Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1966. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1966. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 września 2024

Choczeńska kronika wypadków - część XXIII

 Krakowska "Prawda" z 7 czerwca 1902 donosiła:

 W Choczni przy granicy wadowickiej zdarzył się okropny wypadek u obsługacza żydowskiego J. B. W uroczystość Bożego Ciała wyszła żona jego do kościoła na sumę, on zaś pozostał w domu i zajmował się gotowaniem obiadu. Gdy odszedł na chwilę, zbliżył się 4-letni synek jego do ognia tak nieostrożnie, że cała odzież na nim się zapaliła. Na krzyk gorejącego chłopca przybiegł ojciec, ugasił wprawdzie ogień i zdarł z dziecka odzież, lecz ciało poparzone, powydymane, wyglądające gdzieniegdzie jak stara kora na drzewie, przedstawiało grozą przejmujący widok. Gdy dziecię skomliło już dłuższy czas z bólu, a matka, która nadeszła z kościoła, załamywała ręce z rozpaczy, ojciec czemprędzej przygotowywał wóz, zaprzęgał konia; sąsiedzi byli pewni, że wybiera się po lekarza, tymczasem — o zgrozo! — (...) pojechał — bez względu na tak wielką uroczystość i na straszne nieszczęście w domu — po piwo Żydowi — i staczał potem „ćwiartówki“ z hałasem do piwnicy żydowskiej... Chłopiec w okropnych boleściach i opuszczeniu skonał na drugi dzień rano. 

Ofiarą tego wypadku był Stanisław Bąk (ur. 1899), syn Józefa Bąka i Franciszki z domu Kręcioch z Zawala.

----

"Echo Krakowa" z 15 sierpnia 1969 informowało:

W Andrychowie podczas mycia okien wypadła z IV piętra, ponosząc śmierć, 47-letnia Alina Porębska (zam. w Choczni). 

----

Kolejne notki z różnych wydań "Echa Krakowa" o wypadkach drogowych:

W Choczni pow. Wadowice motocyklista Stanisław Mamica ur. w 1936 r. w Andrychowie wyprzedzając samochód ciężarowy zawadził o przyczepę. W wypadku Mamica i jadąca wraz z nim żona Helena doznali tak ciężkich obrażeń, że zmarli w drodze do szpitala. (wydanie z 24.07.1961)

W Choczni (pow. Wadowice), jadący z nadmierną szybkością motocyklista, 23-letni Franciszek Wieja (zam. w Bielsku), najechał na zamkniętą rampę kolejową Wskutek doznanych obrażeń Wieja zmarł wkrótce po wypadku. (wydanie z 19.05.1964)

Dziś rano na szosie w Choczni (pow. Wadowice), kierowca samochodu ciężarowego PKS, potrącił 28-letnią Helenę Cholewa (zam. w Choczni). Wskutek doznanych obrażeń, zmarła ona wkrótce po wypadku. Kierowca został zatrzymany. (wydanie z 6.11.1966)

Na szosie w Choczni (pow. Wadowice), kierowca samochodu ciężarowego, Jan Targosz (zam. Bielsko-Biała), w czasie wyprzedzania, najechał na 56-letniego Stefana Trepkę (zam. w Wadowicach), który Jechał motorem. St. Trepka wskutek odniesionych obrażeń zmarł. (wydanie z 9.11.1966)

W Choczni (pow. Wadowice), jadący motocykl potrącił znajdującego się na drodze w stanie nietrzeźwym 61 letniego Franciszka Hałata. (wydanie z 2.07.1969)




poniedziałek, 15 maja 2023

Zaopatrzenie choczeńskich sklepów w latach 1939-1966

 

Najstarsza znana mi informacja o tym, co można było kupić w sklepie w Choczni (i za ile) pochodzi z 1945 roku, ale dotyczy sytuacji z okresu przedwojennego.  W sporządzanych wtedy zestawieniach szkód i strat spowodowanych przez wojnę i niemiecką okupację znalazł się również kwestionariusz wypełniony przez Marię Świętek, wdowę po przedwojennym sklepikarzu Józefie Świętku, w którym podaje ona spis towarów z magazynu sklepu jej męża, częściowo przejętych przez Niemców w 1942 roku oraz utraconych w styczniu 1945 roku podczas przejścia frontu przez Chocznię.

