Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MO. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 września 2024

Choczeńscy oficerowie - Stanisław Trzebuniak major MO/SB

 Rodzice Stanisława Trzebuniaka - Andrzej i Katarzyna z domu Gaweł - pochodzili z Zawoi. Tam też przyszły na świat ich starsze dzieci. Natomiast Stanisław i jego siostra Cecylia urodzili się w Choczni, gdzie ich rodzice zakupili drugie gospodarstwo rolne. Według metryki chrztu Stanisław Trzebuniak urodził się 31 października 1918, a on sam podawał zawsze datę o dzień późniejszą. Pobyt Trzebuniaków w Choczni nie trwał zbyt długo. Po pierwszej wojnie światowej powrócili do Zawoi i tam młody Stanisław rozpoczął naukę szkolną. W 1927 roku zmarła jego matka Katarzyna, a ojciec postanowił zamieszkać w Legbądzie koło Tucholi. W miejscowej szkole i w sąsiednich Łosinach Stanisław Trzebuniak ukończył podstawową edukację. Później pomagał w domu i w gospodarstwach sąsiadów oraz pracował w okolicznych lasach. W 1937 roku podjął praktykę u piekarza w Gdyni.  Dwa lata później, w czasie II wojny światowej, Niemcy odebrali Trzebuniakom ich ziemię, a 21-letni Stanisław został zatrudniony przez Arbeitsamt w Nadleśnictwie Woziwoda, a następnie w Zielonce. 


W 1945 roku, po wkroczeniu armii radzieckiej, powrócił do Legbądu i 10 kwietnia zwrócił się do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Tucholi z podaniem o przyjęcie do pracy. Początkowo służył jako wartownik, a ponieważ cieszył się dobrą opinią i był bardzo pracowity, awansował na dowódcę warty i w końcu na referenta - pracownika umysłowego, prowadzącego sieć agenturalną. Ogółem w Tucholi spędził pięć lat. W tym czasie (1948) zawarł związek małżeński z pochodzącą spod Tucholi Władysławą Lorbiecką. 

W 1950 roku już w stopniu sierżanta został mianowany zastępcą kierownika Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Sępólnie, a po awansie na stopień chorążego objął kierownictwo tej placówki. Aktywnie udzielał się też w życiu polityczno-społecznym jako członek Egzekutywy Komitetu Powiatowego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W latach 1953-56 porucznik Trzebuniak kierował PUBP w Rypinie, a w 1957 roku został oficerem Służby Bezpieczeństwa w Toruniu, zajmującym cenzurą pocztową i kontrolą korespondencji, a później starszym oficerem operacyjnym w stopniu kapitana. Prowadził 15 spraw ewidencyjno-operacyjnych i posiadał 7 tajnych informatorów. Jednocześnie uczęszczał do dwuletniej Szkoły Oficerskiej Służby Bezpieczeństwa MSW w Legionowie, którą ukończył z wynikiem dobrym. 

W 1959 roku KW MO w Bydgoszczy rekomendowała go na posadę zastępcy komendanta MO w Lipnie do spraw bezpieczeństwa publicznego. Podczas pracy w Lipnie uzyskał średnie wykształcenie i zdał egzamin dojrzałości w Korespondencyjnym LO w Toruniu. 

Ostatnie trzy lata służby w organach bezpieczeństwa publicznego (1967-70) major Trzebuniak spędził jako kierownik wydziału III w Komendzie Wojewódzkiej MO w Bydgoszczy, skąd przeszedł na milicyjną emeryturę. Był odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1969), Brązowym i Srebrnym Krzyżem Zasługi, Medalem 10-lecia Polski Ludowej, Odznaką "20 lat w Służbie Narodu".

Jako cywil pracował jednak nadal np. w Zakładzie Transportu i Maszyn Budowlanych w Bydgoszczy. Zmarł w wieku niemal 100 lat i 9 sierpnia 2018 został pochowany na cmentarzu komunalnym w Bydgoszczy.


poniedziałek, 26 sierpnia 2024

Zabawa w Kaczynie, która skończyła karierę choczeńskiego milicjanta (1954)

 

13 lipca 1954 awansowany właśnie na stopień chorążego milicjant A. przyjechał na urlop do rodzinnej Choczni. Dziewięć dni później zostawił żonę w domu swoich rodziców, by udać się na rowerach wraz ze szwagrem K. do Kaczyny, gdzie K. zamówił drewno na budynek gospodarczy. Akurat tego dnia obywała się w tamtejszym Domu Ludowym zabawa z okazji 22 lipca, czyli największego święta państwowego w PRL. Ponieważ A. i K. nie zastali w domu osoby, u której K. zamówił budulec, to udali się w jej poszukiwaniu właśnie do Domu Ludowego. Tam również jej nie znaleźli, ale spotkali na zabawie kilku znajomych z Choczni. Między 20.00 a 23.30 wypili w czwórkę pięć ćwiartek wódki i po kilka kufli piwa. Około północy, gdy zabawa dobiegała końca, A. i K. wyszli na zewnątrz. K. udał się po zostawione w sąsiedztwie rowery, a A. właśnie wtedy zauważył niedaleko Domu Ludowego wymiotującą kobietę. Podszedł do niej i śmiejąc się zapalił zapałkę, by lepiej się jej przyjrzeć. To nie spodobało się koleżance wymiotującej (S.), która zwróciła mu uwagę, że nie ma się tu z czego śmiać i powinien zgasić zapałkę. Ta uwaga zdenerwowała nietrzeźwego A. Podbiegł za odchodzącą S. i kopnął ją w pośladek. Zaskoczona jego ordynarnym zachowaniem S. rozpłakała się i wróciła do Domu Ludowego w poszukiwaniu swojego ojca. Po drodze spotkała swojego kolegę M., któremu opowiedziała o całym zajściu. Ten poszedł na miejsce zdarzenia, gdzie zauważył dwóch nieznanych sobie mężczyzn (K. dołączył już do A.). W chwilę potem dotarła tam cała grupa młodych mężczyzn z Kaczyny, zaalarmowanych przez S. Dwóch spośród nich – L. i O. podeszli jeszcze bliżej i zapytali A., dlaczego napastował niewinną kobietę. A. zwymyślał ich „używając słów powszechnie uważanych za obraźliwe”, zagroził, by się do niego nie zbliżali, bo wyciągnie pistolet, po czym znienacka uderzył O. pięścią w twarz, a L. w głowę. Wtedy pozostali miejscowi mężczyźni rzucili się na niego, wywrócili go na ziemię i obezwładnili. Następnie zaciągnęli go na salę taneczną, by w świetle zorientować się, z kim mają do czynienia. Zakrwawiony A. oprzytomniawszy nieco wykrzykiwał, że jest milicjantem i mają mu natychmiast oddać broń, którą stracił w szamotaninie. Miejscowy sołtys J. wsiadł na rower i pojechał na posterunek MO, by zameldować o całej awanturze i poprosić o wylegitymowanie A. oraz wyjaśnić sprawę zaginięcia broni palnej. Broni tej bezskutecznie poszukiwał na podwórzu K., ale odnalazł tylko poszarpaną marynarkę A. i magazynek z amunicją. Po przybyciu oficera dyżurnego z Komendy Powiatowej MO w Wadowicach wszczęto oficjalne dochodzenie. Nie zdołano jednak ustalić, kto rozbroił A. i przywłaszczył sobie jego pistolet. Sam A. został doprowadzony do komendy w Wadowicach. Zajście było szeroko komentowane przez mieszkańców Kaczyny. Panowała powszechna opinia, że dobrze się stało, że ktoś odebrał broń A., bo gdyby ten zaczął rzeczywiście strzelać, mogłoby dojść do tragedii. Wstępnie przesłuchany chorąży A. nie przyznał się do swojego chuligańskiego zachowania. Twierdził, że niesłusznie jest podejrzewany o kopnięcie S., zaś pistolet odebrano mu, gdy leżał na ziemi w trakcie bójki i nie jest w stanie wskazać, kto tego dokonał. Część winy zrzucono przy tym na szefa A., porucznika Z., który nie dopilnował oddania broni przed pójściem A. na urlop. Przy wyznaczeniu kary dla A. brano natomiast pod uwagę, że:

- był on już karany dyscyplinarnie za samowolne oddalanie się ze służby i romans z „elementem niepewnym politycznie” (żoną jednego z członków grupy zbrojnej Mieczysława Spuły „Felusia”), ale poręczyła wówczas za niego macierzysta organizacja PZPR,

- całego zajścia nie udało się zawczasu wyciszyć i było ono szeroko omawiane w całej okolicy,

- awantura wywołana przez A. miała miejsce akurat w najważniejsze święto PRL,

- był to już w krótkim czasie piąty przypadek utraty broni służbowej przez milicjanta z woj. Krakowskiego.

Ostatecznie komendant wojewódzki MO w Krakowie postanowił wydalić A. ze służby w MO, pozbawić praw nabytych i ukarać 14-dniowym aresztem, a także wszcząć postępowanie sądowe, którego finałem miał być pokazowy proces.

