Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prasa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prasa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 września 2025

Propagandowy obraz Choczni w I połowie lat 50. XX wieku na podstawie notatek prasowych

 W pierwszej połowie lat 50. XX wieku lokalne gazety i czasopisma ("Gazeta Krakowska", "Echo Krakowskie", "Dziennik Zachodni"), a także "Życie Warszawy", "Nowiny Rzeszowskie", "Dziennik Bałtycki", czy "Skrzydła i Motor" zamieściły kilkanaście notatek, fragmentów felietonów i reportaży, listów do redakcji oraz nieco obszerniejszych publikacji, w których pojawia się wieś Chocznia z powiatu wadowickiego. Gdyby oprzeć się tylko na ich lekturze, to ówczesna Chocznia jawi się jako malownicza, podgórska miejscowość, zachęcająca do turystyki i letniego wypoczynku, z prężnie działającą szkołą, spółdzielnią produkcyjną, czy Ludowym Zespołem Sportowym. Jej postępowi mieszkańcy, zajmujący się głównie rolnictwem, byli zaangażowani społecznie w różne inicjatywy na rzecz okolicy i Polski Ludowej.

Ten pozytywny wizerunek kształtowała prasa, będąca narzędziem propagandowym władz i Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR), promujących budowę socjalizmu na wsi: kolektywizację rolnictwa (spółdzielczość produkcyjną), obowiązkowe dostawy, czyny społeczne i ideologię wyższości gospodarki planowej. Krytyka, jeśli występowała, była skierowana nie na system, lecz na "opory", "bałagan", czy "chuliganów" – zawsze z wezwaniem do większego wysiłku dla "dobra obozu pokoju i postępu". To klasyczna propaganda sukcesu, gdzie lokalne inicjatywy (np. spółdzielnia) przedstawiano jako spontaniczne zwycięstwo ludu pracującego, ignorując przymus i represje.

Zestawienie najważniejszych tematów poruszanych w prasie i ich kontekst propagandowy przedstawia się następująco:

Gospodarka rolna i kolektywizacja

  • Chłopi z Choczni zobowiązują się do odwadniania i zagospodarowania setek ha nieużytków (Nowiny Rzeszowskie, 1950),
  • Siewy wiosenne pod tytułem "Bitwa o chleb" i hasłem "szybciej i lepiej niż w ubiegłym roku" (Gazeta Krakowska, 1952); przykłady ukończonych siewów przez indywidualnych małorolnych chłopów (Ludwik Cibor, Maria Warmuz),
  • Krytyka prywatnego młockarza z Choczni za "pracę na dziko" i wysokie stawki (Gazeta Krakowska, 1950),
  • Spółdzielnia produkcyjna (druga w pow. wadowickim po Frydrychowicach) liczy 28 członków i 170 morgów; "przełamała opory" dzięki szkole i agitacji dzieci (Echo Krakowskie, 1953),
  • Bałagan w rozliczaniu obowiązkowych dostaw płodów rolnych spowodowany złą pracą urzędnika Wronki, uporządkowany przez jego następcę Czaickiego (Gazeta Krakowska 1953).
Obowiązkowe dostawy były narzędziem kontroli państwa nad wsią, a przymusowe wprowadzanie spółdzielczości produkcyjnej miało wykazać wyższość gospodarki kolektywnej nad indywidualną. Choczeńska Spółdzielnia im. Rokossowskiego z powodu sporów między członkami i nie przynoszenia dochodu po kilku latach działania została zlikwidowana.

Czyny społeczne i pomoc dla stolicy

  • Wieczornica w Domu Ludowym z inscenizacjami i tańcami ludowymi na rocznicę wyzwolenia; dochód 1670 zł na Społeczny Fundusz Odbudowy Stolicy (Życie Warszawy, 1950),
  • Zobowiązania na 1 Maja: przedterminowe wykonanie planów produkcyjnych dla "umocnienia obozu pokoju" (Nowiny Rzeszowskie, 1950).

Prasa zachęcała do masowych akcji, by budować jedność klasową i lojalność wobec PZPR. Propagowała "braterstwo" z Warszawą (po zniszczeniach wojennych) i robotnikami; czyny społeczne miały stanowić "konkretny wkład" w socjalizm.

Oświata i kultura

  • Szkoła jako inspirator spółdzielczości: kierownik Tadeusz Nowak i grono nauczycielskie edukują w tym względzie grono rodziców i dzieci (Echo Krakowskie, 1953),
  • Kursy lotnicze w Choczni (Skrzydła i Motor, 1952),
  • Zachowanie folkloru: 90-letnia Spytkowska jako "chodząca rozgłośnia" piosenek ludowych (Echo Krakowskie, 1954).
Szkoła jako narzędzie indoktrynacji, folklor jako "swojska nuta" socjalizmu, ale najlepiej, gdy upowszechniają go państwowe zespoły pieśni i tańca.

Wypoczynek i turystyka

  • Kolonie Towarzystwa Przyjaciół Dzieci dla 110 dzieci z Krakowa w budynku szkolnym; wycieczki na Bliźniaki, Leskowiec, kąpiele w Choczence (Gazeta Krakowska, 1950),
  • Kolonie letnie TPD z Gdyni: "cudna okolica", dobre jedzenie, brak jedynie "Dziennika Bałtyckiego" (Dziennik Bałtycki, 1951),
  • Kolonie dla dzieci pracowników MPK Kraków (Echo Krakowskie, 1953).
Zasłużony wypoczynek wakacyjny na wsi dla miejskich dzieci ze środowisk robotniczych także miał aspekt propagandowy - podkreślana dostępność dla mas miała kontrastować z przedwojennym wypoczynkiem tylko dla elit.

Sport ludowy

  • LZS Chocznia skupia 41 sportowców; imprezy z uznaniem ludności, ale działalność sabotowana przez "chuliganów" podpiłowujących słupki bramek piłkarskich (Dziennik Zachodni, 1952),
  • Zobowiązanie Zdzisława Ochmana do pobicia rekordu w kolarstwie na 10-lecie PRL (Gazeta Krakowska, 1954).

LZS oprócz funkcji sportowych miał być narzędziem masowej mobilizacji; walka z "niezdrową kliką" (chuliganami), to walka z "elementami antyspołecznymi", a zobowiązania sportowe nie mogły być po prostu zwykłym wyzwaniem, lecz koniecznie uczczeniem rocznic Polski Ludowej.

Młodzież i "Służba Polsce"

  • Dwie junaczki z Choczni (Jończyk i Michałek) zgłaszają się do brygad rolnych Służby Polsce (Echo Krakowskie 1954).

Młodzież jako awangarda socjalizmu - notatka propaguje "ochotnicze" zaangażowania w prace rolne, by "przyspieszyć" kolektywizację i edukację praktyczną.

----

Prawdziwy obraz życia w Choczni był bardziej zniuansowany – obok entuzjazmu występowały bierność, opór i przymus, a codzienne trudy wiejskiego życia łączono coraz częściej z pracą w andrychowskich, czy wadowickich zakładach przemysłowych. Tymczasem w świetle ówczesnej prasy Chocznia jest przedstawiona jako wzorcowa wieś socjalistyczna: pracowita, zjednoczona wokół partii, przełamująca "opory" ku kolektywizacji, z aktywną młodzieżą i szkołą jako bastionem postępu. Autorzy tekstów podkreślają sukcesy (np. szybki rozwój Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej, kolonie dla setek dzieci), ale ujawniają też napięcia: bałagan administracyjny (spadek po Wronce), "dziką" pracę prywatną, chuligaństwo sabotujące sport. Te elementy służą jednak mobilizacji ("trzeba zakasać rękawy!"), a nie krytyce systemu.


wtorek, 10 czerwca 2025

Znani potomkowie chocznian - Marian Dąbrowski, przedwojenny magnat prasowy

 Na stronie adapter.pl od niedawna można obejrzeć film dokumentalny pod tytułem "Przepis na sukces. Historia największego magnata prasowego II RP" (link), który przedstawia sylwetkę i dokonania Mariana Dąbrowskiego. Dla potencjalnych widzów z Choczni istotnym powodem do zapoznania się z tym filmem może być fakt, że jego bohater był synem chocznianina Franciszka Dąbrowskiego (1839-1912), który po rezygnacji ze stanu duchownego skończył prawo, ożenił się z Apolonią Popiel i podjął pracę w galicyjskich urzędach skarbowych.

Marian Dąbrowski (1878–1958) był jedną z najważniejszych postaci polskiego dziennikarstwa i przedsiębiorczości w okresie międzywojennym. Zalożyciel „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” (IKC), stworzył największy koncert medialny w II Rzeczypospolitej, wyznaczając standardy nowoczesnej prasy. Jego życie to historia spektakularnego sukcesu, ale także dramatycznego upadku spowodowanego wojną i emigracją.

 

Źródło - wikipedia


Początki kariery

Urodzony 27 września 1878 roku w Mielcu  od najmłodszych lat musiał zarabiać na swoje utrzymanie i edukację. Ukończył gimnazjum w Mielcu, a następnie Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego (1903–1907). Początkowo pracował jako nauczyciel gimnazjalny, ale brak sukcesów w tej roli skierował go w stronę dziennikarstwa. W 1901 roku współpracował z tygodnikiem „Ilustracja Polska”, a w latach 1908–1910 był redaktorem „Głosu Narodu”. Kluczowym momentem w jego życiu było małżeństwo z Michaliną Dobijówną, której posag umożliwił mu inwestycje w prasę.

 

„Ilustrowany Kuryer Codzienny” – narodziny imperium

W 1910 roku Dąbrowski założył „Ilustrowany Kuryer Codzienny” (IKC), którego pierwszy numer ukazał się 18 grudnia 1910 roku. Gazeta, wzorowana na wiedeńskim „Kronen Zeitung”, szybko zdobyła popularność dzięki nowoczesnej szacie graficznej, bogatym ilustracjom i przystępnemu językowi. W 1912 roku IKC osiągnął nakład 40 tysięcy egzemplarzy, a przed I wojną światową – 60 tysięcy. Dąbrowski rozbudowywał swoje imperium, przejmując inne tytuły, takie jak „Nowiny” (1914) czy „Nowa Reforma” (1927), oraz tworząc oddziały terenowe w miastach takich jak Łódź, Lwów czy Warszawa. W opisie ww. filmu na stronie adapter.pl można przeczytać, że Dąbrowski nie zawsze grał czysto i wykorzystywał nawet wojskowy nasłuch do przechwytywania najświeższych informacji, by zawsze być o krok przed konkurencją. Jako pierwszy wprowadził przesyłanie zdjęć drogą radiową.

 

IKC nie tylko informował, ale także angażował się politycznie. Podczas wojen bałkańskich Dąbrowski rzucił hasło utworzenia polskiego legionu tureckiego, a w czasie I wojny światowej gazeta otwarcie wspierała ideę niepodległości, co doprowadziło do zawieszenia jej wydawania przez władze austriackie w marcu 1918 roku.

