piątek, 16 marca 2018

Portret choczeńskiej "Damy z listem"


Obraz  z prywatnej kolekcji Tadeusza Królikiewicza
Historia tego obrazu i osoby na nim utrwalonej została opisana we wspomnieniach Tadeusza Królikiewicza opublikowanych na stronie Stowarzyszenia Absolwentów Liceum Ogólnokształcącego im. Marcina Wadowity w Wadowicach- www.wadowita.net:
„Jak sięgam pamięcią, w mieszkaniu naszym wisiał portret prababki. W Brzesku umieszczony był nad fortepianem matki. Wodziła za mną oczami, a w lewej ręce trzymała list. Pojechała z nami do Wadowic. Podczas wojny tułała się z nami po świecie, co nie wyszło jej na zdrowie. Podczas kolejnej przeprowadzki płótno obrazu rozdarło się na kancie stołu, twarz, ręce i list pociemniały, ale nadal wodziła za mną swoimi pięknymi oczami. Po wojnie powróciła do Wadowic nie nad fortepian, który został sprzedany, gdy sytuacja materialna była ciężka.
Portret prababki wymalowany został pod Wadowicami, w Choczni, skąd pochodziła prababka Tekla Płonka. Urodziła się jeszcze w czasach napoleońskich. Wyrosła na ładną dziewczynę, która podobno podobała się oficerom austriackiego pułku piechoty stacjonującego w Wadowicach, a zgodnie z opowieścią rodzinną jeden z nich zakochał się w niej bez pamięci. Ale oficer odjechał w siną dal, dziewczyna czekała roniąc łzy. W końcu nie doczekawszy się, otarła łzy i wyszła za mąż za piekarza, emigranta z austriackiego Voralbergu Jana Letschera, który przyjechał za chlebem do Polski. I właśnie wtedy przyszedł do niej list, że ukochany otrzymał pozwolenie na małżeństwo i wraca. Było jednak za późno.
Portret namalowany został prawdopodobnie ok. połowy XIX wieku, na pewno przez dobrego malarza, który zgodnie z przekazem rodzinnym przebywał w Choczni po upadku rewolucji krakowskiej (1846). Na obrazie brak sygnatury autora. Dalsza moja kuzynka, nieżyjąca dr Anna Bocheńska, historyk sztuki i kustosz wawelskiego muzeum, bezskutecznie usiłowała dociec, kto jest autorem obrazu.
Matka pokazywała mi w okresie międzywojennym ruiny domu w Choczni zwanego jeszcze wówczas letscherówką. Letcherowie wraz z synem Alojzym przenieśli się do Bochni, gdzie otworzyli piekarnię.
Prababka, po renowacji (przez fachowca wysokiej klasy), błyszczy swą urodą jak za dawnych lat i z lekkim uśmiechem wodzi swoimi pięknymi oczami za domownikami. A w ręku trzyma list - może świadectwo miłości, może dramatu sprzed lat.”
Analizując ten portret i zagłębiając się w szczegóły życiorysu uwiecznionej na nim postaci, dojść można do dość zagadkowych odkryć, które czynią tę interesującą historię nieco bardziej tajemniczą.
Znane fakty na temat Tekli Letscher z domu Płonka przedstawiają się następująco:
  • w spisie choczeńskiej własności gruntowej z lat 1844-1852 widnieje znaczny majątek Tekli Letscher (16 mórg gruntu) i osobny Johana (Jana) Letschera o powierzchni nieco ponad 8 mórg, czyli łączna własność Letscherów w Choczni wynosiła wówczas 14 hektarów. Łączna własność Letscherów była wówczas czwartą co do wielkości w Choczni, po majątku sołtysim (Duninów), dworskim (Bobrowskich) i plebańskim. Niewiele przewyższała jednak największe majątki chłopskie (o 1-2 morgi). Posiadłość Letscherów była nazwana potocznie Lecierówka lub Leczerówka, o czym piszą na przykład Eugeniusz Bielenin (w swoich wspomnieniach), czy Józef Turała (w „Kronice wsi Chocznia”). Nazwa Leczerówka/Lecierówka przetrwała do dziś, choć nie jest powszechnie znana.
Przypisane do niej były dwa niesąsiadujące ze sobą domy o numerach 203 (Tekla) i 191 (Jan) w górnej części obecnej ulicy Zawale.

Lokalizacja domu nr 191

Lokalizacja domu nr 203


Pola Letscherów rozciągały się na północny wschód od ich domów, przekraczały Stary Gościniec (Drogę Sobieskiego) i sięgały aż po granice z Frydrychowicami. Wcześniejsze spisy płatników podatku kościelnego pozwalają sądzić, że Tekla i Jan Letscherowie nie byli długoletnimi właścicielami majątków w Choczni. Jeszcze w 1836 roku późniejszy dom Tekli figurował jako własność Wątrobów, a późniejszy dom Jana jako własność Błażeja Juchy.
  • W metrykach kościelnych parafii wadowickiej zachowały się adnotacje o chrztach pięciorga dzieci piekarza i cukiernika Johanna Letschera, syna Aloisa i Cathariny, rodem z Voralbergu w Austrii i jego żony Tekli, córki Wojciecha Płonki oraz Tekli z Sokołowskich:
  1. Emilii Joanny w 1849 roku,
  2. Edmunda w 1850 roku,
  3. Józefa Ferdynanda w 1852 roku,
  4. Alojzego Franciszka w 1856 roku,
  5. Ernestyny w 1859 roku.
Co ciekawe każdorazowo podano inne miejsce zamieszkania Letscherów – kolejno domy w Wadowicach (a nie w Choczni) nr 245, 347, 345, 48 i 332. W większości przypadków matką chrzestną dzieci Letscherów była ta sama osoba- Marianna, żona ziemianina Pawła Schultesa z Przybradza.
  • W metrykach kościelnych parafii choczeńskiej zachowały się cztery wpisy dotyczące Letscherów:
  1. Śmierć Ernestyny Letscher w 1859 roku,
  2. Śmierć Jana Letschera 7 maja 1861 roku w wieku 56 lat,
  3. Ślub pochodzącego z Moraw leśnika Jana Halauski i Emilii z domu Letscher oraz urodziny ich syna Emiliana (1871) pod numerem 322 (według nowej numeracji wprowadzonej w latach pięćdziesiątych XIX wieku).
  • W spisie ofiarodawców na powiększenie choczeńskich dzwonów w 1875 roku widnieje Emilia Halauska pod numerem 322.
  • 15 grudnia 1906 c.k. Sąd Obwodowy w Wadowicach wdrożył postępowanie celem uznania za zmarłego Edmunda Letschera urodzonego w 1850 roku na prośbę Emilii Halauska, Tekli Letscher i Alojzego Letscher. Edmund, subiekt handlowy, na skutek nieporozumień z rodziną wyjechał w maju 1870 roku z Choczni do Bochni. Ostatni kontakt z rodziną to list z września 1870 roku ze Stanisławowa, w którym prosił siostrę Emilię o przesłanie 40 koron.
  • Na nagrobku Tekli Letscher według Tadeusza Królikiewicza wyryto datę jej urodzenia- 1808 i zgonu- 1909.

Czy obraz rzeczywiście przedstawia Teklę Letscher – prababkę Tadeusza Królikiewicza?

Czy osoba ubrana i ufryzowana w sposób przedstawiony na portrecie mogła być wadowicką mieszczką i właścicielką gruntów w Choczni?

Postać na obrazie została namalowana w pewnej konwencji charakterystycznej dla połowy XIX wieku, ale niekoniecznie dla tej klasy społecznej, z której wywodziła się Tekla, bądź do której weszła przez małżeństwo.
Damę ubraną w podobną suknię można znaleźć na przykład na portrecie z lat około 1840-1855 znajdującym się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie
link 
Natomiast fryzura domniemanej Tekli występuje choćby na obrazie z około 1840 roku:
link (portal rynku sztuki Artinfo.pl)
Fakt, że obraz zachował się w zbiorach potomków Tekli Letscher, nie jest jednoznacznym dowodem na to, że na portrecie widnieje właśnie ona, choć tak wskazuje rodzinny przekaz. Nie można wykluczyć, że sportretowano na nim inną kobietę z rodu Królikiewiczów, niekoniecznie Teklę Letscher. W rodzinie Królikiewiczów zachowała się ponadto biżuteria- naszyjnik widoczny na szyi sportretowanej osoby. To oczywiście dowód na związki osoby sportretowanej z ich rodziną, lecz także niewskazujący wprost na Teklę Letscher z  Choczni.
Jakie były związki Tekli Letscher z Chocznią? To kolejne pytanie, które nasunąć się może po lekturze przytoczonych wyżej skąpych faktów z jej życiorysu.
Oprócz tego, że przez pewien czas zamieszkiwała w Choczni i posiadła tam stosunkowo duży majątek, to nic nie wskazuje na jej choczeńskie pochodzenie.
Brak metryki chrztu Tekli w Choczni i w Wadowicach oraz brak w tych samych źródłach jakichkolwiek wzmianek o jej rodzicach, mimo występowania nazwiska Płonka w Choczni, wskazuje, że jej korzeni szukać należy gdzie indziej.
Pewne światło na pochodzenie Tekli rzuca wpis z choczeńskiej Liber Natorum, gdzie pod datą 22 sierpnia 1858 roku zanotowano chrzest Marianny Tekli, córki Franciszka Piwowarczyka i jego żony Anny, córki Wojciecha Płonki i Tekli Sokołowskiej, „civium ex Andrychów” (obywateli Andrychowa).
Zbieżność imion i nazwisk rodziców Anny Piwowarczyk oraz Tekli Letscher nie może być przypadkowa i świadczy nie tylko o tym, że były siostrami, ale i o konieczności rozszerzenia poszukiwań dotyczących przeszłości Tekli na parafię andrychowską.
To jednak także okazuje się poniekąd ślepy zaułek. W pierwszej połowie XIX wieku nie odnotowano tam żadnego chrztu dziecka o nazwisku Płonka ani małżeństwa pomiędzy Letscherem a Płonką.
Jednak w indeksie małżeństw z datą 28 stycznia 1818 roku zapisano zawarcie związku małżeńskiego pomiędzy rodzicami Tekli- Wojciechem Płonką a Teklą Sokołowską. Żeby nie było tak prosto, ten zapis znajduje się wprawdzie w indeksie małżeństw, ale brak takiej metryki w Liber Copulatorum (księdze małżeństw) z tego okresu. Wygląda na to, że w Andrychowie indeks małżeństw prowadzono jednocześnie dla dwóch osobnych ksiąg metrykalnych (miasta i wsi Andrychów), a w archiwum parafialnym dostępna jest tylko jedna z nich, w której akurat brak interesujących nas danych.
Warto zauważyć, że data ślubu rodziców Tekli stoi w sprzeczności z jej datą urodzenia z nagrobka. Wydaje się jednak bardziej prawdopodobne, że Tekla rzeczywiście urodziła się w 1818 roku lub później. Wtedy pierwsze znane dziecko miałaby w wieku 29 lat lub młodszym, a ostatnie w wieku nieprzekraczającym 41 lat. Przyjmując zaś dane z nagrobka za prawdziwe, w chwili urodzenia Ernestyny byłaby po pięćdziesiątce i odpowiednio w chwili urodzenia starszych dzieci w przedziale wiekowym 41-48 lat, co jest wprawdzie możliwe, ale rzadko się zdarza.
Uznając zaś za prawdziwą datę zgonu z nagrobka (1909), w chwili zgonu Tekla miałaby lat 101 (według danych cmentarnych) lub co najwyżej 91 (według metryki ślubu rodziców).
Następna niejasna kwestia to związki Letscherów z Przybradzem.
Na związki te wskazuje nie tylko „stała” matka chrzestna dzieci Letscherów- Wiktoria Maria Schultes z Lekczyńskich, właścicieli ziemskich z Przybradza, ale i znacznie późniejsza zażyła znajomość pomiędzy Królikiewiczami (potomkami Jana i Tekli Letscher) a Smolarskimi, kolejnymi posiadaczami dworu w Przybradzu, po skoligaconych z nimi Lekczyńskich i Pleszowskich.
Do jej wyjaśnienia niezbędne wydają się zakrojone na szeroką skalę badania genealogiczne nie tylko w parafii Frydrychowice, do której należy Przybradz, ale i innych związanych z przeszłością Smolarskich, Pleszowskich i Lekczyńskich.

Niezależnie od tych wszystkich wątpliwości odnowiony portret „Damy z listem”, jak wspomina pan Królikiewicz „błyszczy swą urodą jak za dawnych lat i z lekkim uśmiechem wodzi swoimi pięknymi oczami za domownikami”.

W artykule wykorzystano informacje od Tadeusza Królikiewicza, Marii Biel i Macieja Smolarskiego- dziękuję !

środa, 14 marca 2018

Wykład "Legioniści Józefa Piłsudskiego na Ziemi Wadowickiej" w 1915 roku"

Wykład pod takim tytułem odbył się wczoraj o 17.00 w Muzeum Miejskim w Wadowicach.
Doktor Andrzej Małysa z Muzeum imienia Kłosińskiego w Kętach w rzeczowy i interesujący sposób przedstawił między innymi historię wybuchu I wojny światowej, powstania Legionów i życiorys Józefa Piłsudskiego. 
Następnie na podstawie wspomnień kilku legionistów oraz kroniki klasztoru Ojców Karmelitów w Wadowicach dr Małysa omówił przemarsz legionistów dowodzonych przez Piłsudskiego przez ziemię wadowicką w drodze na dłuższy wypoczynek w Kętach.
Wtedy to właśnie 23 stycznia 1915 roku po dotarciu Legionów do Wadowic duża część żołnierzy nocowała w Choczni, by następnego dnia wyruszyć do Kęt.
O Choczni wspomniano jeszcze raz w wypowiedzi z sali, podając, że w choczeńskiej kronice szkolnej znajduje się wzmianka o nocowaniu w niej legionistów.
Ta informacja wymaga sprostowania- kronika szkoły w Choczni Dolnej zawiera rzeczywiście wzmiankę o pobycie w niej legionistów, ale dotyczy ona stacjonowania w szkole batalionu rekruckiego Legionów w jesieni 1914 roku.
Dokładny cytat z zapisu Adama Ryłki, kierownika szkoły, wygląda tak:
"W dniach od 11 września do 2 października zajęty był budynek szkolny przez oddział "Strzelców", którzy się w Choczni zakwaterowali. Ponieważ budynek szkolny był bardzo po wyprowadzeniu się "Strzelców" (legionistów) zanieczyszczony i wiele rzeczy poniszczonych, przeto naukę można było rozpocząć dopiero w dniu 26 października po należytym uporządkowaniu budynku i sprzętów".
Dwa pobyty legionistów Piłsudskiego w Choczni- dłuższy (kilkutygodniowy) jesienią 1914 roku i krótszy (jeden nocleg) w styczniu 1915 roku są często mylone ze sobą.
Pomyłki nie unika nawet Józef Turała, autor "Kroniki wsi Chocznia", który połączył te dwa wydarzenia w jedno, pisząc między innymi:
"Wtedy to w roku 1914 późną jesienią przez parę tygodni - w czasie przemarszu Legionów Polskich przez Wadowice do Kęt - oddziały te zatrzymały się w Choczni i tu też kwaterowały. Dowództwo ich w szkole, zaś legioniści znaleźli pomieszczenia u gospodarzy, stąd też chodzili na ćwiczenia i na ostre strzelanie na strzelnicę do Wadowic."
Turała opisuje również ciekawe spotkanie Piłsudskiego oraz jego sztabu z choczeńskimi działaczami niepodległościowymi w karczmie Fujawy w górnej części wsi.
Do tego spotkania musiało dojść jednak najprawdopodobniej w czasie pierwszego, dłuższego pobytu Legionów w Choczni, a nie w ciągu nocy z 23 na 24 stycznia 1915 roku.
Turała pisze o tym kilkugodzinnym spotkaniu, powołując się na relacje naocznych  świadków: Józefa i Michała Kręciochów, braci Fujawowej. Według Turały Józef Kręcioch już jako emerytowany urzędnik kolejowy miał zamiar opisać dokładnie ten ważny epizod, lecz zawsze odkładał to na później, aż zaskoczyła go śmierć.
Sam Turała również pamiętał pierwszy pobyt legionistów w Choczni, gdyż w 1914 roku był już uczniem trzeciej klasy szkoły ludowej i początek I wojny światowej głęboko przeżywał.
Mimo wymienionej wyżej pomyłki jego relacja w "Kronice wsi Chocznia" stanowi obok korespondencji Józefa Putka (link) drugie ciekawe źródło wiedzy o tych wydarzeniach.
Pisze tam między innymi:
"Pamiętam, jak to gospodarze w Choczni, czy u nas w domu rodzice, bardzo chętnie i na różne sposoby pomagali i sprzyjali młodym żołnierzom Legionistom Polskim, chętnie z niemi rozmawiali, a także Legioniści z całą życzliwością i uprzejmie traktowali mieszkańców Choczni. (...) Początkowo byli oni jeszcze nie umundurowani, nosili jeszcze swoje cywilne ubrania, względnie niektórzy ubrani byli trochę na sportowo. Karabiny nie wszyscy mieli i to starego systemu "Werndla", chodzili rano po śniadaniu na ćwiczenia wojskowe i na strzelnicę do Wadowic, skąd wracali koło południa pieszo- kompaniami. A dopiero po jakimś czasie zostali jednakowo umundurowani w nowe mundury wojskowe, czapki tak zwane "maciejówki" oraz uzbrojeni w karabiny. A wtedy stare swoje ubrania, czy inne okrycia sprzedawali po domach, względnie zostawiali u gospodarzy.
