czwartek, 18 sierpnia 2022

Terminatorzy szewscy z Choczni w latach 1892-1915

 W "Księdze wpisu uczni" Stowarzyszenia Cechu Szewskiego w Wadowicach z lat 1889-1919 można znaleźć następujące osoby związane z Chocznią:

 

  • Karol Wcisło, urodzony w 1876 roku jako syn Jana i Magdaleny z  domu Guzdek, od 1892 roku terminował u Ignacego Zembatego w Wadowicach, wyzwolony w 1895 roku. Zmarł w 1928 roku.
  • Piotr Garżel urodzony w 1878 roku jako syn Franciszka i Marianny z domu Ruła, od 1893 roku terminator u Jakuba Zabłockiego w Wadowicach. Później pracował w Bielsku, a  w 1902 roku wyemigrował do Brazylii, gdzie zmarł w 1954 roku. 
  • Jan Dąbrowski urodzony w 1878 roku, od 1890 roku terminował u Józefa Skórczyńskiego w Wadowicach, wyzwolony na czeladnika w 1894 roku (brak metryki chrztu takiej osoby w Choczni, być może urodził się w innym roku).
  • Jan Szczur urodzony w 1878 roku, jako syn Michała i Marianny z domu Zając, od 1894 roku terminował u majstra Franciszka Sternala, wyzwolony na czeladnika w 1897 roku. 
  • Kazimierz Wójcik urodzony w 1879 roku jako syn Piotra i Franciszki z domu Bryndza, od 1895 roku terminował u Ignacego Zembatego w Wadowicach, wyzwolony na czeladnika w 1897 roku. 
  • Jędrzej Guzdek, urodzony w Wadowicach w 1880 roku jako syn Jana Jędrzeja Guzdka z Choczni i Magdaleny z Owsińskich z Wadowic, od 1896 roku terminował u Michała Gąsiorowskiego w Wadowicach, wyzwolony na czeladnika w 1900 roku. 
  • Jan Sitarski, urodzony w Gorzeniu Dolnym w 1883 roku, syn Leona Sitarskiego, młynarza w Choczni, od 1897 roku terminował u Józefa Zembatego w Wadowicach, wyzwolony na czeladnika w 1900 roku. W 1910 roku figuruje jako mistrz szewski w Krakowie.
  • Wojciech Bandoła urodzony w 1888 roku jako syn murarza Franciszka i Anny z domu Stankowicz, od 1902 roku terminował u Ignacego Zembatego w Wadowicach, wyzwolony na czeladnika w 1905 roku. Po służbie wojskowej w 1913 roku wyemigrował do Chicago, zmarł w 1946 roku w Norwood Park, Illinois. 
  • Michał Płonka urodzony w 1887 roku w Choczni jako syn Andrzeja i Anny z domu Zając, od 1905 roku terminował u Franciszka Styły w Wadowicach, wyzwolony na czeladnika w 1909 roku. Poległ w 1915 roku w czasie I wojny światowej.
  • Szczepan Strzeżoń urodzony w 1890 roku jako syn Jakuba i Marianny z domu Smaza, od 1905 roku terminował u Tomasza Kublina w Wadowicach (umowa nauki zawodu na 4 lata). W czasie I wojny światowej dostał się do niewoli rosyjskiej. Mąż Heleny z domu Pindel, w 1930 roku mieszkaniec Kleczy. 
  • Jan Sośniecki, urodzony w 1894 roku, syn rolnika Józefa, od 1908 roku terminował u Franciszka Sternala w Wadowicach, wyzwolony na czeladnika w 1912 roku.
  • Wilhelm Woźniak urodzony w 1888 roku w Lipniku k. Białej Krakowskiej jako syn chocznianina Jana Aureliusza Woźniaka i Marianny z Sulikowskich, od 1904 roku terminował u Józefa Hatłasa w Wadowicach. Zmarł w 1952 roku. 
  • Maksymilian Bryndza urodzony w 1897 roku jako syn Tomasza i Katarzyny z domu Kublin, od 1909 roku terminował u Jana Jędrzejczyka w Wadowicach, wyzwolony na czeladnika w 1914 roku. Zmarł w 1969 roku w Kleczy Dolnej.
  • Antoni Góralczyk urodzony w 1893 roku jako syn Józefa i Agnieszki z domu Żurek. W latach 1910-1912 terminował u Franciszka Sternala w Wadowicach. Zmarł w 1961 roku w Kanadzie. 
  • Józef Zembowski urodzony w 1897 roku w Wieprzu, w 1912 roku wpisany przez opiekunów z Choczni (Jana Lipowskiego i Annę Zembowską) na terminatora u majstra Antoniego Kamińskiego w Wadowicach. Wyzwolony na czeladnika w 1915 roku.
  • Tomasz Cibor urodzony w 1894 roku jako syn Szczepana i Agnieszki z domu Petek, od 1912 roku terminował u Władysława Brańki w Gorzeniu Górnym.

