Choć oglądacze zwłok działali w
Choczni do II wojny światowej, to dziś o ich istnieniu mało kto wie. Były to
upoważnione przez władze gminy osoby, które zajmowały się ustalaniem przyczyn
zgonów zmarłych chocznian. Przeważnie wyznaczano na tę funkcję osoby doświadczone,
często byłych grabarzy, którzy z powodu wieku nie byli już w stanie sprawować
swoich zwykłych zadań. Byli opłacani najpierw przez rodziny zmarłych, a później
z kasy gminnej, musieli przejść odpowiednie przeszkolenie i złożyć przysięgę,
że będą sumiennie spełniać powierzone im obowiązki. W niektórych przypadkach wynagrodzenie
oglądacza stanowiło jedyny jego przychód, ale częściej było dodatkiem do
dochodów z uprawy roli, rzemiosła, czy drobnych posług kościelnych. W Galicji
byli nazywani również pośmiertnikami, ale w starych dokumentach dotyczących
Choczni nie natrafiłem na to określenie. W jednym przypadku oglądacza zwłok w
Choczni określono natomiast jako rewizora zwłok.
Początków tej profesji można
upatrywać w zarządzeniach władz austriackich z 1806 roku, na mocy których
wprowadzono obowiązek oglądania zwłok zmarłych, by stwierdzić:
- czy zgon faktycznie nastąpił,
co miało wykluczyć przypadki śpiączki lub długotrwałej utraty świadomości,
- jaka jest przyczyna zgonu, z
podziałem na zgony naturalne, samobójstwa i takie, do których mogły przyczynić się
inne osoby.
Wśród przyczyn naturalnych
starano się wykryć zgony spowodowane przez choroby zakaźne (np. tyfus i cholerę),
aby zawczasu starać się zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii lub ograniczyć
jej zasięg.
Zgony, których przyczyną mogło
być pobicie, utopienie, postrzał, otrucie, itp. zgłaszano do starostwa w celu
przeprowadzenia dochodzenia policyjnego. Pochówek tych zmarłych był wstrzymany
do zakończenia śledztwa, a w pozostałych przypadkach można było bez przeszkód przystąpić
do pogrzebu.
Widocznym do dziś efektem
działania oglądaczy zwłok są zapisy w choczeńskich Liber Mortuorum (księgach
zmarłych), gdzie figuruje rubryka z przyczyną zgonu.
Oglądacze zwłok byli zobligowani,
aby godnie obchodzić się z ciałami zmarłych i odsłaniać je w celu stwierdzenia
zgonu i jego przyczyny w przyzwoity sposób.
Najdawniejsza informacja o
oglądaczach zwłok z Choczni pochodzi z 1867 roku, kiedy to rada gminna
postanowiła:
„W każdej części wsi oglądacza zwłok zmarłych obrać, który by także
mógł nieść pomoc chorym i przy wyprowadzeniu umarłych pomagał.”
Dziesięć lat później (1877) był w
Choczni tylko jeden oglądacz zwłok, co utrudniało legalne pochówki zmarłych w
razie jego choroby lub chwilowej nieobecności. Dlatego rada gminna postanowiła
wybrać drugiego oglądacza w osobie gospodarza Szymona Bandoły i zgłosić ten
fakt do starostwa w celu jego zaprzysiężenia do tych czynności.
27 marca 1878 roku radni zwolnili
Szymona Bandołę i Sobestyana Widlarza z obowiązków oglądaczy zwłok i wybrali na
ich miejsce Antoniego Bandołę.
Z kolei z uchwały radnych z 25
kwietnia 1880 roku wynika, że oglądacze zwłok byli wynagradzani kwotą 10 centów
za każde oględziny pośmiertne. Funkcję oglądacza sprawował wtedy nadal Antoni
Bandoła, a na drugiego oglądacza wybrano Wincentego Świętka. Co ciekawe, takie
samo wynagrodzenia od każdej czynności otrzymywali oglądacze (taksatorzy) bydła
przeznaczonego na sprzedaż i ubój.
8 grudnia 1887 roku ogłoszono, że
na drugiego oglądacza zwłok w Choczni został zaprzysiężony Ludwik Strzeżoń. W
lutym następnego roku wójt Czapik zaproponował radnym, aby oglądacze zwłok
otrzymywali odtąd stałe wynagrodzenie roczne, a taksy za każde oględziny zwłok
wpłacano do kasy gminnej. Tę propozycję przyjęto tylko częściowo – uchwalono by
opłaty za każde oględziny zwłok wpływały do kasy gminnej, ale oglądacze mieli nadal
otrzymywać wynagrodzenie od każdej czynności, tyle że od gminy (w wysokości 20
centów), a nie stałą pensję roczną.
