Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klemens Guzdek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klemens Guzdek. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 czerwca 2019

List Klemensa Guzdka z 1950 roku

5 października 1950 roku znany choczeński działacz społeczny i polityczny Klemens Guzdek (1880-1950) napisał prywatny list do swojego młodszego krewnego*i byłego sąsiada Adama Szczura (1911-1991), z którym dzielił trudny los na wysiedleniu podczas niemieckiej okupacji.
Ponieważ Klemens Guzdek zmarł 11 października 1950 roku, czyli 6 dni po napisaniu tego listu, jest to ostatni dokument, jaki po nim pozostał. Jego kopię przekazał mi Tomasz Guzdek, wnuk Klemensa.
List jest o tyle interesujący dla osób postronnych, że Klemens Guzdek zawarł w nim opis ówczesnej sytuacji nie tylko w Choczni i w okolicy, ale także w miejscach, gdzie znalazły się jego dzieci, o czym informował mieszkającego na Ziemiach Odzyskanych Adama Szczura.
Na wstępie jednak autor listu podkreślił swoją tęsknotę za krewniakiem i przyjacielem, z którym dawniej miał okazję prowadzić przyjemne pogawędki oraz żal, że wraz z jego wyjazdem w dalekie strony Chocznia straciła tak poważnego i uczciwego mieszkańca.
Następnie przeszedł do pytań, na które przed śmiercią nie zdążył już uzyskać odpowiedzi:
Jak się tam czujecie pomiędzy tym napływowym otoczeniem?
Czy Wam nie tęskno za rodzinną wioską, za Rodzicami i znajomymi? Bo ja myślę, że co swojskie, to i milsze.
Jak tam u was w tym roku zbiory wypadły? Czy tak plennie, jak Czuciryna pszenica*2 w Rosji 100 kwintali z jednego hektara? (...)
A z polityką- jakie tam u Was prądy i przekonania - Czy sprzyjają tamtejsi obywatele kołchozom? 
I czy je tworzą?
U nas w Choczni, jak na wulkanie, tarcia polityczne na tle gospodarki gminnej i spółdzielczej trwają bez końca, wszystek dorobek, jaki miały nasze spółdzielnie: Kasa Stefczyka i Kółko Rolnicze zabrali do Okręgówek i tam obcy gospodarują, a u nas jest tylko filia sklepowa i w niej aż się uginają półki z flaszkami spirytusu, wódkami, likierami... a brak tych artykułów, co nam potrzeba. 
Nie ma cukru, octu, nafty, a był i taki czas, że soli brakowało. Ponadto brak sztucznych nawozów, węgli, materii na bieliznę. I nie wiadomo, co dalej będzie, bo wielkie jest niezadowolenie ludności i oburzenie na taką gospodarkę spółdzielczą.
Wszystkie te zarządzenia przychodzą z wiatrem od wschodniego sąsiada, a młodzież dzisiejszych czasów nie zdaje sobie sprawy z tego i nie zastanawia się nad tem ustrojem, który jest tak zachwalany przez Sowietów i naszą propagandę radiową i prasową. W Inwałdzie już się utworzyły małe kołchozy. Ten dworski majątek, który był rozparcelowany między dworaków i chłopów odbierają i robią spólnotę. Mojemu Swacie tyż odebrali łąkę, którą otrzymał z parcelacji. Pisał nam Janek syn z Pomorza (koło Chojnic), że tam tyż to samo się dzieje, kto się nie chce wpisać do spólnoty, nakładają takie nadmierne opłaty, że chłopi nie są w stanie opłacać swych gospodarstw i przez to jedni się podpisują, drudzy coś niecoś poprzedadzą i ulatniają się, zostawiając wszystko na łasce. I Janek tyż ma zamiar zrezygnować ze swego ośmiohektarowego gospodarstwa poniemieckiego.
U nas w Choczni dotychczas pod tym względem spokój, ale co będzie dalej, Bóg raczy wiedzieć.
Może najprędzej do Korei nas wyślą lub do Chin, bronić Sowieckiej Demokracji.
U nas siewy i kopanie ziemniaków na ukończeniu. Zbiór ziemniaków wszędzie obfity, więc głodu nie będzie. Ludzie dosyć zdrowi (...) Pisują dość często, za wyjątkiem Marysi we Francji*3, od której już 4 miesiące nie mamy wiadomości. W ostatnim liście pisała, że po strajku znacznie się robotnikom pogorszyło, iż teraz zarabiają tylko na papu, a przedtem coś się dało zaoszczędzić. Niektórzy Polacy pozjeżdżali do Polski, a teraz piszą tam, przeklinają swój powrót i robią starania o zezwolenie na powrót do Francji, lecz tego zezwolenia Władza nie udziela. A więc wszędzie tam dobrze, gdzie nas nie ma.
No trzeba mi kończyć ten mój nieudolny list, bom się tak rozpisał jak przedwojenny Kurjer*4.




