piątek, 29 listopada 2024

Nauczyciele z Choczni - Barbara Targosz



Barbara Targosz z domu Burek

Urodzona 5 grudnia 1959 w Choczni - zmarła 19 stycznia 2022

Była absolwentką szkoły podstawowej w Choczni i Liceum Ogólnokształcącego w Wadowicach (matura w 1978 roku). Następnie ukończyła Studium Nauczycielskiego w Bielsku-Białej oraz studia na Wydziale Pedagogiczno-Artystycznym Uniwersytetu Śląskiego: dwuletnie magisterskie w 1995 roku  (edukacja wczesnoszkolna) oraz podyplomowe w 2002 roku (zintegrowana edukacja wczesnoszkolna i przedszkolna).

Od 1980 roku pracowała jako nauczycielka w szkole w Choczni Dolnej, w 2009 roku przeszła na rentę, a później na emeryturę.  Była żoną Jana Targosza (od 1981 r.), z którym miała jednego syna.

wtorek, 26 listopada 2024

Choczeńska kronika wypadków - część XXIV

 "Echo Krakowa" w wydaniu z 14 października 1957 informowało:

Jakie następstwa może mieć po zostawianie nieletnich dzieci bez opieki, przekonały się bardzo boleśnie dwie matki. Jedna z Woli Filipowskiej (pow. Chrzanów), druga z Choczni (pow. Wadowice). Pierwsza z nich pozostawiła swojego synka — Tadeusza Gaja samego w domu. Dwuletni chłopiec wyszedł z zagrodv i bawiąc się w pobliżu miejscowej sadzawki wpadł do wody. Dziecka nie udało się uratować. Drugi malec — syn ob. Marii Kolach — pozostawiony sam  sobie — podpalił stodołę ze zbiorami. Straty wynoszą blisko 50 tys. zł.

Z kolei "Echo Krakowa" z 14 stycznia 1965 donosiło:

W Andrychowie do ruszającego pociągu wskakiwał 26-letni Marian Stuglik (zam. w Choczni). Wpadł on pod wagon i doznał ogólnych obrażeń ciała. 

Natomiast pięć i siedem lat później doszło na torach kolejowych w Choczni do wypadków śmiertelnych:

W Choczni (pow. Wadowice) na torach znaleziono zwłoki 18-letniej Jadwigi Kosycarz; wypadła ona z pociągu, ponosząc śmierć na miejscu. ("Echo Krakowa" z 20.04.1970)

Na torach w Choczni (pow. Wadowice), znaleziono zwłoki 36-letniego Tadeusza Laska. Został on przejechany przez pociąg. ("Echo Krakowa" z 31.01.1972)

Śmiertelne skutki miał również wypadek w choczeńskim kamieniołomie, jeszcze przed wybuchem I wojny światowej:

Zabity w wapienniku. W Choczni w kamieniołomie p. Duninowej dzierżawionym przez Radę powiatową w Wadowicach, wskutek braku należy tego dozoru, został w zeszłym tygodniu robotnik zabity. ("Prawda z 22 sierpnia 1908)

Z kolei "Dziennik Polski" z 4/5 października 1964 zamieścił krótką notkę o pożarze w Choczni:

W Choczni spłonęła stodoła wraz ze zbiorami, własność Włodzimierza Kołodzieja.

Do nietypowego zdarzenia doszło 18 listopada 1980 w Wadowicach:

Na placu Getta przejeżdżający samochód ciężarowy spłoszył stojące w zaprzęgu konie. Usiłujący je zatrzymać Franciszek G. mieszkaniec Choczni, upadł i został przejechany kołami furmanki. Doznał ciężkich obrażeń i pozostał na leczeniu w szpitalu. ("Kronika nr 48 z 1980 r.)


czwartek, 21 listopada 2024

Irena Słysz - "Babka na 102"

 


30 czerwca tego roku swoje 102. urodziny obchodziła urodzona w Choczni Irena Słysz. Niestety nieco ponad dwa miesiące później zmarła (9 września) i spoczęła obok męża Stefana na cmentarzu komunalnym w Krakowie Grębałowie. Tylko pięć osób urodzonych w Choczni żyło od niej dłużej. Doczekała się 5 dzieci, 10 wnucząt, 20 prawnucząt  i 1 praprawnuka.

Irena Słysz córką rzeźnika Ludwika Porębskiego i Balbiny z domu Zając, córki zasłużonego dla Choczni restauratora Teodora Zająca. Na chrzcie otrzymała imiona Irena i Małgorzata. Szczęśliwe dzieciństwo spędziła w dolnej części Choczni, wędrując po wsi, zbierając kwiaty, plotąc wianki, bawiąc się z rówieśnikami i brodząc w Choczence, jak zanotowano w jej wspomnieniach. Z powodzeniem ukończyła siedmioklasową szkołę podstawową w Wadowicach, ale z powodów finansowych nie została posłana przez rodziców do prywatnego liceum żeńskiego, w którym miesięczny czynsz wynosił 40 zł (dobre buty można było kupić wtedy za 5 zł, a początkujący nauczyciel zarabiał 60 zł). Na bezpłatną edukację w wadowickim gimnazjum publicznym mogli wtedy liczyć tylko chłopcy. 

