Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1900. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1900. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 września 2023

Chocznianie na weselu opisanym przez Wyspiańskiego

 

„Wesele” Stanisława Wyspiańskiego bywa uważane za najważniejszy polski dramat XX wieku.  Utwór nawiązuje do prawdziwego wesela z 20 listopada 1900 roku pomiędzy poetą Lucjanem Rydlem i Jadwigą Mikołajczyk z podkrakowskich wtedy Bronowic. Wyspiański uwiecznił w nim szereg autentycznych uczestników wesela Rydla i Mikołajczykówny.

Wśród postaci, które również brały udział w tym sławnym weselu, a nie zostały opisane w dramacie, znaleźli się między innymi Kumalowie od niedawna mieszkający w Choczni. Od niedawna to znaczy najprawdopodobniej od lipca 1900 roku, czyli od kilku miesięcy. Tak wynika z kilku faktów- daty urodzenia ich córki Jadwigi jeszcze w Krakowie (20. 10. 1899), daty urodzenia jej imienniczki już w Choczni (4.05.1901) i spisanych wspomnień ich córki Marii, według których przeprowadzka z Krakowa do Choczni (obecny adres ul. Kościuszki 12) wydarzyła się pewnego pięknego, lipcowego dnia.

Jan i Maria Kumalowie wraz z kilkorgiem starszych dzieci zostali zaproszeni na wesele w Bronowicach przez Józefa Mikołajczyka, najstarszego brata Panny Młodej. Postać Józefa również nie pojawia się w dramacie w przeciwieństwie do czworga jego rodzeństwa: Anny Tetmajer, czyli Gospodyni z „Wesela”, żony Włodzimierza Tetmajera, Marii Susuł, czyli w „Weselu” Marysi, Jana Mikołajczyka, który był pierwowzorem Jaśka – drużby Pana Młodego oraz oczywiście Jadwigi Mikołajczyk – Panny Młodej.

Józef Mikołajczyk, z zawodu „pachołek magistracki”, był o osiem lat młodszym mężem Karoliny z Gąciarskich – siostry Marii Kumalowej i temu powinowactwu Kumalowie zawdzięczają swoją obecność w tym wiekopomnym wydarzeniu. Z grona znanych postaci mieli okazję spotkać tam poetę Kazimierza Przerwę-Tetmajera, jego brata - malarza Włodzimierza Tetmajera, Zofię Pareńską, późniejszą żonę Tadeusza Boya-Żeleńskiego, czy samego Wyspiańskiego.

Zapraszający Kumalów Józef Mikołajczyk przeżył zarówno państwa młodych (Rydel zmarł w 1918 roku, a jego żona Jadwiga w 1936 roku), jak i Wyspiańskiego (zm. 1907), Tetmajerów i samych Kumalów, których nagrobek istnieje do dziś na cmentarzu w Choczni (Jan zmarł w 1921 roku, Maria nieco ponad trzy lata później).

Po śmierci w 1955 roku Józef Mikołajczyk spoczął na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, w tym samym grobie co jego ojciec Jacenty Mikołajczyk – Ojciec z „Wesela” Wyspiańskiego.  W tym samym grobie zostało pochowanych między innymi troje jego dzieci, które miał już z Karoliną z Gąciarskich w 1900 roku: Józefa Lewińska, Jan Mikołjaczyk i Ignacy Mikołajczyk oraz Marianna Gąciarska, ciotka Karoliny i Marii Kumala, której darowizna ułatwiła Kumalom zakup domu w Choczni.

Jan i Maria Kumala
Zdjęcie z archiwum Anny Michalik


czwartek, 28 lipca 2022

Kolarze w Choczni galicyjskiej, międzywojennej i powojennej

 

Historii kolarstwa w rejonie Wadowic poświęcona jest publikacja Andrzeja Nowakowskiego „Kolarstwo szosowe na ziemi wadowickiej. Na 120-lecie kolarstwa w Polsce (1886-2006)” oraz artykuł Artura Kurka „Zorganizowany ruch kolarski w Wadowicach w dobie autonomii galicyjskiej”.

