czwartek, 28 kwietnia 2022

Najrzadsze nazwiska z Choczni

 Jakie nazwiska chocznian z list wyborczych z 1973 roku są obecnie najrzadsze w skali całej Polski?

Okazuje się, że dwóch z występujących w 1973 roku w Choczni nazwisk już nikt w Polsce nie nosi:

  • Teresz (w 1973 roku Bolesław i Anna spod numerów 664/665),
  • Janeć (w 1973 roku Czesław spod numeru 617).
Kolejnych 19 nazwisk używa obecnie mniej niż 50 osób, czyli biorąc pod uwagę niekorzystne prognozy demograficzne są one zagrożone wyginięciem:

  • Dębak - 8 (2002), 6 (2022), Franciszek i Janina spod nr 300 oraz Helena i Czesława spod nr 41 (1973)
  • Deger - 9 (2002), 8 (2022), Ernestyna i Erwin spod nr 546 (1973),
  • Studlik - 11 (2002), 8 (2022), Stanisława spod nr 308 (1973),
  • Parządka - 19 (2002), 13 (2022), Jan i Władysława spod nr 414 (1973),
  • Zajgier - 20 (2002), 21 (2022), Matylda, Stanisława, Edward i Elżbieta spod nr 438 (1973),
  • Gacur - 24 (2002), 23 (2022), Tadeusz i Maria spod nr 575 (1973)
  • Jutka - 24 (2002), 29 (2022), Tadeusz i Cecylia spod nr 30 (1973),
  • Żebroń - 25 (2002), 23 (2022), Janina spod nr 84 (1973),
  • Garżel - 26 (2002), 28 (2022), Feliks, Helena, Zygmunt, Józef i Teresa spod nr 457, Emil i Stanisława spod nr 553, Kazimierz, Urszula, Zofia i Wiesław spod nr 714 i Maria spod nr 719 (1973)
  • Morycki - 28 (2002), 31 (2022), Jerzy i Barbara spod nr 417 (1973),
  • Kukioła - 32 (2002), 33 (2022), Anatol i Maria spod nr 604a (1973),
  • Ramult - 35 (2002), 33 (2022), Maria, Tadeusz i Wacław spod nr 402, Jerzy i Stanisława spod nr 402a (1973),
  • Buldończyk - 39 (2002), 33 (2022), Waleria spod nr 274 (1973),
  • Hadka - 43 (2002), 36 (2022), Rudolf, Zofia i Edward spod nr 329 (1973),
  • Pyto - 43 (2002), 38 (2022), Stefan, Stanisława i Wiesław spod nr 790 (1973),
  • Wańdyga - 44 (2002), 38 (2022), Maria i Marian spod nr 440 (1973),
  • Norenberg - 50 (2002), 47 (2022), Halina i Józef spod nr 200 (1973),
  • Tuszer - 51 (2002), 48 (2022), Janina i Eugeniusz spod nr 775 (1973)
  • Czajecki - 54 (2002), 40 (2022), Wiesław i Zofia spod nr 370 (1973).
Ponadto w 2002 roku mniej niż 100 osób w Polsce nazywało się: Ramęda (53), Kencki (60), Malata (68), Burzej (69), Gaszman (69), Niesyty (70), Strzeżoń (74), Pilsyk (76), Kiznar (81), Merek (81), Firczyk (84), Rudzicki (84), Lachendrowicz (87), Mrajca (92), Mukoid (94) i Klisiak (96).

Wśród tych rzadkich w Polsce nazwisk zwraca uwagę obecność Garżelów, Burzejów i Malatów, czyli nazwisk nie tylko występujących w Choczni od bardzo dawna (XVII wiek), ale i noszonych wyłącznie przez Polaków z choczeńskimi korzeniami.

Ugruntowane historycznie w Choczni są także nazwiska Strzeżoń (od XVII wieku), Buldończyk i Rudzicki (od XVIII wieku) oraz Dębak (od połowy XIX wieku) i Kencki (od 1911 roku), a obecność nazwisk Zajgier, Gaszman, Kiznar i Klisiak sięga okresu międzywojennego. Oczywiście do bardzo długo używanych w Choczni należy też nazwisko Ramęda, zapisywane jednak znacznie częściej jako Ramenda. Z kolei Studlik to przekręcona forma nazwiska Stuglik, też od dawna noszonego w Choczni, ale typowego dla Inwałdu.

Kilka rzadkich lub bardzo rzadkich współcześnie nazwisk znalazło się również na choczeńskiej liście wyborczej z 1946 roku:

  • Bochorski - 3 (2002), 4 (2022),
  • Białorczyk - 4 (2002), 3 (2022),
  • Suchobiecki - 15 (2002), 20 (2022),
  • Aksak - 50 (2002), 41 (2022).
Z tej listy nie występuje już w Polsce nazwisko Korkulewski.

poniedziałek, 25 kwietnia 2022

Rozprawka Wojciecha Capa z Choczni o "Obyczajach Słowian" (1863)

 W "Księdze wypracowań literackich członków towarzystwa młodzieży polskiej w Gimnazjum Katolickim w Cieszynie pod nazwą Towarzystwo Narodowe" zachowała się rozprawka 15-letniego Wojciecha Capa z Choczni, syna miejscowego organisty, wójta i nauczyciela, zatytułowana "Obyczaje Słowian". Należy dodać, że praca Wojciecha Capa to nie zadanie szkolne, nakazane przez nauczyciela gimnazjalnego, ale rozprawa powstała w ramach samokształcenia, zgodnie z ideami Towarzystwa Narodowego, do którego "utwórca" należał. Rzeczywiście, tak jak pisze recenzent, Wojciech Cap musiał być naocznym świadkiem dużej części z opisanych przez niego zwyczajów, przez co "Obyczaje Słowian" stanowią cenne źródło do poznania etnografii Choczni z połowy XIX wieku. Z przytaczanego poniżej tekstu można dowiedzieć się między innymi:

- że podczas Wigilii Bożego Narodzenia pito wódkę, a oprócz siana pod obrusem obowiązkowy na stole był też czosnek,

- że kolędowano z wypchanym wilkiem,

- dlaczego podczas wesela bito panny młode?

Wiedzę o pozostałych obrzędach i próby wytłumaczenia ich pochodzenia autor wyniósł zapewne z wykładów w cieszyńskim gimnazjum lub z samodzielnej lektury książek pierwszych encyklopedystów, zielarzy i "ludoznawców". Niektóre z wymienionych przez niego zwyczajów są podtrzymywane w podobnej formie do dziś, inne uległy zupełnemu zapomnieniu lub znacznej zmianie. 

A oto pełna treść "Obyczajów Słowian" zgodnie z pisownią oryginału:

Przypatrzmy się na kulę ziemską i narody, które jak piasek na puszczy libejskiej1 się rozpostarły, a spostrzeżemy, że ani jednego zpomiędzy nich nieznajdziemy, któryby nie miał własnych obyczajów, które w czasie pogaństwa na cześć bogom rodzinnym ofiarował. Tak mieli starożytni Rzymianie, Grecy, Persowie i Celtowie bożków swoich, którym na cześć rozmaite zabawy i igrzyska odprawiali. Wzwyżej pomienionym nieustępuję w niczem Sławianie, naród który w starożytności największą przestrzeń od Elby i Sali2aż do Wołgi, a od morza czarnego i rzeki Dunaju aż do morza bałtyckiego i Dźwiny zamieszkiwał i obyczaje przodków swoich skapliwie przejął, które na cześć bożków swoich obchodził i takowym ważne zdarzenia przypisował.

Do najważniejszych świąt jeszcze dodziśdnia w całej Sławiańszczyznie obchodzonych, należą niezawodnie kolędy3. Mimo wszelkich śladów odległej starożytności przybrała uroczystość ta również, jak i pieśni o tym czasie śpiewane, po większej części barwę religii chrześcijańskiej. Uroczystość ta zaczyna się  po zachodzie słońca w wilią Bożego Narodzenia. Wieczorem zaścielają wieśniacy swe świetlice wewnątrz słomą lub sianem, pod obrusem zaś na stole także sianem zasłanym kładą przed każdą osobą kilka główek czosnku, ażeby odpędzić wszelkie choroby. Gospodarz siadając do stołu z domownikami i łamiąc się z tymi wzajemnie opłatkiem, częstuje ich wódką i życzy nowego roku. Potem następuje wieczerza, przy której kukiałka przenna4, czarnuszką posypana, wielką rolę odgrywa. Wieczór ten prócz wieczora Sobótki trzymają wieśniacy za najmistyczniejszy. Wtedy wieśniacy udzieliwszy po trosze potraw święconych bydlętom, zamykają je troskliwie przed napaścią czarownic. Po miasteczkach wróżą sobie panienki tym sposobem: Wychodząc koło północy na dwór, a od której strony pies zawyje, z tej mają się spodziewać przyszłego męża. W drugi dzień świąt rano chodzą małe chłopczyki przebrane za pastuszków od chaty do chaty, recytując rozmaite mowy. Wieczorem zaś tego dnia zebrani parobcy, przebrawszy się w różne postacie, wodząc czasem z sobą wilka wypchanego, obchodzą z muzyką i śpiewem po kolei gospodarzy, za co od tych nieco potraw świątecznych w darze otrzymują. Uroczystość tę obchodzono w ostatnich dniach grudnia na cześć bóstwa Kolady. Otym czasie zapominali nieprzyjaciele dawne urazy, a zawierali nowe przymierza i ugody. Ztąd to u nas nazwa tych świąt gody.