 

Rozkwit koncernu prasowego

W okresie międzywojennym IKC stał się fundamentem największego koncernu prasowego w Polsce, zatrudniającego w szczytowym momencie 1400 osób. W 1924 roku Dąbrowski uruchomił tygodnik „Światowid”, luksusowe pismo dla elit z wysokiej jakości zdjęciami, które drukowano początkowo w Wiedniu. Kolejne tytuły, takie jak „Tajny Detektyw” (1931–1934), „Na Szerokim Świecie” (1928–1939), „Raz, Dwa, Trzy…” czy „As”, przyciągały różnorodnych czytelników – od miłośników sensacji po elity finansowe. „Tajny Detektyw” zasłynął z reportaży kryminalnych, ale został zamknięty w 1934 roku pod naciskiem krytyki endeckiej i kościelnej.

 

Koncern Dąbrowskiego wydawał także dodatki tematyczne IKC, m.in. sportowe, kulturalne, kobiece, gospodarcze, a nawet metapsychiczne, odpowiadające modzie na parapsychologię. W 1927 roku siedziba koncernu przeniosła się do nowoczesnego Pałacu Prasy przy ul. Wielopole 1 w Krakowie, a wartość przedsiębiorstwa w 1932 roku szacowano na 1,5 miliona dolarów.

 

Zaangażowanie polityczne i społeczne

Dąbrowski był aktywny politycznie. W latach 1921–1935 pełnił mandat posła na Sejm, początkowo z ramienia PSL „Piast”, a później BBWR, wspierając sanację po przewrocie majowym w 1926 roku. Jako radny Krakowa i honorowy obywatel Zakopanego (1931), wspierał liczne inicjatywy społeczne. Finansował renowację Wawelu, budowę Muzeum Narodowego, Teatru Bagatela oraz badania archeologiczne na kopcu Krakusa. W Zakopanem sponsorował lodowisko, tor wyścigów i budowę zakopianki. Był także organizatorem wydarzeń sportowych, takich jak Bieg Okrężny o puchar IKC czy wyścigi samochodowe.

 

W polityce zagranicznej Dąbrowski konsekwentnie krytykował Niemcy, Rosję i Czechosłowację (w związku z aneksją Zaolzia). W 1919 roku sprzeciwiał się reformie walutowej Grabskiego, uważając ją za niekorzystną dla Galicji. Po śmierci Piłsudskiego w 1935 roku IKC zmagał się z sanacyjną cenzurą.

 

Życie prywatne i legenda

Marian Dąbrowski był statecznym konserwatystą i miłośnikiem luksusu. Co roku kupował nowy samochód, a pensje dziennikarzy w IKC dorównywały ministerialnym. Chętnie pokazywał się publicznie, fotografując się z osobistościami, takimi jak Jan Kiepura, którego chciał wydać za swoją córkę Jadwigę („Tutę”). Ostatecznie Jadwiga poślubiła playboya Romana Badię, a następnie Henryka Paschalskiego, który został dyrektorem generalnym IKC.

 

Dąbrowski dbał o swoją legendę, promując się jako wizjoner i mecenas kultury. W latach 1935–1939 był prezesem Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, fundował nagrody dla młodych artystów i wspierał Towarzystwo Operowe. Jego hojność i wpływy uczyniły go jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci II RP.

 

Upadek i emigracja

W sierpniu 1939 roku Dąbrowski wyjechał z żoną w rejs statkiem, nie wierząc w możliwość wybuchu wojny. Wiadomość o ataku Niemiec na Polskę zastała go we Francji. Pozostał bez większych środków finansowych w Nicei, a w 1941 roku przeniósł się do USA. Wojna pozbawiła go majątku, a nieudana inwestycja w fermę kur w Ameryce, prowadzona z bratem Jana Kiepury, pogłębiła jego problemy finansowe. Resztę życia spędził w ubóstwie na Florydzie, zmagając się z depresją. Utrzymywał go zięć, Henryk Paschalski, pracujący jako menedżer hotelu w Miami.

 

Marian Dąbrowski zmarł 27 września 1958 roku w dniu swoich 80. urodzin. W 1991 roku jego prochy oraz prochy żony Michaliny sprowadzono do Polski i pochowano na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Jego pamięć upamiętnia tablica na Pałacu Prasy przy ul. Wielopole.

 

Dziedzictwo

Marian Dąbrowski pozostawił trwały ślad w polskiej kulturze i mediach. Jego nowatorskie podejście do dziennikarstwa, łączące wysoką jakość edytorską z masowym przekazem, wyprzedzało epokę. IKC i jego dodatki, takie jak „Światowid” czy „Tajny Detektyw”, nie tylko kształtowały gusta czytelników, ale także dokumentowały życie międzywojennej Polski. Mimo tragicznego końca, Dąbrowski pozostaje symbolem przedsiębiorczości i ambicji, które pozwoliły mu z pozycji skromnego nauczyciela wznieść się na szczyty.

poniedziałek, 18 września 2023

"Putek, jakiego nie znacie" - walka z Józefem Putkiem na łamach „Ludu Polskiego” w latach 20. XX wieku

 

Działalność polityczna choczeńskiego wójta i posła Józefa Putka była w latach 20. XX wieku krytykowana nie tylko przez zwolenników partii chrześcijańsko-narodowych, ale także przez ludowców, których sam przecież reprezentował w Sejmie RP. Echa tej krytyki znaleźć można w tygodniku „Lud Polski”, sprzyjającym Wincentemu Witosowi, przewodniczącemu PSL Piast. Ta partia polityczna, w przeciwieństwie do PSL Wyzwolenie, w której działał Putek, miała program bardziej konserwatywny i prokatolicki. Redaktorzy „Ludu Polskiego” i anonimowi korespondenci tego pisma z Choczni stawiali Putkowi nie tylko rzeczowe zarzuty, ale także atakowali go pozamerytorycznie, opisując faktyczne i rzekome jego cechy, czy postępowanie.

