czwartek, 9 listopada 2023

Przysięgi radnych, sług gromadzkich i przysiężnego w 1800 roku

 

27 stycznia 1800 roku, „gdy się cała Gromada o godzinie 10 zeszła”, wybrano 12 „mężów” na choczeńskich „plenipotentów” (radnych) i odebrano od nich rotę przysięgi o następującej treści (pisownia oryginalna, dodano jedynie znaki interpunkcyjne):

Ja niżej podpisany przysięgam Panu Bogu wszechmogącemu w Troycy iedynemu na Pleniopotenta obrany:

- sczerze sprawiedliwie dobra Gromadzkiego Choczeńskiego doglądać,

- teyże Gromadzie w układaniu podatkuw podług sumienia mego żadney krzywdy niedopuszczać, ale Regestra1 sprawiedliwie układać,

- tąże Gromadę wszędzie, iak słuszność kazuie, będzie bronić, zastępować2,

- rachunki nie parcyalnie3, ale dostatecznie roztrząsać,

- daremney Expensy4 nie przyjmować,

- urzędowi zaś w powierzonych mnie miejsciech posłusznym bydź,

- a sekretu nikomu aż do Grobu niewyiawiać, przeczem owszem zbrodnie w Gromadzie popełnione Sądowi lub Dominium5 rzetelnie donosić

y teyże Zwierzchności wszystkie Rozkazy dopełniać chcę i nieomieszkam.

Tak mi Panie Boże dopomóż i takem przysięgał.

1spisy podatkowe,

2reprezentować,

3częściowo, pobieżnie,

4kosztów, nakładów,

5właścicielowi dóbr choczeńskich lub jego urzędnikom.

Pod tą rotą przysięgi podpisali się trzema krzyżykami: Augustyn Żak, Jędrzej Zając, Mateusz Ruła, Jędrzej Szczur, Szymon Sikora, Łukasz Guzdek, Kazimierz Twaróg, Jan Ścigalski (mimo że potrafił pisać, o czym świadczą inne dokumenty), Kacper Cibor, Kanty (Jan Kanty) Bylica, Ignacy Gazda i Błażej Sikora.

Następnie odebrano przysięgę od sług gromadzkich Mateusza Łopaty (Grządziela) i Norberta Zająca, o następującej treści:

Przysięgam iż ia na Sługę Gromadzkiego obrany, Zwierzchności y Urzędowi, a całej Gromadzie wiernym, posłusznym bydź, nikogo wrozkazywaniu okułek, czyli forspanów1 krzywdzić, ale porządek utrzymywać, Urzędowi wiernie o wszystkim donosić, sekreta zachować, wszystkie rozkazy wypełniać y do skutku, bez względnie na osoby, Gniew lub obietnice, co przeprowadzić chcę i przyrzekam. Tak mi Panie Boże dopomóż. Tagem przysięgał.

1tu przedpłat, opłat

Po uchwaleniu „solariów” (wynagrodzeń) dla wójta Wojciecha Piątka (100 złotych polskich i zwrot kosztów wyjazdów urzędowych do Myślenic i Białej), sług gromadzkich (60 zł polskich na osobę) oraz „nagrody” dla radnych, zwanych plenipotentami lub deputowanymi „za ich czasu mitrężenie” (12 złotych polskich), przystąpiono do wyboru nowego przysiężnego, pomagającemu wójtowi w rozstrzyganiu spraw sądowych, którym został Leon Woźniak. Trzej pozostali przysiężni, niewymienieni w dokumencie z nazwiska, nadal sprawowali swoje funkcje.

Tenże Leon Woźniak złożył „jurament” (przysięgę) o następującej treści:

Ja Leon przysięgam Panu Bogu, iż ia na przysiężnego obrany, najwyższym rozkazom Majestatu Franciska II1 i iego wysokich Rządów krajowych dyspozycyą, nie mniej przedłożoney Zwierzchności nakazom posłusznym bydź, sprawiedliwości czynić, Gromadę w niczym nieukrzywdzić, Sekreta zachować, dobrą i zdrową Radą Woytowi bydź na pomocy chcę i przyrzekam, tak mi Panie Boże dopomóż. Tak przysięgałem.