Według tego kwestionariusza w Sklepie Towarów Mieszanych Świętka (Chocznia nr 103) można było kupić między innymi:

- cukier  w cenie 1 zł za kg (cena z 1939 roku),

- owsiankę  - 0,96 zł za kg,

- mąkę pszenną - 0,5 zł za kg,

- mąkę żytnią - 0,3 zł za kg,

- grysik - 0,5 zł za kg,

- kaszę jęczmienną -  0,45 zł za kg,

- kawę mieszaną - 0,8 zł za kg,

- „kawę” z palonego korzenia cykorii - 0,7 zł za kg,

- naftę - 0,4 zł za litr,

- proszek do prania - 0,2 zł za kg,

- proszek do szorowania - 0,2 zł za kg,

- proszek do mycia rąk - 0,15 zł za kg,

- farbę - 5 zł za l,

- mydło piaskowe - 0,10 zł za sztukę,

- mydło zwykłe - 0,15 zł za sztukę,

- bibułę marszczoną - 0,20 zł za arkusz,

- bibułę gładką - 0,05 zł za arkusz,

- zeszyt szkolny po 0,10 zł za sztukę,

- masło - 3,6 zł za kg,

- margarynę - 2 zł za kg.

W tym samym 1945 roku doszło do napadu na sklep Kółka Rolniczego ulokowany w budynku choczeńskiego Sokoła, w wyniku którego prowadzący ten sklep Józef Malata stracił między innymi towary, które można było kupić wtedy tylko na przydziały kartkowe:

- kawę paloną (3 kg),

- mąkę żytnią (25 kg),

- konserwy mięsne (6 sztuk),

- kiszki krwawe (4 sztuki),

- śledzie (20,5 kg),

- mydło do prania (5 l i 2 kawałki),

- mydło toaletowe (20 kawałków),l

- mleko (7 puszek),

- cukierki (2 kg),

- sok pomidorowy (6 puszek),

- herbatę (2,5 kg).

W 1955 roku Tadeusz Nowak, kierownik szkoły w Choczni Dolnej, interweniował w Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej w sprawie zaopatrzenia miejscowych sklepów w pieczywo, ponieważ chleb dostarczany przez wadowicką Gminną Spółdzielnię często nie nadawał się do jedzenia. Na posiedzeniu GRN w dniu 15 lipca przedstawicielka GS uznała, że zaopatrzenie w napoje chłodzące jest wystarczające, odczuwa się tylko brak wyrobów emaliowych i innych metalowych.

W czasie akcji żniwnej w 1960 roku zwracano uwagę, że pilną sprawą jest zaopatrywanie w tym czasie sklepów w chleb, ponieważ zapracowani rolnicy nie mają wtedy czasu na wypiek chleba w domu i muszą go kupić, nie odrywając się na dłużej od pracy. Ważne było również zapewnienie odpowiednich dostaw napojów chłodzących, koniecznie we flaszkach, a nie w beczkach. Sklepy w tym okresie pracowały w godzinach przedpołudniowych i wieczorem między 16.00 a 21.00.

Na posiedzeniu władz gromadzkich w dniu 30 października 1962 roku Helena Studnicka ze sklepu w Choczni Dolnej zaopatrzenie uznała za dobre, ale nieregularne, przez co czas oczekiwania np. na chleb bardzo się wydłuża. Brakowało towarów kolonialnych (np. pieprzu), których dostawy były rzadkie i niewielkie. Inne sklepowe wypowiadały się podobnie, twierdząc, że towaru brakuje jedynie w chwilach, gdy na skutek plotek i nieuzasadnionego popłochu ludność masowo wykupuje wszystkie dostępne produkty, a przede wszystkim cukier, mąkę i ryż.

27 sierpnia 1963 roku przedstawiciel GS zapewniał zebranych radnych gromadzkich, że sytuacja z zaopatrywaniem sklepów jest w miarę dobra, nie brakuje podstawowych produktów, jak: chleb, mąka, sól, czy cukier oraz napojów chłodzących: piwa, oranżady i napojów płynnych (!) – to znaczy soków. Gorzej jest natomiast z dostawami mięsa i wędlin i tu sytuacja nie ulegnie szybkiej poprawie.

Rok później GS wystosował pismo do GRN w Choczni, zapewniając że: jakość pieczywa uda się polepszyć, podobnie jak terminowość dostaw. Upomniano kierowników sklepów, by w dni świąteczne nie sprzedawać wina, a osobom nietrzeźwym nawet piwa.

19 maja 1965 roku stan zaopatrzenia choczeńskich sklepów oceniała na swoim posiedzeniu Gromadzka Rada Narodowa w Choczni. Halina Widlarz, kierowniczka sklepu w Choczni Dolnej oceniła, że zaopatrzenie tej placówki jest dobre, oprócz takich towarów, jak pieprz, czy cytryny, które są dostarczane w niewystarczającej ilości. W okresie zwiększonego zapotrzebowania podczas upałów brakuje również napojów chłodzących: piwa i oranżady. Problem ten można rozwiązać, sprowadzając piwo beczkowe, ale nie ma z kolei gwarancji, że po otwarciu beczki udałoby się sprzedać ją całą przed zepsuciem zawartości. Helena Moskała, kierowniczka sklepu masarskiego stwierdziła, że brakuje wędlin i mięsa wołowego – po zaopatrzeniu przedszkola w Choczni niewiele tego rodzaju mięsa pozostaje do sprzedaży rynkowej. Lepsza sytuacja jest z mięsem wieprzowym, ale i tu występują braki w zaopatrzeniu. Klemens Guzdek, przewodniczący GRN, zwrócił uwagę, że te niewystarczające dostawy towarów deficytowych powinny być dzielone tak, by jak największa ilość obywateli miała możliwość je kupić oraz by nie sprzedawać wina osobom nietrzeźwym. Zdaniem Haliny Widlarz ten przepis był przestrzegany, ale nietrzeźwi pijący nie kupowali sami, lecz posługiwali się znajomymi przechodniami. 

Nad sprawą zaopatrzenia sklepów ponownie obradowano 25 sierpnia 1965 roku w obecności: Heleny Moskały (kierowniczki sklepu masarskiego), Haliny Widlarz (kierowniczki sklepu w Choczni Środkowej), Anny Guzdek (kierowniczki sklepu w Choczni Dolnej) oraz Kazimiery Gazdy (ze sklepu w Choczni Górnej). Nie przybył żaden przedstawiciel Gminnej Spółdzielni zaopatrującej te sklepy, ponieważ trwała tam właśnie kontrola związana z nadużyciami, których dopuścił się jeden z zaopatrzeniowców, zatrzymany w areszcie do wyjaśnienia sprawy. Zabierająca glos Anna Guzdek uznała, że zaopatrzenie jest ogólnie rzecz biorąc lepsze, niż w latach poprzednich i ludność jest zadowolona. Podobnie oceniły sytuację zaopatrzenia Halina Widlarz i Kazimiera Gazda. Natomiast Helena Moskała przyznała, że brakuje wędlin, ale udało się przywrócić należyte dostawy tłuszczów – słoniny i smalcu. W soboty, gdy zapotrzebowanie jest większe, brakuje też kotletów, czy karczku. Zaś braki mięsa wołowego są spowodowanie koniecznością zaopatrzenia kolonistów spędzających w Choczni ferie letnie. Bolączką były też nieregularne dostawy mięsa, wędlin i tłuszczów.

