Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sklep. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sklep. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 sierpnia 2024

Początki działalności GS "Samopomoc Chłopska" w Choczni (1946-1948)

 

Po utworzeniu gminy Chocznia na podstawie rozporządzenia Ministra Administracji Publicznej z 29 marca 1946 roku i ukonstytuowaniu się Gminnej Rady Narodowej w Choczni (5 lipca) zaczęła odradzać się także choczeńska spółdzielczość. Obok Kasy Stefczyka, której historia sięgała 1910 roku, powstała Spółdzielnia Rolniczo-Handlowa „Samopomoc Chłopska”. Ten nowy twór organizacyjny przejął część działalności przedwojennego Kółka Rolniczego, skupiając się głównie na sprawach związanych z zaopatrzeniem wsi i zbytem towarów. Przewodniczącym Rady Nadzorczej SRH „Samopomoc Chłopska” został Kazimierz Szczur, jego zastępcą Józef Piegza, a członkami rady: Franciszek Dąbrowski, Tomasz Szczur, Władysław Świętek, Antoni Romańczyk, Bolesław Zając i Józef Malata. Bieżąca działalnością tej spółki zajmował się zarząd w składzie: Józef Putek (przewodniczący), Andrzej Zając (zastępca) i Leon Bąk (skarbnik). 

Pierwszy zachowany protokół posiedzenia rady nadzorczej ma datę 21 października 1946. Wtedy to przeciążonego innymi obowiązkami Putka na stanowisku prezesa zarządu zastąpił Józef Piegza, a po rezygnacji z powodów osobistych Andrzeja Zająca zastępcą prezesa wybrano Józefa Malatę z Zawala.

 Do kolejnego wspólnego posiedzenia rady nadzorczej i zarządu doszło 10 listopada w Domu Ludowym. Podjęto wówczas próbę oszacowania majątku spółdzielni, na który składały się: 2 stoły, 2 szafy (w tym jedna wspólna z Kasą Stefczyka), 10 ławek potrójnych, 20 ławek pojedynczych, częściowo uszkodzony tryjer (maszyna do czyszczenia nasion) i dwa obrazy („Kościuszko” i „Orzeł Polski”) o łącznej wartości  33.630 zł oraz Dom Ludowy o wartości 1,5 mln złotych zł z przyległym ogrodem, pastwiskiem i gruntem ornym, wartym 200.000 zł. i drugi budynek (wspólny z Kasą Stefczyka) o wartości 500.000 Ponieważ spółdzielni brakowało gotówki na bieżącą działalność, postanowiono zaciągnąć pożyczkę w kwocie 500.000 zł. 

Na następnym posiedzeniu (29.11.1946) określono wysokość wynagrodzenia zarządu (3% od obrotu towarowego) i ustalono czynsze dla lokatorów nieruchomości spółdzielczych: Władysława Kaczora, Franciszka Pędziwiatra, Franciszka Fijałka, Władysława Sopickiego i Józefa Pisza. W przypadku dwóch pierwszych czynsz obejmował także prowadzone przez nich w lokalach spółdzielczym prywatne sklepy. 

Do końca 1946 roku spółdzielnia zakupiła towary o wartości ponad 457.000 zł, a koszty ich transportu przekroczyły 11.000 zł. W sporządzonym bilansie wykazano manko w wysokości zaledwie 147 zł, przy czym część zakupionych towarów została zrabowana ze sklepu spółdzielczego 24 października przez uzbrojonych ludzi – ich wartość wyniosła 8.187 zł. 

12 stycznia 1947 roku zarząd spółdzielni podpisał formalną umowę z prowadzącym sklep spółdzielczy Józefem Malatą (kuzynem zastępcy przewodniczącego Józefa Malaty z Zawala), który zajmował się tym także przed wojną i po powrocie z wysiedlenia. 

7 marca 1947 roku doszło do ponownego obrabowania sklepu spółdzielczego. Nieznany osobnik grożąc sklepowemu pistoletem zażądał wydania papierosów, 2 l wódki, gotówki z kasy i kwitów dłużnych. Łączne straty z tytuł tego napadu wyniosły prawie 7.000 zł. Świadkiem tego zdarzenia był sędzia z Wadowic, który akurat prowadził w Choczni sprawy hipoteczne związane z komasacją gruntów. Ponieważ spółdzielni brakowało środków na zakup nawozów sztucznych, to postanowiono pożyczyć na ten cel od Kasy Stefczyka 80.000 zł. 

27 kwietnia 1947 roku zarząd spółdzielni postanowił przeprowadzić częściowy remont w Domu Ludowym, a jego największą salę przystosować do występów teatralnych, czy muzycznych, przez wybudowanie sceny i zakup dodatkowych ławek dla publiczności. 

9 maja tego samego roku biegli rewidenci przeprowadzili lustrację spółdzielni i w złożonym sprawozdaniu podkreślili, że konieczne jest wypowiedzenie przez spółdzielnię dzierżawy lokalu na prywatny sklepik Władysława Kaczora, który stanowi konkurencję dla sklepu spółdzielczego. 

Dziewięć dni później odbyło się walne zebranie członów spółdzielni, na którym skwitowano zarząd i przyjęto budżet na II część 1947 roku. Składy rady nadzorczej i zarządu pozostały bez zmian. 

6 lipca 1947 postanowiono utworzyć drugi sklep spółdzielczy, który miał się mieścić w domu Wiktorii Świerkosz w górnej części wsi.  Z p. Świerkosz zawarto stosowną umowę o pracę w charakterze sklepowej i określono wysokość czynszu dzierżawnego jej lokalu. Sklep rozpoczął działalność 1 sierpnia, wynagrodzenie sklepowej wynosiło 3% od obrotu towarowego (od wyrobów monopolowych było obniżone do 1,5%), a czynsz dzierżawny ustalono na 300 zł miesięcznie. 

W październiku 1947 roku zarząd spółdzielni odnotował duże braki w dostawach towarów zbożowych od Spółdzielni „Społem” w Wadowicach, wobec czego postanowił na własną rękę zakupić zboże od choczeńskich rolników i  po przemieleniu go w młynie sprzedawać po własnych kosztach z doliczeniem marży. 

7 grudnia 1947 roku uchwalono przeniesienie sklepu spółdzielczego z Domu Ludowego do należącego do spółdzielni domu Pędziwiatrów, którym 4 stycznia 1948 roku polecono wynieść się z dzierżawionych przez nich lokali, z powodu zalegania od dłuższego czasu z czynszem i nie podpisania nowej umowy dzierżawy. Wymówiono także Władysławowi Kaczorowi, Franciszkowi Łysoniowi i Józefowi Kręciochowi zajmowane przez nich mieszkania w lokalach spółdzielni. Rezygnację złożył sklepowy Józef Malata, który miał jednak nadal pełnić swoje obowiązki do czasu znalezienia następcy. Tym następcą wybrano Stanisława Świętka, syna Władysława, sołtysa Choczni w okresie II wojny światowej. Administratorem majątku SRH „Samopomoc Chłopska” wyznaczono Leona Bąka. 

1 lutego 1948 zatwierdzono koszty wykonania instalacji elektrycznej w Domu Ludowym i postanowiono zaprowadzić elektryczność również do domu spółdzielczego przejętego od Pędziwiatrów. Na nadzwyczajnym walnym zebraniu, odbytym 

7 marca 1948 w obecności 97 członków uchwalono nowy statut spółdzielni, noszącej odtąd nazwę Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska”. W myśl nowego statutu jej zarząd miał liczyć 5 członków, dlatego 4 kwietnia uzupełniono go o Stanisława Dudę i Władysława Kręciocha. Dotychczasowy zastępca przewodniczącego zarządu Józef Malata został skarbnikiem, zastępując Leona Bąka, który objął księgowość. Na tym samym posiedzeniu 4 kwietnia 1948 ustanowiono pełnomocnictwo dla Alfreda Kamińskiego w celu eksmisji: Franciszka Pędziwiatra, Władysława Kaczora i Franciszka Łysonia z zajmowanych przez nich lokali spółdzielczych. 

2 lipca 1948 określono godziny otwarcia sklepów spółdzielczych od 6.30 rano do 20.00 wieczorem. Sklep w środkowej części wsi generował ¾ całego obrotu, a sklep filialny prowadzony przez Wiktorię Świerkosz ¼. 

Kolejne walne zebranie spółdzielni odbyło się 1 sierpnia 1948. Postanowiono na nim przejąć majątek Spółdzielni Mleczarskiej w Choczni, skwitowano zarząd, zatwierdzono budżet i wybrano nową radę nadzorczą w składzie: Józef Putek, Tomasz Szczur, Władysław Świętek, Franciszek Dąbrowski, Stanisław Duda, Bolesław Zając, Karol Wider, Jan Gazda i Franciszek Ramenda. W miejsce Stanisława Dudy do zarządu wybrano Stanisława Dębaka. Spółdzielcze władze zwierzchnie narzuciły GS w Choczni prowadzenie obowiązkowej kontraktacji zboża, uzależniając od jej planowanego przeprowadzenia terminy dostaw towarów i uwzględnianie potrzeb choczeńskich spółdzielców.

 Kontrola głównego sklepu spółdzielni, przeprowadzona 27 sierpnia, wykazał dość znaczne manko, które jako poręczyciel sklepowego Stanisława Świętka miał pokryć jego ojciec Władysław. Jednocześnie zarząd postanowił natychmiast zwolnić Świętka z pracy za nieodpowiedzialne zachowanie. Niezależenie od wykazanego manka pobrał on dzienny utarg ze sklepu filialnego w Choczni Górnej i nie oddał go skarbnikowi, a wystawiony kwit dla Wiktorii Świerkosz zniszczył. Na jego miejsce przyjęto do pracy 29 sierpnia Józefa Pindla. W tym samym dniu zarząd postanowił, że będzie dzierżawił pomieszczenia w Domu Ludowym na przedszkole i mieszkanie dla kierowniczki tej placówki, a czynsz miesięczny w wysokości 300 zł od pomieszczenia („ubikacji”) miała pokrywać gmina. Także gmina miał corocznie płacić spółdzielni ryczałtowo 10.000 zł za używanie sali na różnego rodzaju zebrania i posiedzenia. Postanowiono również o utworzeniu kolejnego sklepu spółdzielczego w dolnej części wsi i podjęto rozmowy o wynajęciu na ten cel pomieszczeń w domu Stypułów. 

5 grudnia 1948 ukonstytuował się w strukturach spółdzielni Komitet Sklepowy w składzie: Franciszek Wider (przewodniczący), Stanisław Zajda (zastępca), Aniela Wójcik (sekretarka), Michał Styła, Władysław Hałat (członkowie). Przyjęto do pracy w biurze spółdzielni Justynę Twaróg, którą skierowano na kurs do Krakowa. Natomiast Eugeniusza Zająca skierowano na kurs korespondencyjny dla księgowych, wyznaczając go jednocześnie na następcę Leona Bąka, który złożył rezygnację z funkcji księgowego.

poniedziałek, 15 maja 2023

Zaopatrzenie choczeńskich sklepów w latach 1939-1966

 

Najstarsza znana mi informacja o tym, co można było kupić w sklepie w Choczni (i za ile) pochodzi z 1945 roku, ale dotyczy sytuacji z okresu przedwojennego.  W sporządzanych wtedy zestawieniach szkód i strat spowodowanych przez wojnę i niemiecką okupację znalazł się również kwestionariusz wypełniony przez Marię Świętek, wdowę po przedwojennym sklepikarzu Józefie Świętku, w którym podaje ona spis towarów z magazynu sklepu jej męża, częściowo przejętych przez Niemców w 1942 roku oraz utraconych w styczniu 1945 roku podczas przejścia frontu przez Chocznię.

Według tego kwestionariusza w Sklepie Towarów Mieszanych Świętka (Chocznia nr 103) można było kupić między innymi:

- cukier  w cenie 1 zł za kg (cena z 1939 roku),

- owsiankę  - 0,96 zł za kg,

- mąkę pszenną - 0,5 zł za kg,

- mąkę żytnią - 0,3 zł za kg,

- grysik - 0,5 zł za kg,

- kaszę jęczmienną -  0,45 zł za kg,

- kawę mieszaną - 0,8 zł za kg,

- „kawę” z palonego korzenia cykorii - 0,7 zł za kg,

- naftę - 0,4 zł za litr,

- proszek do prania - 0,2 zł za kg,

- proszek do szorowania - 0,2 zł za kg,

- proszek do mycia rąk - 0,15 zł za kg,

- farbę - 5 zł za l,

- mydło piaskowe - 0,10 zł za sztukę,

- mydło zwykłe - 0,15 zł za sztukę,

- bibułę marszczoną - 0,20 zł za arkusz,

- bibułę gładką - 0,05 zł za arkusz,

- zeszyt szkolny po 0,10 zł za sztukę,

- masło - 3,6 zł za kg,

- margarynę - 2 zł za kg.

W tym samym 1945 roku doszło do napadu na sklep Kółka Rolniczego ulokowany w budynku choczeńskiego Sokoła, w wyniku którego prowadzący ten sklep Józef Malata stracił między innymi towary, które można było kupić wtedy tylko na przydziały kartkowe:

- kawę paloną (3 kg),

- mąkę żytnią (25 kg),

- konserwy mięsne (6 sztuk),

- kiszki krwawe (4 sztuki),

- śledzie (20,5 kg),

- mydło do prania (5 l i 2 kawałki),

- mydło toaletowe (20 kawałków),l

- mleko (7 puszek),

- cukierki (2 kg),

- sok pomidorowy (6 puszek),

- herbatę (2,5 kg).

W 1955 roku Tadeusz Nowak, kierownik szkoły w Choczni Dolnej, interweniował w Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej w sprawie zaopatrzenia miejscowych sklepów w pieczywo, ponieważ chleb dostarczany przez wadowicką Gminną Spółdzielnię często nie nadawał się do jedzenia. Na posiedzeniu GRN w dniu 15 lipca przedstawicielka GS uznała, że zaopatrzenie w napoje chłodzące jest wystarczające, odczuwa się tylko brak wyrobów emaliowych i innych metalowych.

W czasie akcji żniwnej w 1960 roku zwracano uwagę, że pilną sprawą jest zaopatrywanie w tym czasie sklepów w chleb, ponieważ zapracowani rolnicy nie mają wtedy czasu na wypiek chleba w domu i muszą go kupić, nie odrywając się na dłużej od pracy. Ważne było również zapewnienie odpowiednich dostaw napojów chłodzących, koniecznie we flaszkach, a nie w beczkach. Sklepy w tym okresie pracowały w godzinach przedpołudniowych i wieczorem między 16.00 a 21.00.

Na posiedzeniu władz gromadzkich w dniu 30 października 1962 roku Helena Studnicka ze sklepu w Choczni Dolnej zaopatrzenie uznała za dobre, ale nieregularne, przez co czas oczekiwania np. na chleb bardzo się wydłuża. Brakowało towarów kolonialnych (np. pieprzu), których dostawy były rzadkie i niewielkie. Inne sklepowe wypowiadały się podobnie, twierdząc, że towaru brakuje jedynie w chwilach, gdy na skutek plotek i nieuzasadnionego popłochu ludność masowo wykupuje wszystkie dostępne produkty, a przede wszystkim cukier, mąkę i ryż.

27 sierpnia 1963 roku przedstawiciel GS zapewniał zebranych radnych gromadzkich, że sytuacja z zaopatrywaniem sklepów jest w miarę dobra, nie brakuje podstawowych produktów, jak: chleb, mąka, sól, czy cukier oraz napojów chłodzących: piwa, oranżady i napojów płynnych (!) – to znaczy soków. Gorzej jest natomiast z dostawami mięsa i wędlin i tu sytuacja nie ulegnie szybkiej poprawie.

Rok później GS wystosował pismo do GRN w Choczni, zapewniając że: jakość pieczywa uda się polepszyć, podobnie jak terminowość dostaw. Upomniano kierowników sklepów, by w dni świąteczne nie sprzedawać wina, a osobom nietrzeźwym nawet piwa.

19 maja 1965 roku stan zaopatrzenia choczeńskich sklepów oceniała na swoim posiedzeniu Gromadzka Rada Narodowa w Choczni. Halina Widlarz, kierowniczka sklepu w Choczni Dolnej oceniła, że zaopatrzenie tej placówki jest dobre, oprócz takich towarów, jak pieprz, czy cytryny, które są dostarczane w niewystarczającej ilości. W okresie zwiększonego zapotrzebowania podczas upałów brakuje również napojów chłodzących: piwa i oranżady. Problem ten można rozwiązać, sprowadzając piwo beczkowe, ale nie ma z kolei gwarancji, że po otwarciu beczki udałoby się sprzedać ją całą przed zepsuciem zawartości. Helena Moskała, kierowniczka sklepu masarskiego stwierdziła, że brakuje wędlin i mięsa wołowego – po zaopatrzeniu przedszkola w Choczni niewiele tego rodzaju mięsa pozostaje do sprzedaży rynkowej. Lepsza sytuacja jest z mięsem wieprzowym, ale i tu występują braki w zaopatrzeniu. Klemens Guzdek, przewodniczący GRN, zwrócił uwagę, że te niewystarczające dostawy towarów deficytowych powinny być dzielone tak, by jak największa ilość obywateli miała możliwość je kupić oraz by nie sprzedawać wina osobom nietrzeźwym. Zdaniem Haliny Widlarz ten przepis był przestrzegany, ale nietrzeźwi pijący nie kupowali sami, lecz posługiwali się znajomymi przechodniami. 

Nad sprawą zaopatrzenia sklepów ponownie obradowano 25 sierpnia 1965 roku w obecności: Heleny Moskały (kierowniczki sklepu masarskiego), Haliny Widlarz (kierowniczki sklepu w Choczni Środkowej), Anny Guzdek (kierowniczki sklepu w Choczni Dolnej) oraz Kazimiery Gazdy (ze sklepu w Choczni Górnej). Nie przybył żaden przedstawiciel Gminnej Spółdzielni zaopatrującej te sklepy, ponieważ trwała tam właśnie kontrola związana z nadużyciami, których dopuścił się jeden z zaopatrzeniowców, zatrzymany w areszcie do wyjaśnienia sprawy. Zabierająca glos Anna Guzdek uznała, że zaopatrzenie jest ogólnie rzecz biorąc lepsze, niż w latach poprzednich i ludność jest zadowolona. Podobnie oceniły sytuację zaopatrzenia Halina Widlarz i Kazimiera Gazda. Natomiast Helena Moskała przyznała, że brakuje wędlin, ale udało się przywrócić należyte dostawy tłuszczów – słoniny i smalcu. W soboty, gdy zapotrzebowanie jest większe, brakuje też kotletów, czy karczku. Zaś braki mięsa wołowego są spowodowanie koniecznością zaopatrzenia kolonistów spędzających w Choczni ferie letnie. Bolączką były też nieregularne dostawy mięsa, wędlin i tłuszczów.

Coroczne ocenianie sytuacji zaopatrzeniowej przez choczeńską gromadę w 1966 roku odbyło się w dniu 19 maja. Wymienione już wcześniej Halina Widlarz i Helena Moskała oraz Leokadia Giełdoń złożyły pisemne sprawozdania z działalności podległych im sklepów. Sklep nr 2 prowadzony przez Halinę Widlarz był według niej wystarczająco zaopatrzony, chleb dowożony był codziennie między 10.00 a 11.00, w bieżącej sprzedaży były m.in.: konserwy, oleje, masło, śmietana, czy margaryna. Niewystarczające były dostawy piwa, nie brakowało za to soków, oranżad, wody sodowej  i lemoniad. Roczny obrót sklepu wynosił około 2 mln złotych. Sklep masarski kierowany przez Helenę Moskała był otwarty od wtorku do soboty w godzinach od 8.00 do 17.00. Poniedziałek był dniem bezmięsnym i sprzedaży wtedy nie prowadzono. Towar przywożono dwa razy w tygodniu w ilościach niezaspokajających zapotrzebowaniu. Brakowało szczególnie mięsa wołowego i żeberek wieprzowych, bez problemu można było kupić nóżki wieprzowe, ogony, uszy świńskie, czy kości. Leokadia Giełdoń z Punktu Sprzedaży Pomocniczej w Choczni Górnej przyznała w sprawozdaniu, że dostawy chleba są co drugi dzień. W bieżącej sprzedaży były tłuszcze roślinne i zwierzęce. Pani Giełdoń prowadziła sprzedaż za prowizję w wysokości 3,5%, pokrywając z tego podatki, koszty ogrzewania i oświetlenia. Nie była objęta ubezpieczeniem zdrowotnym, czy emerytalnym.

piątek, 15 września 2017

Napad na sklep w 1946 roku

W nocy z 16 na 17 lipca 1946 roku doszło do napadu na sklep "Samopomocy Chłopskiej" w Choczni, mieszczący się w Domu Ludowym, który prowadził Józef Malata z żoną Elżbietą1.
O szczegółach tego napadu można dowiedzieć się z protokołu spisanego dzień później, który wyszukał i udostępnił jeden z moich znajomych.
"Protokuł" (bo tak zapisano w oryginale) sporządzono w obecności:
  • Janiny Szczerkowskiej- referenta żywnościowego Gminy Zbiorowej Wadowice,
  • Józefa Habiny- referenta żywnościowego Gminy Zbiorowej Wadowice2,
  • Józefa Guzdka- wójta Choczni3,
  • Kacpra Leguta- świadka4,
  • małżeństwa Józefa i Elżbiety Malatów, prowadzących sklep.
Józef Malata zeznał, że o 10 w nocy dobijano się do drzwi wejściowych prowadzących bezpośrednio do sklepu z żądaniem otwarcia i groźbami siłowego sforsowania drzwi. Jednocześnie wybita została szyba w pomieszczeniu, gdzie spały jego nieletnie dzieci.
Początkowo nie zamierzał otworzyć, ale ustąpił, gdy jako były podoficer Wojska Polskiego zorientował się, że napastnicy byli uzbrojeni w ciężką broń ręczną  i automatyczną oraz granaty ręczne systemu niemieckiego.
Po otworzeniu drzwi do sklepu wtargnęło 20 uzbrojonych ludzi, którzy "zarządali wydania towaru i ten zabrali całkowicie".
Wśród zrabowanego towaru znajdowały się przydziały kartkowe dla ludności Choczni z lutego i marca:
  • 3 kg kawy palonej,
  • 25 kg mąki żytniej,
  • 6 sztuk konserw mięsnych i 4 kiszki krwawe,
  • 20,5 sztuk śledzi,
  • 2 kawałki mydła do prania/5l,
  • 20 kawałków mydła toaletowego,
  • 7 puszek mleka w płynie,
  • 2 kg cukierków,
  • 6 puszek soku pomidorowego,
  • 0,75 kg herbaty.
Józef Malata podkreślił, że nie był w stanie przeciwstawić się napastnikom tak dobrze uzbrojonym (w karabiny, broń automatyczną ckm "Maksym", granaty, itd.) oraz w takiej liczbie (tu pojawia się 50, a nie 20 osób jak kilka linijek wcześniej) i choćby schował towar pod ziemię, to i tak zostałby skradziony.

Zaznaczył równocześnie, że:
"napastnikami było AK, które przy końcu kradzierzy oświadczyło, że bardzo jest im nieprzyjemnie, albowiem zostali źle poinformowani i błędnie skierowani. Towaru wrócić już nie mogą z powodu krótkiego czasu (za godzinę już całkiem widno, musimy odjeżdżać), lecz przyjdziemy wkrótce po nowe przydziały, ale po te, które bezpośrednio nie będą należały do pana, idziemy czyścić bandy rabunkowe w Rzykach."

W protokole stwierdzono ponadto, że tej samej nocy została obrabowana żona Ministra Poczt i Telegrafów, w której domu wybito szyby, a sprawcy oświadczyli, że "wrócą niebawem dla odczyszczenia elementów demokratycznych5".

W końcowym akapicie protokołu podano natomiast, że:
"AK6 w stanie 50 uzbrojonych ludzi wyraziło przez usta komendanta, że zaszła pomyłka, obecnie rekompensaty wydać nie mogą, współczują, okraść nie chcieli, ale byli błędnie poinformowani przez zatajemniczonych Obywateli Choczni."

Prawidłowość powyższych danych potwierdziły pisemnie osoby, w których obecności sporządzono protokół (za wójta Guzdka podpisał się w zastępstwie Leon Bąk).

Fakt napadu na sklep przez nieznanych sprawców potwierdził także kierownik referatu śledczego Powiatowej Komendy Milicji Obywatelskiej w Wadowicach o nazwisku Duda w dniu 7 sierpnia 1946.

-------------------
1Józef Malata (1911-1978) w latach 1933-1934 w ramach służby wojskowej uczęszczał do szkoły podoficerskiej 6 Pułku Artylerii Lekkiej w Krakowie. W czasie II wojny światowej był plutonowym Armii Krajowej, został wysiedlony z rodziną do Frydrychowic, później przebywał w obozie pracy w Rybniku, a następnie w Jaroszowicach. Sklep w choczeńskim Domu Ludowym prowadził już w okresie przedwojennym, razem z poślubioną w 1937 roku Elżbietą z domu Turała (1913-2006). Dwa lata po opisanym tu zdarzeniu Józef i Elżbieta z trójką dzieci przenieśli się na stałe do Gdańska, gdzie Józef podjął pracę jako stolarz, cieśla- szkutnik w stoczni jachtowej.
2Józef Habina (1910-1948) to chocznianin, uczeń wadowickiego gimnazjum, który maturę zdał podczas służby wojskowej. W okresie międzywojennym podoficer Wojska Polskiego- żołnierz plutonu łączności 12 pułku piechoty Wojska Polskiego. Odznaczony Państwową Odznaką Sportową. W 1931 rachmistrz spisowy w Choczni. W czasie II wojny światowej na robotach przymusowych w Niemczech. Po powrocie nie podpisał deklaracji lojalności i był represjonowany przez aparat bezpieczeństwa PRL. W 1946 roku zatrudniony jako referent żywnościowy w Gminie Wadowice. Przeszedł tyfus i został skierowany do pracy w księgowości w PGR Węgorzewo na północy Wielkopolski, gdzie wykrył liczne nadużycia. Zginął tragicznie napadnięty w Okonku, w okolicach miejsca pracy. Po śmierci pochowany na miejscu, natomiast na cmentarzu parafialnym w Choczni posiada symboliczny nagrobek.
3Józef Guzdek (1906-1974) w latach 1929-35 pracował w kamieniołomach we Francji, a po powrocie do Choczni brał aktywny udział w choczeńskim samorządzie, jako radny gromadzki w latach 1935-39). W czasie wojny wysiedlony, a po wojnie 5 lipca 1946 roku (krótko przed opisanym tu zdarzeniem) został wybrany na wójta Gminy Chocznia. W kwietniu 1947 roku zrezygnował z posady wójta, oficjalnie z powodu obciążeń pracą, uniemożliwiających prowadzenia własnego gospodarstwa rolnego. Wpływa na jego decyzję miało z pewnością zatrzymanie przez Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa w Wadowicach. 
4Kacper Legut (1878-1974), z zawodu szewc, choczeński działacz samorządowy, bliski współpracownik Józefa Putka.
5z mieszkania Putków zrabowano 8.000 zł oraz garderobę.
6AK=Armia Krajowa, w lipcu 1946 roku już nie istniała, po rozwiązaniu w styczniu 1945 roku.

środa, 12 lipca 2017

Choczeńscy kupcy, handlarze i sklepikarze przed 1945 rokiem

Pierwszym znanym chocznianinem, który parał się handlem był kupiec zbożowy Urban Guzdek w pierwszej połowie XVIII wieku. Ponieważ w tym okresie czasu jeden z choczeńskich młynów był w posiadaniu rodziny Guzdków, to niewykluczone, że Urban zajmował się równocześnie i handlem i przerobem ziarna.
Liczne grono choczeńskich handlarzy i kupców zapisano w księgach metrykalnych w ostatnich dwóch dekadach XVIII wieku. Część z nich łączyła handel z prowadzeniem szynków, a inni zajmowali się równolegle rolnictwem lub młynarstwem.
Byli to w kolejności alfabetycznej:
  • Błażej Balon (wymieniany od 1788 roku)
  • Melchior Balon (1784-1791)
  • Kacper Cap/Czap (1784-1798)
  • Sebastian Cap (1797)
  • Andrzej Dąbrowski recte Balon (1783-84)
  • Kacper Dąbrowski recte Balon (od 1786)
  • Mikołaj Dąbrowski recte Balon (1797)
  • Tomasz Gocał/Gaczoł (1790)
  • Kazimierz Guzdek (1784-87)
  • Maciej Kobiałka (1797)
  • Walenty Pindel (1784)
  • Stanisław Styła (1797)
  • Wacław Swoboda
  • Walenty Wcisło (1783-89)
  • Piotr Woźniak (1791)
  • Wojciech Żak (1798)
Wszyscy wymienieni wyżej byli chocznianami z urodzenia, oprócz Wacława Swobody, dzierżawcy karczmy dworskiej Starowieyskich.
Spośród nich do osób wiele znaczących w Choczni należeli: Tomasz Gocał- miejscowy wójt i Błażej Balon, któremu w 1805 proboszcz Jacek Majeranowski powierzył legat w wysokości aż 1000 złotych polskich (250 złotych reńskich) oprocentowany w skali rocznej na 5%.
Kolejna duża porcja informacji o choczeńskich kupcach, handlarzach i sklepikarzach została zapisana przy różnych okazjach w latach 1808-1811.
Handlem zajmowali się wtedy nadal Błażej Balon i jego syn Józef Balon oraz Kacper Dąbrowski, ale także:
  • Szczepan Bandoła (1810)
  • Jakub Dąbrowski recte Balon (1809-1811)
  • Franciszek Kręcioch (przekupień- członek cechu tkackiego w Andrychowie)
  • Józef Kręcioch (1808)
  • Urban Kręcioch (1808)
  • Stanisław Rokowski (1808)
  • Izydor Leon Woźniak (1808)
  • Mateusz Żak (1809)
W późniejszych latach XIX wieku jako sklepikarze w Choczni znani byli natomiast:
  • Szymon Byrski (1826)
  • Ignacy Kloss rodem z Moraw (1827- jednocześnie młynarz)
  • Andrzej Szczur (przed 1832)
  • Piotr Szczur (1832-40; jednocześnie szynkarz)
  • Jan Guzdek (1832)
  • Szymon Wolski rodem z Podolsza (1832)
  • Jakub Kręcioch (1833- jednocześnie kowal)
  • Andreas Zink rodem z Moraw (1836)
  • Marcin Womlel rodem z Czech (1837)
  • Jan Tomaszkiewicz (1842- jednocześnie szynkarz)
  • Stanisław Wyrwalski (1842; później wadowicki tkacz)
Następne nazwiska dziewiętnastowiecznych choczeńskich handlarzy/sklepikarzy wskazują, że byli to na ogół ludzie pochodzący z zewnątrz:
  • Józef Skalicki rodem z Moraw (1852)
  • Tomasz Kołodziejczyk rodem z Kóz (1852-1853)
  • Leopold Schwarzmann (1855-56)
  • Józef Kolonko rodem z Milówki (1855-57)
Jedynym chocznianinem w tym gronie był wówczas Tomasz Rokowski, notowany jako sklepikarz w latach 1860-61.
W 1887 roku wadowicki sąd wpisał do rejestru handlowego firmę "Handel towarów mieszanych" z Choczni, której właścicielem był Jerzy (Georg) Silbiger. Firma istniała do marca 1900 roku, kiedy to została sądownie zlicytowana.