1 Franciszka II Habsburga, wówczas  noszącego tytuł cesarza rzymskiego, a później cesarza Austrii oraz króla Czech i Węgier (do 1835 roku).

poniedziałek, 6 listopada 2023

Najdawniejsze dzieje choczeńskich Zająców

 

Dawne dzieje choczeńskich Zająców były już przedstawiane w artykułach „Genealogia choczeńskich Zająców" i „Choczeńskie rody- Zającowie", ale nowe informacje o historii tego rodu odnaleźć można w niedostępnej do niedawna dla badaczy choczeńskiej Księdze Sądowej (Wójtowskiej), obejmującej koniec XVI wieku, cały wiek XVII i pierwszą połowę XVIII wieku.

Według zawartych tam dokumentów kupna-sprzedaży oraz zapisów testamentowych udało się ustalić, że Zającowie używali w XVII wieku nie tylko nazwiska Niemiec, ale również oryginalnego miana Krowi Ogon. Potwierdza to ugoda z 1645 roku między Grzegorzem Matejką a Grzegorzem Niemcem Krowim Ogonem. Tenże Grzegorz Niemiec Krowi Ogon zmarł zapewne około 1671 roku ponieważ właśnie wtedy w dzień św. Bartłomieja (24 sierpnia) jego czterej synowie: Klemens, Grygier (Grzegorz), Marcin i Jan podzielili spadek po nim w ten sposób, że głównym spadkobiercą  został Jan, mąż Jagnieski (Agnieszki), który spłacił pozostałych braci. Ich ojcowizna znajdowała się w dolnej Choczni, blisko granicy Wadowic, pomiędzy rolami Pawlików (później Żaków) i Złych Maćków. 

Początek aktu spadkowego Grzegorza Niemca Krowiego ogona

Jan i Marcin Zającowie (Niemcowie) pojawiają się wcześniej i później jako rodzice dzieci chrzczonych w Choczni oraz płatnicy podatku kościelnego (w spisach taczma). Natomiast zapisy chrztów Grzegorza (z 1640 roku) i Klemensa (z 1643 roku) widnieją w wadowickich księgach metrykalnych. Ich ojciec Grzegorz oraz matka Regina figurują tam jako Niemcowie z Choczni. Ani Grzegorz, ani Klemens nie mieli jednak dzieci w Choczni, choć pierwszy z nich mieszkał w niej jeszcze w 1680 roku, kiedy to sprzedał chałupę Urbanowi Płonce.

W wadowickich księgach metrykalnych odszukać można także chrzest Małgorzaty, córki Grygiera Krowiego Ogona z Choczni i jego żony Anny. Ponieważ ten chrzest odbył się już w 1603 roku, to  ojcem Małgorzaty nie mógł być wymieniany wcześniej Grzegorz Niemiec Krowi Ogon, a jakiś jego przodek, być  może ojciec lub dziadek. Trzy lata później Anna Niemcowa, żona Grzegorza, była matką chrzestną Reginy Cichoń (Czihon), a w 1621 roku Grzegorz Krowi Ogon poręczał za Adama Pytlika, gdy ten sprzedawał dwie role Piotrowi Matejce. Chrzest z 1603 roku można więc przyjąć za najdawniejszy znany zapis świadczący o obecności przodków Zająców w Choczni.

Jak wykazano w „Genealogii choczeńskich Zająców” osoby noszące to nazwisko w Choczni w 1973 roku były potomkami:

- Jana Zająca (Niemca), czyli głównego spadkobiercy Grzegorza Niemca Krowiego Ogona, który był wieloletnim choczeńskim przysiężnym i zmarł w 1704 roku,

- lub Walentego Zająca i Reginy z domu Piaskowicz (vulgo Kułaga - córki młynarza z dolnej Choczni), którzy pobrali się w Choczni w 1722 roku,

- lub Jana Zająca i Agnieszki Kręciochówny, którzy zawarli związek małżeński w 1766 roku,

- lub przodków spoza Choczni.