Drugą uroczystością połączoną z różnemi śpiewami, a odprawianą jeszcze w całej Galicyi są Haiłki5. Uroczystość ta u Mazurów podkarpackich odprawia się w ten sposób, że lud wychodzi na pole ku jakiej figurze, szczególniej zaś na Kościelisko, śpiewając i radując się, a to zowią Emaus6. W Krakowie zaś to święto w trzeci dzień świąt Wielkanocnych na mogile Krakusa na Krzemionkach odprawiane, nazywają rękawką, ponieważ lud na usypanie tej mogiły Krakusowi nosił ziemię w rękawach. Uroczystość ta jest zabytkiem owego święta odprawianego w całej Sławiańszczyźnie w pierwszych dniach wiosny na cześć bóstwa życia i śmierci, które Długosz świętem Marzanny zowie.

Trzecia uroczystość zwana gaikiem lub majówką utraciła już wiele ze swej dawnej pierwotności. Gdy chrześciaństwo nad pogaństwem zwyciężyło, łączono dawne uroczystości z chrześciańskiemi w celu zmitygowania ludu, który do dawnych uroczystości był przywiązany. To sprawiło wielkie zamięszanie w owych starożytnich zabytkach. Kolędy, Haiłki również tego losu doznały, a najwidoczniej odwieczny Światowid, którego na świętego Wita zamieniono.

Uroczystość majówki odprawia się gdzieniegdzie w pierwszych dniach miesiąca maja, zwykle zaś podczas zielonych świąt. Przy tej uroczystości zdobią wieśniacy wszystkie chaty i kościoły majem. Po oktawie tej uroczystości zabierają parobcy i gospodarze gałęzie z Kościoła i im kto większą weźmie, wnioskuje z tejże na urodzaj lnu. Bóstwo opiekujące się kwitnącą przyrodą, któremu na cześć święto to odprawiano, zwało się Tur7 i było w wszystkich krainach sławiańskich czczone.

Do najważniejszych i najdawniejszych świąt rodzaju ludzkiego należy Sobótka, które na cześć dobroczynnego żywiołu ognia nie tylko w całej Sławiańszczyźnie, lecz także u Greków i Rzymian odprawiane było. W Polszcze zwie się Sobótką, który to wyraz od bożka Sobót na górze Sobótce w Szlązku czczonego pochodzi. Przed zapaleniem wieczornej sobótki mężczyźni i kobiety idą szukać ziół różnego rodzaju, które tego dnia zbierane osobliwszą moc mają i najznakomitszemi są podług Szczepana Falimierza8: Bylica, Dziewanna i Macierzanka. Dnia tego o północy mają podług podania gminnego czarownice największą moc i zgromadzają się w Galicyi na Łysą lub  Babią górę. Używają do tej nocnej jazdy mioteł starych, podkółków od wozów, bydląt, a czasem i ludzi. Dlatego też tej nocy gospodarze mają koło bydląt pilne staranie. W Galicyi panuje jeszcze podanie, iż dnia tego o północy paproć kwitnie, której kwiatu ognistego, gdy kto pozyska, wszystkie skarby posiadać będzie. Lecz kwiatu tego trudno dostąpić, w chwili bowiem pękania jego powstaje grzmot i łysk straszny, a wiedźma okropna ukazuje się chcącemu tenże zerwać. Miało się jednak przytrafić, iż wieśniakowi idącemu w tym czasie wpadł przypadkowo w buty tenże kwiatek. Miał szczęście wielkie i widział skarby ukryte, lecz ukazała mu się postać złośliwa, dająca wieśniakowi nowe buty. Łakomy wieśniak obuł podane mu buty, a wtej chwili wypadł kwiat i wszystko zniknęło.

Wzwyżwspomnianej uroczystości nie ustępuje w niczem uroczystość śmigustu. W poniedziałek Wielkanocny chodzą chłopcy od domu do domu polewając młode dziewczęta- po miastach wodą pachnącą, po wsiach zaś wodą czystą studzienną, recytując przy tem rozmaite mowy, za od gospodarzy nieco z potraw święconych i pieniędzy otrzymują. Zwyczaj polewania się wodą w niektórych okolicach także śmigustem lub dyngusem zwany, rozszerzony jest na całej Sławiańszczyźnie. W poniedziałek Wielkanocny polewane bywają dziewczęta i panienki przez chłopców, nazajutrz zaś czynią toż samo panienki młodzieńcom. U Franciszka Siarczyńskiego9 ma bydź początkiem zwyczaju tego polewania wodą zaszłe na drugim dniu świąt Wielkanocnych przy chrzcie Litwinów za czasów Władysława Jagiełły, Chmielowski10zaś w dziele swoim początek ten aż do czasów Wandy posuwa, mówiąc iż zwyczaj polewania wodą zaprowadzony został przez dziewice na pamiątkę topienia się w Wiśle Krolowej Wandy.

Następującą uroczystością są Letnice. Uroczystość tę odprawiają parobcy zebrawszy się razem w czasie pięknej pogody w lecie, osobliwie zaś po ukończeniu żniw, przyczem śpiewają piosnki rozmaite, a szczególniej o Madeju, który podług podania gminnego był najokrutniejszym rozbójnikiem. Przygotowane było na niego za karę łoże w piekle, Madejowem zwane, jednak po odprawieniu najściślejszej pokuty, uniknął rozbójnik tak wielkiej kary.

Opiszę tutaj jeszcze wesele, w jaki sposób w Galicyi i w całej Sławiańszczyźnie dawniej i teraz się odprawia. Dni kilka przed weselem chodzą drużbowie, których Pan młody wysyła, po wsi od gospodarza do gospodarza. Starosta zaprasza na wesele całą rodzinę w imieniu Pana młodego mową żartobliwą. Przed ślubem rano schodzą się goście do rodziców Panny młodej, tu sadzają swaszki Pannę młodą najczęściej na dzieży, rozplatują jej warkocz i stroją głowę w kwiaty i wstążki. Ubrana Panna młoda rzucą się wśród rzewnego płaczu wraz z Panem młodym do nóg rodzicom, którzy nowożeńców błogosławią. Starosta prosi wszystkich do ślubu. Siadają na wozy i jadą z muzyką do Kościoła, drużbowie zaś wyprzedzają ich konno. Po ślubie chowa się Panna młoda za ołtarz, zkąd ją drużbowie wyprowadzają. Z Kościoła udaje się cały orszak weselny do domu rodziców, albo najczęściej do karczmy, gdzie się uczta i tańce odbywają. Późno w nocy następuje najważniejszy akt weselny, czepiny. Stara się Panna młoda zemknąć, lecz drużbowie ostro ją pilnują i ułapioną sadzają na dzieży. Starościna zdejmuje jej z głowy wianek z wstążkami, bije ją ztłuczonym garnkiem po plecach, aby się jej w nowym stanie naczynie nie tłukło i uderza się ją trzy razy w lico, aby pamiętała na te trzy przyrzeczenia, które przy ślubie publicznie wypełnić się zobowiązała. Rozebraną z oznaków panieństwa prowadzą z śpiewem do łożnicy, a Pana młoda zadzieje się odtąd między mężatki. W kilka dni po weselu schodzą się znowu na ucztę i tańce, co poprawinami zowią.

Opisałem więc niektóre obyczaje sławiańskie, o których jakikolwiek pogląd rzeczy miałem.

Utwórca: WCap11 VI klasa

Cieszyn, dnia 6 grudnia 1863.

W wyżej wymienionej księdze znalazła się także recenzja pracy Capa, napisana przez starszego członka tego samego Towarzystwa Narodowego:

Ocenienie

Skreślenie pojedynczych obrazów, wziętych z obyczajów Słowiańskich, pojedyńcze, niewymuszone i łatwo zrozumiale, połączenie tychże w jedną całość zupełnie samowolne, bez sztucznego albo raczej może naturalnego uporządkowania, mowa niedobierana w wyrazach, lecz płynna i treści stosowna; na koniec w całym utworze przebija niejaka naoczna świadomość opisanych obyczajów. Dalszego i szczegółowego rozbioru zadanie to dla swej nader wyrozumiale i przystępnie każdemu wyłożonej treści wcale nie wymaga; w ogóle zaś każdemu może przynieść korzyść i pożytek, dlatego wybór dobry.