*1 Klemens Guzdek był kuzynem Kazimierza Szczura, ojca Adama.
*2 autor miał na myśli zapewne Miczurina, a właściwie jego kontynuatora Łysenkę, który usiłował wbrew genetyce wyhodować pszenicę wyjątkowo odporną na trudne warunki atmosferyczne oraz dobrze plonującą na słabych glebach. O jego sukcesach w tym względzie trąbiła ówczesna propaganda, mimo że były to sukcesy tylko na papierze.
*3 chodzi o Marię Janik z domu Guzdek, córkę Klemensa
*4 aluzja to popularnego przed wojną Ilustrowanego Kuriera Codziennego, który wydawał w Krakowie Marian Dąbrowski, syn chocznianina Franciszka Dąbrowskiego.


czwartek, 30 czerwca 2016

Klemens Guzdek- działacz ludowy i samorządowy

Klemens Guzdek urodził się 10 listopada 1880 roku. Był synem Józefa i Franciszki z domu Bryndza.
W 1907 roku wyjechał do USA w poszukiwaniu pracy i szans na lepsze życie, tak jak wielu współczesnych mu chocznian. Z emigracji zdążył wrócić przed I wojną światową, w której wziął czynny udział, jako artylerzysta-kanonier armii c.k. 
Na liście strat z 13 stycznia 1915 roku- zestawieniu rannych i poszkodowanych żołnierzy austriackich- figuruje jako ranny w kciuk i umieszczony w szpitalu w Petrinji, w dzisiejszej środkowej Chorwacji.
W okresie międzywojennym należał do bliskich współpracowników Józefa Putka, wyróżniał się zaangażowaniem w sprawy polityczne, społeczne i te dotyczące Choczni.
Działał w Radzie Nadzorczej choczeńskiej kasy zapomogowo- pożyczkowej (1921-35), wszedł w skład rady parafialnej, opanowanej w demokratycznym głosowaniu przez "putkowców" wiceprzewodniczący komitetu parafialnego).
W 1927 roku został wybrany członkiem zarządu PSL „Wyzwolenie” w gminie Chocznia.W 1929 roku znajdował się w zarządzie Gminy Chocznia, rozwiązanej przez urząd wojewódzki.  W proteście przeciw temu rozwiązaniu zorganizował w 1930 roku pochód z Choczni do starostwa w Wadowicach, za co został ukarany przez sąd grzywną w wysokości 5 zł. Jego mieszkanie poddano rewizji w poszukiwaniu dokumentów i pieczęci gminnej. 
To z tego właśnie okresu pochodzi karykatura polityczna (LINK), na której znalazła się również jego postać, z fajką w zębach i batem na klerykałów w dłoni.
W 1930 roku został członkiem Okręgowej Komisji Wyborczej nr 43 w Wadowicach, podobną funkcję pełnił zresztą dwa lata wcześniej. Właśnie postawa Guzdka i byłego wójta Maksymiliana Malaty w komisji wyborczej zapobiegła machinacjom wyborczym przeciwników ludowców i w konsekwencji wypaczeniu wyników wyborów (LINK).
W 1931 roku został wezwany i zeznawał jako świadek w procesie brzeskim, w sprawie oskarżonego Józefa Putka (LINK).
W 1935 roku wykazywany jest jako radny powiatowy, a od 1935 do 1939 roku radny Gromady Chocznia, wybrany ponownie w marcu 1939 roku. 
W czasie II wojny światowej znalazł się na wysiedleniu na Lubelszczyźnie. 
Zaraz po wojnie został odznaczony Medalem Zwycięstwa i Wolności (w 1945 roku). 
Od 1946 roku ponownie działał społecznie jako radny Gminy Chocznia, ale zrezygnował z powodu konieczności zapewnienia opieki ciężko chorej żonie Franciszce (z domu Bandoła), na leczenie której bezskutecznie szukał środków finansowych w funduszach gminnych. 
Zmarł dwa lata przed nią, 11 października 1950 roku. Po śmierci został pochowany na choczeńskim cmentarzu parafialnym. 
Wśród jego kilkunastu dzieci aktywnością społeczną wyróżniał się szczególnie Józef Guzdek, przez krótki czas wójt Gminy Chocznia (od 1946 roku).

Klemens Guzdek na zbiorowym zdjęciu choczeńskich działaczy- LINK.

Bohatera notatki nie należy mylić z innym Klemensem Guzdkiem (1920-1992), przewodniczącym Gromadzkiej Rady Narodowej w Choczni  w czasach PRL  !