Główny ośrodek Legionów Polskich oraz ich dowództwo mieściło się w szkole w Choczni Dolnej, tam też na dużym podwórku mieściły się kuchnie polowe, gdzie legioniści zgłaszali się po posiłki.
Mieli także swoją orkiestrę [1], która odprowadzała legionistów do Wadowic na ćwiczenia. I pięknie to wyglądało, gdy kompanie młodych polskich żołnierzy, w pięknych mundurach i w czapkach z polskim orzełkiem przy marszach granych przez orkiestrę doborową maszerowały na ćwiczenia lub z ćwiczeń wracali z Wadowic. Wtedy ludzie z radością wychodzili z domów i cieszyli się ich widokiem, bo wiedzieli, że to są polscy legioniści i żołnierze, nie zaś żołnierze naszych zaborców, którzy nieraz kwaterowali w Choczni."
O drugim pobycie Legionów w Choczni w styczniu 1915 roku wspomina wprost tylko Putek, odnotowując:
"Za jakie cztery miesiące (po pierwszym pobycie- uwaga moja) gościli tutejsi włościanie I pułk Legionów w przemarszu do Kęt. Rygor, karność, porządna gospodarka, oto cechy, które najbardziej przechował lud w pamięci. Jako charakterystyczny przykład porządku panującego w brygadzie Piłsudskiego, przytaczali piszącemu włościanie fakt, że mimo iż zaledwie jedną noc przespała w Choczni, to jednak i za taką bagatelę zapłacone zostało kwaterunkowe. Ten drobny fakt dał dużo ludności do myślenia."
Wracając natomiast do wygłoszonego wczoraj wykładu, to przez pominięcie wątków choczeńskich pozostawił on pewne uczucie niedosytu.
W jego części ogólnej, gdy prelegent omawiał sytuację i nastroje w Wadowicach po wybuchu I wojny światowej, można było przytoczyć również wspomnienia pracującego wówczas w Wadowicach chocznianina Józefa Sępka (link):
"W tym właśnie czasie miałem możność widzieć skutki przeciągającej się wojny. Nie zdawałem sobie oczywiście jeszcze sprawy, co to jest wojna i dlaczego się ją prowadzi. Pamiętam jakie to sceny działy się podczas wystawania w ogonkach, gdzie ludzie czekali całymi godzinami, by dostać kawałek chleba lub szczyptę cukru. Sam często musiałem się ustawić w takim szpalerze, gdzie mnie o mało nie zadusili. Ile to razy wystałem się godzinami i nic się nie otrzymało, gdyż przed samymi drzwiami jak już byłem, zabrakło chleba lub cukru. Na sobie doznałem "zbawczych" skutków wojny, gdy mi się jeść chciało.
Podczas ofensywy Rosjan na Gorlice i Kraków w Wadowicach stały piekarnie polowe. U żołnierzy dało się nieraz kupić chleba i naturalnie musiałem to czynić ostrożnie, gdyż proceder ten był surowo karany. Ludzie ze śmietników wygrzebywali ochłapy jedzenia. Przydał mi się wtenczas język niemiecki, którego się w szkole uczyłem. Widziałem rannych całe masy, przywożonych do szpitala w Wadowicach. Zgroza była na nich patrzeć, jak który nie miał rąk i nóg. Także widziałem jak chowano tych obrońców- bohaterów na cmentarzu wojskowym, kładąc po 100 do jednego wspólnego grobu, przesypując ich obficie wapnem. Za ich poświęcenie nie dano im trumny nawet- chowano na wpół nago, gdyż zaledwie w kalesonach.
Co tydzień podziwiałem jak odchodziły strojne marszkompanie na front, ubrane w zieleń, jakby szły na zabawę. Tak szedł kwiat ludzki na rzeź, żegnały ich rozdzierające jęki i płacz, które starała się przygłuszyć orkiestra wojskowa. Nie żałowano przy tym święconej wody i ognistych przemówień oraz błogosławieństwa."
Doktor Małysa zaprezentował ponadto licznie zgromadzonym słuchaczom slajdy przedstawiające umundurowanie i uzbrojenie legionistów, a także ich zdjęcia zgromadzone w Muzeum imienia Kłosińskiego w Kętach. Wśród nich znalazło się i to, które było przedmiotem notatki z 12 września 2016 roku (link):



