Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZSRR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZSRR. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 czerwca 2025

Wspomnienia Feliksa Misia z powojennej wywózki do Związku Radzieckiego - część III

 W 1941 roku, podczas budowy magazynu w Choczni, Feliks Miś spotkał Niemca o nazwisku Schmelzer, który był osiedlonym w okolicy bauerem po wysiedleniu polskich gospodarzy. Ten sam Schmelzer, majster ciesielski w łagrze, nadzorował prace, był surowy i często krzyczał na robotników. Feliks Miś, mając problem z kopaniem rowków, skonfrontował się z nim, nazywając go „Szwabem”, po czym Schmelzer zniknął – podobno z powodu choroby żołądka trafił do szpitala, a później do innego obozu dla Niemców. W okolicy znajdował się obóz dla Niemców, skąd przyjeżdżali po prowiant. Byli oni w lepszej kondycji niż Polacy, lepiej odżywieni i pewni siebie.

W okresie od 10 kwietnia do 17 września 1946 roku Feliks Miś przebywał w obozie, a następnie został skierowany do pracy w kopalni węgla w Samocwietie. Pracował na tzw. „wtorajej szachcie” na głębokości około 180 metrów, do której schodziło się po stromych, śliskich drabinach. Winda, obsługiwana przez młodą Rosjankę, służyła tylko do transportu urobku. Warunki pracy były bardzo ciężkie – Miś opisuje cztery Rosjanki, które wywoziły węgiel wózkami, śpiewając mimo głodu i biedy. Jedna z nich opowiadała o trudnej sytuacji swojej rodziny – jej mąż był na wojnie, a ona sama utrzymywała siedmioro dzieci, dzieląc się z nimi skromnym przydziałem chleba (600 g dla niej, 100 g na dziecko).

Przydziały żywnościowe były minimalne i często rozkradane. Pracujący w kopalni dostawali teoretycznie 800 g chleba dziennie, ale w rzeczywistości było to bliżej 700 g. Normy żywnościowe były wywieszane na tabliczkach z hasłem „kto nie pracuje, ten nie je”. W skład przydziału wchodziło m.in. 100 g machorki miesięcznie, łyżka cukru tygodniowo, 0,5 l herbaty rano i wieczorem oraz rzadka zupa. Zupy były wodniste, a ich skład zależał od dostępnych zapasów – mąki, kaszy jaglanej lub ryb. Górnicy otrzymywali nieco więcej jedzenia, ale i tak było to niewystarczające. Głód zmuszał ludzi do jedzenia odpadów, a nawet pokrzyw, co prowadziło do chorób i śmierci. Miś unikał takich praktyk, co pomogło mu przetrwać.

Warunki w kopalni były ekstremalnie trudne. Pracownicy cierpieli na kurzą ślepotę z powodu braku światła słonecznego. Praca polegała na ręcznym kopaniu węgla kajołką, a normy wynosiły 80 cm postępu w węglu lub 40 cm w kamieniu dziennie. Po każdym wykopie należało zabezpieczać ściany stemplami i deskami, co było dodatkowym obciążeniem. Miś opisuje wypadek, gdy w chodniku, w którym pracował z kolegą, spadł głaz ze stropu. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale incydent ten wystraszył jego towarzysza. Inny wypadek dotyczył kolegi, który odciął sobie palce siekierą – śledztwo uznało to za celowe działanie, a poszkodowany trafił do karceru.

W obozie kwitło „organizowanie”, czyli kradzież i oszustwa w celu zdobycia jedzenia czy innych potrzebnych rzeczy. Handlowano wszystkim – od mydła po machorkę, wymieniano się z Rosjanami, którzy przynosili np. szczypior czy placki. Oszustwa były powszechne – Miś opisuje, jak Rosjanki mieszały machorkę z trawą, a Polacy produkowali fałszywe mydło z drewnianym wkładem. Handlowano także rzeczami osobistymi, jak zegarki czy buty, choć oficjalnie było to zabronione. Feliks Miś wspomina przypadek oszustwa, gdy zużyte buty naprawiono tak, by wyglądały jak nowe, i sprzedano je Rosjaninowi.

On sam próbował coś sobie zrobić, by nie iść do kopalni - postanowił sobie podłożyć nogę pod wózek z węglem, gdy przesuwał się pod szyb, ale gdy tylko usłyszał z daleka, to wyobraził sobie, jak się krew leje i zaniechał tego sposobu. Innym razem przed Świętami Bożego Narodzenia kombinował, żeby nie iść do roboty w święta. Kilka dni przed świętami, gdy pracował sam, uderzył się kilka razy szybko raz za razem kamieniem w wierzch lewej dłoni. Pierwszy raz zabolało, ale drugiego i trzeciego razu już-nie czuł, tylko gorąc w ręce. Po chwili ręka spuchła i zsiniała. Poszedł wtedy pod szyb do dziesiętnika i zgłosił, że spadł mu na rękę kamień ze stropu, a ten dał się nabrać.