Na zakończenie przytaczam tu jednak niektóre niezrozumiałości i usterki:

- pierwsze zdanie jest nie prawdziwe, albowiem patrząc się na kulę ziemską i narody, nie możemy jeszcze rozróżnić ich obyczajów, zresztą temu zdaniu brakuje tylko, bo można poznać, co utwórca chciał powiedzieć, zrozumiały układ,

- powtóre nie wiem wcale dlaczego utwórca kwiat paproci nazywa ognistym?

- na ostatek w zdaniu „U Fr. Siarczyńskiego itp.” niemaż podmiotu.

Hilary Filasiewicz

VII klasa 1863

1 puszcza libejska = pustynia libijska

2 Elba i Sala to rzeki w Niemczech, Elba=Łaba
3 nazwa kolęda pochodzi prawdopodobnie z łaciny, od wyrazu colendae "pierwszy dzień miesiąca" 
4 pisząc "kukiałka przenna" autor miał na myśli kukiełkę- rodzaj bułki/wypieku z mąki pszennej, często ze słodkiego ciasta 
5 Haiłki lub Gaiłki to mityczne istoty zamieszkujące gaje- od nich miało powstać określenie na pieśni śpiewane podczas wielkanocy i na poczatku maja, szczególnie w Galicji Wschodniej (Lwów)
6 Emaus- zwyczaj związany z Poniedziałkiem Wielkanocnym, najbardziej popularny jest w Krakowie (w formie odpustu) 
7 Tur- jedno z wcieleń bóstwa Welesa/Wołosa 
8 Szczepan Falimierz- autor pierwszego dzieła botanicznego i lekarskiego w języku polskim, nadworny lekarz kasztelana krakowskiego 
9 Franciszek Siarczyński (1758-1829) ksiądz, geograf, historyk, zbierał materiały do "Słownika historyczno-statystyczno-geograficznego Galicji" 
10 Benedykt Chmielowski (1700-1763) ksiądz, jeden z pierwszych polskich encyklopedystów
11 Wojciech Cap (1848-1895), od 1874 roku używający nazwiska Czapik, w latach 1870-72 uczył w choczeńskiej szkole

czwartek, 21 kwietnia 2022

Genealogia choczeńskich Twarogów i Bandołów

 Choczeńscy Twarogowie i Bandołowie stanowią jeden ród posługujący się od XVIII wieku dwoma nazwiskami. W 1973 roku Twarogowie mieszkali w Choczni w pięciu domach, a Bandołowie w siedmiu. Mimo że wszyscy z  nich pochodzą zapewne od jednego przodka, to na podstawie choczeńskich ksiąg metrykalnych nie da się ustalić jego danych. Twarogowie z 1973 roku byli potomkami Walentego Twarożka, choczeńskiego wójta z drugiej połowy XVII wieku lub Józefa Twaroga, który w 1750 roku poślubił Jadwigę z domu Drapa. Natomiast Bandołowie wywodzili się albo od Grzegorza Twaroga, być może brata wójta Walentego, albo od Szczęsnego (Feliksa) Bandoły, prawdopodobnie wnuka owego Grzegorza.

Twarogowie

W 1973 roku potomkowie wójta Walentego Twarożka mieszkali tylko w jednym domu- pod numerem 597. Byli to Michał Twaróg, urodzony w 1919 roku, bohater spod Monte Cassino wraz z żoną Marią i dwoma synami: Michałem oraz Józefem. Michała Twaroga (seniora) od wójta Walentego dzieliło 6 pokoleń.


Liczniejsi w Choczni byli natomiast potomkowie Józefa Twaroga, urodzonego w pierwszej połowie XVIII wieku, którzy zamieszkiwali w 1973 roku w czterech domach:

- pod nr 82A Emil Twaróg, urodzony w 1927 roku,

- pod nr 327 Józef Twaróg (ur. 1914) z synem Ryszardem (ur. 1951),

- pod nr 212 Tadeusz Twaróg (ur. 1918) z synami: Eugeniuszem (ur. 1949) i Józefem (ur. 1954),

- pod nr 281 Cecylia Twaróg (ur. 1923).

