wtorek, 30 czerwca 2015

Choczeńska kronika kryminalna - część I

"Gazeta Lwowska" z 14 maja 1867 roku:

Jan Kręcioch, włościanin z Choczni, w powiecie Wadowickim, pokłóciwszy się ze swoim krewnym, został przez niego tak pobity, że w kilka dni potem umarł.

"Gazeta Lwowska" z 29 czerwca 1929 roku:

Obwieszczenie. 
Władysław Koman urodzony 26 kwietnia 1880 w Choczni, syn Franciszka i Józefy, katolik, gospodarz w ostatnim czasie w Choczni zamieszkały, zasądzony został wyrokiem zaocznym z 10 grudnia 1908 na karę ciężkiego więzienia przez trzy miesiące za zbrodnię ciężkiego uszkodzenia ciała popełnioną na Janie Wojtali, oraz na zapłacenie mu odszkodowania. 
Ponieważ Koman wydalił się do Ameryki i nie wiadomo gdzie tam przebywa i wyrok zaoczny nie może mu być doręczony, przeto zawiadamia się go o tym wyroku przez niniejsze obwieszczenie i wzywa go, aby się w dniach 50 stawił w sądzie, bowiem w razie przeciwnym postąpi się przeciw niemu jako nieposłusznemu wedle ustawy i wzbroni mu wykonywania praw obywatelskich. 
C. k. Sąd obwodowy, Oddział VI. Wadowice, dnia 22 maja 1909. 

"Ilustrowany Kurier Codzienny" z 23 marca 1931 roku:

WŁAMANIE. 
W nocy włamali się nieznani sprawcy do kasy Stefczyka w Choczni, skąd po rozpruciu kasy ogniotrwałej skradli 1162 zł gotówką. Włamywacze ulotnili się bezkarnie. Pościg policyjny za nimi trwa. 

Historyczne wątki kryminalne związane z Chocznią zawierają również artykuły:

czwartek, 25 czerwca 2015

Okoliczności aresztowania Józefa Putka w 1933 roku

W listopadzie 1933 roku doszło do aresztowania Józefa Putka, w związku z jego udziałem w strajku rolnym rok wcześniej. Okoliczności tej sprawy opisuje w sposób miejscami humorystyczny "Zielony Sztandar" z 24 grudnia 1933 roku, w korespondencji Franciszka Świadka:

Jak było w Wadowickiem przy aresztowaniu D-ra Putka 

Po wyroku Sądu Najwyższego w sprawie brzeskiej, Komisarz Policji p. Stankiewicz za gorliwość jaką wykazał na terenie powiatu Wadowickiego wobec byłego więźnia brzeskiego Dr. Józefa Putka- zasługuje na szczególny awans i odznaczenie. Tajna i mundurowa policja na wszystkie strony jeździła i chodziła po piętach skazanego. W sobotę wieczorem, w zapale służbowym jeden „tajny" z kolegą, sprowadzonym do pomocy, zgubili Dr. Putka w dziwnych okolicznościach. Oto on, wracając z miasta z sekretarzem Zarządu pow. 0leksym, wstąpili w Choczni do sąsiada Malaty. W tym czasie synowie Malaty zaprzęgli konia do wózka i odjechali. Tajnym zdawało się że zginęli, uciekł według ich mniemania Dr. Putek. Młodzi zapytani przez policję, na hecę oświadczyli, że odwozili go do Wadowic, gdy on tymczasem najspokojniej po szedł do swojego domu. 
Rwetes był nie do opisania. Zaalarmowano wszystkie posterunki w powiecie i koło czeskiej granicy. Szukano zbiega w Zygodowicach, w Zebrzydowicach, koło Kalwarji, u Oleksego. Wszystkie gościńce obsadzono, a na gościńcu Wadowice- Kalwarja legitymowano wszystkie furmanki. Nawet na wypadek mobilizacji nie byłoby takiego pogotowia. Posterunkowy Mamoń, na ślub swojej siostry nie dostał na kilka godzin przepustki, bo tak wielkie niebezpieczeństwo groziło skołatanej Ojczyźnie. 26-go listopada odbywał się w Wadowicach odpust; gdy kilku pijanych wszczęło awanturę, to w mieście nie było ani jednego policjanta, bezpieczeństwo publiczne wyglądało tak, że miejska policja musiała prosić żołnierzy o pomoc. Chocznia honorowana była wszystką policją, a wieczorem Komisarz Stankiewicz przybył autem na inspekcję. Owi tajni, co strzegli, za karę trzymali służbę bez zmiany 3 dni i 2 noce, na słocie i błocie jesiennem. Służby takiej nie ma im co zazdrościć, a Dr, Putek powiedział Komisarzowi, że wilk ma lepszą wygodę. A ile djet, kosztów podróży, zdrowia ludzkiego pochłonęła ta gorliwość, — zupełnie zbędna.
 W poniedziałek, o godz. 17-tej towarzyszyliśmy z kolegą Oleksym Dr. Putkowi z Choczni do więzienia w Wadowicach. Gdy chcieliśmy wstąpić na herbatę do b. burmistrza Kluka jeden z policjantów, który na rowerze z Choczni nam towarzyszył chwycił konia za uzdę, dopiero Dr. Putek zwrócił mu uwagę, że tamuje ruch uliczny i uspokoił się. Zajście to wywołało zbiegowisko w mieście. Jeszcze gorliwszy był Komisarz Stankiewicz, który wszedł do Kluka domagając się by Dr. Putek szedł z nim. Ten go zapytał czy ma zarządzenie na piśmie, a gdy tego nie miał, to mu powiedział, że on sam przyjdzie do kryminału — a nie chce by p. Komisarz brał order za gorliwość. (...) W tym czasie przybył do Kluka sędzia Skowroński, który w tym dniu ogłosił wyrok za zeszłoroczny strajk rolny, skazując Putka na 6 miesięcy więzienia i 100 zł. grzywny (...) Zapowiedziano apelację. Dr. Putek podziękował sędziemu za wyrok. O godzinie 18-ej Komisarz w towarzystwie 4-ch policjantów wygłosił uroczyście: „w imieniu prawa aresztuję pana", Putek trzykrotnie, z ironją skłonił się do ziemi, i odjechał do więzienia. Taką ma zapłatę za uczciwą pracę obywatelską w gminie Choczni, w powiecie i dla całego państwa. (...) 

