Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nekrolog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nekrolog. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 stycznia 2026

Piotr Żak - zasłużony weteran armii austriackiej

W XIX wieku żaden chocznianin nie doczekał się tak obszernego pośmiertnego wspomnienia na łamach prasy, jak mało komu w Choczni znany Piotr Żak.

Ten weteran armii austriackiej został pochowany 9 czerwca 1887 w austriackiej miejscowości Fürstenfeld (w Styrii przy granicy z Burgenlandem), o czym donosiło pismo "Der Veteran" z 20 czerwca 1887.

Autor artykułu podaje, że Żak urodził się w Chocni w Galicji w 1817 roku. W rzeczywistości przyszedł on jednak na świat 18 maja 1818 roku, jako syn Jana Żaka i Heleny Żak z Gaczołów.

W wieku 20 lat, czyli w 1837 roku, Piotr Żak rozpoczął służbę wojskową w 5. Pułku Szwoleżerów. W przeciwieństwie do ówczesnych rekrutów z Choczni nie służył więc w piechocie, lecz w lekkiej formacji konnej, której zadaniem było rozpoznanie, patrole, pościgi, czy osłona flank.

Służba wojskowa Żaka nie przypadła wyłącznie na czas pokoju - brał on udział w kilku bitwach i potyczkach. W 1848 roku, podczas walk z węgierskimi powstańcami pod Komarnem, jego oddział bronił zajętej placówki ostrzeliwanej przez 7 baterii artyleryjskich. Nie zważając na własne życie utrzymywał się na placu boju, mimo że krwawił z 16 lekkich ran. Po dotarciu odsieczy przewieziono go nieprzytomnego do szpitala polowego. Za ten odważny czyn został odznaczony Srebrnym Medalem za Odwagę Pierwszej Klasy.

Po zwolnieniu ze służby przez 35 lat pracował jako portier w lokalnej fabryce tytoniu w Fürstenfeld, ku pełnemu zadowoleniu przełożonych. Jak napisano we wspomnieniu tego starego żołnierza charakteryzowały uczciwa postawa, niezwykłe poczucie obowiązku, surowość i szczerość.

Udzielał się w lokalnym stowarzyszeniu weteranów, które było jego rodziną, a wszyscy jego członkowie jego braćmi, zawsze pozdrawiał przyjaciół słowami: „Niech Bóg was błogosławi, wszyscy moi drodzy towarzysze”.

Z innych źródeł wiadomo, że Żak poślubił Austriaczkę Elisabeth Maurer, ale być może to małżeństwo nie trwało długo, skoro za rodzinę uważał stowarzyszenie weteranów. Tym bardziej, że postanowił je także uczynić swoim spadkobiercą. Nie został nim nikt z jego rodziny w Choczni - według artykułu nie widział brata od około 40 lat i od tego czasu nie miał żadnych wieści z rodzinnej Choczni. Nie wiedział więc, że w 1887 roku żyły jeszcze dwie jego siostry - Zofia Łopata i Magdalena Bandoła.

Spadek po Żaku nie zawierał wielkich skarbów - w testamencie rozdał swoje ubrania i biżuterię towarzyszom, zastrzegając jednocześnie, że po zakupieniu nagrobka pozostała część jego środków pieniężnych powinna zostać przekazana lokalnemu stowarzyszeniu weteranów. Ostatecznie kwota ta wyniosła około 60 florenów.

Ponieważ Piotr Żak był powszechnie znany w Fürstenfeld i bardzo popularny we wszystkich kręgach lokalnej społeczności, to na jego pogrzeb przybyli nie tylko weterani z muzyką i flagami, ale również liczni mieszkańcy, urzędnicy oraz w komplecie straż zakładowa z fabryki, w której pracował, by towarzyszyć mu aż do grobu.

