Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 września 2023

Chocznianie na weselu opisanym przez Wyspiańskiego

 

„Wesele” Stanisława Wyspiańskiego bywa uważane za najważniejszy polski dramat XX wieku.  Utwór nawiązuje do prawdziwego wesela z 20 listopada 1900 roku pomiędzy poetą Lucjanem Rydlem i Jadwigą Mikołajczyk z podkrakowskich wtedy Bronowic. Wyspiański uwiecznił w nim szereg autentycznych uczestników wesela Rydla i Mikołajczykówny.

Wśród postaci, które również brały udział w tym sławnym weselu, a nie zostały opisane w dramacie, znaleźli się między innymi Kumalowie od niedawna mieszkający w Choczni. Od niedawna to znaczy najprawdopodobniej od lipca 1900 roku, czyli od kilku miesięcy. Tak wynika z kilku faktów- daty urodzenia ich córki Jadwigi jeszcze w Krakowie (20. 10. 1899), daty urodzenia jej imienniczki już w Choczni (4.05.1901) i spisanych wspomnień ich córki Marii, według których przeprowadzka z Krakowa do Choczni (obecny adres ul. Kościuszki 12) wydarzyła się pewnego pięknego, lipcowego dnia.

Jan i Maria Kumalowie wraz z kilkorgiem starszych dzieci zostali zaproszeni na wesele w Bronowicach przez Józefa Mikołajczyka, najstarszego brata Panny Młodej. Postać Józefa również nie pojawia się w dramacie w przeciwieństwie do czworga jego rodzeństwa: Anny Tetmajer, czyli Gospodyni z „Wesela”, żony Włodzimierza Tetmajera, Marii Susuł, czyli w „Weselu” Marysi, Jana Mikołajczyka, który był pierwowzorem Jaśka – drużby Pana Młodego oraz oczywiście Jadwigi Mikołajczyk – Panny Młodej.

Józef Mikołajczyk, z zawodu „pachołek magistracki”, był o osiem lat młodszym mężem Karoliny z Gąciarskich – siostry Marii Kumalowej i temu powinowactwu Kumalowie zawdzięczają swoją obecność w tym wiekopomnym wydarzeniu. Z grona znanych postaci mieli okazję spotkać tam poetę Kazimierza Przerwę-Tetmajera, jego brata - malarza Włodzimierza Tetmajera, Zofię Pareńską, późniejszą żonę Tadeusza Boya-Żeleńskiego, czy samego Wyspiańskiego.

Zapraszający Kumalów Józef Mikołajczyk przeżył zarówno państwa młodych (Rydel zmarł w 1918 roku, a jego żona Jadwiga w 1936 roku), jak i Wyspiańskiego (zm. 1907), Tetmajerów i samych Kumalów, których nagrobek istnieje do dziś na cmentarzu w Choczni (Jan zmarł w 1921 roku, Maria nieco ponad trzy lata później).

Po śmierci w 1955 roku Józef Mikołajczyk spoczął na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, w tym samym grobie co jego ojciec Jacenty Mikołajczyk – Ojciec z „Wesela” Wyspiańskiego.  W tym samym grobie zostało pochowanych między innymi troje jego dzieci, które miał już z Karoliną z Gąciarskich w 1900 roku: Józefa Lewińska, Jan Mikołjaczyk i Ignacy Mikołajczyk oraz Marianna Gąciarska, ciotka Karoliny i Marii Kumala, której darowizna ułatwiła Kumalom zakup domu w Choczni.

Jan i Maria Kumala
Zdjęcie z archiwum Anny Michalik


czwartek, 24 listopada 2022

O dawnej Choczni i chocznianach w literaturze tworzonej przez nie-chocznian

 

Oprócz dawnych kronik, opracowań naukowych, głównie  historyczno- geograficzno- statystycznych, wzmianki o Choczni pojawiają się również w dziełach literackich. Najczęściej są to wspomnienia samych chocznian udostępnione szerszemu gronu czytelników lub funkcjonujące tylko w obiegu rodzinnym: Eugeniusza Bielenina, Józefa Turały, Józefa Kręciocha, Ryszarda Woźniaka, Julii Drapa z domu Woźniak, Marii Widlarz z domu Kumala, Ireny Słysz z Porębskich, Józefa Sępka, Wojciecha Kolbra, Władysława Świętka, Kazimierza Ścigalskiego oraz związanego z Chocznią rodzinnie Jędrzeja Wowry. Ponieważ fragmenty tych wspomnień były już omawiane we wcześniejszych artykułach, to tym razem proponuję skupić się na literaturze tworzonej przez ludzi spoza Choczni, w której występuje co najmniej nazwa tej miejscowości. Podobnie jak w przypadku chocznian są to głównie wspomnienia osób, które w pewnym momencie swojego życia znalazły się w Choczni. 

Jako najdawniejszy przykład należy wymienić poetę Kazimierza Brodzińskiego, goszczącego w Choczni 8 i 9 maja 1812 roku, podczas przemarszu wojsk Józefa Poniatowskiego, idącego na odsiecz Napoleonowi. To, co Brodziński zapamiętał sobie z tych dwóch dni, można przeczytać w 10 tomie jego zebranych dzieł z 1844 roku lub w artykule A. Łuckiego "K. Brodzińskiego nieznane pisma prozą" z 1910 roku, a zainteresowanych szczegółami odsyłam do wcześniejszego artykułu na „Chocznia kiedyś” (link)

Prawie 80 lat później przez Chocznię przejeżdżał Jan Jakóbiec ze Słotwiny koło Żywca (1876-1955), który zamierzał podjąć naukę w wadowickim gimnazjum. Jego wspomnienia z tej podróży są zawarte w książce „Na drodze stromej i śliskiej”:

Ojciec w ostatni dzień sierpnia zamówił furmana w osobie „Szwedka", który miał dobrego konia i znał już drogę, bo odwoził  tam rekrutów. Wyjechaliśmy tedy wczesnym rankiem przy rzewnych łzach matki, ale też wśród jej błogosławieństw i modlitw przez Żywiec na Kocierz. Kocierz, to góra, przez którą prowadzi wspaniała serpentyna wśród  lasów szpilkowych. Na szczycie góry olbrzymi zajazd-zjedliśmy obiad z przywiezionych zapasów domowych i popaliśmy konia. Następnie wyruszyliśmy już stroną spadzistą w kierunku Andrychowa. Przejeżdżaliśmy koło cmentarza, a Szwedek zwrócił nam uwagę na wspaniałe mauzoleum rodziny hr. Bobrowskich, (…). Następnie przejeżdżaliśmy przez Inwałd,  gdzie znowu zwrócił naszą uwagę wspaniały pałac z pięknym ogrodem, własność hr. Romerów.(…) Nareszcie zajechaliśmy do Choczni, ostatniej placówki przed Wadowicami. Także tutaj przyjęła nas gościnnie miejscowa karczma, jeszcze większa niż na Kocierzu. Tutaj mieliśmy zanocować, naturalnie w stajni, skuleni na wozie. Następnego dnia, a było to 1 września, poszliśmy do zapisu przed oblicze samego dyrektora.

Mniej więcej tego samego okresu dotyczą wspomnienia Stanisława Szczepańskiego zawarte w książce „Z dziejów ruchu ludowego w Polsce: wspomnienia, przeżycia i fakty”. Szczepański kreśli w niej sylwetki dwóch znanych mu osobiście chocznian:

- Józefa Czapika:

Kto był w Choczni, ten z pewnością pamięta okazały dom murowany przy kościele w pobliżu, jak krzyżuje się droga gminna z gościńcem rządowym. Był to dom ówczesnego wójta, zarazem organisty choczeńskiego, Józefa Czapika. Znany to był na okolicę wójt, albowiem funkcje urzędowe sprawował jeszcze za czasów pańszczyzny, obeznany był zgrubsza z ustawami, nieźle się wysławiał, a posiadając znajomość tajemnic życia nie tylko swego kanonika, ale i okolicznych proboszczów, teroryzował wszystkich.

- i Antoniego Styły:

Człowiekiem bardzo oryginalnym pod każdym względem (…) był dwukrotny poseł sejmowy Antoni Styła z Choczni, który politycznie służył najpierw pod Stojałowskim, a potem od r. 1896 do obozu Stapińskiego się przerzucił. Styła należał do ludzi, który każdemu bez ogródek wypalił prawdę w oczy, przyczem niejednokrotnie dosadnych wyrazów używał wcale nie wybieranych, nierzadko nawet trywialnych. Pomimo wszystko jest to człowiek, który zasługuje na mir, a w stosunkach gościnności niełatwo mu ktoś sprosta. Wiele, bardzo wiele przyjemnych chwil spędzało się u Styły, jakby na łonie piastowskiej rodziny. Pracowity i zapobiegliwy a jednak do największych obowiązków zaliczał pracę polityczną, która mu dość przykrości i cierpień przysparzała, co go jednak do „kochanej polityki" nie zrażało. Jak tylko zatrąbili na wyborczą wojenkę, wlókł się z nami po zgromadzeniach i chłopom „do głowy oleju przylewał".

Następne chronologicznie wspomnienia związane z Chocznią należały do legionistów Piłsudskiego, stacjonujących w Choczni jesienią 1914 roku. Do najobszerniejszych należą reminiscencje Tadeusza Chełmeckiego ze Szczawnicy, opublikowane w 1931 roku w „Panteonie Polskim” pod tytułem „Z Krakowa na Sybir”. Zostały one przytoczone na „Chocznia kiedyś” w ubiegłym roku w trzech osobnych odcinkach (link 1, link 2, link 3).

Pewną ciekawostkę stanowi zawarta w nich próbka choczeńskiej gwary.

Poza Chełmeckim o pobycie w Choczni wspominali między innymi:

- Julian Kulski w książce „Z minionych lat życia 1892-1945”,

- Stefan Pomarański  w książce „W awangardzie: ze wspomnień piłsudczyka”,

- Roman Starzyński (brat prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego) w książce „Cztery lata wojny w służbie komendanta: przeżycia wojenne 1914-1918",

- Antoni Maj w „Panteonie Polskim” z 1928 roku.

-  Józef Herzog w książce „Krzyż Niepodległości: wspomnienia ze służby w Legionach”.

Wzmianki o Choczni z okresu międzywojennego pochodzą natomiast ze wspomnień:

-  wymienionego wyżej Stanisława Szczepańskiego, który tak pisał o pobycie Wincentego Witosa w Choczni i jego stosunku do Józefa Putka:

W  r. 1921 Witos przyjechał do Wadowic w sprawie urzędowej. Przy tej sposobności pojechał do gminy Choczni do posła Putka w odwiedziny, gdzie razem podobno za zdrowie swoje przypijali. Na drugi dzień poseł Putek pojechał koleją do Tarnowa na poufne zebranie zwolenników Lewicy P. S. L., zaś poseł Witos pojechał też równocześnie automobilem do Wierzchosławic pod Tarnowem. Gdy poseł Putek wszedł w Tarnowie na salę, zobaczył obok siebie swata Witosa — Stawarza, zięcia Witosa i innych jego familjantów z pałami, którzy byliby go wtedy uśmiercili, gdyby nie pomoc robotników socjalistycznych. Poseł Witos przezornie siedział w Wierzchosławicach i czekał... na raporty o zdrowiu posła Putka, za które w Choczni kielichy przechylał.

- samego Witosa w książce „Moje wspomnienia”, nawiązujące do Putka i odwołania władz gminnych w 1929 roku,

- Jerzego Cesarskiego w książce „PPS wspomnienia z lat 1918-39” podającego kulisy zwolnienia Andrzeja Gondka ze stanowiska kierownika szkoły w Choczni w 1933 roku (za jego negatywny stosunek do Piłsudskiego, czemu dał wyraz w kronice szkolnej),

- Adolfa Nowaczyńskiego, który wspominając lata szkolne w Wadowicach, zachwyca się ich okolicami:

Okolice miasta bezwzględnie piękniejsze od okolic Neapolu czy Stockholmu, tylko mniej reklamowane i przez to mniej znane w Europie. Taki Gorzeń, taka strada do Choczni i Andrychowa, takie partje pejzażowe za „Zbożnym Rynkiem, aleja do Tomic (baronów Gostkowskich), taki park Monceau za kościołem wdole (dziś mocno zaniedbany), to wszystko fragmenty świata, które się zawsze przypomina ("Słowa, słowa, słowa" z 1938 roku)

- liście Stefana Żechowskiego, autora ilustracji do „Motorów” Zegadłowicza do Mariana Ruzamskiego z 5 grudnia 1937 roku (publikacja Mirosława Wójcika w „Akcencie” nr 1-2 z 2000 roku), w którym autor wspomina wizytę u dr Putka w Choczni, związaną z pomocą prawną wobec konfiskaty przez policję „Motorów”.

Z kolei z pierwszych lat II wojny światowej pochodzą informacje o choczeńskim epizodzie w życiu Tadeusza Sadowskiego, opisanym w książce Jerzego Woydyłły „Tomo: Polak wśród jugosłowiańskich partyzantów”. Woydyłło pisze w niej, że Sadowski zgłosił się dobrowolnie do pracy u bauera Knolla w Choczni, by uniknąć wywózki na przymusowe roboty i mimo ciężkich warunków wytrwał w niej półtora roku,  Przytacza też kilka szczegółów dotyczących stosunku bauerów do ich pracowników.

Oczywiście nawiązania do Choczni pojawiają się nie tylko w literaturze wspomnieniowej, cennej zwłaszcza dla badaczy przeszłości tej wsi, ale także wśród innych gatunków literackich.

Już w 1875 roku ukazała się powieść księdza Michała Króla, rektora seminarium duchownego w Tarnowie, zatytułowana „Sieroty Zebrzydowskiego, czyli akademicy krakowscy”, której bohaterowie podróżują choczeńskim Starym Gościńcem. Występuje on w tej powieści jako trakt między Chocznią a Frydrychowicami – droga dość złej jakości.

Kilka napomknień o Choczni znaleźć można w twórczości Zegadłowicza- w cyklu „Żywot Mikołaja Srebrempisanego” występuje na przykład pomocnik murarski Józef Bryndza z Choczni („Z pod młyńskich kamieni”) i ludność Choczni, która tłumnie pojawia się na pogrzebie pana Michała („Uśmiech”). Co ciekawe, Krystyna Kolińska w nawiązującej tytułem książce o Zegadłowiczu („Zegadłowicz. Podwójny żywot Srebrempisanego”) przywołuje postać Henryka M. z Choczni, oficera marynarki, który pisze wiersze. Zapewne doszło tu do przekłamania inicjału nazwiska tegoż poety i autorka miała na myśli żyjącego do dziś w Szczecinie Henryka Ramędę.

Chocznia pojawia się również w wierszu Henryka Szczerbowskiego, upamiętniającym przysięgę legionistów Piłsudskiego w Choczni w 1914 roku (link).

Ostatni wyszukany przeze mnie cytat z Chocznią pochodzi z książki Katarzyny Banachowskiej-Jaśkiewicz pt. „Niepamięć”- opowieści o dorastaniu żydowskiej dziewczynki Marii w międzywojennych Wadowicach. Maria z „Niepamięci” do Choczni chodziła często z ojcem polami na spacer, przechodziło się Dział Choczeński , a potem była wieś , ukryta w sadach , przycupnięta obok skarpy.

poniedziałek, 25 kwietnia 2022

Rozprawka Wojciecha Capa z Choczni o "Obyczajach Słowian" (1863)

 W "Księdze wypracowań literackich członków towarzystwa młodzieży polskiej w Gimnazjum Katolickim w Cieszynie pod nazwą Towarzystwo Narodowe" zachowała się rozprawka 15-letniego Wojciecha Capa z Choczni, syna miejscowego organisty, wójta i nauczyciela, zatytułowana "Obyczaje Słowian". Należy dodać, że praca Wojciecha Capa to nie zadanie szkolne, nakazane przez nauczyciela gimnazjalnego, ale rozprawa powstała w ramach samokształcenia, zgodnie z ideami Towarzystwa Narodowego, do którego "utwórca" należał. Rzeczywiście, tak jak pisze recenzent, Wojciech Cap musiał być naocznym świadkiem dużej części z opisanych przez niego zwyczajów, przez co "Obyczaje Słowian" stanowią cenne źródło do poznania etnografii Choczni z połowy XIX wieku. Z przytaczanego poniżej tekstu można dowiedzieć się między innymi:

- że podczas Wigilii Bożego Narodzenia pito wódkę, a oprócz siana pod obrusem obowiązkowy na stole był też czosnek,

- że kolędowano z wypchanym wilkiem,

- dlaczego podczas wesela bito panny młode?

Wiedzę o pozostałych obrzędach i próby wytłumaczenia ich pochodzenia autor wyniósł zapewne z wykładów w cieszyńskim gimnazjum lub z samodzielnej lektury książek pierwszych encyklopedystów, zielarzy i "ludoznawców". Niektóre z wymienionych przez niego zwyczajów są podtrzymywane w podobnej formie do dziś, inne uległy zupełnemu zapomnieniu lub znacznej zmianie. 

A oto pełna treść "Obyczajów Słowian" zgodnie z pisownią oryginału:

Przypatrzmy się na kulę ziemską i narody, które jak piasek na puszczy libejskiej1 się rozpostarły, a spostrzeżemy, że ani jednego zpomiędzy nich nieznajdziemy, któryby nie miał własnych obyczajów, które w czasie pogaństwa na cześć bogom rodzinnym ofiarował. Tak mieli starożytni Rzymianie, Grecy, Persowie i Celtowie bożków swoich, którym na cześć rozmaite zabawy i igrzyska odprawiali. Wzwyżej pomienionym nieustępuję w niczem Sławianie, naród który w starożytności największą przestrzeń od Elby i Sali2aż do Wołgi, a od morza czarnego i rzeki Dunaju aż do morza bałtyckiego i Dźwiny zamieszkiwał i obyczaje przodków swoich skapliwie przejął, które na cześć bożków swoich obchodził i takowym ważne zdarzenia przypisował.

Do najważniejszych świąt jeszcze dodziśdnia w całej Sławiańszczyznie obchodzonych, należą niezawodnie kolędy3. Mimo wszelkich śladów odległej starożytności przybrała uroczystość ta również, jak i pieśni o tym czasie śpiewane, po większej części barwę religii chrześcijańskiej. Uroczystość ta zaczyna się  po zachodzie słońca w wilią Bożego Narodzenia. Wieczorem zaścielają wieśniacy swe świetlice wewnątrz słomą lub sianem, pod obrusem zaś na stole także sianem zasłanym kładą przed każdą osobą kilka główek czosnku, ażeby odpędzić wszelkie choroby. Gospodarz siadając do stołu z domownikami i łamiąc się z tymi wzajemnie opłatkiem, częstuje ich wódką i życzy nowego roku. Potem następuje wieczerza, przy której kukiałka przenna4, czarnuszką posypana, wielką rolę odgrywa. Wieczór ten prócz wieczora Sobótki trzymają wieśniacy za najmistyczniejszy. Wtedy wieśniacy udzieliwszy po trosze potraw święconych bydlętom, zamykają je troskliwie przed napaścią czarownic. Po miasteczkach wróżą sobie panienki tym sposobem: Wychodząc koło północy na dwór, a od której strony pies zawyje, z tej mają się spodziewać przyszłego męża. W drugi dzień świąt rano chodzą małe chłopczyki przebrane za pastuszków od chaty do chaty, recytując rozmaite mowy. Wieczorem zaś tego dnia zebrani parobcy, przebrawszy się w różne postacie, wodząc czasem z sobą wilka wypchanego, obchodzą z muzyką i śpiewem po kolei gospodarzy, za co od tych nieco potraw świątecznych w darze otrzymują. Uroczystość tę obchodzono w ostatnich dniach grudnia na cześć bóstwa Kolady. Otym czasie zapominali nieprzyjaciele dawne urazy, a zawierali nowe przymierza i ugody. Ztąd to u nas nazwa tych świąt gody.

Drugą uroczystością połączoną z różnemi śpiewami, a odprawianą jeszcze w całej Galicyi są Haiłki5. Uroczystość ta u Mazurów podkarpackich odprawia się w ten sposób, że lud wychodzi na pole ku jakiej figurze, szczególniej zaś na Kościelisko, śpiewając i radując się, a to zowią Emaus6. W Krakowie zaś to święto w trzeci dzień świąt Wielkanocnych na mogile Krakusa na Krzemionkach odprawiane, nazywają rękawką, ponieważ lud na usypanie tej mogiły Krakusowi nosił ziemię w rękawach. Uroczystość ta jest zabytkiem owego święta odprawianego w całej Sławiańszczyźnie w pierwszych dniach wiosny na cześć bóstwa życia i śmierci, które Długosz świętem Marzanny zowie.

Trzecia uroczystość zwana gaikiem lub majówką utraciła już wiele ze swej dawnej pierwotności. Gdy chrześciaństwo nad pogaństwem zwyciężyło, łączono dawne uroczystości z chrześciańskiemi w celu zmitygowania ludu, który do dawnych uroczystości był przywiązany. To sprawiło wielkie zamięszanie w owych starożytnich zabytkach. Kolędy, Haiłki również tego losu doznały, a najwidoczniej odwieczny Światowid, którego na świętego Wita zamieniono.

Uroczystość majówki odprawia się gdzieniegdzie w pierwszych dniach miesiąca maja, zwykle zaś podczas zielonych świąt. Przy tej uroczystości zdobią wieśniacy wszystkie chaty i kościoły majem. Po oktawie tej uroczystości zabierają parobcy i gospodarze gałęzie z Kościoła i im kto większą weźmie, wnioskuje z tejże na urodzaj lnu. Bóstwo opiekujące się kwitnącą przyrodą, któremu na cześć święto to odprawiano, zwało się Tur7 i było w wszystkich krainach sławiańskich czczone.

Do najważniejszych i najdawniejszych świąt rodzaju ludzkiego należy Sobótka, które na cześć dobroczynnego żywiołu ognia nie tylko w całej Sławiańszczyźnie, lecz także u Greków i Rzymian odprawiane było. W Polszcze zwie się Sobótką, który to wyraz od bożka Sobót na górze Sobótce w Szlązku czczonego pochodzi. Przed zapaleniem wieczornej sobótki mężczyźni i kobiety idą szukać ziół różnego rodzaju, które tego dnia zbierane osobliwszą moc mają i najznakomitszemi są podług Szczepana Falimierza8: Bylica, Dziewanna i Macierzanka. Dnia tego o północy mają podług podania gminnego czarownice największą moc i zgromadzają się w Galicyi na Łysą lub  Babią górę. Używają do tej nocnej jazdy mioteł starych, podkółków od wozów, bydląt, a czasem i ludzi. Dlatego też tej nocy gospodarze mają koło bydląt pilne staranie. W Galicyi panuje jeszcze podanie, iż dnia tego o północy paproć kwitnie, której kwiatu ognistego, gdy kto pozyska, wszystkie skarby posiadać będzie. Lecz kwiatu tego trudno dostąpić, w chwili bowiem pękania jego powstaje grzmot i łysk straszny, a wiedźma okropna ukazuje się chcącemu tenże zerwać. Miało się jednak przytrafić, iż wieśniakowi idącemu w tym czasie wpadł przypadkowo w buty tenże kwiatek. Miał szczęście wielkie i widział skarby ukryte, lecz ukazała mu się postać złośliwa, dająca wieśniakowi nowe buty. Łakomy wieśniak obuł podane mu buty, a wtej chwili wypadł kwiat i wszystko zniknęło.

Wzwyżwspomnianej uroczystości nie ustępuje w niczem uroczystość śmigustu. W poniedziałek Wielkanocny chodzą chłopcy od domu do domu polewając młode dziewczęta- po miastach wodą pachnącą, po wsiach zaś wodą czystą studzienną, recytując przy tem rozmaite mowy, za od gospodarzy nieco z potraw święconych i pieniędzy otrzymują. Zwyczaj polewania się wodą w niektórych okolicach także śmigustem lub dyngusem zwany, rozszerzony jest na całej Sławiańszczyźnie. W poniedziałek Wielkanocny polewane bywają dziewczęta i panienki przez chłopców, nazajutrz zaś czynią toż samo panienki młodzieńcom. U Franciszka Siarczyńskiego9 ma bydź początkiem zwyczaju tego polewania wodą zaszłe na drugim dniu świąt Wielkanocnych przy chrzcie Litwinów za czasów Władysława Jagiełły, Chmielowski10zaś w dziele swoim początek ten aż do czasów Wandy posuwa, mówiąc iż zwyczaj polewania wodą zaprowadzony został przez dziewice na pamiątkę topienia się w Wiśle Krolowej Wandy.

Następującą uroczystością są Letnice. Uroczystość tę odprawiają parobcy zebrawszy się razem w czasie pięknej pogody w lecie, osobliwie zaś po ukończeniu żniw, przyczem śpiewają piosnki rozmaite, a szczególniej o Madeju, który podług podania gminnego był najokrutniejszym rozbójnikiem. Przygotowane było na niego za karę łoże w piekle, Madejowem zwane, jednak po odprawieniu najściślejszej pokuty, uniknął rozbójnik tak wielkiej kary.

Opiszę tutaj jeszcze wesele, w jaki sposób w Galicyi i w całej Sławiańszczyźnie dawniej i teraz się odprawia. Dni kilka przed weselem chodzą drużbowie, których Pan młody wysyła, po wsi od gospodarza do gospodarza. Starosta zaprasza na wesele całą rodzinę w imieniu Pana młodego mową żartobliwą. Przed ślubem rano schodzą się goście do rodziców Panny młodej, tu sadzają swaszki Pannę młodą najczęściej na dzieży, rozplatują jej warkocz i stroją głowę w kwiaty i wstążki. Ubrana Panna młoda rzucą się wśród rzewnego płaczu wraz z Panem młodym do nóg rodzicom, którzy nowożeńców błogosławią. Starosta prosi wszystkich do ślubu. Siadają na wozy i jadą z muzyką do Kościoła, drużbowie zaś wyprzedzają ich konno. Po ślubie chowa się Panna młoda za ołtarz, zkąd ją drużbowie wyprowadzają. Z Kościoła udaje się cały orszak weselny do domu rodziców, albo najczęściej do karczmy, gdzie się uczta i tańce odbywają. Późno w nocy następuje najważniejszy akt weselny, czepiny. Stara się Panna młoda zemknąć, lecz drużbowie ostro ją pilnują i ułapioną sadzają na dzieży. Starościna zdejmuje jej z głowy wianek z wstążkami, bije ją ztłuczonym garnkiem po plecach, aby się jej w nowym stanie naczynie nie tłukło i uderza się ją trzy razy w lico, aby pamiętała na te trzy przyrzeczenia, które przy ślubie publicznie wypełnić się zobowiązała. Rozebraną z oznaków panieństwa prowadzą z śpiewem do łożnicy, a Pana młoda zadzieje się odtąd między mężatki. W kilka dni po weselu schodzą się znowu na ucztę i tańce, co poprawinami zowią.

Opisałem więc niektóre obyczaje sławiańskie, o których jakikolwiek pogląd rzeczy miałem.

Utwórca: WCap11 VI klasa

Cieszyn, dnia 6 grudnia 1863.

W wyżej wymienionej księdze znalazła się także recenzja pracy Capa, napisana przez starszego członka tego samego Towarzystwa Narodowego:

Ocenienie

Skreślenie pojedynczych obrazów, wziętych z obyczajów Słowiańskich, pojedyńcze, niewymuszone i łatwo zrozumiale, połączenie tychże w jedną całość zupełnie samowolne, bez sztucznego albo raczej może naturalnego uporządkowania, mowa niedobierana w wyrazach, lecz płynna i treści stosowna; na koniec w całym utworze przebija niejaka naoczna świadomość opisanych obyczajów. Dalszego i szczegółowego rozbioru zadanie to dla swej nader wyrozumiale i przystępnie każdemu wyłożonej treści wcale nie wymaga; w ogóle zaś każdemu może przynieść korzyść i pożytek, dlatego wybór dobry.

Na zakończenie przytaczam tu jednak niektóre niezrozumiałości i usterki:

- pierwsze zdanie jest nie prawdziwe, albowiem patrząc się na kulę ziemską i narody, nie możemy jeszcze rozróżnić ich obyczajów, zresztą temu zdaniu brakuje tylko, bo można poznać, co utwórca chciał powiedzieć, zrozumiały układ,

- powtóre nie wiem wcale dlaczego utwórca kwiat paproci nazywa ognistym?

- na ostatek w zdaniu „U Fr. Siarczyńskiego itp.” niemaż podmiotu.

Hilary Filasiewicz

VII klasa 1863

1 puszcza libejska = pustynia libijska

2 Elba i Sala to rzeki w Niemczech, Elba=Łaba
3 nazwa kolęda pochodzi prawdopodobnie z łaciny, od wyrazu colendae "pierwszy dzień miesiąca" 
4 pisząc "kukiałka przenna" autor miał na myśli kukiełkę- rodzaj bułki/wypieku z mąki pszennej, często ze słodkiego ciasta 
5 Haiłki lub Gaiłki to mityczne istoty zamieszkujące gaje- od nich miało powstać określenie na pieśni śpiewane podczas wielkanocy i na poczatku maja, szczególnie w Galicji Wschodniej (Lwów)
6 Emaus- zwyczaj związany z Poniedziałkiem Wielkanocnym, najbardziej popularny jest w Krakowie (w formie odpustu) 
7 Tur- jedno z wcieleń bóstwa Welesa/Wołosa 
8 Szczepan Falimierz- autor pierwszego dzieła botanicznego i lekarskiego w języku polskim, nadworny lekarz kasztelana krakowskiego 
9 Franciszek Siarczyński (1758-1829) ksiądz, geograf, historyk, zbierał materiały do "Słownika historyczno-statystyczno-geograficznego Galicji" 
10 Benedykt Chmielowski (1700-1763) ksiądz, jeden z pierwszych polskich encyklopedystów
11 Wojciech Cap (1848-1895), od 1874 roku używający nazwiska Czapik, w latach 1870-72 uczył w choczeńskiej szkole

piątek, 26 czerwca 2020

Poeta Kazimierz Brodziński w Choczni

Portret ze strony ZSP Królówka
Poeta Kazimierz Brodziński nie jest obecnie postacią powszechnie znaną. Warto jednak wiedzieć, że był on pierwowzorem jednego z Literatów występujących w III części "Dziadów" Adama Mickiewicza.
Niebezpodstawnie Mickiewicz wkłada w jego usta słowa:
"Słowianie, my lubim sielanki"
ponieważ Brodziński widział sielanki nie tylko jako gatunek literacki, oddający sielski i sentymentalny charakter narodowy Polaków, ale również jako pewną filozofię życiową, głoszącą pochwałę: łagodności, optymizmu, prostoty, ludowości, wiejskości, przyrody, czy  gościnności.
To umiłowanie przyrody i ludowości ukształtowało się u Brodzińskiego w dzieciństwie, które spędzał na wsiach- najpierw w Królówce pod Bochnią, gdzie przyszedł na świat w 1791 roku, a następnie w Lipnicy Dolnej i w Rajbrocie. 
Od 1806 roku uczęszczał do gimnazjum w Tarnowie, ale trzy lata później zrezygnował z nauki i zaciągnął się do armii Księstwa Warszawskiego. Wziął udział w kampanii rosyjskiej wojsk napoleońskich (1812), w której uzyskał awans na stopień porucznika artylerii.
8 maja 1813 roku Brodziński wchodził w skład wojsk Józefa Poniatowskiego, które idąc na odsiecz Napoleonowi, zatrzymały się na nocleg w Choczni i w okolicy.  Wojsko Poniatowskiego w uzgodnieniu z Austriakami kierowało się na Kęty i Bielsko, przewożąc uzbrojenie na wozach ciągniętych przez konie.
Brodziński pozostawił dwa zapiski o swoim pobycie w Choczni.

W 10 tomie jego zebranych dzieł z 1844 roku przeczytać można:

9 maja w Choczni
Nocowaliśmy ćwierć mili za Wodowicami, w chałupie u Kościółka, w cieniu rozległych drzewin Smętarza nad rozkosznym strumieniem. Z W. wyszliśmy wieczorem na przechadzkę po deszczyku majowym na piękną łąkę.

Bardziej obszerny opis zawarty jest natomiast w artykule A. Łuckiego "K. Brodzińskiego nieznane pisma prozą" z 1910 roku:

W Choczynie, dnia 9 maja. 
[...] Nocowaliśmy ćwierć milki za Wadowicami, w chałupce pod kościółkiem. Cień lipowy, od cmentarza na chałupkę naszą się rozpościerający, przyjemny nam czynił spoczynek, po deszczyku zwłaszcza majowym najprzyjemniejsze z kwitnących drzew roznoszą się wonie. Ku wieczorowi poszedłem do księdza plebana, zastałem staruszka siedzącego na klocu w swoim podwórku. Różne były nasze rozmowy. Dobrego piwa kilka szklanek wypiwszy, pożegnałem go i szedłem na przechadzkę pomiędzy dwoma rzędami wierzb, ciągnących się aż do lasu świerkowego. Grunt trawnisty tego lasu bardzo pięknie odbija od zielonej ciemności świerków [...]

Ten opis odstaje jednak nieco od ówczesnej choczeńskiej rzeczywistości. Brodziński nie mógł zastać wówczas w Choczni staruszka plebana, ponieważ sprawujący wtedy posługę w Choczni ksiądz Jan Znamierowski miał zaledwie 33 lata (liczył 11 lat więcej od samego poety).
Również wieczorny spacer Brodzińskiego, prowadzący jak można się domyślić drogą od plebani w kierunku Zawadki, nie mógł  znaleźć finału w lesie świerkowym (Księżej Barci?), ponieważ w Choczni nie występował wtedy na większą skalę ten gatunek drzewa, a sama Księża Barć obsadzona była sosnami.
Nie o ścisłość tu zapewne jednak chodzi, lecz o typowe dla Brodzińskiego oddanie opisu sielskiej przyrody.

Kilka miesięcy po noclegu w Choczni Brodziński został ranny w "bitwie narodów" pod Lipskiem. W 1814 roku poeta osiadł w Warszawie, gdzie pracował jako nauczyciel języka Polskiego i wykładowca literatury na Uniwersytecie Warszawskim. Po wybuchu Powstania Listopadowego został redaktorem powstańczych gazet. 
Zmarł w 1835 roku w Dreźnie w czasie powrotu do kraju z kuracji w Karlsbadzie.
Kaizmierza Brodziński, poeta, publicysta, tłumacz, teoretyk i krytyk literacki jest dziś patronem między innymi: Zespołu Szkół w rodzinnej Królowce, I Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie, Szkoły Podstawowej nr 2 w Bochni, Szkół Podstawowych w: Lipnicy Murowanej, Wojakowej i Bielsku Białej.
Od jego nazwiska została nazwana także "Kamieniami Brodzińskiego" grupa skalna koło Rajbrotu.


piątek, 17 kwietnia 2020

Bajka i nie-bajka ks. Jana Guzdka

Bajka i nie-bajka pod tytułem "Wilczyca i Jagnięta" została napisana przez pochodzącego z Choczni księdza Jana Guzdka i opublikowana 3 marca 1917 roku w "Dzienniku Chicagowskim".
Dlaczego bajka - nie bajka? Otóż autor nawiązuje w niej do aktualnej sytuacji politycznej, gdy pod koniec I wojny światowej Cesarstwo Niemieckie rządzone przez Wilhelma II zaczęło wykonywać pozornie przyjazne gesty w stosunku do Polaków, kierując się przy tym wyłącznie własnym interesem. Właśnie przed niemiecką obłudą ostrzega autor, pisząc na końcu: 
Kto zaś wierzy, to ślepy, głupi albo szelma
w obietnice i przyjaźń szczwanego Wilhelma.
Tytułowa Wilczyca to oczywiście nawiązanie to władcy Niemiec (przy zgodności pierwszej sylaby z imieniem cesarza), a społeczeństwo pasterzy z ich zwierzętami to nasi rodacy.

Cała treść bajki i nie-bajki przedstawia się następująco:

W dalekiej okolicy pasterskiego kraju
grasowała żarłocznych prawilków czereda
napadała obory wedle jej zwyczaju
nocą, nawet i za dnia, gdy ją głód i bieda,
przycisnęły zbyt mocno- nawet choć i syta
nie przestaje rabować pastuszego mienia
targa, dusi, zabija albo żywcem chwyta
i unosi w lesiste swych legowisk cienia
by dla siebie i wilcząt zgromadzić zapasy


Drżała trzoda, pasterze w śmiertelnej trwodze
gdy się wyciem straszliwym odezwały lasy
gdy iskrzących blask ślepi zaświecił na drodze
jedni marli ze strachu, inni opuszczali
nawiedzoną nieszczęściem takiem swojską ziemię,
aby sobie poszukać schronienia gdzieś dalej
broniąc od wytracenia trzody młode plemię.
Ci zaś co się zostali, to albo bez trzody
albo z liczbą nieznaczną zagrożoną głodem
pozbawioną pastwiska, obory i wody
stawali się pomału na wymarciu rodem.
Przestraszyło to również drapieżców gromadę,
że im wkrótce zabraknie żeru i zdobyczy
zwołali więc calutki ród wilczy na radę
ktokolwiek plemieniowi wilków dobrze życzy
--
Zebrał się wilków i wilczyc spęd wielki na łące
radzono, obmyślano sposoby, fortele
przyszłej biedzie głodowej zapobiegające
na temat swej przyszłości rozprawiano wiele
najgłośniej, najzajadlej zawyła prawica
były to same wraże, iście wilki - kundle
żyjący tuż przy samych pasterskich granicach
na zgubę trzód pasterzy związali się w bundle (od wyrazu bund- związek, stowarzyszenie)
"Precz z tą bandą pasterzy ! Zniszczyć całe plemię !
Wydusić ich barany, owce, resztę trzody !
ausrotten (wygubić) !, natychmiast zabrać po nich ziemię !
 na niej zaraz zakładać nasze wilcze grody
gdy tu już zbudujemy przepotężne nory
zapuścimy z tem większą łatwością zagony
na nowego sąsiada bogate obory
Drang nach Osten (parcie na wschód) pewny w tamte wschodnie strony..."
Zdawało się, że wyrok padł już na pasterzy
i trzodę- już się kongres tym planem zachwyca,
gdy wtem wstaje powaga największa macierzy
pokolenia wilczego - przechytra Wilczyca
łypie ślepiem wokoło, kły okropne szczerzy
na znak, że chce głos zabrać w tej tak ważnej sprawie
jej to, jako najstarszej, pierwszy głos należy
ucichł cały parlament kładąc się na trawie,
by wysłuchać wywodów doświadczonej głowy
"Jeśli kogo, to chyba mnie interesuje
najwięcej dobro wilcze" rzekła tymi słowy
"Niech moich w tej rzeczy nikt planów nie psuje
w udanie się takowych, wasza ufność cała
jest mi wielce potrzebną- wyście moje dziatki
jam was miała w swej pieczy, jam was wychowała
wypełniajcież rozkazy, jako od swej matki
tyle tylko na teraz polecić wam mogę
mianowicie od dzisiaj, jako to zwyczajnie
jakby mili sąsiedzi nie załaźcie w drogę
ni pasterzom ni trzodzie. Na obory, stajnie
nie napadać, ani też po łąkach nie gonić
owiec, jagniąt nie straszyć- zwłaszcza kiedy konie
napotkacie po drodze, grzecznie się ukłonić
napadniętym przez wilki od innej gromady
z udałą skwapliwością stanąć w ich obronie
trzymajcie się więc ściśle każdej mojej rady
minę pyska łagodną przybrać w danej porze
groźnych kłów mi nie szczerzyć, pochować pazury
o ile to możebne za dnia siedzieć w norze
niepotrzebnie mi nosa nie wytykać z dziury
resztę zaś mnie zostawcie" - na tem się parlament
odroczył, a posłowie do swych nor wrócili
ufni w chytrość swej matki
--
Zakończył się lament
odtąd w kraju pasterzy- od onej to chwili
jakieś dziwne stosunki w tej ziemi nastały
chociaż wilcy zgłodniali snuli się po kraju
to się jednak bydlęta już ich tak nie bały
jak to ongiś bywało za Adama w raju
choć niektóre zdumiałe takim dziwnym stanem
drżały przed dawnym wrogiem, to natomiast konie
płaszczyły się przed wilkiem, jakby przed swym panem
zwłaszcza kiedy jednego mroźnego poranka
zdechła matka jagnięcia- gdy mu śmierć groziła
przyszła karmna Wilczyca, wziąwszy wychowanka
pod stodołę, wymieniem swem go nakarmiła.
Padły konie przed taką matką na kolana
rżąc, świstając z radości wobec tej "opieki"
wzięły Wilka przed świtem za swojego pana
wynurzając przed kundlem swą wdzięczność na wieki...
Ale to samym wilkom było już za wiele
taka troska Wilczycy dla owczej sieroty
co przedniejsi z nich zaraz stanęli na czele
biorąc matkę Wilczycę w gorące obroty
"Co to wszystko ma znaczyć?"- wszak ich zapewniała,
że jej leży na sercu dobro wilków rodu
wszak poświęcić się musi dla nich trzoda cała
by dłużej nie cierpieli straszliwego głodu.
Miast tego Wilczyca darzy je "wolnością",
chronić każe jagnięta, własnem mlekiem żywi
"Chyba zdradą to nazwać i wilczą podłością !"
"Na te dziwne te plany każdy wilk się krzywi !"
Oburzyła się stara i kłapnęła kłami
kilka razy się kitą walnęła po boku
"A to skąd ta nieufność rośnie między wami?"
wrzasła- a błysk chytrości zaświecił jej w oku.
"Czyż wam nie mówiłam, resztę na mnie zdajcie
wciąż żeru byście chcieli dziwny wilczy rodzie
nie patrząc czy to kości, czy już ścierwo gnacie
jeśli się żywić chcecie na kościach i wodzie
to ja łapy umywam i wracam do nory
lecz by was uspokoić- chcę odkryć swe plany
czemu żyję w przyjaźni i zwiedzam obory,
czemu piersią odkarmiam wychudłe barany ?
Bo was kocha nad życie matka wilków rodu !
Widziałam wasz apetyt na pasterskie mienie
byście kiedyś w przyszłości nie cierpieli głodu
 z tej przyczyny, że bydło tak chude, jak cienie
tuczyłam więc wychudzone jak szkielet barany
udawałam dlań przyjaźń, żyli na "wolności"
byście kiedyś miast gnatów jedli marcepany
a więc plan mój to ku wam czyn arcymiłości
lecz że to tajemnica tylko nas tycząca
przeto sza ! Milczeć i grać komedyję dalej
tą rzekomą przyjaźnią do samego końca
a zdobyczy od zguby nikt już nie ocali !"


Podziw wilków ogarnął, z mord ich radość biła
zawstydzonych, że pomysł ich był ciasny, wąski
Wilczyca zaś tak chytrze wszystko obmyśliła
karmić chudych, by kiedyś mieć z nich tłuste kąski...
--
Utwierdzeni tą mową w zachwianej ufności
z czcią wielką Matce rodu oddawszy honory
pewni pięknych widoków, co do swej przyszłości
rozeszli się w weselu, każdy do swej nory
--
Z tej bajki czytelniku zważaj morał taki
gdyby wymię Wilczyca jagnięciu podała
to nie wybryk natury, ni litość sobaki
ale chytrość, którą mu też natura dała.
Do tego dodać jeszcze trzeba tych słów kilka:
że natura do lasu zawsze ciągnie wilka
kto zaś wierzy, to ślepy, głupi albo szelma
w obietnice i przyjaźń szczwanego Wilhelma !










sobota, 23 grudnia 2017

Wiersz na Święta

Fragment wiersza Krzysztofa Woźniaka "Choczeńskie impresje":

Grudzień, oprócz mrozów i śnieżnych feerii,
Zwiastował nadejście upragnionych ferii,
Na które, niemalże od zimy zarania,
Czekał człek wytrwale, niczym na deszcz kania.
Lampki na choince gdy już zapalone,
Stół nakryty i potrawy przyrządzone,
Czcząc starą tradycję, przed samą wieczerzą
Trzeba wyjść na pole, choćby na chwil kilka,
I pójść za stodołę, by zawołać wilka…
A potem życzenia, łzę kryjąc ukradkiem,
Składaliśmy wzajem, dzieląc się opłatkiem;
Do dziś w uszach słowa dźwięczą mi Babcine:
„W miejsce Ojca łamię się z najstarszym synem”.
Wreszcie wśród radości wszyscy społem siedli,
I dwanaście potraw wigilijnych jedli.
Gdy inni świąteczną kończyli wyżerkę,
Szliśmy o północy razem na pasterkę,
Jak to za pradziadów hańdowni bywało,
Choć się z domu na mróz nie bardzo wyjść chciało.
Księżyc srebrzył białe czapy nad dachami,
A śnieg świeżo spadły chrzęścił pod stopami.
Szczeknął pies w oddali, pośród nocnej ciszy,
Dając znać, że czuwa i że wszystko słyszy.
Oto i świątynia pięknie przystrojona,
Pełna już po brzegi, suto oświetlona,
I jak inny zwyczaj każe bardzo stary,
Z obu stron ołtarza stoją już sztandary.
Po lewej stajenka, „z Maryją, Dzieciątkiem,
Ze świętym Józefem, wołem i oślątkiem”.
Słoma i na dachu, i u wrót się ściele,
A opodal wejścia stoi swojski jeleń.
Strażacy w orkiestrze grają z wyżyn chóru,
A lud pełną piersią śpiewa im do wtóru,
Choć - w kolędzie dnieje, czy też tylko świta,
Nikt wokół nie wiedział, nawet skarżypyta.
Wkrótce nowe święto u rodziny będzie,
Bo wikary z Włodkiem chodzą po kolędzie;
Każdy wielebnego godnie chce ugościć,
Aby nie uchybić prawom gościnności.
Jakże więc nie przegryźć choćby po kapeczce,
Jak się nie pokrzepić (tylko po łyżeczce!)
I jak uprzejmego słowa nie zamienić,
Zwłaszcza gdy kopertkę pchają do kieszeni.
Długo przemierzali więc choczeńskie niwy,
Proboszcz na plebanii dreptał frasobliwy,
Coraz wyrażając swe przeczucia wieszcze:
„Prawdaż tak jednakoż - nie widać ich jeszcze!”…

Czas, co wszystko zmienia, i nas też zabierze,

Lecz tych chwil i wspomnień – nikt mi nie odbierze.

piątek, 9 czerwca 2017

Władysław Bielenin (Bienin) - aktor, śpiewak, reżyser, dramaturg i publicysta

foto Wacław Szymborski- (1918)
Władysław Bielenin urodził się 22 grudnia 1886 roku, jako syn pracownika kolejowego Jakóba Bielenina i Anny z domu Fejdych.
Do Choczni trafił w wieku siedmiu lat- w 1893 roku, gdy jego ojciec otrzymał posadę zawiadowcy i strażnika kolejowego na nowo otwartym przystanku kolejowym w Choczni.
Był uczniem  gimnazjum w Wadowicach, choć brak go jednak w oficjalnych spisach absolwentów. Ostatecznie ukończył Gimnazjum św. Jacka w Krakowie (1904). Studiował na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego (1904-1910).
Po studiach pracował aktor, śpiewak i reżyser teatralny, występując jako Władysław Bienin. Debiutował w 1909 roku w Teatrze Ludowym w Krakowie. Redagował wtedy również „Wiadomości Teatralne”.
W 1913 roku deklamował w Wadowicach fragmenty „Nocy Listopadowej” na obchodach ku czci Powstania Listopadowego. W latach 1916-19 występował w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie. W sezonie 1919/20 grał w Cieszynie w Teatrze Plebiscytowym, gdzie pełnił także funkcję sekretarza. W latach 1920-21 był aktorem i reżyserem w Teatrze Miejskim w Łodzi. W kolejnych latach  zatrudniano go w:
  •  Teatrze Małym w Warszawie (1921-23),  
  •  Teatrze Polskim w Katowicach (1923-24), 
  • teatrze  w Kaliszu (1926-27), 
  • Teatrze Letnim w Warszawie (1928-29). 
W latach 1929-30 ponownie zaangażowano go do pracy w Teatrze Polskim w Katowicach- przewodniczył również w miejscowym kole Związku Artystów Scen Polskich.
Grywał także w Białymstoku i we Lwowie.
W czasie II wojny światowej przebywał we Lwowie i tam widziany był po raz ostatni w 1941 roku. Dalszy jego los nie jest znany.

