Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1908. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1908. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 listopada 2024

Choczeńska kronika wypadków - część XXIV

 "Echo Krakowa" w wydaniu z 14 października 1957 informowało:

Jakie następstwa może mieć po zostawianie nieletnich dzieci bez opieki, przekonały się bardzo boleśnie dwie matki. Jedna z Woli Filipowskiej (pow. Chrzanów), druga z Choczni (pow. Wadowice). Pierwsza z nich pozostawiła swojego synka — Tadeusza Gaja samego w domu. Dwuletni chłopiec wyszedł z zagrodv i bawiąc się w pobliżu miejscowej sadzawki wpadł do wody. Dziecka nie udało się uratować. Drugi malec — syn ob. Marii Kolach — pozostawiony sam  sobie — podpalił stodołę ze zbiorami. Straty wynoszą blisko 50 tys. zł.

Z kolei "Echo Krakowa" z 14 stycznia 1965 donosiło:

W Andrychowie do ruszającego pociągu wskakiwał 26-letni Marian Stuglik (zam. w Choczni). Wpadł on pod wagon i doznał ogólnych obrażeń ciała. 

Natomiast pięć i siedem lat później doszło na torach kolejowych w Choczni do wypadków śmiertelnych:

W Choczni (pow. Wadowice) na torach znaleziono zwłoki 18-letniej Jadwigi Kosycarz; wypadła ona z pociągu, ponosząc śmierć na miejscu. ("Echo Krakowa" z 20.04.1970)

Na torach w Choczni (pow. Wadowice), znaleziono zwłoki 36-letniego Tadeusza Laska. Został on przejechany przez pociąg. ("Echo Krakowa" z 31.01.1972)

Śmiertelne skutki miał również wypadek w choczeńskim kamieniołomie, jeszcze przed wybuchem I wojny światowej:

Zabity w wapienniku. W Choczni w kamieniołomie p. Duninowej dzierżawionym przez Radę powiatową w Wadowicach, wskutek braku należy tego dozoru, został w zeszłym tygodniu robotnik zabity. ("Prawda z 22 sierpnia 1908)

Z kolei "Dziennik Polski" z 4/5 października 1964 zamieścił krótką notkę o pożarze w Choczni:

W Choczni spłonęła stodoła wraz ze zbiorami, własność Włodzimierza Kołodzieja.

Do nietypowego zdarzenia doszło 18 listopada 1980 w Wadowicach:

Na placu Getta przejeżdżający samochód ciężarowy spłoszył stojące w zaprzęgu konie. Usiłujący je zatrzymać Franciszek G. mieszkaniec Choczni, upadł i został przejechany kołami furmanki. Doznał ciężkich obrażeń i pozostał na leczeniu w szpitalu. ("Kronika nr 48 z 1980 r.)


poniedziałek, 8 lipca 2024

Choczeńska kronika policyjna - część XII

 Wydawany w Krakowie tygodnik "Prawda" w numerze z 10 stycznia 1903 informował:

Śmiały złodziej. W Choczni koło Wadowic przed świętami Bożego Narodzenia, wieczorem o godzinie 8. wyprowadził złodziej ze stajni jedyną krowę pewnej wdowie. Po drodze spotykał się z różnymi ludźmi, a także z wójtem tej wsi. Pytał się o drogę do Tomic i w tym kierunku uszedł. Dziwna rzecz, że dotąd go nie odkryto. 

Prawie 2,5 roku później ta sama "Prawda" donosiła o kolejnej kradzieży, tym razem konia (numer z 3  czerwca 1905):

Na złodzieju czapka gore. W zeszłym miesiącu ukradł w nocy złodziej pewnemu gospodarzowi w Choczni konia. Gdy gospodarz zaglądnął w nocy do stajni, znalazł tylko jednego konia, a z drugiego ani śladu. Siada więc co prędzej na konia i jedzie w stronę Wadowic, pytając po drodze przechodniów, czy kto z nich nie widział złodzieja. Tymczasem złodziej przejeżdżał przez miasto na koniu i spotkał dwóch stróżów nocnych. Ci, spotkawszy jadącego, żartem zawołali: Stój, już dawno na ciebie czekamy. Złodziej myśląc, że naprawdę go poznali, zeskoczył z konia i uciekł. Stróże zaprowadzili konia przed magistrat, gdzie ze zdziwieniem spotkali właściciela, który sobie konia odebrał.