Życie w łagrze było naznaczone głodem, ciężką pracą i brakiem nadziei na powrót do domu. Ludzie, by przetrwać, uciekali się do kradzieży i oszustw, tracąc często ludzkie odruchy. Miś przetrwał dzięki sprytowi, unikaniu skrajnych zachowań i umiejętności „organizowania”. Warunki obozowe wyniszczały fizycznie i psychicznie, a przetrwali tylko ci najbardziej odporni i sprytni.

wtorek, 1 października 2024

Wspomnienia Stanisława Batora z okresu II wojny światowej

 9 kwietnia 2013 Katarzyna Odrzywołek i Adrian Szopa przeprowadzili w Bradford w Anglii wywiad z mieszkającym tam Stanisławem Batorem, który następnie został opublikowany w książce "Pokolenia odchodzą. Relacje źródłowe polskich Sybiraków z Wielkiej Brytanii. Bradford".


Stanisław Bator urodził się w Choczni 9 kwietnia 1930, jako syn pochodzącego z Liszek Józefa Batora i Rozalii z domu Suwaj. Poniżej zamieszczam jako cytat fragment jego wspomnień sprzed wojny i z okresu jej trwania:

Przed wojną

 Urodziłem się 9 kwietnia 1930 roku w Choczni, powiat Wadowice, województwo krakowskie. Imię ojca: Józef, imię matki: Rozalia (z domu Suwaj). Przez pierwszych pięć lat mojego życia mieszkaliśmy w Choczni. Ojciec pracował na polu, był rolnikiem. Coś poszło bardzo źle i w 1935 roku wyjechaliśmy na Wołyń. W rodzinie było siedmioro dzieci. Licząc od najstarszego byli to: Jan, Stefan, Maria, Mieczysław, Halina, Stanisław, Edward. Wszyscy urodzili się przed wojną. Najmłodszy brat urodził się w 1932 roku. Opuściliśmy Chocznię z powodu bardzo dużej biedy, a na Wołyniu mieliśmy kuzyna. W Janowej Dolinie, koło Kostopola otwierali kopalnię, kamieniołomy. Kuzyn załatwił tam pracę dla ojca. Otwierano kopalnie, były nowe domy, nowe budownictwo. Mieszkaliśmy w domu, gdzie mieszkały cztery rodziny. Mieszkaliśmy z Polakami. Trudno mi powiedzieć, jak wyglądał dom, to było coś nowego. Chocznia to była wioska, a tu był inny dom, nie było słomy. To był zupełnie inny dom niż ten, co mieliśmy w Choczni. W Janowej Dolinie zacząłem chodzić do szkoły, coś nowego wybudowali [nowy budynek]. Większość mieszkańców to byli przyjezdni, przyjechali pracować w Janowej Dolinie, w kamieniołomach. Wszystko było widać. Mur był, tam rozbijali kamień.

Wybuch II wojny światowej i życie pod okupacją

Rok 1939. Przyszli Rosjanie. Niemców u nas nie było. Rosja weszła do połowy Polski. Mieliśmy kontakt tylko z nimi [z Rosjanami]. Trzeba było chodzić do szkoły. Kazali mówić po rosyjsku i uczyć się po rosyjsku. Rosjanie obejmowali stanowiska w szkole. Nie wszystkich wywieziono z Janowej Doliny. Powodem naszej wywózki było to, że mój brat Jan bardzo się udzielał, był w organizacji politycznej. Nie pamiętam jej nazwy, miał coś wspólnego z junakami, strzelcami. Został aresztowany, dlatego że się udzielał, był bardzo znany. Został wywieziony do Charkowa czy do Smoleńska. Tam zginął. Został zamordowany. Przez niego później nas, całą rodzinę wywieźli.

Deportacja w głąb Związku Sowieckiego

Nie przyszli rozmawiać z nami [dziećmi], tylko z ojcem. Powiedzieli, że będą nas wywozić. Mama zabrała tylko coś do ubrania, ale nie pozwolili nam niczego [innego] brać. To był maj albo czerwiec 1941 roku. Stacja, z której nas wywieźli, to była Janowa Dolina. Transportowali nas w wagonach towarowych, [w których] nie było specjalnych „pokoików" [przedziałów]. Wsadzili nas do tego wagonu, było ciasno. Takie były warunki. Wieźli nas do Kazachstanu. Mniej więcej w tym czasie wybuchła wojna rosyjsko-niemiecka. Mówiono, że wiozą nas na Sybir, ale koło Moskwy zmienili transport i wysłali do Kazachstanu. [Nie wywieziono wówczas całej rodziny]. Siostry Marii do Rosji nie zabrali, bo ona już była mężatką i została w Polsce. Stefana gdzieś zabrali, nie wiem, kto, kiedy i jak go uwięzili. Jak nas wywieźli, to też już go nie było.