Władysław Bienin (Bielenin) był mężem aktorki Heleny z domu Targosz, występującej później jako Helena Rozwadowska. Dzieckiem Władysława i Heleny była polonistka i poetka Janina Podlodowska.

Twórczość:

Najbardziej znanym dziełem Władysława Bienina (Bielenina) jest dramat „Złoty królewicz”, napisany w listopadzie 1916 roku i wydany nakładem autora w 1918 roku w Krakowie (wydrukowany przez drukarnię „Głosu Narodu”). 
W tej trzyaktowej  „opowieści współczesnej”, rozgrywającej się w wiejskiej chałupie, role rozpisano dla dziewięciu osób. „Złoty królewicz” bywał grywany w okresie międzywojennym nie tylko na scenach polskich, ale także i polonijnych w Stanach Zjednoczonych Ameryki.



Władysław Bielenin był też autorem:
  • szkicu „Kuba Niedojda ck murga” (1933),
  • sztuki w trzech aktach „Pokolenie”,
  • dramatu współczesnego „Cud”,
  • opowieści w trzech aktach „Paź”.


piątek, 7 kwietnia 2017

Literatura choczeńska do 1947 roku

Literatura tworzona przez chocznian z pochodzenia oraz ludzi związanych z Chocznią obejmowała szeroki przekrój gatunków literackich.
To zarówno literatura piękna- powieści, opowiadania, nowele, sztuki sceniczne, poezje, a nawet bajki, scenariusze filmowe, czy teksty kolęd, jak i literatura użytkowa- publicystyka świecka i religijna, podręczniki, śpiewniki, rozprawy naukowe i kalendarze.
Powstawała przede wszystkim w języku polskim, ale także sporadycznie po niemiecku, angielsku i łacinie.
Duży wkład w „choczeńskie piśmiennictwo” włożyli nauczyciele miejscowej szkoły i księża choczeńskiej parafii.
Najstarszym dziełem literackim, które przez osobę jego twórcy można wiązać z Chocznią, jest wymieniana w bibliografii Estreichera rozprawa religijna „Prodigium montis Carmeli D. Maria Magdalena de Pazzis, miraculîs & vitae sanctitate inclarescens.”
Powstała na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1725 roku, a jej autorem był Jan Bylina de Leszczyny, który 3 lata później objął choczeńskie probostwo.
Kolejne pozycje ukazały się dopiero w połowie XIX wieku.
W 1848 roku ksiądz Wojciech Grzegorzek, były wikariusz choczeński (1842-43) opublikował na łamach Gazety Tarnowskiej recenzję powstałego w Krakowie „Tygodnika Kościelnego”,  w której polemizował z tezami zamieszczonymi na jego łamach. Nawoływał do zachowania równowagi pomiędzy duchem czasu, a prawdami kościoła, co pozostaje aktualne do dziś. Ksiądz Grzegorzek był jednak przede wszystkim autorem późniejszych rozpraw naukowych, które zostaną przedstawione w dalszej części tej notatki.

Natomiast za pierwsze dzieło literackie, napisane przez chocznianina z urodzenia, należy uznać podręcznik „Nowe miary i wagi” autorstwa Wojciecha Guzdka, wówczas nauczyciela w szkole męskiej na krakowskim Kleparzu.

 Choczeńska bibliografia do 1947 roku

Literatura piękna

  • powieści:
  1. „Panek, czyli kochanek i rywal. Prawdziwe zdarzenie spod Łysej Góry” Robert Zanibal (rękopis)
  2. „Zielona granica” Eugeniusz Bielenin (1925, 1930)
  3. „Jewess” (Żydówka) ks. Jan Guzdek (USA)
  4. "Symbol wolności", "Maruderzy" Józef Kręcioch
  • opowiadania:
  1. „Hrabia Prażma, czyli kościółek św. Antoniego na górze Praszywce” Robert Zanibal (1867)
  2. „Dwór Adama Wacława” Robert Zanibal (1870)
  3. „Chłopi spod Cieszyna” Robert Zanibal (1870)
  4. „Ondraszek dowódca zbójów” Robert Zanibal (1872)
  5. "Powstanie w Czernichowie" ks. Mateusz Jeż (1895)
  6. „Przygody kapelana” ks. Mateusz Jeż
  7. „Za Ojczyznę: Obrazek na tle ostatniego powstania z r. 1863” ks. Jan Guzdek  (Milwaukee 1908)
  8. „Pomyłka sprawiedliwości: obrazek z życia Karola Kurpińskiego według opowiadania zasłyszanego w okolicy Rydzyny” Aleksander Widlarz (1939)
  • sztuki sceniczne
  1. „Złoty Królewicz” dramat Władysław Bielenin/Bienin (1916, wydany 1918)
  2. „Paź”, „Cud”, „Pokolenie” Władysław Bielenin/Bienin
  3. „Hallery idą” komedia Eugeniusz Bielenin (1923)
  4. "Brzask nad Tybrem", 'Baśniowa noc" Józef Kręcioch
  • poezje
  1. Pamięci najukochańszej Matki” Jan Woźniak, „Rok 1914” Jan Woźniak,, „Pożegnanie” Jan Woźniak (1915), „Zwiastun Wojny” Jan Woźniak, „Na ruinach wsi polskich” Jan Woźniak, „Polska w dzisiejszym czasie” Jan Woźniak, „Modlitwa o oddalenie klęski” Jan Woźniak, "O Matko Bolesna" Jan Woźniak.
  2. „Bogu utajonemu” ks. Mateusz Jeż (1923), „Do Chrystusa Króla i do nowej Polski” ks. Mateusz Jeż (1928), „Pamięci Karoliny Kózkównej” ks. Mateusz Jeż (1928), „Stolico Święta” ks. Mateusz Jeż (1929), „Ku czci Chrystusa Króla” ks. Mateusz Jeż (1929), „Odwiedzajmy boskiego więźnia miłości” ks. Mateusz Jeż (1930), „Chwała Ci Maryjo” ks. Mateusz Jeż (1930), „Do nowej Polski” ks. Mateusz Jeż  (1933), „Nieznajomemu Bogu” ks. Mateusz Jeż (1935), „Ku czci św. Józefa” ks. Mateusz Jeż (1937), „Sursum Corda!” ks. Mateusz Jeż (1937)
  3. "Jaskry i bazie" Józef Kręcioch
  4. ks. Jan Guzdek
  5. Tomasz Widlarz („Lutnia Szkolna” 1930)
  6. Janina Podlodowska.
  • teksty pieśni
  1.  „Pieśń związków katolickich młodzieży polskiej” ks. Mateusz Jeż (1925)
  2. „Nie było miejsca dla ciebie” ks. Mateusz Jeż (1932)
  • teksty modlitw
  1. "Przed najświętszym sakramentem" ks. Mateusz Jeż (1931)
  • scenariusze filmowe
  1. Konkurs „Światowida”- Eugeniusz Bielenin (współautor 1935)
  • wspomnienia:
  1. ks. Wojciech Grzegorzek (rękopis po łacinie)
  2. Antoni Styła (rękopis)
  3. „Z włóczęgi po szerokim świecie. Zapiski z lata 1914-1920” Eugeniusz Bielenin (1928)
  4. Józef Sępek („Robotnicy piszą. Pamiętniki robotników” 1938)
  5. „Śmierć i wygnanie, czyli wojenny pamiętnik sołtysa wierszem” Władysław Świętek (1947)
  • bajki, legendy
  1. „Skąd Wielkopolska ma pszczoły” Aleksander Widlarz (1939)
  2. Opowieści Jura Korzennego (zachowane w późniejszych wspomnieniach Ryszarda Woźniaka)
  • szkice literackie
  1. „Kuba Niedojda c.k. murga” Władysław Bielenin/Bienin (1933)


Literatura użytkowa:

  • rozprawy naukowe z dziedziny filologii:
  1. „O użyciu wyrazu animus u T.M. Plauta” Jan Guzdek (1887)
  2. „O znaczeniu wychowawczem piśmiennictwa greckiego” Jan Guzdek (1893)
  3. „Niektóre opowieści i wiersze o Grunwaldzie w XV i XVI wieku” Henryk Osuchowski (1905)

