czwartek, 14 lipca 2022

Genealogia choczeńskich Guzdków

Podobnie jak w przypadku innych choczeńskich rodów podstawą do sporządzenia genealogii Guzdków był spis wyborców z 1973 roku, czyli w czasach obowiązywania RODO najnowsze dostępne publicznie źródło, w którym wymienieni są wszyscy dorośli mieszkańcy Choczni sprzed niemal 50 lat. Myślę jednak, że współcześni Guzdkowie łatwo odnajdą w prezentowanych poniżej zestawieniach swoich dziadków, ojców lub siebie samych, ponieważ najmłodsi wyborcy z 1973 roku nie przekroczyli jeszcze 70 roku życia. Przygotowanie genealogii tego rodu nie było łatwe, jako że w 1973 roku w Choczni zameldowanych było aż 88 dorosłych Guzdków, mieszkających w 36 domach. Odszukanie ich przodków powiodło się w prawie każdym wypadku, a jedynym wyjątkiem był Marian Guzdek, urodzony w 1946 roku, który według danych z listy wyborczej był synem Elżbiety. Podstawowy wniosek z analizy przodków pozostałych Guzdków jest taki, że na podstawie ksiąg metrykalnych i innych danych nie da się udowodnić ich pochodzenia od jednej osoby, czyli wskazać konkretnego protoplasty rodu choczeńskich Guzdków, a  mieszkający w 1973 roku w Choczni Guzdkowie tworzą cztery linie rodowe- potomków Marcina, Wincentego, Wawrzyńca i Wojciecha Guzdków. Dwaj pierwsi żyli już w Choczni w II połowie XVII wieku, a Wawrzyniec i Wojciech urodzili się zapewne w pierwszej połowie kolejnego wieku (XVIII). Najliczniejsi byli potomkowie Wincentego Guzdka, którzy zamieszkiwali w 13 domach i Marcina Guzdka (w 12 domach). Natomiast potomków Wojciecha Guzdka wykazano w spisie wyborców w siedmiu domach, a Wawrzyńca Guzdka tylko w trzech.

Potomkowie Wincentego Guzdka


Tę linię rodową choczeńskich Guzdków można określić roboczo jako "biskupią", gdyż najbardziej znanym jej przedstawicielem jest arcybiskup Józef Guzdek. Pierwszymi znanymi jej przedstawicielami byli Wincenty Guzdek i jego żona Anna z Wilczków, mieszkający tuż powyżej kościoła parafialnego. Już w pokoleniu wnuków Wincentego i Anny nastąpił podział tej linii na dwie kolejne, zaczynające się od Wawrzyńca (ur. 1711) i jego młodszego brata Antoniego (ur. 1714). W 1973 roku linia potomków Wawrzyńca była reprezentowana na liście wyborczej tylko przez dwie kobiety: Irenę oraz Marię- córki Antoniego Guzdka i Elżbiety z domu Bryndza. Natomiast potomkowie Antoniego z 1714 roku, stanowiący właściwą linię "biskupią: byli znacznie liczniejsi i dość blisko ze sobą spokrewnieni. Wszyscy wywodzili się od Aleksego Guzdka (ur. 1756), a następnie jego syna Benedykta, jego wnuka Józefa i prawnuka Stanisława (ur. 1860). Arcybiskup Guzdek, wnuk Stefana Guzdka, jest prawnukiem tego właśnie Stanisława , ale w 1973 roku mieszkali też w Choczni potomkowie innych synów Stanisława: Jana Guzdka i Stanisława Guzdka oraz wdowa po ich bracie Tadeuszu (ich potomkowie nadal mieszkają w Choczni, choć nie zostali ujęci w spisie wyborców z 1973 roku).