Ponadto poza Chocznią nadal używali wówczas nazwiska Zając potomkowie kowala Jana Zająca i jego poślubionej w 1758 roku żony Marianny z Balonów.

Dzięki najstarszej choczeńskiej Księdze Sądowej można powiązać w sensie genealogicznym trzy z czterech linii rodowych dawnych Zająców.

Otóż z zapisów testamentowych z 1730 i 1743 roku wynika, że Walenty Zając (przodek II z wymienionych wyżej linii rodowych) był synem Franciszka Zająca i synowcem (bratankiem) Krzysztofa Zająca. Z kolei w choczeńskich księgach metrykalnych wyczytać można, że Franciszek i Krzysztof to synowie Jana i Agnieszki, ochrzczeni odpowiednio w 1671 i 1672 roku. Czyli wiekowy w 1973 roku Stefan Zając z Choczni (nadal mieszkający na dawnej Roli Zająców/Niemców/Krowich ogonów) i jego dzieci wywodzili się również od Jana, syna Grzegorza Niemca Krowiego Ogona, tak jak mieszkający w tym samym czasie w Choczni: Zygmunt Zając spod nr 37, Anna Zając i jej bratanice Janina i Józefa (córki Bolesława) spod nr 46, Józef Jan Zając spod nr 560 oraz bracia Marian Zając (spod nr 172) i Bronisław Zając (spod nr 177a), synowie Ignacego.

Potomkami Jana Zająca (Niemca) i jego ojca Grzegorza Niemca Krowiego ogona byli też przedstawiciele tej linii Zająców, która w 1973 roku już nie mieszkała w Choczni (zachowując nazwisko Zając), a wywodziła się od kowala Jana Zająca i Marianny z domu Balon. W ustaleniu tego faktu istotny był akt spadku po wymienionym wyżej Franciszku Zającu (synu Jana i Agnieszki) z 1743 roku, na mocy którego jego włości przechodziły na synów Walentego (przodka II linii rodowej Zająców) i Józefa. Ów Józef otrzymał w spadku między innymi siedlisko i plac na kuźnię. Później przejął je jego syn Jan (mąż Marianny z Balonów), który został ochrzczony w Wadowicach w 1732 roku (jako syn Józefa, obywatela Wadowic i Agnieszki). Józef i Agnieszka chrzcili pozostałe swoje dzieci (rodzeństwo Jana) w Wadowicach lub w Choczni.

Natomiast otwarta pozostaje kwestia ewentualnych powiązań  żyjącej w Choczni w 1973 roku Marii Zając spod nr 566 (córki Jana) z resztą potomków dawnych choczeńskich Zająców, ponieważ nie wiadomo, czyim synem był jej przodek Jan Zając, notowany po raz pierwszy w 1766 roku.

czwartek, 2 listopada 2023

Gminni oglądacze zwłok

 

Choć oglądacze zwłok działali w Choczni do II wojny światowej, to dziś o ich istnieniu mało kto wie. Były to upoważnione przez władze gminy osoby, które zajmowały się ustalaniem przyczyn zgonów zmarłych chocznian. Przeważnie wyznaczano na tę funkcję osoby doświadczone, często byłych grabarzy, którzy z powodu wieku nie byli już w stanie sprawować swoich zwykłych zadań. Byli opłacani najpierw przez rodziny zmarłych, a później z kasy gminnej, musieli przejść odpowiednie przeszkolenie i złożyć przysięgę, że będą sumiennie spełniać powierzone im obowiązki. W niektórych przypadkach wynagrodzenie oglądacza stanowiło jedyny jego przychód, ale częściej było dodatkiem do dochodów z uprawy roli, rzemiosła, czy drobnych posług kościelnych. W Galicji byli nazywani również pośmiertnikami, ale w starych dokumentach dotyczących Choczni nie natrafiłem na to określenie. W jednym przypadku oglądacza zwłok w Choczni określono natomiast jako rewizora zwłok.

