Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wójcik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wójcik. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 października 2021

Adam Wójcik- gogolinianin z wyboru Arbeitsamtu

 W grudniowym wydaniu miesięcznika "Panorama Ziemi Gogolińskiej" z 1996 roku ukazał się artykuł Krystiana Szafarczyka pod tytułem Gogolinianin z wyboru "Arbeitsamtu",1, w którym autor przedstawił ciekawe losy urodzonego w Choczni Adama Wójcika2, powojennego mieszkańca opolskiego Gogolina:

Kiedy wybuchła wojna Adam Wójcik miał 17 lat i ukończoną Szkołę Przemysłową w Wadowicach, gdzie zdobył zawód stolarza. Przed wrześniem '39 zdążył jeszcze zaliczyć pierwszy rok Przysposobienia Wojskowego, które szkoliło kadrę rezerwową dla wojska. Wybuch wojny zastał go w rodzinnej Choczni pod Wadowicami, gdzie rodzice gospodarzyli na 7 hektarach. Uciekając przed zbliżającymi się wojskami niemieckimi trafił aż pod Wołyń, ale po dwóch miesiącach tułaczki powrócił do Wadowic. Ze wschodu do Polski wkroczyli Rosjanie, więc nie pozostawało nic innego, jak powrót w strony rodzinne, zajęte już po kampanii wrześniowej przez Niemców. Do 1941 roku imał się różnej roboty, a jak trzeba było to pracował także i dla Niemców, którzy zatrudnili go np. do prac remontowych w miejscowych koszarach. Potem Arbeitsamt skierował go do firmy budowlanej „Alfred Rapp”, przeprowadzającej remonty budynków po wysiedlonych na Lubelszczyznę Polakach. Otrzymywali je Niemcy przesiedleni tu z Ukrainy i Rumunii. Właściciel firmy pochodził z... Karłubca3, więc kiedy pan Adam otrzymał nakaz pracy przymusowej skierowano go, wraz z dwoma innymi mieszkańcami Wadowic, do Gogolina. Jego zatrudnił mistrz stolarski Konrad Matuszek, „przyzwoity stolarz” - jak jeszcze dziś mówi o dawnym swoim pracodawcy pan Adam. Pracował pan Adam u Matuszka do zakończenia działań wojennych. Był u niego czeladnikiem, a wraz z nim zatrudniał pan Matuszek także uczniów z Gogolina: Karola Waloszka, Antoniego Adamca, Piusa Skowronka... Wszyscy mówili po polsku, pan Matuszek też, chociaż oficjalnie było to zabronione. Warunki w stolarni były nie najgorsze. Miał swój kąt i zapewniony obiad. Otrzymywał też wynagrodzenie za swoją pracę (17 marek); nie było to dużo, ale jakoś tam musiało wystarczyć na wyżywienie i drobne wydatki. Otrzymywał też kartki żywnościowe. Racje były niewielkie, ale bywało, że miejscowy piekarz sprzedał chleb bez kartek a masarz kawałek pośledniejszej kiełbasy. Miał też możliwość korzystania z kart urlopowych. Po uzyskaniu zezwolenia przez niemiecką policję mógł odwiedzić rodzinę w Wadowicach. Była też w Gogolinie inna grupa Polaków; wszystkich obowiązywał nakaz noszenia na ubraniach litery „P”. Jej brak powodował narażenie się na sankcje policyjne. Nosiło się ją jednak często pod klapą. Sam zapłacił za to karę. Trzeba było więc wystrzegać się członków NSDAP (ale takich w Gogolinie było niewielu). Najgorzej wspomina kierownika szkoły, Rychtera, który zasłynął jako nadgorliwy nazista. Mimo, iż oficjalnie zabroniony był kontakt z Polakami, gogolinianie nie unikali ich i rozmawiali z nimi na ogół po polsku, co dla pana Adama i innych Polaków było wielką niespodzianką. Dla nich, pochodzących z Generalnej Guberni a przebywających tu przymusowo, Gogolin wcześniej jawił się jako typowe miasteczko niemieckie położone w Rzeszy, gdzie nikt nie potrafi porozumieć się po polsku i gdzie wszyscy są wrogo nastawieni do Polaków. Dopiero tutaj uczyli się historii tej ziemi. Dziś wspominając tamte okupacyjne czasy pan Adam z wielką życzliwością i sympatią opowiada o stosunku mieszkańców Gogolina do pracujących tu przymusowo Polaków. Nawet niektórzy niemieccy policjanci nie okazywali wrogości. Polakom też nie zabraniano spotykania się ze sobą; rozmawiali wtedy o pozostawionej rodzinie, o polityce, o toczącej się wojnie... Na niedzielne nabożeństwa chodzili do miejscowego kościoła (choć Polakom oficjalnie czynić tego nie było wolno). Msze odprawiane były po niemiecku, ale bywało, że śpiewano w kościele - zwłaszcza kolędy - także i po polsku. Kilkuletni pobyt w Gogolinie i praca u pana Matuszka sprawiły, że nawiązały się pomiędzy nimi stosunki wręcz koleżeńskie. Majster Matuszek swego pracownika traktował jak wszystkich pozostałych: liczyła się dobra robota, a jako iż pan Adam fachowcem był niezłym, podstaw do konfliktów nie było praktycznie żadnych. Wojna w Gogolinie nie miała dramatycznych wymiarów, toczyła się gdzieś daleko. Tu było spokojnie i względnie bezpiecznie. 