Gdyby przyjąć w 100% za prawdziwe, to co pisano o Putku w „Ludzie Polskim”, to okazałby się on między innymi tchórzem i dekownikiem uciekającym przed służbą wojskową, nieudolnym muzykantem, który uczył się grać na klarnecie, by uniknąć służby na froncie, alimenciarzem, bolszewikiem, filosemitą, człowiekiem chorobliwie wścibskim i rudzielcem o posturze niewiele większej od fraka, w którym występował w Sejmie.

Oczywiście działalność polityczną Józefa Putka można różnie oceniać, dla wielu był on i jest postacią kontrowersyjną. Jednak posuwanie się przez jego ludowych oponentów do ataków ad personam świadczy o braku ich rzeczowych argumentów i bezsilności w walce ze skutecznie oddziaływującą na wyborców retoryką Putka. Zresztą tę skuteczność Putka jako trybuna ludowego, przyczyniającego głosów Wyzwoleniu kosztem Piasta,  z pewną zawiścią sami zauważają.

Już 21 lutego 1921 roku, a więc jeszcze przed wyborami, dostrzeżono kandydaturę Putka i ostrzeżono przed nim wyborców, pisząc między innymi:

Takim lisem w ludzkiej postaci jest tak zwany Putek, warchoł, wieczny kandydat adwokacki, kandydat na komisarza bolszewickiego i jedyna podpora Jasia Stapińskiego, pana na Klimkówce i wiertacza w cudzej nafcie. W okręgu wadowickim poznali się już chłopi na jego bolszewickiej robocie, szuka więc ten lis polityczny innego okręgu, gdzie go jeszcze nie znają. Tym razem chce Putek uszczęśliwić swą osobą okolice Chrzanowa. (…) W niedzielę dnia 13 b. m. zjechał Putek cichaczem do Domagalskiego do Chrzanowa i tu zrobili przy udziale 50 cierpliwych słuchaczów zgromadzenie, wybrawszy na przewodniczącego arcybigota i księżowskiego lizołapę. (…) Na tem tak licznem zgromadzeniu szkalowali wszystkich, skazując co drugiego na powieszenie. Nie zapomnieli i o żydach, jako podporze bolszewizmu. Zwymyślali każdego, ktoby myślał o odrodzeniu handlu i przemysłu, który — zdaniem ich — ma wyłącznie pozostać w rękach żydowskich, gdyż żaden Polak handlem trudnić się nie może. Zakończyli zaś ten „wiec” rezolucją, według której Putek ma być polskim premjerem na miejscu Witosa, a Domagalski ministrem skarbu.

Natomiast 10 kwietnia 1921 roku anonimowi „chłopi z Choczni” tak przedstawiali życiorys Putka na łamach wyżej wymienionego pisma:

P. Putek, pomimo młodego wieku, ma już za sobą przeszłość bardzo burzliwą. Jadł chleb z niejednego pieca, wszelakiego szczęścia próbował i niejednego rzemiosła się uczył. W pierwszej młodości, za czasów studenckich, trudnił się kolportażem „Przyjaciela Ludu“, potem zadarł z władzami szkolnemi i wyleciał za to ze szkoły, jak to mówią — na łeb, na szyję! Wreszcie stał się stałym naganiaczem Stapińskiego (wydawcy Przyjaciela Ludu i przywódcy PSL Lewica – uwaga moja) i w tym „fachu" pracował dość długo, bo aż do wybuchu wojny. W czasie ogólnej mobilizacji w r. 1914 zamiast iść do wojska lub do legjonów wstąpić — jak ta wielu jego kolegów uczyniło — przebrał się w skórkę tchórza i schował się gruntownie w swojej wsi Choczni, wydreptawszy wpierw w starostwie i gminie synekurę pisarza gminnego. W ten sposób dzisiejszy poseł, wówczas młodzieniec dwudziestokilkuletni, „zadekował się” odważnie przed wojskiem — wtedy, gdy krew przelewali jego rówieśnicy, ludzie siwi i ojcowie rodzin. Razu pewnego dowiedział się skądś p. Putek (on ma zawsze dobry węch), że może być krucho z jego sekretarstwem, a nawet mógłby być przeniesiony z frontu wadowickiego na inny (o zgrozo!) odcinek wojenny, gdzie głośno strzelają i dziurawią ludzkie ciała. Taki los się p. Putkowi nie uśmiechał, odwagi nijakiej w sobie nie czuł, na wspomnienie o wojsku i karabinie dostawał t. zw. „wielkiej choroby”, więc zdecydował się na pomysł genjalny, godny zaiste tylko Putka. Jeśli już mam iść do wojska — pomyślał z goryczą w sercu —to niechże przynajmniej idę do muzyki, poczem zrobił silne postanowienie wyuczenia się gry na klarnecie. Ponieważ jednak klarnetu nie posiadał, a gotówka się go stale nie trzymała — pobiegł „w dyrdy" do pewnego aptekarza w Wadowicach, prosząc go na wszystkie świętości, aby mu wypożyczył klarneta. Aptekarz na razie nie chciał się zgodzić, ale widząc łzy w oczach Patka — zmiękł; od tego czasu p. Putek zaawansował na lirnika i wyrabiał w sobie powoli muzykalne zdolności. Wprawdzie mieszkańcy Choczni nie poznali się nigdy na jego muzycznych zdolnościach, chociaż im codziennie bezpłatnie serenady wygrywał, ale za to okoliczne psy na dźwięk jego klarnetu przeraźliwie wyły, a dzieci robiły taki harmider, że nawet później, gdy przestał grać i klarnet trzymał — „wszystkim się zdawało, że to Putek gra jeszcze, a to echo grało...”. Edukacja była jednak bezcelowa, grać się bowiem nie nauczył, ale i do wojska nie poszedł. Za to lekcja gry na klarnecie przydała mu się bardzo w Warszawie, gdzie, jak wiadomo, Putek posłuje. Tam to obecnie popisuje się znowu, w braku klarnetu, który musiał oddać, dzwonkiem, piszczałką, gwizdkiem, przed obliczem Sejmu. Słuchy dochodzą, że ma nawet zamiar stworzyć specjalną orkiestrę sejmową, w której zostanie dyrygentem, czy nawet kapelmistrzem, ku chwale jego wyborców, Sejmu i ojczyzny. Jakiego fachu chwyci się jeszcze w swojem życiu p. Putek — Bóg raczy wiedzieć, bo już prawie że wszystkiego się uczył, choć nie wiele umie. W każdym razie skończy „wysoko", a być też może, że się znajdzie jaki wielbiciel jego wszechstronnego talentu, ćo uwieczni jego imię i przekaże historji, „braciom na otuchę". Szkoda tylko, że H. Sienkiewicz nie żyje, bo miałby temat do świeżej nowelki p. t.: „Putek muzykant”. A ta chwała p. Putkowi bezsprzecznie się należy.