Według tego, co piszą Nowakowski i Kurek, pierwszy kontakt mieszkańców Choczni z rowerem i rowerzystami miał miejsce zapewne w Wadowicach, być może już w 1886 roku, kiedy to kilkuosobowa grupa krakowskich kolarzy odwiedziła miasto nad Skawą. Natomiast latem 1893 roku członkowie miejscowego Sokoła organizowali zarówno częste wycieczki na bicyklach, jak i odpłatne kursy jazdy na wysokich i niskich bicyklach, czyli rowerach starszego typu z jednym wyższym kołem i nowszych, podobnych do współczesnych,  w których koła były równej wielkości. 30 stycznia 1894 roku, gdy liczba umiejących jeździć na rowerze wzrosła do 8 osób, przy wadowickim Sokole utworzono  Oddział Cyklistów, działający prężnie przez kolejne kilkanaście lat. Jego członkami byli przede wszystkim przedstawiciele klasy średniej, bez robotników i chłopów oraz wyższych warstw społecznych. Członkowie Oddziału Cyklistów urządzali sobie oczywiście wycieczki po okolicy, a zmierzając do Andrychowa, czy Białej musieli po drodze mijać Chocznię. Nie organizowano jednak wyścigów kolarskich określanych wtedy jako gonitwy cyklistów.

 Ani Nowakowski, ani Kurek, nie wspominają jednak nic o najstarszym znanym mi przejeździe kolarzy przez Chocznię w 1893 roku. Informację o tym fakcie zamieściło wiedeńskie pismo „Radfahr-Sport”, poświęcone wyłącznie kolarstwu, już w swoim pierwszym próbnym numerze z 1 października. Przeczytać w nim możemy, że 17 sierpnia 1893 roku klub rowerowy z Mährisch Neustadt, czyli dzisiejszego Unicova pod Ołomuńcem na Morawach, zorganizował rowerowy przejazd sztafetowy na trasie Ołomuniec-Kraków, którego trasa wiodła między innymi przez Cieszyn, Skoczów, Bielsko, Chocznię, Wadowice i Kalwarię. Kolarze przekazywali sobie torbę z depeszą, która miała ostatecznie dotrzeć do dowództwa korpusu armii austriackiej w Krakowie. Start w Ołomuńcu nastąpił o 5.00 rano. Przejazd przez Morawy nie był pozbawiony pewnych trudności i niespodzianek- jeden z biorących udział w sztafecie stracił nieco czasu oczekując na przejazd pociągu pod zamkniętymi szlabanami kolejowymi, a inny wpadł do rowu i się dotkliwie poranił. Ponadto jazdę utrudniał przeciwny wiatr. O 11.42 sztafeta dotarła do Cieszyna, gdzie torbę z przesyłką przejęli miejscowi członkowie Męskiego Stowarzyszenia Rowerowego. O 13.52 na kolejną zmianę sztafety wyruszył z Białej Krakowskiej p. Tuch z Krakowskiego Klubu Rowerzystów, który po przejeździe przez Chocznię przybył do Wadowic. Tu okazało się, że następny uczestnik sztafety nie stawił się z powodu choroby i Tuch musiał kontynuować jazdę do Kalwarii. Trasę Biała-Kalwaria (58 km) pokonał w 2 godziny i 37 minut. O 18.17 depeszę przewożoną przez kolarzy otrzymał w Krakowie na ulicy Karmelickiej 34 kapitan sztabu generalnego von Muenzel, a o 21.00 odbył się uroczysty bankiet w Hotelu Pod Różą. Cały przejazd zajął kolarzom 13 godzin i 17 minut, czyli biorąc pod uwagę przebyty dystans (238 km), ich średnia prędkość wynosiła prawie 18 kilometrów na godzinę.

 



Kolejna relacja o przejeździe na rowerze przez Chocznię pochodzi z „Oesterreichische Touring-Club” z 1900 roku. Tym razem był to przejazd solowy w wykonaniu kapitana Franza Sokolla, który barwnie opisywał go na łamach w/w pisma. Sokoll wyruszył z Przemyśla, a jego celem były Litomierzyce w zachodnich Czechach. W bliższe nam okolice przybył 14 października. Trasę od Myślenic opisywał w ten sposób:

Od Myślenic okolica jest przepiękna, po obu stronach drogi jest wiele gór z gęsto zalesionymi grzbietami, zwłaszcza po lewej stronie góry wznoszą się na ładną wysokość. Z wielu miejsc na drodze widać stromo opadające na północ gołe grzbiety Babiej Góry, która z gęsto zalesionych grzbietów Beskidów unosi wyzywająco głowę na tle chmur. Obszar staje się bogaty w krajobrazy, jeśli zobaczysz Kalwarię, słynne galicyjskie miejsce pielgrzymkowe. Na szczycie dość stromej zalesionej góry można zobaczyć piękny i duży klasztor, kościół gotycki z dwiema wieżami, od wschodu w kierunku Cevronka (Cedronu- uwaga moja) liczne kaplice, których białe ściany tworzą przyjemny kontrast ze wspaniałą zielenią leśnych jodeł. Naprzeciwko na wschodnim brzegu Cevronka wznosi się zalesiony szczyt z ruinami Zamku Lanckorońskiego, którego gruzy są widoczne nad wierzchołkami jodeł.