Coroczne ocenianie sytuacji zaopatrzeniowej przez choczeńską gromadę w 1966 roku odbyło się w dniu 19 maja. Wymienione już wcześniej Halina Widlarz i Helena Moskała oraz Leokadia Giełdoń złożyły pisemne sprawozdania z działalności podległych im sklepów. Sklep nr 2 prowadzony przez Halinę Widlarz był według niej wystarczająco zaopatrzony, chleb dowożony był codziennie między 10.00 a 11.00, w bieżącej sprzedaży były m.in.: konserwy, oleje, masło, śmietana, czy margaryna. Niewystarczające były dostawy piwa, nie brakowało za to soków, oranżad, wody sodowej  i lemoniad. Roczny obrót sklepu wynosił około 2 mln złotych. Sklep masarski kierowany przez Helenę Moskała był otwarty od wtorku do soboty w godzinach od 8.00 do 17.00. Poniedziałek był dniem bezmięsnym i sprzedaży wtedy nie prowadzono. Towar przywożono dwa razy w tygodniu w ilościach niezaspokajających zapotrzebowaniu. Brakowało szczególnie mięsa wołowego i żeberek wieprzowych, bez problemu można było kupić nóżki wieprzowe, ogony, uszy świńskie, czy kości. Leokadia Giełdoń z Punktu Sprzedaży Pomocniczej w Choczni Górnej przyznała w sprawozdaniu, że dostawy chleba są co drugi dzień. W bieżącej sprzedaży były tłuszcze roślinne i zwierzęce. Pani Giełdoń prowadziła sprzedaż za prowizję w wysokości 3,5%, pokrywając z tego podatki, koszty ogrzewania i oświetlenia. Nie była objęta ubezpieczeniem zdrowotnym, czy emerytalnym.

środa, 2 września 2020

Powódź w 1966 roku

30 maja 1966 roku ulewne deszcze spowodowały znaczne straty w choczeńskiej infrastrukturze drogowej, a wezbrana Choczenka podmyła i zniszczyła fundamenty sześciu mostów na terenie Choczni oraz pięciu na terenie Kaczyny.
2 czerwca zebrała się w Choczni komisja, mająca na celu oszacowanie szkód. W jej skład wchodzili:
  1. Klemens Guzdek, przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej,
  2. Piotr Bandoła, sołtys wsi Chocznia,
  3. Bolesław Gancarz, brygadzista robót drogowych,
  4. Roman Góra, sołtys wsi Kaczyna,
  5. Stefan Mikołajczak, przewodniczący Komisji Mienia Gromadzkiego.
Koszt naprawy zniszczeń mostów w Choczni wyliczono na 280.000 zł. Natomiast odbudowa porwanego przez wodę mostu w Kaczynie oraz naprawa uszkodzeń kolejnych czterech miała kosztować następne 100.000 zł.
Jeżeli chodzi o drogi gromadzkie, to skalkulowano następujące koszty ich reparacji:
  • 20.000 zł za naprawę podmytej i oberwanej drogi na długości 35 m- na odcinku dzisiejszej ulicy Głównej przy posesji Kazimierza Świętka,
  • 25.000 zł za naprawę podmytej i zerwanej drogi na długości 20 m- na odcinku dzisiejszej ulicy Głównej przy posesji Stanisława Jarka,
  • 20.000 zł za naprawę podmytej drogi na długości 20 m- na odcinku dzisiejszej ulicy Głównej przy posesji Marii Wcisło,
  • 10.000 zł za naprawę podmytej drogi na długości 15 m- na odcinku dzisiejszej ulicy Głównej przy posesji Leokadii Giełdoń,
  • 30.000 zł za naprawę podmytej drogi na długości 35 m- na odcinku posesji Edwarda Skowrona,
  • 65.000 zł za naprawę podmytej i oberwanej drogi na długości 30 m koło szkoły w Choczni Górnej,
  • 30.000 zł za naprawę podmytej drogi na długości 25 m- na odcinku posesji Franciszka Rzyckiego,
  • 10.000 zł za naprawę podmytej drogi na długości 15 m przy granicy z Kaczyną,
  • 20.000 zł za uzupełnienie zniesionej nawierzchni drogi na odcinku 180 m - na Malatowskim Pagórku,
  • 30.000 zł za uzupełnienie zniesionej nawierzchni drogi na odcinku 220 m - na Komanim Pagórku,
  • 20.000 zł za uzupełnienie zniesionej nawierzchni drogi na odcinku 130 m - na Ramendowskim Pagórku,
  • 15.000 zł za uzupełnienie zmytej nawierzchni drogi na Białej Drodze na odcinku 180 m miedzy posesjami ob. Guzdek i ob. Warmuz,
  • 60.000 zł za uzupełnienie uszkodzonych nawierzchni dróg na Zawalu, Białej Drodze i Bryndzówce,
  • 55.000 zł za naprawę dróg i i ich nawierzchni na terenie Kaczyny.
Łączny koszt zniszczeń powodziowych ustalono na 795.000 zł (przeciętne roczne wynagrodzenie wynosiło wtedy nieco ponad 23.000 zł).

piątek, 12 czerwca 2020

"Gazeta Krakowska" z 1966 roku o kłótliwości chocznian

"Gazeta Krakowska" w numerze z 12 października zamieściła relację z Choczni pod tytułem "Byle nie zakończyło się na zabraniu", którego autor podpisał się inicjałami ZG:

List był adresowany do Komitetu Powiatowego Partii w Wadowicach. Jego autorem —Bolesław Zając z Choczni, rolnik. „Gdy byłem jeszcze małym dzieckiem — pisał o swej sąsiadce — ob. L. prowadziła długoletni spór sądowy z moim zmarłym ojcem o sprawy graniczne zaorania miedzy. Odziedziczając po ojcu gospodarstwo rolne odziedziczyłem również spory z ob. L., których było już kilka i często z odwołaniem się od wyroków Sądu Powiatowego do Sądu Wojewódzkiego w Krakowie za urojone wyrządzanie jej szkód rolnych, zaorywanie miedzy, obrazy słowne itp." Tu następował opis sześciu „poważniejszych" spraw — cywilnych i karnych — jakie miały miejsce od roku 1960, o co postarali się L. i inny sąsiad TM. Zdesperowany autor listu prosił o zapobieżenie podobnym incydentom, konkludując „tracimy niepotrzebnie czas i pieniądze na adwokatów, różne komisje i rozprawy sądowe. Zamiast pracować na gospodarstwie, dopilnować gospodarki, wychowywać dzieci i ułożyć w końcu życie, my wzajemnie się niszczymy." 
Spór L. — Zając nie jest bynajmniej przypadkiem odosobnionym. Chocznia cieszy się pod tym względem nie najlepszą sławą. Sąsiedzkie waśnie i zatargi występują tu częściej, niż w innych wsiach. W tej sytuacji towarzysze z Komitetu Powiatowego — po zasięgnięciu opinii miejscowych członków partii — zaproponowali zwołanie otwartego zebrania podstawowej organizacji partyjnej i omówienie na jego forum zagadnienia stosunków międzyludzkich. 
Przyszli. Przynajmniej setka osób. Wśród nich i tacy, którzy swych pretensji wobec sąsiadów próbowali dochodzić w sądzie. Sporo kobiet. Nie dla wszystkich starczyło miejsc w szkolnej klasie. Tłoczyli się w drzwiach. Referat wygłoszony przez sekretarza POP Jana Świerkosza był krótki, rzeczowy. — Gromada Chocznia — powiedział m. in. — liczy 4590 mieszkańców. W tym około 150 należy zaliczyć do grupy ludzi skłóconych zwaśnionych wzajemnie. Jest to statystyka bolesna i o tej właśnie grupie mieszkańców chcemy mówić. Do najbardziej skłóconych sąsiadów i rodzin należą niektórzy mieszkańcy Malatowskiego Pagórka a mianowicie: L. —Zając, TM, G., JM. Na drugim — Pagórku Ramendowskim — SK, AW, M., w Choczni Dolnej BW i JW, FW - AS, JS, SW... 
W sumie wymienionych zostało trzydzieści pięć nazwisk. — W większości przypadków —kontynuował tow. Świerkosz —są to zatargi o miedze, zniesławienia, pobicia itp. Są zatargi, które ciągną się od lat międzywojennych. Można do nich zaliczyć spór ciągnący się w nieskończoność między rodziną M, Zają-ców i L. Inna bolesna sprawa. WZ urodziła i wychowała dwie córki, obecnie matka przez własne córki została pozbawiona dachu nad głową i musi przebywać u obcych ludzi, mimo że dom, w którym mieszka jedna z córek, stanowi własność matki... 
