czwartek, 29 lutego 2024

Maria i Alojzy Zajda - Pracowało się z nadzieją

Wychodzący na Opolszczyźnie "Tygodnik Prudnicki" w numerze 43 z 22 października 1995 roku zamieścił na swoich łamach artykuł z powojennymi wspomnieniami Alojzego Zajdy z Choczni (ur. 6 marca 1921 roku, jako syn Wincentego i Zofii z domu Wala) oraz jego żony Czesławy z domu Sordyl, która pochodziła z Kaczyny.
Oto jego treść:
W styczniu 1946 roku rozpoczęła pracę w dzisiejszym „Primusie" Maria Zajda (znana także pod imieniem Czesława), w lutym Alojzy Zajda, jej mąż. Oboje pochodzą spod Wadowic - z Kaczyny i Chocznia. Znali się jeszcze mieszkając w sąsiednich wioskach, ślub wzięli w Prudniku.
- Bardzo ciężko było - wspomina pan Alojzy - ale tej atmosfery nic nie zastąpi Była duża pomoc zakładu, obiady, rąbanka, bo z zarobków nie można było wyżyć. Tani byl po wojnie tylko chleb. Zakład nie pracował na zmiany, stąd trudno było wychowywać dzieci. Zostawiało się u sąsiadki, bo i żłobka w Prudniku wtedy nie było. Na początku mieszkali na ul. Słowackiego, jako sublokatorzy. Potem dostali swoje mieszkanie. Normalniejsza praca zaczęła się po 15 grudnia 1949 roku, kiedy otwarty został obecny zakład. To życie w zakładzie przeszło im jak z bicza strzelił. W 1976 roku pan Alojzy przeszedł na rentę. Choroba zawodowa, wywołana przez wibrację maszyn, potem dołożył swoje kręgosłup. W 1981 roku na emeryturę przeszła pani Maria. Razem przepracowali w zakładzie 66 lat! Tyle dali „Primusowi”.
- Pracowało się zawsze z nadzieją - mówi pani Maria- Choć ciężko było. Z nadzieją, że idzie ku lepszemu. Nigdy wiele nie wymagaliśmy od życia Teraz też jakoś żyjemy, płacimy wszystko, kupujemy co trzeba. Gdyby nie choroba, nie byłoby źle. Alojzy Zajda pracował na glazerowamu obcasów, kołkowaniu obuwia skórzanego, na manipulacji wierzchów, kręceniu cholewek. Praca fizyczna, trudna, wymagająca fachowości Ostatnio pracował w modelami, tu było już lżej.
Maria Zajda pracowała jako siekacz na manipulacji wierzchowej, trochę na automacie. Ostatnio w kontroli technicznej.
- To była najgorsza praca - wspomina - musiałam pokazywać błędy ludziom, a ja byłam przyzwyczajona sama robić.
Jak to się stało, że wybór padł na Prudnik?
Wcześniej wyjechała do Prudnika koleżanka pani Marii. Dała znać, że jest praca, są przyjęcia do zakładu obuwia. Wtedy pracowało jeszcze dużo Niemców.
- Patyk, który przyjechał z Chełmka - wspomina pan Alojzy - mówił nam: podglądajcie ich, jak naprawiają maszyny, żebyście i wy umieli, jak oni odejdą ...
- Szybko to zleciało - dodaje pani Maria -  mieliśmy stałą nadzieję na przyszłość. Żeby lepiej się żyło naszym dzieciom, wnukom. Państwo Zajdowie dochowali się trójki dzieci i sześciu wnuków. Najstarszy wnuk uczy w "jedynce", podobnie jak synowa.
----
Alojzy i Maria Zajdowie spoczywają na cmentarzu w Prudniku. Według napisu na nagrobku on zmarł w 2002 roku, a ona przed niespełna trzema laty.

Źródło - grobonet


poniedziałek, 26 lutego 2024

Zgony i pochówki żołnierzy 56 PP z Choczni w latach 1914-1917

 Podstawowym źródłem informacji o żołnierzach z Choczni, poległych w czasie I wojny światowej są "Listy Strat" armii austro-węgierskiej (Die Verlustlisten). Dodatkowe informacje na ten temat zawierają także metryki zgonów (Sterbregister) poszczególnych pułków, w których służyli chocznianie, w tym przede wszystkim 56 Pułku Piechoty.

W metrykach 56 PP z pierwszych czterech lat wojny (1914-1917) znajdują się dane 12 chocznian, z których 11 zginęło na froncie lub zmarło z odniesionych obrażeń. Co istotne, możemy poznać nie tylko dokładne daty i miejsca ich zgonów, ale także miejsca pochówków (w większości przypadków). Ponadto metryki posiadają między innymi takie rubryki, jak: rok urodzenia (podawany z dokładnością +1/-1), wyznanie, stan cywilny, zawód, przyczynę zgonu, a nawet nazwisko kapelana, uczestniczącego w pochówku.

Szczególnie nieszczęśliwy dla żołnierzy 56 PP z Choczni okazał się 24 maja 1915 roku, kiedy zginęło dwóch z nich.

Lista zgonów żołnierzy z Choczni z 56 Pułku Piechoty w latach 1914-1917:

  • Antoni Młocek ur. 1892, szeregowy piechoty 9. Kompanii (w cywilu wyrobnik), zgon 28.08.1914 roku w felczerni w Radlinie w wyniku postrzału w plecy, pochówek tego samego dnia w Radlinie,
  • Józef Dąbrowski ur. 1897, szeregowy piechoty, zgon 23.10.1914 Augustów, brak danych o pochówku,
  • Karol Gawenda ur. 1891, szeregowy piechoty 13. Kompanii Polowej, zgon 20.01.1915 w Wiedniu w wyniku zapalenia opon mózgowych, trzy dni później pochowany na Cmentarzu Centralnym (Zentralfriedhof) w Wiedniu,
  • Antoni Świętek ur. 1894, szeregowy piechoty, zgon 7.05.1915 w Moszczenicy (okręg Gorlice) pochówek tego samego dnia w lesie w Moszczenicy,
  • Józef Szczepaniak ur. 1889, kapral 13. Kompanii Polowej, zgon 24.05.1915 w Wietlinie (okręg Jarosław), pochówek tego samego dnia w Wietlinie,
  • Marcin Ruła ur. 1886, szeregowy piechoty  13. Kompanii Polowej, żonaty, zgon 24.05.1915 w Wietlinie (okręg Jarosław), pochówek tego samego dnia w Wietlinie,
  • Józef Strzeżoń ur. 1892, szeregowy piechoty 1. Kompanii Polowej (w cywilu rolnik), zgon 26.06.1915 w Szpitalu Polowym nr 6 w Jażowie Starym (obecnie rejon jaworowski okręgu lwowskiego), pochówek dzień później w Jażowie Starym,
  • Józef Kamiński ur. 1886, szeregowy piechoty 5. Kompani Polowej, zgon 13.06.1916 Olesza (koło Buczacza w Ukrainie), pochówek na miejscowym cmentarzu,
  • Józef Kręcioch ur. 1886, kapral, żonaty, zgon 30.07.1916 Stanisław (obecnie Iwano-Frankiwsk w Ukrainie), pochówek następnego dnia na miejscowym cmentarzu,
  • Antoni Bylica ur. 1897, szeregowy piechoty 15. Kompanii Polowej, zgon 21.07.1916 Berezówka (obecnie w obwodzie radziechowskim okręgu lwowskiego), pochówek 30.07.1916 w lesie w Berezówce,
  • Wojciech Burzej ur. 1898, szeregowy piechoty 9. Kompanii Polowej (w cywilu rolnik), zgon 8.12.1916 Czokanestie (obecnie Ciocanesti w rumuńskim okręgu Suczawa), pochówek tego samego dnia na miejscowym cmentarzu wojennym,
  • Franciszek Woźniak ur. 1897, szeregowy piechoty, zgon 9.04.1917 w Jakobeny (obecnie Iacobeni w rumuńskim okręgu Suczawa), pochówek następnego dnia na miejscowym cmentarzu wojennym.

Przykładowa metryka dla ilustracji:


Co ciekawe, na "Listach Strat" nie udało mi się odnaleźć wymienionych wyżej Antoniego Młocka i Józefa Kamińskiego. Natomiast Józef Szczepaniak miał według innych źródeł umrzeć w szpitalu w Innsbrucku, a Józef Strzeżoń był po wojnie traktowany jak zaginiony - sądownie uznano go za zmarłego w 1927 roku.


czwartek, 22 lutego 2024

Choczeńska kronika policyjna - część XI

"Goniec Śląski" z 10 kwietnia 1924 podawał, że:

W Katowicach niejakiemu Ignacemu Felmanowi z ulicy Kościuszki skradziono różne rzeczy o wartości 5 miliardów marek, policja aresztowała 11 osób za włóczęgostwo, a niejakiego W.W. z Choczni powiat Wadowice za kradzież z włamaniem, K. H. za kradzież złotego zegarka i B. J. za podejrzenie uprawiania nierządu zarobkowego.

Francuski dziennik "L'Echo du Nord" w numerze z 17 kwietnia 1935 roku odnotował, że:

Maria Wilkosz (z domu Widlarz), pochodząca z Choczni, powiat Wadowice w Polsce, lat 32, właścicielka tawerny w Roubaix, zamieszkała przy rue Darbo 34, wniosła skargę o pobicie ze strony swojej lokatorki Marianny Bartczak, lat 26. Ta ostatnia, która przyznała się do winy, stanie przed sądem.

Katowicki dziennik "Polonia" z 5 listopada 1935 roku informował o bójce na weselu z udziałem mieszkańców Choczni:

Na Groblach pod Wadowicami, w jednej z podrzędnych karczm odbywało się wesele niejakiego Wągrzyka z Frydrychowic. Wśród gości weselnych znajdował się brat pana młodego, Wągrzyk Franciszek, Kobielas Czesław, Banaś Franciszek, oba z Gorzenia Dolnego, Ramza Jan, Ogiegło Józef z Choczni, Rzepka z Wadowic i inni. Wszyscy, mocno popijając, gwarzyli. W pewnej chwili Banaś Franciszek zwrócił się do Ramzy, aby postawił mu litr wódki, na co ten się zgodził, mówiąc, ze za chwilę mu ją postawi. Nie dotrzymał jednak słowa, a zawiedziony Ramza upomniał się natrętnie o obiecaną wódkę. Wyprowadzony tem z równowagi, Ramza uderzył dwa razy Banasia w twarz. To stało się powodem bójki. Na placu bójki, którą zlikwidowała policja z Wadowic i milicja miejska, został ciężko ranny Wągrzyk Franciszek, przebity dwa razy nożem w pierś i pobity tępem narzędziem po głowie. Wągrzyka odwieziono do szpitala powszechnego w Wadowicach. Innych, lżej rannych, po opatrzeniu doprowadzono na posterunek policji państwowej, gdzie po spisaniu protokulów i wylegitymowaniu, wypuszczono ich na wolność.

"Kronika Beskidzka" w numerze nr 35 z przełomu sierpnia i września 1985 roku zamieściła krótką notatkę o kradzieźy biżuterii należącej do mieszkanki Choczni:

Barbara B. z Choczni powiadomiła MO o kradzieży biżuterii wartości 100 tysięcy złotych. Na pytanie kiedy to miało miejsce, odpowiedziała, że „gdzieś między 14 a 15... maja bieżącego roku." Maluczko i milicja zacznie się dowiadywać o wyczynach legendarnego Szpicbródki...