie trzy skarżące gminy dotknięte były przez czynsze pobierane od gruntów oddanych przez nie w 1791 roku na drogę cesarską, których nie odliczono od wysokości obciążeń pańszczyźnianych. Starowieyski został zobowiązany, by odpisać te nadwyżki wraz z odsetkami od przyszłych czynszów.

Dramatyczne były losy poddanych Sebastyana Gołąba i Feliksa Gołąba:

  • zmuszono ich do wykupienia za znaczną kawałka gruntu zwanego Nawsie, który tradycyjnie należał do gromady,
  • nałożono na nich zawyżony czynsz: 4 floreny 30 krajcarów rocznie,
  • zobowiązano do odrabiania 6 dni pańszczyzny pieszej,
  • następnie dziedzic ponownie odebrał im część tego gruntu i przekazał innemu poddanemu.

Po rozpatrzeniu tego punktu nakazano zwrot wszystkich kosztów, oddanie ziemi Feliksowi Gołąbowi, a Sebastyanowi Gołąbowi nadgrodzenie za 10 lat (po 2 dni pańszczyzny rocznie = 20 dni × 3 floreny).

Poszkodowany był też Michał Banaś z Jaroszowic, który za odkupiony przez niego grunt zwany Bykowina miał otrzymać inną parcelę, ale przyobiecanego gruntu nie mógł się doczekać oraz grupa 16 poddanych, którym odebrano po kawałku gruntu, by oddać je Żydowi.

Ostatecznie dziedzic Starowieyski oprócz wymienionych wcześniej konsekwencji został skazany na grzywnę w wysokości 200 florenów, z której miały być pokryte koszty procesowe i wypłacone odszkodowania, a za pozostałą kwotę postanowiono wybudować spichlerz gromadzki - magazyn zbożowy na wypadek głodu.

"Buntujący" chłopów Szulc nie został aresztowany, natomiast na karę 3 dni aresztu skazano wójtów, którzy bez zezwolenia ogłosili składkę na jego opłacenie.

Urząd Cyrkularny podał dekret do wiadomości ogólnej 28 lipca, a Komisję Egzekucyjną wyznaczono na 28 sierpnia 1792. Starowieyski uchylał się jednak od dokonania wyznaczonych płatności, o czym świadczy dekret z 20 maja 1795, w którym określono ostateczny termin jednego miesiąca, po upływie którego, w przypadku braku zapłaty, miała zostać wszczęta egzekucja i sekwestr (zajęcie majątku).


czwartek, 29 stycznia 2026

Chocznianie w Austrii i Austriacy w Choczni w okresie galicyjskim

 

Dla wielu chocznian Austria nie była jedynie „zaborem”, lecz realną przestrzenią życiową, w której żyli, kształcili się, zakładali rodziny i umierali.

Pierwszym znanym Chocznianinem, który na dłużej przebywał w Austrii był Ignacy Wróblowski (ur. ok. 1793 w Dankowicach), syn choczeńskiego młynarza, który w latach 1820-22 studiował w Wiedniu w Augustineum - Wyższym Instytucie Kształcenia Księży Diecezjalnych. Niestety zmarł na gruźlicę przed święceniami.

Około 1852 roku Chocznianin Piotr Żak (ur. 1818), po zwolnieniu ze służby w 5. Pułku Szwoleżerów, zamieszkał w austriackiej miejscowości Fürstenfeld (w Styrii przy granicy z Burgenlandem), gdzie przez 35 lat pracował jako portier w lokalnej fabryce tytoniu. Działał aktywnie w miejscowym stowarzyszeniu weteranów, któremu zapisał w spadku 60 florenów. Ponieważ był powszechnie znany w Fürstenfeld i bardzo popularny, to na jego pogrzeb w dniu 9 czerwca 1887 przybyły tłumy osób, w tym także koledzy z pracy i weterani z muzyką i flagami.