Pobyt na zesłaniu

W Kazachstanie byliśmy - jużnokazachstanskaja obłast, pachta-aralski rejon, miejscowość Inwalidnaja. Tam przeważnie były plantacje bawełny. Nie pracowałem tam. Jeśli się nie pracowało, to nie było jedzenia. Musieliśmy iść do szkoły, ja z młodszym bratem Edwardem. Najwięcej tam było Rosjan, nas przyjezdnych bardzo mało było. Wszystkich przedmiotów uczyliśmy się po rosyjsku. Szkoła rosyjska, wszystko po rosyjsku. Czułem się tam troszkę głupio, ale kazali iść do roboty, bo jak nie pójdę, to nie będzie chleba. Do roboty się nie chciało iść, to szło się do szkoły. Ojciec pracował na polu, na plantacji bawełny, tak samo brat i siostra. Był głód. Miałem jedenaście lat, jadłem, co mi dali. Nie było żadnego wyboru. Nie mogłem mówić, że ja czegoś nie będę jadł.

Podróż na południe Związku Sowieckiego

W Rosji byłem do 1942 roku, zabrali nas do junaków. Nastąpiła amnestia i myśmy mogli wyjeżdżać. Powiedzieli nam, że był układ i do jakiego miasta mamy pojechać, żeby [wstąpić] do junaków - młodych. Bo wojskowych brali gdzie indziej.

Pobyt na Bliskim Wschodzie

A tu był taki specjalny obóz dla junaków, od 10-11 lat do 15-16 lat. Trafiłem tam z bratem Edwardem i Mieczysławem (on też jeszcze nie mógł pójść do wojska). Ojciec wstąpił do wojska. Matka miała jechać w to samo miejsce, gdzie myśmy byli. W pociągu zmarła i nie mieliśmy już żadnego kontaktu. Ojciec czegoś się dowiedział, ale nikt nic mógł powiedzieć, gdzie ona zmarła, co się jej stało. Ojciec trafił do 5. Dywizji. W junakach ćwiczeń nie było, czasami jakiś przemarsz, żeby się spotkać. Dzień junaka [wyglądał tak, że] kazali iść spać, wstawaliśmy o tej i o tej godzinie, [...] siedziało się w domu, w baraku, przeszło się gdzieś, jak się miało trochę wolnego czasu. Nie było żadnych rozrywek. Każdy czekał na informację o wyjeździe, taka była bieda. Mieliśmy kontakt z ojcem. Kiedy przyszła amnestia, to ojca zabrali, był niedaleko nas. Do pewnego stopnia mieliśmy z nim kontakt.

Pobyt na Bliskim Wschodzie

Płynęliśmy statkiem z Krasnowodzka do Pahlevi. Było tam lotnisko, a przy nim obóz. Było duże zadowolenie, to nas cieszyło. Mieliśmy jechać do Palestyny. Każdy był zadowolony, że nie byliśmy już w Rosji, czuliśmy to cały czas. Przyjechaliśmy do Palestyny i później był podział do szkół. Trafiłem do Nazaretu, do szkoły powszechnej. Tam byłem tylko rok. Później zrobili obóz dla starszych, [ale] trudno mi przypomnieć sobie jego nazwę. Tam byliśmy w namiotach, w przeciwieństwie do Nazaretu, gdzie był duży klasztor. Byliśmy w namiotach. Luźniej było, bo nie było takiego kontaktu ze starszymi, młodzież mogła się więcej wygłupiać. Robiliśmy różne figle. Było dużo sportu, graliśmy w piłkę. Każdy był czymś zainteresowany. Można było chodzić na kąpiele w basenie. Od czasu do czasu odbywały się wycieczki, których nie było za dużo. Kontaktu z miejscową ludnością nie mieliśmy. Mieliśmy musztrę. Robiliśmy wszystko, co trzeba było robić. Nie było tak, że „coś mi się nie podoba", kazali robić, to robiliśmy. W Palestynie byłem pięć lat: od 1942 do 1947 roku. Cały czas byłem w szkole. W warsztacie uczyliśmy się trochę ślusarki. Dużą część dnia spędzałem w szkole. Rano wychodziło się do szkoły, około czwartej godziny się wracało. Na ogół nie było tak, żebym się czymś szczególnie interesował czy nie lubił czegoś. Kazali coś robić, to się robiło - normalna nauka. Najbardziej lubiłem sport, piłkę nożną. Nie wiem, czy byłem dobry, ale kierownik drużyny zawsze mnie wybierał. Grałem na pozycji lewego łącznika, numer 10. Strzelałem dużo bramek. Mieczysław był starszy, był już licealistą i nie miałem już z nim takiego kontaktu. Później, w 1946 czy 1945 roku, wyjechał ze szkoły do wojska, a dalej do Włoch. Tata dużo wcześniej skończył służbę wojskową - już w Persji - bo chorował. Został wypisany z wojska i wysłano go do Indii. 

