Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gazeta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gazeta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lipca 2024

Polemiki między członkami władz gminnych w Choczni na łamach "Prawdy" w 1902 roku

 

21 lipca 1902 roku anonimowy „Przyjaciel Choczni” opublikował artykuł w tygodniku „Prawda” o następującej treści:

Smutne wieści z Choczni.

Już kilka razy zamyślałem napisać coś o Choczni, wreszcie widząc, że na bezdroże wszystko zchodzi w Choczni, nie mogę milczeć i czystą prawdę opisuję. Chocznia, gmina w Starostwie wadowickiem dosyć liczna, bo do 3.000 dusz, a 450 Nr. domów obejmująca, ma czteroklasową szkołę i jednoklasową nadetatową, dwóch nauczycieli a trzy nauczycielki. Przed paru laty służyła nasza gmina za wzór w powiecie, dziś w niej taka zmiana, że nawet Zwierzchności gminnej nie ma, bo naczelnik gminy jako rzemieślnik pobija kościół w Rychwałdzie, a zastępca naczelnika odjechał do Ameryki. Przed sześciu laty przewódcy ludowcy podbili pod swój sztandar młodsze pokolenie w Choczni i z tego wyszedł nawet poseł Pan Styła, a dalej do Rady gminnej weszło 3/4 części tych ludowców, a 1/4 część ludzi usposobionych poważnie. Przy większości ludowców, zwierzchnikami gminy sami ludowcy wybrani zostali i mieli raj w Choczni zaprowadzić, bo na poprzednią radę gminną mówili, że absolutnie rządzi. I w czemże widzieli despotyzm? Może w tem, że sprawiono nowy organ, cztery nowe dzwony, wybudowano kościół, plebanię, organistówkę, most u kościoła; przeprowadzono, że jeden choć obciążony legatami przeznaczył 6 1/2 morga gruntu do użytku organisty. Dzisiaj inaczej rządzą ludowcy, gdyż sami zwierzchnicy poróżnili się między sobą. Najprzód podwójci pierwszy zrezygnował z przyczyny wtrącania się w urzędowanie długich włosów, taksamo i drugi podwójci z tej samej przyczyny wyjechał do Ameryki, a najwięksi przyjaciele Naczelnika gminy dogryzając mu i jego do rezygnacyi zniewolili; jednak tej Rada gminna nie przyjęła. Wprawdzie obecny wójt niezły człowiek, ale jako kowal, blacharz, ślusarz, maszynista niezdolny do piastowania zwierzchnictwa gminy, bo miękki jak rzepa i wiadomości brak, a sprężystości do prowadzenia porządku według § 27 ustawy gminnej niema żadnej. To też po całych nocach szynki otwarte, bo oprócz publiczności, sami zwierzchnicy gminy w nich bawią. Przeto wyrostki widząc po szynkach zwierzchników gminy, hulają po całych nocach po gminie, niepokoją mieszkańców, a na gościńcach publicznych zaczepiają w nocy; nawet miejscowych duszpasterzy zaczepili dwa razy. Przyczyny złego, jakie wzmaga się w Choczni, są: niedozór nad szynkami i godzinami otwarcia i nieograniczenie godzin, bywanie samych zwierzchników gminy w szynkach poza godzinami otwarcia i nieczynność policyjna, brak czytelni i brak Kółka rolniczego; choć może donoszą o tem, że jest czytelnia i Kółko rolnicze, ale to nie jest prawdą. A gdzie są fundusze Kółka rolniczego, które do 1895 r. były i nowy Zarząd je odebrał, to jest pytanie. Powinienby główny Zarząd Kółek rolniczych i c. k. Starostwo zarządzić dochodzenie, jak stoi Kółko rolnicze w Choczni, jego fundusze i jaki jest Zarząd. Chocznianie mają ich za dobroczyńców! Już za daleko zabrnięto w Choczni; jeżeli się Chocznianie ku lepszemu nie zwrócą i do czytania „Prawdy” i „Związku chłopskiego” nie wezmą, ażeby z ciemnoty przejrzeli i nie porzucą szynków, zubożenie i upadek potomności ich czeka. Jeszcze nie brak dobrych ludzi w Choczni, którzy pragnęliby podźwignąć upadek czytelni i Kółka rolniczego w Choczni i podźwignięcia moralnego i materialnego ludności, przedewszystkiem jest gorliwe miejscowe duchowieństwo i nauczycielstwo, ale poznawszy usposobienie Chocznian zdala się trzymają, nie mieszając się w te sprawy, bo wiedzą, że Chocznia dawnej Radzie gminnej niewdzięcznością się odpłaciła, a przewodniczący Kółka rolniczego za sklepikarzy grubo zapłacił ich deficyt. Przed pięciu laty były tylko cztery szynki w Choczni, a teraz jest ich pięć, a w nich poddostatkiem w niedziele i święta Chocznian; tam się czytelnia, Kółko rolnicze i nieszpory odbywają przy szklankach, a potem hałasy i bitki; a długów w kasie oszczędności i innych zakładach wekslowych i hipotecznych, jak włosów na głowie. To też do Choczni z poza granic przychodzą i zakupują realności nie tylko katolicy, ale i żydzi, a ci ostatni już ulicę od Wadowic zajęli domami i wszelkie zyski ciągną z Chocznian. A Chocznianie mają ich za dobroczyńców! Już za daleko zabrnięto w Choczni; jeżeli się Chocznianie ku lepszemu nie zwrócą i do czytania „Prawdy” i „Związku chłopskiego”' nie wezmą, ażeby z ciemnoty przejrzeli i nie porzucą szynków, zubożenie i upadek potomności ich czeka.