[1] chodzi o byłą orkiestrę Kieleckiej Ochotniczej Straży Ogniowej kierowanej przez Andrzeja Brzuchala-Sikorskiego, której członkowie gremialnie zaciągnęli się 25 sierpnia 1914 roku do służby w Legionach.




poniedziałek, 12 marca 2018

Słownik wyrazów i zwrotów w Choczni używanych- "P"

paciorka- rzadkie, płynne błoto
paczesie- wyczesane włókna (kłaki) lniane z których robiono płótno pacześne- średniej grubości
pagorek- pagórek
pagródka/pogródka – podmurówka z kamieni lub cegły pod okapem dachu, kamienny fundament pod drewnianą chałupą
paprok- pracujący, który nie dba o porządek, zostawia po sobie brud
paprzyca – otwór w żarnach kamiennych, przez który wsypuje się ziarno
papucie- miękkie buty z sierści i wełny noszone zimą w domu i na zewnątrz
paści- zatrzaskująca się pułapka na zwierzynę
pauszale- ryczałt (z niemieckiego Pauschalle).
patoreczny- niezręczny
pawąz – długi drąg drewniany do dociskania sterty zboża lub siana na wozie
pedzieć- powiedzieć
piątnik- roczny karp, większy niż kroczek, a mniejszy niż karp putniskowy
pidło – zamykany otwór w tamie na rzece, regulujący wysokość lustra wody
piecorki – krojone i suszone jabłka
piernikiem – szybko, prędko (wykonać jakąś czynność)
pierwiastkowo/pierwiastkowy- początkowo/początkowy
Pietrzek- Piotrek
pindlić sie– spieszyć się komuś
pinkle – klamoty, manatki
pinkolić – psuć; gadać bzdury, głupoty
piszczal- przepust w stawie
piszinger- wafle/andruty przekładane masą
pitwok- tępy nóż
piyrwy- najpierw
pluskiewka – pinezka
płać (sie) – pchać (się)
płanetnik- postać mityczna, ciągnąca chmury na powrósłach po całym świecie
płone - liche, słabe; nietreściwe (o jedzeniu)
płonka- jabłoń nierodząca owoce
płócianki- gacie, galoty, kalesony płócienne do kostek, sznurowane na troczki
pniok- ul
pociorek - ancymon, ziółko - żartobliwie o dziecku.
pod pełnią – w czasie pełni
podać sie (na kogoś) – być podobnym do kogoś (np. podołsie na ojca)
podchódka- kolędowanie po domach, chodzenie z życzeniami wigilijnymi lub noworocznymi
podłaźnik- kolędnik chodzący po chałupach z życzeniami wigilijnymi lub noworocznymi
podług- według
podpłomiyń, podpłomyk – placek z reszty ciasta w dzieży
podwantować – użyć dźwigni, aby coś podważyć, na przykład siekierką
pogrzebiny – stypa
pojdze, pojdze! – chodźże! (zachęta)
pokarpane- pokropokowane
pokładanka- zaorane ściernisko
połednie- południe
pompiesyć sie – pysznić się, być z czegoś dumnym.