W trakcie formalnego dochodzenia O., L., M. i inni uczestnicy bójki potwierdzili przedstawiony wyżej przebieg wydarzeń, doprecyzowali pewne szczegóły, ale żaden z nich nie wiedział, co się stało z pistoletem A. Okazało się także, że świadkiem prawie całego zdarzenia był milicjant P. z jednej z komend wojewódzkich, który przyjechał do Kaczyny na urlop i twierdził, że stanął w obronie bitego A., ale sam został przez to poturbowany – oberwał kuflem w głowę i otrzymał kilka kolejnych uderzeń w twarz. Dochodzenie wykazało jednak, że P. będąc pod wpływem alkoholu nie zapamiętał dokładnie, co się wówczas działo. Rzeczywiście wdał się tamtego wieczoru w bójkę z miejscowymi, ale stało się to jeszcze przed zajściem z A. Część świadków wskazywała, że to on właśnie przechowywał pistolet odebrany A. P. zdecydowanie temu zaprzeczył.

23 sierpnia prowadzący śledztwo oficer postanowił je umorzyć. Wskazał, że zła wola sprawcy (A.) była nieznaczna i bezcelowym jest wszczynać proces sądowy, skoro A. poniósł już konsekwencje dyscyplinarne.

Część z podanych wyżej informacji została odtajniona przez policję dopiero w tym roku.

Z uwagi na to, że niektórzy uczestnicy i świadkowie tej awantury sprzed 70 lat jeszcze żyją, nie podaję w artykule pełnych danych osobowych.

wtorek, 23 lipca 2024

Leopold Pasternak - karmelita i oficer MO

 

Leopold Pasternak urodził się 26 lipca 1911 roku w Morawskiej Ostrawie, ponieważ tam pracował jego ojciec Władysław, pochodzący z Polanki koło Myślenic. Z kolei matką Leopolda była Maria z domu Książek, urodzona w Ponikwi. Gdy Leopold miał pół roku jego rodzice przeprowadzili się do Choczni, gdzie zakupili dom i dwuhektarowe gospodarstwo. Oprócz Leopolda mieli wtedy dwójkę dzieci – córkę Stefanię i syna Teofila. Kolejna dwójka: Zofia i Józef przyszła na świat w Choczni, już po I wojnie światowej. 

Leopold ukończył 7-klasową szkołę powszechną w Choczni i rozpoczął w Wadowicach naukę zawodu piekarza.  Pracował jednocześnie u ojców karmelitów bosych i po pewnym  czasie wstąpił do ich wspólnoty zakonnej. Przed uzyskaniem święceń kapłańskich zrezygnował jednak z życia w klasztorze, co zostało źle przyjęte przez jego rodzinę i w 1936 roku podjął służbę wojskową w 77. Pułku Piechoty w Lidzie (obecnie na Białorusi). Do wybuchu II wojny światowej dosłużył się stopnia kaprala. 

W czasie kampanii wrześniowej 1939 roku został najpierw pod Łomżą ranny odłamkiem w lewą nogę,  a następnie wzięty do niewoli przez Niemców i osadzony w stalagu w Stargardzie. Tam przebywał do 1942 roku, po czym skierowano go na przymusowe roboty w okolicach Szczecina. 

W marcu 1945 roku po wkroczeniu na tamte tereny Armii Czerwonej wyjechał do Zwierzyna koło Strzelec Krajeńskich i wstąpił do Milicji Obywatelskiej. W ankiecie personalnej zataił pobyt w zakonie karmelitów. Był komendantem posterunku w Zwierzynie i intendentem w Komendzie Powiatowej MO. Jeszcze w tym samym 1945 roku (20 sierpnia) poślubił pochodząca z Olkusza Jadwigę Agatę Głąb, z którą miał troje dzieci. W 1947 roku awansował na stopień sierżanta i został przeniesiony do Komendy Powiatowej MO we Wrześni na stanowisko referenta gospodarczego. Był ceniony przez przełożonych, którzy uważali, że „jest człowiekiem bystrym o wysokim wyrobieniu umysłowym, inicjatywnym i chętnym do pracy”. Dlatego też ujawnienie w tym czasie jego przedwojennych związków z karmelitami specjalnie mu nie zaszkodziło. 

Po trzech latach spędzonych we Wrześni został odkomenderowany do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Turku. W 1951 roku w tamtejszym liceum uzyskał średnie wykształcenie. W dalszym ciągu jego służbę doceniano, z jedynym zastrzeżeniem, że w pierwszej kolejności załatwiał sprawy dotyczące funkcjonariuszy MO, przez co służący w UB czuli się przez niego nieco dyskryminowani.