Potomkowie Marcina Guzdka

O Marcinie Guzdku, pierwszym przedstawicielu tej linii wiadomo niewiele. W choczeńskich księgach metrykalnych nie ma ani metryki jego chrztu ani metryki małżeństwa z Katarzyną. Co więcej, według tychże ksiąg ochrzcił w Choczni tylko jedno dziecko- to znaczy syna Urbana w 1692 roku, później znanego jako kupiec zbożowy. Sądząc po dacie chrztu Urbana, Marcin musiał być znacznie młodszy od Wincentego, pierwszego przedstawiciela linii "biskupiej". Ta linia rodowa Guzdków podzieliła się na dwie za sprawą wnuków kupca Urbana, noszących imiona Łukasz i Alojzy Jan. W 1973 roku mieszkali w Choczni wnukowie i prawnukowie Jana Guzdka (ur. 1827), który był z kolei wnukiem wymienionego wyżej Łukasza oraz wnukowie, prawnukowie i pra-prawnukowie innego Jana Guzdka (ur. 1823), wnuka Alojzego Jana. Do potomków Marcina Guzdka należeli między innymi: Klemens Guzdek (w 1973 roku przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej w Choczni), ksiądz Jan Guzdek (kapelan środowisk polonijnych w USA), czy Józef Guzdek (ur. 1848)- ojciec największej liczby dzieci w Choczni (21).



Potomkowie Wojciecha Guzdka

W latach 20. XVIII wieku dzieci w Choczni miało dwóch Wojciechów Guzdków- mąż Zofii i mąż Rozalii z domu Garżel, ale metryka chrztu żadnego z nich niestety nie zachowała się, stąd nie wiadomo, czyimi byli synami. Do czasów współczesnych nazwisko Guzdek noszą nadal potomkowie Tomasza, urodzonego w 1721 roku, jako syn Wojciecha i Katarzyny. Guzdkowie z tej linii żyjący w Choczni w 1973 roku byli albo potomkami Mateusza Guzdka (ur. 1780), wnuka Tomasza, albo jego brata Klemensa Guzdka (ur. 1785). W 1973 roku byli oni w stosunku do siebie co najwyżej kuzynami 4-go stopnia. 



Potomkowie Wawrzyńca Guzdka

Z tej najmniej licznej linii rodowej Guzdków pochodziło kilka zasłużonych dla Choczni postaci, jak Klemens Guzdek (ur. 1880), bliski współpracownik Józefa Putka, czy jego syn Józef Guzdek (ur. 1906), powojenny wójt Choczni. Pierwszy znany przedstawiciel tej linii- Wawrzyniec Guzdek - w 1750 roku poślubił Kunegundę z domu Szczur. Ponieważ w metryce małżeństwa nie podano ani jego wieku, ani imion rodziców, to mógł być to każdy z trzech Wawrzyńców Guzdków urodzonych w Choczni w I połowie XVIII wieku- to znaczy Wawrzyniec, syn Jana (ur. 1711), Wawrzyniec, syn Mikołaja (ur. 1723) lub Wawrzyniec, syn Urbana (ur. 1726). Pierwsza możliwość oznaczałaby, że ta linia jest częścią większej "linii biskupiej", a trzecia, że należą oni do potomków Marcina Guzdka. Jeżeli natomiast Wawrzyniec Guzdek był synem Mikołaja, to ta linia wywodziłaby się od Jakuba Guzdka, notowanego w księgach metrykalnych już w 1655 roku, którego ewentualne powiązania z Wincentym, czy Marcinem nie są znane. Wszyscy Guzdkowie z tej linii w 1973 roku byli dziećmi lub wnukami wspomnianego wyżej Klemensa, działacza samorządowego i politycznego.



poniedziałek, 11 lipca 2022

Jak nadawano nazwy ulicom i osiedlom w Choczni

 5 marca 1987 roku na posiedzeniu choczeńskiej Rady Sołeckiej jej przewodniczący Stanisław Rzycki po raz pierwszy poruszył sprawę możliwości nadania nazw ulicom i przysiółkom na terenie wsi. O wybór i uzasadnienie proponowanych nazw poproszono Zdzisława Kawę, kierownika szkoły w Choczni Dolnej.

Temat powrócił na posiedzeniu Rady Sołeckiej  9 marca 1988 roku. Potrzebę wprowadzenia nazewnictwa przysiółków i dróg w Choczni dla celów administracyjnych przedstawił ponownie Stanisław Rzycki. Jako uzasadnienie podał, że Chocznia jest dużą wsią, która posiada niekolejną numerację nieruchomości  i stąd występują duże trudności dla wielu organów i osób fizycznych w ustaleniu, w jakiej części wsi zamieszkują poszczególni jej mieszkańcy. Tym bardziej że w poprzednich latach Urząd Miasta i Gminy w Wadowicach nadawał nowym nieruchomościom kolejne numery w systemie narastającym, zamiast z dopiskiem liter alfabetu, co spowodowało, że na przykład dwa budynki oznaczone sąsiednimi numerami znajdowały się w znacznej odległości od siebie i w różnych częściach Choczni.