W czasie drugiej wojny światowej została wysiedlona wraz z matką i młodszym rodzeństwem do Kaczyny. Ojciec - Ludwik Porębski – od 1942 roku był więziony w Auschwitz, a straszy brat przebywał na przymusowych robotach w Niemczech.

Tuż po wojnie poznała swojego przyszłego męża Stefana Słysza. On sam tak wspominał ich poznanie:

(…) Już w mundurze Dywizji Kościuszkowskiej długimi drogami wojny, jako inny człowiek wracałem do kraju... ... I tam w kraju na jednej z takich dróg, w Wadowicach, wybiegła mi naprzeciw młoda dziewczyna a jasnych, rozwianych włosach z wiązanką kwiatów w ręce. Drugi raz spotkałem ją przypadkowo 2 września, w dniu moich imienin. A po dwóch tygodniach byliśmy już małżeństwem.(…) („Wieś” nr 20 z 1953 roku). Ich związek został zawarty w choczeńskim kościele parafialnym 21 października 1945 roku. W kolejnym roku Słyszowie ochrzcili w Choczni córkę, w następnym syna, a w 1949 roku w Wadowicach drugiego syna.

Porębscy na swoich polach w Choczni tuż po wojnie.
Irena stoi jako trzecia z lewej strony.

Dalsze losy Ireny Słysz tak przedstawiono w cytowanej już wsi:

Droga Ireny Słysz stanowi przykład tego, co nazywamy „awansem kobiety w Polsce Ludowej". Od funkcji ekspedientki w prywatnym sklepie w Wadowicach, droga tu wiodła poprzez namioty na płaskich jak stół połach. w których mieszkali pierwsi budowniczowie Nowej Huty, aż... — Przybyliśmy tutaj w 1949, już z trojgiem małych dzieci. Tutaj nauczyłam się zawodu. Pracuję dziś w kombinacie przy obsłudze dźwigu. (…) Irena Słysz przez te 8 lat zewnętrznie zmieniła się niewiele. Ma takie same jasne, rozwiane włosy, urodę młodej dziewczyny, po której nikt nie domyśliłby się matki 5 drobnych dzieci,. A jednak tamta dziewczyna, wręczająca kwiaty oficerowi wyzwoleńczej armii i ta kobieta rozmawiająca z nami w małym pokoiku nowego mieszkania —to dwie różne osoby.(…)

Jako suwnicowa Irena Słysz pracowała w systemie trzyzmianowym przez kilka lat. Działa również w Lidze Kobiet, wstąpiła do PZPR. Na początku lat 50. przyszło na świat dwoje jej następnych dzieci, a w opiece nad nimi pomagała młodsza siostra Urszula.  

Irena z mężem i dziećmi na początku lat 50.
Źródło - "Głos" z 01.11.2024

Niestety niekorzystne warunki pracy spowodowały u Ireny Słysz poważne kłopoty zdrowotne i konieczność półrocznego pobytu w szpitalu. Po powrocie do domu nie wróciła już do kombinatu, ale podjęła pracę jako sprzedawczyni w sklepie spożywczym, a później w Zakładach Tytoniowych.

Jak pisze Agnieszka Łoś w „Tygodniku Nowohuckim Głos” z 1 listopada tego roku:

(…) Praca na suwnicy przynosi pani Irenie dodatkową korzyść w postaci działki ROD Wanda. To miejsce, które otrzymała jako suwnicowa za wzorowa pracę, jej córka Ewa wskazuje jako ulubione miejsce w Nowej Hucie naszej bohaterki. - Mama kochała ziemię i możliwość uprawiania swojego ogródka była dla niej ogromną radością. Na działce było wszystko - od kwiatów, przez owoce i warzywa aż po drzewka. Mama jako osoba zaradna, załatwiła sobie - po atrakcyjnych cenach, stare okna ze Szpitala Żeromskiego, z których zbudowała sobie, jak to nazywała „przyspieszalnik” czyli taka małą szklarnię. Na działce hodowała również kury i króliki. Co tu dużo mówić, w tamtych czasach nie było łatwo wychować piątkę dzieci w Nowej Hucie.(…)

W 1982 roku zmarł jej mąż, dzieci już wcześniej usamodzielniły się i Irena Słysz została sama w 58-metrowym mieszkaniu na nowohuckim osiedlu Willowym. Przez pewien wynajmowała pokoje studentom, a gdy podupadła na zdrowiu opiekę nad nią przejęła najstarsza córka. W 2012 roku, czyli w wieku 92 lat, wraz z córką przeprowadziła się do domu na wsi, położonego na Suwalszczyźnie. Tam spędziła ostatnie 10 lat swojego życia.

Na jej setnych urodzinach było około 200 gości, a ostatnie 102 urodziny spędziła również otoczona najbliższymi, zdmuchując świeczki z tortu z napisem „Babka na 102”. (Głos z 1.11.2024)

Setne urodziny Ireny Słysz.
Źródło - "Głos" z 01.11.2024