Emil, Józef (ur. 1914), Tadeusz i Cecylia Twarogowie byli rodzeństwem, dziećmi Józefa Twaroga (ur. 1883) i Anny z domu Bryndza, a zarazem pra-pra-prawnukami Józefa Twaroga z XVIII wieku:


Jak wspomniałem, nie sposób określić pokrewieństwa tych dwóch linii rodowych Twarogów, ale w 1973 roku ich przedstawiciele byli z pewnością bardzo odległymi kuzynami.

Dość liczni wówczas Twarogowie z Wielkopolski to także potomkowie Józefa Twaroga i Jadwigi z domu Drapa, następnie jego syna Piotra i wnuka Józefa (nieuwzględnionego na wykresie- brata ujętego na nim Wojciecha).

Bandołowie

Potomkowie Bandołów, czyli tych Twarogów, którzy w XVIII wieku mieszkali na Pagórku Komanim, byli w 1973 zapewne  zstępnymi dwóch braci: Jana Twaroga vulgo Bandoły i Szczęsnego (Feliksa) Bandoły. Ale tylko w przypadku potomków pierwszego z nich można powiedzieć jednoznacznie, że wywodzili się także od Tomasza Twaroga vulgo Bandoły i jego ojca Grzegorza Twaroga, męża Krystyny z Grządzielów.

W spisie wyborców z 1973 roku potomkowie Jana to:

- Kazimierz Bandoła (ur. 1929) i jego brat Jerzy Bandoła (ur. 1934) spod nr 31,

- Jan Bandoła (ur. 1908) spod nr 375,

- sołtys Piotr Bandoła (ur. 1921) z córką Zofią spod nr 49.

Ponadto na liście znalazły się wdowy po przedstawicielach tej linii Bandołów:

- Weronika Bandoła z domu Skirło spod nr 386, wdowa po Stanisławie Bandole (1894-1963), której matka również pochodziła z Bandołów (patrz wykres potomków Szczęsnego Bandoły),

- Franciszka Bandoła z domu Klimek spod nr 510A, wdowa po Piotrze Bandole (1886-1963), czyli bracie wymienionego wyżej Stanisława.

Wszyscy wymienieni wyżej wywodzili się także od Izydora Bandoły (syna Jana) i Szczepana Bandoły (wnuka Jana, a syna Izydora). Przy czym Kazimierz, Jerzy oraz zmarli Piotr i Stanisław to potomkowie Antoniego Bandoły, syna Szczepana, a sołtys Piotr i jego przyrodni brat Jan byli synami Piotra Bandoły, brata Antoniego.


Na wykresie ujęto także Anatola Bandołę i jego brata Dominika, którzy nie występowali w spisie wyborców z 1973 roku, ale znaleźli się na podobnej liście z 1946 roku i nadal wówczas żyli, tyle że nie w Choczni. Oni także wywodzili się od Szczepana Bandoły, ale nie od jego synów Antoniego i Piotra, lecz od ich przyrodniego brata Jana.

 Z kolei potomkami Szczęsnego Bandoły byli:

- Józef Bandoła (ur. 1927) i jego synowie: Józef (ur. 1949) oraz Krzysztof (ur. 1955), którzy mieszkali pod nr 408 i wywodzili się od Bartłomieja (syna Szczęsnego) oraz jego syna Macieja,

- Stanisława Bandoła, córka mieszkającego poza Chocznią Bolesława, spod nr 347, wywodząca się od Bartłomieja (syna Szczęsnego) i jego syna Jana.

W przeciwieństwie do potomków Jana Twaroga vulgo Bandoły zstępni Szczęsnego nie byli już w 1973 roku ze sobą blisko spokrewnieni- Stanisława, córka Bolesława to kuzynka czwartego stopnia w stosunku do Józefa (ur. 1949) i Krzysztofa (ur. 1955), synów Józefa.


Na powyższym wykresie można znaleźć także osoby, które nie występowały na liście wyborczej z 1973 roku:

- Daniela Bandołę i jego synów Stanisława (nauczyciela i harcmistrza) oraz Józefa, urodzonych w Wadowicach,

- Irenę Jończyk z domu Bandoła (ur. 1922), obecną na liście wyborczej z 1946 roku pod panieńskim nazwiskiem.

Do potomków Szczęsnego Bandoły zaliczają się również Bandołowie z Jaroszowic, gdzie wywędrował jego syn Andrzej (1785-1846). Wywodząca się od niego Zofia Widlarz z domu Bandoła, żona Jana Widlarza, w 1973 roku także znajdowała się na choczeńskiej liście wyborczej.