piątek, 2 października 2026

"Sabotażyści" z Choczni w 1953 roku

 W 1953 roku w numerze 121 pisma "Gromada - Rolnik Polski" ukazał się artykuł pod tytułem "Nieudany sabotaż", dotyczący między innymi choczeńskich rolników.

Autor - Antoni Kowalczyk z Mucharza - zwrócił w nim uwagę na problem jakości zboża przywożonego do skupu w ramach obowiązkowych dostaw, czyli systemu przymusowej sprzedaży państwu określonej ilości ziarna po cenach znacznie niższych od rynkowych – w 1953 roku ceny dostaw obowiązkowych były około trzykrotnie niższe niż ceny skupu ponadobowiązkowego. Wysokość kontyngentu ustalano na podstawie hektarów przeliczeniowych gruntów ornych danego gospodarstwa, mnożąc je przez normę kilogramową. Normy były progresywne: im większe gospodarstwo, tym wyższe obciążenie w przeliczeniu na hektar. Plan państwowy dzielono na wojewódzkie, powiatowe i gminne, a jego wykonanie nadzorował Centralny Urząd Skupu i Kontraktacji. System ten miał dwa zasadnicze cele. Po pierwsze – zapewnić tanie zboże dla miast, przemysłu i zaopatrzenia armii w okresie intensywnej industrializacji. Po drugie – wywierać presję ekonomiczną na indywidualnych rolników, zwłaszcza tzw. kułaków, aby skłonić ich do wstępowania do spółdzielni produkcyjnych.

Jak pisze Kowalczyk, część rolników przywoziła do skupu zboże zawołczone, stare, cuchnące, a nawet specjalnie namoczone, by sztucznie zwiększyć jego wagę. użyte tu pojęcie zboża zawołczonego oznaczało ziarno porażone przez wołka zbożowego, niewielkiego chrząszcza, którego samica składa jaja wewnątrz ziarna; larwy wyżerają jego wnętrze, pozostawiając pustą łupinę. Żerowanie powoduje ubytek masy, wzrost wilgotności i temperatury, rozwój pleśni oraz charakterystyczny stęchły zapach. Zboże zawołczone traci wartość spożywczą i paszową – staje się bezużyteczne dla młynów i piekarni państwowych.

W artykule wymieniono czterech rolników z Choczni: Zofię Dąbrowską, Piotra Rzyckiego, Konstantego Mizerę i Jana Widlarza, w przypadku których czujni magazynierzy w punktach skupu wykryli nikczemne zamiary i zlikwidowali je. Z przesadą i zadęciem propagandowym, typowym dla pierwszej połowy lat 50. XX wieku, określono ich mianem sabotażystów, których dotknęły sprawiedliwe i zasłużone kary.

Nie wykonanie planu obowiązkowych dostaw groziło grzywną do 3000 zł orzekaną przez kolegia karno-administracyjne, a w przypadku złośliwego uchylania się – nawet karą aresztu lub więzienia do trzech lat. W 1953 roku w całym kraju ukarano grzywnami ponad 250 tysięcy rolników, a wielu, którzy nie mogli zapłacić, trafiło do aresztu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz