czwartek, 10 listopada 2022

Wasylewscy- potomkowie choczeńskich Duninów z Sołtystwa

 Choć Duninów, byłych właścicieli majątku sołtysiego, nie ma już w Choczni od ponad 150 lat, to liczni ich potomkowie, wprawdzie nieużywający już tego nazwiska, żyją w Polsce i poza jej granicami do dziś. Należą do nich także przedstawiciele rodziny Wasylewskich, których losy i dokonania warto przypomnieć. Historię wzajemnych relacji Duninów i Wasylewskich należy rozpocząć od Barbary Karoliny Dunin, córki Józefa i Justyny Duninów z choczeńskiego Sołtystwa, która przyszła na świat w Witanowicach w 1797 roku. Witanowice jako miejsce jej urodzenia pojawiają się nieprzypadkowo, ponieważ Duninowie z choczeńskiego majątku sołtysiego posiadali również włości i dworek w Witanowicach Górnych, a także w Lgocie Górnej, stanowiące dziedzictwo Justyny Dunin z Remerów, matki Barbary Karoliny. W przeciwieństwie do swojej siostry bliźniaczki ochrzczonej trojgiem imion: Tekla Salomea Hipolita, Barbarze Karolinie Dunin udało się przeżyć okres dziecięcy i osiągnąć dorosłość. W Choczni, w której mieszkała od co najmniej 1808 roku, wyszła za mąż za zbliżonego jej wiekiem Jana Nepomucena Woyciechowskiego. Miała wtedy 23 lata. W 1821 roku urodziła Janowi córkę, której patronką wybrali św. Symferozę z Tivoli, wdowę i męczenniczkę z II wieku naszej ery. W metrykach małżeństw zawartych w choczeńskim kościele parafialnym pod rokiem 1841 widnieje zapis o ślubie tejże Symforozy Woyciechowskiej z 26-letnim Janem Wasylewskim, mandatariuszem z Bulowic. Wasylewski jako urzędnik dworski wykonywał czynności policyjno-administracyjno-sądowe w stosunku do chłopów z Bulowic w sprawach związanych z ich powinnościami pańszczyźnianymi. Pochodził z drugiego końca Galicji- z miasta Brody pod Lwowem, gdzie jego ojciec Grzegorz był przodownikiem miejskich służb porządkowo-policyjnych. Natomiast nauki pobierał w jezuickim Collegium Nobilium w Tarnopolu. Nie wiadomo, dlaczego Jan Wasylewski układał sobie życie w miejscowościach tak odległych od jego rodzinnych Brodów. Stanisław Wasylewski, wnuk Jana, o którym będzie mowa w dalszej części tej notatki, podejrzewał, że dziadek mógł mieć na sumieniu jakąś przewinę, o której nawet jego dzieci nic nie wiedziały, ponieważ jak pisał "przystojny, wymowny dziad nie zwykł, obyczajem ówczesnym, wdawać się w rozmowy z dziećmi". A dzieci te przychodziły na świat tam, gdzie Jan Wasylewski znajdywał zatrudnienie- starsze więc z Bulowicach, Gierałtowiczkach i pobliskim Zatorze, a młodsze w Wadowicach, w których Wasylewski pracował do emerytury na posadzie oficjalisty (urzędnika) sądowego. Wasylewscy dbali o edukację swoich synów oraz starali się korzystnie wydawać za mąż swoje córki. Z czterech ich synów urodzonych w Gierałtowiczkach, trzech zrobiło spore kariery. 

Teodor Henryk Wasylewski (1850-1903) po ukończeniu Gimnazjum św. Anny w Krakowie i studiach na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego początkowo zarobkował jako guwerner w domach magnackich, a w 1875 roku wystarał się o posadę nauczyciela nadetatowego w ck Wyższej Szkole Realnej w Krakowie. Później pracował w Gimnazjum św. Jacka w Krakowie, a w 1879 roku, po uzyskaniu kwalifikacji do nauczania historii i geografii w szkołach średnich, został przeniesiony do gimnazjum w Nowym Sączu, a po kolejnych dwóch latach do IV Gimnazjum we Lwowie. W 1886 roku ostatecznie osiadł w Stryju, gdzie pozostał już do końca życia. Tam oprócz historii i geografii wykładał w miejscowym gimnazjum także język polski i kaligrafię. W pamięci swoich bliskich i uczniów zapisał się jako dusza towarzystwa, dowcipniś, karykaturzysta, organizator przedstawień teatralnych i zdolny malarz, pobierający swego czasu nauki u Juliusza Kossaka. Pisał wiele, ale prawie niczego nie publikował. Najczęściej były to inteligentne listy i wiersze okolicznościowe, z których utwór w dniu pogrzebu Mickiewicza zyskał w roku 1891 sporo rozgłosu.