Z kolei wśród nauczycieli zawodu- majstrów cechowych pojawia się cholewkarz Israel Bleiberg, urodzony około 1860 roku w miejscowości Wielkie Oczy, który w 1898 roku poślubił choczniankę Reisel Schoengut, a rok później miał z nią w Choczni syna Mendla.



poniedziałek, 15 sierpnia 2022

Józef Czapik o dawnych organistach

 Choczeński wójt i organista Józef Czapik wygłosił 3 stycznia 1895 roku pogadankę dla organistów dekanatu wadowickiego, w której podał między innymi nazwiska swoich poprzedników - dawnych organistów w Choczni:

Niemogę milczeniem pominąć tego, com w okresie 3- letnim jako uczeń i praktykant a w okresie 49- letnim jako organista doświadczał z starych akt i wiadomości nabył i od w wieku będących organistów słyszał i chcę tu mówić o dawnem znaczeniu i stanowisku organistowskiem. Niezaprzeczonem jest, że w dawnych wiekach chrześciaństwa, gdzie to mało szkół było i oddalone były, utrzymanie za kosztowne, tak na duchownych, czyli księży, a to samo i na organistów, najwięcej ze stanu szlacheckiego poświęcali się do tych zawodów i śmiem to twierdzić ze samych nazwisk organistów, którzy byli organistami przy parafialnym kościele w Choczni.

I tak w r. 1658 był organistą Wojciech Mucha, w r. 1666 Wojciech Tuszyński, w r. 1688 Jan Mikluszowski, w r. 1712 Andrzej Kaliciński w r. 1713 Wojciech Łaziński, w r. 1717 Antoni Zielaszkowicz, w r. 1731 Paweł Stanecki, w r. 1739 Jakób Sadowski, w r. 1748 Jan Punczowski, w r. 1755 Balcer Mienkina, w. r. 1761 Kazimierz Płaza, w r. 1763 Wojciech Nyczowski, w r. 1797 Wojciech Wojaszkiewicz, w r. 1804 Jakób Pilarski. Czyliż te nazwiska istotnie nie udawadniają pochodzenia szlacheckiego?
Wnioskować należy ztąd że i dotacye na utrzymanie Organistów odpowiednie były, gdy do tego zawodu poświęcali się szlachcice, byli też w parafiach nauczycielami i pisarzami gminnemi i kończyli szkoły łacińskie bo wiele dokumentów znachodzi się w starych księgach gminnych po łacinie napisanych, ich stanowisko było zaszczytne a dobrobyt odpowiedni na utrzymanie. Zaś ze starych Antyfonarzy i szpargałów do grania, które były po jednej nucie na 5 liniach całemi i półnutami pisane, msze i pieśni którem znalazł w kościele parafialnym w Choczni, okazuje się, że dawni, organiści znali dobrze chorał Gregoryański i grę na organach czysto kościelną i poświęcali się tylko w tym zawodzie, bo mieli odpowiednie utrzymanie. Powody obniżające stan organistów i uszczuplenie do minimum dotacyi na utrzymanie, jakie zaprowadzone były przy Erekcyi kościołów, da się wywieść z powodów następnych. Gdy ku końcu XVIII wieku, a dalej XIX wieku aż po dziś dzień w stan organistów weszli mieszczańscy i włościańscy synowie, gdy nareszcie zmiana częsta w przyjmowaniu i oddalaniu organistów była dowolna i żadne władze nadzoru nad tą zmianą niewykonywały, co dotyczyło utrzymania zaprowadzonego dla organisty, gdy w wielu wypadkach poduczył były organista u siebie jakiego ucznia z tej parafii, przez podstęp i intrygi ten uczeń miał za sobą oratorów w gminie w nadziei pomyślnego zaślubienia się z córką oratora, wyparto i wysadzono nieboraka poprzedniego organistę, ten wysadzony nieborak z zmartwienia się rozpił i upadł moralnie, tamten nowy przez zmianę, aby się utrzymać przy organistostwie co mu ofiarowano zadowolnił się i był ten nowicyusz organista więcej lokaj niż organista i w ten to sposób i powód poniżył się stan i znaczenie organisty, a tem samem i dotacya utrzymania zmniejszyła się, a przytem upadł śpiew prawdziwy chóralny i gra czysto kościelna, bo taki rozparzeleniec ledwo co godzinki i Święty Boże umiał zadudać jako tako — a wszystko to ta lichwa Judasza z workiem doprowadziła do tego.  Drugi powód do obniżenia stanu organistów i ubytku dotacyi na utrzymanie jest odłączenie nauczycielstwa od organistostwa. Pokąd organiści byli nauczycielami parafialnemi trywialnemi, powaga ich była i byt zapewnione, odłączenie organistowstwa od nauczycielstwa upadek dla organistów zpowodowało. Ponieważ rzadko gdzie aby było odpowiednie utrzymanie dla organisty, dlatego też i mniej poświęca się do tego zawodu organistowskiego, a chcąc być dobrym i uczonym organistą potrzeba dobrej nauki i wykształcenia, a dobra nauka nie tylko kosztuje pieniądze i pieniądze, ale i natężenia umysłu i rozumu i wydoskonalenia się wymaga.

Podana przez Czapika lista choczeńskich organistów niewiele odbiega od te, którą zamieściłem siedem lat temu (link).

Dochodzą: Wojciech Mucha, nazywany też Kłaput lub Mucharski, którego znałem do tej pory jako choczeńskiego wójta i Andrzej Kaliciński. Czapik podaje także inne imię organisty Miękini (Balcer, czyli Baltazar, a nie Marcin). 

Natomiast skomentowania wymaga opinia, że wymienieni wyżej organiści byli jakoby szlacheckiego pochodzenia. Trudno mówić o tym nie tylko w przypadku Muchy, czy Mienkini, noszących pospolite nazwiska, ale i w w odniesieniu do większości pozostałych. Czapik nie uwzględnił faktu, że na przykład Nyczowski jest w metrykach choczeńskich nazywany także Nyczem, a Mikluszowski/Miklaszowski - Mikołajkowem. To świadectwo panującej wówczas tendencji, że osoby ze stanu mieszczańskiego, rzemieślnicy i bogatsi chłopi wybijający się  nieco nad otoczenie, przyjmowali do swoich nazwisk końcówki -ski-, icz, jak w nazwiskach szlachetnie urodzonych, chcąc podnieść w ten sposób swój prestiż. Dlatego zapewne przodkowie Pilarskiego nazywali się Piła lub Pilarz, Staneckiego- Stanek, Wojaszkiewicza- Wojas itp. Z kolei Tuszyński mógł po prostu pochodzić z Tuszyna, Łaziński z Łazów, a  Punczowski z Puńcowa. Co ciekawe, Czapik nie wsparł swojej tezy nie podając w przypadku Miękini drugiej formy jego nazwiska, czyli Miękiński. Można również dodać, że następcą ostatniego z wymienionych (Pilarskiego) był Smolarski, nazywany wcześniej Smolarkiem.