Początków tej profesji można upatrywać w zarządzeniach władz austriackich z 1806 roku, na mocy których wprowadzono obowiązek oglądania zwłok zmarłych, by stwierdzić:

- czy zgon faktycznie nastąpił, co miało wykluczyć przypadki śpiączki lub długotrwałej utraty świadomości,

- jaka jest przyczyna zgonu, z podziałem na zgony naturalne, samobójstwa i takie, do których mogły przyczynić się inne osoby.

Wśród przyczyn naturalnych starano się wykryć zgony spowodowane przez choroby zakaźne (np. tyfus i cholerę), aby zawczasu starać się zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii lub ograniczyć jej zasięg.

Zgony, których przyczyną mogło być pobicie, utopienie, postrzał, otrucie, itp. zgłaszano do starostwa w celu przeprowadzenia dochodzenia policyjnego. Pochówek tych zmarłych był wstrzymany do zakończenia śledztwa, a w pozostałych przypadkach można było bez przeszkód przystąpić do pogrzebu.

Widocznym do dziś efektem działania oglądaczy zwłok są zapisy w choczeńskich Liber Mortuorum (księgach zmarłych), gdzie figuruje rubryka z przyczyną zgonu.

Oglądacze zwłok byli zobligowani, aby godnie obchodzić się z ciałami zmarłych i odsłaniać je w celu stwierdzenia zgonu i jego przyczyny w przyzwoity sposób.

Najdawniejsza informacja o oglądaczach zwłok z Choczni pochodzi z 1867 roku, kiedy to rada gminna postanowiła:

„W każdej części wsi oglądacza zwłok zmarłych obrać, który by także mógł nieść pomoc chorym i przy wyprowadzeniu umarłych pomagał.”

Dziesięć lat później (1877) był w Choczni tylko jeden oglądacz zwłok, co utrudniało legalne pochówki zmarłych w razie jego choroby lub chwilowej nieobecności. Dlatego rada gminna postanowiła wybrać drugiego oglądacza w osobie gospodarza Szymona Bandoły i zgłosić ten fakt do starostwa w celu jego zaprzysiężenia do tych czynności.

27 marca 1878 roku radni zwolnili Szymona Bandołę i Sobestyana Widlarza z obowiązków oglądaczy zwłok i wybrali na ich miejsce Antoniego Bandołę.

Z kolei z uchwały radnych z 25 kwietnia 1880 roku wynika, że oglądacze zwłok byli wynagradzani kwotą 10 centów za każde oględziny pośmiertne. Funkcję oglądacza sprawował wtedy nadal Antoni Bandoła, a na drugiego oglądacza wybrano Wincentego Świętka. Co ciekawe, takie samo wynagrodzenia od każdej czynności otrzymywali oglądacze (taksatorzy) bydła  przeznaczonego na sprzedaż i ubój.

8 grudnia 1887 roku ogłoszono, że na drugiego oglądacza zwłok w Choczni został zaprzysiężony Ludwik Strzeżoń. W lutym następnego roku wójt Czapik zaproponował radnym, aby oglądacze zwłok otrzymywali odtąd stałe wynagrodzenie roczne, a taksy za każde oględziny zwłok wpłacano do kasy gminnej. Tę propozycję przyjęto tylko częściowo – uchwalono by opłaty za każde oględziny zwłok wpływały do kasy gminnej, ale oglądacze mieli nadal otrzymywać wynagrodzenie od każdej czynności, tyle że od gminy (w wysokości 20 centów), a nie stałą pensję roczną.