Nietrudno domyślić się, że autorem tego artykułu był Józef Czapik, wieloletni choczeński wójt, odsunięty w tym czasie od władzy przez nową ekipę.

Na odpowiedź sprawujących wówczas władzę w Choczni nie trzeba było długo czekać. 2 sierpnia 1902 roku Rada Gminna z Choczni na łamach tej samej „Prawdy” opublikowała następujące sprostowanie:

Nieprawdą jest, że pierwszy zastępca wójta zrezygnował z powodu wtrącania się do urzędowania długich włosów, bo tenże zrezygnował z powodu słabości, jak świadczy w aktach gminnych pisemna rezygnacya. Nieprawdą jest, że drugi zastępca wójta zrezygnował ze swej godności, a że tenże wyjechał do Ameryki, to tylko urządził sobie taką wycieczkę, aby odwiedzić dwóch swoich rodzonych braci w Ameryce, którzy są księżmi i posiadają dobre probostwa w Ameryce i prosili go jako brata, aby ich odwiedził. Nieprawdą jest, że ludowcy mieli raj w Choczni zaprowadzić, a o raju nikt nie myślał ani nie mówił, tylko zdobywali swoje prawa, jakie im przysłużały, a despotyzm musiano zerwać, jaki panował w Choczni przy budowach kościoła, plebanii, organistówki, mostów i t. p. budowach, o których nikt nikogo nie rachował, a władze odnośne wyższe w to nie wglądały, bo nie rozpisywano do żadnej budowy konkurencyi, tylko wszystko działo się pod pozorem dobrowolnych składek, a budowano latami, a repartycya datków w gminie się odbywała bez żadnej kontroli. Nieprawdą jest, jakoby najwięksi przyjaciele wójta tak mu dogryzali, aż go do rezygnacyi zmusili, natomiast prawdą jest, że do rezygnacyi zmusiła wójta ta okoliczność, że jeden z tych „poważnie usposobionych” postawił wniosek przy uchwale budżetu gminnego na rok 1902, aby wójtowi zmniejszyć pensyę do połowy, i wniosek ten się utrzymał i wskutek zmniejszenia pensyi wójt wniósł rezygnacyę, a nie z powodu dogryzania mu. Nieprawdą jest, jakoby Chocznianie mieli tych ostatnich za dobroczyńców (żydów), że zyski z nich ciągną, ale przeciwnie, bo kiedy jeden z nich starał się o konces na szynk, to gmina z całych sił sprzeciwiała się udzieleniu koncesu, ale odnośny referent c. k. Starostwa tak orzekł na korzyść żyda, że żyd uzyskał co tylko chciał od wyższych władz. Nieprawdą jest, że przed pięciu laty były cztery szynki, bo przed pięciu laty było aż osiem szynków, a teraz w obecnym czasie jest tylko pięć szynków. A że Szanowny przyjaciel Choczni powiada, że naczelnik gminy, Antoni Sikora, ma brak sprężystości do piastowania urzędu naczelnika gminnego, bo nie ukończył doktoratu praw, a za przeciąg swego urzędowania 5-letniego, nie mógł nabrać tyle świadomości ustaw i wszelkich rozporządzeń, jak inni, którzy przez 20 lub 25 lat byli wójtami. Podpisani: Antoni Sikora, wójt, asesorowie i radni.

Wcześniej, bo już w numerze z 5 lipca swoje sprostowania umieścili Antoni Styła, Wojciech Malata i zarząd Kółka Rolniczego:

Zarząd Kółka rolniczego pisze:

W owym artykule przyjaciel Choczni widzi przyczynę złego między innymi także w tem, że „brak Kółka rolniczego” i pyta patetycznie: A gdzie są fundusze Kółka rolniczego, które do r. 1895 były i nowy Zarząd je odebrał? Jakimś dziwnym sposobem przyjaciel Choczni wie, że fundusze Kółka rolniczego były do r. 1895 t. j. do czasu, dopóki przewodniczącym był p. Józef Czapik, a dowiedział się tego może od tegoż p. Czapika, mógł więc i obecnie u niego zasięgnąć informacyi, a dowiedziałby się, gdzie teraz są. Wszak jeszcze w lutym b. r. doradzał p. Czapik wdowie po skarbniku Kółka roln., jak ma postąpić przy oddaniu tych funduszów nowowybranemu przez Zarząd Kółka roln. skarbnikowi, byłby więc autorowi chętnie udzielił wiadomości o stanie funduszów Kółka roln., chyba że „przyjaciel Choczni” znajduje się hen za granicami Choczni i chcąc się coś dowiedzieć, powoduje sprostowanie. Otóż aby przyjaciela Choczni uspokoić oświadczamy mu, że fundusze Kółka rolniczego są u skarbnika tegoż Kółka i że jest Zarząd wybrany na walnem zgromadzeniu.