wtorek, 23 czerwca 2015

Towarzystwa Trzeźwości i Wstrzemięźliwości w Choczni

Choczeńskie Towarzystwa Trzeźwości i Wstrzemięźliwości założył ksiądz proboszcz Józef Komorek w niedzielę 10 listopada 1844 roku.

Członkowie Towarzystwa Trzeźwości składali następującą przysięgę:

„W Imię Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego Amen. Ślubuję przed Bogiem, Nayświętszą Maryją Panną i moim Świętym Aniołem Stróżem, iako za pomocą Boską od używania wódek całkiem się wstrzymać, w użyciu zaś wszelkich innych trunków ścisłą zawsze miarę zachować i do tego także według słabych sił moich naprowadzać chcę.”

Pierwszymi członkami Towarzystwa Trzeźwości zostali:
- ks. proboszcz Józef Komorek,
- ks. wikariusz Maciej Klimowski,
- wójt choczeński Szymon Ruła.

W okresie od 10 listopada 1844 roku do 22 kwietnia 1894 roku zapisało się do tego towarzystwa 2087 osób. 3 czerwca 1864 roku ks. Komorek dokonał przeglądu członków T. T., wykreślając zmarłych. Według jego obliczeń, zawartych w stosownej adnotacji, stan członków towarzystwa wynosił wówczas 990 osób.

Szczególnie silny napływ członków miał miejsce w początkowej fazie działania towarzystwa, to jest w latach 1844-45, kiedy ślubowanie złożyły 1693 osoby. 

Przeważali zdecydowanie wśród nich chocznianie, których zapisało się 1397, czyli ponad 54 % całej ówczesnej choczeńskiej populacji. A biorąc pod uwagę, że ślubowanie składały wyłącznie osoby według ówczesnego pojęcia dorosłe (w zasadzie od 16 roku życia, wyjątkowo od 15 lat), to można przyjąć, że w Towarzystwie tym znalazła się zdecydowania większość dorosłych mieszkańców wsi. W tym nawet jeden z choczeńskich karczmarzy ! A najstarsza z ślubujących osób miała 90 lat.

Po 1845 roku do Towarzystwa Trzeźwości napływała corocznie znacznie mniejsza liczba osób, przyjmowano przede wszystkim następne roczniki osiągające pełnoletność .

Oprócz mieszkańców Choczni  członkami Towarzystwa Trzeźwości zostały liczne osoby z Kaczyny, stanowiącej z Chocznią jedną parafię, a także pojedynczy ślubujący trzeźwość  z:
Ponikwi, Frydrychowic, Zagórnika, Andrychowa, Tokarni, Gorzenia, Krzeszowa, Wysokiej, Zawadki, Kukowa, Rzyk, Inwałdu, Bulowic, Mucharza, Kleczy, Wadowic, Babicy, Myślenic, Kóz, Krakowa, a nawet zaboru rosyjskiego.

Nowo przyjętych członków zapisywano do specjalnej księgi, podając w każdym przypadku numer kolejny, imię, nazwisko, wiek, zawód lub status i miejsce zamieszkania ślubującego. Niekiedy w uwagach pojawia się dopisek „miernie”, nie wiadomo, czy związany z samym momentem wygłaszania przysięgi, czy też z jej późniejszego przestrzeganiem.

Natomiast dla tych osób, dla których przysięga trzeźwości mogła stanowić zbyt wielkie wyznanie, istniała możliwość złożenia jej w wersji złagodzonej i zapisania się do Towarzystwa Wstrzemięźliwości. 

W tym przypadku przysięga brzmiała następująco:

„W Imię Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego Amen. Ślubuję przed Bogiem, Nayświętszą Maryją Panną i moim Świętym Aniołem Stróżem, jako za pomocą Boską, w użyciu wszystkich rozgrzewających napoiów, zawsze ścisłą miarę zachować i do tego także każdego według słabych sił moich naprowadzać chcę.”

Do tego Towarzystwa w latach 1844-1869 zapisało się 228 osób, przede wszystkim mężczyzn w dojrzałym wieku, prawie wyłącznie z Choczni, poza dziewięcioma z Kaczyny, Inwałdu i Ponikwi.

Po odjęciu osób zmarłych stan liczebny T. W. na 3 czerwca 1864 roku wynosił 150 członków.

Po śmierci księdza proboszcza Komorka, gdy parafią administrował ks. Jan Szewczyk, doszło do kanonicznego erygowania Bractwa Wstrzemięźliwości w parafii choczeńskiej, którego dokonał biskup  Jan Puzyna. Miało to miejsce 15 sierpnia  1895 roku. Do Bractwa tego przyjęto wtedy 20 członków, rozpoczynając ich numerację od początku. 

Następnych 21 członków zapisało się w 1897 roku, w czasie trwania misji. 

Potem nastąpiła bardzo długa przerwa w przyjmowaniu nowych członków, po czym w 1986 roku złożyły ślubowanie 122 osoby. To ostatni (do tej pory) członkowie Towarzystwa (Bractwa) Wstrzemięźliwości w Choczni.