poniedziałek, 11 marca 2024

Cechy fizyczne chocznian z I połowy XIX wieku

 

O  cechach fizycznych chocznian urodzonych w I połowie XIX wieku nie dowiemy się z ich fotografii, ani przekazów ustnych. Dopiero w 1839 roku wynaleziono proces dagerotypu umożliwiający zapisanie obrazu na metalowej płytce, na klasyczną fotografię trzeba było czekać do lat 80. XIX wieku, a na jej upowszechnienie w Choczni jeszcze dłużej. Natomiast cechy fizyczne pewnej grupy młodych chocznian, ale wyłącznie płci męskiej, określano i zapisywano znacznie wcześniej. Chodzi o dane poborowych do armii austriackiej, które zachowały się w wiedeńskim Kriegsarchiv. W danych ewidencyjnych 56. Pułku Piechoty, w którym najczęściej służyli chocznianie, udało mi się odnaleźć opis cech fizycznych 52 rekrutów z Choczni, urodzonych w latach 1822-1846, stanowiących około 1/3 wszystkich choczeńskich poborowych tego pułku. Należy ponadto pamiętać, że pobór aż do 1868 roku nie był powszechny, więc tych 52 rekrutów stanowi tylko niewielki procent z całej grupy urodzonych w tym przedziale czasu mężczyzn z Choczni.

Dzięki danym z Kriegsarchiv możemy dziś poznać takie ich cechy fizyczne, jak: typ sylwetki, kolor: włosów, oczu i brwi, kształt: nosa, twarzy i podbródka, wzrost oraz znaki szczególne.

Spośród nich wybrałem cztery moim zdaniem najistotniejsze (kolor włosów i oczu, kształt twarzy oraz wzrost), by na ich podstawie spróbować wyciągnąć uogólnione wnioski.

Kolor włosów

W celu ustalenia koloru włosów rekrutów z Choczni na arkuszach ewidencyjnych użyto siedmiu określeń: białe, blond, szare, ciemnoblond, brąz, ciemny brąz i czarne (oczywiście w języku niemieckim). Najliczniejsi byli blondyni (25) i brązowowłosi (13). Jeżeli zsumować określenia blond, białe, szare i ciemnoblond, by otrzymać liczbę osób raczej jasnowłosych oraz brąz, ciemny brąz i czarne jako kolory zaliczane do ciemnych, to okazuje się, że jasnowłosi rekruci z Choczni przeważali nad ciemnowłosymi (29:23).

Kolor oczu

W przypadku koloru oczu posłużono się pięcioma określeniami: niebieskie, szare, brązowe, ciemnobrązowe i czarne. Zdecydowanie najwięcej było szarookich (33), a doliczając do nich niebieskookich, okazuje się, że jasnoocy rekruci stanowili aż 81% całej grupy.

Kształt twarzy

Do określania kształtu twarzy używano w zasadzie dwóch pojęć– albo uważano ją za podłużną, albo za owalną lub zamiennie okrągłą, przy czym aż 71% młodym poborowym z Choczni przypisano tę drugą cechę.

Wzrost

To jedyna obiektywnie określona wartość, ponieważ została zmierzona. Wzrost rekrutów wyrażano w stopach i calach wiedeńskich, których wartości są nieco wyższe, niż ich znanych angielskich odpowiedników. Najwyższym wśród pomierzonych był Wojciech Szczur, urodzony w 1844 roku, który miał 178 cm wzrostu, a najniższym o rok młodszy od niego Ignacy Widlarz, mierzący zaledwie 156 cm. Średnia wzrostu wynosiła 166 cm, przy czym najwięcej rekrutów mierzyło 163 cm. Średni wzrost całej męskiej populacji chocznian z tego okresu był z pewnością nieco niższy niż 166 cm, biorąc pod uwagę fakt, że do armii austriackiej nie pobierano osób niższych niż 59 cali wiedeńskich (156 cm).

Jeżeli rozciągnąć uzyskane pomiary na całą grupę poborowych, to statystyczny poborowy z Choczni, który urodził się w I połowie XIX wieku, był w zasadzie tego samego wzrostu, co żołnierz Wojska Polskiego z okresu zaraz po odzyskaniu niepodległości (1921-23), ale już znacznie odstawał wzrostem od żołnierzy LWP urodzonych w 1946 roku (170,5 cm) i w 1991 roku (178 cm). Jednocześnie tenże statystyczny rekrut z Choczni był wyższy, niż statystyczny rekrut z całej ówczesnej Galicji. Ponieważ wzrost oprócz czynników genetycznych zależy od warunków życia, to jego biologiczny standard musiał być w wtedy w Choczni nieco powyżej średniej galicyjskiej.