W 1866 roku w wiedeńskim Szpitalu Wojskowym nr 11 zmarł Tomasz Styła (ur. 1841), żołnierz 13. Kompanii 56. Pułku Piechoty, ranny w bitwie pod Nachodem na froncie wojny austriacko-pruskiej. W tym samym roku w Bruck an der Leitha w Dolnej Austrii spoczął inny żołnierz 56. Pułku Piechoty – Jan Balon (ur. 1839), który zmarł na tyfus.

Kolejnym po Wróblowskim studentem teologii z Choczni na austriackiej uczelni był w 1881 roku Jan Guzdek (ur. 1857), edukujący się w Klagenfurcie.

Wieloletnią służącą w Austrii, według niepotwierdzonych wspomnień także w domu rodziców Adolfa Hitlera, była Wiktoria Spytkowska (ur. 1865).

Pod koniec XIX wieku, w 1898 roku, Benjamin Silberschütz (ur. 1874) ukończył czteroletni kurs w Teologicznym Seminarium Nauczycielskim dla Izraelitów w Wiedniu i zdał egzamin na nauczyciela religii w szkołach ludowych i powszechnych.

W 1905 roku kursów wieczorowy dla jednorocznych ochotników do armii c.k. w wiedeńskim Instytucie Friesza ukończył Szymon Rosenberg, syn choczeńskiej szynkarki.

Dwa lata później związek małżeński w Wiedniu zawarł stolarz Józef Widlarz (ur. 1869), który poślubił Annę z domu Krkoska.

W 1912 roku przed Sądem Rejonowym w Ried (Górna Austria) stanął wyrobnik Jan Gazda z Choczni (ur. 1890) pod zarzutem uchylania się od służby wojskowej. Gazda dotarł do Neuhofen koło Krems z Niemiec w sierpniu 1911 roku w poszukiwaniu pracy. Po ukończeniu 21 lat otrzymał wezwanie do poboru do armii c.k., lecz uchylał się od służby. Sąd skazał go na 14 dni aresztu w zawieszeniu.

W 1913 roku dzierżawcą kawiarni w Wiedniu był Georg Silbiger, wcześniej choczeński sklepikarz i producent mydła. Został ukarany grzywną 100 koron za tolerowanie w lokalu niedozwolonych gier hazardowych. Prawdopodobnie mieszkał z nim wtedy jego syn Zygmunt Silbiger (ur. 1894 w Choczni), wiedeński urzędnik bankowy w okresie międzywojennym.

Po wybuchu I wojny światowej w Wiedniu znaleźli schronienie wywodzący się z Choczni przedstawiciele żydowskiej rodziny Münz: Elvira Irena (ur. 1900), Dora (ur. 1895), Erich Aron (ur. 1894), Stefania (ur. ok. 1894) i Henryka (ur. 1888).

23 stycznia 1915 na wiedeńskim Cmentarzu Centralnym spoczął Karol Gawęda (ur. 1891), szeregowy 56. Pułku Piechoty, który po postrzale w miednicę przebywał w szpitalu w Wiedniu, gdzie zmarł na zapalenie opon mózgowych 20 stycznia

----

Bliskość Wadowic sprawiała, że austriaccy wojskowi, urzędnicy, handlarze i rzemieślnicy chrzcili w Choczni swoje dzieci i zawierali małżeństwa. Niekiedy również osiedlali się w niej na dłużej. Nie było to zjawisko masowe, ale wystarczająco zauważalne, by zostawić ślad w lokalnej pamięci, czy w aktach parafialnych.

W spisie choczeńskiej własności gruntowej z lat 1844-1852 widnieje znaczny majątek Tekli Letscher (16 morgów gruntu) i osobny Johana (Jana) Letschera o powierzchni nieco ponad 8 morgów, czyli łączna własność Letscherów w Choczni wynosiła wówczas 14 hektarów. Był to czwarty co do wielkości majątek ziemski w Choczni, po majątku sołtysim (Duninów), dworskim (Bobrowskich) i plebańskim. Niewiele przewyższał jednak największe majątki chłopskie (o 1-2 morgi). Posiadłość Letscherów była nazwana potocznie Lecierówka lub Leczerówka i obejmowała także dwa niesąsiadujące ze sobą domy o numerach 203 (Tekla) i 191 (Jan) w górnej części obecnej ulicy Zawale. Obcobrzmiące nazwisko Letscher przywędrowało w te okolice z austriackiego Voralbergu za sprawą Jana (Johana), męża Tekli, z zawodu cukiernika i piekarza. Mimo własności posiadanej w Choczni Letscherowie aż do 1858 roku chrzcili swoje dzieci w Wadowicach. Dopiero w 1859 roku odnotowano w Choczni zgon ich córki Ernestyny Letscher, a dwa lata później śmierć Jana.

