W XIX wieku żaden chocznianin nie doczekał się tak obszernego pośmiertnego wspomnienia na łamach prasy, jak mało komu w Choczni znany Piotr Żak.
Ten weteran armii austriackiej został pochowany 9 czerwca 1887 w austriackiej miejscowości Fürstenfeld (w Styrii przy granicy z Burgenlandem), o czym donosiło pismo "Der Veteran" z 20 czerwca 1887.
Autor artykułu podaje, że Żak urodził się w Chocni w Galicji w 1817 roku. W rzeczywistości przyszedł on jednak na świat 18 maja 1818 roku, jako syn Jana Żaka i Heleny Żak z Gaczołów.
W wieku 20 lat, czyli w 1837 roku, Piotr Żak rozpoczął służbę wojskową w 5. Pułku Szwoleżerów. W przeciwieństwie do ówczesnych rekrutów z Choczni nie służył więc w piechocie, lecz w lekkiej formacji konnej, której zadaniem było rozpoznanie, patrole, pościgi, czy osłona flank.
Służba wojskowa Żaka nie przypadła wyłącznie na czas pokoju - brał on udział w kilku bitwach i potyczkach. W 1848 roku, podczas walk z węgierskimi powstańcami pod Komarnem, jego oddział bronił zajętej placówki ostrzeliwanej przez 7 baterii artyleryjskich. Nie zważając na własne życie utrzymywał się na placu boju, mimo że krwawił z 16 lekkich ran. Po dotarciu odsieczy przewieziono go nieprzytomnego do szpitala polowego. Za ten odważny czyn został odznaczony Srebrnym Medalem za Odwagę Pierwszej Klasy.
Po zwolnieniu ze służby przez 35 lat pracował jako portier w lokalnej fabryce tytoniu w Fürstenfeld, ku pełnemu zadowoleniu przełożonych. Jak napisano we wspomnieniu tego starego żołnierza charakteryzowały uczciwa postawa, niezwykłe poczucie obowiązku, surowość i szczerość.
Udzielał się w lokalnym stowarzyszeniu weteranów, które było jego rodziną, a wszyscy jego członkowie jego braćmi, zawsze pozdrawiał przyjaciół słowami: „Niech Bóg was błogosławi, wszyscy moi drodzy towarzysze”.
Z innych źródeł wiadomo, że Żak poślubił Austriaczkę Elisabeth Maurer, ale być może to małżeństwo nie trwało długo, skoro za rodzinę uważał stowarzyszenie weteranów. Tym bardziej, że postanowił je także uczynić swoim spadkobiercą. Nie został nim nikt z jego rodziny w Choczni - według artykułu nie widział brata od około 40 lat i od tego czasu nie miał żadnych wieści z rodzinnej Choczni. Nie wiedział więc, że w 1887 roku żyły jeszcze dwie jego siostry - Zofia Łopata i Magdalena Bandoła.
Po opuszczeniu trumny, przykrytej wieloma wspaniałymi wieńcami, w głąb grobu, przewodniczący stowarzyszenia weteranów, pan Florian Wiefler, wygłosił mowę pogrzebową, podkreślając zasługi tego dzielnego żołnierza, wiernego sługi i godnego weterana, i oddając mu hołd pamięci tych, którzy pozostali. Niejeden stary żołnierz, który w chaosie bitwy często był otoczony setkami ciał i myślał, że zapomniał, jak płakać, miał w tym momencie łzy w oczach; płynęły z powodu człowieka, który w pełni zasłużył na to zaszczytne wyróżnienie. Spoczywaj w pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz