czwartek, 25 stycznia 2024

Choczeńska skrzynka gromadzka

 

Choczeńska skrzynka gromadzka przekazywana była każdorazowo przez ustępującego wójta Choczni jego nowo wybranemu następcy.

O jej zawartości można dowiedzieć się z rejestru sporządzonego 17 marca 1826 roku przy okazji objęcia stanowiska wójta przez Józefa Twaroga, który wraz z „gromadzkiemi interesami” przejął skrzynkę zawierającą:

- 2 sztuki inwentarzy tradycyjnych (spisów własności i powinności podatkowo-pańszczyźnianych),

- 1 szt. inwentarza nowego,

- 1 dekret cyrkularny,

- 1 książkę starodawną (zapewne chodzi o I Księgę Sądową Gromady Choczeńskiej, prowadzoną od II połowy XVI wieku),

- 1 książkę stanną (spis własności gminnej),

- 3 książki na wpisanie kontraktów przedślubnych i nieco praw,

- 7 dawnych obligacji,

- pieczątkę gromadzką (do wyciskania w laku – był na niej umieszczony napis „Wieś Chocznia” i dwie skrzyżowane strzały jako godło wsi),

- 2 komplety kajdanek na ręce i nogi z kłódkami (nowych – zakupionych jeszcze w tym samym roku przez poprzedniego wójta Józefa Szczura)

- dyby (pęta drewniane, w postaci desek lub kłód z otworami umożliwiającymi zamknięcie rąk i nóg więźnia),

- łańcuch nowy „żelezny” do pomiaru gruntów,

- 6 szt. „napisów różnych z kontraktami przedślubnemi”,

- paczkę uniwersałów.

Kolejni wójtowie przy przejęciu tejże skrzynki gromadzkiej czynili pewne uzupełnienia i uwagi, co do jej zawartości.

Wzrosła na przykład liczba obligacji (z 7 na 10), odnotowano, że w nowym inwentarzu „iest iego cztery karty upisanych”, a w dekrecie cyrkularnym „iest 6 kart pisanych”, a ponadto pojawiły się:

- „kaydańskie narzędzia i kłótek 3” (w tym jedna zepsuta),

- nowe kajdanki na ręce i nogi (te drugie bez łańcuszka i bez kłódki), które zakupił wójt Brandys od kowala Pindela,

- postronki do wiązania rąk (później stwierdzono ich brak),

Przy okazji podano także, komu rozdano zakupione przez gromadę choczeńską osęki (12 sztuk), wykorzystywane przy gaszeniu pożarów (do zrywania słomy/gontów z palących się dachów, rozdrabniana palących się elementów na drobniejsze części, łatwiejsze do ugaszenia).

Osęki stanowiących mienie gromadzkie znajdowały się w drugiej połowie lat 30. XIX wieku u: Józefa Pindela (wójta do 1836 roku), Kazimierza Widra, Klemensa Leśniaka, Szczepana Guzdka, Sebastiana Cibora, Mikołaja Widlarza, Ignacego Klossa, Macieja Kobiałki, Józefa Strzeżonia, Józefa Styły, Jana Guzdka oraz na plebanii.

Oprócz wspominanego wyżej wójta Twaroga pod rejestrem zawartości skrzynki gromadzkiej ujęto także wpisy kilku kolejnych przejmujących ją wójtów:

- Szymona Ruły  - „odebrał Szymon Ruła woyt 1842 od Mikołaja Pindela przy Gromadzie młodszey (radnych z górnej części wsi) te rzeczy, które do Gromady całkowitey należą iako regestr świadczy, na co się podpisuję (znakiem krzyża)”,

- Sebastiana Guzdka – „odebrał Sobestyan Guzdek Woyt w roku 1845 od Szymona Ruły przy Gromadzie młodszey te rzeczy, które do Gromady całkowitey należą iako regestr świadczy, na co się podpisuję (tu podpis Sobestyan Guzdek Woyt),

- Franciszka Bryndzy – „odebrał Franciszek Bryńdza Woyt w roku 1847 od Sobestyiana Guzdka przy Gromadzie młodszey te rzeczy, które do Gromady całkowitey należą iako regestr świadczy, na co się podpisuję (znakiem krzyża),

- Michała Pindela – „odebrał Michał Pindel Woyt w roku 1848 (druga kadencja po przerwie) w dniu 21 grudnia od Franciszka woyta Bryndzy Guzdka przy Gromadzie młodszey te rzeczy, które do Gromady całkowitey należą iako regestr świadczy, na co się podpisuję (znakiem krzyża)”.

Przy tym ostatnim przekazaniu/przejęciu skrzynki gromadzkiej znakiem krzyża podpisali się także: Franciszek Bryndza (poprzedni wójt), Wojciech Bąk (świadek), Mathyasz Zając (świadek), Stanisław Dąbrowski (świadek), Jakub Turała (świadek), a własnoręczny podpis złożył Tomasz Gawenda, pisarz gromadzki pochodzący z Kaczyny, ale zamieszkały w Choczni.

poniedziałek, 22 stycznia 2024

Chocznianin wśród ofiar zagłady oddziału partyzanckiego „Błysk” w czasie drugiej wojny światowej

 

9 maja tego roku minie 80 lat od zagłady oddziału Armii Krajowej „Błysk”, do którego doszło w Łubach Sobieńskich na Kielecczyźnie.