Jego młodszy brat Tytus Seweryn Wasylewski (1852-1899), także absolwent Gimnazjum św. Anny, podjął studia medyczne na UJ, gdzie był stypendystą Funduszu dr Radziwońskiego. Po studiach pracował w klinice uniwersyteckiej i w Szpitalu św. Łazarza. Był autorem licznych publikacji naukowych,  członkiem Krakowskiego Towarzystwa Lekarskiego, Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, przysięgłym sądowym i lekarzem wojskowym. W 1883 roku opuścił Kraków, by objąć kierownictwo szpitala w Podhajcach. Tam już jako podporucznik był także lekarzem batalionowym oddziałów obrony krajowej. W 1887 roku Tytus Wasylewski był lekarzem powiatowym w Nisku, a później aż do śmierci pracował jako lekarz okręgowy w Rohatynie koło Stanisławowa. Miał dwójkę dzieci. Jego bratanek Stanisław określał go jako skrupulanta i sensata, czyli człowieka przesadnie poważnego, silącego się na uczoność.

Następnym z kolei synem Jana i Symforozy Wasylewskich był Mieczysław Zygmunt (ur. 1853), a kolejnym Bolesław Franciszek Wasylewski (1855-1917). Bolesław w przeciwieństwie do starszych braci ukończył nie Gimnazjum św. Anny, lecz nowo utworzone gimanzjum w Wadowicach. Później kształcąc się na Politechnice Lwowskiej, uzyskał tytuł inżyniera. Zaraz po studiach (1876) objął kierownictwo warsztatów w Zakładzie dla Sierot i Ubogich Fundacji Skarbka w Drohowyżu. Tam poznał swoją przyszłą żonę Jadwigę Starkel. Ich ślub został potraktowany jako mezalians. Jadwiga wywodziła się z ziemiańskiej rodziny herbowej, a jej wybranek pieczętował się jedynie pieczątką urzędniczą. Choć nosił szlacheckie nazwisko, to do szlachty odnosił się sceptycznie, a herbowych ze strony swojej matki Symforozy i żony Jadwigi raczej lekceważył. Podobną awersję do "kontuszowych" czuła jego wybranka. Po ślubie Bolesław Wasylewski znalazł zatrudnienie przy budowie liniii kolejowej Jarosław- Sokal, a następnie w warsztatach kolejowych. Mieszkał z rodziną najpierw w Stanisławowie, później w Stryju, a na koniec we Lwowie. Z powodu swojej obowiązkowości całe dnie do późna spędzał w pracy, ale jego pasją były polowania i dzika przyroda. Miał sześcioro dzieci, a po śmierci jego matki Symforozy (w 1885 roku w Wadowicach) zamieszkał z nimi owdowiały Jan Wasylewski.

Córki Jana i Symforozy Wasylewskich przysparzały im zarówno radości, jak i pewnych kłopotów. Niewiele wiadomo o Julii Kazimierze Wasylewskiej, która w 1874 roku jako 26-letnia panna poślubiła w Choczni znacznie starszego od siebie wdowca Wilibalda Sleczkowskiego. Pochodzący z Krosna Sleczkowski (1823-1907) miał za sobą ciekawą przeszłość. W 1846 roku zamieszany był w działalność niepodległościową i przygotowania do Powstania Krakowskiego. W 1847 roku został skazany na 12 lat więzienia i uwięziony w twierdzy Szpilberg w morawskim Brnie. Tam zachorował, ale na szczęście dla niego w marcu 1848 roku objęła go amnestia i został uwolniony. Zwrócono mu także szlachectwo, którego został sądownie pozbawiony i znalazł pracę w charakterze poborcy podatkowego. Najpierw w Brzesku, później w Jarosławiu, Wadowicach i w końcu już jako nadpoborca w Głównym Urzędzie Podatkowym w Krakowie. Jako emeryt był podskarbim w Akademii Umiejętności w Krakowie i działaczem Czerwonego Krzyża. W 1890 roku jego druga żona Julia Wasylewska już nie żyła, ponieważ w spisie mieszkańców Krakowa Sleczkowski figuruje jako wdowiec, mieszkający tylko z córkami z pierwszego związku.