Porównania

Choczeński poborowy urodzony w I połowie XIX wieku był średnio o 3 cm wyższy od swojego rówieśnika z Rzyk, rzadziej ciemnowłosy, niż on (44% : 50%) i o mniej pociągłej twarzy (29% :33%).

W stosunku do poborowych z Polanki Wielkiej k. Oświęcimia chocznianie byli średnio o 1 cm wyżsi, nieco bardziej jasnowłosi i o znacznie mniej pociągłej twarzy.

Podsumowanie

Jeśli na podstawie tak małej próby można wysnuwać uogólnione wnioski, to cechy wyglądu młodych chocznian urodzonych w latach 1822-46 odpowiadają mieszanemu pochodzeniu jej mieszkańców. Na kartach ewidencyjnych poborowych z Choczni ujawnione są cechy zarówno standardowo przypisywane ludom słowiańskim (jasne oczy i włosy, owalna twarz i średni wzrost), jak i przybyszom z Karpat i Bałkanów (ciemne włosy i oczy, pociągłe twarze, nieco niższy wzrost), przy czym te pierwsze przeważają nad drugimi. Typowy młody chocznianin z tego okresu był więc częściej jasnooki i jasnowłosy, miał owalną twarz i średni wzrost.

Najwyżsi choczeńscy poborowi z tego okresu byli nieco częściej jasnowłosi i jasnoocy, niż reszta, ale ich twarze były częściej pociągłe (typ nordycki). Najniżsi z choczeńskich poborowych różnili się od nich jedynie kształtem twarzy, natomiast ciemny kolor oczu i włosów przeważał u tych, których wzrost był zbliżony do średniej.

czwartek, 7 marca 2024

Choczeńska kronika sądowa - część IX

W "Gazecie Lwowskiej" ukazał się edykt Sądu Powiatowego w Wadowicach z 6 czerwca 1875 roku. w którym czytamy:

Ck Sąd powiatowy ogłasza niniejszem, że Jan Pindel z Choczni w ślad Uchwały ck Sądu Krajowego w Krakowie z dnia 22 maja 1875 roku za niedołężnego na umyśle uznany i dla niego kurator sądowy w osobie Tomasz Kolber z Choczni ustanowiony został.

----

"Kattowitzer Zeitung" z 4 października 1936 roku przekazywał:

Rok ciężkiego więzienia dla oszusta

Sędzia Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Białej miał wczoraj do czynienia z 26-letnim Franciszkiem Kosowskim z Choczni koło Żywca (!), który został oskarżony o to, że w listopadzie ubiegłego roku z powodu nielegalnego hazardu oszukał ludzi na duże sumy pieniędzy. Pozwany, który został przywieziony z aresztu, mimo młodego wieku ma już za sobą burzliwą przeszłość, ponieważ w jego kartotece widnieje co najmniej 28 wcześniejszych wyroków skazujących. W sądzie oszust stwierdził, że jest niewinny, ponieważ na udział w grach hazardowych posiadał "urzędowe pozwolenie". Sędzia skazał Kosowskiego na rok ciężkiego więzienia bez zawieszenia.

----

"Trybuna Robotnicza" nr 127 z 1962 roku informowała o aferze rzepakowej, w którą zamieszany był mieszkaniec Choczni:

Trwający od kilku tygodni, prowadzony w trybie doraźnym proces "rzepakowy", zakończył się wczoraj przed Sądem Wojewódzkim w Katowicach. Na ławie oskarżonych zasiadło 20 osób, które naraziły naszą gospodarkę na straty w wysokości ponad 2 mln 300 tys. złotych. Przedmiotem przestępczej machinacji były nasiona rzepaku, z których wyrabia się margarynę i olej jadalny. Oskarżeni okradali dostawy rzepaku przeznaczone dla Bielskich Zakładów Przemysłu Tłuszczowego. Zagarnięty rzepak był ponownie dostarczany do tych zakładów i ...ponownie kradziony podczas transportu. Aby zatuszować kradzieże, oskarżeni sporządzali fikcyjne kwity skupu rzepaku od prywarnych plantatorów. W kwitach tych wymieniali między innymi nazwiska osób, które rzepaku nigdy nie uprawiały. (...) Fałszując kwity zakupu rzepaku oskarżeni powoływali się na nazwiska rzetelnie i uczciwie pracujących górników, czym wyrządzili im krzywdę moralną.