Podpisani: Adam Ruliński sekretarz Kółka roln. Franciszek Wcisło zastępca przewodniczącego.

Autor artykułu stara się w artykule wymienionym poniżyć obywateli całej Choczni i pisze między innymi zohydzaniami i to, że „długów w Kasie oszczędności i innych zakładach wekslowych i hipotecznych, jak włosów na głowie”. Za obowiązek swój uważam odeprzeć ten zarzut, prostując go o tyle, że Chocznia według swojej liczby mieszkańców i wartości realności, mniej jest obdłużona niż inne gminy w powiecie, porównując wartość jednej i drugiej. Wiadomości pod tym względem nabyłem jako członek Dyrekcyi Kasy oszczędności w Wadowicach.

Antoni Styła z Choczni.

Pisze autor pomiędzy innymi paszkwilami i ten, że w Choczni „po całych nocach szynki otwarte, bo oprócz publiczności sami zwierzchnicy gminy w nich bawią”. Nie prawdą jest, jakoby po całych nocach szynki były otwarte w Choczni, bo ustawa państwowa z roku 1877 19 lipca ogranicza ściśle takowe, a przynajmniej podpisany jako szynkarz ściśle się takowej trzymam. Dalej nieprawdą jest, że nieszpory odbywają się przy szklance, bo jako chrześcianin katolik, a w dodatku asesor gminy Choczni na tobym się nie zgodził. Zarzut wydrukowany, że „zwierzchnicy w szynkach po całych nocach bawią” może się odnosić tylko do mnie, bo jako asesor mieszkam we swoim własnym domu, w którym mam szynk koncesyonowany, to przecież i nie może być zarzutem dla mnie, bo ze swojego domu nie mogę na noc iść do cudzego mieszkać. Autor robi zarzut z tego powodu nieuzasadniony zwierzchnikom gminy Choczni, który w artykule „Prawdy”, kto nie wie o tem, wygląda rażąco. A wyrostki, o których autor pisze, z tego powodu nie mogą się gorszyć, ale odwrotnie, bo przecież jako obywatel i asesor staram się o moralność i porządek w gminie, tylko autor zohydza Chocznian najniesłuszniej. Tyle na razie co do szynku podpisanego.

Wojciech Malata asesor i szynkarz.

Swoje sprostowanie do „Prawdy” nadesłał także kierownik szkoły Adam Ryłko:

W korespondencyi „Przyjaciela Choczni” umieszczonej w nrze 25 „Prawdy” p. t. „Smutne wieści z Choczni” znajduje się zdanie:.... „może donoszą o tem, że jest czytelnia..., ale to nie jest prawdą”. Ponieważ wyrażenie to mogłoby Towarzystwu Oświaty ludowej w Krakowie podsunąć słuszne przypuszczenie, że przedkładane corocznie sprawozdania moje o stanie Czytelni tutejszej są fikcyjne, przeto oświadczam, że wbrew twierdzeniu szan. „Przyjaciela” Czytelnia w Choczni faktycznie istnieje. Na dowód służę kilku datami. Czytelnia posiada obecnie 225 książek. W roku 1901/2 było 95 czytelników, którzy wypożyczyli od 1 listopada do końca kwietnia 1193 książeczek. W bieżącym roku postarałem się nawet o osobną szafkę na książki, za którą z własnej szkatuły najpierw zapłaciłem, a potem zarządziłem drobne, centowe składki między czytelnikami; również i grono nauczycielskie z wbnym ks. katechetą nie poskąpiło znacznych datków na ten cel, za co przy tej sposobności za zezwoleniem szan. Redakcyi, serdeczne dzięki im składam. Że dotąd jeszcze nie ściągnąłem wydanych pieniędzy, o to już mniejsza. Jakie zaś okoliczności składają się na to, że czytelnia ta nie rozwija się może tak, jakby sobie tego szan. „Przyjaciel Choczni” widocznie życzył, nie uważam za stosowne, w tem miejscu się tłómaczyć. W końcu — pozwoli jeszcze szan. Redakcya — dziękuję szan. „Przyjacielowi Choczni” za przychylne wyrażenie się o gorliwości tutejszego nauczycielstwa.

Z poważaniem, Adam Ryłko, kierownik szkoły.

Pomijając akcenty polemiczne cytowany wyżej artykuł i wszystkie sprostowania wnoszą ciekawe informacje na temat sytuacji w Choczni na początku XX wieku.

poniedziałek, 5 czerwca 2023

O galicyjskiej Choczni w austriackiej prasie

 Wśród dokumentów przechowywanych w Austriackiej Bibliotece Narodowej znalazłem ponad 200 artykułów prasowych dotyczących Choczni, opublikowanych w latach 1854-1918 przez 36 czasopism w języku niemieckim z Wiednia, Salzburga, Grazu, Linzu, Wels i Villach. Jest to dość znacząca liczba, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Chocznia była małą miejscowością na obrzeżach zainteresowania dziennikarzy z cesarskiej stolicy i innych większych miast Austrii. Trzeba też dodać, że o sprawach choczeńskich częściej informowała polskojęzyczna prasa ze Lwowa i z Krakowa.