15 października w drodze z Wadowic do Frydka-Mistka Sokoll przejeżdżał między innymi przez Chocznię, której wprost nie poświęcił jednak ani słowa w swojej relacji, choć odnoszą się do niej jego pewne ogólne uwagi i spostrzeżenia. Tego dnia Sokoll zanotował między innymi:

Gdy wypoczęty po zdrowym śnie opuszczałem gościnne progi Hotelu „Herrenhaus”odniosłem nieprzyjemne wrażenie, że w nocy padało. Podczas wyjazdu z Wadowic zauważam, że dziki południowo-zachodni wiatr ma do mnie szczególną życzliwość, susząc mokrą szosę. (…) Na szczęście nie padało zbyt mocno, więc droga szybko wyschła, ale musiałem sam walczyć z wiatrem. Poza tym droga nie była w najlepszym stanie- prawie cały odcinek z Wadowic do Białej był wyboisty i z wyjątkiem równego odcinka koło Kęt wymagał podjazdów pod górę i zjazdów. Malownicze uroki tej zalesionej górskiej okolicy pozostawały chwilami zamknięte dla mojego wzroku, ponieważ przez pokonywanie grzbietów podnóża Beskidów odczuwałem lekkie pragnienie, w pełni wynagrodzone jednak przez wgląd w ten górzysty region. Trasa przebiegała wzdłuż uroczo położonego Inwałdu i przez Andrychów u stóp skały (?), przechodząc przez Kęty, gdzie droga w dolinie Soły biegła prosto na południe. (…) Granicę śląską, linię rozgraniczającą Europę i Pół-Azję przekroczyłem 16.10, trzy dni po moim wyjeździe z Przemyśla. Podczas jazdy zauważyłem, że im dalej na zachód, tym wyraźniej zauważalne jest większe uporządkowanie. Podczas gdy na początku podróży większość wiejskich domów było w bardzo opłakanym stanie, często zniszczone, wykonane z drewna lub z niepalonej cegły i kryte luźna słomianą strzechą, to warunki zauważalnie poprawiają się zwłaszcza za Wadowicami. Domy robią już solidne wrażenie, są to albo stylowe chałupy z bali albo bardzo solidne murowane domostwa z wypalonych cegieł. Również miasta na zachód od Wadowic sprawiają wrażenie normalnych miast, a nie jak np. Radymno, Sędziszów, czy Ropczyce, które można odróżnić od okolicznych wiosek tylko tym, że są nieco większe i posiadają kilka ładnych murowanych budynków użyteczności publicznej. Jeśli przy wjeździe do takiego „miasta” nie byłoby tabliczki z jego nazwą, to spokojnie mogłoby ono przynależeć do gminy wiejskiej. Warunki poprawiają się, im bardziej zbliżasz się do granicy galicyjsko-śląskiej.

 

Kolarz z 1900 roku

O wyścigu kolarskim przez Chocznię w okresie międzywojennym donosiła „Lutnia Szkolna”- ilustrowane czasopismo literacko-artystyczne. 17 czerwca 1928 roku w ramach święta Przysposobienia Wojskowego odbył się „bieg kolarski” na trasie Wadowice- Chocznia-Inwałd, w którym brała udział kolarska drużyna wadowickiego gimnazjum. Pierwsze miejsce zajął Banach, drugie Pękala, a trzecie Golonka.

 Po wojnie w 1950 roku przez Chocznię wiodła trasa Wyścigu Pokoju po raz pierwszy nazwanego właśnie w ten sposób. Szeroka kadra Polski już wcześniej rywalizowała na fragmentach trasy przyszłego wyścigu, przejeżdżając przez Chocznię w dniu 18 kwietnia. 4 maja uczestnicy Wyścigu Pokoju mieli do pokonania etap z Chorzowa do Cieszyna o długości 194 km. Do Choczni wjechali od strony Wadowic o 13.10. Posuwali się w stronę Bielska w tumanach kurzu. Był to najwolniejszy etap w całym wyścigu, ale decydujący o losach tej majowej imprezy i bardzo pechowy dla Polaków. Większość mieszkańców Choczni miała wówczas pierwszą w życiu okazję, by zobaczyć wielobarwny peleton kolarzy. Jak pisze Andrzej Nowakowski  w artykule „Wyścig Pokoju w Wadowicach i w powiecie wadowickim w 1950 roku- suplement do historii wadowickiego kolarstwa”:

W zamyśle organizatorów wyścig ten dla wielomilionowej widowni, zwłaszcza wiejskiej i małomiasteczkowej miał być symbolem „awansu społecznego” tego środowiska, a zarazem widomym znakiem upowszechniania kultury fizycznej w nowym ustroju. Wrzawa wokół Wyścigu Pokoju miała być środkiem dla odwrócenia uwagi opinii publicznej od nowych bolesnych krzywd i niesprawiedliwości, jedynie częściowo ujawnionych i potępionych w 1965 roku i w latach następnych.