Tej samej narodowości co Silbiger byli Wolf Goldberger, wadowicki kupiec (1898-1901), który w 1907 roku wydzierżawił jedną z choczeńskich karczm (w górnej części wsi), Leni Rosenberg (sklepikarka notowana w 1907 roku) oraz Eliasz Schwarz, choczeński sklepikarz w 1909 roku.
Wraz z założeniem w Choczni Kółka Rolniczego (1889) powstały w Choczni dwa sklepy należące do tej organizacji, które od 1891 roku prowadzili Jan Świętek i Franciszek Wcisło. Od 1895 roku jeden z ze sklepów Kółka Rolniczego ulokowano w centralnej części wsi u kowala Antoniego Sikory.
Natomiast interes wymienionego wyżej Goldbergera przejął później chocznianin Franciszek Kręcioch (ur. 1857), z zawodu krawiec, który handlu uczył się w Detroit za oceanem, praktykując w sklepie swojego brata Wojciecha Kręciocha (ur. 1859). Tam też zdobył kapitał do inwestycji w Choczni- niezbędny nie tylko do zakupu dwóch sklepów i karczmy, ale i części gruntów z parcelowanego majątku sołtysiego.
Na początku XX wieku przeprowadził się do Choczni krawiec Jan Kumala, który wcześniej w Wadowicach prowadził także sklep z dodatkami krawieckimi.
Przed końcem I wojny światowej prowadzeniem sklepów i handlu w Choczni trudnili się również:
  • Wojciech Malata (1912- handel towarów mieszanych),
  • Łukasz i Maria Małuseccy ze Śleszowic (od 1913 roku- sklep masarski i towary różne)
  • Jan i Maria Fujawa (od 1913 roku- szynk i sklep wniesiony w wianie przez Marię, córkę Franciszka Kręciocha)
  • Antoni Gasidło (sklepikarz  w 1915)
  • Ludwik Jura (handel dewocjonaliami 1913)
  • Jan Wcisło (obwoźny handlarz piernikami własnego wyrobu).
Informacje o choczeńskich handlarzach i sklepikarzach z okresu międzywojennego przynoszą przede wszystkim publikowane od 1925 roku "Księgi Adresowe Rzeczypospolitej Polskiej". W połączeniu z danymi z innych źródeł można pokusić się o następujące zestawienie zbiorcze:
  • sklepikarze- towary różne (Teresa Bylica, A. Byrski, Jan Fujawa, Henryk Grubner, Karol Janoszek, Stanisław Kryjak, Józef i Elżbieta Malata, Maria Małusecka, Franciszek i Anna Pędziwiatr, Jan i Zofia Ramza, Franciszek Romańczyk, Edward Staniek, Józef i Kornelia Studniccy, Ludwika Szafran, Jan i Józef Świętkowie)
  • trafiki- wyroby tytoniowe (Maria Główka, Wojciech Ramza, J. Kudłacik)
  • handel sianem (Karol Janoszek, Roman Jarczak, Franciszek Pędziwiatr, Maria Widlarz)
  • masarnie (Zygmunt Bernacik, N. Chałnoczki, Andrzej Kuś, Łukasz Małusecki, Ludwik Porębski, Jan Wymysło)
  • handel węglem (Roman Jarczak)
  • handel końmi (Stanisław Barcik, Ludwik i Jakub Porębski, Władysław Tałasiewicz, Maria Widlarz)
  • handel nabiałem (Anastazja Spisak, A. Bryndza,J. Pietruszka)
  • handel owocami i warzywami (Maria Widlarz)
  • piekarnie (Jan Biłka)
  • handel piernikami (Andrzej Wcisło)
  • inna działalność handlowa (Władysław Babiński)
Liczni chocznianie zajmowali się także różnego rodzaju handlem poza rodzinną wsią:
  • w Wadowicach (Maria Gara z domu Cibor, Ignacy Nęcek, Tadeusz Woźniak)
  • w Bielsku (Władysław Guzdek, Erwin Marmor)
  • w Krakowie (Jan Ścigalski)
  • w Katowicach (Klemens Bury)
  • w Chełmku (Tomasz Widlarz)