pono- podobno
poobiadować- zjeść, spożyć obiad
popyrtany- roztrzepany
portki, portasy, portaski – spodnie, spodenki
portkować – dosłownie i w przenośni: sprawić komuś cięgi
porucyć- nakazać
porwóz, porwózek – powróz, powrózek
poślad- gorsza część zboża, ta która została po selekcji przeprowadzanej przez: podrzucanie zboża szuflą w celu odsiana plew i słomy oraz przesianiu przez sito
pośniadać- zjeść śniadanie
potraw- drugi zbiór traw na siano
pozołdy, pozołdki, pozołtki – słodycze, smakołyki; ulubione potrawy.
pozór- uwaga; dej pozór- zwróć uwagę
pół (godziny) – wpół do… (np. pół pionty – wpół do piątej)
półfaska- połowa beczułki, baryłki z klepek drewnianych p. faska
półgorstek- dwie garści
półkorca- miara objętości np. zboża, około 50 litrów
półkoski/półkoszki- wóz konny wyłożony wikliną wplataną w drabiny
półstole – szuflada stołowa.
pragac, tragac – tragacz, rodzaj drewnianej taczki na trawę lub siano
prasnąć- rzucić czymś mocno
prawok- borowik szlachetny, prawdziwek
prażone- potrawa z warstw ziemniaków, przekładanych boczkiem, przygotowywana w kociołku wyłożonym liśćmi kapusty
prażuchy- kluski z wyprażonej mąki
presa – urządzenie prasujące słomę przy młócce
prukwa- purchawka; stara, zgrzybiała baba
przedać - sprzedać
przekazać sie – zaprezentować się, pokazać się gdzieś w nowym ubraniu, kreacji
przekichać sie – przespacerować się
przepadlisty, przepadlistek (o kimś) – nienasycony, wiecznie głodny
przepaść (przez coś) – potknąć się o coś (np. o kamień) i przewrócić
przeputać – przehulać, stracić (majątek, pieniądze)
prześlongły- przeklęty
przewleczenie- świeża pościel
przezbywać sie – spierać się, przekomarzać się z kimś
przycka, przycok – przeczka, kawałek pola usytuowany poprzecznie do dróg dojazdowych.
przysuć- przysypać
przytomny- obecny; w przytomności- w obecności
psi grzyb – grzyb niejadalny
psiokrewka/psiakrewka- perliczka- od odgłosu, który wydaje
psiory, psiorki – niedojrzałe jabłka
pszczelnik- barć lub ule z pszczołami
pucek- pulchny
pucyć – wzdymać; ściskać
pularys, pularysek – portfel, portmonetka
pultać (sie) – chlapać się; płukać coś w wodzie.
pultki – popłuczyny
putek, potek – ojciec chrzestny
putnia- drewniane wiadro, cebrzyk; naczynie do odłowu karpi; pucierka - wiaderko
putniskowy karp- karp przeznaczony do odłowu (2-3 letni)
pyrkadło- ciągnik wykonany domowym sposobem
pyrtek – penis, członek