 Cztery lata później okazją do wzmianki gazetowej o kolarstwie i Choczni było Święto Dziesięciolecia Polski Ludowej. Z tej okazji sportowcy województwa krakowskiego podejmowali szereg zobowiązań, podejmując się w nich pobicia rekordów życiowych i zrzeszeniowych, postanawiając znacznie zwiększyć szeregi uprawiającej sport młodzieży, czy stając do budowy nowych obiektów sportowych. Wśród nich znalazł się także Zdzisław Ochman z Ludowego Zespołu Sportowego Chocznia, który zobowiązał się pobić rekord powiatu wadowickiego w kolarstwie, o czym pisała „Gazeta Krakowska” z 4 lipca 1954 roku, niestety nie podając żadnych szczegółów, na czym bicie tego rekordu miało polegać. Wspomniany Zdzisław Jan Ochman urodził się w Choczni w 1930 roku, jako syn Jana i Franciszki z domu Wykręt.

 W tym samym 1954 roku po raz pierwszy przez Chocznię przebiegała trasa wyścigu kolarskiego Tour de Pologne. 3 września etap z Poronina do Bielska został podzielony w ostatniej chwili na dwie części ze względu na zły stan drogi z Głogoczowa do Wadowic. Na tym odcinku kolarzy przewieziono samochodem, po czym wyruszyli na rowerach na ostatnie 38 kilometrów, na których odnotowano aż 30 defektów rowerów, a niektórzy kolarze stracili przez to od 4 do 7 minut. Kolejny raz uczestnicy Tour de Pologne przejeżdżali przez Chocznię 17 września 1958 roku. Sprawozdawca „Przeglądu Sportowego” informował później czytelników, że na przestrzeni od Andrychowa do Wadowic co 100 metrów szosę przecinały napisy mające dopingować faworyzowanych kolarzy. Licznie zgromadzeni kibice już pół godziny przed przejazdem peletonu mogli wysłuchać komunikatów o sytuacji na trasie, które podawała załoga radiowozu organizatorów. Rozdawano również foldery z programem wyścigu.

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Poświęcenie krzyża na Gancarzu w 1931 roku

Ukazująca się w Cieszynie "Gazeta Rolnicza" w wydaniu z 31 sierpnia 1931 roku zamieściła relację z poświęcenia krzyża na Gancarzu- najwyższym wzniesieniu parafii choczeńskiej:

Wielkie uroczystości na górze "Gancarz"

Kaczyna. W naszej małej wiosce obchodzono wielką uroczystość na górze "Gancarz". Ponieważ drewniany krzyż na wierzchołku tej góry potrzaskały burze i pioruny (podobno 3 lata wcześniej- uwaga moja), przeto znaleźli się ofiarodawcy, którzy sprawili nowy krzyż żelazny. Na uroczystość poświęcenia tego krzyża zjechali się przedstawiciele społeczeństwa z różnych organizaycyj, a nawet rząd był reprezentowany przez komisarza gminnego Bursztyńskiego, byłego wachmistrza austrjackiej żandarmerji. Ludzi przybyło też sporo, bo przy sposobności modlitwy można było zażyć rozkoszy górskiej wycieczki. Pogoda dopisała, ludzie się modlili i cieszyli, dopiero gdy ks. proboszcz Kmiecik, znany egzekutor kollektowy i tam na Gancarzu swoim zyczajem zarzadził kollektę, zepsuło to ludziom humor, zmąciło poważny nastrój uroczystościowy i wypędziło ludzi do domów.

Tytułem uściślenia należy dodać, że wspomniany w relacji ks. Józef Kmiecik nie był proboszczem, lecz wikariuszem w parafii choczeńskiej w latach 1925-1932. Podczas uroczystości poświęcenia krzyża na Gancarzu zastępował ks. proboszcza Józefa Dunajeckiego, który miał już wtedy 75 lat i niedomagał na zdrowiu. Natomiast Tomasz Bursztyński, druga postać wymieniona przez korespondenta "Gazety Rolniczej", rzeczywiście był emerytowanym wachmistrzem austriackiej żandarmerii pochodzenia ukraińskiego. Trudno go jednak uznać za reprezentata rządu, jak napisano, czy nawet jakiegoś miejscowego samorządu - był jedynie zarządcą komisarycznym choczeńskiej gminy w latach 1929-1931, do której nie należał przecież wierzchołek Gancarza, usytuowany na granicy Rzyk i Kaczyny. 