Dzień wcześniej ponad dwudziestoosobowa grupa partyzantów dotarła do liczących zaledwie kilka zagród Łub (Łubów?) na postój po długim marszu. Na czele oddziału stał pochodzący ze Śląska Cieszyńskiego porucznik Wilhelm Czulak pseudonim „Góral”, który pozwolił pięciu (według innych źródeł czterem) podwładnym na udanie się do rodzin w okolicznych wsiach. Wśród nich był plutonowy Jan Włodarski pseudonim „Tomek”, dowodzący tym oddziałem przed dołączeniem „Górala”. Mieszkańcy Łub (określanych też jako Kolonia Ludwików) byli przestraszeni przybyciem partyzantów, obawiając się pacyfikacji ze strony Niemców. Dlatego wszyscy mężczyźni w sile wieku uciekli do lasu, a w Łubach pozostali tylko starcy, kobiety i dzieci. Niemiecka reakcja na pojawienie się partyzantów była niespodziewanie szybka. Według powojennych zeznań jednego ze świadków zostali oni o tym poinformowani przez miejscowego sołtysa.

Nad ranem 9 maja kompania niemieckiej żandarmerii i granatowi policjanci otoczyli wieś, zaskakując partyzantów. Niemcy byli uzbrojeni w ciężki sprzęt maszynowy, broń automatyczną i granaty. Wywiązała się strzelanina, a nad wsią dodatkowo pojawił się niemiecki samolot, z którego zrzucano na partyzantów wiązki granatów. Członkowie oddziału „Błysk” w większości nie brali wcześniej udziału w poważniejszych akcjach zbrojnych, byli mniej liczni oraz gorzej uzbrojeni i dlatego nie mieli większych szans w tym trwającym pięć godzin starciu. Poległo 16 z nich, a jeden dostał się do niewoli (według innych źródeł dwóch). Jako ostatni miał zginąć plutonowy Piotr Szymański pseudonim „Mrówka”, który zastrzelił się z pistoletu ostatnim posiadanym nabojem. Podczas wymiany ognia śmierć poniosła także młoda ciężarna mieszkanka wsi i jej roczny syn. Wszystkie zabudowania Łub Sobieńskich spłonęły.

Po walce Niemcy ułożyli zwłoki partyzantów na stosie chrustu i drewna, który następnie podpalili. Zaraz po odjeździe żandarmów pozostali przy życiu mieszkańcy wsi ugasili podpalony stos, sypiąc na niego piasek. Mimo to zwłoki poległych partyzantów uległy nadpaleniu i był problemy z ich identyfikacją. Może dlatego współczesne źródła podają różniące się od siebie listy ofiar tej tragedii.

Zwłoki złożono w piwnicy jednego ze spalonych domów, okryto słomą i przysypano ziemią, a wojskowy pogrzeb ofiar odbył się kilka tygodni później w lesie koło Zakrzowa. Po wojnie przeprowadzono ekshumację i szczątki poległych partyzantów 27 sierpnia 1945 roku spoczęły ostatecznie na cmentarzu w Paradyżu.

Nadpalone zwłoki partyzanów w Łubach
Autor: Bohdan Borowski
Źródło: stowbial.pl

Zostali oni upamiętnieni na płycie nagrobnej w Paradyżu, poprzez pamiątkowy krzyż z tablicą w Łubach Sobieńskich oraz na tablicach pamiątkowych: przy wejściu do kościoła w Białaczowie i w kościele ojców bernardynów w Piotrkowie Trybunalskim.

Tablica na cmentarzu w Paradyżu
Źródło - wikipedia

Krzyż pamiątkowy w Łubach
Źródło - wikipedia

Zarówno na płycie nagrobnej, jak i na tablicy w Białaczowie, wśród poległych członków oddziału „Błysk” wymieniono plutonowego Józefa Buczka pseudonim „Mewa”, który urodził się 1 lutego 1918 roku w Choczni, jako syn Mikołaja i Anny z domu Mlak. Buczek przed wojną był mieszkańcem Częstochowy i zawodowym żołnierzem. Natomiast jego nazwisko nie jest wymienione na tablicy umieszczonej na pamiątkowym krzyżu w Łubach Sobieńskich.

Śmierć Buczka w starciu w Łubach potwierdza także akt o stwierdzeniu jego zgonu, wydany przez Sąd Grodzki w Częstochowie, który przechowywany jest w zasobach archiwalnych IPN.



czwartek, 18 stycznia 2024

Szpital epidemiczny w Choczni po I wojnie światowej i jego kierownicy

Państwowy Szpital Epidemiczny powstał w Choczni w kwietniu 1920 roku jako reakcja na pandemię grypy hiszpanki, określanej wtedy jako influenza oraz nasilenie zachorowań na dyzenterię (czerwonkę).