Do wypowiadania się nie trzeba było zebranych namawiać. Przewodniczący GRN Klemens Guzdek pierwszy wpisał się na listę dyskutantów i ośmielił innych. Mówił o złośliwości i zawiści, będących przyczyną większości zatargów. Największa zawziętość charakteryzuje tych, którzy racji nie mają. Przykładem kobieta, która przyszła do gromadzkiej rady ze skargą na sąsiadkę. Okazało się, że pretensje były niesłuszne. Następnego dnia ta sama niewiasta ponownie przyszła do GRN, aby oznajmić, iż wnuczka jej sąsiadki, zatrudniona w gospodzie GS nie ma świadectwa 7 klasy. 
— Co się dziwić chłopom, że do zgody nieskorzy — zaczął jeden z mężczyzn. — Nauczycielka z naszej szkoły wcale nie lepsza. Jak może innym życie zatruwa — drogę zaorała spuściła psa — pogryzł dziec-ko. Podchwyciła ten ton Stanisława Zając, żaląc się, że nauczycielka dopuściła się nawet pobicia jej matki staruszki. — Byłem w Komisji Porozumiewawczej, trafiłem do Partii w Waclowicach i wciąż nie mam życia z sąsiadem. Wychodzi na to, że on człowiek partyjny i ma większe prawa. Musiałbym co drugi dzień chodzić do sądu, a te sprawy i tak już kosztowały mnie jedną krowę — wyrzekał Widlarz z Zawala. Mówili o tym, co ich dręczy. A jednak wyczuwało się, że wymienienie w referacie nazwisk „bohaterów" wielu sporów, ukazanie problemu w sposób bardzo konkretny niejednego przyprawiło o pewne zażenowanie. Stąd ton samousprawiedliwiania się w niektórych wypowiedziach i tłumaczenia, iż z konieczności absorbują sąd swymi sprawami, chociaż procesy, płacenie adwokatom nikomu nie sprawią satysfakcji. Nie brakło i propozycji. Prezes kółka rolniczego Guzdek, Gzela i kilku innych podnosili wielką rolę Komisji Porozumiewawczej przy GRN w łagodzeniu sporów, pod warunkiem przyznania jej większych uprawnień. — Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy ile mamy spornych spraw w gromadzie — powiedział tow.  Ścigalski. —Komisja Porozumiewawcza niejednej może zaradzić. Jej członkowie lepiej znają stosunki i warunki w gromadzie niż sędzia, czy biegły. Ranga Komisji na pewno wzrośnie —również w oczach rolników —jeśli z jej opinią zdaniem będzie się liczył sąd... 
Nie należy oczekiwać, że po tym zebraniu w Choczni zapanuje idealna zgoda. To może być jedynie początek pewnych zmian na lepsze. Pierwsza publiczna dyskusja o sprawach drażliwych, nieobojętnych dla wielu mieszkańców gromady, w trakcie której imiennie wskazywało się zwaśnione strony powinna być wykorzystana dla kształtowania atmosfery dezaprobaty wobec wszelkich pieniaczy, osobników, wyżywających się w kłótniach i zwadach, zatruwających życie innym. (...) Byle nie skończyło się na... zebraniu. (ZG) 

Mimo że, od opisanych wydarzeń minęło ponad 50 lat i wymienieni w tekście "kłótnicy" już nie żyją, to wspomnienia o niektórych z tych sporów są wciąż żywe i budzą emocje. Dlatego nie zdecydowałem się na opublikowanie pełnych nazwisk części osób wymienionych w tekście, a jedynie pierwsze litery ich imienia i nazwiska lub tylko nazwiska.

czwartek, 4 lipca 2019

Choczeńska kronika wypadków - część XV

15 czerwca 1914 roku ukazujący się w amerykański stanie Connecticut dziennik "The Bridgeport Times and Evening Farmer" donosił o śmiertelnym wypadku, w który zamieszany był pochodzący z Choczni Franciszek Kręcioch.
Franciszek urodził się 25 grudnia 1893 roku- był synem Wojciecha Kręciocha i jego żony Marii z Drabków. Do USA wyemigrował w 1910 roku i pracował tam jako ślusarz. Pasjonował się bronią palną i był dumny z opracowanego przez siebie i opatentowanego nowego typu bezpiecznika do rewolwerów, który przy każdej nadarzającej się okazji demonstrował w gronie swoich znajomych.
Tym razem w sobotni wieczór widzem jego pokazu był Steve Kasuba. Kręcioch trzymał rewolwer w dłoni i demonstrował działanie swojego patentu. Kilkakrotnie naciskał na spust, ale broń nie wystrzeliła. Niestety przy kolejnej próbie bezpiecznik zawiódł i ołowiany pocisk trafił Kasubę w brzuch, powodując jego zgon przed przybyciem wezwanego medyka.
Kręcioch nie został jednak zatrzymany przez policję, ponieważ uznano, że wystrzał z jego broni padł przez całkowity przypadek, z powodu niemożliwej do przewidzenia awarii jego wynalazku.

"Echo Krakowa" z 15 listopada 1964 roku informowało:

"Wczoraj w powiecie wadowickim pastwą płomieni padły dwie stodoły: Heleny i Michała Wójcików ze wsi Chocznia oraz Franciszka Ogórka ze wsi Skawinki. Straty materialne wynoszą około 100000 złotych."

Z kolei w numerze z 6 listopada 1966 roku to samo "Echo" zamieściło następującą notatkę:

"Dziś rano na szosie w Choczni (powiat Wadowice) kierowca samochodu ciężarowego PKS potrącił 28-letnią Helenę Cholewa zamieszkałą w Choczni. Wskutek doznanych obrażeń zmarła ona wkrótce po wypadku. Kierowca został zatrzymany."

Natomiast osiem lat później "Echo" w numerze z 1 lipca 1974 roku podawało informację o czołowym zderzeniu dwóch samochodów osobowych w Choczni:

"W Choczni zderzyły się czołowo dwa samochody osobowe: śmierć poniosła żona kierowcy "Syreny" - Zofia Białkowska, natomiast obaj kierowcy:  "Syreny" - 49-letni Stefan Białkowski z Nowej Huty oraz "Fiata"- 45-letni Stanisław Wykręt z Andrychowa zostali przewiezieni do szpitala."

środa, 18 października 2017

Wykaz właścicieli nieruchomości pozarolniczych w latach 1966-68

Wykaz właścicieli pozarolniczych nieruchomości we wsi Chocznia w latach 1966-68 obejmował 309 osób indywidualnych i innych podmiotów.

