poniedziałek, 14 stycznia 2019

Dawni właściciele obecnych parcel budowlanych- ulica Główna cz. III

Czyją własnością w połowie XIX wieku były parcele, na których stoją obecnie domy mieszkańców Choczni?
Kontynuacja wcześniejszych notatek - tym razem ulica Główna (numery nieparzyste od 47 i parzyste od 202 do Drapówki):

  • ul. Główna 202, 206 - Jan Pindel
  • ul. Główna 208, 210, 212, 214, 214A, 216 - Józef Pindel
  • ul. Główna 218, 222, 224, 224A, 232 - Józef Wójcik
  • ul. Główna 226, 228 - Bartłomiej Pindel
  • ul. Główna 234, 236, 240 - Jan Kręcioch
  • ul. Główna 242, 244 - Franciszek Pindel
  • ul. Główna 246, 248, 250 - Walenty Wcisło
  • ul. Główna 252, 254 - Maciej Bąk
  • ul. Główna 256, 258, 262, 264, 266, 268 - Adam Wider
  • ul. Główna 270 - Kazimierz Banaś
  • ul. Główna 274, 276, 278 - Jakub Pindel
  • ul. Główna 280, 282, 284B - Aleksander Wider
  • ul. Główna 284, 284A, 286, 290, 292 - Jan Wider
  • ul. Główna 294, 294A, 296 - Tomasz Góralczyk
  • ul. Główna 298, 302 - Józef Garżel
  • ul. Główna 304, 304A, 306, 306A - Antoni Woytala
  • ul. Główna 308, 310 - Antoni Bąk
  • ul. Główna 312 - Wojciech Bąk, Wojciech Kobiałka
  • ul. Główna 316 - Jan Góra
  • ul. Główna 320 - Józef Drapa
Nieparzyste od nr 47:

  • ul. Główna 47 - Józef Wójcik
  • ul. Główna 53 - Franciszek Wider, Andrzej Dąbrowski, Jan Kręcioch


piątek, 11 stycznia 2019

Wspomnienia o Józefie Beczale

W 2000 roku w czwartym numerze dwumiesięcznika Duszpasterstwa Ludzi Morza "Stella Maris" ukazały się dwa artykuły wspomnieniowe o związanym z Chocznią bosmanie Józefie Beczale, ofierze katastrofy morskiej w 1955 roku.

Autorem pierwszego wspomnienia był chocznianin Henryk Ramęda:

Tragedie ludzkie wyrywają nas z codziennej troski o chleb powszedni, nasz umysł przerażony kruchością materialnego bytu szuka wtedy jak nigdy, nadziei i wsparcia u Pana Stworzenia. Pamięć świadków zdarzenia na zawsze zapisuje ogrom rozpaczy wśród osób najbliższych, ich łzy i ból, który prawie nigdy nie znajduje ukojenia. Utrwalone w pamięci obrazy domagają się uwolnienia, nawet po wielu latach i taki jest obowiązek tych, którzy je noszą w sobie i którym dane było przeżyć szczęśliwie swą młodość i lata dojrzałe. W naszej pamięci zachowujemy twarze zatroskanych o nasz los najdroższych Rodziców, dzieci i osób nam najbliższych, ich oczy i drżące usta wypowiadające słowa błogosławieństwa na dalekie i pełne ryzyka wyprawy, a potem tę niepospolitą w swej wymowie, radość ze szczęśliwych powrotów do domu. Po latach, w różnych okolicznościach powracamy pamięcią do tych, którym, mocą nie zbadanych wyroków Bożych, nie było dane do domu powrócić. Na ich symbolicznym grobie odczytujemy w skupieniu tabliczki z nazwiskami i nazwy statków, które nie dopłynęły do portu przeznaczenia. Ich kamień nagrobny posiada swą przygnębiającą odmienność, nie kryje prochów, lecz buduje w naszej wyobraźni obraz morza rozszalałego, porywającego w swą otchłań istoty ludzkie. Jednym ze statków, który wyszedł ze Świnoujścia lecz do Świnoujścia nie powrócił był lugrotrawler „Czubatka". To zdarzyło się już dawno, 45 lat temu. Takie tragedie zapadają nam w pamięć lecz nie poddają się naszej głębokiej refleksji, jeśli wśród ofiar, nie ma osób nam bliskich. Na pokładzie „Czubatka" znajdowało się 14 młodych ludzi, a wśród nich 24 letni absolwent ówczesnej Państwowej Szkoły Morskiej w Szczecinie, Józef Beczała z Choczni koło Wadowic. Pamiętam dzień, kiedy wiadomość ta dotarła do Choczni. To były czasy, kiedy w szkołach o godz. 07.45 odbywały się tak zwane „apele", na których młodzież, na wzór sowieckich pionierów, przyzwyczajano do propagandowych oszustw. Ówczesny Kierownik Szkoły Podstawowej w Choczni Dolnej, śp. Tadeusz Nowak, bezwzględnie mąż opatrznościowy na te trudne lata, świadomie psuł ideologiczno-polityczną indoktrynację apelową, omawiając ze swej strony, wyłącznie sprawy bliskie każdemu normalnemu człowiekowi. To właśnie mądry Kierownik Tadeusz Nowak, na takim „apelu", w pełnych powagi słowach powiedział nam wtedy o tragedii, jaka dotknęła rodzinę Beczałów. Po latach, przyjaciel śp. Józefa Beczały z harcerstwa i Szkoły Morskiej, kapitan Andrzej Woźniak z Choczni wspomina, że odtąd każdy jego powrót do domu był napełniony smutkiem, bo nie znajdował rozsądnych słów pocieszenia, kiedy Rodzice jego przyjaciela witali go z oczami pełnymi łez. Poddani prawom przemijania staramy się zachować w pamięci potomnych nasze przeżycia, przechowujemy materialne dokumenty naszych uczuć i wzruszeń. Pan Andrzej Woźniak dotarł w sąsiednim Inwałdzie do krewnych dziewczyny, młodziutkiej wtedy i najmilszej sercu śp. Józefa Beczały. Lecz i śliczna Marysia, na zdjęciu w bereciku, odeszła na zawsze. Pośród rodzinnych pamiątek pozostały jedynie te fotografie - bezcenne obrazki zatrzymanego czasu, a wśród najbliższych przetrwała pamięć o Jej wielkiej, tragicznie przerwanej miłości.