Bardzo sławna stała się za to najstarsza znana córka Wasylewskich- Waleria urodzona około 1844 roku w Zatorze. Po poślubieniu architekta i budowniczego Zygmunta Wierzbickiego (ur. 1841) występowała na kartach historii jako Waleria Wierzbicka. Wierzbiccy mieszkali początkowo we Lwowie, a później przenieśli się do Krakowa, gdzie Zygmunt w krótkim czasie zmarł (1876). Waleria jako wdowa z czwórką dzieci znalazła się kilka lat później pod wpływem Aleksandra Zawadzkiego, przystojnego i wymownego agitatora socjalistycznego. Do spotkań zwolenników, a szczególnie zwolenniczek idei socjalistycznych propagowanych przez Zawadzkiego dochodziło często w kamienicy przy ulicy Lubicz, należącej do Wierzbickiej. Brała w nich także udział między innymi jej młodsza siostra Wanda Wasylewska, urodzona w 1858 roku w Wadowicach i Maria Woyciechowska z Czaplickich, wdowa po jej zmarłym wujku Karolu Woyciechowskim (patrz- "Chocznianka działaczką ruchu socjalistycznego w XIX wieku"). Ostatecznie nieprzestrzegających reguł konspiracji socjalistów z Krakowa dosięgły represje ze strony władz. Doszło do procesu sądowego, w którym Wierzbicka i Wojciechowska zostały skazane na kilka tygodni aresztu, a Wandę Wasylewską uniewinniono. Ich "kaźń" nie była jednak zbyt ciężka, uwięzione otrzymywały w areszcie od znajomych kwiaty, dbano także o ich odpowiednie odżywianie. Wśród darczyńców na rzecz uwięzionych znalazł się też podobno kleryk Józef Bilczewski, znajomy Wandy z Wadowic, który został później arcybiskupem lwowskim, a od 2005 roku także świętym kościoła katolickiego. Mimo łagodnego wyroku sprawa wywołała skandal towarzyski. Jak pisze Stanisław Wasylewski- "panowała wówczas opinia, że socyalistki moja pani, to coś niepojętego. Lepiej zaciukać dwóch mężów i pięcioro dzieci, lepiej ukraść, podpalić". Jan Wasylewski przez długie lata nie mógł do końca wybaczyć córkom, "że taką publikę mu uczyniły". Waleria Wierzbicka mieszkała później nadal przez długie lata w Krakowie, w 1900 roku w spisie mieszkańców jest ujęta razem ze swoją ciotką Feliksą Woyciechowską i synem Gustawem. Zmarła właśnie u tego najmłodszego syna w Grybowie w 1917 roku.

Wśród córek Jana i Symforozy Wasylewskich wyróżniała się również najmłodsza Kamilla Bronisława Wasylewska, urodzona w 1860 roku w Wadowicach. Gustaw Studnicki pisał w "Kto był kim w Wadowicach", że w latach 1879-86 była nauczycielką w szkole żeńskiej w Wadowicach. W 1886 roku wyszła za mąż za starszego od siebie aż o 26 lat Józefa Adama Grekowicza, pochodzącego z litewskiego zaścianka Michalewo w okolicach Mińska (dzisiejsza Białoruś). Grekowicz był dla Kamilli fascynującą postacią. Ukończył prestiżową Akademię Wojskową w Petersburgu i służył w randze kapitana w carskim pułku witebskim, stacjonującym w Kaliszu. Po wybuchu Powstania Styczniowego w 1863 roku został mianowany pułkownikiem wojsk powstańczych i uczestniczył w walkach z wojskami rosyjskimi pod Radomskiem, Miechowem (gdzie został ranny), Igołomią i na Lubelszczyźnie. W 1864 roku wyemigrował przez Rumunię do Turcji, a następnie do Francji. Tam ukończył studia inżynierskie. Pracował później przy budowie dróg, mostów i linii kolejowych w Serbii, Bułgarii, Turcji,  a nawet na Haiti i Martynice. Józef i Kamilla Grekowiczowie zamieszkali w Buczaczu. Tam urodziły się ich cztery córki. W 1907 roku, gdy Józef dostał wylewu, rodzina Grekowiczów przeniosła się do Lwowa. Pięć lat później mąż Kamilli zmarł i został uroczyście pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim. Kamilla przeżyła go o 19 lat, mając jeszcze okazję docenić sukcesy zawodowe swoich córek.

Józef Grekowicz


Interesujących postaci nie brakowało także w pokoleniu wnuków Jana i Symforozy Wasylewskich:

Zygmunt Stanisław Wierzbicki (1874 Lwów - 1934 Kraków) syn Walerii, był lekarzem wojskowym, oficerem floty austro-węgierskiej, a później podpułkownikiem Wojska Polskiego,

Gustaw Wierzbicki (1876 Kraków - 1943 Grybów) najmłodszy syn Walerii, był lekarzem okręgowym w Grybowie, mężem Marii Paschek, córki właściciela tamtejszego browaru, 

Stanisław Wasylewski (1885 Stanisławów – 1953 Opole) syn Bolesława, to literat, publicysta, dziennikarz, krytyk literacki, tłumacz, popularyzator historii, autor ponad 20 książek, absolwent Uniwersytetu Lwowskiego, dr filozofii Uniwersytetu Poznańskiego,



Halina Krańska (1906 Lwów -1990) córka Bolesława, to inżynier w przemyśle naftowym, absolwentka Politechniki Lwowskiej,

Bolesław Wasylewski (1907 Lwów - 1944 Warszawa) syn Bolesława, to dziennikarz, profesor gimnazjalny, zginął w czasie Powstania Warszawskiego, mąż Heleny Jęczmyk (1914-2003), filolog, absolwentki UW, sanitariuszki w Powstaniu Warszawskim, nauczycielki szkół średnich,

Maria Ewa Grekowicz-Hausnerowa (1889 Buczacz - 1939 Lwów) córka Kamilli, to absolwentka seminarium nauczycielskiego we Lwowie, pisarka, felietonistka, malarka  i nauczycielka malarstwa, żona Artura Hausnera (1870-1941) polityka, działacz socjalistyczny, posła do Sejmu RP,

Michalina Grekowicz-Hausnerowa (1891 Buczacz - 1967 Kraków) córka Kamilli, lwowska dziennikarka prasowa i radiowa, nauczycielka, referent prasowy w lwowskim magistracie, autorka przewodnika po Huculszczyźnie, po wojnie dziennikarka, urzędniczka i bibliotekarka w Szczecinie i w Krakowie, żona inżyniera Franciszka Hausnera (?- zm. 1947 Szczecin).

Ponadto:

-  Zofia Kazimiera Grekowicz (1896-1953), siostra Marii i Michaliny, była żoną Mieczysława Bętkowskiego, żołnierza Legionów Polskich w czasie I wojny światowej i majora Wojska Polskiego, który w czasie II wojny światowej trafił do obozu jenieckiego, po czym zaginął bez wieści i został uznany za zmarłego,

- Wanda Wierzbicka (1871-1909), córka Walerii, była żoną Felicjana Szopskiego (1865-1939) kompozytora, publicysty muzycznego i pedagoga.

Na koniec kilka akapitów o prawnukach Jana i Symforozy Wasylewskich:

- Stanisław Wierzbicki (1908-1942) syn Gustawa i wnuk Walerii, był magistrem farmacji i zginął w obozie koncentracyjnym Mauthausen. Jego siostra Maria była żoną Zbigniewa Skolnickiego, prezydenta Krakowa w latach 50. i 60.,

- Andrzej Wasylewski (ur. 1937) syn Bolesława i wnuk Bolesława, to reżyser (między innymi spektakli teatru TV), scenarzysta, publicysta, fotograf i popularyzator jazzu (artykuł na wikipedii)