----

W 1947 roku autor wspomnień wyjechał z Palestyny do Wielkiej Brytanii, gdzie zamieszkał na stałe.


czwartek, 22 sierpnia 2024

Wojenne przeżycia Mariana Kobiałki na terenie Związku Radzieckiego


Marian Kobiałka, urodzony w 1925 roku w Choczni, jako syn Aleksandra Kobiałki i Marii z Byrskich, pochodzącej z Kaczyny, w latach 30. XX wieku przeprowadził się z rodzicami do Rokitna na Wołyniu. Tam zastały go wybuch II wojny światowej i radziecka okupacja. Swoje przeżycia z tego okresu opisał po wydostaniu się z ZSRR do Teheranu w Iranie, gdzie uczył się w Szkole Junaków przy armii gen. Andersa. Jego wypracowanie zachowało się w Archiwum Instytutu Hoovera.

 Wkroczyły wojska sowieckie, zakurzone, zmordowane i zaczęły chwalić swoją kulturą, i jakie u nich dobro i powodzenie. Myśmy nie bardzo uwierzyli , gdyż było widać po ich zachowaniu się, gdy wkroczyli do sklepów, zabierali towar lub zamykali sklepy i przerabiali na swoje kooperatywy, gdzie można było dostać tylko wyznaczoną skromną porcję. Za sąsiednią wioską, w niedużym lasku, rozegrała się potyczka wojska bolszewickiego z grupą żołnierzy polskich. Gajowych zaraz wywieziono, a majątek ich zabrano na wozy i wywieziono do Rosji. Ludzi zamożniejszych również zaaresztowano i wywieziono , majątek ich zabrano. Aresztowano oficerów polskich, zostawiając żony i dzieci bez żadnej opieki. Żony musiały z dziećmi co noc to u innego gospodarza nocować, bojąc się, by ich nie aresztowano. Gdy aresztowano kogoś, to przeważnie zabierano całą jego rodzinę, a nawet krewnych. Kościoły zamknięto niby to nie zabraniali się modlić, lecz bardzo karali i wypominali te modły. W szkołach zdjęto obrazy i krzyże , bo zaczęła się nauka w języku rosyjskim i przeciw Bogu , a później nie wolne było modlić się po cichu nawet. Zaczęto nakładać duże podatki, nie wolno było więcej mieć, jak tylko jedną krowę i kawałek ogrodu, bo resztę ziemi zabierano do organizujących się kołchozów. Biblioteki polskiej nigdzie nie znalazł, pomniki zdjęto i zaczęło się trudne życie , gdyż od 16-tu lat każdy musiał pracować,  bez względu na to, czy to chłopak, czy dziewczyna. Mój ojciec pracował w kamieniołomie. Było bardzo krucho z żywnością, więc ją mając 14 lat poszedłem pracować do huty szklanej. Z początku pracowałem 4 godziny, lecz potem musiałem pracować 8 godzin , jak przypadło, w nocy czy w dzień. Gdy ojciec mój dostał lepszą prace na stacji kolejowej, chciał zabrać mnie z huty, lecz władze na to nie pozwalały. Gdy nie poszedłem do pracy, podali do sądu i zostałem zasądzony na 1 rok do domu poprawczego, tzw. „kolonii”. Tam pracowałem w fabryce przy niklowaniu. Praca trwała 8 godzin. Wyżywienie nie bardzo dostateczne, tak, że ledwo można było się utrzymać. Było to w Kijowie. Gdy wybuchła wojna rosyjsko-niemiecka, gdy Niemcy zaczęli się zbliżać do Kijowa, nas ewakuowali do Kirowa. W wagonie towarowym jechało nas 120, podróż trwała 7 dni. Jedzenie dostaliśmy tylko 5 razy, wody brakowało, choć na każdej stacji były studnie koło samych wagonów, lecz nie pozwalali nabrać. Ja zemdlałem z braku wody trzy razy. Nareszcie przyjechaliśmy do stacji, gdzie trzeba było wysiąść, lecz do miejsca zamieszkania musieliśmy iść piechotą. Po drodze piliśmy wodą z napotkanych kałuż. Tu również czekała nas praca. Na rzece Wiatce, na północy: spławiano drzewo. W miesiącu wrześniu , chodząc boso po wodzie, wyciągaliśmy te kłody na brzeg. Każdy z nas był przemarznięty. Były tam i dzieci rosyjskie , na które strach było patrzeć, na ich zachowanie i mowę. A żywność była taka: 45 dkg. chleba czarnego i mała miseczka rzadziutkiej zupki jęczmiennej, tak że siedziało się bardzo głodnym. Gdy nastąpiła tzw. amnestia, zostałem zwolniony i poszedłem pracować na posiołek. Pracę znalazłem sobie w kuźni. Praca trwała 12 godzin dziennie. Mając 16 lat , było mi nielekko pracować, bo gdy wracałem, to nie czułem swoich rąk , a przy - 45° C odmrożone moje nogi bolały, gdyż nie było dobrego obuwia i ubrania, a bardzo marne odżywianie osłabiało siły. Smutno mi było jednak ,że nawet piśmiennie nie mogłem porozumieć się z rodzicami, którzy zostali na terenie Polski i którzy tak płakali przy moim odjeździe.