Niektóre z ważniejszych wydarzeń związanych z Chocznią, które znalazły się na łamach austriackiej prasy to:

- 1854 przekazanie przez Gminę Chocznia 5640 florenów na pożyczkę państwową,

- 1867 ostatnia epidemia cholery w Choczni,

- 1890 zakwaterowanie wojsk austriackich w Choczni po manewrach wojskowych,

- 1893 uruchomienie przystanku kolejowego dla pasażerów,

- 1909 kradzież z kościoła w Choczni,

- 1910 budowa szkoły w Choczni,

- 1916 uruchomienie towarowego przystanku kolejowego.

Wśród mieszkańców Choczni, którzy pojawili się na łamach ww. prasy można wymienić między innymi:

- wójta Józefa Czapika, jako przywódcę delegacji chłopskiej podczas uroczystości pogrzebowych Adama Mickiewicza na Wawelu (1890), jako odznaczonego przez cesarza (1898) i składającego podziękowanie do władz wojskowych,

- księdza proboszcza Józefa Komorka w związku z otrzymaniem odznaczenia od papieża (1890) i zgonem (1895),

- księdza proboszcza Józefa Dunajeckiego, jako notariusza dekanatu (1910),

- Antoniego Styłę, jako polityka, aresztowanego za działalność i domagającego się publicznego procesu,

- Władysława Widlarza, jako sprawcę wypadku kolejowego,

- Georga (Jerzego) Silbigera, jako właściciela firmy Handel Towarów Mieszanych,

- Jana Gazdę, jako skazanego za uchylanie się od służby wojskowej,

- Simona Rosenberga, jako ochotnika do służby w armii c.k. na jeden rok.

W analizowanym okresie najczęściej pisały o Choczni następujące tytuły:

  • Wiener Zeitung – w 33 numerach,
  • Correspondenz-Blatt für den Katholischen Klerus Österreichs – w 19 numerach,
  • Neues Wiener Tagblatt – w 10 numerach.

Najważniejsze tematy poruszane w tych wzmiankach prasowych dotyczyły:

  • kolejnictwa (34), w tym szczególnie wysokości cen biletów ze stacji i do stacji Chocznia (19), a także m.in. otwarcia przystanku osobowego w Choczni w 1893 roku (3) i otwarcia przystanku towarowego w 1916 roku (8),
  • spraw kościelnych (25), w tym szczególnie przenosin księży wikariuszy z Choczni i do Choczni (20),
  • chorób i epidemii (24), w tym szczególnie świerzbu u koni (1918) ,a  także pryszczycy u bydła w 1891 roku (5) oraz w 1915 roku (6), czy epidemii cholery w 1867 roku,
  • spraw wojskowych (15), w tym szczególnie strat dotyczących żołnierzy z Choczni w czasie I wojny światowej (9),
  • spraw sądowych (11), w tym szczególnie licytacji sądowych (7), ale także np. rejestracji przedsiębiorstw (1), sprawy karnej (1), czy przesłuchania publicznego (1),
  • przestępstw i wykroczeń (5) -  sprawy politycznej, drogowej, kradzieży kościelnej, uchylania się od służby wojskowej, czy osób transpłciowych (!),
  • spraw szkolnych (4) – w tym informacja o budowie szkoły w Choczni w 1910 roku oraz o niepłaceniu przez kilka miesięcy pensji jednej z nauczycielek (1895),
  • spraw pocztowych (3),
  • odznaczeń i wyróżnień (3) – dla księży Komorka i Dunajeckiego oraz wójta Czapika.

----

Lista tytułów prasowych wraz z latami, w których zamieszczały one wzmianki o Choczni:

Augustinus 1903

Correspondenz-Blatt für den Katholischen Klerus Österreichs 1887, 1890, 1891, 1891, 1893, 1893, 1894, 1895, 1895, 1895, 1896, 1898, 1900, 1900, 1906, 1907, 1910, 1910, 1916

Illustrierte Kronen Zeitung 1914, 1914

Wiener Allgemeine Zeitung 1893, 1896, 1897, 1898, 1899, 1905, 1916

Das Vaterland 1896, 1897, 1898, 1899, 1905

Die Presse 1867, 1890, 1893, 1896

Grazer Tagblatt 1916

Salzburger Kirchenblatt 1855

Deutsche Zeitung 1916

Reichpost 1895

Linzer Volksblatt 1912

Wiener Zeitung 1854, 1854, 1887, 1889, 1889, 1891, 1891, 1891, 1891, 1891, 1893, 1896, 1898, 1898, 1899, 1904, 1905, 1915, 1915, 1915, 1915, 1915, 1915, 1915, 1916, 1918, 1918, 1918, 1918, 1918, 1918, 1918, 1918