- Ludmiła Hausner (ur. 1922) córka Marii i wnuczka Kamilli, w czasie II wojny światowej została zesłana do Kazachstanu, skąd udało się jej przedostać do Teheranu, a później do obozu dla uchodźców we wschodniej Afryce, gdzie przebywała także po wojnie.

poniedziałek, 7 listopada 2022

Czeladnicy i terminatorzy krawieccy z Choczni w wadowickich księgach cechowych 1840-1923

 

W tych wadowickich księgach cechowych, które zachowały się do dziś w zasobach archiwów państwowych, pierwszym chocznianinem zapisanym do nauki zawodu krawieckiego był Wojciech Romańczyk, urodzony w 1822 roku, jako syn Jana i Zofii z domu Zając. Osiemnastoletni Wojciech został przyjęty na 2,5 roku do terminu u majstra Kazimierza Przybylskiego w Wadowicach. 26 lipca 1843 roku „przy zgromadzeniu maystrów i otwartej ladzie” stanął jego pryncypał i zażyczył sobie, by „chłopca swego wyterminowanego” Wojciecha Romańczyka wyzwolić na czeladnika. Ponieważ Wojciech „tak szkolne iak i kościelne zaświadczenia doniósł”, to majstrowie postanowili go wyzwolić i przyjąć za towarzysza swego do cechu. W 1846 roku krawiec Wojciech Romańczyk ożenił się z Rozalią Wawro z Gorzenia Dolnego i zamieszkał z nią w tej miejscowości. Jeszcze w tym samym roku urodził się im syn Józef, który kontynuował tradycje zawodowe ojca i jako majster krawiecki z Tomic widnieje w późniejszych zapisach księgi cechowej.



Rok po wyzwoleniu się Wojciecha Romańczyka do trzyletniego terminu u tego samego Przybylskiego został przyjęty Szymon Pietruszka z Choczni, syn Jana i Katarzyny z Dąbrowskich, urodzony w 1829 roku. Przy zapisie do terminu zagwarantowano, że „wyzwoliny i przyodziewa maią rodzice tegoż zapłacić”. Pietruszka tak jak i Romańczyk nie wykonywał swego zawodu w Choczni, ponieważ po poślubieniu o 15 lat starszej od siebie wdowy Anny Migdalskiej przeniósł się do Andrychowa.

Kolejnymi terminatorami krawieckimi (lub później czeladnikami) choczeńskiego pochodzenia byli:

- Szymon Pietruszka (1840-1889) syn Walentego i Salomei z domu Koman, wyzwolony na czeladnika w 1860 roku, po terminowaniu u Karola Bruno. Pietruszka był choczeńskim radnym, podwójcim i członkiem komitetu budowy kościoła,

- Jan Bandoła (ur. 1844) wyzwolony na czeladnika w 1863 roku po terminowaniu u majstra Józefa Holika. Syn Jacentego i Katarzyny z domu Kowalczyk,

- Władysław Twaróg (ur. 1873), w 1886 roku zapisany na 4 lata do terminu u mistrza Franciszka Holika,

- Józef Pietruszka (ur. 1876), w 1890 roku zapisany do przyuczenia u wspomnianego wyżej majstra Józefa Romańczyka w Tomicach, za co jego matka Maria zapłaciła 30 złotych reńskich (w trzech ratach). Wyzwolony na czeladnika w 1894 roku. W 1909 roku przebywał w USA, a dziewięć lat później zmarł w Choczni, pozostawiając żonę Marię z Widrów i czworo dzieci,

- Jan Garżel, urodzony w 1874 roku, który najpierw terminował w Kętach, a w 1890 roku zapisany został na dokończenie nauki u Józefa Romańczyka. Został wyzwolony na czeladnika 4 lata później, a jego dalsze losy nie są mi znane,

- Jan Pindel (ur. 1888) w 1902 roku zapisany do terminu u krawca Franciszka Zawiły i wyzwolony na czeladnika w 1904 roku. Jako mistrz krawiecki podawany jest od 1912 roku z Lipnika (obecnie Bielsko-Biała),

- Andrzej Romańczyk, rówieśnik Jana Pindla, zapisany dwa lata później do tego samego majstra Zawiły i wyzwolony w 1907 roku. Podobnie jak Pindel pracował w Lipniku,

- Wawrzyniec Guzdek, urodzony w 1891 roku, który w listopadzie 1904 roku trafił pod opiekę majstra Józefa Romańczyka w Tomicach. W księdze brak jest adnotacji o ukończeniu terminu i wyzwoleniu na czeladnika. Guzdek mieszkał później przynajmniej przez pewien czas w Choczni, ponieważ w tamtejszym kościele w 1919 roku poślubił Anielę Bryndzę, a w 1921 roku dał ochrzcić swoją córkę Genowefę.

