środa, 5 listopada 2014

Dzielny strażnik kolejowy

List Antoniego Świętka z Choczni do redakcji dziennika ludowego "Prawda" z 15 maja 1897 roku:

"Dnia 14 kwietnia b. r. około godziny jedenastej w południe po pięknej zrana pogodzie nadeszła nagle wielka burza i wielki deszcz wraz z gradem na naszą wieś pod Wadowicami. Deszcz wraz z gradem padał może godzinę, a tak wielka woda wezbrała, że pola i łąki niżej położone wyglądały jak małe jeziorka, a rzeki wezbrały i wystąpiły ze swych brzegów. Właśnie było to południe, podczas którego jeździ pociąg z Kalwaryi do Białej. 
Strażnik kolejowy Jakób Bielenin, człowiek z prawym charakterem, inteligentny, każdemu dobrze życzący, uczciwy, a przedewszystkiem gorliwie starający się o chwałę Bożą. Pomimo tak wielkiej burzy i tak wielkiego deszczu, nie dbając zupełnie na niebezpieczeństwa, jakie groziły, zostawia swą córkę na przystanku (Chocznia bowiem ma przystanek osobowy), która doskonale się ze swego zadania wywiązała. Sam zaś Bielenin, wziąwszy potrzebne narzędzia, udaje się na tor kolejowy. W odległości może klm. od jego domu spostrzega z przerażeniem, że przez tor przechodzi woda w takiej ilości, że już szuter znajdujący się pod szynami wybrała i już niemal progami rwała. Wówczas strażnik nie stracił odwagi, lecz udał się do poblizkich domów, zwołał gospodarzy i jak mógł, naprawiał tor kolejowy, aby tylko nadchodzący pociąg osobowy, wiozący masę ludu mógł przejechać. Właśnie nadjeżdża, on w swej troskliwości o dobro ludzi i dyrekcyi wychodzi naprzeciw i pociąg zastawia, bo widział jakie może wyniknąć niebezpieczeństwo, gdyby pociąg runął. Kiedy już pociąg stanął, wyszła odpowiednia komisya i zbadała, że trudno będzie przejechać, wówczas pociąg się zatrzymał, a Bielenin zwoławszy ludzi, jak mógł pozastawiał wodę, pod szyny nabił kamieni, tak że pociąg mógł wprawdzie pomału przejechać, co może jedynie zawdzięczyć troskliwości i pilności wymienionego strażnika. Po przejściu osobowego pociągu miał zaraz przejeżdżać ciężarowy z przeciwnej strony, dlatego też Jakób Bielenin z natężaniem wszystkich swych sił starał się w jak najkrótszym czasie  to co było zepsute naprawić, chociaż mu to z trudnością przychodziło, bo woda uniosła prawie wszystek szuter i kamienie na pola. Mimo tego zachęcał robotników w pracy własnym swym przykładem, aby pociąg mógł dalej kursować. Taka to wielka odpowiedzialność ciąży na barkach strażników kolejowych, od których całe niemal bezpieczeństwo nietylko ludzi, lecz także i skarbu państwa zawisło."