W domu poprawczym w Kijowie było nas Polaków około 130, a reszta byli chłopcy ruscy. Cała kolonia (dom poprawczy) liczył około 340 chłopców. Należała do tej kolonii fabryka łóżek, więc myśmy tam pracowali. Ja jako uczeń z początku zarabiałem 30 rb. na miesiąc i do tego skromne wyżywienie: 450 gr. chleba i trzy razy dziennie zupa. Pracowaliśmy 8 godzin na zmiany. W dzień jedna zmiana, w nocy druga. Przemiana zmian co 7 dni. Gdy byłem w Kijowie, mogłem jeszcze pisać listy do rodziców . Chłopcy ruscy żyli z Polakami nie bardzo w zgodzie, bo 10-letni chłopcy byli tak rozpuszczeni, że nie do wytłumaczenia. Ciągłe bójki między sobą i kłótnie. Dzień spędzaliśmy przy pracy. Była ona nieciężka, ale i nielekka, gdyż wracało się zmęczonym. Posyłek z domu nie otrzymywałem, gdyż bardzo długo trzeba było czekać, aż się zepsuły artykuły żywnościowe. Gdy Niemcy zaczęli zbliżać się do Kijowa i bombardować, wyprowadzono nas na stację i załadowano do wagonów - Polaków  razem z ruskimi. Doszło tam do wielkich tragedii, gdyż chłopcy ruscy pozabierali od nas niemal wszystko. A jeżeliby się który oburzył, gotowi byli zbić, bo i bez tego spokoju nie dawali, dokuczali i przezywali.

----

Kobiałka, występujący później pod nieco zmienionym nazwiskiem Kobiałko, został przyjęty do Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii. Służył w stopniu kaprala w 315. Dywizjonie Myśliwskim. Został odznaczony Medalem Lotniczym. Po wojnie pozostał w Anglii. W 1949 roku ożenił się z Olgą Szulakowską, z którą miał dwie córki. W latach 50. XX wieku wyemigrował z rodziną do Kanady. Zmarł w Toronto 8 lipca 2021.

poniedziałek, 18 stycznia 2021

Represjonowani przez organy władzy sowieckiej w czasie II wojny światowej- uzupełnienie

 Dwa ciekawe uzupełnienia do listy chocznian represjonowanych przez organy władzy sowieckiej w czasie II wojny światowej (link) przyniosło przeszukanie źródeł rosyjskich.

Pierwsza z dodanych osób to Rolman Schöngut:

Рольман Якимович Шенгут  (1911, Краковская губ., Хочня, евреи)

Rolman Jakimowicz Schöngut, urodzony w 1911 roku, województwo krakowskie, Chocznia, Żyd.

Otczestwo (imię odojcowskie) Jakimowicz wskazuje, że Rolman był synem Joachima.

I rzeczywiście mieszkańcem Choczni był rzeźnik Joachim Schöngut, urodzony w 1877 roku, jako syn Mojżesza Haasa i Nachy Schöngut. W 1903 roku poślubił w Wadowicach Feiglę Jarod z Chrzanowa, a w 1923 roku Dobre Malkę Hochbaum. 

W takim razie ów Rolman musiał być synem Joachima i Feigle oraz bratem: lekarza Szymona Schönguta (ur. 1903), Emanuela Schönguta (ur. 1909) i Chaima Henryka Schönguta (ur. 1912).

