Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1898. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1898. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 października 2019

Stare fotografie z Choczni

Fotografia z archiwum Marii Mojskiej
Okazała lipa upamiętniająca Adama Mickiewicza, która została posadzona przed domem kowala Antoniego Sikory (późniejszego wójta) w 1898 roku. Widoczny na zdjęciu dom Sikory odziedziczyła jego córka Stefania i zięć Józef Mojski. Lipa Mickiewicza nie dotrwała do dzisiejszych czasów- została przewrócona przez gwałtowną nawałnicę na gościniec choczeński i usunięta przez Straż Pożarną.

wtorek, 3 kwietnia 2018

Choczeńska kronika policyjna - część 3

Wiedeński "Zentral Polizei Blatt" z 1860 roku ogłaszał:

"Pawłowski Jakub, Cygan rzekomo urodzony w Choczni i Pawłowski Franciszek, rzekomo urodzony we Frydrychowicach, kowal, wdowiec, są oskarżeni legalnie o złodziejstwo i winni zostać przekazani pod sąd w Kętach.
Opis poszukiwanych:
Pawłowski Jakub ma 35 lat, średniego wzrostu, przysadzisty, ma owalną twarz, brązowy odcień skóry  twarzy, czarne włosy, brązowe oczy, wysokie czoło, proporcjonalny nos i usta, braki w uzębieniu, mały wąsik, bliznę na prawym przedramieniu, mówi po polsku i cygańsku. Nosi szarą czapkę typu Manchester, płaszcz z niebieskiej tkaniny i brązowe. bawełniane spodnie.
Pawłowski Franciszek, ma 45 lat, niski, ma owalną twarz, brązowy odcień skóry twarzy, czarne włosy, brązowe oczy, wysokie czoło, nieco szeroki nos, zwyczajne usta bez braków w uzębieniu, mały czarny wąsik. Mówi po polsku i cygańsku. Nosi stary wełniany kapelusz, sukienny sweter i pasiaste spodnie."

"Kręcioch Jan z Choczni, urodzony w Galicji, samotny, robotnik na dniówkę, z powodu podłożenia ognia skazany na 12 lat ciężkiego karceru, 21 sierpnia uwolnił się z więzienia w Kartuzach.
Opis poszukiwanego:
Ma 40 lat, niski, słabowity. Okrągła twarz, brązowe włosy, wąskie czoło, ciemne oczy, nos tępy, dobre zęby, skręcona prawa ręka."

"Gazeta Lwowska" z 26 stycznia 1898 roku podawała:

"Z Wadowic donoszą do pism wiedeńskich, że w nocy na 20 bieżącego miesiąca umknął z tamtejszego więzienia Włodarski, zasądzony na karę śmierci za zbrodnię zamordowania bankiera Kohna w Pszczynie. Dzięki zarządzonemu natychmiast pościgowi przez żandarmów i oddział dragonów odszukano Włodarskiego tegoż samego dnia przedpołudniem w pobliskiej miejscowości Chocznia. 
Według dzienników szczegóły ucieczki Włodarskiego mają być następujące:
Włodarski oderwawszy ucho od kabla, rozluźnił zalutowane ogniwa u łańcucha wiążącego go z hakiem, utkwionym w podłodze i w kajdanach zeszedł do piwnicy, gdzie były węgle, ztamtąd zaś przez niezakratowane okienko na podwórze, następnie przez mur poza obręb budynku sądowego. Świeże powietrze i dość silny mróz sprawiły, że Włodarski w okolicy bożnicy zasłabł i z trudnością doszedł przez most na Choczence, gdzie wziął się do rozkuwania kajdan. Ponieważ dzień już był, szukał gdzieindziej schronienia i po drodze skradłszy przekupce bułkę, wemknął się do domu p. Kuzi tuż przy moście i schronił się w stajni, gdzie po nadejściu służącej zdradził go brzęk kajdan. 
Tu go schwytano. Włodarski przyprowadzony napowrót do swej celi oświadczył, że byłby za 24 godzin wrócił do sądu, gdyby mu się udało zamordować upatrzone osoby. Przy badaniu kajdan okazało się, że do rozkucia i uwolnienia używał pilnika, nadto znaleziono przy nim składany nóż, własność stróża więziennego. Dnia 21 bieżącego miesiąca odcięto Włodarskiemu dziewięć odmrożonych palców u nóg, zresztą ma się dobrze."

"Polonia" z 20 lipca 1937 roku informowała:

"Nieludzki brat torturował siostrę.
W Choczni pod Wadowicami mieszkał gospodarz 42-letni Adam Guzdek wraz ze swą 62-letnią siostrą głuchoniemą. Połowa majątku należała do siostry. Nie podobało się to bratu, który chciał się pozbyć siostry wszelkimi sposobami, wymyślał więc rozmaite tortury, jak bicie, głodzenie, wiązanie sznurami, zamykanie do chlewa, itp. 
Biedna kobieta nie mogła poskarżyć się nikomu na złe traktowanie z powodu kalectwa. Cierpiała więc nieszczęśliwa aż do chwili, gdy sąsiadka słysząc nieludzkie krzyki, wpadła do mieszkania Guzdka i była świadkiem katowania biednej siostry. Sąsiadka zawiadomiła o tym gminę i policję. Po spisaniu protokółu sprawę oddano prokuratorowi."

czwartek, 29 grudnia 2016

List biskupi z Choczni

10 września 1898 roku, nazajutrz po rozpoczęciu kanonicznej wizytacji parafii choczeńskiej przez biskupa krakowskiego Jana Puzynę1, doszło w Genewie do zabójstwa cesarzowej Elżbiety2, żony Franciszka Józefa, władcy Austro-Węgier.
Dwa dni później, nadal przebywający w Choczni biskup Puzyna wystosował kurendę do duchowieństwa i wiernych diecezji krakowskiej, w którym nawiązał do tego tragicznego wydarzenia.
Oto jego treść:

Doszła Nas właśnie, gdy odbywamy kanoniczną wizytę w dekanacie wadowickim, przerażająca wiadomość o skrytobójczym morderstwie, dokonanem na  osobie Najdostojniejszej Monarchini naszej, Cesarzowej Elżbiety. 
Straszny ten wypadek, będący wymownym dowodem zupełnego zdziczenia obyczajów i zaniku poczucia samego nawet prawa natury, a smutnym owocem odstępstwa od Boga i Kościoła, na jakie niestety patrzymy w naszych czasach, przerazić i  poruszyć musi do głębi każdego, kto z myślą wnika w jego znaczenie i czuje sercem człowieka. 
Straszny ten wypadek, którym spodobało się Panu Bogu nawiedzić Najdostojniejszego Monarchę naszego, głęboką boleścią przejmuje serca wszystkich Jego poddanych. 
Nasz naród, będący szczególnym przedmiotem Jego sprawiedliwej i miłościwej opieki i troski, tem silniej odczuwać musi i odczuwa ogrom tego ciosu, im głębszą żywi wdzięczność ku Wspaniałomyślnemu i Najukochańszemu Władcy swojemu.
I cóż nam czynić wypada, aby przynieść ulgę zbolałemu sercu naszego Najdostojniejszego i Najdroższego Monarchy, w tak wielkiem Jego cierpieniu? 
Oto pełni najwyższego współczucia zwróćmy się wszyscy do Pana Zastępów z pokorną prośbą, aby w tem ciężkiem nawiedzeniu raczył stać się dla Niego źródłem prawdziwej pociechy, aby dodał Mu sił i mocy do chrześciańskiego zniesienia tego krzyża, a duszę ś. p. Cesarzowej Elżbiety przyjąć raczył do przybytków wiecznego pokoju i szczęścia.
Po powrocie do rezydencyi Naszej w Krakowie odprawimy tamże dnia 16 bm. żałobne nabożeństwo za spokój duszy ś. p. Cesarzowej, a niniejszem polecamy Wielebnym Rządcom wszystkich kościołów parafialnych i filialnych dyecezyi naszej, aby w sobotę dnia 17 września br. urządzili w swoich kościołach jak najuroczystsze żałobne nabożeństwo, a mianowicie odśpiewali jeden Nokturn cum Laudibus i Mszę św. z konduktem przy katafalku. 
Nabożeństwo to należy zapowiedzieć wiernym i zawiadomić o niem w sposób właściwy miejscowe władze rządowe, szkolne i autonomiczne.

Dano w Choczni, w czasie kanonicznej wizyty, dnia 12 września 1898 r.

Jan książę-biskup



1Jan Puzyna herbu Oginiec, urodził się w 1842 roku w Gwoźdźcu na terenie dzisiejszej Ukrainy.
Pochodził z magnackiego rodu książęcego Puzynów, a jego dziadkiem był generał Józef Dwernicki, dowódca kawalerii w czasie Powstania Listopadowego.
Po zakończonych doktoratem studiach prawniczych na Uniwersytecie Lwowskim i w Pradze pracował w sądownictwie galicyjskim. W 1876 roku wstąpił do seminarium duchownego, został wyświęcony na księdza i rozpoczął posługę jako wikariusz w Przeworsku, a następnie już jako kanonik w Przemyślu.
W 1886 roku został mianowany biskupem pomocniczym diecezji lwowskiej, a w 1894 roku diecezjalnym biskupem krakowskim. W 1901 roku uzyskał godność kardynała.
W 1903 roku podczas konklawe złożył veto przeciw wyborowi na papieża kardynała Rampoli, w wyniku czego papieżem został kardynał Sarto, znany jako Pius X.
W Krakowie bp. Puzyna wzniósł nowy budynek seminarium, założył Muzeum Diecezjalne, dokończył odnowę konserwatorską katedry wawelskiej, koronował obraz Matki Bożej Bolesnej w kościele oo. Franciszkanów i odzyskał dla biskupstwa kościół Bendyktynów w Tyńcu.
Nie był popularny wśród patriotycznie nastawionych wiernych, zrażając ich odmową przyjęcia prochów Juliusza Słowackiego na Wawel, czy brakiem zgody na mszę polową w dniu postawienia Pomnika Grunwaldzkiego.
Podczas wspomnianej wyżej wizytacji w Choczni przyjął chłopską delegację na czele z Antonim Styłą, a zirytowany za ich poparcie dla partii ludowej i czytelnictwo ludowej prasy miał podnieść na Styłę laskę z zamiarem uderzenia, wykrzykując "A co ty tu wyprawiasz?". Zmitygowany stanowczą postawą Styły i jego słowami "A ty co chcesz po mnie? bij, spróbuj !" odłożył jednak laskę do kąta i dalszą rozmowę prowadził już w innym tonie.
Zmarł w 1911 roku i został pochowany w katedrze wawelskiej.

2Elżbieta Amalia von Wittelsbach zwana Sissi, księżniczka bawarska, urodziła się w 1837 roku w Monachium.
W 1854 roku poślubiła austriackiego cesarza Franciszka Józefa, z którym doczekała się czworga dzieci. Była uważana powszechnie za najpiękniejszą kobietę na świecie i cieszyła się niezwykłą popularnością wśród ludu. Pasjonowały ją jazda konna, polowania, podróże, literatura- sama pisała liryki i poematy elegijne.
10 września 1898 roku, podczas jednej z jej licznych podróży została zaatakowana przez włoskiego anarchistę o nazwisku Lucheni, gdy oczekiwała na parowiec wycieczkowy w Genewie. Zamachowiec wbił jej pilnik w serce, powodując śmierć po kilkunastu minutach.
Zwłoki Elżbiety sprowadzono pociągiem do Wiednia i uroczyście pochowano w krypcie cesarskiej (Kaisergruft) w Kościele Kapucynów (Kapuzinerkirche).
Jej zabójca Luigi Lucheni zeznał, że zamach miał na celu zastraszenie arystokracji i był wyrazem jego niechęci do tej warstwy społecznej. Nie planował pierwotnie zabójstwa cesarzowej, ale chciał zabić władcę, nieważne jakiego. Władze Szwajcarii odmówiły wydania go Austrii i w procesie sądowym skazany został na dożywotnie więzienie. Zmarł śmiercią samobójczą w 1910 roku.

środa, 30 marca 2016

Choczeńska kronika policyjna

Niemieckojęzyczny "Weltblatt" z 8 grudnia 1898 roku informował:

Mężczyzna w damskim stroju.
Z Bielska meldują- posterunek bialskiej żandarmerii zatrzymał w dniu 1 grudnia i dostarczył do budynku sądu męskie indywiduum ubrane w damski strój, przynależne do Choczni pod Wadowicami. 
Aresztant- dotknięty wolem góralski kretyn nie jest w stanie podać informacji o swoim pochodzeniu.
Jego wprowadzenie do budynku sądu wzbudziło duże podekscytowanie.