Bardziej szczegółowe sprawozdanie z poświęcenia krzyża na Gancarzu w 1931 roku znalazło się w pamiątkowym dokumencie, przechowywanym w choczeńskiej kancelarii parafialnej. Możemy przeczytać w nim, co następuje:

Na górze Gancarz o wysokości 880 m n p.m, która znajduje sie w Beskidach Zachodnich pomiędzy trzema górskimi wioskami; Kaczyna, Ponikiew i Rzyki- stał krzyż drewniany, oświecany rokrocznie lampką oliwną w każdy Wielki Piątek. Jak starzy ludzie głoszą ponad kilkadziesiąt lat temu - gospodarz wsi Chocznia - niejaki Jakób Sikora, dziś liczący 90 lat życia z pomocą gospodarzy wsi Kaczyna - krzyż ten ufundował. Poświęcenie wspomnianego krzyża miano obchodzić bardzo uroczyście i z procesją. W skład procesji wchodziła ludność z wsi Chocznia, Ponikiew, Inwałd oraz z miasta Andrychów i Wadowic. Jednakowoż ząb czasu - burze - wichry i pioruny Krzyż wspomniany zniszczyły doszczętnie tak, iż by pottrzymać dawną tradycje - zaszła konieczna potrzeba wystawienia nowego krzyża .Toteż mieszkańcy okolicznych wiosek - Choczni, Kaczyny, Ponikwi i Rzyk przy poparciu Przewielebnego ks Józefa Kmiecika, JWP. Jana Świętka, Franciszka Zawiłe, Jana Sikorę, Zenona Olbrychta, majora Aleks. Gazdy Sudniawskiego, Jarosława Dittych-z Wadowic, Wincenta Mikołajka, T Smazów, Władysława Mikołajka, Jana Malinka - z Andrychowa- Tomasza Bursztyńskiego z Choczni, Józefa Książka z Kaczyny; postanowili w miejsce Krzyża Drewnianego postawić na szczycie góry GANCARZ Krzyż żelazny osadzony w betonie, a to na Chwałe Bożą z intęcją by Krzyż ten chronił okoliczne wioski od burz nawałnic i klęsk żywiołowych. Piękny i pogodny dzień sierpniowy zgromadził na powyższą uroczystość poświęcenia Krzyża - parę tysiecy osób z okolic miast Wadowice i Andrychów jak równiez z okolicznych wiosek. Wsród tychże uczestników można było zauwazyc wycieczkowiczów oraz letników z Górnego Sląska; ba nawet korpus oficerski III/12p.p. stacjonowany w Krakowie a wtenczas znajdujący sie z batalionem na strzelnicy bojowej w Ponikwi - zjawił sie w komplecie. Samą uroczystośc zapoczątkowano wystrzałami z mozdzierzy, a echo wystrzałow rozchodzące się milami po górach -głosiło, że rozpocznie się wkrótce poświęcenie Krzyża. Następnie orkiestra ,,Byłych Wojskowych z Andrychowa'' odegrała hejnał. Dzwięki orkiestry sprawiły, iz turysci bawiący w okolicy również poczeli tłumami się jawic. W końcu poczeła się zbliżac procesja z parafi CHOCZNIA - prowadzona przez Przewielebnego ks Józefa Kmiecika w asyście wikarego. Po chwilowym wypoczynku procesji u stóp wspomnianego Krzyża nastąpił akt poświęcenia Krzyża przez Ks Józefa Kmiecika i wygłoszone okolicznościowe kazanie. Podczas całej uroczystości przygrywała orkiestra byłych wojskowych z Andrychowa. Następnie by częściowo pokryc koszta połączone z wzniesieniem tegoż Krzyża, Przewielebny Ks Józef Kmiecik poczoł pośród uczestników zbierac kolektę. Po poswięceniu Krzyża i spożyciu posiłku improwizowanego na powyższym szczycie, przy dzwiękach wspomnianej orkiestry rozpoczeły się pląsy i zabawy, które przeciągneły się do póznego wieczoru. Humor i wesołośc panowała ogólnie. Inni natomiast przyglądali sie okolicznym górom i wzgórzą, podziwiając prześliczną naturę i okolice rozkoszując się przecudnym wokoło roztaczającym się krajobrazem. W końcu uczestnicy tej uroczystości poczeli się rozchodzic do swych domów - a był to iście wspaniały obraz tych różnobarwnych grup zdążających do swych domostw rozradowanych i zadowolonych tak z powodu wzięcia udziału w niezwykłej uroczystości jako tez i z tego iż mogli zwiedzic jeden z większych szczytów Beskidu Zachodniego, zaczerpnąc świeżego i zdrowego  powietrza, jako też ujrzec piękno naszej rodzimej natury. Kazdy z powracających miał z sobą pamiątke z tegoż szcytu w postaci wrzosu lub badjaków. Poświęcenie tegoż Krzyża odbyło się dnia szesnastego sierpnia Roku Pańskiego tysiąc dziewięcset trzydziestego pierwszego (16.VIII.1931) za czasów kiedy Prezydentem Rzeczypospolitej był Profesor Inż. Ignacy-Mościcki, Ministrem Spraw Wojskowych; Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudzki.


