Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1946. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1946. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 maja 2025

Przymusowe dostawy mięsa w roku gospodarczym 1945/46

 W 1944 roku Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN) wprowadził dekretem obowiązkowe dostawy dla rolników, będące wojennymi świadczeniami rzeczowymi i obejmujące: zboża, ziemniaki, rośliny strączkowe i oleiste, słomę, siano oraz zwierzęta rzeźne.

Wykaz imienny gospodarstw w Choczni, podlegających obowiązkowym dostawom zwierząt rzeźnych w roku gospodarczym 1945/46, zachował się w zbiorach Archiwum Państwowego w Bielsku-Białej.

Wysokość obowiązkowych dostaw mięsa rzeźnego wynikała z wielkości gospodarstwa i ilości posiadanych zwierząt gospodarskich, z tym, że gospodarstwa pozbawione zupełnie zwierząt także musiały realizować te dostawy.

Największa wysokość obowiązkowych dostaw w kilogramach żywej wagi przypadała wówczas na gospodarstwa:

1. Plebańskie (ks. Bolesława Sarny) - 198 kg,

2. Józefa Guzdka nr domu 169 - 171,2 kg,

3. Teofila Malaty nr domu 20 - 94,65 kg,

4. Jana Rzyckiego nr domu 479 - 88 kg,

5. Kacpra Garżela nr domu 310 - 83,06 kg,

6. Jana Capa nr domu 112 - 81,19 kg,

7. Franciszka Balona nr domu 255 - 77,22 kg,

8. Jana Bryndzy nr domu 234 - 77,22 kg,

9. Anieli Płonka nr domu 391 - 76,73 kg,

10. Jana Ochmana nr domu 344 - 68,81 kg,

11. Franciszka Ramendy nr domu 184 - 67,84  kg,

12. Salomei Palecznej nr domu 162 - 66,4 kg,

13. Jana Panka nr domu 166 - 65,6 kg,

14. Władysława Wcisło nr domu 211 - 63,76 kg,

15. Władysława Bąka nr domu 265 - 60,39 kg.

Teofil Malata jako jedyny posiadał wtedy 5 krów, a właścicielami 4 krów byli: Józef Guzdek, Józef Woźniak, Franciszek Gawęda, Kazimierz Szczur i Jan Graca. Ponadto 13 rolników posiadało po 3 krowy.

Parę świń posiadali jedynie: Jan Romańczyk i Karol Balon.

Ogółem choczeńscy rolnicy musieli odstawić niemal 15 ton mięsa (14.494 kg) z posiadanych 595 krów i zaledwie 56 świń.


wtorek, 13 maja 2025

Wspomnienia Feliksa Misia z powojennej wywózki do Związku Radzieckiego - część II

 Feliks Miś, zmuszony do pracy w głębi Związku Radzieckiego, wykazywał się sprytem i zaradnością, które wyniósł z wcześniejszych doświadczeń w niemieckim obozie w 1943 roku. Starał się wybierać lżejsze prace, zgłaszając się do zadań wymagających specjalizacji, takich jak murarstwo, szewstwo czy ciesielstwo. Choć nie miał formalnego wykształcenia w tych zawodach, uczył się od majstrów, a wcześniejsze obserwacje w domu ojca oraz konieczność radzenia sobie w trudnych warunkach były jego „najlepszymi profesorami”.

Na budowie kopalni początkowo skierowano go do kruszenia kamienia na hałaśliwej i zapylonej kruszarce. Gdy jednak poszukiwano murarzy, Feliks zgłosił się, twierdząc, że zna się na tej pracy. Pracował z dwoma murarzami przy wznoszeniu ściany, zajmując miejsce w środku, gdyż nie potrafił murować narożników. Ich praca przewyższała jakością robotę rosyjskich murarzy, co zauważył inżynier – Żyd z Krakowa, który biegle mówił po polsku, ale bezwzględnie poganiał robotników. Przy kopaniu fundamentów, sięgających dwa metry w głąb wiecznej zmarzliny, Feliks i jego towarzysze wymyślili system pośredniego pomostu do wyrzucania ziemi, co ułatwiało pracę. Inżynier, choć krytykował to rozwiązanie i sam próbował kopać, szybko się zmęczył i pozwolił im kontynuować po swojemu.

Za dobrą pracę brygada otrzymywała na stołówce tłustą zupę z baranim łojem. Początkowo, głodni, zjadali nawet łój odrzucany przez Rosjan, ale po tygodniu przestał im smakować. Rosyjskie łyżki, okrągłe jak chochelki, różniły się od polskich, podłużnych.

Cegły dostarczano wagonami na stację, a stamtąd przetaczano je bocznicą na plac budowy. Ruszenie ciężkiego wagonu było wyzwaniem, ale Feliks znalazł sposób, podważając koło łomem, co pozwoliło trzydziestu mężczyznom pchnąć wagon. Cegły były tak dobrej jakości, że nie pękały przy zrzucaniu i dzwoniły jak szkło.

Ziemia w wykopach miała warstwy różnych kolorów i była używana do malowania ścian oraz wyrobu garnków. W obozie pojawił się garncarz, który zbudował warsztat i formował gliniane naczynia. Feliks próbował tej sztuki, ale glina nie chciała trzymać kształtu. Później dołączył do słowackiej brygady leśnej, gdzie w trójkach ścinali drzewa, okrzesywali gałęzie i cięli na ośmiometrowe dłużyce. Norma wynosiła trzy drzewa na osobę. Ścięte drewno transportowano ciągnikiem na saniach. W lesie zostawiano co kilkadziesiąt metrów drzewa nasienne, głównie sosny i brzozy, które same się rozsiewały. Za ścięcie grubej sosny liczono normę dla trzech osób. Leśniczy kontrolował jakość dłużyc, mierząc ich długość i średnicę.

Do lasu chodzili siedem kilometrów piechotą, niosąc prowiant. Gotowali obiad na miejscu, dodając zebrane grzyby, a herbatę parzyli z ziela o smaku rumu i cytryny, przypominającego wrzos. Kolejka leśna, opalana brzozowym drewnem, kursowała po torach ułożonych na rusztowaniach z sosnowych dłużyc, co było konieczne na bagnistym terenie. Czasem wagoniki się wykolejały, ale nikomu nic się nie stało.

Komary na bagnach były plagą, nie dając wytchnienia nawet podczas załatwiania potrzeb. W barakach, gdzie okna były przybite gwoździami, panował zaduch. Gdy więźniowie wyjęli okna dla przewiewu, zabrano je do magazynu, a komary stały się jeszcze większym problemem. Próbowali je odpędzać dymem z palonych szmat, ale smród utrudniał sen.

Pewnego razu brygada leśna odkopała zakopanego źrebaka z kołchozu, zabierając mięso do obozu. Handlowano nim za machorkę i cukier, gotując w barakach. Dwóch więźniów zmarło po zjedzeniu, co doprowadziło do rewizji, choć mięso ukryto w kominach i pod podłogą. Po tym incydencie gotowanie kontynuowano, ale więcej zgonów nie odnotowano.

W Bułanaszu budowano kanał osuszający bagna, używając materiałów wybuchowych, które zostawiały ogromne wyrwy. Podobnie wysadzano pnie po wyciętym lesie. W innej pracy, przy kopaniu wapienia, Feliks i towarzysze odkryli sad z burakami i kapustą. Czołgając się przez dziurę w płocie, kradli warzywa. Jeden z więźniów, sikał na czerwono po zjedzeniu buraków, co wykorzystał, by dostać zwolnienie lekarskie. Gdy inni zaczęli zgłaszać podobne objawy, prawda wyszła na jaw i praca przy wapieniu się zakończyła.

W obozie jedzono wszystko, co nadawało się do spożycia – młode pędy sosny, liście pokrzyw zwijane z solą, a nawet herbatę z sosnowych igieł. W grudniu 1945 roku Feliks odmroził palec u nogi, mimo noszenia walonek, które były źle dopasowane. Ubrania, często z trupów, były podarte, pokrwawione, bez guzików. W szpitalu w Bułanaszu, gdzie trafił z odmrożeniem, opieka była minimalna – brudne bandaże, marne jedzenie. W styczniu 1946 roku przeniesiono go do Samoswietu, gdzie warunki były jeszcze gorsze: brak wody, opału, opieki lekarskiej, tylko jodyna na wszystko. W kwietniu 1946 roku trafił do obozu zdrowotnego w Reżu, gdzie warunki były lepsze – sienniki, koce, poduszki. Czterysta gram białego chleba dziennie, na drugie śniadanie szklanka kisielu i pączek (maleńka bułeczka). Na obiad zupa dosyć tłusta i kawałek mięsa. Na śniadanie i kolację po 200 gram chleba i po 0,5 litra lekko słodkiej kawy. Leżeli tam ludzie różnej narodowości: Polacy, Niemcy, Włosi, Grecy, Czesi, Słowacy, Ukraińcy. Był też jeden Cygan młody chłopaczek, może osiemnastoletni, który dostał się tam po odbyciu kary dwóch lat za nielegalne przekroczenie granicy z Rumunią. Był bardzo wesoły i chociaż jedna pięta mu gniła, bo miał odbitą to na palcach, to na drugiej nodze podskakiwał i tańczył. Niemcy byli z Prus Wschodnich obecne Pojezierze Mazurskie, ale po polsku nie umieli. Mieli fajki duże, porcelanowe z wizerunkiem na cybuchach kaisera Wilhelma. Brzuchy mieli obwisłe, jak kangurze torby, bo kiedyś musieli mieć duże brzuchy jak piwosze, ale w Rosji doprowadzono ich do formy człowieka socjalistycznego. Bez przerwy rozmawiali tylko o jedzeniu, co którego żona piekła, gotowała i spisywali sobie te recepty i przepisy na te smakowite potrawy, chociaż nie wiedzieli, czy wrócą jeszcze do domu. Miś był wściekły na te rozmowy o jedzeniu, gdyż wtedy kiszki jeszcze bardziej grały mu marsza. Obóz w Reżu zbudowali jeńcy niemieccy i podobno było ich początkowo tysiąc pięciuset, a gdy odjeżdżali stamtąd przed przybyciem Misia było ich tylko trzystu. Reszta wymarła z głodu, zimna i chorób. Nie byli przystosowani do tak niskich temperatur, nieraz poniżej 40 stopni C. Odmrażali sobie uszy, nosy, ręce i nogi, pomimo że zawijano się szmatami i tylko zostawały oczy na wierzchu. Śmiesznie wyglądała taka gromada stworów nie z tej ziemi. Wielu umierało na jakąś opuchlinę, bo całe ciało było obrzękłe. Inni marli z nostalgii lub dostawali pomieszania zmysłów i też po jakimś czasie umierali. Tak zmarł tam jeden z dwu braci Stanclików, starszy Jan. Młodszy Józef przeżył i wrócił. Miał w Wadowicach na Łazówce cegielnię, którą władza ludowa upaństwowiła. Jan stale płakał i rozpaczał, czy kiedykolwiek wróci do domu i później chodził jak nieprzytomny, nie rozmawiał i w końcu zmarł.

W Reżu Misiowi obcięto sterczącą kostkę z odmrożonego palca podczas prowizorycznej operacji. Stół operacyjny to był zwykły stół drewniany, do którego go przywiązano, na usta i nos położono mu jakąś szmatę, polewano eterem i kazano liczyć. Gdy doliczył do 24 przestał, poczuł jeszcze nagły ból i po tym już tylko obudził się bez obciętej kostki.

Sam gorod Reż położony był między dosyć wysokimi wzgórzami nad niedużym jeziorkiem czy zbiornikiem wodnym. W głównej części (starszej) były murowane tylko budynek administracyjny, fabryka amunicji i dwie cerkwie: jedna na dole, druga na wzgórzu biała. W tej dolnej była piekarnia, a w byłej cerkwi na wzgórzu mieścił się magazyn zbożowy. Reszta budynków była drewniana. Obok tego starszego Reża było nowsze osiedle. Domy stały rzędami wzdłuż ulicy, szczytami do ulicy. Przy każdym domku stała osobno bania, Wszystkie domy były jednakowe, parterowe i wzdłuż ulicy położony był chodnik z desek. Po drugiej stronie tej szerokiej na kilkanaście metrów ulicy stały takie same domki i banie. Ulice nie były brukowane tylko gliniasto-błotniste. Za tymi domkami mi były pola uprawne i tam pierwszy raz widział z daleka kombajn zbożowy .

W Reżu Miś pracował przy budowie garaży w fabryce amunicji, tynkując ściany i ucząc się tynkowania sufitów. Spotkał tam starca, wysiedlonego jako dziecko po powstaniach, który płakał, słysząc polską mowę i pieśń „Marsz Polonia”.

Autor wspomnień budował też drewniane magazyny, kopiąc fundamenty do wiecznej zmarzliny i wznosząc ściany z bali łączonych kołkami. Budynki te były ciepłe, szybkie w budowie i odporne na wilgoć.

czwartek, 1 sierpnia 2024

Początki działalności GS "Samopomoc Chłopska" w Choczni (1946-1948)

 

Po utworzeniu gminy Chocznia na podstawie rozporządzenia Ministra Administracji Publicznej z 29 marca 1946 roku i ukonstytuowaniu się Gminnej Rady Narodowej w Choczni (5 lipca) zaczęła odradzać się także choczeńska spółdzielczość. Obok Kasy Stefczyka, której historia sięgała 1910 roku, powstała Spółdzielnia Rolniczo-Handlowa „Samopomoc Chłopska”. Ten nowy twór organizacyjny przejął część działalności przedwojennego Kółka Rolniczego, skupiając się głównie na sprawach związanych z zaopatrzeniem wsi i zbytem towarów. Przewodniczącym Rady Nadzorczej SRH „Samopomoc Chłopska” został Kazimierz Szczur, jego zastępcą Józef Piegza, a członkami rady: Franciszek Dąbrowski, Tomasz Szczur, Władysław Świętek, Antoni Romańczyk, Bolesław Zając i Józef Malata. Bieżąca działalnością tej spółki zajmował się zarząd w składzie: Józef Putek (przewodniczący), Andrzej Zając (zastępca) i Leon Bąk (skarbnik). 

Pierwszy zachowany protokół posiedzenia rady nadzorczej ma datę 21 października 1946. Wtedy to przeciążonego innymi obowiązkami Putka na stanowisku prezesa zarządu zastąpił Józef Piegza, a po rezygnacji z powodów osobistych Andrzeja Zająca zastępcą prezesa wybrano Józefa Malatę z Zawala.

 Do kolejnego wspólnego posiedzenia rady nadzorczej i zarządu doszło 10 listopada w Domu Ludowym. Podjęto wówczas próbę oszacowania majątku spółdzielni, na który składały się: 2 stoły, 2 szafy (w tym jedna wspólna z Kasą Stefczyka), 10 ławek potrójnych, 20 ławek pojedynczych, częściowo uszkodzony tryjer (maszyna do czyszczenia nasion) i dwa obrazy („Kościuszko” i „Orzeł Polski”) o łącznej wartości  33.630 zł oraz Dom Ludowy o wartości 1,5 mln złotych zł z przyległym ogrodem, pastwiskiem i gruntem ornym, wartym 200.000 zł. i drugi budynek (wspólny z Kasą Stefczyka) o wartości 500.000 Ponieważ spółdzielni brakowało gotówki na bieżącą działalność, postanowiono zaciągnąć pożyczkę w kwocie 500.000 zł. 

Na następnym posiedzeniu (29.11.1946) określono wysokość wynagrodzenia zarządu (3% od obrotu towarowego) i ustalono czynsze dla lokatorów nieruchomości spółdzielczych: Władysława Kaczora, Franciszka Pędziwiatra, Franciszka Fijałka, Władysława Sopickiego i Józefa Pisza. W przypadku dwóch pierwszych czynsz obejmował także prowadzone przez nich w lokalach spółdzielczym prywatne sklepy. 

Do końca 1946 roku spółdzielnia zakupiła towary o wartości ponad 457.000 zł, a koszty ich transportu przekroczyły 11.000 zł. W sporządzonym bilansie wykazano manko w wysokości zaledwie 147 zł, przy czym część zakupionych towarów została zrabowana ze sklepu spółdzielczego 24 października przez uzbrojonych ludzi – ich wartość wyniosła 8.187 zł. 

12 stycznia 1947 roku zarząd spółdzielni podpisał formalną umowę z prowadzącym sklep spółdzielczy Józefem Malatą (kuzynem zastępcy przewodniczącego Józefa Malaty z Zawala), który zajmował się tym także przed wojną i po powrocie z wysiedlenia. 

7 marca 1947 roku doszło do ponownego obrabowania sklepu spółdzielczego. Nieznany osobnik grożąc sklepowemu pistoletem zażądał wydania papierosów, 2 l wódki, gotówki z kasy i kwitów dłużnych. Łączne straty z tytuł tego napadu wyniosły prawie 7.000 zł. Świadkiem tego zdarzenia był sędzia z Wadowic, który akurat prowadził w Choczni sprawy hipoteczne związane z komasacją gruntów. Ponieważ spółdzielni brakowało środków na zakup nawozów sztucznych, to postanowiono pożyczyć na ten cel od Kasy Stefczyka 80.000 zł. 

27 kwietnia 1947 roku zarząd spółdzielni postanowił przeprowadzić częściowy remont w Domu Ludowym, a jego największą salę przystosować do występów teatralnych, czy muzycznych, przez wybudowanie sceny i zakup dodatkowych ławek dla publiczności. 

9 maja tego samego roku biegli rewidenci przeprowadzili lustrację spółdzielni i w złożonym sprawozdaniu podkreślili, że konieczne jest wypowiedzenie przez spółdzielnię dzierżawy lokalu na prywatny sklepik Władysława Kaczora, który stanowi konkurencję dla sklepu spółdzielczego. 

Dziewięć dni później odbyło się walne zebranie członów spółdzielni, na którym skwitowano zarząd i przyjęto budżet na II część 1947 roku. Składy rady nadzorczej i zarządu pozostały bez zmian. 

6 lipca 1947 postanowiono utworzyć drugi sklep spółdzielczy, który miał się mieścić w domu Wiktorii Świerkosz w górnej części wsi.  Z p. Świerkosz zawarto stosowną umowę o pracę w charakterze sklepowej i określono wysokość czynszu dzierżawnego jej lokalu. Sklep rozpoczął działalność 1 sierpnia, wynagrodzenie sklepowej wynosiło 3% od obrotu towarowego (od wyrobów monopolowych było obniżone do 1,5%), a czynsz dzierżawny ustalono na 300 zł miesięcznie. 

W październiku 1947 roku zarząd spółdzielni odnotował duże braki w dostawach towarów zbożowych od Spółdzielni „Społem” w Wadowicach, wobec czego postanowił na własną rękę zakupić zboże od choczeńskich rolników i  po przemieleniu go w młynie sprzedawać po własnych kosztach z doliczeniem marży. 

7 grudnia 1947 roku uchwalono przeniesienie sklepu spółdzielczego z Domu Ludowego do należącego do spółdzielni domu Pędziwiatrów, którym 4 stycznia 1948 roku polecono wynieść się z dzierżawionych przez nich lokali, z powodu zalegania od dłuższego czasu z czynszem i nie podpisania nowej umowy dzierżawy. Wymówiono także Władysławowi Kaczorowi, Franciszkowi Łysoniowi i Józefowi Kręciochowi zajmowane przez nich mieszkania w lokalach spółdzielni. Rezygnację złożył sklepowy Józef Malata, który miał jednak nadal pełnić swoje obowiązki do czasu znalezienia następcy. Tym następcą wybrano Stanisława Świętka, syna Władysława, sołtysa Choczni w okresie II wojny światowej. Administratorem majątku SRH „Samopomoc Chłopska” wyznaczono Leona Bąka. 

1 lutego 1948 zatwierdzono koszty wykonania instalacji elektrycznej w Domu Ludowym i postanowiono zaprowadzić elektryczność również do domu spółdzielczego przejętego od Pędziwiatrów. Na nadzwyczajnym walnym zebraniu, odbytym 

7 marca 1948 w obecności 97 członków uchwalono nowy statut spółdzielni, noszącej odtąd nazwę Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska”. W myśl nowego statutu jej zarząd miał liczyć 5 członków, dlatego 4 kwietnia uzupełniono go o Stanisława Dudę i Władysława Kręciocha. Dotychczasowy zastępca przewodniczącego zarządu Józef Malata został skarbnikiem, zastępując Leona Bąka, który objął księgowość. Na tym samym posiedzeniu 4 kwietnia 1948 ustanowiono pełnomocnictwo dla Alfreda Kamińskiego w celu eksmisji: Franciszka Pędziwiatra, Władysława Kaczora i Franciszka Łysonia z zajmowanych przez nich lokali spółdzielczych. 

2 lipca 1948 określono godziny otwarcia sklepów spółdzielczych od 6.30 rano do 20.00 wieczorem. Sklep w środkowej części wsi generował ¾ całego obrotu, a sklep filialny prowadzony przez Wiktorię Świerkosz ¼. 

Kolejne walne zebranie spółdzielni odbyło się 1 sierpnia 1948. Postanowiono na nim przejąć majątek Spółdzielni Mleczarskiej w Choczni, skwitowano zarząd, zatwierdzono budżet i wybrano nową radę nadzorczą w składzie: Józef Putek, Tomasz Szczur, Władysław Świętek, Franciszek Dąbrowski, Stanisław Duda, Bolesław Zając, Karol Wider, Jan Gazda i Franciszek Ramenda. W miejsce Stanisława Dudy do zarządu wybrano Stanisława Dębaka. Spółdzielcze władze zwierzchnie narzuciły GS w Choczni prowadzenie obowiązkowej kontraktacji zboża, uzależniając od jej planowanego przeprowadzenia terminy dostaw towarów i uwzględnianie potrzeb choczeńskich spółdzielców.

 Kontrola głównego sklepu spółdzielni, przeprowadzona 27 sierpnia, wykazał dość znaczne manko, które jako poręczyciel sklepowego Stanisława Świętka miał pokryć jego ojciec Władysław. Jednocześnie zarząd postanowił natychmiast zwolnić Świętka z pracy za nieodpowiedzialne zachowanie. Niezależenie od wykazanego manka pobrał on dzienny utarg ze sklepu filialnego w Choczni Górnej i nie oddał go skarbnikowi, a wystawiony kwit dla Wiktorii Świerkosz zniszczył. Na jego miejsce przyjęto do pracy 29 sierpnia Józefa Pindla. W tym samym dniu zarząd postanowił, że będzie dzierżawił pomieszczenia w Domu Ludowym na przedszkole i mieszkanie dla kierowniczki tej placówki, a czynsz miesięczny w wysokości 300 zł od pomieszczenia („ubikacji”) miała pokrywać gmina. Także gmina miał corocznie płacić spółdzielni ryczałtowo 10.000 zł za używanie sali na różnego rodzaju zebrania i posiedzenia. Postanowiono również o utworzeniu kolejnego sklepu spółdzielczego w dolnej części wsi i podjęto rozmowy o wynajęciu na ten cel pomieszczeń w domu Stypułów. 

5 grudnia 1948 ukonstytuował się w strukturach spółdzielni Komitet Sklepowy w składzie: Franciszek Wider (przewodniczący), Stanisław Zajda (zastępca), Aniela Wójcik (sekretarka), Michał Styła, Władysław Hałat (członkowie). Przyjęto do pracy w biurze spółdzielni Justynę Twaróg, którą skierowano na kurs do Krakowa. Natomiast Eugeniusza Zająca skierowano na kurs korespondencyjny dla księgowych, wyznaczając go jednocześnie na następcę Leona Bąka, który złożył rezygnację z funkcji księgowego.

wtorek, 11 kwietnia 2023

Chocznianie na wadowickich listach do głosowania w 1946 roku

 Na temat Referendum Ludowego w 1946 roku i choczeńskich list do głosowania pisałem w notatce z 17 sierpnia 2018 roku - link.

Liczne osoby urodzone w Choczni (i mające skończone 21 lat) znalazły się wtedy na listach do głosowania w Wadowicach, jako mieszkańcy tego miasta. Niestety dokładne daty urodzenia wyborców podane w tym zestawieniu niejednokrotnie nie pokrywały się z faktycznymi, stąd ich identyfikacja była utrudniona.

Z pewnością z Choczni pochodzili następujący mieszkańcy Wadowic z listy do głosowania w 1946 roku:

  • Daniel Bandoła ur. 1882 (urzędnik stanu cywilnego),
  • Edward Bąk ur. 1918 (były komendat obozu dla folksdojczów - link)
  • Józef Bąk ur. 1910,
  • Józefa Bąk ur. 1905 (później po mężu Król),
  • Piotr Bąk ur. 1902,
  • Stanisław Bąk ur. 1909 (zmarł w Szczecinie w 1984 roku),
  • Stanisława Bąk z domu Góralczyk ur. 1912,
  • Wiktoria Bąk z domu Pietruszka ur. 1909,
  • Anna Biela z domu Zając ur. 1904,
  • Aniela Bieniek z domu Zając ur. 1919 (absolwentka seminarium nauczycielskiego),
  • Stefan Brandstatter ur. 1896 (sierżant w Wojskowym Urzędzie Gospodarczym),
  • Tadeusz Bryzek ur. 1916 (referent w Starostwie Powiatowym),
  • Piotr Bylica ur. 1905,
  • Franciszek Chruszcz ur. 1914,
  • Adelajda Czermińska z domu Zając ur. 1908 (nauczycielka),
  • Balbina Foryś z domu Widlarz ur. 1889,
  • Józefa Góralczyk ur. 1921,
  • Marian Góralczyk ur. 1920,
  • Zdzisław Góralczyk ur. 1924,
  • Aniela Grudniewicz z domu Bandoła ur. 1905,
  • Roman Guzdek ur. 1893,
  • Dominika Kęcka z domu Styła ur. 1898 (mistrzyni krawiecka),
  • Stefan Kolasa ur. 1910,
  • Weronika Kolasa z domu Woźniak ur. 1916,
  • Stanisław Kolber ur. 1906,
  • Antoni Koman ur. 1904,
  • Franciszek Koman ur. 1884,
  • Ignacy Koman ur. 1909,
  • Ludwika Koman ur. 1879,
  • Magdalena Koman ur. 1903,
  • Tomasz Koman ur. 1910,
  • Ludwika Kręcioch ur. 1898,
  • Walenty Kręcioch ur. 1913,
  • Zygmunt Kręcioch ur. 1916 (absolwent gimnazjum w Wadowicach, kolega Karola Wojtyły, partyzant AK w czasie wojny),
  • Stanisław Lach ur. 1912 (urzędnik w Starostwie Powiatowym),
  • Malcher z domu Łapka Zofia ur. 1906 (nauczycielka),
  • Andrzej Mika ur. 1893,
  • Władysław Mruczek ur. 1904 (introligator),
  • Jan Odrobina ur. 1904,
  • Jan Paterak ur. 1893 (później przewodniczący GRN w Choczni),
  • Marianna Pietruszka z domu Wider ur. 1884,
  • Józef Pindel ur. 1894 (kolejarz),
  • Ludwik Pindel ur. 1896 (mistrz krawiecki),
  • Jan Ramenda ur. 1914,
  • Andrzej Romańczyk ur. 1896,
  • Jan Romańczyk ur. 1873,
  • Władysław Romańczyk ur. 1920,
  • Józefa Ruła z domu Szczur ur. 1921,
  • Kamila Skonieczna z domu Czapik ur. 1901,
  • Jan Strzeżoń ur. 1909,
  • Maria Strzeżoń z domu Guzdek ur. 1881,
  • Stanisława Strzeżoń ur. 1912,
  • Jan Styła ur. 1911,
  • Józef Styła ur. 1904,
  • Ludwik Styła ur. 1874,
  • Władysław Styła ur. 1903 (kierownik Sp. Budowlanej),
  • Antoni Ścigalski ur. 1910,
  • Maria Dominika Śmieszek z domu Styła (ur. 1907),
  • Bronisława Świętek z domu Bogunia ur. 1912,
  • Ludwik Turała ur. 1909 (ślusarz, później w Gdańsku),
  • Stanisław Turała ur. 1907 (ślusarz),
  • Franciszka Wcisło ur. 1880 (krawcowa),
  • Józef Wcisło ur. 1905 (pracownik Starostwa Powiatowego),
  • Rudolf Wcisło ur. 1922 (funkcjonariusz PUBP),
  • Stanisława Wcisło z domu Woźniak ur. 1909,
  • Jan Wider ur. 1890 (błąd - zmarł w 1945 roku),
  • Teofil Wider ur. 1904,
  • Tomasz Wider ur. 1887 (szewc i stolarz),
  • Józef Tadeusz Widlarz ur. 1904,
  • Maria Widlarz z domu Bąk ur. 1912,
  • Eugeniusz Woźniak ur. 1908 (kierowca),
  • Józef Woźniak ur. 1913,
  • Kazimierz Woźniak ur. 1906 (ślusarz, czołgista we wrześniu 1939 roku),
  • Maria Woźniak z domu Zając ur. 1912 (krawcowa i hafciarka),
  • Waleria Woźniak z domu Widlarz ur. 1872 (była sekretarka Józefa Putka),
  • Józef Wójcik (ur. 1901),
  • Piotr Zając ur. 1896 (urzędnik),
  • Urszula Zając ur. 1904 (nauczycielka),
  • Franciszek Żak ur. 1908,
  • Józef Żak ur. 1907.

Wcześniejszymi mieszkańcami Choczni byli także:

  • Jan Cibor ur. 1898 (pochowany na cm. w Opolu Półwsi),
  • Stanisława Czaderska z domu Bielenin ur. 1883 (nauczycielka),
  • Aleksander Kumala ur. 1898 (urzędnik kolejowy),
  • Apolonia Malata z domu Bałys ur. 1907,
  • Alojzy Małusecki ur. 1897 (oficer WP, później pracownik Urzędu Skarbowego),
  • Adam Skonieczny ur. 1899 (pracownik MRN w Wadowicach i administracji Komendy MO).

czwartek, 4 sierpnia 2022

Repatrianci w wadowickim oddziale PUR w latach 1945-48

 PUR czyli Państwowy Urząd Repatriacyjny został powołany na mocy dekretu PKWN z 7 października 1944 roku. Jego zadaniem było organizowanie powrotu wysiedlonych przez niemieckiego okupanta do poprzednich miejsc zamieszkania oraz przesiedlenia na tereny odzyskane ludności z innych okręgów państwa polskiego. Istniejący w Wadowicach oddział PUR zajmował się ewidencją przybyłych migrantów, udzielał im zapomóg i  kierował ich do przeznaczonych im czy też obranych przez nich miejsc osiedlenia. Wśród emigrantów nie brakowało także osób urodzonych w Choczni lub deklarujących zamiar osiedlenia się w Choczni. Byli to:

  • Janina Groczyło urodzona w 1926 roku, przybyła do Wadowic we wrześniu 1945 roku z Niemiec, ale pochodząca z Tiutkowa koło Trembowli (dzisiejsza Ukraina) zawodu robotnica, która zatrzymała się w Choczni pod nr 105 (otrzymała zapomogę w wysokości 200 zł),
  • Ludwika Buśko, urodzona w 1922 roku, przybyła do Wadowic w marcu 1946 roku z Baranowicz (obecnie Białoruś), bez zawodu, która zatrzymała się w Choczni, ale z myślą o wyjeździe do Świdnicy na Ziemiach Odzyskanych,
  • Teresa Guzdek, urodzona w 1924 roku w Wadowicach jako córka Romana Guzdka z Choczni i Anieli z domu Smaza z Kaczyny, która przybyła do Wadowic w lipcu 1946 roku z Francji, która zatrzymała się w Wadowicach,
  • Józef Guzdek, urodzony w 1927 roku, który przybył do Wadowic w sierpniu 1946 roku z Niemiec, z zawodu robotnik, który zatrzymał się w Choczni, ale z myślą o wyjeździe do Bystrzycy Kłodzkiej na Ziemiach Odzyskanych (w Choczni w 1927 roku nie urodził się taki Józef Guzdek, być może chodzi o Józefa Guzdka z 1924 roku, który pochowany jest w Kłodzku, niedaleko od Bystrzycy),
  • Roman Marian Zadorecki, urodzony w 1914 roku w Lublińcu, przedwojenny mieszkaniec Choczni (był mężem chocznianki Zofii z domu Miarka, z którą miał w Choczni dwóch synów), przybyły do Wadowic w lipcu 1946 roku z Niemiec, były więzień obozów koncentracyjnych, z zawodu nauczyciel, który zamierzał udać się do Gniewkowa na Kujawach (gdzie zmarł w 1993 roku),
  • Piotr Wcisło, urodzony w 1910 roku w Choczni, jako syn Józefa i Wiktorii z Dąbrowskich, przybyły do Wadowic w lipcu 1946 roku z Niemiec, z zawodu kupiec, który zamierzał osiedlić się w Kłodzku na Ziemiach Odzyskanych (zmarł tam w 1990 roku),
  • Franciszek Panek, urodzony w 1914 roku, przybyły do Wadowic we wrześniu 1946 roku z Alzacji, były więzień stalagu, z zawodu robotnik, który zatrzymał się w Choczni z żoną Julią, urodzoną w 1925 roku i synem Wiktorem, urodzonym w 1946 roku (wszyscy spoczywają na cmentarzu w Choczni),
  • Pelagia Gondek (ur. 1914) i Marianna Gondek (ur. 1938), przybyłe do Wadowic we wrześniu 1946 roku z Rosji, które zatrzymały się w Choczni z zamiarem osiedlenia się w Cieplicach na Ziemiach Odzyskanych,
  • Władysław Wcisło, urodzony w 1905 roku w Choczni jako syn Aleksego i Marii z domu Wojtala, przybyły do Wadowic w listopadzie 1946 roku z Belgii, z zawodu górnik, który zamierzał wyjechać do miejscowości Graby koło Swidnicy na Ziemiach Odzyskanych,
  • Stefania Paterak, urodzona w 1923 roku w Choczni jako córka Jana i Anieli z domu Zając, przybyła do Wadowic w listopadzie 1946 roku, była robotnica przymusowa w Austrii, która zamierzała wyjechać do Jeleniej Góry,
  • Adam Świątek, urodzony w 1928 roku w Zakopanem jako syn Walentego i Marii z domu Ptak, przedwojenny mieszkaniec Choczni, przybyły do Wadowic w styczniu 1947 roku z brytyjskiej strefy okupacyjnej Niemiec, bez zawodu, który zatrzymał się w Choczni,
  • Antoni Pietras, urodzony w 1912 roku w Choczni jako syn Franciszka, przybyły do Wadowic w maju 1947 roku z amerykańskiej strefy okupacyjnej Niemiec, z zawodu robotnik, który zatrzymał się w Choczni pod nr 123,
  • Stefan Moskwa, urodzony w 1891 roku w Złotnikach jako syn Antoniego i Marii, przybyły do Wadowic w czerwcu 1947 roku z Anglii, były mieszkaniec Choczni w okresie międzywojennym i podchorąży Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, deklarowany zawód urzędnik, który osiedlił się w Wadowicach (gdzie zmarł w 1953 roku),
  • Józef Pindel, urodzony w 1915 roku w Choczni jako syn Wojciecha i Zofii z domu Styła, przybyły do Wadowic z brytyjskiej strefy okupacyjnej Niemiec, z zawodu stolarz, który zatrzymał się w Choczni pod nr 404 (zmarł w 1988 roku w Kanadzie),
  • Antoni Sordyl, urodzony w 1917 roku w Choczni jako syn Jana, przybyły do Wadowic we wrześniu 1947 roku z Niemiec wraz z żoną Haliną Kiriłową (ur. 1926) i synem Piotrem Bogusławem (ur. 1937), podoficer Wojska Polskiego, który zatrzymał się w Choczni (zmarł w 1957 roku),
  • Antoni Ligięza, urodzony w 1899 roku w Choczni, jako syn Józefa i Franciszki z domu Strzeżoń, przybyły do Wadowic w styczniu 1948 roku z Włoch, były żołnierza gen. Andersa, zamieszkał w Choczni pod nr 24 (zmarł w 1980 roku), 
  • Jan Dykas, urodzony w 1895 roku w Nienaszowie jako syn Franciszka, przybył w lipcu 1948 roku do Wadowic z Francji wraz z żoną Rozalią (ur. 1904) oraz dziećmi: Janiną i Romanem, z zawodu palacz, który zatrzymał się z rodziną w Choczni,
  • Henryk Piórkowski, urodzony w 1904 roku, który przybył do Wadowic z Francji lipcu 1948 roku wraz z żoną Marią Piórkowską, urodzoną w 1906 roku w Choczni jako córka Franciszka Malaty i Zuzanny z domu Czapik oraz synem Ludwikiem (ur. 1933), z zawodu robotnik, który zatrzymał się z rodziną w Choczni (ale po zapoznaniu się z sytuacją na miejscu powrócił z powrotem do Francji, gdzie zmarł; także we Francji zmarła jego żona Maria - w 1990 roku i syn Ludwik/Louis - w 2018 roku),
  • Maria Hareńczyk, urodzona w 1915 roku w Choczni jako córka Karola Bryndzy i Wiktorii z domu Balon, przybyła do Wadowic w sierpniu 1948 roku z Francji, by zamieszkać w Choczni (gdzie wyszła powtórnie za mąż za Jana Koima i zmarła w 1970 roku),
  • Maria Kosińska, urodzona w 1894 roku w Choczni, jako córka Jana, która przybyła do Wadowic w październiku 1948 roku z Francji wraz z mężem Józefem i zatrzymała się w Andrychowie (w 1973 roku mieszkała w Choczni pod nr 113, oboje z mężem są pochowani na cmentarzu w Choczni),
  • Janina Wajdzik, urodzona w 1926 roku w Gorzeniu Dolnym jako córka Michała, która przybyła do Wadowic z Francji we wrześniu 1948 roku, z zawodu robotnica, która zatrzymała się w Choczni.
Należy pamiętać, że w powyższym zestawieniu znalazły się wyłącznie osoby, które zgłosiły się do PUR w Wadowicach, a łączna liczba repatriantów związanych z Chocznią była znacznie większa.

czwartek, 28 kwietnia 2022

Najrzadsze nazwiska z Choczni

 Jakie nazwiska chocznian z list wyborczych z 1973 roku są obecnie najrzadsze w skali całej Polski?

Okazuje się, że dwóch z występujących w 1973 roku w Choczni nazwisk już nikt w Polsce nie nosi:

  • Teresz (w 1973 roku Bolesław i Anna spod numerów 664/665),
  • Janeć (w 1973 roku Czesław spod numeru 617).
Kolejnych 19 nazwisk używa obecnie mniej niż 50 osób, czyli biorąc pod uwagę niekorzystne prognozy demograficzne są one zagrożone wyginięciem:

  • Dębak - 8 (2002), 6 (2022), Franciszek i Janina spod nr 300 oraz Helena i Czesława spod nr 41 (1973)
  • Deger - 9 (2002), 8 (2022), Ernestyna i Erwin spod nr 546 (1973),
  • Studlik - 11 (2002), 8 (2022), Stanisława spod nr 308 (1973),
  • Parządka - 19 (2002), 13 (2022), Jan i Władysława spod nr 414 (1973),
  • Zajgier - 20 (2002), 21 (2022), Matylda, Stanisława, Edward i Elżbieta spod nr 438 (1973),
  • Gacur - 24 (2002), 23 (2022), Tadeusz i Maria spod nr 575 (1973)
  • Jutka - 24 (2002), 29 (2022), Tadeusz i Cecylia spod nr 30 (1973),
  • Żebroń - 25 (2002), 23 (2022), Janina spod nr 84 (1973),
  • Garżel - 26 (2002), 28 (2022), Feliks, Helena, Zygmunt, Józef i Teresa spod nr 457, Emil i Stanisława spod nr 553, Kazimierz, Urszula, Zofia i Wiesław spod nr 714 i Maria spod nr 719 (1973)
  • Morycki - 28 (2002), 31 (2022), Jerzy i Barbara spod nr 417 (1973),
  • Kukioła - 32 (2002), 33 (2022), Anatol i Maria spod nr 604a (1973),
  • Ramult - 35 (2002), 33 (2022), Maria, Tadeusz i Wacław spod nr 402, Jerzy i Stanisława spod nr 402a (1973),
  • Buldończyk - 39 (2002), 33 (2022), Waleria spod nr 274 (1973),
  • Hadka - 43 (2002), 36 (2022), Rudolf, Zofia i Edward spod nr 329 (1973),
  • Pyto - 43 (2002), 38 (2022), Stefan, Stanisława i Wiesław spod nr 790 (1973),
  • Wańdyga - 44 (2002), 38 (2022), Maria i Marian spod nr 440 (1973),
  • Norenberg - 50 (2002), 47 (2022), Halina i Józef spod nr 200 (1973),
  • Tuszer - 51 (2002), 48 (2022), Janina i Eugeniusz spod nr 775 (1973)
  • Czajecki - 54 (2002), 40 (2022), Wiesław i Zofia spod nr 370 (1973).
Ponadto w 2002 roku mniej niż 100 osób w Polsce nazywało się: Ramęda (53), Kencki (60), Malata (68), Burzej (69), Gaszman (69), Niesyty (70), Strzeżoń (74), Pilsyk (76), Kiznar (81), Merek (81), Firczyk (84), Rudzicki (84), Lachendrowicz (87), Mrajca (92), Mukoid (94) i Klisiak (96).

Wśród tych rzadkich w Polsce nazwisk zwraca uwagę obecność Garżelów, Burzejów i Malatów, czyli nazwisk nie tylko występujących w Choczni od bardzo dawna (XVII wiek), ale i noszonych wyłącznie przez Polaków z choczeńskimi korzeniami.

Ugruntowane historycznie w Choczni są także nazwiska Strzeżoń (od XVII wieku), Buldończyk i Rudzicki (od XVIII wieku) oraz Dębak (od połowy XIX wieku) i Kencki (od 1911 roku), a obecność nazwisk Zajgier, Gaszman, Kiznar i Klisiak sięga okresu międzywojennego. Oczywiście do bardzo długo używanych w Choczni należy też nazwisko Ramęda, zapisywane jednak znacznie częściej jako Ramenda. Z kolei Studlik to przekręcona forma nazwiska Stuglik, też od dawna noszonego w Choczni, ale typowego dla Inwałdu.

Kilka rzadkich lub bardzo rzadkich współcześnie nazwisk znalazło się również na choczeńskiej liście wyborczej z 1946 roku:

  • Bochorski - 3 (2002), 4 (2022),
  • Białorczyk - 4 (2002), 3 (2022),
  • Suchobiecki - 15 (2002), 20 (2022),
  • Aksak - 50 (2002), 41 (2022).
Z tej listy nie występuje już w Polsce nazwisko Korkulewski.

piątek, 5 lutego 2021

O sytuacji w Choczni w listach do Anglii z 1946 roku

Od czerwca ubiegłego roku przeczytać można na "Chocznia kiedyś" notatkę na temat Mariana Giełdonia, żołnierza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie (link).

Po zakończeniu wojny Marian Giełdoń stacjonował ze swoim oddziałem we Włoszech, a następnie w sierpniu 1946 roku trafił do Anglii. Tymczasem w Choczni oczekiwała na jego powrót żona Leokadia, którą poślubił tuż przed wybuchem wojny (5 sierpnia 1939 roku). Jedynym sposobem podtrzymania ich wzajemnych kontaktów były listy, które małżonkowie wysyłali do siebie. W zachowanej przez ich wnuka korespondencji oprócz spraw ściśle prywatnych, poruszane były także tematy związane z życiem w powojennej Choczni, które zapewne mogą zainteresować także osoby spoza tej rodziny.

W liście z 2 sierpnia 1946 roku Leokadia Giełdoń (z domu Fujawa) wraca jeszcze do okresu wojny, tak opisując mężowi ich ówczesne losy:

"10 grudnia 1940 roku zostaliśmy wysiedleni z domu i dopiero 28 marca 1945 wróciliśmy. Na naszym miejscu był niemiec (pisownia oryginalna), poniszczył wszystko. (...) Zaraz po wysiedleniu mieszkaliśmy u ciotki Kotowej (chodzi o Annę Kot z domu Kręcioch) 4 miesiące ale i ją wysiedlili, więc później u p. Guzdka Henia, a ostatnio w Kaczynie. To było borykanie się z losem...(...) To jest wioska górzysta obok Choczni, przez którą pamiętasz szedłeś z Wandą i ze mną do Rzyk. Tam mieszkałam z rodzicami i z Mieciem (chodzi o Mieczysława Fujawę, brata Leokadii) 3 lata. Mamusia (Maria Fujawa z domu Kręcioch) pracowała 2 lata i 6 miesięcy w Fabryce w Białej, robiąc codziennie 18 kilometrów tam i z powrotem do pociągu. Biedaczka wymęczyła się dosyć, a ja handlowałam po kryjomu, aby zarobić na utrzymanie. (...) Wróciliśmy do pustych ścian, ale z wielką radością, że pod własny dach. Na nowo zaczęliśmy pracować wspólnie. Mamuśka stale tylko marzyła o powrocie Twoim, układając sobie różne plany na przyszłość. "


Fujawowie na wysiedleniu w Kaczynie
Od lewej: Leokadia Giełdoń, Maria Fujawa, Mieczysław Fujawa, Jan Fujawa
Zdjęcie z archiwum Sławomira Szatkowskiego

Dom w Kaczynie,  w którym Fujawowie przebywali na wysiedleniu
Zdjęcie z archiwum Sławomira Szatkowskiego

Niestety pani Fujawa nie doczekała powrotu zięcia, o czym jej córka Leokadia pisze w tym samym liście:

"29 listopada 1945 roku  był dla nas dniem tragicznym na całe życie- bo straciliśmy nasz skarb, najukochańszą mamuśkę ! O godzinie 23.45 w kuchni na tem kuferku, gdzie nieraz wspólnie siedzieliście, została zastrzelona przez dwóch "oprychów". Świadkiem tego tragizmu był biedny Ojciec (Jan Fujawa), Mieciu, służąca i jej siostra, ja natomiast przyszłam już za późno, prawie skończyła biedaczka. Dostała w główną tętnicę- wybuch krwi i żyła tylko 10 minut."

Przeciwko sprawcom napadu na Marię Fujawa wszczęto sprawę karną. O jej zabójstwo został oskarżony Otton Jaroszkiewicz, kapral 6 Dywizji Piechoty Ludowego Wojska Polskiego, lat 22. Natomiast szeregowego Józefa Pasiecznika, lat 27, oskarżono o zabór mienia rodziny Fujawa.

Odtąd szczęście opuściło Leokadię i jej rodzinę:

"Początkowo dosyć Pan Bóg nam błogosławił. Od śmierci mamusi jak odwinęła się karta, to już trzykrotnie nas okradziono, zabrali nie tylko towar ze sklepu, ale i ubrania, no doszczętnie. Kochany ciężko mi jest gospodarzyć samej po takich przeżyciach, ze starem 69-letnim przygnębionym Ojcem, a Miecio jeszcze za młody."

Do tej ciężkiej sytuacji nawiązuje także w drugim liście z 28 września 1946 roku:

"Marianku, cieszę się, że masz zamiar wrócić, ale bądź przygotowany, że czeka Cię niejedno rozczarowanie, bo obecna wegetacja... Będziesz musiał pogodzić się z losem, no ale może jakoś to będzie...(...) Zorganizuj dla siebie, co tylko możesz i wszystko zabierz, bo u nas każda rzecz ma wielką wartość. Marianku piszesz, że masz radio śliczne- ale czy na prąd? Bo tak kulturalna wieś, jak Chocznia, będzie mieć wkrótce elektrykę, przeprowadzają komasację gruntów, meliorację, itd. Najlepiej jednak komasują złodzieje- powiadam Ci co noc rabunki, dobierają się już do obór, biorą konie, krowy, itd. Ja sama się nocami nie wysypiam, stale pod wrażeniem, że już idą, pod wpływem tych wszystkich przeżyć jestem strasznie przeczulona i nerwowa. (...) Chowam krowę, ciele, konia, świnke, barana, parę kur, kaczki- jestem sama z tem starem ojcem, który już od śmierci mamuśki ma słuch przytępiony od strzałów. Mietek szczeniak, służąca śpi, jak suseł. zatem spokojnie mogą wszystko zabrać. Nie daj Boże już tyle krzywdy mi wyrządzili niemcy i złodzieje, bo jak wspominałam, już trzykrotnie nas obrabowali. Oszaleć można, takie braki. Teraz musiałam się zainteresować naprawą okien, drzwi, przecież zbliża się zima, a przy ostatnim napadzie wybili mi 11 szyb i okno z ramami. Wszystko na mojej głowie, często wyjeżdżam, aby coś wykombinować, to znowuż nie mam kogo zostawić w sklepie, ojciec ma dosyć pracy w gospodarstwie i z koniem, a Mieciu chodzi do szkoły."

Tak więc wszyscy oczekiwali na powrót Mariana Giełdonia, licząc że los się odwróci. 

Doszło do tego jeszcze w tym samym 1946 roku, niecałe dwa tygodnie przed Świętami Bożego Narodzenia. Rodzina znów była razem i mogła się cieszyć swoją obecnością. A Jan Fujawa miał pewnie niejedną okazję, by zrealizować swoje opisane w listach Leokadii pragnienie, by usiąść spokojnie z zięciem i napić się z nim kieliszek wódki.

 




piątek, 17 sierpnia 2018

Lista do głosowania w referendum ludowym w 1946 roku

Na 30 czerwca 1946 roku Krajowa Rada Narodowa wyznaczyła termin głosowania w referendum ludowym, w którym dorośli obywatele Polski (powyżej 21 lat) mieli udzielić odpowiedzi na trzy pytania:

  1. Czy jesteś za zniesieniem Senatu?
  2. Czy chcesz utrwalenia w przyszłej Konstytucji ustroju gospodarczego, zaprowadzonego przez reformę rolną i unarodowienie podstawowych gałęzi gospodarki krajowej, z zachowaniem ustawowych uprawnień inicjatywy prywatnej?
  3. Czy chcesz utrwalenia zachodnich granic Państwa Polskiego na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej?


Chocznia wraz z Kaczyną tworzyła jeden obwód wyborczy.
Do 31 maja 1946 roku sporządzono spis uprawnionych do głosowania, w którym znalazło się 1731 mieszkańców Choczni.
To zestawienie jest ciekawym źródłem wiedzy na temat ówczesnych mieszkańców wsi.
Najstarszą osobą uprawnioną do głosowania była Maria Targosz spod numeru 17, licząca sobie 91 lat.
Oprócz niej jedynie 22 osoby przekroczyły 80 rok życia,  a przeciętny choczeński głosujący miał 44 lata, czyli urodził się w 1902 roku.
75 % ówczesnych choczeńskich wyborców urodziło się przed wybuchem I wojny światowej, a prawie 42% jeszcze w XIX wieku.
Aż 57% wyborców w Choczni to kobiety- na ten wynik duży wpływ miała z pewnością niedawno zakończona wojna i obowiązkowa służba wojskowa części choczeńskich mężczyzn.
Najczęstsze nazwiska w spisie to:
63- Bryndza
48- Guzdek
52- Widlarz
37- Bąk
36- Kręcioch,Wcisło
35- Zając
33- Ramenda,Woźniak
26- Wójcik
23- Gawęda, Byrski
22- Dąbrowski, Góralczyk, Nowak
21- Świętek
20- Balon, Burzej, Szczur
19- Bandoła, Góra, Romańczyk
18- Gazda, Pindel
16- Drapa, Płonka, Stuglik
15- Kolber

Natomiast pełne zestawienie nazwisk głosujących przedstawia się następująco- pogrubiono nazwiska, których brak w spisie wyborców z 1973 roku:
Aksak, Andrzejczyk, Augustynek, Augustyniak, Ast
Babiński, Bajorski, Balon, Baluś, Bałys, Banaś, Bandoła, Bania, Bańdo, Barcik, Bargiel, Baster, Bator, Bąk, Bednarz, Bernacik, Bębenek, Białorczyk, Biel, Biłka/Biłko, Bizoń, Bochorski, Bogunia, Borek, Brańka, Brońka, Bryndza, Bryzek, Buldończyk, Buliński, Burek, Bursztyński, Burzej, Burzyński, Buśko, Bylica, Byrski
Cap, Chmiel, Cholewa, Cholewka, Chrapkiewicz, Chruszcz, Chwalibóg, Cibor, Ciejek, Copija
Czaicki, Czapik, Czarny, Czech, Czechowicz
Dąbrowski, Dębak, Dębowski, Doliński, Drabek, Drapa, Drazgacz, Drozdyk, Drożdż, Duda, Dyba, Dyrcz, Dziadek
Elżbieciak
Faber, Fajfer, Fiałek, Ficek, Fila, Filek, Foryś, Frączak, Fujawa
Gajowiec, Gancarz, Garus, Garżel, Gaszman, Gawęda, Gawroński, Gazda, Giełdoń, Gondko, Góra, Góralczyk, Górkiewicz, Grabiec, Graboń, Graca, Gregorczyk, Grupka, Grzywa, Guzdek, Gzela
Habina, Hałat, Hankus, Hanusiak, Hardek, Harnik, Hatłas, Hereda, Hojny, Holcman, Homel, Hrycak
Jabłoński, Janik, Janoszek, Janus, Jarek, Jastrzębski, Jędrzejowski, Jończyk, Jura
Kaczor, Kapała, Kasperek, Kasprzycki, Kaszuba, Kaszycki, Kencki, Kizner, Klaczak, Klisiak, Kłeczek, Kobiałka, Koczurek, Kolak, Kolasa, Kolber, Kołodziej, Koman, Konik, Korkulewski, Korzenny, Korzeń, Kosowski, Kosycarz, Kot, Kożuch, Kraus, Kręcioch, Królewski, Królik, Kryjak, Kubasiak, Kudłacik, Kulig, Kuliński, Kusiak, Kuwik, Kwarciak, Kwaśny
Lach, Lasek, Latocha, Legut, Lenart, Leśniak, Ligięza, Lipowski, Lisak
Łabęcki, Łomzik, Łysoń
Maj, Malata, Malinowski, Małysa, Marczyński, Mastek, Matejko, Matusiak, Matuśniak, Mąka, Michalak, Michalik, Michałek, Migdałek, Mikołajek, Mirek, Mirowicz, Miska, Miś, Mizera, Mlak, Mojski, Mrajca, Mrzygłód, Mularczyk
Nestoruk, Nęcek, Nikiel, Nosal, Nowak, Nowakowski, Nowiński
Oboza, Ochman, Odrobina, Ogiegło, Oleksy, Olszowski
Pacek,  Paleczny, Palewicz, Palichleb, Palus, Pamuła, Panek, Pasternak, Paterak, Pawlik, Pędziwiatr, Pękala, Piątek, Piegza, Pietras, Pietruszka, Pilarz, Pindel, Piwowarczyk, Placek, Pławny, Płonka, Płużek, Polak, Ponikiewski, Popiołek, Poradzisz, Porębski, Ptaszek, Putek, Pyka, Pytel
Radwan, Rajda, Ramenda, Ramza, Rokowski, Roman, Romańczyk, Romański, Rudzicki, Ruła, Rusin, Rusinek, Rzycki
Sarlej, Sarna, Schabowicz, Sępek, Sikora, Siwiec, Skoczylas, Skowron, Skupień, Słaboń, Smaza, Smolec, Sopicki, Sordyl, Spisak, Spytkowski, Stanek, Staniek, Strzeżoń, Studnicki, Stuglik, Styła, Stypuła, Suchan, Suchobiecki, Surzyn
Szafran, Szatan, Szczerbowski, Szczur, Szczygieł, Szewczyk, Szlagor, Szot, Szustak, Szymocha, Szymonek
Ścigalski, Świątek, Świerkosz, Świętek
Taborski, Tarasek, Targosz, Tatar, Trzaska, Turała, Turek, Twaróg, Tyralik
Urbański
Waligóra, Walter, Wandor, Warmuz, Warowny, Warta, Wawer, Wądrzyk, Wątor, Wątroba, Wcisło, Wenda, Wider, Widlarz, Wiktor, Włodarczyk, Wnęczak, Wojewodzic, Wojtala, Wojtyła, Wolas, Woźniak, Woźny, Wójcicki, Wójcik, Wróbel, Wymysło
Zadora, Zając, Zajda, Zajgier, Zawada, Zawiła, Zieliński, Zięba
Żabiński, Żak, Żurek

Najczęstsze imiona kobiece:
193- Maria
85- Anna
65- Helena
53- Franciszka
39- Aniela, Wiktoria
37- Józefa
34- Stefania
28-Agnieszka
27- Elżbieta
24- Zofia
20- Balbina, Tekla

Najczęstsze imiona męskie:
121- Jan
106- Józef
79- Franciszek
60- Stanisław
49- Władysław
32- Antoni
17- Piotr, Wojciech
16- Andrzej, Ludwik
15- Tadeusz
14- Karol
13- Michał, Stefan

Uwzględniono mieszkańców 449 domów o numerach od 1 do 625 (z przerwami w numeracji).






poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Pomoc UNRRA dla Choczni w 1946 roku

UNRRA, czyli United Nations Relief and Rehabilitation Administration- po polsku Administracja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy powstała w 1943 roku i miała zgodnie z nazwą na celu udzielanie pomocy obszarom wyzwolonym w Europie i w Azji po zakończeniu II wojny światowej.
Akcja pomocowa zakończyła się z końcem 1946 roku, ponieważ na jej kontynuację nie wyraziły zgody ówczesne władze Polski, traktujące wsparcie UNRRA jako formę ingerencji w suwerenność kraju.
Pomoc UNRRA dotarła również do Choczni.
W archiwach państwowych zachowały się zaledwie dwa protokoły dotyczące rozdziału darów UNRRA w Choczni, ale ze wspomnień chocznian wynika, że ta akcja pomocowa miała znacznie szerszy zasięg i nie obejmowała tylko odzieży, ale również: żywność, pasze, zboże, leki, zwierzęta gospodarskie i sprzęt rolniczy.
Pomoc UNRRA dla Choczni docierała za pośrednictwem starostwa powiatowego. Jej sortowania i rozdziału dokonywała Gminna Komisja Opieki Społecznej.
W protokole z 3 sierpnia 1946 roku znajdują się podpisy: Leona Bąka (w zastępstwie wójta), Józefa Malaty, Bolesława Zająca i Józefa Góry-  referenta opieki społecznej.
Otrzymane 436 sztuk odzieży rozdzielono do 24 sierpnia pomiędzy 88 osób/rodzin o nazwiskach: Bandoła, Bąk, Brańka, Bryndza, Buldończyk, Burzej, Bylica, Byrski, Dąbrowski, Dębak, Drapa, Dukała, Dziadek, Elżbieciak, Fiałek, Gancarz, Gawenda, Gazda, Góralczyk, Graboń, Guzdek, Jończyk, Kalemba, Koczurek, Kolber, Koman, Kręcioch, Królewski, Lach, Łysoń, Nestoruk, Nowak, Ogiegło, Okruta, Oleksy, Pacek, Paterak, Pawlik, Pindel, Pisz, Płonka, Ramenda, Ramza, Romańczyk, Rudzicki, Rusin, Sarlej, Siwiec, Skirło, Skupień, Spisak, Spytkowski, Stuglik, Stypuła, Targosz, Urbański, Wawer, Wcisło, Widlarz, Woźniak, Wójcik, Zając, Żak i Żurek.
Przedmiotem rozdziału były zaś: bielizna dziecięca, bluzki damskie, czapeczki dziecięce, halki, kalesony, kamizelki, płaszcze damskie, dziecięce i kąpielowe, reformy damskie, skarpetki, swetry, spodnie, spódnice, wiatrówki, suknie damskie i buty.
Natomiast drugi zachowany zestaw dokumentów dotyczy pomocy z 27 września 1946 roku.
Tym razem rozdzielono 78 sztuk odzieży (koszul, płaszczy, marynarek, bluzek i spódnic) oraz 114 par butów pomiędzy 85 potrzebujących- wdowy, sieroty i uboższe rodziny.
Pojawiają się wśród nich także inne nazwiska, niż w poprzednim przypadku: Cap, Hereda, Jastrzębski, Lipowski, Szymonek, Ścigalski, Wenda, Wnętrzak i Zawiła.
Sortowania i rozdziału dokonały te same osoby, co wcześniej, z tym że zamiast Leona Bąka na dokumencie widnieje podpis wójta Józefa Guzdka.






piątek, 15 września 2017

Napad na sklep w 1946 roku

W nocy z 16 na 17 lipca 1946 roku doszło do napadu na sklep "Samopomocy Chłopskiej" w Choczni, mieszczący się w Domu Ludowym, który prowadził Józef Malata z żoną Elżbietą1.
O szczegółach tego napadu można dowiedzieć się z protokołu spisanego dzień później, który wyszukał i udostępnił jeden z moich znajomych.
"Protokuł" (bo tak zapisano w oryginale) sporządzono w obecności:
  • Janiny Szczerkowskiej- referenta żywnościowego Gminy Zbiorowej Wadowice,
  • Józefa Habiny- referenta żywnościowego Gminy Zbiorowej Wadowice2,
  • Józefa Guzdka- wójta Choczni3,
  • Kacpra Leguta- świadka4,
  • małżeństwa Józefa i Elżbiety Malatów, prowadzących sklep.
Józef Malata zeznał, że o 10 w nocy dobijano się do drzwi wejściowych prowadzących bezpośrednio do sklepu z żądaniem otwarcia i groźbami siłowego sforsowania drzwi. Jednocześnie wybita została szyba w pomieszczeniu, gdzie spały jego nieletnie dzieci.
Początkowo nie zamierzał otworzyć, ale ustąpił, gdy jako były podoficer Wojska Polskiego zorientował się, że napastnicy byli uzbrojeni w ciężką broń ręczną  i automatyczną oraz granaty ręczne systemu niemieckiego.
Po otworzeniu drzwi do sklepu wtargnęło 20 uzbrojonych ludzi, którzy "zarządali wydania towaru i ten zabrali całkowicie".
Wśród zrabowanego towaru znajdowały się przydziały kartkowe dla ludności Choczni z lutego i marca:
  • 3 kg kawy palonej,
  • 25 kg mąki żytniej,
  • 6 sztuk konserw mięsnych i 4 kiszki krwawe,
  • 20,5 sztuk śledzi,
  • 2 kawałki mydła do prania/5l,
  • 20 kawałków mydła toaletowego,
  • 7 puszek mleka w płynie,
  • 2 kg cukierków,
  • 6 puszek soku pomidorowego,
  • 0,75 kg herbaty.
Józef Malata podkreślił, że nie był w stanie przeciwstawić się napastnikom tak dobrze uzbrojonym (w karabiny, broń automatyczną ckm "Maksym", granaty, itd.) oraz w takiej liczbie (tu pojawia się 50, a nie 20 osób jak kilka linijek wcześniej) i choćby schował towar pod ziemię, to i tak zostałby skradziony.

Zaznaczył równocześnie, że:
"napastnikami było AK, które przy końcu kradzierzy oświadczyło, że bardzo jest im nieprzyjemnie, albowiem zostali źle poinformowani i błędnie skierowani. Towaru wrócić już nie mogą z powodu krótkiego czasu (za godzinę już całkiem widno, musimy odjeżdżać), lecz przyjdziemy wkrótce po nowe przydziały, ale po te, które bezpośrednio nie będą należały do pana, idziemy czyścić bandy rabunkowe w Rzykach."

W protokole stwierdzono ponadto, że tej samej nocy została obrabowana żona Ministra Poczt i Telegrafów, w której domu wybito szyby, a sprawcy oświadczyli, że "wrócą niebawem dla odczyszczenia elementów demokratycznych5".

W końcowym akapicie protokołu podano natomiast, że:
"AK6 w stanie 50 uzbrojonych ludzi wyraziło przez usta komendanta, że zaszła pomyłka, obecnie rekompensaty wydać nie mogą, współczują, okraść nie chcieli, ale byli błędnie poinformowani przez zatajemniczonych Obywateli Choczni."

Prawidłowość powyższych danych potwierdziły pisemnie osoby, w których obecności sporządzono protokół (za wójta Guzdka podpisał się w zastępstwie Leon Bąk).

Fakt napadu na sklep przez nieznanych sprawców potwierdził także kierownik referatu śledczego Powiatowej Komendy Milicji Obywatelskiej w Wadowicach o nazwisku Duda w dniu 7 sierpnia 1946.

-------------------
1Józef Malata (1911-1978) w latach 1933-1934 w ramach służby wojskowej uczęszczał do szkoły podoficerskiej 6 Pułku Artylerii Lekkiej w Krakowie. W czasie II wojny światowej był plutonowym Armii Krajowej, został wysiedlony z rodziną do Frydrychowic, później przebywał w obozie pracy w Rybniku, a następnie w Jaroszowicach. Sklep w choczeńskim Domu Ludowym prowadził już w okresie przedwojennym, razem z poślubioną w 1937 roku Elżbietą z domu Turała (1913-2006). Dwa lata po opisanym tu zdarzeniu Józef i Elżbieta z trójką dzieci przenieśli się na stałe do Gdańska, gdzie Józef podjął pracę jako stolarz, cieśla- szkutnik w stoczni jachtowej.
2Józef Habina (1910-1948) to chocznianin, uczeń wadowickiego gimnazjum, który maturę zdał podczas służby wojskowej. W okresie międzywojennym podoficer Wojska Polskiego- żołnierz plutonu łączności 12 pułku piechoty Wojska Polskiego. Odznaczony Państwową Odznaką Sportową. W 1931 rachmistrz spisowy w Choczni. W czasie II wojny światowej na robotach przymusowych w Niemczech. Po powrocie nie podpisał deklaracji lojalności i był represjonowany przez aparat bezpieczeństwa PRL. W 1946 roku zatrudniony jako referent żywnościowy w Gminie Wadowice. Przeszedł tyfus i został skierowany do pracy w księgowości w PGR Węgorzewo na północy Wielkopolski, gdzie wykrył liczne nadużycia. Zginął tragicznie napadnięty w Okonku, w okolicach miejsca pracy. Po śmierci pochowany na miejscu, natomiast na cmentarzu parafialnym w Choczni posiada symboliczny nagrobek.
3Józef Guzdek (1906-1974) w latach 1929-35 pracował w kamieniołomach we Francji, a po powrocie do Choczni brał aktywny udział w choczeńskim samorządzie, jako radny gromadzki w latach 1935-39). W czasie wojny wysiedlony, a po wojnie 5 lipca 1946 roku (krótko przed opisanym tu zdarzeniem) został wybrany na wójta Gminy Chocznia. W kwietniu 1947 roku zrezygnował z posady wójta, oficjalnie z powodu obciążeń pracą, uniemożliwiających prowadzenia własnego gospodarstwa rolnego. Wpływa na jego decyzję miało z pewnością zatrzymanie przez Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa w Wadowicach. 
4Kacper Legut (1878-1974), z zawodu szewc, choczeński działacz samorządowy, bliski współpracownik Józefa Putka.
5z mieszkania Putków zrabowano 8.000 zł oraz garderobę.
6AK=Armia Krajowa, w lipcu 1946 roku już nie istniała, po rozwiązaniu w styczniu 1945 roku.

piątek, 2 grudnia 2016

Powojenni koczownicy w choczeńskich lasach

Na posiedzeniu choczeńskiej Gminnej Rady Narodowej w dniu 3 października 1946 Franciszek Ramenda poruszył bulwersującą sprawę rodziny P., która według jego informacji, w prymitywnych i niecywilizowanych warunkach koczuje w lasach pod Bliźniakami, przy granicy z Ponikwią. 
Zdaniem zgłaszającego ojciec koczującej rodziny sprawia wrażenie umysłowo chorego i izoluje od świata zarówno swoją żonę, jak i dzieci, uniemożliwiając im naukę w szkole.
Choczeńscy radni postanowili skierować tę sprawę do starostwa w Wadowicach i na posterunek Milicji Obywatelskiej.
Prawdopodobnie jednak sprawa rodziny P. nie została wtedy w żaden sposób rozwiązana i po spędzonej przez nich w lesie zimie, wiośnie i lecie ponownie powróciła pod obrady GRN w10 października 1947 roku.
Tym razem po dyskusji uchwalono, by kierownik szkoły Tadeusz Nowak przedstawił wniosek do Kuratorium Oświaty w Wadowicach o przyjęcie dzieci rodziny P. do zakładu opiekuńczego w Krakowie. Na razie postanowiono zająć się dziećmi, prosząc kierownika szkoły o zakwaterowanie ich na terenie szkoły. Ustalono również, że kierownikowi szkoły należy dostarczyć danych o stanie rodzinnym i majątkowym rodziny P., by na ich podstawie przygotować mógł wymieniony wyżej wniosek.
W dokumentach gminnych brak jest informacji, czy rzeczywiście doszło wtedy do odebrania dzieci choremu psychicznie ojcu i jakie działania podjął kierownik szkoły.
22 grudnia 1947 pełniący obowiązki wójta Choczni Leon Bąk zażądał wyjaśnień w tej sprawie. Prezydium GRN poinformowało go, że należy wnieść pismo do sądu o ubezwłasnowolnienie zarówno ojca, jak i matki rodziny P. oraz pozbawienia ich praw rodzicielskich.
Nie jest wykluczone, że rodzina P spędziła kolejną już zimę w lesie, ponieważ dopiero 15 marca 1948 roku, na bieżącym posiedzeniu rady gminnej, wójt Władysław Babiński wyjaśnił, że w najbliższych dniach dzieci zostaną zabrane i oddane do ochronki, a w stosunku do rodziców zostanie wszczęte postępowanie w sądzie o ubezwłasnowolnienie.
Po półtora roku od pierwszego zgłoszenia władze gminne zadziałały w końcu skutecznie, o czym świadczy pismo od sióstr Nazaretanek z Wadowic, które omawiano na posiedzeniu rady 30 maja 1948 roku. Prowadzące ochronkę siostry prosiły gminę o pokrycie kosztów ich pobytu, które oszacowały na 1500 zł miesięcznie od jednego dziecka.
Radni gminni jednogłośnie postanowili zapłacić, dając pełnomocnictwo Zarządowi Gminy, by zajął się dalszym losem dzieci, oddając je rodzinom zastępczym na wychowanie. Z każdym odbierającym dzieci miano spisać umowę, tak by oddane na wychowanie dzieci nie wróciły do biologicznych rodziców.

Niektóre z dzieci rodziny P. zostały adoptowane przez rodziny z Choczni, co wiązało się z urzędowym przyjęciem przez nich nazwisk rodziców adopcyjnych.

piątek, 20 maja 2016

Powstanie Gminy Chocznia w 1946 roku

Na mocy rozporządzenia Ministra Administracji Publicznej z dnia 29 marca 1946 r. z gminy wiejskiej Wadowice wyłączono gromadę Chocznia z siedzibą zarządu gminnego w Choczni.
Tym samym spełnione zostały postulaty chocznian, wnoszone do władz państwowych jeszcze w 1935 roku.
Rada Gminna ukonstytuowała się na posiedzeniu 5 lipca 1946 roku, w którym wzięli udział przedstawiciele partii politycznych działających na terenie gminy.
Stronnictwo Ludowe reprezentowali: Władysław ŚwiętekLeon Bąk i Józef Piegza, a Stronnictwo Pracy: Stefan Zając i Henryk Kot.
Postanowiono, że rada gminy będzie liczyć 16 członków, a podział mandatów wyglądać będzie następująco:
  • Stronnictwo Ludowe 11 mandatów
  • Stronnictwo Pracy 2 mandaty
  • Organizacje Spółdzielcze 2 mandaty
  • Związki zawodowe 1 mandat
Zgodnie z podziałem mandatów powołania na radnych otrzymali:
  • Józef Putek
  • Józef Guzdek
  • Józef Malata
  • Henryk Kot
  • Stefan Zając
  • Kazimierz Szczur
  • Tomasz Szczur
  • Józef Trzaska
  • Władysław Świętek
  • Antoni Romańczyk
  • Klemens Guzdek
  • Franciszek Ramenda
  • Józef Piegza
  • Leon Bąk
  • Karol Wider
  • Tadeusz Nowak

W tajnych wyborach wyłoniono Prezydium Gminnej Rady Narodowej w składzie: Józef Putek (przewodniczący- 13 głosów), Kazimierz Szczur (zastępca- 13 głosów), Tomasz Szczur (11 głosów), Władysław Świętek (13 głosów) i Antoni Romańczyk (10 głosów). Przepadły kandydatury: Józefa Piegzy (9 głosów), Tadeusza Nowaka (3 głosy) i Henryka Kota (3 głosy).
Wybrani radni złożyli ślubowanie na ręce Kazimierza Szczura (seniora spośród wybranych).
Następnie przystąpiono do wyborów wójta, jego zastępcy i ławników.
W tajnym głosowaniu na wójta wybrano Józefa Guzdka, na jego zastępcę Leona Bąka, a na ławników: Bolesława Zająca, Józefa Piegzę i Józefa Trzaskę.
Na miejsce radnych wybranych do Zarządu Gminy dokooptowani do rady zostali:
  • Michał Stuglik
  • Władysław Wcisło
  • Antoni Widlarz
  • Kasper Legut
Po dokonaniu wyborów Kazimierz Szczur zachęcił radnych do "współpracy na wszystkich odcinkach, tym bardziej, że powołana rada pracuje samodzielnie i tylko dla dobra obywateli tejże Gminy".
Powiatowa Rada Narodowa w Wadowicach na posiedzeniu 6 lipca potwierdziła prawidłowość ukonstytuowania się Gminnej Rady Narodowej w Choczni i nie wniosła zastrzeżeń co do wyboru Józefa Guzdka na wójta oraz Leona Bąka na jego zastępcę.