Natomiast drugie wspomnienie pochodzi od kapitana Zygmunta Ziółkowskiego, przyjaciela Józefa Beczały:

Józef Beczała urodził się w 1932 roku w Choczni koło Wadowic1. Jego Ojciec był kolejarzem. 
Do Szkoły Jungów w Państwowym Centrum Wychowania Morskiego przybył do Łeby jesienią 1948 r. Potem była praktyka na „Darze Pomorza" i na „Beniowskim". Po dwuletnim pobycie w Szkole Jungów zdaliśmy egzaminy wstępne do Państwowej Szkoły Morskiej, Wydział Nawigacyjny w Szczecinie. Słynną „Macajowską" Szkołę Morską ukończyliśmy w 1952 roku. 
Późną jesienią 1952 roku niektórzy z licznej grupy absolwentów PSM zostali wezwani na spotkanie z ministrem Popielem i przydzieleni do rybołówstwa morskiego. W ten sposób Józek trafił do rybołówstwa morskiego w Świnoujściu. Pierwszym dowódcą, pod kierownictwem którego przyszło Józkowi pływać, był Aleksander Popko, brat naszego szkolnego kolegi Wacława. 
W rybołówstwie Józek przeżył pierwszą morską awarię - wejście na skały Nidingen w Szwecji. Potem po urlopie, wiosną 1955, wrócił na luger „Czubatka", który w sztormie na Morzu Północnym prze-wrócił się i zatonął wraz z. całą załogą. Minęło już wiele lat i prawie nikt nie pamięta pierwszej ofiary morza z rocznika 1952 Państwowej Szkoły Morskiej. 
Odszedł od nas na zawsze dzielny marynarz i jakże dobry kolega. Został w sercach Przyjaciół i Rodziny.

Choczeńscy ludzie morza - link


1 w rzeczywistości Józef Beczała urodził się w Inwałdzie.

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Pismo z Kurii w sprawie choczeńskich organistów (1938)

19 lipca 1938 roku Komisja dla Spraw Organistów Archidiecezji Krakowskiej wystosowała pismo do proboszcza parafii choczeńskiej "Wielebnego X. Józefa Dyby" w którym zawarte zostały dwie decyzje dotyczące choczeńskich organistów w ogólności, a w szczególności natomiast Władysława Woźnego, pełniącego wówczas tę funkcję.

Cytat w zapisie oryginalnym:
  1. Organista wolny jest od dzwonienia- na przyszłość funkcję tę ma wykonywać kościelny.
  2. Zakazujemy organiście wprowadzania zwyczaju chodzenia po kolędzie w gminie Chocznia*, gdzie tego zwyczaju niema, natomiast nie mamy nic przeciw temu, by zbierał kolędę w Kaczynie, gdzie ten zwyczaj istnieje.
* Chocznia formalnie nie była wtedy gminą lecz gromadą- częścią gminy wiejskiej Wadowice.