Dopiero wkrocze­nie wojsk sowieckich w styczniu '45 (pan Adam pamięta, że było to w nocy z niedzieli na poniedziałek) stało się poważnym dramatem dla mieszkańców Gogolina, których sowieci traktowali bez wyjątku jak Niemców. Pierwsi jednak czołgiści, jacy pojawili się na ulicach miasta, nie okazywali zbytniej agresji i w tych pierwszych dniach „wyzwolenia" obyło się bez dramatycznych ekscesów. Gorszy był „drugi rzut”: do dziś w pamięci wielu pozostali pijani sowieccy żołnierze, którzy gwałcili, rabowali, mordowali...Potem nastąpiły wywózki do Rosji. Taki los spotkał także stolarza Matuszka, który jakimś jednak cudem przeżył to zesłanie i powrócił do Gogolina. 

Adam Wójcik tego w Gogolinie już nie widział.  Na trzeci dzień po wkroczeniu Rosjan rozpoczął wędrówkę do rodzinnych Wadowic. Wcześniej zniszczył wszystkie dokumenty opatrzone hitlerowskimi godłami: - „Ruskie czytać nie umieli, ale niemieckie pieczęcie rozpoznawali. Nim takim wytłumaczysz co i jak, już cię brali za Niemca, a wtedy mogło być różnie”. Dziś panu Adamowi brakuje tych dokumentów, ale wtedy ich zniszczenie uznał za przejaw rozsądku i roztropności. Do rodzinnej Choczni szedł cały tydzień. Nie nacieszył się jednak zbyt długo odzyskaną swobodą i wolnością. Już po paru miesiącach otrzymał wezwanie do odbycia służby wojskowej. I właściwie to dla niego wojna zaczęła się po raz drugi. Służył bowiem w 53 Pułku Piechoty, który toczył krwawe boje z UPA. Wśród listów, jakie pisał z wojska, były i te adresowane do Gogolina. Do Konrada Matuszka, u którego w czasie wojny przymusowo pracował. Musiał więc zapisać się Matuszek w pamięci pana Adama z jak najlepszej strony.A potem, prawie bezpośrednio po powrocie do cywila, pojawił się pan Adam Wójcik w Gogolinie i przez półtora roku - już „dobrowolnie”- pracował właśnie u pana Matuszka. I w Gogolinie pozostał do dziś. Przywiózł też tutaj z dalekiego Pomorza żonę, z którą dochował się trójki dzieci (dwóch synów i jedną córkę). Jest też dziadkiem czwórki wnucząt.

