wtorek, 9 lutego 2021

Fotografie choczeńskich emigrantów - część XIII

 Maria Elżbieta Klaczak urodziła się w Choczni 6 listopada 1902 roku, jako córka Józefa Klaczaka (1873- ok. 1939) i pochodzącej z rodziny choczeńskich młynarzy Janiny Klaczak z domu Warmuz (1879-1910). Ojciec Marii Elżbiety w maju 1910 roku wyjechał do USA, a w grudniu tego samego roku zmarła jej matka Janina. Przyczyną śmierci było zapalenie płuc, którego według rodzinnych przekazów Janina nabawiła się ratując zimą z pożaru dobytek swojego sąsiada. Ośmioletnia wówczas Maria znalazła się pod opieką krewnych. Trzynaście lat później, już po zakończeniu I wojny światowej, dołączyła do ojca w USA. 3 marca 1924 roku poślubiła w Easthampton w stanie Massachusetts Bolesława Januszkiewicza.

Bolesław i Maria doczekali się trojga dzieci:

  • córki Anny, urodzonej w 1925 roku, później po mężu Felendzer,
  • syna Stanley'a (1927-2007), późniejszego męża Mary Anne Obremski,
  • córki Ireny, urodzonej w 1929 roku, później po mężu Downie.

 


Maria Januszkiewicz z domu Klaczak zmarła 13 lipca 1991 roku w Chicopee w stanie Massachusetts.

Jej córki żyją do dziś, podtrzymując w swoich rodzinach polskie tradycje. Gotują kapuśniak i gołąbki, śpiewają po polsku "Sto lat" i dekorują bożonarodzeniową choinkę bombkami przysłanymi kiedyś Marii przez jej choczeńskich krewnych.

Wszystkie zamieszczone fotografie (i część informacji) pochodzą od Laury Hern, prawnuczki Marii i zostały zamieszczone za jej zgodą.



piątek, 5 lutego 2021

O sytuacji w Choczni w listach do Anglii z 1946 roku

Od czerwca ubiegłego roku przeczytać można na "Chocznia kiedyś" notatkę na temat Mariana Giełdonia, żołnierza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie (link).

Po zakończeniu wojny Marian Giełdoń stacjonował ze swoim oddziałem we Włoszech, a następnie w sierpniu 1946 roku trafił do Anglii. Tymczasem w Choczni oczekiwała na jego powrót żona Leokadia, którą poślubił tuż przed wybuchem wojny (5 sierpnia 1939 roku). Jedynym sposobem podtrzymania ich wzajemnych kontaktów były listy, które małżonkowie wysyłali do siebie. W zachowanej przez ich wnuka korespondencji oprócz spraw ściśle prywatnych, poruszane były także tematy związane z życiem w powojennej Choczni, które zapewne mogą zainteresować także osoby spoza tej rodziny.

W liście z 2 sierpnia 1946 roku Leokadia Giełdoń (z domu Fujawa) wraca jeszcze do okresu wojny, tak opisując mężowi ich ówczesne losy:

"10 grudnia 1940 roku zostaliśmy wysiedleni z domu i dopiero 28 marca 1945 wróciliśmy. Na naszym miejscu był niemiec (pisownia oryginalna), poniszczył wszystko. (...) Zaraz po wysiedleniu mieszkaliśmy u ciotki Kotowej (chodzi o Annę Kot z domu Kręcioch) 4 miesiące ale i ją wysiedlili, więc później u p. Guzdka Henia, a ostatnio w Kaczynie. To było borykanie się z losem...(...) To jest wioska górzysta obok Choczni, przez którą pamiętasz szedłeś z Wandą i ze mną do Rzyk. Tam mieszkałam z rodzicami i z Mieciem (chodzi o Mieczysława Fujawę, brata Leokadii) 3 lata. Mamusia (Maria Fujawa z domu Kręcioch) pracowała 2 lata i 6 miesięcy w Fabryce w Białej, robiąc codziennie 18 kilometrów tam i z powrotem do pociągu. Biedaczka wymęczyła się dosyć, a ja handlowałam po kryjomu, aby zarobić na utrzymanie. (...) Wróciliśmy do pustych ścian, ale z wielką radością, że pod własny dach. Na nowo zaczęliśmy pracować wspólnie. Mamuśka stale tylko marzyła o powrocie Twoim, układając sobie różne plany na przyszłość. "


Fujawowie na wysiedleniu w Kaczynie
Od lewej: Leokadia Giełdoń, Maria Fujawa, Mieczysław Fujawa, Jan Fujawa
Zdjęcie z archiwum Sławomira Szatkowskiego

Dom w Kaczynie,  w którym Fujawowie przebywali na wysiedleniu
Zdjęcie z archiwum Sławomira Szatkowskiego

Niestety pani Fujawa nie doczekała powrotu zięcia, o czym jej córka Leokadia pisze w tym samym liście:

"29 listopada 1945 roku  był dla nas dniem tragicznym na całe życie- bo straciliśmy nasz skarb, najukochańszą mamuśkę ! O godzinie 23.45 w kuchni na tem kuferku, gdzie nieraz wspólnie siedzieliście, została zastrzelona przez dwóch "oprychów". Świadkiem tego tragizmu był biedny Ojciec (Jan Fujawa), Mieciu, służąca i jej siostra, ja natomiast przyszłam już za późno, prawie skończyła biedaczka. Dostała w główną tętnicę- wybuch krwi i żyła tylko 10 minut."

Przeciwko sprawcom napadu na Marię Fujawa wszczęto sprawę karną. O jej zabójstwo został oskarżony Otton Jaroszkiewicz, kapral 6 Dywizji Piechoty Ludowego Wojska Polskiego, lat 22. Natomiast szeregowego Józefa Pasiecznika, lat 27, oskarżono o zabór mienia rodziny Fujawa.

Odtąd szczęście opuściło Leokadię i jej rodzinę:

"Początkowo dosyć Pan Bóg nam błogosławił. Od śmierci mamusi jak odwinęła się karta, to już trzykrotnie nas okradziono, zabrali nie tylko towar ze sklepu, ale i ubrania, no doszczętnie. Kochany ciężko mi jest gospodarzyć samej po takich przeżyciach, ze starem 69-letnim przygnębionym Ojcem, a Miecio jeszcze za młody."

Do tej ciężkiej sytuacji nawiązuje także w drugim liście z 28 września 1946 roku:

"Marianku, cieszę się, że masz zamiar wrócić, ale bądź przygotowany, że czeka Cię niejedno rozczarowanie, bo obecna wegetacja... Będziesz musiał pogodzić się z losem, no ale może jakoś to będzie...(...) Zorganizuj dla siebie, co tylko możesz i wszystko zabierz, bo u nas każda rzecz ma wielką wartość. Marianku piszesz, że masz radio śliczne- ale czy na prąd? Bo tak kulturalna wieś, jak Chocznia, będzie mieć wkrótce elektrykę, przeprowadzają komasację gruntów, meliorację, itd. Najlepiej jednak komasują złodzieje- powiadam Ci co noc rabunki, dobierają się już do obór, biorą konie, krowy, itd. Ja sama się nocami nie wysypiam, stale pod wrażeniem, że już idą, pod wpływem tych wszystkich przeżyć jestem strasznie przeczulona i nerwowa. (...) Chowam krowę, ciele, konia, świnke, barana, parę kur, kaczki- jestem sama z tem starem ojcem, który już od śmierci mamuśki ma słuch przytępiony od strzałów. Mietek szczeniak, służąca śpi, jak suseł. zatem spokojnie mogą wszystko zabrać. Nie daj Boże już tyle krzywdy mi wyrządzili niemcy i złodzieje, bo jak wspominałam, już trzykrotnie nas obrabowali. Oszaleć można, takie braki. Teraz musiałam się zainteresować naprawą okien, drzwi, przecież zbliża się zima, a przy ostatnim napadzie wybili mi 11 szyb i okno z ramami. Wszystko na mojej głowie, często wyjeżdżam, aby coś wykombinować, to znowuż nie mam kogo zostawić w sklepie, ojciec ma dosyć pracy w gospodarstwie i z koniem, a Mieciu chodzi do szkoły."

Tak więc wszyscy oczekiwali na powrót Mariana Giełdonia, licząc że los się odwróci. 

Doszło do tego jeszcze w tym samym 1946 roku, niecałe dwa tygodnie przed Świętami Bożego Narodzenia. Rodzina znów była razem i mogła się cieszyć swoją obecnością. A Jan Fujawa miał pewnie niejedną okazję, by zrealizować swoje opisane w listach Leokadii pragnienie, by usiąść spokojnie z zięciem i napić się z nim kieliszek wódki.

 




wtorek, 2 lutego 2021

Zjazd koleżeński chocznian w 1975 roku

 W sierpniu i wrześniu 1975 roku mieszkający w Krakowie Józef Turała i Józef Gondek rozesłali zaproszenia do swoich koleżanek i kolegów związanych z Chocznią, z którymi przed półwiekiem uczestniczyli w zajęciach szkolnych, sportowych, czy harcerskich lub działali razem w choczeńskich stowarzyszeniach katolickich i w choczeńskim teatrze amatorskim.