W 1844 roku przyszedł na świat w Choczni Jan Jakub Hauer, nieślubny syn Jana Hauera i Wilhelminy z Pisarzewskich, a rok później jego siostra Adelina Wilhelmina Stefania. Jan Hauer senior, kapitan i wojskowy inspektor budowlany, miał austriackie pochodzenie po swoim ojcu Maksymilianie, drogomistrzu w Wadowicach.

Poprzez żonę i dzieci powiązany z Chocznią był inny oficer armii austriackiej - Georg Nicolaus Helm, który urodził się w niemieckiej rodzinie w Czechach. Helm poślubił w 1858 roku Emilię Kalikstę Dunin, córkę właściciela choczeńskiego Sołtystwa i miał z nią w Choczni troje dzieci: syna i dwie córki. Po śmierci Emilii w 1866 roku Georg Helm służył jako audytor sądów polowych w różnych garnizonach w obrębie monarchii austro-węgierskiej.

Austriakiem był również Leopold Schwarzmann (ur. około 1816 r.), choczeński sklepikarz i ojciec urodzonego w Choczni syna, który otrzymał po nim imię (1855). Leopold senior zmarł rok później, a pozostała w Choczni wdowa Johanna w 1858 roku wyszła drugi raz za mąż za Józefa "Brodę rectae Szczygiel", byłego żołnierza, nieślubnego syna Marianny Szczygiel z Olchowiec koło Sanoka.

Prawdopodobnie za Austriaka uważał się Andreas Zink z Prerova na Morawach, sklepikarz, podobnie jak Schwarzmann, który w 1836 roku ochrzcił w Choczni córki-bliźniaczki. Rok wcześniej mieszkał z żoną Teresą z domu Habermann w Bulowicach, gdzie urodziła się ich córka Matylda. Z tym rejonem (Bulowice, Kobiernice, Kęty) związane były też późniejsze losy Zinków (lata 50. XIX wieku).

Ostatnim faktem, o którym można tu wspomnieć (ale pierwszym chronologicznie) był chrzest w Choczni w 1821 roku Heinricha, syna Johannesa Kirschingera, medyka wojskowego z Wadowic. 

czwartek, 15 stycznia 2026

Piotr Żak - zasłużony weteran armii austriackiej

W XIX wieku żaden chocznianin nie doczekał się tak obszernego pośmiertnego wspomnienia na łamach prasy, jak mało komu w Choczni znany Piotr Żak.

Ten weteran armii austriackiej został pochowany 9 czerwca 1887 w austriackiej miejscowości Fürstenfeld (w Styrii przy granicy z Burgenlandem), o czym donosiło pismo "Der Veteran" z 20 czerwca 1887.

Autor artykułu podaje, że Żak urodził się w Chocni w Galicji w 1817 roku. W rzeczywistości przyszedł on jednak na świat 18 maja 1818 roku, jako syn Jana Żaka i Heleny Żak z Gaczołów.

W wieku 20 lat, czyli w 1837 roku, Piotr Żak rozpoczął służbę wojskową w 5. Pułku Szwoleżerów. W przeciwieństwie do ówczesnych rekrutów z Choczni nie służył więc w piechocie, lecz w lekkiej formacji konnej, której zadaniem było rozpoznanie, patrole, pościgi, czy osłona flank.