- „Wie pan, wydaje mi się, że jestem gogolinianinem od zawsze - mówi. - Wrosłem w ten Gogolin tak bardzo, że nie wyobrażam już sobie życia gdzie indziej. A to sprawa chyba ludzi, którzy tu mieszkają, ich życzliwości zarówno dla „swoich”, jak i dla przyjezdnych. Tu naprawdę nie ma podziałów narodowościowych, tak chętnie wyolbrzymianych w mediach. Albo jesteś drań i łobuz, albo jesteś człowiek porządny. To jedyne kryte­rium podziałów”. 

Aż do emerytury pracował pan Adam w Zakładach Wapienniczych. Był tam stolarzem, kierownikiem kadr i brygadzistą na pakowni. Był też ławnikiem sądowym, kuratorem społecznym, radnym. Był też korespondentem terenowym ogólnopolskiej gazety branżowej „Przemysł Materiałów Budowlanych”.

Kiedyś, był to bodajże rok 1962, na jej łamach napisał: „(...) Byłem na robotach przymusowych tu w Gogolinie, w miejscowości, w której również obecnie pracuję. Według zarządzenia miałem nosić znak „P”. Jaki był sens tego zarządzenia? Chodziło o to abyśmy byli napiętnowani znakiem hańby, by każdy Niemiec należący do „Herrenvolku” wiedział, że ma do czynienia z „niższą rasą”. Odgórne zarządzenia mówiły również, że moje miesięczne wynagrodzenie za pracę od rana do nocy nie może przekraczać 17 marek. Tak uczył faszyzm. On chciał rozpalić nienawiść w narodzie niemieckim do Polaków i innych narodowości. (...)  Mieszkańcy Gogolina nie przestrzegali wydanych zarządzeń. Ich los zresztą wiele nie różnił się od naszego. W wielu przypadkach to byli także Polacy…”


1 Arbeitsamt- z niem. urząd pracy; tu niemiecki urząd pracy w okresie okupacji, wysyłający Polaków na przymusowe roboty.
2 Adam Wójcik urodził się w Choczni 21 grudnia 1922 roku. Był synem Stanisława Wójcika, działacza samorządowego i społecznego oraz Honoraty z domu Paterak. Miał 5 sióstr (Apolonię, Stefanię, Marię, Annę i Helenę) oraz 3 braci (Jana, Franciszka i Stanisława).
3 Karłubiec- dawna wieś, obecnie dzielnica Gogolina.

czwartek, 27 maja 2021

Choczeńskie rody - Wójcikowie

 

Wójcik to czwarte w kolejności wśród najczęstszych nazwisk w Polsce. Obecnie w naszym kraju mieszka prawie 100000 Wójcików. Nie dziwi więc, że osoby o tym nazwisku od dawna żyją także w Choczni.

Już w 1662 roku niejaki Wojciech Woytowicz poślubił w choczeńskim kościele Zofię Świętek, a dwa lata później ta para – tym razem występująca jako Wojciech i Zofia Woycikowie- ochrzciła swojego pierworodnego syna Grzegorza. Natomiast przy chrztach kolejnych dzieci zapisywani byli również jako Wóytowicz, Wojtyła i Kłaputowski. Wskazuje to na związki z ówczesnym wójtem choczeńskim, który też miał na imię Wojciech (ok. 1613-1673), a jego nazwisko podawano w formie Kłaputowski, Mucha, Mucharski. Wojciech, mąż Zofii Świętek, to zapewne syn wójta Wojciecha i dlatego przylgnęło do niego określenie wójcik, woytowicz (syn wójta), które zastąpiło z czasem jego nazwisko rodowe Kłaput (z dowartościowującą końcówką –ski). Z kolei nazwisko Mucharski wskazuje na miejsce pochodzenia rodziny wójta (Mucharz). W podobnym czasie co Wojciech swoje dzieci w Choczni chrzcili także Jan Wóytowicz/Wujciosek i Grzegorz Wóytowicz/Woytiłko, którzy mogli być jego braćmi.