Amerykański "Democrat and Chronicle" z 13 lipca 1915 roku przynosi następną notatkę o kradzieży, tym razem popełnionej przez choczeńskiego sprawcę:

Batavia 12 lipca. Frank Mlak z Choczni lat 25, zamieszkały przy Webster Avenue w Rochester został dziś aresztowany w Batavii i odstawiony przez policję z powrotem do Rochester pod specjalnym nadzorem. Zostało udowodnione, że Mlak włamał się do polskiego gimnazjum przy Sobieski Street i zabrał stamtąd pieniądze, papierosy, cygara i czekoladę.

11 lipca 1933 roku doszło w Krakowie do kradzieży, w której poszkodowanym był Tadeusz Tarasek, mąż choczeńskiej nauczycielki. Zajście opisał dziennik ilustrowany "Siedem groszy":

Tadeusz Tarasek usnął na ławce na Plantach w Krakowie obok Głównej poczty, z czego skorzystał złodziej, zabierając mu z kieszeni spodni zegarek i kwotę 35 zł. Podobne wypadki zdarzają się dość często na Plantach krakowskich, lecz mimo to, publiczność jeszcze ciągle jest mało ostrożna.  

Ostatni w tym odcinku przypadek wielu powtarzających się kradzieży w okolicy Wadowic, w tym i w Choczni, został zrelacjonowany przez korespondenta "Głosu Narodu" w numerze z 6 października 1908:

Od dwóch tygodni grasują w okolicy Wadowic z niezwykłą śmiałością złodzieje i awanturnicy różnego rodzaju. Napady i rabunki powtarzają się prawie codziennie. I tak w Woźnikach okradziono organistę na kilkadziesiąt koron, w Tomicach obrabowano Fr. Kujawskiego, a na szynk Kałza urządzono formalny napad z rewolwerami. W Choczni okradzionym został Ruliński i Zając, w Gorzeniu zabrano Zollmanowi przedmioty złote i srebrne wartości 300 koron. Wczoraj bandy złodziejskie przeniosły się do samych Wadowic i okradły już p. Hałatka na kwotę 386 koron, a propinatorowi zabrały dwa palta wartości 386 kor, nadto rozbili złodzieje w biały dzień biurka u geometry ewidencyjnego. Przy tem jednak włamaniu sprawcy zostali pochwyceni. Są to dwaj małoletni, źle po polsku mówiący złodzieje. Przy rewizji znaleziono u jednego nabity rewolwer. Aresztowni nie chcą dać żadnych wyjaśnień. W jednym z nich policja rozpoznała niejakiego Richtera z Misilesów. Przedsięwzięto następnie rewizję w bawiącym tu od dwóch dni taborze cygańskim i znaleziono kilka skradzionych przedmiotów. Policja zarządziła teraz liczne aresztowania cyganów i ma nadzieję, że wyśledzi wszystkich sprawców ostatnich kradzieży.