Służba wojskowa Żaka nie przypadła wyłącznie na czas pokoju - brał on udział w kilku bitwach i potyczkach. W 1848 roku, podczas walk z węgierskimi powstańcami pod Komarnem, jego oddział bronił zajętej placówki ostrzeliwanej przez 7 baterii artyleryjskich. Nie zważając na własne życie utrzymywał się na placu boju, mimo że krwawił z 16 lekkich ran. Po dotarciu odsieczy przewieziono go nieprzytomnego do szpitala polowego. Za ten odważny czyn został odznaczony Srebrnym Medalem za Odwagę Pierwszej Klasy.

Po zwolnieniu ze służby przez 35 lat pracował jako portier w lokalnej fabryce tytoniu w Fürstenfeld, ku pełnemu zadowoleniu przełożonych. Jak napisano we wspomnieniu tego starego żołnierza charakteryzowały uczciwa postawa, niezwykłe poczucie obowiązku, surowość i szczerość.

Udzielał się w lokalnym stowarzyszeniu weteranów, które było jego rodziną, a wszyscy jego członkowie jego braćmi, zawsze pozdrawiał przyjaciół słowami: „Niech Bóg was błogosławi, wszyscy moi drodzy towarzysze”.

Z innych źródeł wiadomo, że Żak poślubił Austriaczkę Elisabeth Maurer, ale być może to małżeństwo nie trwało długo, skoro za rodzinę uważał stowarzyszenie weteranów. Tym bardziej, że postanowił je także uczynić swoim spadkobiercą. Nie został nim nikt z jego rodziny w Choczni - według artykułu nie widział brata od około 40 lat i od tego czasu nie miał żadnych wieści z rodzinnej Choczni. Nie wiedział więc, że w 1887 roku żyły jeszcze dwie jego siostry - Zofia Łopata i Magdalena Bandoła.

Spadek po Żaku nie zawierał wielkich skarbów - w testamencie rozdał swoje ubrania i biżuterię towarzyszom, zastrzegając jednocześnie, że po zakupieniu nagrobka pozostała część jego środków pieniężnych powinna zostać przekazana lokalnemu stowarzyszeniu weteranów. Ostatecznie kwota ta wyniosła około 60 florenów.

Ponieważ Piotr Żak był powszechnie znany w Fürstenfeld i bardzo popularny we wszystkich kręgach lokalnej społeczności, to na jego pogrzeb przybyli nie tylko weterani z muzyką i flagami, ale również liczni mieszkańcy, urzędnicy oraz w komplecie straż zakładowa z fabryki, w której pracował, by towarzyszyć mu aż do grobu.

Po opuszczeniu trumny, przykrytej wieloma wspaniałymi wieńcami, w głąb grobu, przewodniczący stowarzyszenia weteranów, pan Florian Wiefler, wygłosił mowę pogrzebową, podkreślając zasługi tego dzielnego żołnierza, wiernego sługi i godnego weterana, i oddając mu hołd pamięci tych, którzy pozostali. Niejeden stary żołnierz, który w chaosie bitwy często był otoczony setkami ciał i myślał, że zapomniał, jak płakać, miał w tym momencie łzy w oczach; płynęły z powodu człowieka, który w pełni zasłużył na to zaszczytne wyróżnienie. Spoczywaj w pokoju.

poniedziałek, 5 czerwca 2023

O galicyjskiej Choczni w austriackiej prasie

 Wśród dokumentów przechowywanych w Austriackiej Bibliotece Narodowej znalazłem ponad 200 artykułów prasowych dotyczących Choczni, opublikowanych w latach 1854-1918 przez 36 czasopism w języku niemieckim z Wiednia, Salzburga, Grazu, Linzu, Wels i Villach. Jest to dość znacząca liczba, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Chocznia była małą miejscowością na obrzeżach zainteresowania dziennikarzy z cesarskiej stolicy i innych większych miast Austrii. Trzeba też dodać, że o sprawach choczeńskich częściej informowała polskojęzyczna prasa ze Lwowa i z Krakowa.