W 1891 roku oglądaczami zwłok
byli Józef Wójcik i Ludwik Strzeżoń, którzy nadal nie otrzymywali stałej
pensji, lecz 20 centów za każde wykonane oględziny pośmiertne.
Trzy lata później (1894) opłata
od każdych oględzin zwłok nadal wynosiła 20 centów, czyli 40 groszy. Mieli ją
zapłacić zarządcy majątku po zmarłym, a jeżeli „taki pomrze, co żadnego majątku
nie ma”, to oglądacz miał wydać bezpłatnie kartkę z potwierdzeniem zgonu i jego
przyczyny. Za to gmina dostarczała mu za darmo inkaustu (atramentu) do
sporządzania poświadczeń zgonu. Z tego wynika, że oglądaczami zwłok musiały być
osoby potrafiące pisać (oglądacz Ludwik Strzeżoń był nawet przez pewien czas
nauczycielem w górnej części wsi).
Z budżetu gminnego na 1898 rok
wynika, że oglądacze zwłok otrzymywali już wtedy stałe wynagrodzenie
roczne w wysokości 18 złotych reńskich.
Nie była to duża kwota, biorąc pod uwagę, że np. zegarowy, zajmujący się tylko konserwacją
i nakręcaniem zegara na wieży kościelnej otrzymywał 13 złotych reńskich
rocznie, a policjant gminny 60 zł.
W 1899 roku oglądacze zwłok
dostawali rocznie nadal 18 złotych reńskich, czyli i tak więcej niż np. gminna
akuszerka, otrzymująca za pomoc w porodach osób ubogich 15 złotych reńskich
(bogatsi płacili jej osobno).
W kolejnym budżecie oglądaczom
zwłok przyznano to samo wynagrodzenie, tyle że wyrażone w koronach (36), a w
maju 1900 roku przyznano im podwyżkę o 12 koron (czyli po 6 koron na osobę).
Oglądaczami byli wtedy nadal grabarz Józef Wójcik i Ludwik Strzeżoń.
26 lutego 1905 roku Franciszek
Kręcioch, następca Ludwika Strzeżonia na stanowisku oglądacza zwłok, wniósł
zażalenie na drugiego z oglądaczy – Józefa Wójcika – że ten często wyjeżdża z
gminny i czasami nie ma go przez kilka miesięcy, wobec czego Kręcioch wykonuje
obowiązki oglądacza za siebie i za niego, mimo że obydwaj są tak samo
wynagradzani. Radny Piotr Widlarz, zaproponował, by na koniec roku policzyć
kartki z poświadczeniami zgonów i który z oglądaczy będzie miał ich więcej,
tego wynagrodzenie będzie proporcjonalnie wyższe. W tej sytuacji obrażony Józef
Wójcik złożył rezygnację, przyjętą przez radę gminną.
W okresie międzywojennym, już w
niepodległej Polsce, profesja oglądacza zwłok nie zanikła w Choczni, choć
potwierdzania zgonów i ustalania ich przyczyn mogli dokonywać też oczywiście lekarze,
których jednak było zbyt mało. Władze państwowe wydały specjalne instrukcje dla
oglądaczy zwłok, w których przeczytać można między innymi, że dla stwierdzenia
zgonu mieli oni przetrzymywać pod nosem domniemanego nieboszczyka ostre
substancje, jak: chrzan, ocet, czy amoniak, by wychwycić najlżejsze drgnienie
powiek lub ust, czy też zbliżać zapaloną świeczkę do ich ust i nozdrzy.
Odradzano jednak brutalne metody obchodzenia się z ciałem, jak na przykład wylewanie
na niego wrzątku lub roztopionego laku w celu stwierdzenia ewentualnych funkcji
życiowych.
W 1939 roku oglądaczem zwłok był
były gróbarz (grabarz) Tomasz Góralczyk, a po II wojnie światowej grabarz
Antoni Hatłas (od marca 1947 roku) z wynagrodzeniem 50 złotych od każdych
oględzin. To ostatni znany oglądacz zwłok z Choczni. Tę profesję zlikwidowano w
Polsce ostatecznie w 1959 roku.