W styczniu 1673 roku Wojciech Wójcik po raz drugi wstąpił w związki małżeńskie, a jego wybranką była tym razem Anna Kuman (Koman). Gdy we wrześniu 1673 roku Wojciech i Anna chrzcili swoją córkę Jadwigę, to na matkę chrzestną poprosili Annę Wóytową, czyli żonę wójta (i zapewne babkę chrzczonej dziewczynki). W 1675 roku na świat przyszedł Walenty Wójcik, spadkobierca Wojciecha i Anny, dzięki któremu nazwisko Wójcik było obecne w Choczni przez kolejne 200 lat. Ze spisów podatku kościelnego (taczma) z lat 1663-1711 wynika, że Wójcikowie byli „spólnikami” Ramendów i razem z nimi gospodarowali na roli położonej powyżej kościoła, ciągnącej się od Choczenki w stronę granicy z Zawadką. Następcami Walentego Wójcika i kontynuatorami tego rodu byli w XVIII wieku jego synowie:

  • pochodzący z pierwszego związku Antoni (ur. 1708) z żoną Katarzyną,
  • oraz znacznie młodszy Franciszek, syn jego drugiej żony Barbary (ur. 1734), który poślubił Anastazję Capionkę.

W połowie XVIII wieku w księgach metrykalnych pojawia się również trzech Wójcików, w przypadku których nie można znaleźć powiązań rodzinnych z dawnym wójtem Kłaputowskim. Byli to:

  • kowal Jan Wójcik, mąż Zofii, których pierwsze dziecko ochrzczono w 1741 roku,
  • Paweł Wójcik, mąż Małgorzaty, których pierwsze dziecko ochrzczono w 1747 roku,
  • Marcin Wójcik, mąż Anny ze Styłów/Byliców, poślubionej w 1765 roku.

Ich pojawienie się jest o tyle istotne, że potomkowie Jana, Pawła i Marcina zachowali nazwisko Wójcik do czasów współczesnych i zamieszkiwali w Choczni jeszcze po II wojnie światowej.

W subrepartycji z 1775 roku ujęto:

  • Wojciecha Wójcika z linii „wójtowskiej” (syna Antoniego), posiadacza dwóch wołów i dwóch krów, którego czynsz na rzecz starostwa marwałdzkiego wynosił 7, 16 zł,
  • Marcina Wójcika, męża Anny, posiadacza 1 krowy, płacącego 3,23 zł czynszu,
  • Wawrzyńca Wójcika, syna Pawła i męża Ewy Puńczewskiej (córki organisty), który płacił 3,23 zł czynszu,
  • Franciszka Wójcika, z linii „wójtowskiej” (męża Anastazji z Capów), posiadacza konia i 3 krów, który płacił czynsz roczny w wysokości 11,09 zł.

Z kolei w Metryce Józefińskiej z lat 1786-1789 znaleźć można własność sześciu Wójcików:

  • Grzegorza Wójcika spod nr 144, syna kowala Jana, który gospodarował razem z Wojciechem Ramzą na Przymiarkach w Niwie Zakościelnej, na gruntach ciągnących się od Choczenki, przez Gościniec Cesarski, Stary Gościniec po granicę z Frydrychowicami,
  • Wojciecha Wójcika spod nr 176, który gospodarował na Rolach Mieszkowskich, położonych poniżej kościoła i ciągnących się od Choczenki po granice Frydrychowic,
  • Franciszka Wójcika spod nr 183, który gospodarował na Roli Capowskiej, położonej po niżej kościoła i ciągnącej się od Choczenki po granice Frydrychowic,
  • Marcina Wójcika spod nr 177, który gospodarował na Rolach Mieszkowskich, położonych poniżej kościoła i ciągnących się od Choczenki po granice Frydrychowic,
  • Wawrzyńca Wójcika, syna Pawła, spod nr 67, który gospodarował na gruntach z Roli Dziadkowskiej, położonych nieco powyżej obecnej remizy strażackiej i ciągnących się od Choczenki po Góralską Drogę,
  • Kantego (Jana Kantego) Wójcika spod nr 163, syna wyżej wymienionego Franciszka, który gospodarował na Roli Styłowskiej w Niwie Zakościelnej, na gruntach ciągnących się od Choczenki po granice Frydrychowic.