Nazwiska wlaścicieli indywidualnych:

  • A- Antecki, Ast
  • B- Babiński, Balon (6), Banaś, Bandoła (6), Balcer, Bargiel, Baster, Bąk (7), Bednarz, Biłka, Bizoń, Bogunia, Borek, Brańka (5), Bryndza (9), Buda, Burek (2), Burzej (3), Byrski (2)
  • C- Chryc, Cieślica (2), Czajka, Czernicki
  • D- Dąbrowski (1), Dębowski (2), Drapa (2), Duda, Dyrcz, Dziadek
  • F- Faber, Frydel, Fajfer (3), Ficek, Filek, Feresz, Fujawa
  • G- Gawęda, Gregorczyk (2), Garus (2), Garżel, Gazda (2), Góra (2), Góralczyk, Górkiewicz, Graboń, Graca (2), Guzdek (8)
  • H- Hałat (2), Homel
  • J- Jabłoński, Jończyk (2)
  • K- Kaczor (2), Kamionka, Kapała (2), Kieliński, Klaczak, Kłosiński, Kmieć, Koim, Kolasa, Kolber (3), Konopka, Korzenny, Kosiński, Kosowski, Kościelniak, Kożuch, Koźbiał, Krawczyk, Kręcioch (4), Królewski, Krystian, Krzykawski, Kudłacik (2), Kukioła, Kulig, Kurek, Kuwik
  • L- Lach, Lasek, Latocha, Legut, Ligięza (2), Lipowski
  • Ł- Łysoń
  • M- Madaliński, Maj, Malata (3), Mastek, Matura, Matuśniak (3), Merek, Miarka, Mikołajczak, Mikołajek, Mirek, Miś, Moskała, Mrajca, Mrowiec, Mrzygłód (2), Mukoid
  • N- Nieć, Nowak (3), Nowakowski
  • O- Ochman, Odrobina, Ogiegło
  • P- Pamuła (2), Pasieka, Paterak (2), Pędziwiatr, Piegza, Pieran, Pietluch, Pietruszka, Pindel, Pławny, Płonka, Pobudkiewicz, Podraza, Polak, Porębski (2), Putek, Pytel, Pyto
  • R- Radwan, Ramenda (2), Ramza, Reguła, Remer, Roman, Romańczyk, Rudek, Rudzicki, Rusinek, Ryłko
  • S- Sabuda, Sitarz, Skoczylas, Skowron (2), Skrobisz, Smaza, Smolec (2), Spisak, Stanek (2), Stopa, Strzeżoń, Studnicki, Stuglik (2), Suchoń,  Syska, Szczur (3), Szczygieł, Szewczyk, Szot (2), Szymocha, Szymonek (5)
  • Ś- Świerkosz, Świętek (2)
  • T- Targosz (3), Tatar (2), Tyralik (2)
  • W- Wandor, Warmuz (2), Wawro (4), Wądrzyk (4), Wątroba, Wcisło (6), Weiss, Wenda, Węglarz, Węgrzyn, Wider, Widlarz (8), Wiktor (2),  Włodarczyk, Wolanin, Wolas, Woźniak (4), Woźny, Wójcik, Wyroba
  • Z- Zając (3), Zajda (2), Zięba
39 spośród tych właścicieli nie było mieszkańcami Choczni, ale:
  • Wadowic (15), Krakowa (5), Świdnicy i okolic (3), Andrychowa (2), Bielska-Białej (2), Bytomia (2), Inwałdu (2), Kaczyny (2), Bolęcina k. Chrzanowa (1), Bujakowa (1), Kalwarii (1), Kluczborka (1), Legnicy (1)- jeden adres nieczytelny.
22 nieruchomości były użytkowane przez inne osoby niż właściciele- wśród nich byli także mieszkańcy Tomic i Wadowic. Ich nazwiska to: Bąk, Brańka, Buliński, Dębowski, Graboń, Hadka, Jędrzejowski, Jończyk, Kaczmarczyk, Kręcioch, Nowak, Panek, Petrykow, Pietluch, Pietruszka, Ramenda, Skrobisz, Socała, Woźniak, Zawiła.

Pozostałymi właścicielami nieruchomości pozarolniczych w Choczni byli:
  • Bank Spółdzielczy
  • Gminna Spółdzielnia Samopomoc Chłopska
  • Kółko Rolnicze
  • Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska 
  • Probostwo i Parafia
  • PKP
  • "Ruch"
  • Spółdzielnia "Pionier"
  • Urząd Pocztowo- Telekomunikacyjny