"Zielony Sztandar" z listopada 1933 roku podawał:

Z niedzieli na poniedziałek (26 listopada), gdy wszystka policja strzegła domu dr Putka, nieznani sprawcy skradli z dolnej Choczni 15 kur biednemu gospodarzowi.

"Polska Zachodnia" z 26 lipca 1939 roku donosiła:

Głupich nie sieją... 
Trójka "naparstkarzy" pod kluczem.
Niestety naiwnych nigdy nie brak ! O tym przekonała się onegdaj trójka oszustów, którzy przy stacji kolejowej Biała-Lipnik, zatrzymywali śpieszących do pracy robotników, by wciągnąć ich do gry w naparstki. Policja bialska zajęła się oszustami i osadziła ich we więzieniu. 
Są nimi: 26-letni Józef Piskorz z Krakowa, 27-letni Władysław Kolber z Choczni pod Wadowicami i 27-letni Stanisław Kosior z Warszawy. 
Po odebraniu im 24 zł gotówki, uzyskanej przez oszukańczą grę ustalono, że spryciarze mieli podzielone role: jeden z nich prowadził grę, drugi, jako wabik, wygrywał stale, zachęcając innych do hazardu, a trzeci stał na warcie, by ostrzec kolegów o zbliżaniu się policji. 
Ofiary oszustów. które w ub. sobotę przegrały jakiekolwiek kwoty, mogą się zgłosić w komisariacie policji w Białej, celem odebrania przegranych pieniędzy. 

piątek, 15 stycznia 2016

Sytuacja na rynku pracy w 1898 roku

Przebywający w Wadowicach w 1898 roku korespondent "Kurjera Lwowskiego" przygotował relację, w której informuje między innymi o masowych wyjazdach zarobkowych z Choczni, w poszukiwaniu pracy i lepszych zarobków.
Relacja ta została opublikowana w numerze 195 "Kurjera" z 16 lipca:

(...) Przedsiębiorstw jakichś większych, czy fabryk nie ma w powiecie. Poszukujący zarobku czynią to utartym od dawna sposobem. Jedni idą do kopalń w Ostrawie, inni, tj. górale, bywają stale wynajmowani do żniw na Węgrzech, a wielkie partie obieżysasów wynajmują się do robót polnych w odległych okolicach Niemiec*1
Dla ilustracji wystarczy fakt, że z gminy Choczni, położonej tuż koło miasta Wadowic, a liczącej do 3000 dusz*2, wyemigrowało w tym roku za zarobkiem przeszło 500 robotników i robotnic. Oszczędności, przysyłane przez nich do gminy, wynoszą tygodniowo 300-500 zł. To stanowi źródło utrzymania dla rodzin, pozostałych w domu. Zarobki na miejscu, przy robotach polnych, budowach itp. wynoszą przeciętnie 35 centów (grajcarów) dziennie. 
Fabryka papieru dra Krobickiego i sp. w Wadowicach, zatrudniająca ogółem 150 robotników stałych, płaci od 25 centów do 1 złotego reńskiego dziennie. 
Lichwa nie ma w powiecie wadowickim warunków rozkwitu, powiatowa kasa oszczędności bowiem zaspakaja potrzeby kredytu drobnego prawie dostatecznie, zwłaszcza gdy zarząd kasy, po zmianie składu rady powiatowej, przeszedł w ręce posła Styły*3 i tow.
Ludność żydowska trudni się tedy handlem przeważnie. Wyszynki, w jej ręku zostające przeważnie, nie czynią spustoszenia, bo lud oszczędny i trzeźwy, a w użyciu są najczęściej wino i piwo, bardzo mało używa się wódki.*
Starostwo powiatowe nie jest jeszcze bez zarzutu, że wspomnę tylko o wielkich utrudnieniach, czynionych robotnicom z wydawaniem książek służbowych dla emigracji za zarobkiem do Niemiec (...)


  1. Autor nie wspomina o emigracji do Ameryki, która przybrała na sile w późniejszym okresie, a około 1898 roku obejmowała zaledwie kilka wyjazdów z Choczni rocznie (6 potwierdzonych w 1898).
  2. Według danych kościelnych gmina Chocznia liczyła wówczas dokładnie 3221 osób (w Choczni i Kaczynie).
  3. Chodzi o posła Antoniego Styłę (LINK).
  4. Chocznię zamieszkiwało wtedy 65 Żydów.