Co ciekawe, zaproponowane nazwy ulic i osiedli różniły się nieco od tych, które ostatecznie przyjęto i które obowiązują do dziś. I tak:

  • dzisiejsza ulica Kościuszki miała nazywać się ulicą doktora Józefa Putka,
  • zamiast dzisiejszego Osiedla Patria zaproponowano pierwotnie nazwę Osiedle Piekło,
  • patronem dzisiejszej ulicy Głównej miał być Antoni Styła,
  • obecna ulica Kościelna miała nazywać się Cmentarną.
Z drobniejszych różnic- Osiedle Pod Bliźniakami chciano nazwać Osiedle Bliźniaki, Osiedle Baranciak - Baraniakiem, a ulicę Zarąbki- Osiedlem Morgi Zarąbki. 

W dyskusji jeden z uczestników zebrania wnioskował o nadanie jakiejś ulicy w Choczni nazwy Turały, w celu uhonorowania jego zasług dla wsi. Przy czym ani wnioskodawca, ani nikt z zebranych nie wiedział dokładnie, o jakie zasługi chodziło, a nawet jak rzeczony Turała miał na imię. Komuś kojarzyło się tylko błędnie, że tenże Turała był zasłużonym naukowcem z Akademii Rolniczej w Krakowie. Zebrani mieli na myśli oczywiście Józefa Turałę, żyjącego jeszcze wówczas w Krakowie autora "Kroniki wsi Chocznia", prezesa kilku krakowskich spółdzielni, posiadającego tytuł magistra ekonomii. Określenie "naukowiec z Akademii Rolniczej" nasunęło się komuś zapewne z pomylenia Turały z jego bliskim znajomym doktorem Józefem Gondkiem, także związanym z Chocznią, który był właśnie profesorem AR i dziekanem Wydziału Rolnego. Ostatecznie sprawę odłożono na następną kadencję samorządu, ponieważ wśród zebranych istniały rozbieżne opinie, czy po prostu zmienić numerację domów w całej wsi, czy też zgodnie z propozycją wprowadzić nazwy ulic i osiedli.

Już po wyborach, na posiedzeniu Rady Sołeckiej 15 grudnia 1988 roku sołtys Stanisław Góra omówił ten temat ponownie. Zebrani postanowili zrealizować pomysł wprowadzenia nazw ulic i osiedli, po czym powołali komisję w składzie: Stanisław Góra, Aleksander Sapeta, Roman Wider i Franciszek Hałat, która miała dokonać objazdu wsi w celu ustalenia granic przynależności poszczególnych nieruchomości do proponowanych 9 marca  nazw ulic i osiedli oraz przedstawić konkretne wnioski.

Ostatecznie 6 listopada 1989 roku Rada Narodowa Miasta i Gminy Wadowice powzięła uchwałę o nadaniu nazw ulicom i osiedlom na terenie Choczni w takiej postaci, jaką obecnie znamy.

czwartek, 7 lipca 2022

Jan Latocha - hallerczyk i pocztowiec

 


Jan Latocha w swoim prawie 80-letnim życiu był uczestnikiem i świadkiem wielu najważniejszych wydarzeń z historii Polski pierwszej połowy XX wieku. Brał udział w obu wojnach światowych i wojnie polsko-bolszewickiej, był jeńcem wojennym i więźniem obozu, przebywał na obczyźnie i na wysiedleniu, doświadczał powojennej biedy i tworzenia nowego ustroju.

Pochodził z wielodzietnej rodziny. Urodził się 8 grudnia 1898 roku w Przybradzu. Ojciec Baltazar Latocha osierocił go wcześnie, a matka Cecylia z domu Mendyk wyszła powtórnie za mąż za Andrzeja Łubika. Po ukończeniu 4- klasowej wiejskiej szkoły służył jako pomoc kuchenna u Ojców Karmelitów Bosych w Wadowicach. 