W latach 1954-55 Leopold Pasternak służył w PUBP w Trzciance, a od 1955 roku w KP MO w Krotoszynie jako oficer dyżurny. W 1956 roku został awansowany na stopień podporucznika. W 1964 roku przeszedł na emeryturę z powodów zdrowotnych – stwierdzonej niezdolności do służby. Należał do PZPR i ZboWiD, był odznaczony Medalem 10-lecia Polski Ludowej i Odznaką „10 Lat w Służbie Narodu”. 

Zmarł w 1988 roku, spoczywa na Cmentarzu Kuźniczka w Kędzierzynie-Koźlu.

czwartek, 20 czerwca 2024

Akcja UB i MO w Choczni w sierpniu 1954 roku

 13 sierpnia 1954 znaczne siły Urzędu Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej otoczyły ściśle część Choczni. Celem ich akcji było ujęcie mężczyzny ukrywającego się w domu Ludwika i Elżbiety Ciborów. O jego pobycie w tym miejscu PUBP w Wadowicach dowiedział się najprawdopodobniej na podstawie donosu. Ponieważ nie udało się zadziałać z zaskoczenia, a ukrywający nie zamierzał oddać się dobrowolnie w ręce sił bezpieczeństwa, to wywiązała się strzelanina. Według świadków pociski uderzały w dachówki nawet dość daleko oddalonych od miejsca akcji domów. W wyniku wymiany ognia ukrywający się poniósł śmierć. Świadkowie tego wydarzenia zapamiętali, że funkcjonariusze sił bezpieczeństwa bezceremonialnie przeciągnęli trupa za nogi na drugą stronę Choczenki, załadowali go na samochód ciężarowy i odjechali w stronę Wadowic. Ludwik Cibor został aresztowany pod zarzutem pomocy w ukrywaniu się poszukiwanej i niebezpiecznej osoby. Podobno ukrywający się mężczyzna miał być nieujawnionym przed władzami partyzantem, a zarazem krewnym Cibora ze strony matki. Tyle do dzisiaj zachowało się w pamięci rodziny Ludwika Cibora i jego sąsiadów. Natomiast nikt nie zapamiętał sobie nazwiska zastrzelonego mężczyzny ani dokładnych powodów ukrywania się przed władzami PRL. Czy był to jakiś pospolity przestępca, czy też jeden z ostatnich w okolicy członek podziemia antykomunistycznego? W zasadzie wszystkie znane grupy zbrojne w rejonie Wadowic zostały zlikwidowane wcześniej, bo w latach czterdziestych i na początku następnej dekady, a na wolności pozostawał jeszcze Jan Sałapatek ps. "Orzeł", ujęty dopiero 18 stycznia 1955.

Zupełnie przypadkowo udało mi się dotrzeć do nowych faktów dotyczących osoby zastrzelonej w Choczni w 1954 roku i ustalić jej tożsamość. Przeglądając archiwalne podanie jednego z pochodzących z Choczni funkcjonariuszy UB i MO, który starał się o przyjęcie do Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, natrafiłem na wzmiankę, że w drugiej połowie 1954 roku brał on udział "przy likwidacji bandyty Kruliczka, który pochodził z okolicy Rzyki." Ów funkcjonariusz powołał się przy tym na świadka, również uczestniczącego w tej akcji z ramienia MO i także pochodzącego z Choczni, który potwierdził, że "jesienią 1954 roku wraz z grupą operacyjną, w której znajdował się również i funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa Wadowice XX braliśmy udział w likwidacji bandy zbrojnej Stefana Króliczka na terenie Choczni. Pamiętam dokładnie, że XX brał udział w likwidacji bandy, gdyż znajdował się w mej grupie, która dokonała przeszukań zabudowań w Choczni."

Kwerenda w aktach metrykalnych parafii Rzyki wykazała, że chodzi tu o Stefana Króliczka, syna Adama i Zofii z domu Kiljan, urodzonego w Rzykach 31 lipca 1916 roku. W metryce jego chrztu istnieje dopisek, że zmarł w Wadowicach 14 sierpnia 1954 roku. Ponieważ ojciec Ludwika Cibora też pochodził z Rzyk, to podana wyżej informacja o jego pokrewieństwie z Króliczkiem może być prawdziwa.

Według akt zgromadzonych przez IPN Stefan Króliczek, wraz z Józefem Stypułą i Władysławem Hajdyłą mieli być członkami podziemnej organizacji "Organ Walk z Komunizmem". Wiadomo, że w trójkę ukrywali się u Stanisława Pacygi w Suchej, a w marcu 1954 roku Stypuła i Króliczek znaleźli chwilowe schronienie pod dachem Józefa Łysonia w Rzykach. 

Być może w tych aktach znajdują się również wskazówki, co miejsce pochówku Stefana Króliczka.