W tym samym czasie co Guzdek i Andrzej Romańczyk na dokończenie nauki u Jana Kumali został zapisany Błażej Habina z Toporzyska koło Jordanowa (ur. 1881), który w 1906 roku poślubił choczniankę Annę Widlarz i zamieszkał z nią początkowo w Krakowie, a później w Choczni. Habinowie doczekali się pięciorga dzieci, ale ich małżeństwo nie przetrwało próby czasu i ostatecznie Błażej opuścił i Annę i Chocznię.

Chocznianinem z urodzenia nie był również Roman Jarco vel Jarczak z Wadowic (ur. 1890), który został zapisany przez matkę na dwuletnie terminowanie u mistrza Stanisława Gracyasza. Po wyzwoleniu w 1908 roku Jarczak ożenił się z Matyldą Łapka, córką choczeńskiego karczmarza i zajmował się handlem węglem i sianem, przejmując stopniowo interes teścia. W marcu 1925 roku podczas sporu z innym handlarzem siana spod Oświęcimia postrzelił go z rewolweru w klatkę piersiową. Zdarzenie miało miejsce na Śląsku, pomiędzy Imielinem a Chełmem. Sąd skazał go na 6 miesięcy pozbawienia wolności. Po odbyciu kary Jarczak z rodziną wyemigrował do Kanady, a po śmierci w 1982 roku spoczął na cmentarzu St. Alphonsus w Windsor, Essex County w kanadyjskiej prowincji Ontario.

Znanym krawcem w Wadowicach był Ludwik Pindel (ur. 1896), który w latach 1909-11 opanowywał tajniki zawodu krawieckiego u mistrza Tomasza Cichonia. W czasie I wojny światowej Pindel był żołnierzem armii ck i odniósł ranę w walce. Był mężem Michaliny z Miałkowskich, zmarł w Wadowicach w 1984 roku.

Pierwszą kobietą z Choczni, która pojawia się jako terminatorka krawiecka w wadowickiej księdze cechowej, była Dominika Styła, bratanica zasłużonego dla Choczni posła Antoniego Styły. Styłówna (1898-1975) praktykowała u mistrzyni krawieckiej z Choczni Balbiny Wcisło i w 1921 roku zdała egzamin czeladniczy przed komisją cechową. Później po wyjściu za mąż był znana jako Dominika Kęcka i sama przyuczała do fachu krawieckiego kolejne kandydatki,  w tym swoją młodszą siostrę Marię Styła (1901-1992), która z mężem Julianem Bielskim, sierżantem 12 pułku piechoty, od 1934 roku mieszkała w Krakowie.

Jako terminatorki krawieckie podawane są również:

- Dora (Dorota) Muenz, wyznania mojżeszowego, córka choczeńskiego karczmarza, kształcąca się u Balbiny Wcisło, która w czasie II wojny światowej była więziona w obozie koncentracyjnym Theresienstadt, a następnie w Auschwitz, gdzie zginęła w 1943 roku.

- Jadwiga Kumala (1901-1960), córka mistrza krawieckiego Jana Kumali, ucząca się zawodu u tej samej Balbiny Wcisło. Kumalówna pracowała później jako gospodyni księdza Żeliwskiego na plebaniach w Podstolicach, Białym Kościele i w Barwałdzie.

- Maria Aniela Bąk (1904-1986) później po mężu Bałys, terminująca od 1921 roku u Balbiny Wcisło, wypisana na czeladnika w 1923 roku,

- Balbina Widlarz (1904-1935) później po mężu Kowalska, w 1922 roku wpisana do terminu u Magdaleny Styleńskiej.