Ówczesnych Wójcików podałem w kolejności od najbogatszego do najuboższego, z tym że tylko pierwszych trzech (Grzegorz wspólnie z Wojciechem Ramzą, Wojciech i Franciszek) przewyższało choczeńską średnią. Zwraca ponadto uwagę sąsiedztwo Wojciecha z liniii ”wójtowskiej” i Marcina Wójcików, które sugeruje, że ten drugi też wywodził się od wójta Kłaputowskiego, choć jak wspomniano wcześniej, nie da się tego udowodnić za pomocą wpisów w metrykach.

W pierwszej połowie XIX wieku dwóch Wójcików było choczeńskimi grabarzami, a właściwie grabarzami, bo tak ich wtedy określano:

  • Benedykt Wójcik (1779-1845), syn Marcina i mąż Rozalii z domu Przybyło,
  • Walenty Wójcik (ur. 1795), syn Wawrzyńca i mąż Małgorzaty z domu Płonka.

Wbrew współczesnym stereotypom obaj grabarze Wójcikowie należeli do Towarzystwa Trzeźwości, utworzonego przez proboszcza ks. Józefa Komorka w 1844 roku.

Następne informacje o własności i miejscach zamieszkania choczeńskich Wójcików przynosi austriacki Grundparzellen Protocoll z lat 1844-1852. Ujęto tam aż dziewięciu Wójcików, z których roczne dochody sześciu przekraczały choczeńską średnią:

  • Antoniego Wójcika spod nr 103, z Niwy Dolnej od Wadowic,
  • Błażeja Wójcika spod nr 183a (z linii „wójtowskiej”) z  Niwy Dolnej od Wadowic,
  • Jakuba Wójcika spod nr 264 z Niwy Zakościelnej (północnej),
  • Jacentego Wójcika spod nr 176  (z linii "wójtowskiej") z Niwy Dolnej od Wadowic,
  • Wojciecha Wójcika spod nr 177 z Niwy Dolnej od Wadowic,
  • Józefa Wójcika, spod nr 143a z Niwy Zakościelnej (północnej),

Oprócz nich wymieniono Jana spod nr 183 b (brata Błażeja), Jakuba spod nr 143 b (potomka kowala Jana z XVIII wieku) i grabarza Walentego Wójcika spod nr 279.

Kolejnym grabarzem w rodzinie Wójcików był Franciszek (1821-1888), syn grabarza Walentego. W 1875 roku ofiarował on nieco ponad 1 złoty reński na przelanie/powiększenie choczeńskiego dzwonu kościelnego.  Ze spisu darczyńców na dzwony można wywnioskować, że potomkowie Marcina z XVIII wieku i linii „wójtowskiej” nadal mieszkali obok siebie, w tym samym miejscu, co ponad 80 lat wcześniej.

Tuż przed sporządzeniem Grundparzellen Protocoll w rodzinach choczeńskich Wójcików, potomków dawnego wójta Kłaputowskiego,  przyszli na świat:

  • Ignacy, urodzony w 1841 roku, jako syn Błażeja i Anny z domu Szczur, który ukończył gimnazjum w Cieszynie, później brał udział w wojnie austriacko-pruskiej (1866), a następnie po studiach teologicznych został wyświęcony na księdza (1870). Z racji swoich doświadczeń był kapelanem wojskowym oraz wikariuszem w Rzezawie, Lisiej Górze i Straszęcinie koło Dębicy, gdzie w 1877 roku zmarł na tyfus.
  • Wojciech, kuzyn Ignacego, urodzony w 1843 roku, jako syn Jana i Marianny z domu Woźniak, który przeniósł się do Wadowic, gdzie pracował jako zecer i drukarz. Był ojcem księdza Franciszka Rudolfa Wójcika (1880-1954), absolwenta wadowickiego gimnazjum i Wydziału Teologicznego UJ. Zmarł w 1912 roku i spoczywa na cmentarzu parafialnym w Wadowicach.

Natomiast najbardziej znanym Wójcikiem w Choczni w II połowie XIX wieku i na początku XX wieku był majster ciesielski Józef Wójcik, urodzony w 1854 roku jako syn grabarza Franciszka i jego żony Wiktorii z Ciborów. Józef Wójcik zasłużył się przy budowie aktualnego kościoła parafialnego w Choczni (1880-1886), a później przewodniczył Komitetowi Parafialnemu (1904-1914) i zasiadał w Radzie Nadzorczej choczeńskiej Kasy Zapomogowo-Pożyczkowej (1917-1921). Młodszym bratem Józefa był Jan Wójcik (ur. 1867), urzędnik Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych.

Pod koniec XIX i na początku XX wieku liczni chocznianie wyjeżdżali do pracy w Stanach Zjednoczonych Ameryki i Zagłębia Czesko-Morawskiego. Wśród nich znaleźli się także Wójcikowie:

  • Ludwik, urodzony w 1876 roku, jako syn Antoniego i Salomei z domu Styła, który po emigracji do Holyoke w stanie Massachusetts ściągnął tam także swoją żonę Marię z Romańczyków. W Holyoke przyszły na świat ich dzieci Stanisława (Stella), Bolesław (William), z którymi Wójcikowie powrócili do Choczni. Ostatecznie jednak Ludwik powtórnie wyjechał za ocean, ściągnąwszy do siebie Stellę (później Rzewski), Williama i urodzoną w Choczni Balbinę (później Dynan).
  • Wojciech (1870-1921), emigrant w USA,
  • Jan (ur. 1876), mąż Heleny z domu Guzdek, emigrant w USA,
  • Kazimierz Alojzy (ur. 1879), mąż Franciszki z domu Widlarz, emigrant w USA,
  • Ludwika, urodzona w 1861 roku jako córka grabarza Franciszka, która pracowała w Vratimovie koło Ostravy. Do Choczni powróciła z synem Franciszkiem Wójcikiem, urodzonym w 1896 roku i w 1914 roku wyszła za mąż za znacznie od siebie starszego Tomasza Kolbra.

W zmaganiach podczas I wojny światowej brali udział między innymi:

  • wyżej wymieniony Franciszek Wójcik, syn Ludwiki, który został ranny jako żołnierz 56 pp,
  • Jan Aleksander Wójcik, ur. w 1876 roku jako syn Wincentego i Justyny ze Ścigalskich, który dostał się do niewoli rosyjskiej i był więziony w Kurganie na Syberii w guberni tobolskiej.

W okresie międzywojennym aktywnością i zaangażowaniem w sprawy choczeńskie wyróżniał się Stanisław Wójcik (ur. 1885), brat żołnierza Jana Aleksandra, znany jako działacz Kółka Rolniczego, członek zarządu choczeńskiej Kasy Stefczyka (od 1923 roku), asesor (radny) gminny (1924) i członek zarządu gminy (1935). W 1931 roku stanął przed Sądem Okręgowym w Wadowicach oskarżony o rzekome „przeszkadzanie w urzędowaniu” komisji wyborczej w Choczni. Sąd uwolnił go jednak od winy i kary.