Grazer Volksblatt 1915

Österreichische Volks-Zeitung 1914

Neues Fremden Blatt 1867, 1867

Neuigkeits Welt Blatt 1890, 1898, 1898, 1898, 1898, 1906, 1908, 1909

Arbeiter Zeitung 1895

Neues Wiener Tagblatt 1890, 1896, 1896,1898, 1898,1899, 1905, 1914, 1914, 1915

Neues Wiener Journal 1899, 1905

Fremden Blatt 1915, 1916

Die Zeit 1916

Neue Freie Presse 1897, 1905, 1915

Polen - Wochenschrift für polnische Interessen 1915

Die Arbeit 1905

Österreichische Monatsschrift für den öffentlichen Baudienst 1910

Grazer Tagblatt 1915

Illustriertes Wiener Extrablatt 1916

Deutsches Volksblatt 1905, 1909

Welser Zeitung 1909

Der Kamerad 1867

Illustrierte Zeitung 1867

Drogisten Zeitung 1891

Wiener Medizinische Wochenschrift 1867

Volksblatt für Stadt und Land 1916

Süddeutsche Post 1867

Arbeiterwille 1915


poniedziałek, 18 lipca 2022

Dawne ogłoszenia drobne

 O historii Choczni i życiorysach chocznian można także dowiedzieć się czegoś nowego śledząc ogłoszenia drobne archiwalnych gazet.

Już w 1900 roku w ogłoszeniach drobnych Pisma Ludowego "Prawda" pojawiła się oferta sprzedaży domu w Choczni:

 Domek murowany z ogrodem blisko z dwoma morgami roli w Choczni, blisko przystanku kolejowego 3 km od miasta Wadowic, jest z wolnej ręki do sprzedania. Bliższej wiadomości udzieli Józef Guzdek w Choczni liczba domu 251, poczta Wadowice.

----

Znacznie większą nieruchomość oferowano na sprzedaż w 1910 roku, co obwieszczał dziennik "Nowiny": 

Realność wiejska w Choczni (pow. Wadowice) położona, składająca się z 16 1/2 morga gruntu (w którym mieści się 2 morgi lasu świerkowego), z domu w połowie murowanego, zabudowań gospodarczych murowanych i stodoły drewnianej, umieszczonych przy ogrodzie sadowym należącym do tej realności a 5/4 morga powierzchni mającym, tuż przy szkole i kościele parafialnym, dwa i pół kilometra od śródmieścia Wadowic (gdzie jest gimnazyum, Starostwo, Sąd Obwodowy, powiatowa Dyrekcya Skarbu, itp.) oddalona, w każdej chwili z całym inwentarzem i całą krescencyą do sprzedania. Stacya kolejowa w miejscu. Zgłoszenia: Wojciech Bryndza w Choczni Nr 287

Z kolei "Przyjaciel Ludu" nr 27 z 1903 roku podał następujące ogłoszenie jako przykład przedsiębiorczości chocznian:

Ule stożkowe, zamkowe i inne sporządza po najtańszych cenach Wawrzyniec Świętek w Choczni p. Wadowice

Młynki do czyszczenia zboża z plew, kąkolu, stokłosy i nikłego zboża, trwałe, w cenie od 20 do 40 koron poleca Wawrzyniec Świętek w Choczni p. Wadowice

----

Krótkie ogłoszenie o pracy z dwutygodnika "Przemysł Ceramiczny" z 1912 roku:

Strycharzy kilku, Marek Guzdek, cegielnia Chocznia 32b

Tytułem wyjaśnienia- strycharz to po prostu robotnik wyrabiajacy cegły, inaczej ceglarz. 

----

Jak się okazuje, Aleksander Widlarz, nauczyciel pochodzący z Choczni, dodatkowo zajmował się handlem drewnem, o czym świadczy jego ogłoszenie w języku niemieckim w "Oesterreichische Morgenzeitung und Handelsblatt" z 5 lutego 1918 roku. Tu jego tłumaczenie:

Wszelkie rodzaje drewna opałowego, budowlanego i do kopalń węgla kamiennego z dostawą koleją w dogodnych cenach- Firma Alexander Widlarz und Co. Holzlieferung Unternehmung, Sulkowice-Andrychow (Galizien).

----

W okresie powojennej biedy w "Gońcu" z 1919 roku znalazł się taki anons ówczesnego choczeńskiego organisty (poprzednika W. Woźnego):

"Herbata jabłkowa" z mlekiem jest smaczna i zdrowa, wymaga mało osłodzenia, zaś bez mleka, ma smak winny. Wysyłka franko najmniej 4 pakieciki za nadesłaniem 7 koron 80 halerzy. F. Jurecki, Chocznia, Galicya

----

Na koniec ogłoszenie matrymonialne zamieszczone w krakowskim dzienniku "Nowiny"  z 10 grudnia 1905 roku:

Dwóch kawalerów na stanowiskach poszukuje panien przyjemnej powierzchowności w celu matrymonialnym. Posag rzecz względna. Fotografia pożądana. Zgłoszenia A.B. Chocznia


czwartek, 6 sierpnia 2020

O Stanisławie Dudzie w "Gazecie Krakowskiej" - część 2

Artykuł o bibliotekarzu Stanisławie Dudzie z 1955 roku, zawarty w notatce sprzed miesiąca (link), nie był jedyną publikacją "Gazety Krakowskiej" na jego temat. Na siódmej stronie wydania tejże gazety z 6/7 maja 1967 roku zamieszczono reportaż Wiesława Czubały pod tytułem "Bibliotekarz z Choczni":

Nerwowe, zamaszyste, pozornie nieskoordynowane ruchy - idealnie harmonizują z sylwetką tego siedemdziesięcioletniego człowieka. Wydaje się, że stoły, regały przeszkadzają mu, stają na jego drodze. Omija je, potyka się, potęgując wrażenie panującej tu ciasnoty.
- Mam już przecież 2 wojny i trzy niewole poza sobą - mówi. 
Piętna tych lat i przeżyć nie da się ukryć. A jednak nie potrafią one zaprzeczyć tym wszystkim sukcesom, jakie w ciągu piętnastu lat odniósł w szarych i ciasnych ścianach bibliotecznych.
Dowiódł nimi, że stać go na wiele. Zyskał sobie powszechne uznanie. Stał się głównym rzecznikiem szerzenia kultury w Choczni. Jego żarliwość i inicjatywa były tu zresztą wręcz konieczne. Ta niepozorna biblioteka przy GRN jest bowiem jedyną placówką kulturalną w Choczni. W niej właśnie ogniskują się wszystkie pragnienia kulturalne mieszkańców tej dużej wsi wadowickiej. I tu Stanisław Duda stara się, jak może, je zaspokoić. Oczywiście, na miarę swoich możliwości.
Pięć tysięcy książek, to jego główna broń. Sześćset czytelników, to zwycięstwo, jakie tą bronią osiągnął.
Trzeba znać Chocznię, jej tradycje, mentalność i dawną niechęć do książki, żeby to ocenić. Stanisław Duda ciężko i wytrwale zdobywał czytelnika po czytelniku.
- Zacząłem od młodzieży „z podstawówki”. Wprawdzie ta „stonka biblioteczna”, jak ją w duchu nazywam, niszczy książki, ale umie zapalić się do nich. Pozostaje wierna mojej bibliotece. Taki na przykład Józek Wideł (chodzi prawdopodobnie o Józefa Kazimierza Widra ur. 1941- uwaga moja) - ożenił się już, a nie ma tygodnia, żeby nie wpadł po książkę. Pierwszą, przed piętnastu laty, otrzymał z moich rąk, ja go nauczyłem czytać. Tak było z wieloma jego kolegami. Przyszli do biblioteki po lekturę, by wracać po książki przygodowe i historyczne. Sam się nieraz dziwię, kiedy oni zdążą to wszystko przeczytać? Czwartoklasista Staś Płonka wypożyczył od początku roku 17 książek, to znaczy, te czyta cztery książki miesięcznie. O starszych czytelników było trudniej. Potrzeba było wielu lat, żeby ich sobie pozyskać.
Stanisław Duda dochodził do tego różnymi drogami.
- Panie, niech pan wystara się dla syna o lekturę, a będę przychodzić po książki.
Będę sama czytać — prosiła kobieta, która nie mogła nigdzie dostać „Placówki”.
- Z lekturami było zawsze kiepsko, zawsze jest ich za mało — żali się bibliotekarz. Ale kiedy mogłem zadośćuczynić takiej prośbie, trzymałem kobietę za słowo...
Zdarzało się i inaczej. Stawała w progu nieśmiało jakaś gospodyni i dopiero na pytanie, czy przyszła po książkę mówiła: wiecie, taką jakąś o dworach i panach... Wtedy Stanisławowi Dudzie nie pozostawało nic innego, jak sięgnąć po Kraszewskiego albo Rodziewiczównę. Dziś ta sama kobieta czyta już Faulknera, zna wielu współczesnych autorów. Gorzej trochę z zaopatrywaniem w najnowsze pozycje wydawnicze. Biblioteka nie jest w stanie nadążyć za wszystkimi wymaganiami. Małżeństwo emerytów, Marii i Jana Bryndzów (zmarli odpowiednio w 1987 i 1979 roku- uwaga moja) też skarży się, że już wszystko wyczytali...