Uczestnicy szajki rzepakowej zostali skazani na kary od dożywocia do 3 lat więzienia. Edward S. z Choczni otrzymał wyrok 10-ciu lat pozbawienia wolności, a ponadto skazano go grzywnę, utratę publicznych praw obywatelskich i honorowych oraz przepadek mienia na rzecz skarbu państwa. Ponieważ proces był prowadzony w trybie doraźnym, to wyrok był prawomocny i ostateczny.

----

"Dziennik Bałtycki" z 10 stycznia 1963 roku zamieścił notatkę o nadużyciach w Spółdzielni "Iskra" w Choczni i nadchodzącym procesie sądowym sprawców:

W środę 9 bm. Prokuratura Wojewódzka w Krakowie zakończyła śledztwo przeciwko grupie byłych pracowników Spółdzielni Inwalidów „Wisła” oskarżonych o dokonanie milionowych nadużyć. Jak wynika z aktu oskarżenia były kierownik działu włókienniczego Spółdzielni „Wisła” w Choczni (pow. Wadowice) - Eugeniusz Iskra oraz b. kierownik Zakładu Włókienniczego tej spółdzielni w Żywcu - Józef Klimunt przy pomocy wspólników, zagarnęli w wyniku nieuczciwych machinacji ponad 2 mln złotych. W procesie, który odbędzie się przed Sądem Wojewódzkim w Krakowie zeznania złoży ponad 60 świadków.

poniedziałek, 4 marca 2024

Historia młyna w środkowej części wsi

 

Kolejny choczeński młyn usytuowany był kiedyś w środkowej części wsi, nieco powyżej obecnej szkoły w Choczni Dolnej. Powstał później, niż co najmniej 4 inne młyny z Choczni, ponieważ dopiero w latach 60. XVIII wieku. Źródłem tej informacji jest zapis Mikołaja Dąbrowskiego (recte Balona) na jego syna Kacpra, potwierdzony 10 czerwca 1786 roku przez Jana Biberstein Starowieyskiego w choczeńskiej Księdze Sądowej. Początek tego potwierdzenia wyglądała następująco:

„Wiadomo czynię komu o tym wiedzieć należy, mianowicie Gromadzie Wsi Choczni, iż supplikował do Mnie Kasper Ballon, aby Jemu wydać Prawo na Młyn i gront przy nim będący, który Oyciec jego Mikołay Ballon za pozwoleniem niegdy J. W. Braniczki postawił.”

Owa jaśnie wielmożna Braniczka, to nikt inny, jak Waleria Branicka z domu Szembek, która odziedziczyła po rodzicach prawa do starostwa barwałdzkiego, w tym i do Choczni, a po śmierci męża Piotra Branickiego w 1760 roku zarządzała tymi dobrami samodzielnie, by około 1765 roku przekazać je synowi Franciszkowi Ksaweremu Branickiemu.

Ponieważ Mikołaj Dąbrowski (prawidłowo Balon) urodził się w 1730 roku, to w czasie stawiania młyna miał nieco ponad 30 lat. Pieniądze na budowę pochodziły zapewne ze środków jego ojca Marcina Balona, właściciela dobrze prosperującej karczmy „Pod Dębem”, od której nazwy pochodzi najpierw przezwisko, a później nazwisko tej gałęzi choczeńskich Balonów.

Synami Mikołaja byli między innymi wspomniany wyżej Kacper (ur. 1762), czyli jego spadkobierca oraz Mikołaj młodszy (ur. 1757), który pomagał bratu w prowadzeniu młyna. Metryki choczeńskie przy Kacprze Dąbrowskim aż do 1809 roku podają określenie molitoris, czyli młynarz. Oprócz prowadzenia młyna i uprawy roli zajmował się również handlem zbożem. Przy jego młynie rezydowała ponadto niejaka Carolina Lacombe, rodem ponoć z Konstantynopola (dzisiaj Stambuł w Turcji), uprzyjemniając życie przedstawicielom miejscowego ziemiaństwa i warstwy urzędniczej. Więcej na jej temat przeczytać można w notatce „Przekroczenia norm obyczajowych w galicyjskiej Choczni”.