Po opuszczeniu trumny, przykrytej wieloma wspaniałymi wieńcami, w głąb grobu, przewodniczący stowarzyszenia weteranów, pan Florian Wiefler, wygłosił mowę pogrzebową, podkreślając zasługi tego dzielnego żołnierza, wiernego sługi i godnego weterana, i oddając mu hołd pamięci tych, którzy pozostali. Niejeden stary żołnierz, który w chaosie bitwy często był otoczony setkami ciał i myślał, że zapomniał, jak płakać, miał w tym momencie łzy w oczach; płynęły z powodu człowieka, który w pełni zasłużył na to zaszczytne wyróżnienie. Spoczywaj w pokoju.

poniedziałek, 10 stycznia 2022

Wspomnienie o Henryku Bąku

 Miesięcznik "Chrześcijanin" - organ prasowy Kościoła Zielonoświątkowego w Polsce - w numerze 9/10 z 2004 roku zamieścił wspomnienie Henryka Kowalińskiego, pastora zboru "Betezda" w Szczecinie, o pochodzącym z Choczni Henryku Józefie Bąku:

Brat Henryk Józef Bąk urodził się 2 lutego 1934 r. w Choczni (powiat Wadowice), jako drugi z czterech braci. Jego rodzice, Stanisław i Stanisława Bąkowie1, byli ludźmi wierzącymi i należeli do zboru „Betania" w Szczecinie. W wieku 24 lat, 10 sierpnia 1958 r. Henryk został ochrzczony przez śp. prezb. Teodora Maksymowicza i stał się członkiem zboru szczecińskiego. Mój bliższy kontakt z Bratem Henrykiem nawiązał się, kiedy to po moim pierwszym kazaniu w zborze „Betania" Brat Henryk podszedł do mnie po zakończeniu nabożeństwa, z radością na twarzy podziękował mi za zwiastowane Słowo i życzył Bożego błogosławieństwa. Było to dla mnie szczególną zachętą do usługiwania Słowem. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że Brat Henryk w taki sposób dodawał otuchy każdemu, kto był angażowany w służbę dla Boga. Kiedy w grudniu 1998 r. w prawobrzeżnym Szczecinie powstawał zbór „Betezda", Brat Henryk wraz z żoną był jednym z pionierów, którzy odważnie podjęli wyzwanie zwiastowania Dobrej Nowiny w nowej społeczności. Dziś wspominam go jako człowieka miłującego Boga i Jego Słowo, człowieka pieśni i uwielbienia. Każde nasze wspólne spotkanie, każda zborowa społeczność stołu była błogosławiona przez jego usługę pieśnią. Kochał swojego Pana i kochał śpiewać na Jego chwałę. Śpiewał w chórze, był również kantorem na uroczystościach pogrzebowych. Wspominam Brata Henryka jako człowieka modlitwy, który w zborze, w domu i w pracy gorliwie modlił się, dziękując Bogu za łaskę okazaną mu w Panu Jezusie Chrystusie. Modlił się o swoją rodzinę, o pracodawców i o naszą wspólnotę wyznaniową. Jak refren w jego modlitwach przewijały się zdania: „Przyjdź, Królestwo Twoje", „Przyjdź, Panie Jezu". Pan Jezus przyszedł i zabrał go do siebie 20 marca 2004 r., w jedenastym dniu jego pobytu w szpitalu. Brat Henryk pozostawił żonę Krystynę, dwoje dzieci: Elżbietę i Andrzeja, wnuczęta: Sandrę i Adama, oraz najstarszego brata Czesława. Wspominam Brata Henryka także jako człowieka pełnego pokory i cichości. Obdarzał szacunkiem wszystkich, zarówno starszych, jak i młodszych. Z jego ust nie słyszałem słów narzekania, a raczej słowa dziękczynienia i zachęty. Służył do końca - Bogu i nam. Niezapomniana pozostanie jego służba zbierania kolekty w naszym zborze. Był prawym człowiekiem. Kiedy ostatni raz, zanim utracił przytomność, mogliśmy rozmawiać ze sobą w szpitalu, Brat Henryk z wielką serdecznością mówił o całej naszej społeczności. Z radością śpiewał Bogu na chwałę i modlił się, ciesząc się, że jest dzieckiem Bożym. Pogrzeb brata Henryka Bąka odbył się 24 marca. Po nabożeństwie żałobnym w kaplicy szpitala w Zdunowie, odbył się pogrzeb na cmentarzu w Dąbiu. Zgromadził on około 150 osób. Oprócz najbliższej rodziny byli koledzy z pracy, przyjaciele oraz członkowie zboru w Policach oraz obu zborów szczecińskich. Pogrzeb prowadzili pastorzy Stefan Archutowski i Henryk Kowaliński. Modlitwą nad grobem usłużył pastor Stefan Lewandowski, a śpiewem kierowali bracia Henryk Nowosad i Romuald Zabłocki. Dziś, pogrążeni w smutku rozstania, z pewnością w naszych sercach wierzymy, że jego duch jest u Boga, którego miłował całym sercem. I mamy pewność, że ten sam Jezus, który przyszedł i zabrał Brata Henryka do siebie, przyjdzie, aby zabrać i nas. Drogi przyjacielu, czy jesteś gotowy na spotkanie z Jezusem?