Rolman Schöngut miał przed wybuchem II wojny światowej zamieszkiwać we Lwowie. Po wkroczeniu Armii Czerwonej i zaprowadzeniu radzieckich porządków został deportowany na północ do obwodu archangielskiego. 24 lipca 1940 roku osadzono go w specposiołku Mużykowo- obozie specjalnym dla deportowanych. Rygor pobytu w specposiołkach był mniejszy niż w łagrach, ale panował tam jednak głód i duża śmiertelność, a lokatorzy baraków zamieszkiwali w brudzie, wilgoci, zaduchu, w mroku, wśród karaluchów, pcheł, wszy i pluskiew, gryzoni, w ciągłym zagrożeniu epidemiologicznym (A. Witkowski, "Ludobójstwo i deportacje"). Osoby powyżej 14 roku życia i sprawne fizycznie zmuszano do ciężkich prac, na przykład wyrębu lasu. Dalsze losy Rolmana nie są znane.

Podobne represje dotknęły także pochodzącą z Choczni Agnieszkę Sikora. 

Войчак Агниша Александровна

(1909,Краковская обл.,Хочня, Вадовицкий р-н, полька).

W dokumentach rosyjskich podana jest z przyjętym po ślubie nazwiskiem Wójciak i otczestwem Aleksandrowna, jako Polka urodzona w 1909 roku w Choczni, powiat Wadowice, województwo krakowskie.

Faktycznie w choczeńskich metrykach chrztów z tego okresu figuruje Agnieszka Sikora, córka Aleksego i Anny z domu Gawęda, urodzona 12 stycznia 1909 roku pod numerem 166.
Agnieszka Wójciak była przedwojenną mieszkanką Krutuły koło Tłumacza w województwie stanisławowskim. 10 lutego 1940 roku deportowano ją z synem Janem (ur. 1933) i dwiema córkami: Władysławą (ur. 1934) oraz Krystyną (ur. 1936) do wsi Kyłtowo w Republice Autonomicznej Komi (Księga Pamięci Republiki Komi),  a następnie przeniesiona do specposiołka Wietka, gdzie 13 marca 1941 zmarł jej syn Jan. Wcześniej Agnieszka straciła kontakt ze swoim mężem Józefem, który już nigdy się nie odnalazł. Niejasne są również dalsze losy jej córki Krystyny.
Agnieszka i Władysława Wójciak przeżyły szczęśliwie okres represji i w 1946 roku dotarły do Stanów Zjednoczonych Ameryki, przekraczając pieszo granicę między Meksykiem a USA.
Ta informacja pojawiła się już w ubiegłorocznej notatce "Fotografie choczeńskich emigrantów" (link), gdzie znajduje się także fotografia Agnieszki Wójciak i jej amerykańska historia.