Biblioteka w Choczni Dolnej ma niewielkie możliwości poszerzania księgozbioru. Dwa nieduże, amfiladowe pomieszczenia są już do maksimum wykorzystane, szeregi tysięcy tomów szczelnie zajmują regał po regale. Na nowe półki w zasadzie nie ma już miejsca, choć Stanisław Duda jeszcze je widzi.
- O tu - wskazuje na górne kondygnacje regałów - stanie jeszcze kilka...
Brak miejsca, choćby na najmniejszy kącik czytelniczy daje się bardzo we znaki.
- Ostatnio, wyłoniły się możliwości otrzymania lepszego lokalu. Chcemy zaadaptować na bibliotekę starą organistówkę. Uzależniamy to jednak od dotacji Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej, która jest przychylnie
ustosunkowana do naszych projektów. Realizacja ich, nie nastąpi jednak wcześniej, jak za rok.
Złe warunki lokalowe nie miały jednak żadnego wpływu na działalność biblioteki. Wszystkie obiektywne mankamenty ten wiejski bibliotekarz rekompensował wzmożoną pracą i inicjatywą. Świadczy o tym proporzec przechodni, który zdobyła jego biblioteka, jako najlepsza w województwie. Od trzech lat nie zdołała go przejąć żadna inna. Dyplomy, nagrody rzeczowe są dowodem, że nie ustawał w pracy. Angażował do akcji konkursów czytelniczych młodzież i starszych.Wiązał ich w ten sposób z biblioteką, uczył pracy społecznej i odczuwania wynikłej z niej, satysfakcji. Swoją działalność oparł o szkołę i Koło Gospodyń Wiejskich, które stopniowo stały się jego sojusznikami.
Z nimi to Stanisław Duda urządza wspólne imprezy czytelnicze, zorganizował uniwersytet dla rodziców, kursy ogłady towarzyskiej i tańca. To on był reżyserem takiej oto sceny:
Nasiąkły mgłą i chłodem zmierzch. Okna budynku Gromadzkiej Rady Narodowej ciemne. Tylko dwa - biblioteczne rozjaśniają mrok. Wokół stojącego pośrodku dużego stołu siedzą jedna obok drugiej - gospodynie choczniańskie. Przed godziną w gorączkowym pośpiechu przygotowywały kolację dla dzieci i mężów, krzątały się koło bydła, kończyły pranie, by zdążyć tu na szóstą. Jest ich osiem - młodsze i starsze, przeważnie członkinie koła gospodyń wiejskich. Piją kawę. Jedna z nich głośno czyta. Potem rozpoczyna się dyskusja. Są pytania i odpowiedzi. Temat: wychowanie dzieci, kultura współżycia społecznego, higiena i profilaktyka zdrowia. Za kilka dni mają stanąć do eliminacji konkursu pt. „Z książką na co dzień” ogłoszonego przez Ligę Kobiet. Chcą zająć pierwsze miejsce, dlatego nie żałują wysiłku. 
Osiągnęły to, czego pragnęły, Prócz nagród, jakie otrzymały, pozostała im wiedza,  którą stosują w życiu. I nawyk szukania w książce porady i pomocy w trudnych sytuacjach życiowych.
Czy Stanisław Duda, emeryt, pełniący nieustanny dyżur w bibliotece wiejskiej, musiałby być centralną postacią i organizatorem wszystkich imprez kulturalnych wsi, gdyby działała w niej choćby jedna świetlica lub klub? 
Gdyby będący w ruinie dom ludowy GS pracował zgodnie z przeznaczeniem, a kino przyjeżdżało częściej, niż raz w tygodniu? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że on sam dobrze pojął swoją rolę.