Należy docenić błyskotliwość i złośliwość tego tekstu, ale też wiedzieć, że Putek sekretarzem gminy Chocznia był już przed wojną, podobnie jak muzykiem – członkiem orkiestry gimnazjalnej, a w czasie I wojny światowej donosy, że unika służby w armii austriackiej, słał do władz jego przeciwnik z Choczni - Tomasz Bursztyński - emerytowany żandarm ck. Sprawdziło się też wyrażone wyżej przeczucie, że Putek daleko zajdzie (bo aż do ministerialnych gabinetów).

19 czerwca tego samego roku podobne zarzuty powtórzono, tym razem w formie wierszowanej pod tytułem „Putek z klarnetem”:

Dzisiaj wam, moi mili czytelnicy,

Opowiem rzeczy, o których nie wiecie,

Lecz to musicie trzymać w tajemnicy,

By nie rozeszła się ta wieść po świecie...

.Bo by pan Putek, „bohater z Tamowa",

Pęknął ze złości — i heca gotowa...

On już przeróżne koleje przechodził:

„Przyjaciel Ludu" za młodu sprzedawał,

A Jaś Stapiński robił mu nadzieje,

Że będzie z niego... polityka kawał.

I tak mu przyszłość śniła się świetlana

Pod opiekuńczą dłonią pana Jana

A potem w Choczni był pisarzem gminnym,

Tam też przeróżne robił interesu,

A choć cyganił -— był zawsze niewinnym,

Bo miał spryt koci, a zmysł, jak u biesa.

Dobrze mu było, bo blagować umiał,

A nikt się na nim w Choczni nie rozumiał,..

Lecz i to rzucił i pomyślał sobie:

Co ja tu będę prostej służył gminie,

Lepszą w starostwie karjerę zrobię,

Tam więcej zysku do kieszeni wpłynie...

No i pan Putek z gminnego pisarza

Zasiadł w starostwie w krześle sekretarza.

Sekretarz przecież ma znaczenie w mieście,

Lecz i dla znacznych jest chwila przeklęta.

A że się kochał tam w pewnej niewieście,

Płacił jej, biedak, za to alimenta,

Bo, trudna rada... przyjemności chwilka...

Lecz, że wilk nosił — ponieśli i wilka...

Ale to wszystko furda, mości panie,

Co alimenta... zapłacę i basta.

Ale tu wojna — wszystko na wulkanie-—

Idą do wojny i wioski, i miasta,

Blady strach przejął Putka do żywego,

Bo się bał frontu, jak czart święconego.

Więc co tu robić... myśli mu się mnożą,

Aże wymyślił na ostatku przecie —

i do muzyki poczuł iskrę bożą —

A więc zaczął się uczyć... na klarnecie,

Ażeby nie iść w ten wir walki dziki,

Więc do wojskowej chciał wstąpić muzyki...

To nie są żarty, prawda oczywista,

Bo to tchórz straszny z tego pana Putka —

Lecz dziś jest posłem i z tego korzysta,

Bo kogo może — wystrychnie na dudka...

Jest ekonomem Jasia Stapińskiego,

Razem z nim skórę drze z chłopa biednego-,

Jeszcze wam dużo opowiem nowości,

Bo do pisania chęć mnie wielka bierze,

A chociaż Putek będzie klął ze złości —

Ciąg dalszy będzie w następnym numerze...

Nowością są tu zarzuty alimentacyjne, na które pewne światło rzuca dopisek w akcie chrztu Tadeusza, urodzonego w 1919 roku syna choczeńskiej nauczycielki, o brzmieniu „pater putativus Joseph Putek” (przypuszczalny ojciec Józef Putek).