wtorek, 4 listopada 2014

Marian Talaga

Marian Talaga w 1936 roku
zdjęcie z archiwum J. P. Talagi


Urodzony 16 października 1916 roku w Choczni jako syn nauczyciela Wincentego Talagi i Bronisławy z domu Bielenin, córki choczeńskiego dróżnika kolejowego.
Absolwent 7 klas szkoły powszechnej (1931) i czteroletniej średniej salezjańskiej szkoły zawodowej w Oświęcimiu.  W latach 1937-1938 pracował w zakładach „Granat” w Kielcach jako robotnik (operator obrabiarki) przy masowej produkcji części zapalnika do pocisków. 
W 1939 roku znalazł się jako szeregowy mechanik w 2 Pułku Lotniczym w Krakowie.  17 września 1939 roku przekroczył granicę rumuńską i został internowany. W 1940 roku przybył do Hajfy w Palestynie, gdzie wstąpił do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Został ranny przed jej walkami o Tobruk i ewakuowany do Anglii (maj 1941). Tam najpierw zgłosił się i otrzymał przydział  jako ordynans generała Sosnkowskiego, a potem od listopada 1941 roku trafił do Service Flying Training School w Newton. 
Od 8 stycznia 1942 roku służył w stopniu starszego szeregowego w 307 Dywizjonie Myśliwskim Nocnym „Lwowskich Puchaczy”. Numer służbowy RAF-794189. W kwietniu 1942 roku awansował na stopień kaprala. Od lutego 1943 roku do kwietnia 1944 roku znajdował się w ośrodku treningowym RAF w Kirkham, a następnie powrócił do Dywizjonu 307 w charakterze rusznikarza. 1 września 1944 roku uzyskał awans na stopień plutonowego. 
Jest wymieniany w  dotyczących tego okresu wojny książkach Janusza Meissnera „Żądło Genowefy” i „L jak Lucy”. Po wojnie mieszkał w Anglii, a potem w 1948 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych.  Był członkiem organizacji polonijnej Związek Narodowy Polski. Pracował w zakładach oponiarskich UniRoyal Corporation oraz firmach Savage Arms Corporation i Chapman Valve Corporation. Po przejściu na emeryturę w 1978 mieszkał w Chicopee w stanie Massachusetts. Jako emeryt trzykrotnie odwiedził  Polskę w 1979, 1983 i 1992 roku. Po śmierci w wieku 82 lat został pochowany na cmentarzu w Chicopee. Odznaczony: Defence Medal, War Medal 1939-1945 i Medalem Lotniczym. 
Był mężem Lucy z domu Glog i ojcem Roberta oraz Diany.
Z siostrą Wincentyną w Choczni w 1983 roku
zdjęcie z archiwum J. P. Talagi



poniedziałek, 3 listopada 2014

Kółko rolnicze w Choczni

"Przewodnik kółek rolniczych" Lwów 1 lutego 1891 - korespondencja z Choczni:


 (...) Zachęceni rozwojem "Kółek rolniczych" w tak znacznej liczbie już zawiązanych, założyliśmy i w naszej gminie "Kółko rolnicze" w dniu 10.listopada 1889, do którego przystąpiło 51 członków i ci też zaraz złożyli wpisowe, a następnie uchwalony przez siebie udział. Dzisiaj liczy nasze "Kółko" już 245 członków, co jest dowodem, że nasi gospodarze odczuli rzeczywistą potrzebę istnienia "Kółka rolniczego" w gminie, liczącej nad 400 nr. domów. Członkowie uchwalili założenie dwóch sklepików chrześciańskich, z powodu zbyt rozległej wsi, a Zarząd "Kółka" w krótkim czasie wprowadził je w życie. W ciągu jednego roku sprowadzono towarów za 3.000 złr. W sklepikach tych o wiele większy byłby obrót, gdyby był na to odpowiedni kapitał i gdyby nie ta formalność, że sami członkowie Zarządu, powołani do kontroli, są sklepikarzami. 
Przy rocznem sprawozdaniu Zarządu "Kółka rolniczego" z rachunków, członkowie przyszli do przekonania, że kapitał obrotowy jest za mały, dlatego też w dniach 11 i 18 b. m. na Zgromadzeniu, zastanawiali się, w jaki sposób możnaby uzyskać większy kapitał, a także uchwalono odpowiednią kontrolę, aby sklepiki działały z większą korzyścią dla członków.  Antoni Styła (młodszy) postawił wniosek następujący: Aby nasze "Kółko mogło większe oddać usługi moralne i materyalne dla członków, jako też i dla całej gminy, Zarząd "Kółka" powinien wytężyć swe siły z pomocą członków, aby wystawić osobny dom obszerny - w którymby był umieszczony sklepik chrześciański z potrzebnymi towarami - również z obszerną salą na czytelnię, któraby zarazem służyła na posiedzenia rady gminnej.W każdym jednak razie nie może być cierpieniem, aby członkowie Zarządu "Kółka" byli zarazem i sklepikarzami, co dotąd się praktykuje, a co jest niewłaściwe, gdyż członkowie Zarządu mają obowiązek kontrolowania. Wszyscy obecni postanowili tę sprawę odłożyć do następnego zgromadzenia, aż wszyscy członkowie wezmą udział w obradach. 
W czerwcu z. r. Zarząd "Kół.-a roln." wniósł prośbę do Towarz. Rolniczego w Wadowicach, o nadesłanie buhaja subwencyonowanego. Prezes Towarz. rolniczego, oświadczył na ustne zapytanie, że już uchwalono nadesłać takowego - sprawa ta jednak natrafiła na pewną przeszkodę, spodziewamy się przecież rychłego jej załatwienia. 
Wynalazek słomianych dachów p. inżyniera Uderskiego zainteresował gorąco wszystkich członków, tak iż Zarząd "Kółka" odniósł się z prośbą do Wp. Uderskiego. czy nie mogłoby dwóch członków "Kółka roln." nauczyć się tego wynalazku w jego fabryce, aby tutaj mogli zużytkować ten cenny wynalazek. Odpowiedź otrzymaliśmy bardzo przychylną i zamiar nasz będziemy mogli uskutecznić z nadejściem wiosny. 
Członkowie "Kółka", młodzież doroślejsza i kobiety zgromadzają się licznie w szkole w każdą niedzielę po nieszporach począwszy od 1.listopada, aż do końca marca, w lecie zaś w pierwszą niedzielę każdego miesiąca. Podczas zgromadzenia bywają pogadanki o gospodarstwie i niektóre ważniejsze artykuły z gazetek odczytywane. 
Na zebraniu w dniu 11 b. m. był obecny p. Adolf Bichterle właściciel sołtystwa w naszej wsi i miał pogadankę o drenowaniu pól, o orce, o nasionach i o młynkach do czyszczenia zboża; mówił także o zołzach u koni, podał ich przyczynę i udzielił zarazem jak należy w takich wypadkach postępować. Członkowie złożyli p. Bichterlemu za udzielone cenne rady i wskazówki przez powstanie serdeczne podziękowanie. 
Mamy też czytelnię założoną przez Towarzystwo Oświaty ludowej w Krakowie, które nam nadesłało 104 książeczek, zaś od Zarządu głównego otrzymaliśmy 40. Członkowie bardzo chętnie czytają, a dowodem tego jest, iż począwszy od 1. lutego do końca roku jest 539 pozycyi wypożyczonych książek, oprócz tego, Zarząd "Kółka" prenumeruje kilka gazetek dla użytku członków. "Kółko rolnicze" i czytelnia oddziaływają bardzo zbawiennie na członków, nabierają oni bowiem do siebie zaufania, doradzają sobie wzajemnie i zamiast wieczorami w karczmie przesiadywać, zajmują się czytaniem rzeczy pożytecznych i pogadanką o gospodarstwie, - stają się grzeczniejszymi w obejściu, nabierają ogłady i poszanowania dla osób wyższych stanowiskiem i dla siebie.
Nie mała to radość dla ludzi życzliwych ludowi polskiemu, a szczególnie dla głównego Towarzystwa "Kółek rolniczych" i Towarzystwa oświaty ludowej w Krakowie, które pracując i starając się oświatę ludu, tern samem ułatwiają niezmiernie zadanie szkoły. Widząc tak błogie skutki z założenia u nas "Kółka rolniczego" i czytelni, życzyć należy, aby w kraju naszym nie było ani jednej wioski, w którejby nie było "Kółka rolniczego" i czytelni, bo na tej jedynie drodze może się podnieść oświata, a tern samem dobrobyt ludu polskiego.
Nadmienić także wypada, iż gmina tutejsza ma już od dwóch lat ukończony piękny murowany kościół, a obecnie stoi na ukończeniu murowana piętrowa plebania. Największe starania około wspomnianych budowli położyli Wielebny ksiądz Prałat Józef Komorek i p. Józef Czapik, to też od gminy doznają wdzięczności i poszanowania. Z powodu znacznej rozległości wsi znajdują się tu dwie szkoły z trzema nauczycielami, do obu szkół uczęszcza blisko 400 dzieci, stąd też pomiędzy naszą młodzieżą nie ma prawie nikogo, ktoby nie umiał czytać i pisać.

Jan Świętek
przewodniczący.

Fr. Wiśniowski
sekretarz. (...)