Zjazd koleżeński zaplanowano na 11 października 1975 roku. Zgodnie z programem spotkanie uczestników rozpoczęło się o 8.30 w Domu Katolickim. Przybyło około 80 osób- z powodu chorób i innych przyczyn nie mogli uczestniczyć w tym zjeździe zaproszeni:

  • Janisław Ruliński z Chrzanowa, były żołnierz AK, działacz sportowy i turystyczny,
  • Stanisław Ścigalski z Kanady, prawnik, były członek rządu emigracyjnego,
  • Edward Kręcioch z Krakowa- Nowej Huty, urzędnik,
  • Irena Zofia Palewicz z domu Nowak z Choczni, nauczycielka,
  • M. Małusecka-Łopuszyńska z Krakowa,
  • Jan Bator z Nakła, organizator harcerstwa w Choczni w okresie międzywojennym,
  • Anna Zrazik z Wadowic, nauczycielka,
  • Maria Zrazik z Krakowa, nauczycielka,
  • Józef Janik z Warki, inżynier, były prezes "Sokoła" w Choczni,
  • Kornelia Bandoła ze Świdnicy, nauczycielka,
  • Józefa Czermińska-Małusecka z Bytomia,
  • Zofia Gondek z domu Wójcicka z Krakowa,
  • Kazimierz Zając z Sosnowca, ekonomista,
  • Andrzej Kręcioch z Wrocława, emerytowany pocztowiec.
O 9.00 rozpoczęła się uroczysta, koncelebrowana msza w choczeńskim kościele, którą odprawiali:

  • ks. kanonik Jan Bryndza, proboszcz z Cięciny,
  • ks. dr Czesław Skowron,
  • ks. Franciszek Woźniak, jezuita,
  • ks. Józef Pędziwiatr, proboszcz z Dziekanowic,
  • ks. Józef Balon, proboszcz ze Skawicy,
  • ks. Józef Kolber, były dziekan dekanatu bielskiego,
  • ks. kanonik Bronisław Michalski, proboszcz choczeński,
  • ks. Jan Marcisz, wikariusz choczeński.
Kazanie wygłosił ks. dr Czesław Skowron, który przywołał także nazwiska zmarłych księży, sprawujących w przeszłości posługę w Choczni oraz nazwiska zmarłych księży choczeńskiego pochodzenia.

Następnie odczytano:

  • nazwiska zmarłych rodziców uczestników zjazdu (Józef Turała),
  • nazwiska tych osób z grona potencjalnych uczestników, którzy nie dożyli zjazdu (Tomasz Malata),
  • nazwiska zmarłych kierowników szkół w Choczni i pracujących w Choczni nauczycieli (Adam Gondek).
Po mszy uczestnicy zebrali się ponownie w Domu Katolickim i zostali oficjalnie powitani przez ks. proboszcza Michalskiego. Następnie przemówił dr Józef Gondek, współorganizator spotkania, który podał jego powody i cele, po czym oddał głos Józefowi Turale. Ten z kolei przedstawił historię organizowanych w Choczni przed 50 laty przedstawień teatralnych, występów chóru, festynów i wycieczek turystycznych, drużyny harcerskiej oraz klubu piłkarskiego "Olimpia". Odczytał także nadesłane pozdrowienia od koleżanek i kolegów z zagranicy: Władysława Nowaka z Anglii, Stanisławy Rzeszewskiej z domu Wójcik z USA i Balbiny Dynan z domu Wójcik z Nowego Jorku. 

Na zakończenie części oficjalnej przemawiali jeszcze: Stanisław Styła i ks. Balon, dziękując organizatorom za przygotowanie zjazdu i wygłoszone wcześniej przemówienia.

Po części oficjalnej uczestnicy zapozowali do wspólnego zdjęcia na schodach Domu Katolickiego i spożyli obiad z toastami za dalsze zdrowie.

Kserokopia fotografii uczestników zjazdu
 zamieszczona w "Kronice wsi Chocznia" Józefa Turały

Spotkanie w Domu Katolickim zakończyło się około 15.00 odśpiewaniem "Stu lat". Później część zebranych udała się na cmentarz, gdzie była okazja złożyć wieniec na grobie byłego proboszcza ks. Dunajeckiego i odwiedzić groby rodzinne.

Ostatnim punktem zjazdu było złożenie hołdu pomordowanym w Księżym Lesie pod upamiętniającym te tragiczne wydarzenia krzyżem.