czwartek, 6 września 2018

Pamiętne dożynki 1908 roku

6 września 1908 roku, czyli równo 110 lat temu, urządzono w Choczni huczne dożynki połączone z widowiskiem plenerowym, festynem, ogniskiem i zabawą taneczną.
Organizatorem całego przedsięwzięcia był znany choczeński działacz społeczny Adam Ruliński.
Z kolei choczeński karczmarz Teodor Zając użyczył na ten cel bezpłatnie swoje pole, nauczyciel Józef Nowak przygotował widowisko na świeżym powietrzu, Sordylowie z Kaczyny dostarczyli drewna na ognisko, a Towarzystwo Szkoły Ludowej z Krakowa wystarało się w jednym z tamtejszych teatrów o prawie nowe stroje krakowskie dla występującej na dożynkach młodzieży.
Przygotowania trwały od dłuższego czasu, a informację o mającej się odbyć w Choczni imprezie zamieścił nawet z tygodniowym wyprzedzeniem krakowski "Czas", w numerze z 31 sierpnia.
Jak wynika ze wspomnień Aleksandra Widlarza i jego żony Marii z Kumalów dożynki te były próbą wskrzeszenia tradycji ludowych- na tyle udaną, że od tego czasu uroczystości tego typu odbywały się w Choczni co roku, aż do wybuchu I wojny światowej.
Wstęp na dożynki był bezpłatny, wśród uczestników prowadzono zbiórkę pieniężną przeznaczoną na budowę Domu Ludowego, w którym miało znaleźć się miejsce dla czytelni, teatru ludowego, kasy zapomogowo- pożyczkowej i Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół", którego oddział planowano zorganizować w nieodległej przyszłości.
Program imprezy był bardzo bogaty, a pogoda wyjątkowo dopisała. Na położonej niezbyt daleko od granicy Wadowic parceli Zająca palono liczne ogniska i pieczono ziemniaki, do tańca przygrywała orkiestra dęta z Sułkowic i miejscowi muzykanci z braćmi Widlarzami na czele, funkcjonował bufet zaopatrzony w bułki z kiełbasą i szynką, oranżadę i piwo. Organizatorzy surowo zabronili przynosić ze sobą wódki.
Głównym punktem dożynek był występ 20 par tancerzy w strojach krakowskich, którzy po tradycyjnym polonezie odtańczyli następnie dawne i przez to częściowo już zapomniane tańce staropolskie, takie jak między innymi: cenar, drabant i stryjanka. Tańce te odtworzono na podstawie starych opisów i zachowanych melodii, nad czym czuwał niezmordowany Józef Nowak.
Korowód tancerzy prowadzili w pierwszej parze wspomniana już Maria Kumala, wówczas niespełna osiemnastoletnia i rok od niej starszy Karol Nowak, uczeń wadowickiego gimnazjum.
W występie uczestniczył również przyszły mąż Marii Aleksander Widlarz, ale z uwagi na wzrost przydzielono go do innej, niższej tancerki.
Muzyka, furgocące w tańcu spódnice dziewcząt i przytupywania chłopców czyniły wielki szum. A także ogromne wrażenie na prawie 500 widzach z Choczni, Wadowic i okolicznych wsi.
Część oficjalna trwała do północy, ale młodzież tańczyła przy ognisku do białego rana.
Organizatorzy i władze gminy choczeńskiej przenieśli się natomiast do pobliskiej restauracji Zająca, gdzie zakaz wyszynku wódki nie obowiązywał.
Wtedy to właśnie podochocony zabawą Franciszek Malata zadeklarował darowiznę swojej parceli pod planowaną budowę Domu Ludowego. Słowa dotrzymał i budynek "Sokoła" stoi na niej do dziś, choć nie pełni już od dawna swoich funkcji.
Dochód z kwesty prowadzonej na dożynkach oraz z bufetu wyniósł kilkaset koron.
Sprawozdania z choczeńskich uroczystości zamieściły pisma "Głos Narodu" i "Przyjaciel Ludu". Autor relacji w "Przyjacielu" ubolewał, że w organizację festynu nie włączyła się wprost choczeńska szkoła, kierowana przez Adama Ryłkę.
Podczas dożynek wykonano zdjęcie grupowe, na którym znalazła się część uczestników i organizatorów. Niestety niewielu z nich udało mi się zidentyfikować.

Zdjęcie z archiwum Anny Michalik
  1. Adam Ruliński
  2. Tekla Rulińska z domu Warmuz
  3. ? Warmuz siostra Tekli
  4. Elżbieta Styła, później po mężu Putek
  5. Maria Kumala, później po mężu Widlarz
  6. Wojciech Widlarz
  7. ? Taborski
  8. Michał Widlarz
  9. Jan Kumala (?)
  10. Tekla Widlarz, później po mężu Samborska
  11. Aleksander Widlarz

wtorek, 10 marca 2015

Budowa Domu Ludowego/Sokoła w Choczni

Podziękowanie dla ofiarodawców w "Przyjacielu Ludu" z 31 maja 1908 roku:

"Zarząd Kółka rolniczego w Choczni (pow. Wadowice) składa tą drogą serdeczne "Bóg zapłać" tym Ofiarodawcom, którzy raczyli poprzeć sprawę budowy domu Kółka rolniczego w gminie Choczni, dając przez to dowód miłości kraju i dobrej sprawy. 
Mimo trudnych warunków, w jakich znajdują się nasi wychodźcy w Ameryce wskutek zastoju w fabrykach i braku zarobku, złożyli oni na cel powyższy za pośrednictwem p. Franciszka Wcisły w Ameryce poważną kwotę 46 koron. 
Ofiarodawcami tymi są: Jakób Budz, Wojciech Budz, Jan Marek z Gronia (pow. Nowy Targ), Walenty Mąka z Leśnicy, Jan Maciaszek z Jordanowa, Józef Pawelak z Nowej Wsi, Stanisław Bandoła, Franciszek Wcisło z Choczni."