W sporządzonych tuż po II wojnie światowej zestawieniach strat wojennych znalazło się dziesięcioro choczeńskich Wójcików: Adam, Aniela, dwóch Franciszków, Helena, Józef, Kacper, Piotr, Stanisław i Weronika. Renty z tytułu utraty członka rodziny domagała się Helena (ur. 1910), a najwyższe straty materialne wyliczono dla Stanisława (ur. 1885). Prawie wszyscy (z wyjątkiem Heleny i jednego z Franciszków) domagali się odszkodowania z powodu wysiedlenia.

Ze sporządzonej rok później listy do głosowania w Referendum Ludowym wynika, że Wójcikowie zamieszkiwali po wojnie w Choczni w 12 domach. Byli to:

  • pod numerem 82 Maksymilian Wójcik ur. 1909 z żoną Anielą, potomek Marcina Wójcika i Anny Styła/Bylica z XVIII wieku,
  • pod numerem 97 Adam Wójcik ur. 1905, z żoną Antoniną i matką Balbiną, potomek kowala Jana Wójcika z XVIII wieku,
  • pod numerem 185 Franciszek Wójcik ur. 1906 w Radoczy z żoną Marią,
  • pod numerem 228 Kacper Wójcik ur. 1870 z żoną Apolonią, potomek kowala Jana Wójcika z XVIII wieku,
  • pod numerem 257 Józef Tadeusz Wójcik ur. 1914 z żoną Weroniką, potomek grabarza Franciszka Wójcika z XIX wieku i Pawła Wójcika z połowu XVIII wieku,
  • pod numerem 282 Helena Wójcik z domu Grzywa (ur. 1910), wdowa po Wojciechu Wójciku (ur. 1913), potomku Marcina Wójcika i Anny Styła/Bylica z XVIII wieku,
  • pod numerem 292 stolarz Franciszek Wójcik ur. 1896 z żoną Marią, potomek (po matce) grabarza Franciszka Wójcika z XIX wieku i Pawła Wójcika z połowu XVIII wieku,
  • pod numerem 312 Franciszek Wójcik ur. 1914 z żoną Rozalią, potomek Marcina Wójcika i Anny Styła/Bylica z XVIII wieku,
  • pod numerem 415 Franciszka Wójcik z domu Turek ur. 1881, matka Józefa Tadeusza, wdowa po Stanisławie, potomku grabarza Franciszka Wójcika z XIX wieku i Pawła Wójcika z połowu XVIII wieku,
  • pod numerem 528 Piotr Wójcik (ur. 1882) z żoną Heleną z domu Ramęda (ur. 1901) i córką Józefą, potomek Marcina Wójcika i Anny Styła/Bylica z XVIII wieku,
  • pod numerem 535 Jan Wójcik (ur. 1919) w Choczni, jako syn Stanisława Wójcika (1874-1924) i Agnieszki z domu Miś oraz wnuk Wawrzyńca Wójcika prawdopodobnie z rodziny przybyłej do Choczni w XX wieku,
  • pod numerem 579 Stanisław Wójcik (ur. 1885) z żoną Honoratą z domu Paterak, synem Stanisławem (ur. 1921) i córką Stefanią (później Kiszczak), potomek Marcina Wójcika i Anny Styła/Bylica z XVIII wieku.

Czyli w pięciu domach mieszkali potomkowie Marcina Wójcika z XVIII wieku, którego można podejrzewać o związki z wójtem Kłaputowskim z XVII wieku, w trzech potomkowie Pawła Wójcika z połowy XVIII wieku, w dwóch potomkowie kowala Jana Wójcika z połowy XVIII wieku i w także w dwóch potomkowie innych rodzin Wójcików, które pojawiły się w Choczni w XX wieku. Nie mieszkali już wtedy w Choczni pewni potomkowie wójta Kłaputowskiego- ostatni męscy potomkowie z tej linii byli chrzczeni w Choczni w latach 80. XIX wieku.

W zestawieniu nie ujęto urodzonych w Choczni:

  •  Józefa Wójcika (1901-1976), potomka Pawła z XVIII wieku, męża Marii z domu Koman i ojca urodzonych w Choczni: Cecylii, Mariana, Łucji i Zygmunta oraz Zdzisława, który przyszedł na świat w czasie wysiedlenia na Kielecczyznę. Tenże Józef (znany z wtargnięcia na chór kościelny w 1928 roku) znalazł się za to w spisie głosujących w Wadowicach, jako mieszkaniec domu nr 41 przy ul. 3 Maja
  • Alojzego Wójcika (1917-1997), który spoczywa na cmentarzu w Inwałdzie.

Po II wojnie światowej działalność społeczną w Choczni kontynuował Stanisław Wójcik (ur. 1885). W 1947 roku znalazł się w zarządzie reaktywowanej Kasy Stefczyka i w Gminnej Radzie Osadniczej, a jego syn Stanisław (ur. 1921) przewodniczył Związkowi Młodzieży Wiejskiej „Wici” (1949) i działał w Ochotniczej Straży Pożarnej. Natomiast pochodzący z Radoczy rolnik Franciszek Wójcik został w 1954 roku radnym gromadzkim.

Najbardziej znanym Wójcikiem z Choczni był w PRL Władysław Wójcik (1926-1990), syn urodzonego we Vratimowie Franciszka i Marii z domu Świętek, który pracował w Milicji Obywatelskiej jako ekspert kryminalistyczny i dosłużył się stopnia pułkownika. Przez wiele lat był kierownikiem/naczelnikiem w Wydziale Badań Dokumentów Komendy Głównej MO w Warszawie, a następnie kierownikiem Zakładu Kryminalistyki Komendy Głównej MO. Ceniono go jako współtwórcę polskiej fonoskopii i eksperta w dziedzinie badań pisma- w 1974 roku był współautorem ekspertyzy dotyczącej autentyczności domniemanych listów Chopina. Napisał wiele publikacji i opracowań dotyczących badań pisma.

poniedziałek, 27 maja 2019

Księża z Choczni- ksiądz Ignacy Wójcik

Ignacy Wójcik urodził się 9 lutego 1841 roku w rodzinie Błażeja Wójcika i jego żony Anny z domu Szczur.
Jako piętnastolatek rozpoczął naukę w gimnazjum w Cieszynie (1856), a następnie kontynuował ją w Krakowie, aż do 1863 roku.
Wiadomo, że w 1866 roku Ignacy Wójcik wziął czynny udział w wojnie austriacko- niemieckiej, oczywiście po stronie przegranych Austriaków.
Już rok później został przyjęty jako eksternista od razu na II rok seminarium duchownego w Bochni, kształcącego kadry dla diecezji tarnowskiej, do której należała wówczas Chocznia.
Zwieńczeniem tego etapu edukacji były święcenia kapłańskie, które Ignacy Wójcik przyjął w Tarnowie 24 września 1870 roku, czyli w  wieku 29 lat.
Jako neoprezbiter został skierowany 30 października do parafii Trójcy Przenajświętszej i św. Leopolda w podbocheńskiej Rzezawie. Ze względu na doświadczenie w armii został mianowany równocześnie kapelanem wojskowym.
W 1872 roku został przeniesiony do parafii Matki Boskiej Różańcówej w Lisiej Górze. Rok później proboszczem w tejże parafii został pochodzący z Choczni ksiądz Wojciech Bryndza.
Choczeńska obsada parafii lisiogórskiej przetrwała tylko przez rok, jako że w 1874 roku ksiądz Ignacy Wójcik rozpoczął posługę wikariusza w Straszęcienie, w parafii pod wezwaniem Wszystkich Świętych.
Tam zmarł 30 stycznia 1877 roku w wieku niespełna 36 lat.
Warto dodać, że księżmi usiłowało zostać także dwóch kuzynów ks. Ignacego Wójcika: Franciszek Dąbrowski i Antoni Nowak. Ostatecznie pierwszy z nich wybrał karierę prawniczą, a drugi przeniósł się z teologii na studia filozoficzne.

Księża z Choczni - link