Do pamiątkowej fotografii pozowali:

- siedzący lub stojący w I rzędzie od prawej do lewej strony:

  • Kazimiera Gruszecka z domu Gondek z Krakowa, nauczycielka, córka byłego kierownika szkoły w Choczni Dolnej,
  • Maria Kajdas, emerytowana nauczycielka mieszkająca w Choczni, artystka malarka,
  • M. Wcisło, gospodyni z Choczni,
  • Łucja Romańczyk z domu Budzowska, wdowa po byłym wice-wójcie Choczni,
  • Aleksandra Gzela z domu Ramenda, artystka ludowa z Choczni,
  • ks. Józef Balon, proboszcz w Skawicy,
  • Julia Widlarz z domu Kamińska z Choczni, emerytowana urzędniczka pocztowa,
  • Henryk Woźniak z Chicago, kolejarz,
  • Józef Turała z Krakowa, ekonomista, działacz spółdzielczy,
  • ks. Józef Kolber, emeryt, rezydent w Choczni,
  • ks. Bronisław Michalski, proboszcz choczeński,
  • ks. Józef Pędziwiatr, proboszcz w Dziekanowicach,
  • Helena Styła z domu Jasińska, wdowa po Władysławie, byłym prezesie Sokoła w Choczni,
  • Franciszka Ślączka z domu Widlarz z Tychów, była aktorka choczeńskiego teatru amatorskiego,
  • Kamila Nieć z domu Widlarz z Choczni,
  • Maria Kręcioch, siostra zaproszonego Andrzeja,
  • siostra Stanisława Pytka, przełożona sióstr szarytek w Choczni.
- stojący w II rzędzie od prawej do lewej strony:

  • Maria Gondek z domu Ziemiańska z Krakowa, nauczycielka,
  • Józef Kolber z Jeleniej Góry, emerytowany urzędnik,
  • Jan Bandoła ze Świdnicy, przedwojenny urzędnik pocztowy,
  • Franciszka Sordyl z domu Kobiałka z Andrychowa, emerytowana urzędniczka pocztowa,
  • Anastazy Wróbel  z Oświęcimia, urzędnik skarbowy, brat poety/listonosza Józefa,
  • Jerzy Valde Nowak z Krakowa, emerytowany rotmistrz ułanów,
  • Z. Jasińska z Wadowic,
  • Franciszek Ścigalski z Krakowa, inwalida wojskowy,
  • Tekla Romańczyk z domu Turała z Choczni, była prezeska Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej,
  • Elżbieta Woźniak z domu Ruła z Choczni,
  • Mieczysława Szewczonek z domu Kumala z Zagórza, emerytowana nauczycielka,
  • Urszula Zając z Choczni, emerytowana nauczycielka,
  • Aleksander Tałasiewicz z Krzeszowic, emerytowany oficer,
  • Józef Turała, gospodarz z Choczni,
  • Michał Gzela, gospodarz z Choczni,
  • Jan Zając z Wadowic, emerytowany urzędnik,
  • Stanisław Czermiński z Wadowic, inżynier rolnik,
  • Adam Gondek z Krakowa, emerytowany oficer,
  • Stanisław Woźniak z Mielca, emerytowany urzędnik skarbowy,
  • Konstanty Zając z Bielska.
- stojący w III rzędzie:

  • Aldona Koman z Wadowic, emerytowana nauczycielka,
  • ks. Jan Marcisz, wikariusz w Choczni,
  • Jan Ścigalski z Krakowa, działacz społeczny,
  • Wincentyna Talaga z Choczni, emerytowana nauczycielka,
  • A. Dzieduszyńska, katechetka,
  • Maria Świętek z domu Balon ze Skawicy, wdowa po zamordowanym przez Niemców Józefie,
  • p. Ramędowa z Choczni, 
  • Zofia Ścigalska z domu Zaremba z Krakowa, żona uczestnika Franciszka Ścigalskiego,
  • Adam Skonieczny z Wadowic, emerytowany sierżant sztabowy,
  • Józef Kręcioch, emerytowany urzędnik kolejowy,
  • Tomasz Malata z Krakowa, prawnik,
  • Tymoteusz Turała z Choczni, działacz społeczny,
  • Władysław Obtułowicz z Choczni, urzędnik pocztowy,
  • Janina Gaertner z Wadowic.
- stojący w IV rzędzie:

  • Edward Pędziwiatr, lekarz z Andrychowa,
  • Józef Gondek z Krakowa, naukowiec z Akademii Rolniczej,
  • Feliks Ruła, gospodarz z Choczni (słabo widoczny),
  • Józef Ramęda, inspektor rolny,
  • Stanisław Styła z Łomży, syn byłego posła Antoniego,
  • Jan Turek z Choczni,
  • ks. Franciszek Woźniak, jezuita w Krakowie,
  • Władysław Góralczyk z Choczni,
  • Władysław Paszkowski z Krzeszowic, emerytowany urzędnik pocztowy,
  • ks. Czesław Skowron z Krakowa.