W wydaniu z 8 października 1922 roku odbył się w „Ludzie Polskim” sąd nad Putkiem, określanym jako szkodnik:

Jednym z takich nałogowych rozbijaczy i zboczonych polityków jest w pow. wadowickim p. Putek, młodzieniaszek o ciemnej i burzliwej przeszłości, nieokiełzanej naturze i malej wartości moralnej. Już młodzieńcem będąc, miał rogatą duszę, więcej się oddawał polityce, niż nauce, to też ze szkoły został przepędzony. Nic ze szkoły nie wyniósł, ani się nie nauczył - pozostał t. zw. „rozpapranym" czy żelaznym studentem, stając się ciężarem biednych rodziców, a utrapieniem rodziny. Miernie od natury uposażony, mało co większy od fraka, w którym między chłopami paraduje, o twarzy lisa, który czycha na ofiarę — ma jednak, jak to mówią, „pysk wykuty", to też po tchórzliwem ukrywaniu się w czasie wojny, pokazał się jak mysz z dziury na widownię z chwilą powstania Polski i odrazu zakandydował podczas wyborów do Sejmu w r. 1918 i posłem wybrany został. W Warszawie wstąpił od razu do grupy Stapińskiego, jako „radykalny" ludowiec i działalność swoją rozpoczął od walki z piastowcami, ze zdrowym rozsądkiem i ze wszystkimi, co nie po studencku myśleli. —Poza tem walczył na zęby i noże z duchowieństwem, o czem jedynie w Sejmie gadał, sympatyzował jawnie z bolszewikami, a żydom gdzie i jak mógł, szedł na rękę. Sławna była swego czasu jego interpelacja w Sejmie  „z powodu, ograniczenia praw żydowskich w Polsce", na której podpisali się sami Żydzi i jeden jedyny Polak, p. Putek. Oczywiście, że na to, co robi p. Putek nie patrzą się dobrze jego wyborcy, to też w powiecie wadowickim utracił zupełnie grunt pod nogami i karjera jego jest, właściwie w tym powiecie skończona.

Ta skończona kariera zaowocowała w kolejnych wyborach z 1928 roku poparciem w Choczni 75% wyborców i zwycięstwem  między innymi w Rzykach (81,6% głosów), Barwałdach, Radoczy, Wieprzu, Ponikwi, Głębowicach, Sułkowicach, Tarnawie i Zembrzycach. Putek był już wtedy od 8 lat doktorem praw, a nie wiecznym studentem i mieszkał w Choczni we własnym domu, utrzymując schorowaną matkę (a nie odwrotnie).

23 marca 1924 roku ponownie wyciągnięto na światło dzienne między innymi sprawę domniemanych alimentów i zarzucono Putkowi nadmierne wścibstwo wobec kolegów posłów ludowych:

Niejaki Józef Putek od Wadowic, naprzód pisarz gminny, wójt w Choczni, potem wyzwolony kandydat adwokacki, a wreszcie z łaski swej dość tęgo wykłapanej jadaczki także i poseł, miewa dość często dziwne skłonności do szpiclowania swoich kolegów sejmowych i węszenie po Sejmie, co też który z posłów, przede wszystkiem z Piastowców, jada, gada, jak się goli, kicha, spełnia swe naturalne potrzeby itp. Ponieważ zaś przy tych wszystkich „czynnościach" ma zwykle niesamowity wygląd rozgorzałego z namiętności i wściekłości sadysty, wszyscy posłowie unikają jak mogą Putka, woląc w każdym razie spotkać na swej drodze wściekłego psa czy inne obrzydłe zwierzę. (…) Może i Putek wścibić swój nos, a nawet całą rudą głowę jeszcze do innego dyskretnego saloniku, z którego posiłkując się, może i Putek dokonać owego „masarzu" i „manikirów", o które tak zazdrośnie p. Cielucha (posła PSL Piast – uwaga moja) posądzał. Korzyści z tego będzie wiele. Naprzód dogodzi swym wybujałym i zwierzęcym namiętnościom, po tem „masarzowaniu” przybierze koloru jeszcze więcej bronzowego, z którym mu ponoć tak do twarzy — ponadto ów „masarz” zastąpi mu wodę kolońską i francuskie mydełko, których przecie jako wiecznie wyfrakowany „dżentelmen" używa. Przez to będzie mógł zaoszczędzić bardzo dużo miljonów na spłacenie alimentów, bowiem pod tym względem jest Putek, jak słychać nigdy niewypłacalnym.

Wreszcie 15 kwietnia 1926 roku Józef Kołodziej tak kreślił sylwetkę przeciwnika politycznego:

Syn praczki z Choczni, z nędzą się borykał,

Był często w biedzie, wie co znaczy smutek,

Dziś chłopów, księży, nie cierpi radykał.

Żydów miłuje za to — rudy Putek.

Dla pełnej jasności warto dodać, że i Putek nie pozostawał dłużny wobec swoich oponentów politycznych, używając podobnych chwytów, co i oni. Te polemiki wykraczają jednak poza obszar zainteresowania historią chocznian i Choczni.

czwartek, 24 sierpnia 2023

O działaczu Stefanie Słyszu w relacjach „Głosu Nowej Huty”


 21 października 1945 roku pochodzący z Przemyśla podporucznik Stefan Słysz (ur. 1916) poślubił w Choczni Irenę Małgorzatę Porębską, córkę rzeźnika Ludwika Porębskiego i Balbiny z domu Zając. Rok później Słyszowie ochrzcili w Choczni córkę Ewę Balbinę, a ich następne dziecko – syn Tomasz – urodził się w Wadowicach, gdzie Stefan Słysz był członkiem miejscowej Rady Narodowej. Na początku lat 50. Słysz rozpoczął pracę na budowie Nowej Huty i według relacji prasowych był tam ważnym działaczem społecznym i politycznym.

Jak wynika z artykułu Zdzisława Furgała „50 lat Walcowni Gorącej Blach” zamieszczonego w tygodniku „Głos” przodownik pracy Stefan Słysz był między innymi organizatorem bicia rekordu murarskiego przez Piotra Ożańskiego, który zamierzał ułożyć ponad 50.000 cegieł w ciągu 8 godzin. Warto tu dodać, że Ożański był pierwowzorem postaci Mateusza Birkuta w filmie Andrzeja Wajdy „Człowiek z marmuru”. Według Furgała w 1956 roku Słysz był brygadzistą załadunku blach w nowohuckiej walcowni, otwartej uroczyście rok wcześniej.

„Głos Nowej Huty” z 11 stycznia 1958 roku informował natomiast, że walcownik Stefan Słysz był kandydatem Frontu Jedności Narodu na radnego Dzielnicowej Rady Narodowej w Nowej Hucie w okręgu wyborczym numer 12. O tym, że został radnym, świadczy jego odezwa w „Głosie Nowej Huty” z 10 maja tego samego roku, gdzie jako działacz sekcji kontroli Akcji Sanitarno-Porządkowej apelował o doprowadzenie do należytej czystości hal produkcyjnych, magazynów, sklepów, stołówek, restauracji i warsztatów, ponieważ nierzadkie przypadki zaśmiecania miasta, deptania trawników, niechlujstwa w sklepach i zakładach zbiorowego żywienia oraz brudu w przedsiębiorstwach produkcyjnych mogą źle wpłynąć na współzawodnictwo w czystości z Gdańskiem.

W numerze „Głosu” ze stycznia 1959 roku informowano, że towarzysz Stefan Słysz wziął udział w naradzie roboczej Walcowni Ciągłej Blach na Gorąco z udziałem I sekretarza Komitetu Fabrycznego PZPR i poruszał na niej sprawę mieszkań dla robotników oraz zaopatrzenia Nowej Huty w artykuły żywnościowe.

W wydaniu z 17 lipca 1959 roku sylwetkę Słysza wraz z jego zdjęciem zamieszczono w rubryce „Ludzie Piętnastolecia”. Można przeczytać tam, że był on postacią bardzo znaną wszystkim mieszkańcom Nowej Huty. Przed podjęciem pracy w Walcowni Blach Gorących pracował  najpierw jako kierownik zetempowskich brygad pracy, a później zarządzał hotelem robotniczym na Czyżynach. Zakładał pierwsze w Nowej Hucie koła Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, Ligi Przyjaciół Żołnierza oraz organizował klub sportowy „Budowlani”. Przez cztery lata był przewodniczącym Komitetu Frontu Narodowego, a przez lat 9 nowohuckim radnym dzielnicowym, a jego interwencje w sprawach potrzeb mieszkańców niejednokrotnie przynosiły pożądane rezultaty. Chętnie miał wspominać czasy, gdy w szeregach I Armii Wojska Polskiego (6. Pomorskiej Dywizji Piechoty – uzupełnienie moje) brał udział w walkach o wyzwolenie spod okupacji  i był świadkiem ogłoszenia Manifestu PKWN w Lublinie. Posiadał już wówczas aż 21 różnego rodzaju odznaczeń, w tym Złoty Krzyż Zasługi, nadany mu w 1953 roku.

 Według „Głosu” z 12 czerwca 1965 roku Stefan Słysz ponownie został wybrany radnym, tym razem jako już nie walcownik, ale prezes Spółdzielni Usług Przyzakładowych „Hutnik”. Jak wynika z artykułu z 12 sierpnia 1967 roku, spółdzielnia ta zajmowała się we współpracy z naukowcami w wytwarzaniu ubrań ochronnych dla hutników.

4 kwietnia 1969 roku życiorys Stefana Słysza i jego zdjęcie znalazły się w rubryce „Głosu” zatytułowanej „Ludzie 20-lecia”. Z niepublikowanych we wcześniejszych relacjach faktów można wymienić, że:

- ukończył kurs Centralnej Szkoły ZMP w Otwocku i w kwietniu 1950 roku otrzymał kierownictwo 51, brygady Związku Młodzieży Polskiej w Nowej Hucie,

- jego brygada budowała w NH osiedla: Willowe, Wandy i Na Skarpie oraz Zakłady Betoniarskie i Żelbetowe w Łęgu,

- po rozwiązaniu brygad ZMP w 1951 roku został kierownikiem hotelu pracowniczego, w którym mieszkało 5.500 osób, a obiekt ten posiadał własną stołówkę, kino i posterunek milicji,

- w spółdzielni „Hutnik” (wtedy Spółdzielni Inwalidów) pracował od 1960 roku,

- oprócz PZPR działał we Froncie Jedności Narodu i Komitecie Obrońców Pokoju.

28 czerwca 1969 roku „Głos” donosił, że Stefan Słysz, pionier budownictwa Nowej Huty, aktywny działacz partyjny i społeczny, został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Z kolei przy okazji artykułu wspomnieniowego o dziejach nowohuckiej prasy wymieniono Stefana Słysza w gronie stałych korespondentów „Głosu”, a w wydaniu z 23 marca 1974 roku wśród aktywnych członków ZBoWiD-u.

Stefan Słysz zmarł 4 stycznia 1982 roku. Spoczywa na krakowskim Cmentarzu Grębałów.

Publikacje na temat Stefana Słysza ukazywały się także w „Echu Krakowa”.


poniedziałek, 5 czerwca 2023

O galicyjskiej Choczni w austriackiej prasie

 Wśród dokumentów przechowywanych w Austriackiej Bibliotece Narodowej znalazłem ponad 200 artykułów prasowych dotyczących Choczni, opublikowanych w latach 1854-1918 przez 36 czasopism w języku niemieckim z Wiednia, Salzburga, Grazu, Linzu, Wels i Villach. Jest to dość znacząca liczba, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Chocznia była małą miejscowością na obrzeżach zainteresowania dziennikarzy z cesarskiej stolicy i innych większych miast Austrii. Trzeba też dodać, że o sprawach choczeńskich częściej informowała polskojęzyczna prasa ze Lwowa i z Krakowa.