1 Rodzicami Henryka Józefa Bąka byli Stanisław Bąk (1909-1984) i Stanisława Bąk z domu Góralczyk, urodzona w 1912 roku w Choczni.

poniedziałek, 1 listopada 2021

Dawne nekrologi

 Kilka przykładów dawnych nekrologów byłych mieszkańców Choczni:

Nekrolog z 1911 roku zamieszczony w rocznym sprawozdaniu Prywatnego Wyższego Gimnazjum Żeńskiego w Krakowie:

Więcej na jego temat w artykule "Chocznianin w "Zmorach" Zegadłowicza".

----
Nekrolog z "Ilustrowanego Kuriera Codziennego" wydanie z 30 grudnia 1914 roku:


Szymon Dąbrowski (recte Balon) urodził się 8 października 1863 roku w Choczni Jako syn Franciszka i Rozalii z Janikowskich.
----

Nekrolog zamieszczony w "Polonia revue" nr 9 z 1917 roku:


Zmarły Michał Kręcioch urodził się 21 września 1889 roku w Choczni, jako syn Tomasza i Ludwiki z domu Styła. W czasie I wojny światowej zaciągnął się do polskiego Legionu Bajończyków we Francji i wziął udział w bitwie z Niemcami pod Arras-Carency w 1915 roku, w której został ranny w nogę. Po pobycie w szpitalu wstąpił do Legii Cudzoziemskiej.
----
Zygmunt Bernacik, urodzony w 1902 roku w świętokrzyskim Klimontowie, był choczeńskim rzeźnikiem, zamieszkałym od 1927 roku pod numerem 103. Bywał również nazywany "Grosikiem". Na szyldzie jego sklepu widniał tylko inicjał imienia i nazwisko "Z. Bernacik", stąd  w świadomości części chocznian jego imię i nazwisko zlewało się w jedno słowo "Zbernacik", określające miejsce, w którym zaopatrywali się w mięso.
----
"The Taunton Daily Gazette" z 27 listopada 1974 roku:


Zmarła w szpitalu Union Hospital w East River w Massachusetts Agnieszka (Agnes) Moskal z domu Cap, zamieszkała w Berkley przy Bayview Avenue 119, była wodwą po Janie (Johnie) Moskalu.
Urodziła się w 19 stycznia 1895 roku w Choczni na Zawalu, jako córka Jana Capa i jego żony Magdaleny z domu Kręcioch (w tekście błędnie jako Krenchuk). Do Berkley przeprowadziła się z Fall River w 1928 roku i prowadziła tam wraz z mężem niewielką farmę mleczną. Pozostawiła po sobie trzech synów: Stanley'a (Stanisława), Franka i Johna oraz dwie córki- Annę Chodkowski i Celię Kenney. Dwadzieścia dni wcześniej zmarł jej najstarszy syn Paul. W nekrologu wymieniona jest także siostra zmarłej, mieszkająca w Choczni żona Józefa Malaty, której imię podano błędnie (powinno być Aniela, a nie Frances/Franciszka).