Niektóre z ważniejszych wydarzeń związanych z Chocznią, które znalazły się na łamach austriackiej prasy to:

- 1854 przekazanie przez Gminę Chocznia 5640 florenów na pożyczkę państwową,

- 1867 ostatnia epidemia cholery w Choczni,

- 1890 zakwaterowanie wojsk austriackich w Choczni po manewrach wojskowych,

- 1893 uruchomienie przystanku kolejowego dla pasażerów,

- 1909 kradzież z kościoła w Choczni,

- 1910 budowa szkoły w Choczni,

- 1916 uruchomienie towarowego przystanku kolejowego.

Wśród mieszkańców Choczni, którzy pojawili się na łamach ww. prasy można wymienić między innymi:

- wójta Józefa Czapika, jako przywódcę delegacji chłopskiej podczas uroczystości pogrzebowych Adama Mickiewicza na Wawelu (1890), jako odznaczonego przez cesarza (1898) i składającego podziękowanie do władz wojskowych,

- księdza proboszcza Józefa Komorka w związku z otrzymaniem odznaczenia od papieża (1890) i zgonem (1895),

- księdza proboszcza Józefa Dunajeckiego, jako notariusza dekanatu (1910),

- Antoniego Styłę, jako polityka, aresztowanego za działalność i domagającego się publicznego procesu,

- Władysława Widlarza, jako sprawcę wypadku kolejowego,

- Georga (Jerzego) Silbigera, jako właściciela firmy Handel Towarów Mieszanych,

- Jana Gazdę, jako skazanego za uchylanie się od służby wojskowej,

- Simona Rosenberga, jako ochotnika do służby w armii c.k. na jeden rok.

W analizowanym okresie najczęściej pisały o Choczni następujące tytuły:

  • Wiener Zeitung – w 33 numerach,
  • Correspondenz-Blatt für den Katholischen Klerus Österreichs – w 19 numerach,
  • Neues Wiener Tagblatt – w 10 numerach.

Najważniejsze tematy poruszane w tych wzmiankach prasowych dotyczyły:

  • kolejnictwa (34), w tym szczególnie wysokości cen biletów ze stacji i do stacji Chocznia (19), a także m.in. otwarcia przystanku osobowego w Choczni w 1893 roku (3) i otwarcia przystanku towarowego w 1916 roku (8),
  • spraw kościelnych (25), w tym szczególnie przenosin księży wikariuszy z Choczni i do Choczni (20),
  • chorób i epidemii (24), w tym szczególnie świerzbu u koni (1918) ,a  także pryszczycy u bydła w 1891 roku (5) oraz w 1915 roku (6), czy epidemii cholery w 1867 roku,
  • spraw wojskowych (15), w tym szczególnie strat dotyczących żołnierzy z Choczni w czasie I wojny światowej (9),
  • spraw sądowych (11), w tym szczególnie licytacji sądowych (7), ale także np. rejestracji przedsiębiorstw (1), sprawy karnej (1), czy przesłuchania publicznego (1),
  • przestępstw i wykroczeń (5) -  sprawy politycznej, drogowej, kradzieży kościelnej, uchylania się od służby wojskowej, czy osób transpłciowych (!),
  • spraw szkolnych (4) – w tym informacja o budowie szkoły w Choczni w 1910 roku oraz o niepłaceniu przez kilka miesięcy pensji jednej z nauczycielek (1895),
  • spraw pocztowych (3),
  • odznaczeń i wyróżnień (3) – dla księży Komorka i Dunajeckiego oraz wójta Czapika.

----

Lista tytułów prasowych wraz z latami, w których zamieszczały one wzmianki o Choczni:

Augustinus 1903

Correspondenz-Blatt für den Katholischen Klerus Österreichs 1887, 1890, 1891, 1891, 1893, 1893, 1894, 1895, 1895, 1895, 1896, 1898, 1900, 1900, 1906, 1907, 1910, 1910, 1916

Illustrierte Kronen Zeitung 1914, 1914

Wiener Allgemeine Zeitung 1893, 1896, 1897, 1898, 1899, 1905, 1916

Das Vaterland 1896, 1897, 1898, 1899, 1905

Die Presse 1867, 1890, 1893, 1896

Grazer Tagblatt 1916

Salzburger Kirchenblatt 1855

Deutsche Zeitung 1916

Reichpost 1895

Linzer Volksblatt 1912

Wiener Zeitung 1854, 1854, 1887, 1889, 1889, 1891, 1891, 1891, 1891, 1891, 1893, 1896, 1898, 1898, 1899, 1904, 1905, 1915, 1915, 1915, 1915, 1915, 1915, 1915, 1916, 1918, 1918, 1918, 1918, 1918, 1918, 1918, 1918