Niektóre z ważniejszych wydarzeń związanych z Chocznią, które znalazły się na łamach austriackiej prasy to:

- 1854 przekazanie przez Gminę Chocznia 5640 florenów na pożyczkę państwową,

- 1867 ostatnia epidemia cholery w Choczni,

- 1890 zakwaterowanie wojsk austriackich w Choczni po manewrach wojskowych,

- 1893 uruchomienie przystanku kolejowego dla pasażerów,

- 1909 kradzież z kościoła w Choczni,

- 1910 budowa szkoły w Choczni,

- 1916 uruchomienie towarowego przystanku kolejowego.

Wśród mieszkańców Choczni, którzy pojawili się na łamach ww. prasy można wymienić między innymi:

- wójta Józefa Czapika, jako przywódcę delegacji chłopskiej podczas uroczystości pogrzebowych Adama Mickiewicza na Wawelu (1890), jako odznaczonego przez cesarza (1898) i składającego podziękowanie do władz wojskowych,

- księdza proboszcza Józefa Komorka w związku z otrzymaniem odznaczenia od papieża (1890) i zgonem (1895),

- księdza proboszcza Józefa Dunajeckiego, jako notariusza dekanatu (1910),

- Antoniego Styłę, jako polityka, aresztowanego za działalność i domagającego się publicznego procesu,

- Władysława Widlarza, jako sprawcę wypadku kolejowego,

- Georga (Jerzego) Silbigera, jako właściciela firmy Handel Towarów Mieszanych,

- Jana Gazdę, jako skazanego za uchylanie się od służby wojskowej,

- Simona Rosenberga, jako ochotnika do służby w armii c.k. na jeden rok.

W analizowanym okresie najczęściej pisały o Choczni następujące tytuły:

  • Wiener Zeitung – w 33 numerach,
  • Correspondenz-Blatt für den Katholischen Klerus Österreichs – w 19 numerach,
  • Neues Wiener Tagblatt – w 10 numerach.

Najważniejsze tematy poruszane w tych wzmiankach prasowych dotyczyły:

  • kolejnictwa (34), w tym szczególnie wysokości cen biletów ze stacji i do stacji Chocznia (19), a także m.in. otwarcia przystanku osobowego w Choczni w 1893 roku (3) i otwarcia przystanku towarowego w 1916 roku (8),
  • spraw kościelnych (25), w tym szczególnie przenosin księży wikariuszy z Choczni i do Choczni (20),
  • chorób i epidemii (24), w tym szczególnie świerzbu u koni (1918) ,a  także pryszczycy u bydła w 1891 roku (5) oraz w 1915 roku (6), czy epidemii cholery w 1867 roku,
  • spraw wojskowych (15), w tym szczególnie strat dotyczących żołnierzy z Choczni w czasie I wojny światowej (9),
  • spraw sądowych (11), w tym szczególnie licytacji sądowych (7), ale także np. rejestracji przedsiębiorstw (1), sprawy karnej (1), czy przesłuchania publicznego (1),
  • przestępstw i wykroczeń (5) -  sprawy politycznej, drogowej, kradzieży kościelnej, uchylania się od służby wojskowej, czy osób transpłciowych (!),
  • spraw szkolnych (4) – w tym informacja o budowie szkoły w Choczni w 1910 roku oraz o niepłaceniu przez kilka miesięcy pensji jednej z nauczycielek (1895),
  • spraw pocztowych (3),
  • odznaczeń i wyróżnień (3) – dla księży Komorka i Dunajeckiego oraz wójta Czapika.

----

Lista tytułów prasowych wraz z latami, w których zamieszczały one wzmianki o Choczni:

Augustinus 1903

Correspondenz-Blatt für den Katholischen Klerus Österreichs 1887, 1890, 1891, 1891, 1893, 1893, 1894, 1895, 1895, 1895, 1896, 1898, 1900, 1900, 1906, 1907, 1910, 1910, 1916

Illustrierte Kronen Zeitung 1914, 1914

Wiener Allgemeine Zeitung 1893, 1896, 1897, 1898, 1899, 1905, 1916

Das Vaterland 1896, 1897, 1898, 1899, 1905

Die Presse 1867, 1890, 1893, 1896

Grazer Tagblatt 1916

Salzburger Kirchenblatt 1855

Deutsche Zeitung 1916

Reichpost 1895

Linzer Volksblatt 1912

Wiener Zeitung 1854, 1854, 1887, 1889, 1889, 1891, 1891, 1891, 1891, 1891, 1893, 1896, 1898, 1898, 1899, 1904, 1905, 1915, 1915, 1915, 1915, 1915, 1915, 1915, 1916, 1918, 1918, 1918, 1918, 1918, 1918, 1918, 1918

Grazer Volksblatt 1915

Österreichische Volks-Zeitung 1914

Neues Fremden Blatt 1867, 1867

Neuigkeits Welt Blatt 1890, 1898, 1898, 1898, 1898, 1906, 1908, 1909

Arbeiter Zeitung 1895

Neues Wiener Tagblatt 1890, 1896, 1896,1898, 1898,1899, 1905, 1914, 1914, 1915

Neues Wiener Journal 1899, 1905

Fremden Blatt 1915, 1916

Die Zeit 1916

Neue Freie Presse 1897, 1905, 1915

Polen - Wochenschrift für polnische Interessen 1915

Die Arbeit 1905

Österreichische Monatsschrift für den öffentlichen Baudienst 1910

Grazer Tagblatt 1915

Illustriertes Wiener Extrablatt 1916

Deutsches Volksblatt 1905, 1909

Welser Zeitung 1909

Der Kamerad 1867

Illustrierte Zeitung 1867

Drogisten Zeitung 1891

Wiener Medizinische Wochenschrift 1867

Volksblatt für Stadt und Land 1916

Süddeutsche Post 1867

Arbeiterwille 1915