 

Jan Latocha (z lewej) 1914
 
Stamtąd w wieku 17 lat powołano go do wojska austriackiego i po przeszkoleniu skierowany został na front włoski. Nie chcąc walczyć za Austrię, szybko dostał się do niewoli. W tym czasie we Francji tworzyła się Polska Armia Błękitna. Grupowała ona ochotników z Polonii amerykańskiej, kanadyjskiej, francuskiej, a także Polaków – uciekinierów z armii austriackiej. Naczelne dowództwo objął gen. Józef Haller, na którego wezwanie Latocha i jego koledzy zgłosili się jako ochotnicy do tej armii. W grudniu 1918 roku w Santa Maria Capua Vetere we Włoszech utworzono I batalion 2 Pułku Strzelców Polskich im. T. Kościuszki. Po przetransportowaniu go do Francji i przeformowaniu ten oddział występował pod nazwą 5 Pułku Strzelców Polskich. W kwietniu 1919 roku przybył do kraju i stał się kadrą 5 Pułku Strzelców Pieszych. Najpierw został rozlokowany w Hrubieszowie, a już w maju 1919 roku wysłano go na front w wojnie polsko-ukraińskiej. Na początku czerwca 5 PSP został skierowany na granicę polsko-niemiecką, w rejon Jaworzna i Chrzanowa.  Natomiast we wrześniu 1919 roku pułk, w którym służył Latocha, przemianowano na 47 Pułk Piechoty Strzelców Kresowych i w  styczniu 1920 przeniesiono go na Pomorze w celu obejmowania ziem przyznanych Polsce traktatem wersalskim. Od maja 1920 walczył na frontach wojny polsko bolszewickiej w ramach 21 Brygady Piechoty, między innymi w Bitwie Warszawskiej i Bitwie Niemeńskiej. Z tego okresu zachowały się unikatowe zdjęcia z udziałem Jana Latochy i kartka pocztowa, którą z Włoch przesłał do Przybradza, do swojej siostry Joanny, która później po poślubieniu Klemensa Wandora mieszkała w Choczni.

Jan Latocha (pierwszy z prawej) w armii austriackiej (1916)
Na zdjęciu są także:
 Kazimierz i Aleksander Jabłońscy oraz Ludwik Spisak

Jan Latocha (z prawej) i Józef Ogiegło
w armii austriackiej (1916)

W Armii Hallera
Francja 2 marca 1919

W Armii Hallera (pierwszy z prawej)

W 21 Brygadzie Piechoty (1920)
Jan Latocha oznaczony znaczkiem x

Hallerczycy z 21 Brygady Piechoty
Jan Latocha trzeci z prawej


Kartka do siostry z Włoch 
z 1 grudnia 1918 rok
u

Jan Latocha służył w wojsku w sumie 6 lat. Po powrocie do cywila nie miał pracy ani wyuczonego zawodu. Przez jakiś czas podjął się pracy w tzw. biedaszybie na Śląsku. Zarobek był tam marny, a praca bardzo ciężka i połączona z wielkim ryzykiem. Powrócił więc do domu do Przybradza i pomagał w prowadzeniu gospodarstwa.

W 1926 roku poślubił 24-letnią Stanisławę Filek z Barwałdu Średniego i zamieszkał z nią w Przybradzu, na tak zwanym komornym przy rodzinie ojca. Warunki mieli trudne. Po roku urodziła się im córka Janina (później po mężu Gurdek). Za uciułane oszczędności i pobrany kredyt u znajomego Latochowie nabyli w Choczni stary domek na Komanim Pagórku i około 1 ha pola. Kolejne dziecko- syn Jan Adam-  urodziło się już w  Choczni w 1929 roku. Latocha po wielu staraniach otrzymał prace na poczcie w  Wadowicach. Jako były hallerczyk nie miał niestety tej siły przebicia i preferencji na rynku pracy, jak byli legioniści Piłsudskiego. 

Jan i Stanisława Latochowie (1926)
 

W mundurze pocztowym

Uczestnicy zawodów o Państwową Odznakę Strzelecką
zorganizowanych przez Pocztowe Przysposobienie Wojskowe
(Jan Latocha leży z prawej strony)
Wadowice 1933

W 1931 roku Latochom urodziła się najmłodsza córka Maria. Na poczcie zarabiał od 150 do 180 zł. Ten zarobek i praca na własnym kawałku gruntu pozwoliło Latochom na spłacenie długu i po pewnym czasie na rozpoczęcie budowy nowego domu, murowanego z cegły. Działka, mimo dokupienia jeszcze kawałka, była tak wąska, że w murach nowego domu stał jeszcze stary. Warunki zamieszkiwania były uciążliwe, a budowa trwała kilka lat. Do wybuchu II wojny światowej Latochowie zdążyli zamieszkać w połowie tego nowego domu, a także wprowadzić bydło do nowej obory. Stodoła była nadal stara, kryta słomą. Koło domu wybudowali również studnię na pompę, co było nowością na Komanim Pagórku. Do tej pory po wodę mieszkańcy tego osiedla chodzili do źródła oddalonego o około 200 m.