poniedziałek, 15 grudnia 2014

Represjonowani przez organy władzy sowieckiej w czasie II wojny światowej

Rodzina Bator:
  1. Józef Bator (ur. 1897- zm. 1980) - pracownik kamieniołomu bazaltu w Janowej Dolinie na Wołyniu, gdzie osiedlił się z rodziną w latach 30-stych XX wieku. W 1941 roku został wysiedlony do Kazachstanu, skąd trafił do armii Andersa. Zwolniony z wojska ze względu na tyfus znalazł się najpierw w obozie cywilnym w Isfahan w Iranie, a następnie w Indiach. W styczniu 1948 na statku SS „Ormonde” dotarł z Indii do Nottingham w Anglii (deklarowany wówczas zawód- rzeźnik). Tam spotkał się z czterema ocalałymi synami. W Anglii ożenił się po raz drugi i zamieszkał w Yorkshire. Na starość wrócił do Choczni. Po śmierci został pochowany na choczeńskim cmentarzu. Syn Feliksa i Marianny z domu Rozpond, żonaty z Rozalią z domu Suwaj, z którą miał synów: Jana, Stefana, Mieczysława, Stanisława i Edwarda oraz córki: Marię i Halinę. Z drugą żoną miał w Anglii pięcioro dzieci.
  2. Rozalia Bator (z domu Suwaj) - wysiedlona z mężem Józefem i  młodszymi dziećmi z Janowej Doliny na Wołyniu do Kazachstanu, gdzie zmarła w 1942 roku.
  3. Jan Bator (ur. 1921 - zm. 1940) - W  momencie wybuchu II wojny światowej jako członek rodziny osadników z Choczni mieszkał w Janowej Dolinie na Wołyniu i pracował jako robotnik w kamieniołomie bazaltu. Był członkiem miejscowego klubu sportowego „Strzelec”. W 1940 został aresztowany przez NKWD, umieszczony w obozie w Starobielsku i stracony prawdopodobnie w Charkowie. 
  4. Stefan Bator (ur. 1922- zm. 1996) -  w  momencie wybuchu II wojny światowej jako członek rodziny osadników z Choczni mieszkał w Janowej Dolinie na Wołyniu i pracował jako robotnik w kamieniołomie bazaltu. Był członkiem miejscowego klubu sportowego „Strzelec” (kajakarz). Uczestnik Kampanii Wrześniowej. W 1940 został aresztowany przez NKWD i skazany na 5 lat łagru na Syberii.  W 1942 znalazł się jako ochotnik w armii generała Andersa, po zwolnieniu z sowieckiego łagru na mocy układu Sikorski-Majski. Przez obozy w w Palestynie (Castina Camp) i Iraku na przełomie 1943 i 1944 roku dotarł wraz z II Korpusem Polskim do Włoch. Walczył w 3 batalionie łączności 3 Dywizji Strzelców Karpackich, między innymi pod Monte Cassino w dniach 11-29 maja 1944. Po wojnie, we wrześniu 1947 roku, został przeniesiony wraz z całą jednostką do Wielkiej Brytanii i zdemobilizowany w stopniu starszego szeregowego.  Za zasługi wojenne otrzymał Krzyż Walecznych. Pozostał na emigracji w Anglii i mieszkał w Nottingham. Mąż Janiny, z którą miał dwoje dzieci: Barbarę i Andrzeja.
  5. Mieczysław Bator (ur. 1926 - zm. 2002) - w  momencie wybuchu II wojny światowej mieszkał z rodzicami i rodzeństwem w Janowej Dolinie na Wołyniu. W 1941 roku został wysiedlony do Kazachstanu, gdzie pracował w kołchozie. W 1942 wstąpił do oddziałów junackich armii Andersa. Po ukończeniu szkoły kadetów w Palestynie znalazła się (od 1944 roku) we Włoszech, w I batalionie 3 Dywizji Strzelców Karpackich. Walczył między innymi pod Monte Cassino. Po demobilizacji w stopniu kaprala podchorążego pozostał w Wielkiej Brytanii, gdzie pracował jako chemik i spawacz. Członek polskiego chóru „Varsovia”. Za zasługi wojenne odznaczony Krzyżem Walecznych. Mąż Haliny, z którą miał dwóch synów: Ireneusza i Janusza.
  6. Halina Żbikowska (z domu Bator) (ur. 1928) w  momencie wybuchu II wojny światowej mieszkała z rodzicami i rodzeństwem w Janowej Dolinie na Wołyniu. W 1940 roku została deportowana z rodzicami do Kazachstanu, gdzie pracowała w kołchozie. Teren ZSRR opuściła wraz z wojskami generała Andersa. Wstąpiła do oddziałów Pomocniczej Służby Kobiet i służyła w Szkocji. W 1946 roku z mężem Kazimierzem Żbikowskim wróciła do Polski. 
  7. Stanisław Bator (ur. 1930) - w  momencie wybuchu II wojny światowej mieszkał z rodzicami i rodzeństwem w Janowej Dolinie na Wołyniu. W 1940 roku został deportowany z rodzicami do Kazachstanu. Opuścił Związek Sowiecki wraz z armią generała Andersa i uczęszczał od 1942 roku do Junackiej Szkoły Mechanicznej w Palestynie. Po wojnie osiadł w Anglii. 
  8. Edward Bator (ur. 1932) - w  momencie wybuchu II wojny światowej mieszkał z rodzicami i rodzeństwem w Janowej Dolinie na Wołyniu. W 1940 roku został deportowany z rodzicami do Kazachstanu. Opuścił Związek Sowiecki wraz z armią generała Andersa i uczęszczał od 1942 roku do Junackiej Szkoły Mechanicznej w Palestynie. Po wojnie znalazł się z braćmi i ojcem w Anglii. W 1955 roku wstąpił do  armii USA. Służył między innymi we Francji, Niemczech, Korei, Wietnamie i na Okinawie. Po przejściu na emeryturę w stopniu starszego sierżanta sztabowego osiadł w Północnej Karolinie z żoną Jadwigą z domu Romańczyk, również pochodzącą z Choczni, którą poślubił w 1958 roku we Francji.