piątek, 3 lipca 2020

"Gazeta Krakowska" o bibliotekarzu Stanisławie Dudzie

"Gazeta Krakowska" z 31 maja 1955 roku zamieściła reportaż Anny Strońskiej pod tytułem "Jak chleb", dotyczący choczeńskiej biblioteki, rozwoju czytelnictwa i pracy choczeńskiego bibliotekarza Stanisława Dudy:

Południe, a już szaro. Stoki obłych, gęstych wzgórz duszą się pod chmurami. Niebo jest szare i niskie: odbija, przelewa w krajobraz barwę asfaltu, mdłą jak płaska taśma wadowickiej szosy.
Południe, dzień świąteczny, a wieś, jakby wymieciona z ludzi. Błoto w górach bywa mniej może trwałe, ale groźniejsze niż na nizinie. Drzwi chałup szczelnie zamknęły się przed zalewem rozmiękłej gliny. Okna płucze nieustająca, szczelna ścianka wody. O takiej porze sąsiad sąsiada nie odwiedzi. Dziewczęta nie pochwalą się niedzielnymi sukienkami. Młodzi machną ręką na piwo w miejskiej, niedalekiej gospodzie. Samotność, nuda. Słota. Kiedy podzieliłam się współczuciem ze Stanisławem Dudą, wzruszył ramionami, mruknął:
— No. u nas... — w głosie niedwuznaczna uraza.
Potem jednak zaprosił mnie do siebie. Pod budynkiem Prezydium GRN konie niecierpliwiły się, strząsały z grzyw wodę. Do tego budynku zaprowadził mnie Duda, bibliotekarz gromadzki w Choczni Dolnej. Do siebie — to znaczy między książki, którymi gospodarzy. Duda spieszył się, ciągle kogoś popędzał, nakazywał ostrożność przy wynoszeniu dużych, owiniętych w papier paczek. Zaciekawił mnie ich kształt. Okazało się, że istotnie są to książki — sto nowiutkich tomów wymiennych dla punktu bibliotecznego w Kaczynie. Na odchodnem Duda powiedział:
— Radźcie sobie sama. Kaczyna —pamiętacie? Tak, pierwsza wieś w kraju, z której wykurzyliśmy analfabetyzm.Trzeba dobrze pilnować, żeby się nie wrócił. Zawożę sto książek, zabiorę drugie tyle przeczytanych. Wrócę... bo ja wiem? Chyba nocą.
Tak więc zostałam sama między półkami założonymi gęsto, ale niemniej gęsto przebranymi. Stos książek świeżo widać odniesipnych przez czytelników zalegał stół. Świeży i najwymowniejszy skoroszyt zainteresowań czytelniczych Choczni. Zobaczymy...
W miarę, jak rosło moje zdumienie, patrzyłam nie tylko na autorów, ale i na karty czytelnictwa wetknięte za okładki. To, że „Marta" przeszła od listopada przez 18 domów, „Komornicy" od grudnia— przez 21, że Sienkiewicz czy Kraszewski są przechwytywani dosłownie z rąk do rąk — mogłoby budzić zachwyt jeszcze dobrych parę lat temu; ale dzisiaj takie „nadzwyczajności" w co
czwartej wsi się spotka. Zadziwiło mnie coś innego. Leżały przede mną mocno już przyniszczone, licznymi palcami wytarte „Martwe dusze" Gogola (28 odbiorców), „Meksyk" Kischa (od grudnia — 11), „Nafta" Sinclaira. Maksym Gorki, Fadiejew, Żeromski, Szołochow, ba — Erenburg, Wiktor Hugo (np. „Rok 1798“ przewędrował 28 gospodarstw w kilkumiesięcznym zaledwie okresie), „Martin Eden" Londona, Breza— prawie nigdy nie odpoczywają na półkach. Bibliotekarz dopisuje tylko nowe nazwisko na karcie i tomy wracają na wieś. Zazwyczaj bywa tak, że jedna osoba zaopatruje w lekturę całą rodzinę. Czytają po kolei. Należałoby więc co najmniej po trzykroć przemnożyć owe ujęte spisem nazwiska, żeby uzyskać pełną, imponującą statystykę rozwoju
czytelnictwa w Choczni Dolnej.
...W 1948 roku dostał Duda pod swoje władanie 50 książek. Chętnych do czytania było wówczas niewielu. Dopominali się głównie o „starych" autorów. Dopiero z czasem, kiedy zaczęło się we wsi zanosić na spółdzielnię produkcyjną, ktoś tam zaryzykował, sięgnął po „Zorany ugór". Książka powędrowała z rąk do rąk, autor przypadł ludziom do smaku. Duda, kując żelazo póki gorące, podsuwał, „Cichy Don". Chwalili; zwolna biblioteka przestawała świecić pustką. Książek wciąż przybywało. Ekipy wadowickich robotników przywoziły w podarunku nowe tomy. Byli żołnierze, za namową bibliotekarza brali Simonowa, Putramenta. Dzieci zwiedziały się szybko o Krzemienieckiej czy Michałkowie. Młodzi przyciągali starszych, wybuchały pierwsze dyskusje nad przydatnością poradników rolniczych, gospodynie zaczęły się radzić książek w tajnikach gotowania, domowych robótek czy higieny osobistej. Pomógł także sporo amatorski zespół dramatyczny. Niejeden, ujrzawszy na własnej choczniańskiej scenie „Grzech", wziął się za Żeromskiego. Poznawali Czechowa i Fredrę. Wśród papierów bibliotecznych znalazłam małe pisemko. Prezydium GRN wzywa obywatelkę Jadwigę G. do zwrotu trzech wypożyczonych i zagubionych książek. Tłumaczy:
...„sprawę tę należy potraktować poważnie,
gdyż książki są dobrem publicznym..."
Zwykła urzędowa formułka? Gdzie indziej— może. Tutaj? Nie.
To właśnie książki stały się dla ludzi z Choczni Dolnej pięknym, bogatym zadośćuczynieniem za oddalenie od większych ośrodków kulturalnych, za niezawinione niedouctwo młodości. To książki ułatwiają im pojmowanie nie zawsze łatwych praw współczesności, pomagają im rozumieć dzieci, które poszły do szkół i przemysłu. Właśnie dzięki książkom Anna Dąbrowska pojęła istotę spółdzielczości produkcyjnej, Józef Maj, Jan Nowak czy Zofia Bąk podnieśli jakość i wydajność swoich gospodarstw. One wreszcie sprawiły, że Tymoteusz Turała mimo swoich sześciu klas ma wiedzę, której nie powstydziłby się nawet maturzysta. Wielkim, bardzo wielkim dobrem są książki dla ludzi z Choczni Dolnej. Uwolniły ich od nudy i samotności, chociażby takich słotnych dni jak dzisiejszy, dając w zamian niezmierną ciekawość świata i jego przemian, ucząc życia piękniejszego, lepszych, mądrzejszych pragnień i uczuć. Już by się bez nich wieś nie obeszła. Potrzebne jej się stały w tym krótkim dziesięcioleciu — jak powietrze, jak chleb.