W 1814 roku młyn i ¼ roli gruntu kupił od Dąbrowskiego młynarz Jan Wróbel z Dankowic, zwany Wróblowski. Jego obecność w Choczni być może wiąże się z ówczesnym proboszczem ks. Jackiem Majeranowskim, który przybył do Choczni właśnie z Dankowic. Wróblowski musiał mieszkać w Choczni jeszcze przed nabyciem młyna, skoro w miejscowym kościele parafialnym już w 1803 roku ochrzcił córkę Mariannę (później po mężu Ramza), a w 1806 roku syna Antoniego.

W 1835 roku, gdy Józef Wróblowski miał już ponad 70 lat, stawił się przed wójtem i przysiężnymi, po czym zeznał, że „będąc w starości swojej i ku temu kaleczny i nie mogąc sobie z tym młynem i gruntem dać rady” pragnie uczynić cesję własności na swojego najstarszego syna Antoniego. W rzeczywistości Antoni nie był najstarszym synem Józefa, ale jedynym, który żył jeszcze w 1835 roku. Trzynaście lat wcześniej zmarł w Wiedniu na gruźlicę jego starszy brat Ignacy, który studiował tam w Wyższym Instytucie Kształcenia Księży Diecezjalnych (Augustineum).

Antoni Wróblowski, kolejny posiadacz opisywanego młyna, był również człowiekiem wykształconym. Ojciec zadbał o jego edukację posyłając go do cieszyńskiego gimnazjum. W roku szkolnym 1824/25 wykazywany jest tam jako uczeń I klasy gramatycznej. Nabytymi w Cieszynie umiejętnościami służył młynarz Antoni Choczni jako pisarz przy urzędzie wójtowskim, a na jego byłej działce (tak zwanej zagródce), przekazanej w spadku na kościół w Choczni, zbudowano później pierwszą szkołę ludową. Również obecna szkoła w Choczni Dolnej usytuowana jest na tej samej parceli.

Natomiast kolejnym właścicielem młyna po Dąbrowskich i Wróblowskich został wadowicki piekarz Mateusz Jelonek, co potwierdzają różne dokumenty z lat 1844-59. W 1860 roku młyn od Jelonka odkupił Antoni Warmuz z Frydrychowic i w rękach jego rodziny młyn ten pozostawał aż do lat 30. XX wieku. Antoni Warmuz w czasie objęcia młyna miał ponad 40 lat i był żonaty z Anną z Michalskich. W Choczni ta para nie doczekała się dzieci, a po śmierci Anny Antoni, wówczas 56-letni, poślubił młodszą o 35 lat Agnieszkę Kręcioch, która urodziła mu aż jedenaścioro dzieci. Młynarz Antoni Warmuz był postacią dość kontrowersyjną – Rada Gminna kilkakrotnie skazywała go na grzywny za niemoralne życia, a drugiej strony dał się poznać jako hojny ofiarodawca na choczeński kościół, między innymi na odnowienie relikwiarza i puryfikatu. Formalnie uzyskał prawo przynależności do Choczni w 1870 roku.

Następcą Antoniego Warmuza został jego syn Ludwik, urodzony w 1886 roku, czyli dwa lata przed jego śmiercią. Do czasu pełnoletności pozostawał pod opieką matki Agnieszki i ojczyma Piotra Styły (drugiego męża matki, poślubionego w 1889 roku). Józef Turała w swojej „Kronice wsi Chocznia” podał, że młyn wodny Warmuzów w okresie międzywojennym miał moc przerobową 500 kg zboża na dobę, a nieodległy od szkoły staw młyński służył dzieciom i młodzieży w lecie jako kąpielisko, a w zimie do ślizgania na lodzie. Woda do stawu była doprowadzana krótkim kanałem z Choczenki.  W prowadzeniu młyna pomagał Ludwikowi jego młodszy brat Stefan, który w 1926 roku zginął tragicznie pod kołami pociągu.

Ostatnim właścicielem tego młyna został jeszcze przed wybuchem II wojny światowej Antoni Widlarz, użytkujący wcześniej młyn wiatrowy swojego stryja Franciszka na Dziale Choczeńskim. W czasie okupacji młyn wodny został kompletnie zniszczony przez Niemców i tak zakończyła się jego około 180-letnia ciekawa historia.