W tym sprawozdaniu również można dostrzec pewną nieścisłość- otóż 
Jakób Sikora, fundator poprzedniego (millienijnego) krzyża, w 1931 roku nie liczył 90 lat, ponieważ zmarł osiem lat wcześniej (15 maja 1923 roku). Ten kowal z zawodu, syn Kazimierza i Teresy z domu Kobiałka, był starszym bratem byłego wójta choczeńskiego Antoniego Sikory, również trudniącego się kowalstwem. Jeszcze przed ufundowaniem krzyża na Gancarzu Jakób Sikora dał się poznać jako ofiarodawca na zakup i przeróbkę dzwonów dla parafii choczeńskiej (1875), po czym brał udział w ich montażu na dzwonnicy. Był także członkiem komitetu budowy aktualnego kościoła parafialnego (1880-1886) oraz współwykonawcą elementów metalowych użytych podczas jego budowy. Działał aktywnie w choczeńskiej gminie jako asesor (radny) i w Komitecie Kościelnym  (1904-1908), brał udział w posiedzeniach ck Sądu Obwodowego w Wadowicach jako ławnik (przysięgły i przysięgły zastępca). Błędnie podano także wysokość Gancarza nad poziomem morza.

Oprócz Sikory, Bursztyńskiego i Kmiecika w powyższym tekście pojawia się jeszcze jedna osoba związana z Chocznią.  To Jan Świętek, urodzony w Choczni w 1894 roku, jako syn Józefa i Anny z domu Guzdek, który prowadził w Wadowicach skład węgla, drewna i materiałów budowlanych. Po II wojnie światowej był radnym Miejskiej Rady Narodowej w Wadowicach z ramienia Stronnictwa Demokratycznego. Dwukrotnie żonaty- z Apolonią z domu Drapa i Joanną z domu Łapka, doczekał się pięciorga dzieci.  Zmarł 23 lutego 1968 roku w Wadowicach.

Krzyż ufundowany przez Jakóba Sikorę stał jeszcze na Gancarzu w połowie lat. 20. XX wieku, o czym świadczy fragment artykułu Kazimierza Sosnowskiego w 'Wierchach" z 1925 roku:

Jako punkt widokowy rywalizuje z Jawornicą jej sąsiad od wschodu, Gancarz 802 m, z drugiej strony szerokiej doliny Rzyk, od Leskowca w tym samym kierunku wysunięty, podobno wygasły wulkan, także goły na szczycie, dużym krzyżem przez amerykańskiego reemigranta uświęcony.

Nie wiadomo skąd Sosnowski zaczerpnął informacje o owym amerykańskim reemigrancie (nie ma żadnych dowodów na wyjazdy Sikory za "Wielką Wodę") i wulkanicznym pochodzeniu Gancarza,  co stoi w sprzeczności z badaniami geologicznymi.

Sosnowski podaje wysokość Gancarza jako 802 metry nad poziomem morza, natomiast według aktualnych danych geoportalu góra ta mierzy 798 metrów nad poziomem morza. Różnica może brać się stąd, że poziom mórz w Europie nie jest taki sam- w czasach austriackich za punkt odniesienia brano poziom Adriatyku w Trieście, a później wysokości w Polsce obliczano od poziomu Morza Bałtyckiego w Kronsztadzie w Zatoce Fińskiej (do 2019 roku) i w Amsterdamie na Morzu Północnym (do dziś).