Grazer Volksblatt 1915

Österreichische Volks-Zeitung 1914

Neues Fremden Blatt 1867, 1867

Neuigkeits Welt Blatt 1890, 1898, 1898, 1898, 1898, 1906, 1908, 1909

Arbeiter Zeitung 1895

Neues Wiener Tagblatt 1890, 1896, 1896,1898, 1898,1899, 1905, 1914, 1914, 1915

Neues Wiener Journal 1899, 1905

Fremden Blatt 1915, 1916

Die Zeit 1916

Neue Freie Presse 1897, 1905, 1915

Polen - Wochenschrift für polnische Interessen 1915

Die Arbeit 1905

Österreichische Monatsschrift für den öffentlichen Baudienst 1910

Grazer Tagblatt 1915

Illustriertes Wiener Extrablatt 1916

Deutsches Volksblatt 1905, 1909

Welser Zeitung 1909

Der Kamerad 1867

Illustrierte Zeitung 1867

Drogisten Zeitung 1891

Wiener Medizinische Wochenschrift 1867

Volksblatt für Stadt und Land 1916

Süddeutsche Post 1867

Arbeiterwille 1915


piątek, 31 lipca 2020

Zapomniani żołnierze nieznanej wojny

Na pytanie, w którym konflikcie zbrojnym zginęło najwięcej żołnierzy z Choczni, odpowiedzi brzmiałyby zapewne- w drugiej lub ewentualnie pierwszej wojnie światowej.
W rzeczywistości zdecydowanie najwięcej żołnierzy z Choczni zginęło, zmarło lub zaginęło bez  śladu w pierwszym ze światowych konfliktów, a ich liczba według moich obliczeń wynosi 58.
Natomiast II wojna światowa, która przyniosła z kolei najwięcej ofiar wśród ludności cywilnej, o dziwo pochłonęła życie tylko około (w zależności od przyjętych kryteriów) 10 żołnierzy z Choczni: uczestników kampanii wrześniowej 1939 roku, podkomendnych gen. Andersa, straconych na wschodzie jeńców wojennych oraz marynarza poległego na ORP Orkan i jednego z żołnierzy niemieckiego Wehrmachtu.
Niespodziewanie okazuje się jednak, że w tej tragicznej statystyce dorównuje II wojnie światowej pewien zapomniany konflikt z połowy XIX wieku, rozstrzygany na polach bitewnych północnych Włoch.
Chodzi o tak zwany okres Wiosny Ludów i reakcję armii austriackiej na powstanie wywołane przez Włochów w prowincjach Lombardia i Wenecja, które podjęły próbę odłączenia się od imperium austriackiego. To konflikt istotny dla współczesnych Włoch, ponieważ właśnie te wydarzenia stoją u zarania zjednoczenia i odrodzenia tego państwa.
8 lutego 1848 roku król Sardynii Karol Albert wydał ustawę wprowadzającą dwuizbowy parlament i prawo wyborcze na wzór konstytucji francuskiej z 1830 roku. Gdy 18 marca 1848 roku w Mediolanie wybuchł bunt i po pięciu dniach walk miasto opuścił austriacki garnizon pod dowództwem hrabiego Radetzkiego, wówczas król Karol Albert wezwał Włochów do „świętej wojny” przeciwko Austriakom. Podobnie było w Wenecji, w rękach powstańców znalazły się prawie całe północne Włochy. Radetzky, na którego cześć Johan Strauss skomponował później słynny marsz, schronił się w silnie ufortyfikowanej Veronie i zamierzał tak długo opierać się Włochom, aż otrzyma posiłki wezwane z głębi monarchii austriackiej. Dla wsparcia wojsk Radetzkiego wyruszył także 56 pułk piechoty, do którego rekrutowano żołnierzy z okolicy Wadowic.