Oczywiście Czapik ma rację, pisząc że dobre opanowanie zawodu organisty wymagało wielu lat nauki, praktyki i poniesienia znacznych kosztów, nie wykraczających jednak ponad możliwości zdolnego syna mieszczanina, czy nieco zamożniejszego włościanina. Ale jest mało wiarygodny, gdy kwestionuje w swojej przemowie prawo chłopów, z których sam się przecież wywodził, do pracy w tym zawodzie i upatrując to jako źródło upadku fachu organistowskiego. Trudne do pogodzenia pod koniec XIX wieku wydaje się też łączenie pracy organisty i nauczyciela, szczególnie w tak dużej miejscowości jak Chocznia. Co udawało się samemu Czapikowi pół wieku wcześniej w raczkującej choczeńskiej szkole, niekoniecznie sprawdzałoby się w 1895 roku, gdy do wdrożenia programu nauczania zatrudnionych było w Choczni Dolnej i Górnej 5 nauczycieli.


czwartek, 11 sierpnia 2022

Choczeńska kronika sądowa część VI

 W 1904 i 1905 roku krakowski "Dziennik Illustrowany Nowiny" relacjonował sprawę kradzieży brylantów, która swój finał znalazła na sali sądowej.

 We wrześniu 1904 roku, jak to donosiliśmy, zawiadomił policyę p. Nachman Englaender, że skradziono żonie jego broszkę złotą z dyamentami w kształcie półksiężyca i brylantowe kolczyki, ogółem wartości przeszło 2000 koron. Jako podejrzaną o tę kradzież aresztowała wówczas policya posługaczkę p. Englaendera, Salomeę Łabusiową z Kwaczały, liczącą lat 47, żonę fiakra, zamieszkałą przy ul. Krowoderskiej, którą jednakże sąd karny uwolnił od winy i kary dla braku dowodów.
Przed kilku jednak dniami zawiadomił sąd obwodowy w Wadowicach tut. policyę, że u gospodarza wiejskiego w Choczni Józefa Piegzy zakwestyonowano broszkę z dyamentami i brylantowe kolczyki, które p. Englaender poznał jako swoją własność. Wobec tego zaaresztowano Łabusiową, która wypiera się stanowczo kradzieży zakwestyonowanych kosztowności i twierdzi, że znalazła je jej córka. Kosztowności te sprzedała następnie aresztowana swej ciotce Rozalii Dudowej w Kwaczale, a ta, będąc obecnie w ciężkiem materyalnem położeniu, zastawiła je u Piegzy w Choczni. Łabusiowa po przeprowadzonem dochodzeniu odpowie przed sądem za zbrodnię kradzieży.

----

W drugiej notatce wartość skradzionej biżuterii wyceniono na mniejszą kwotę:

We wrześniu skradziono żonie tutejszego restauratora Nachmana Englaendera kolczyki i broszę brylantową, wartości powyżej 600 koron. Podejrzenie zwrócił poszkodowany przeciw obsługaczce Salomei Łabusiowej, którą też aresztowano. Dalsze dochodzenia wykazały, że aresztowana skradła rzeczywiście kosztowności i wręczyła swej siostrze Rozalii Dudowej, ta zaś zastawiła je u Józefa Piegzy, gospodarza w Choczni. Wszyscy troje stanęli za to w sobotę przed sądem przysięgłych i trybunałem, któremu przewodniczył sędzia Traunfellner. Oskarżał prokurator Chwalibogowski i to Łabusiową o kradzież, Dudową o współwinę, Piegzę o nabywanie podejrzanych przedmiotów. Oskarżonych bronili adwokaci: dr Bardel, dr Przeworski i dr Peiper. Łabusiowa tłómaczy się, że garnitur brylantowy znalazła, zaś reszta oskarżonych, że nie wiedzieli nic o tem, jakoby przedmioty te miały pochodzić z kradzieży. Na podstawie werdyktu przysięgłych skazał trybunał Łabusiową na 5 miesięcy, a Dudową na 2 miesiące ciężkiego więzienia. Piegza został uwolniony od winy i kary.

Wymieniony w notatkach Józef Piegza przybył do Choczni kilka lat wcześniej z Rozkochowa. W 1903 roku jego żona Anna urodziła w Choczni syna Józefa, który w późniejszym czasie był znanym w Choczni działaczem samorządowym i społecznym.

----

Druga z opisywanych dziś spraw została opisana przez Marcina Przewoźniaka w artykule "Sprawy karne żołnierzy z austro-węgierskiej c.k. wspólnej siły zbrojnej- Studium przypadków na podstawie materiałów archiwalnych, zgromadzonych w Austriackim Archiwum Państwowym w Wiedniu (Kriegsarchiv).

Sprawa Walentego Szczepaniaka

Kolejna sprawa prowadzona była przez Sąd Twierdzy Kraków przeciwko Walentemu Szczepaniakowi, żołnierzowi 16 pułku piechoty, stacjonującemu w Krakowie, pochodzącemu z Choczni koło Wadowic. W 1914 r. został on oskarżony przez prokuratora wojskowego o dokonanie w dniu 17 grudnia 1914 r. kradzieży gotówki o wartości 126 koron i 30 halerzy. Powyższe oskarżenie potwierdziła rewizja obwinionego, podczas której odnaleziono wyżej podaną kwotę oraz dodatkowo w portfel zawierający 43 korony i 66 halerzy. Obwiniony tłumaczył fakt posiadania przez siebie tak sporej sumy pieniędzy zaoszczędzeniem środków finansowych otrzymywanych z żołdu. Prokurator nie dał jednak wiary wyjaśnieniom Szczepaniaka, gdyż uznał, że nie jest możliwe zaoszczędzenie tak dużej sumy pieniędzy z żołdu wynoszącego 3 korony i 60 halerzy tygodniowo. Wobec powyższego prokurator postawił obwinionemu zarzut z § 466 Wojskowego Kodeksu Karnego, tzn. dokonanie kradzieży na wartość powyżej 5 złotych reńskich. Powyższa zbrodnia podlegała karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do pięciu lat. Ponadto w trakcie śledztwa ustalono, że oskarżony był już karany w latach 1902, 1905, 1906 i 1909 za różne zbrodnie, w tym między innymi za kradzieże. Rozprawa odbyła się 25 marca 1915 r., żołnierz został uznany winnym popełnienia przestępstwa określonego przez §§ 457, 466 i 468 Wojskowego Kodeksu Karnego, tj. kradzieży portmonetki zawierającej kwotę 43 koron i 66 halerzy. Za tę zbrodnie oskarżony został skazany na karę więzienia w wymiarze od dwóch do ośmiu miesięcy, w tym dwa miesiące ciężkiego obozu. Dowodami świadczącymi o jego winie były zeznania pielęgniarki Róży Freissmuth, żołnierza Landwehry Józefa Szura i porucznika Oktawiana Petera, a także karty oskarżonego. Świadkowie zgodnie zeznali, że oskarżony, wraz z niejakim Butowskim, mieli zająć się rzeczami zmarłego w Szpitalu wojskowym Nr 10 szeregowego 59 pułku piechoty Augusta Läcker. Następnie przy oskarżonym została odnaleziona gotówka o wartości 126 koron i 66 halerzy. Szczepaniak nie potrafił wyjaśnić skąd wziął tak dużą ilość gotówki. W związku z tym przeszukano go i odnaleziono rzeczy należące do zmarłego wraz z portfelem zawierającym 43 korony i 66 halerze. Obwiniony tłumaczył ten fakt tym, że znalazł portfel na podłodze i chciał go zachować, jednak pieniądze zamierzał zwrócić. Poprosił też wszystkich, aby ze względu na jego żonę i dzieci nie zawiadamiali oni władz. Stało się jednak inaczej. Jeszcze w tym samym dniu kierownictwo szpitala fortecznego nr 10 powiadomiło o wszystkim Sąd Twierdzy Kraków. Nie wiadomo, czy oskarżony rozpoczął odbywanie kary, czy też jej wykonanie zostało odroczone, a on sam skierowany na front. Należy tutaj przypomnieć, że w okresie, w którym toczyła się wyżej opisana rozprawa sądowa trwały przygotowania do wiosennej ofensywy armii austro – węgierskiej i niemieckiej przeciwko okupującym znaczną część Galicji wojskom rosyjskim.