O przebiegu epidemii w Choczni po I wojnie światowej można przeczytać we wcześniejszej notatce (link).

Początkowo szpital mieścił się w prywatnym budynku i miał charakter domu izolacyjnego, czyli służył bardziej do oddzielenia osób chorych od zdrowych, niż do ich leczenia. W tej formie szpital istniał do września 1920 roku, kiedy zarządzono przejęcie na cele szpitalne Domu Ludowego (Sokoła). Dotychczasowy szpital został zamknięty,  a część jego wyposażenia uległa zniszczeniu lub rekwizycjom na rzecz wojska.

Po dostosowaniu pomieszczeń w Domu Ludowym ponowne otwarcie Szpitala Epidemicznego w Choczni nastąpiło 1 grudnia 1920 roku. Był on obliczony na przyjęcie około 50 chorych. 

Na parterze Domu Ludowego znajdowała się jedna duża sala dla chorych i druga mniejsza, magazyn, kancelaria, łazienka i pralnia. Natomiast na piętrze znajdowały się mieszkania dla personelu szpitala i kuchnia. Obok szpitala dobudowano kostnicę i drewniany barak dla służby szpitalnej (jeńców z wojny polsko-bolszewickiej).

Największa liczba chorych w tym szpitalu przypadła na lipiec i sierpień 1921 roku, to znaczy na szczyt fali zachorowań na dyzenterię.

Oprócz utworzenia szpitala prowadzono również w Choczni akcję szczepień prewencyjnych przeciw czerwonce, ale ich skuteczność nie była duża - w 1920 roku zmarła w Choczni osoba dwukrotnie zaszczepiona.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy choczeński szpital został zamknięty, ale stało się to zapewne w pierwszej poowie 1922 roku, kiedy przestano notować nowe przypadki zachorowań.

Nie wiadomo również, jaka łączna liczba chorych przewinęła się przez ten szpital i jak była w nim skuteczność leczenia (stosunek liczby osób zmarłych do ozdrowieńców). W samej Choczni epidemie po I wojnie światowej spowodowały zgon 186 osób, ale tylko część z nich była pacjentami omawianej placówki szpitalnej. Ponadto w Choczni leczono także osoby z zewnątrz. Przykładem może być tu Jan Orłowski, kierownik szkoły w Kleczy Dolnej, który trafił do szpitala w Choczni jako chory na czerwonkę. Niestety jego życia nie udało się uratować - zmarł we wrześniu 1921 roku. Na czerwonkę zmarło także w podobnym czasie pięcioro z jego siedmiorga dzieci.

Szpital Epidemiczny w Choczni w krótkim okresie swojego istnienia miał trzech kolejnych kierowników, którzy prawdopodobnie byli jedynymi lekarzami zatrudnionymi w tej placówce.

Ich nazwiska to: Zygmunt Górka, Maria Pruszyńska i Karol Krzysztoforski. 

Zygmunt Górka (1894-1941) objął kierownictwo szpitala w Choczni krótko po ukończeniu studiów medycznych, a według niektórych źródeł nie miał wtedy jeszcze dyplomu lekarza. Później pracował jako lekarz kolejowy w Krakowie, chirurg i urolog w Poznaniu oraz jako kierownik szpitala w Końskich na Kielecczyźnie. Był mężem Zofii z domu Talapka, lekarki specjalizującej się w dermatologii oraz ojcem Zygmunta Górki, chirurga, profesora Śląskiej Akaddemii Medycznej, Tomasza Górki - lekarza dermatologa, Andrzeja Górki - podporucznika Armii Krajowej i Krystyny Górki-Kisner, która podobnie jak brat Zygmunt brała udział w Powstaniu Warszwskim.

Następczynią Zygmunta Górki w choczeńskim szpitalu była wywodząca się z kresów niespełna trzydziestoletnia Maria Pruszyńska,  lekarz z niewielkim stażem (dyplom uzyskała w 1917 roku). Dr Pruszyńska specjalizowała się później w leczeniu chorób płucnych i do wybuchu II wojny światowej pracowała w Szpitalu Spółki Brackiej w Wodzisławiu oraz w Domu Zdrowia w Bystrej. W czasie II wojny światowej była więziona w obozach koncentracyjnych KL Ravensbrueck i KL Buchenwald. Po wyzwoleniu wróciła dom Polski i nadal pracowała jako lekarz w Legnicy i powiecie górowskim.

Ostatnim kierownikiem szpitala w Choczni był Karol Krzysztoforski (1884-1958) z Wadowic, absolwent wadowickiego gimnazjum (1904) i Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktor wszech nauk lekarskich od 1911 roku. Z trójki kolejnych kierowników szpitala w Choczni był więc osobą najstarszą i najbardziej doświadczoną. Po epizodzie pracy w Choczni dr Krzysztoforski pracował jako ordynator w szpitalu powiatowym w Wadowicach i lekarz położnik. W czasie II wojny światowej był dyrektorem szpitala w Wadowicach, a po jej zakończeniu jest podawany jako lekarz ogólny w Jaworzynie Śląskiej w powiecie świdnickim (1948). Spoczywa na wadowickim cmentarzu parafialnym.