Pochodzenie nazwy Gancarz nie jest jednoznacznie wyjaśnione. Oprócz Gancarza między Rzykami i Kaczyną istnieje jeszcze nieodległy Gancarz nad Targoszowem o wysokości około 808 m n p m. Według Aleksego Siemionowa, autora monografii turystyczno-krajoznawczej "Ziemia Wadowicka", nazwa Gancarz może pochodzić od słowa garncarz (wytwórca naczyń glinianych) lub nazwiska Gancarz. Dokładnie takie i podobne nazwiska występowały w Choczni od dawna. Już w 1652 roku odnotowano tu ślub Krzysztofa Gancorka i Ewy Guzdek, w 1654 roku Paweł Gancorek poślubił Reginę Kleśniak (Turała), a w 1663 roku Walenty Gancorek ożenił się z Reginą Prorok. Krzysztof i Walenty byli stałymi mieszkańcami parafii choczeńskiej, o czym świadczą chrzty ich dzieci. W 1690 roku zapisano natomiast chrzest Macieja, syna Jana i Agnieszki Gancarzów. Gancorkowie mieszkali zapewne na pograniczu Choczni i Kaczyny, a przynajmniej z tego pogranicza wywodzili się świadkowie ich ślubów i rodzice chrzestni ich dzieci. 

Z kolei Artur Oboza- historyk z Rzyk - uważa, że należy wziąć pod uwagę jeszcze inne pochodzenie nazwy Gancarz- od słowa gonciarz (wytwórca gontów, czyli drewnianych deseczek do wykonywania pokryć dachowych). Wyrób gontów był bardzo rozpowszechniony w Rzykach, a surowca do ich wykonywania dostarczały między innymi lasy porastające górę Gancarz. Już w 1564 roku każdy z 23 osadników z Rzyk musiał dostarczać rocznie 10 kop gontów do zamku zatorskiego. Według Artura Obozy nazwa Gancarz pojawia się po raz pierwszy na wojskowej mapie von Miega z lat 1779-1784 (w formie Gaincarz).

Co ciekawe Artur Oboza odszukał w kronice parafialnej z Rzyk informację o trzecim krzyżu na Gancarzu, postawionym 27 czerwca 1937 roku, a więc zaledwie po 6 latach od poświęcenia poprzedniego krzyża. Ten trzeci krzyż wykonany był z dębiny i przewyższał rozmiarami metalowy krzyż z 1931 roku, ponieważ mierzył 10 m, a umieszczony na nim napis głosił:

Akcja Katolicka parafii Rzyki staraniem ks. proboszcza Karola Gelaty ku czci i chwale Jezusa Chrystusa ten znak zbawienia umieściła. Przechodniu popatrz na mnie z miłością, uszanuj mnie, nie pisz na mnie swego nazwiska, ja cię zachowam w pamięci, chcę długo królować nad okolicą i jej mieszkańcom błogosławić. Rzyki 27 VI 1937 roku.

Poświęcenia tego krzyża dokonał ks. dziekan Leonard Prochownik z Wadowic w obecności ks. kanonika Klemensa Tatary, proboszcza z Andrychowa, ks. Karola Gelaty i przy udziale licznych rzesz wiernych z Rzyk i okolicy.