W 1891 roku oglądaczami zwłok byli Józef Wójcik i Ludwik Strzeżoń, którzy nadal nie otrzymywali stałej pensji, lecz 20 centów za każde wykonane oględziny pośmiertne.

Trzy lata później (1894) opłata od każdych oględzin zwłok nadal wynosiła 20 centów, czyli 40 groszy. Mieli ją zapłacić zarządcy majątku po zmarłym, a jeżeli „taki pomrze, co żadnego majątku nie ma”, to oglądacz miał wydać bezpłatnie kartkę z potwierdzeniem zgonu i jego przyczyny. Za to gmina dostarczała mu za darmo inkaustu (atramentu) do sporządzania poświadczeń zgonu. Z tego wynika, że oglądaczami zwłok musiały być osoby potrafiące pisać (oglądacz Ludwik Strzeżoń był nawet przez pewien czas nauczycielem w górnej części wsi).

Z budżetu gminnego na 1898 rok wynika, że oglądacze zwłok otrzymywali już wtedy stałe wynagrodzenie roczne  w wysokości 18 złotych reńskich. Nie była to duża kwota, biorąc pod uwagę, że np. zegarowy, zajmujący się tylko konserwacją i nakręcaniem zegara na wieży kościelnej otrzymywał 13 złotych reńskich rocznie, a policjant gminny 60 zł.

W 1899 roku oglądacze zwłok dostawali rocznie nadal 18 złotych reńskich, czyli i tak więcej niż np. gminna akuszerka, otrzymująca za pomoc w porodach osób ubogich 15 złotych reńskich (bogatsi płacili jej osobno).

W kolejnym budżecie oglądaczom zwłok przyznano to samo wynagrodzenie, tyle że wyrażone w koronach (36), a w maju 1900 roku przyznano im podwyżkę o 12 koron (czyli po 6 koron na osobę). Oglądaczami byli wtedy nadal grabarz Józef Wójcik i Ludwik Strzeżoń.

26 lutego 1905 roku Franciszek Kręcioch, następca Ludwika Strzeżonia na stanowisku oglądacza zwłok, wniósł zażalenie na drugiego z oglądaczy – Józefa Wójcika – że ten często wyjeżdża z gminny i czasami nie ma go przez kilka miesięcy, wobec czego Kręcioch wykonuje obowiązki oglądacza za siebie i za niego, mimo że obydwaj są tak samo wynagradzani. Radny Piotr Widlarz, zaproponował, by na koniec roku policzyć kartki z poświadczeniami zgonów i który z oglądaczy będzie miał ich więcej, tego wynagrodzenie będzie proporcjonalnie wyższe. W tej sytuacji obrażony Józef Wójcik złożył rezygnację, przyjętą przez radę gminną.

W okresie międzywojennym, już w niepodległej Polsce, profesja oglądacza zwłok nie zanikła w Choczni, choć potwierdzania zgonów i ustalania ich przyczyn mogli dokonywać też oczywiście lekarze, których jednak było zbyt mało. Władze państwowe wydały specjalne instrukcje dla oglądaczy zwłok, w których przeczytać można między innymi, że dla stwierdzenia zgonu mieli oni przetrzymywać pod nosem domniemanego nieboszczyka ostre substancje, jak: chrzan, ocet, czy amoniak, by wychwycić najlżejsze drgnienie powiek lub ust, czy też zbliżać zapaloną świeczkę do ich ust i nozdrzy. Odradzano jednak brutalne metody obchodzenia się z ciałem, jak na przykład wylewanie na niego wrzątku lub roztopionego laku w celu stwierdzenia ewentualnych funkcji życiowych.

W 1939 roku oglądaczem zwłok był były gróbarz (grabarz) Tomasz Góralczyk, a po II wojnie światowej grabarz Antoni Hatłas (od marca 1947 roku) z wynagrodzeniem 50 złotych od każdych oględzin. To ostatni znany oglądacz zwłok z Choczni. Tę profesję zlikwidowano w Polsce ostatecznie w 1959 roku.