56 pp wszedł w skład jednej z trzech brygad korpusu obwodowego, dowodzonego przez hrabiego Nugenta, który połączył się później z wojskami Radetzkiego. Walczący w nim żołnierze z Choczni brali udział między innymi w zdobyciu Vicenzy i starciach na wzgórzach St. Giustina. Wśród rannych w tej bitwie znalazł się 23-letni Jakub Pindel, syn Józefa i Franciszki z domu Szczur. Niestety jego obrażenia były na tyle poważne, że dwa miesiące później zmarł w szpitalu wojskowym w Veronie.
W lipcu 1848 roku Austriacy zwyciężyli Włochów pod Custozą. W drodze na przyszłe pole bitwy zmarło z powodu upału 16 żołnierzy 56 pp, a dwóch doznało pomieszania zmysłów. W sierpniu wojska cesarskie zajęły Mediolan, stolicę Lombardii i zmusiły króla Karola Alberta do podpisania rozejmu na niekorzystnych warunkach.
To nie zakończyło jednak starć. We Włoszech wybuchło powstanie ludowe, a  jednym z jego przywódców został Giuseppe Garibaldi. W walkach przeciwko powstańcom brał także udział 56 pułk piechoty. Po zawieszeniu broni walki we Włoszech zostały wznowione w marcu 1849 roku. Co ciekawe, regularną armią włoską dowodził wówczas generał Wojciech Chrzanowski, były żołnierz armii Napoleona i powstaniec listopadowy. Ostatecznie walki o niepodległość Włoch zakończyły się tym razem porażką i północne prowincje pozostały nadal pod władzą Austrii. 
Bataliony 56 pułku piechoty wymiennie aż do 1854 roku pełniły służbę na granicy ze Szwajcarią, by uniemożliwić przenikanie powstańców, zaopatrzenia i broni.
W schyłkowym etapie konfliktu śmierć poniosło aż 9 chocznian, najczęściej zresztą w wyniku panującej cholery i dyzenterii, a  nie bezpośrednich starć zbrojnych.
Ich nazwiska można odtworzyć z zachowanego w archiwach rejestru zgonów (Sterb Register). Byli to według pisowni oryginalnej:
  • Johann Dombrowski (Jan Dąbrowski) lat 25, który zmarł w szpitalu w Piacenzy,
  • Ludwig Szczur (Ludwik Szczur) lat 23, zmarły w Ankonie,
  • Jakob Brandys (Jakub Brandys) lat 23, zmarły w mieście Brescia,
  • Franz Szczur (Franciszek Szczur) lat 22, zm. Bergamo,
  • Martin Drappa (Marcin Drapa) lat 23, zm. Brescia,
  • Johann Dziadek (Jan Dziadek) lat 24, zm. Bergamo,
  • Sebastian Streczon (Sebastian Strzeżoń) lat 24, zm. Brescia,
  • Nicolaus Saika (Mikołaj ?) lat 23, zm. Bergamo,
  • Johann Guzdek (Jan Guzdek) lat 22, zm. Piacenza.
Do Choczni przyporządkowano także błędnie Lorenza Jurisa z Sopotni.
Prawdopodobnie zapis dotyczący śmierci Jana Dziadka jest także błędny. W Choczni urodził się w tych czasach tylko jeden Jan Dziadek, zakładając nawet dziesięcioletni margines w stosunku do podanego w Sterb Register wieku. Tenże Jan Dziadek żył według metryk choczeńskich w latach 1827-1875, w 1863 roku poślubił Franciszkę z domu Buldon, a rok później przyszedł na świat jego syn- również Jan. Nie mógł więc stracić życia w połowie XIX wieku w kampanii przeciw zbuntowanym Włochom.
W wojnie we Włoszech brali najprawdopodobniej również udział: Tomasz Ramza, Wojciech Koman, Michał Zając i Jan Bylica, zmarli w szpitalach wojskowych w Wadowicach i Bochni po powrocie pułku do Galicji.