Jan Latocha przy pracy Wadowice ok. 1938


 
Z dziećmi w Krakowie (1939)

Pod koniec sierpnia 1939 roku Jan Latocha został powołany do wojska, do łączności. We Lwowie został wraz z kolegami pojmany do niewoli przez Rosjan. 

We Lwowie we wrześniu 1939 roku
Jan Latocha pierwszy z prawej
Ponieważ byli w mundurach pocztowych, bez broni, którą, jak mówił, porzucili do jakiejś studni –Rosjanie przekazali ich Niemcom. Ci potraktowali ich jak jeńców wojennych i przewieźli do Stalagu VIII-B w Lamsdorfie, czyli dzisiejszych Łambinowicach.  Po trzech miesiącach, czyli na początku grudnia, zostali wypuszczeni i przyjechali do Wadowic. Choć niektórzy jego koledzy podjęli prace na poczcie – on jednak stanowczo powiedział, że nie będzie pracował dla Niemców. Wraz z żoną uprawiał 2,5- hektarowe gospodarstwo, hodując 2 krowy i kilka kur. 12 grudnia 1940 roku cała rodzina Latochów została wysiedlona przez Niemców. Po przewiezieniu koleją zakwaterowano ich w niewielkiej, bo liczącej 23 gospodarstwa, wiosce Paulinów koło Nałęczowa na Lubelszczyźnie. Niemal każdy z członków rodziny trafił do innego domu, dopiero po pewnym czasie udało im się zamieszkać razem. Jan Latocha pracował na stacji przeładunkowej w Nałęczowie, która połączona była kolejką wąskotorową z cukrownią w Garbowie. Dla potrzeb tej cukrowni robotnicy- w tym i Latocha - przeładowywali różne towary (węgiel, buraki, cukier) z wagonów szerokotorowej kolei na wąskotorową. Czasami dojeżdżał też do pracy w samej cukrowni.
Latochowie na wysiedleniu w Paulinowie

 
Jan Latocha (z lewej) przy pracy na stacji w Nałęczowie

W 1944 roku Latochowie zdecydowali się na wyjazd z Paulinowa i ryzykowną podróż pociągiem towarowym w bliższe im strony. Ponieważ powrót do Choczni nie wchodził w grę z powodu braku możliwości przekroczenia granicy na Skawie, zdecydowali się osiedlić w Barwałdzie Górnym, w starej chatce należącej do szwagierki Jana Latochy. Wykorzystując znajomości, udało im się zalegalizować pobyt, a Jan Latocha znalazł nawet zatrudnienie w magazynie spółdzielni z Kalwarii. 

 

Zaświadczenie o pracy w spółdzielni (1944)

Zaraz po przejściu frontu w styczniu 1945 roku powrócili do swojego zupełnie ogołoconego domu w Choczni. Już po powrocie Latochów został on dodatkowo splądrowany przez żołnierzy Armii Czerwonej. Jan Latocha zatrudnił się na poczcie w Wadowicach, jako jeden z pierwszych. Przewoził przesyłki rowerem do Andrychowa i Kalwarii, dopóki nie uruchomiono komunikacji kolejowej. Tę pracę wykonywał aż do emerytury. Zmarł 2 marca 1978 roku i spoczął na choczeńskim cmentarzu parafialnym.

We wspomnieniach jego syna jawi się jako człowiek rozsądny, pracowity, oszczędny i religijny. Zawsze interesowała go polityka. Pamiętał niewolę i cenił wolną Polskę, gdyż walczył o nią, był patriotą. Opowiadał wiele o swoich wojennych przeżyciach, a nawet śpiewał wojskowe piosenki. Od niego syn przejął szacunek do symboli narodowych oraz zainteresowanie dziejami narodu polskiego.



Pożegnanie w UP w Wadowicach


Pagony z munduru pocztowego