Pozostali represjonowani:
  1. Jan Bryndza (ur. około 1898- zm. 1979) żołnierz 12 pułku piechoty w kampanii wrześniowej, rozbrojony przez Rosjan pod Czortkowem. Pracował przymusowo przy budowie dróg w okolicach Moskwy.W grudniu 1939 roku wydany Niemcom. Syn Izydora i Agaty, żonaty z Marią z Dąbrowskich.
  2. Stanisław Guzdek (ur. 1915) - we wrześniu 1939 roku aresztowany przez Rosjan (NKWD) we Włodzimierzu. Więziony kolejno w obozach w Zaporożu, Komi (Siewżełdorłag) i w Juży. We wrześniu 1941 roku wstąpił do polskiej armii generała Andersa. Syn Szymona i Agnieszki z Lipowskich.
  3. Stanisław Jurecki (ur. 1916- zm. 1993) - we wrześniu 1939 roku aresztowany przez Rosjan (NKWD) w Szyrwintach na Litwie. Więziony kolejno w obozach w Wiłkowiszkach, Juchnowie, Ponoju i Suzdalu. We wrześniu 1941 roku wstąpił do polskiej armii generała Andersa w Tatiszczewie Po wojnie w Wielkiej Brytanii, od 1949 roku na emigracji w Argentynie (razem z bratem Franciszkiem). Syn Feliksa i Moniki z domu Tabija.
  4. Antoni Ligięza (ur. 1899 - zm. 1980) żołnierz 12 pułku piechoty internowany przez wojska radzieckie na terenie obecnej Ukrainy. Pracował w kamieniołomach, ZSRR opuścił wraz z armią gen. Andersa. Syn Józefa i Franciszki z domu Strzeżoń.
  5. Jan Ramenda (ur. 1908 - zm. 1944) - we wrześniu 1939 roku aresztowany przez Rosjan (NKWD) w Kowlu. Więziony kolejno w obozach w Szepietówce i w Równem. We wrześniu 1941 roku w Tockoje wstąpił do polskiej armii generała Andersa. Był kapralem 18 Batalionu Strzelców 2 Korpusu gen. Andersa, zginął w bitwie pod Monte Cassino i  pochowany został na tamtejszym cmentarzu wojskowym. Syn Jana.
  6. Stanisław Ramenda (ur. 1888) - w 1940 roku wywieziony wraz z rodziną z Łobaczówki na Wołyniu do obwodu archangielskiego. Zaginął podczas transportu do Kazachstanu w 1941 roku.Syn Antoniego i Marianny z domu Styła.
  7. Maria Siwiec (ur. 1901- zm. 1944) wywieziona do Azji Środkowej, gdzie zmarła.Jej symboliczny grób znajduje się w Krakowie. Córka Józefa i Antoniny z domu Kręcioch.
  8. Zbigniew Szczerczak (ur. 1906 - zm. 1940) - w 1922 ukończył szkołę powszechną męską w Tarnowie. Absolwent seminarium nauczycielskiego w Tarnowie (1927) i Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty w Krakowie (1928). Podporucznik mianowany 01.01.1931, przydzielony do 73 pułku piechoty. Nauczyciel szkoły powszechnej w Bytkowie i Michałkowicach k. Katowic. Jeniec obozu w Kozielsku. Zamordowany w Katyniu, niezidentyfikowany podczas ekshumacji. W 2007 awansowany pośmiertnie na porucznika. Żonaty, miał córkę Ilonę. Syn Stanisława (choczeńskiego nauczyciela) i Walerii z domu Gatczyk.
  9. Wincentyna Talaga (ur. 1914- zm. 1997) aresztowana przez NKWD w Rustweczku i po okresie uwięzienia deportowana ze Lwowa wgłąb ZSRS.
  10. Waleria Tyszkiewicz z domu Zając (ur. 1911- zm. 1993) deportowana wgłąb ZSRR, skąd udało się jej wydostać z armią gen. Andersa. Córka Andrzeja i Marii z domu Widlarz, żona Antoniego Tyszkiewicza.
  11. Włodzimierz Wcisło (ur. 1919 - zm. 1944) aresztowany przez władze radzieckie we Lwowie i osadzony w więzieniu. Związek Radziecki opuścił wraz z armią gen. Andersa. Brał udział w walkach we Włoszech, w tym pod Monte Cassino. Zmarł 29 sierpnia 1944 w szpitalu w Anconie, w wyniku poparzeń po pożarze jego wozu. Syn Jana i Janiny z domu Szczur.
  12. Tadeusz Wróbel (ur. 1919) - we wrześniu 1939 roku aresztowany przez Rosjan (NKWD) we Włodzimierzu. Więziony kolejno w obozach w Zaporożu, Komi (Siewżełdorłag) i w Juży. We wrześniu 1941 wstąpił do polskiej armii Andersa.  Zmarł w Kanaqin w Iranie. Syn Szymona i Marii z domu Odrobina.
  13. Stanisław Zając (ur. 1910 - zm. 1940) - absolwent wadowickiego gimnazjum w 1930 roku, urzędnik- pracownik urzędu skarbowego w Sarnach. Ukończył w 1932 roku kurs baonu podchorążych rezerwy piechoty nr. 7 W Śremie. Podporucznik mianowany 01.01.1934, przydzielony do 50 pułku piechoty. Zmobilizowany w 1939 r. został wzięty do niewoli sowieckiej i osadzony w obozie w Kozielsku, zamordowany w Katyniu. Zidentyfikowany pod nr AM 2847. Pośmiertnie awansowany na stopień porucznika WP. Syn Stefana i Rozalii z domu Hodur.