  • rozprawy naukowe z dziedziny historii:

  1. "Zarys historii wojennej 7-go Pułku Artylerii Polowej" Władysław Ryłko (1929)
  2. ”Vorgeschite des Kreises Schieratz” Rudolf Weinert (1940)
  3. „Z dziejów wsi polskiej” Józef Putek (1946)
  • rozprawy naukowe z dziedziny etnografii:

  1. "Obyczaje Słowian" Wojciech Cap (1863/64)
  2. „Księstwa Cieszyńskiego powieści, osobliwości, lud i jego obyczaje, śpiewy” Robert Zanibal (rękopis- częściowo wydany w 1931 roku)

  • rozprawy naukowe z dziedziny biologii:

  1. „Botanischer Ausflug in das Tatra-Gebirge” ks. Wojciech Grzegorzek (1853)
  2. „Flora von Tarnow in Galizien” ks. Wojciech Grzegorzek (1853)
  3. „Übersicht der bis jetzt in der Sandezer Gregend West-Galiziens gesammelten  Dipteren“ ks. Wojciech Grzegorzek (1873)
  4. „Neue Pilzmücken aus der Sandezer Gegend“ ks. Wojciech Grzegorzek (1876)
  5. „Beiträge zur Vegetationskunde der Tatra” ks. Wojciech Grzegorzek

  • rozprawy naukowe z dziedziny teologii:

  1. Prodigium montis Carmeli D. Maria Magdalena de Pazzis, miraculîs & vitae sanctitate inclarescens.” Jan Bylina de Leszczyny (1725)
  2. „Dogmat niepokalanego poczęcia NMP” ks. Wojciech Grzegorzek (1855)
  3. „Czy piekło istnieje?:  filozoficzno-apologetyczna rozprawa” ks. Jan Guzdek (Chicago 1920)
  4. „W religii katolickiej prawda i siła”  ks. Mateusz Jeż (1923)
  • podręczniki
  1. „Nowe miary i wagi” Wojciech Guzdek (1875)
  2. „Rozmowy niemieckie dla uczniów rzemieślniczych” Wojciech Guzdek (1891)
  3. "Elementarz dla dzieci jąkających się" - Wojciech Guzek (około 1903)
  4. „Nauka wiary katolickiej” ks. Mateusz Jeż (1906)
  • przewodniki
  1. „Miejski park doktora Jordana w Krakowie” Wojciech Guzdek (współautor 1894)
  • śpiewniki
  1. „Zbiór pieśni kościelnych dla użytku młodzieży szkolnej” Adam Ryłko (1906)
  2. „Śpiewnik Narodowy” Władysław Jeziorski
  3. „Śpiewnik wojenny dla młodzieży polskiej” Władysław Jeziorski
  4. „Śpiewnik Żołnierski z dodatkiem melodyi” Władysław Jeziorski (1915)
  5. „Nowy śpiewnik polski 1914-1917” Władysław Jeziorski (1917)
  6. „Śpiewnik asemicki” ks. Mateusz Jeż (1924)
  7. „Śpiewnika żołnierskiego Korpusu X” Władysław Jeziorski (Przemyśl 1926)
  8. „Męka i śmierć Pana Jezusa w pieśni” ks. Mateusz Jeż (1932)
  9. „Boże Narodzenie w pieśni” ks. Mateusz Jeż (1933)
  • kalendarze
  1. „Kalendarz ludowy na rok 1920” Władysław Jeziorski (1919)
  2. „Kalendarz strażacki” Anastazy Bielenin (1934)
  • księgi pamiątkowe
  1. „Księga Pamiątkowa Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej w Choczni” Anna Zrazik (rękopis 1927)
  • publicystyka historyczno- społeczna:
  1. „Pierwsze występy polityczne włościaństwa polskiego 1848-1861” Józef Putek (1934)
  2. "Mroki średniowiecza” Józef Putek (1935)
  3. „Pod brzemieniem starodawnego militaryzmu” Józef Putek (1936)
  4. „O zbójnickich zamkach, heretyckich zborach i oświęcimskiej Jerozolimie” Józef Putek (1938)
  • publicystyka społeczno- polityczna
  1. Eugeniusz Bielenin "Piast"
  2. Stanisław Ciejek "Orędownik powiatu mogilskiego"
  3. Józef Czapik "Czas”, „Kurjer Lwowski”, „Krakus”, „Wieniec” 
  4. Józef Dąbrowski "Przyjaciel Ludu"
  5. Marian Dąbrowski "Ilustrowany Kuryer Codzienny"
  6. Józef Putek  „Chłopski Sztandar”, „Przyjaciel Ludu”, „Wyzwolenie” Józef Putek
  7. Adam Ruliński teksty przemówień okolicznościowych wójtów choczeńskich
  8. Antoni Styła „Wyzwolenie”, „Kurjer Lwowski” 
  9. Tomasz Szczur "Przyjaciel Ludu"
  10. Stanisław Ścigalski "Piast"
  11. Wawrzyniec Świętek "Przyjaciel Ludu"
  12. Władysław Świętek "Wyzwolenie"
  13. Piotr Widlarz "Związek Chłopski"
  14. „Walka o wolność sumienia w Polsce” Józef Putek (1920)
  15. „Kler pod pręgierzem Sejmu” Józef Putek (1920)
  16. „Konkordat czy rozdział Kościoła od państwa” Józef Putek (1925)
  17. „Obywatelskie prawo zgromadzeń według ustawy o zgromadzeniach z 11 marca 1932r.” Józef Putek (1932)
  18. „Bałagan biurokratyczny i śmierć samorządu: głos w sprawie naprawy podstaw organizacji gminy wiejskiej” Józef Putek (1936)
  19. "Samorząd czy aparat biurokratyczny: głos w sprawie naprawy podstaw organizacji gminy wiejskiej” Józef Putek (1936)
  20. „Przeżytek rosyjski w Polsce: obraz gmin zbiorowych w powiatach bialskim, wadowickim i żywieckim” Józef Putek (1936)
  21. „Wódka i propinacja wrogiem odbudowy człowieka: polskie prawo przeciwalkoholowe” Józef Putek (1947)
  •  publicystyka pozostała:
  1. ks. Wojciech Grzegorzek "Gazeta Tarnowska" (1848)
  2. Piotr Dunin "Przyjaciel domowy" (1860)
  3. ks. Mateusz Jeż "Jutrzenka" (1900)
  4. Józef Czapik "Śpiew kościelny" (1906)
  5. Henryk Osuchowski "Echo znad Prutu" (1906)
  6. Anna Zrazik „Przewodnik Młodzieży Żeńskiej” (1927)
  7. „Historyia naturalna na 3cią i 4tą klasę” Jan Widlarz (1880)
  8. „O telegrafie” Jan Widlarz (1880)
  9. „Czy ludzie będą mieli kiedy raj na ziemi ?” ks. Mateusz Jeż (1897)
  10. „Skąd się bierze niedowiarstwo między katolikami?” ks. Mateusz Jeż (1900)
  11. „Tajemnice żydowskie” ks. Mateusz Jeż (1898)
  12. „Uwagi  o sprawie organistowskiej” Józef Czapik (1902)
  13. „Uwagi o śpiewie i muzyce kościelnej” Józef Czapik (1902)
  14. „Nie zostawiajmy go samego” – dla księży i kleryków ks. Mateusz Jeż (1929)
  15. „Bądźmy misjonarzami” – dla księży i kleryków ks. Mateusz Jeż (1930)
  16. „Egzorty do młodzieży szkolnej” ks. Mateusz Jeż (1932)
  17. „Ruchomy kurs oświatowy” Aleksander Widlarz (1938 „Oświata pozaszkolna”)
  18. „Jak pracuję na kursie wieczorowym w środowisku folwarcznym” Aleksander Widlarz (1938 „Oświata pozaszkolna”)
  19. „Jak budowaliśmy chodnik przez wieś” Antoni Widlarz (1939)
  20. „Pomyłka sprawiedliwości: obrazek z życia Karola Kurpińskiego” Aleksander Widlarz (1939)
  21. „Druhna przykładem w życiu codziennym” Matylda Widlarz (1939)