Poświęcenie krzyża w 1931 roku- zdjęcie z archiwum Marii Kręcioch



poniedziałek, 17 lutego 2020

Początki III Zakonu św. Franciszka w Choczni

III Zakon św. Franciszka, zwany też Franciszkańskim Zakonem Świeckich, to międzynarodowe katolickie stowarzyszenie publiczne, którego członkowie (tercjarze) starają się żyć w duchu zakonu franciszkańskiego, założonego przez św. Franciszka z Asyżu. Franciszkanie świeccy dążą do doskonałości chrześcijańskiej między innymi przez: bezinteresowne uczynki na rzecz ubogich i potrzebujących, niesienie ludziom radości i nadziei, szerzenie dobra i braterstwa w domu i w miejscu pracy, walkę z pokusami oraz oczywiście modlitwę. Obecnie III Zakon św. Franciszka skupia w Polsce ponad 10.000 sióstr i braci w prawie 600 wspólnotach.
Początki tego zakonu w Choczni sięgają 1900 roku. 
19 sierpnia tegoż roku ojciec Zygmunt Janicki podpisał akt założenia choczeńskiego Franciszkańskiego Zakonu Świeckich, do którego przystąpiło tego samego dnia 46 osób świeckich z Choczni i 1 z Frydrychowic, przyjmując osobne imiona zakonne.
Ogółem w latach 1900-1927 tercjarzami franciszkańskimi zostało 159 osób z Choczni, 6 z Kaczyny, 2 z Czułowa  i po 1 z Frydrychowic i Kaszowa. Wśród nich było 48 mężczyzn i 121 kobiet.
Co ciekawe, jeszcze przez założeniem choczeńskiej wspólnoty III Zakonu św. Franciszka do tego zakonu należało już 14 osób mieszkających w Choczni, w tym siostra Łucja (Magdalena) Zając od 1855 roku oraz siostry Elżbieta Sikora, Franciszka Pietruszka i Barbara Wójcik od 1889 roku.
Podczas wizytacji wspólnoty w 1927 roku stwierdzono, że z zapisanych 169 osób 87 już zmarło, 5 opuściło Chocznię, by zamieszkać w: Wadowicach, Gorzeniu, Zawadce, Kętach i we Francji, dwie siostry zmieniły nazwisko wychodząc za mąż, a jedna zapisana jest dwa razy.
Najbardziej znanymi tercjarzami franciszkańskimi z Choczni byli:
  • Jakób Sikora, kowal, brat wójta Antoniego Sikory, członek komitetu budowy kościoła (1880-1886), fundator pierwszego drewnianego krzyża na Gancarzu (1900),
  • Kacper Drapa, członek Okręgowego Towarzystwa Rolnego w Wadowicach,
  • Franciszek Kręcioch, sklepikarz, pszczelarz, kantor kościelny, organizator pielgrzymek do Kalwarii i Częstochowy,
  • Antoni Ramęda, członek komitetu budowy kościoła (1880-1886) i zarządu Kółka Rolniczego, 
  • Jan Turała, mistrz murarski, budowniczy Domu Ludowego i budynku Sądu w Wadowicach, radny gminny, członek zarządu Kasy Raiffeisen w Choczni, 
  • Karol Ramenda, członek zarządu kasy Stefczyka, działacz PSL Wyzwolenie,
  • Antoni Woźniak, szewc, udziałowiec Towarzystwa Ochrony Ziemskiej Własności w Wadowicach.
Członkowie choczeńskiej wspólnoty Franciszkańskiego Zakonu  Świeckich w latach 1900-1927 nosili nazwiska:
Balon, Banaś, Bandoła, Buldon, Bryndza, Byrski, Dąbrowski, Drapa, Drożdż, Fajfer, Garżel, Gazda, Góra, Góralczyk, Graca, Guzdek, Haczek, Harańczyk, Jura, Kalęba, Kawiak, Kobiałka, Kolber, Koman, Kręcioch, Łopata, Malata, Michalik, Mikołajczyk, Miś, Młyński, Nowak, Oleksy, Pietruszka, Pindel, Polczak, Płonka, Ramenda/Ramęda, Ramza, Rokowski, Romańczyk, Romański, Ruła, Rusinek, Rzycki, Sikora, Skiczyła, Smaza, Stankowicz, Styła, Szczerbowski, Szczur, Ścigalski, Turała, Turek, Tuszyński, Twaróg, Wawer, Wcisło, Wider, Widlarz, Woźniak, Wójcik, Zając,  Zawiła, Zieliński, Żak, Żurek.


wtorek, 19 maja 2015

Chocznia według spisu statystycznego z 31 grudnia 1900 roku

Dane statystyczne dotyczące Choczni według spisu z 31.12.1900:

  • 2893 mieszkańców: 
  • -1354 mężczyzn,
  • -1539 kobiet.
  • 2817 katolików, 74 izraelitów, 2 innych wyznań, 
  • 2889 mówi w domu po polsku, 
  • 454 domów (dla porównania w Wadowicach 571),
  • 125 sztuk koni,
  • 637 sztuk rogacizny,
  • 0 owiec,
  • 271 sztuk świń,
  • 1 kościół,
  • 1 poczta,
  • 1 stacja kolejowa (położona 291 m nad poziomem morza Adriatyckiego),
  • 1 fabryka,
  • 2 szkoły,
  • 0 wielkich posiadłości,
  • 2049 hektarów całkowitej powierzchni, w tym 1998 hektarów powierzchni opodatkowanej,
  • 1964 hektary należące do chłopów, w tym:
  • -1557 hektarów roli,
  • -228 hektarów lasów,
  • -138 hektarów pastwisk, 
  • -23 hektary ogrodów,
  • -32 hektary łąk.
  • 85 hektarów dworskich,
  • 295 m nad poziomem morza Adriatyckiego- średnia wysokość.

Części miejscowości: 
  • Chocznia właściwa: 446 domów i 2842 mieszkańców, 
  • Górnica: 6 domów i 31 mieszkańców, 
  • Patrya: 1 dom i 7 mieszkańców, 
  • Sołtysowo (majątek sołtysi): 1 dom i 13 mieszkańców