W tym żeńskim gronie po I wojnie światowej znaleźli się także:

- Franciszek Wilk (ur. 1903), syn Stanisława i Elżbiety z domu Kolber, terminujący w latach 1919-23 u majstra Ludwika Hubera w Wadowicach,

- Józef Korczak (ur. 1907), syn Józefa i Wiktorii z domu Guzdek, terminujący od 1921 roku u mistrza Silbermanna.

czwartek, 3 listopada 2022

Choczeńskie rody- Stankowiczowie/Stankiewiczowie

 

Nazwisko Stankowicz lub Stankiewicz pochodzi od Stanka, czyli popularnego słowiańskiego imienia Stanisław. Synów, czy też syna żyjącego kiedyś w Choczni lub jej okolicy Stanka nazywano Stankowic/Stankowicz/Stankiewicz i to miano tak do niego/nich przylgnęło, że stało się z czasem formalnym nazwiskiem. Na podobnej zasadzie w XVII wieku syna Guzdka nazywano Guzdkowiczem/Gustkowicem, a syna Gzeli – Gzelowicem, choć ostatecznie te określenia nie stały się nazwiskami ich potomków. Okres największego znaczenia w Choczni rodu Stankiewiczów vel Stankowiczów przypada na wiek XVIII. W choczeńskich księgach metrykalnych odnotowano ich już pod koniec XVII wieku, a konkretnie w 1690 roku, kiedy to Tomasz i Ewa Stankowiczowie ochrzcili w Choczni swojego syna Urbana. Nie jest wykluczone, że para ta miała dzieci w Choczni już wcześniej, ale zapisane nie pod nazwiskiem Stankowicz czy Stankiewicz, lecz jako Siodlarz, od zawodu wykonywanego przez Tomasza. Pewne jest natomiast, że Tomasza i wszystkich kolejnych choczeńskich Stankowiczów/Stankiewiczów do końca XVIII wieku określano również mianem (drugim nazwiskiem) Chachuła, pisanym zresztą na różne sposoby (też Hachuła, Hahuła, czy Chahuła). Niestety metryki z kilku kolejnych lat przypadających po chrzcie Urbana Stankowicza nie zachowały się do dziś, więc nie wiadomo, czy synem Tomasza i Ewy był także Sebastian Stankowicz, którego dzieci odnotowano w metrykach  z lat 1727-1734. Wydaje się jednak, że Stankowiczowie Chachułowie w latach 1690-1727 ciągle mieszkali w Choczni, o czym świadczą zapisy wymieniające osoby o tym nazwisku jako rodziców chrzestnych choczeńskich dzieci. Nie ma ich co prawda w ówczesnych spisach płatników taczma, czyli rolników płacących podatek kościelny, gdyż ich podstawowym źródłem utrzymania nie była uprawa roli, ale rzemiosło. Wspomniany wyżej Sebastian Stankowicz vulgo Chachuła był majstrem szewskim i starszym (przełożonym) cechu szewskiego w Wadowicach w 1735 roku. Szewcem był również Kacper Stankowicz vulgo Chachuła (brat Sebastiana?), który w 1739 roku ochrzcił w Choczni syna Jacentego oraz Jakub (ur. w 1727 roku) i Walenty (ur. w 1734 roku), synowie Sebastiana. Z kolei brat bliźniak Walentego- Maciej Stankowicz - trudnił się tkactwem. Wszyscy wymienieni tu synowie Sebastiana związani byli i z Chocznią i z Wadowicami. Jakub i Walenty byli członkami wadowickiego cechu szewskiego i zawierali w Wadowicach związki małżeńskie- w 1743 roku Walenty ożenił się z wadowiczanką Reginą Zębaty, a Jakub w 1750 roku poślubił w Wadowicach Reginę Wawro z Gorzenia. Co ciekawe Jakub i Walenty byli dwukrotnie żonaci i wszystkie ich żony nosiły imię Regina- oprócz wymienionych wyżej były to chocznianki Regina Zając i Regina Urban. Natomiast Maciej Stankowicz osiadł na stałe w Wadowicach i pełnił tam także funkcję organisty (1777). Nie jest wykluczone, że do grona potomków Stankowiczów z Choczni zaliczał się Mateusz Stankowicz wadowicki burmistrz z I połowy XIX wieku. W 1775 roku szewc Walenty Chachuła wymieniany jest w subrepartycji jako choczeński zagrodnik posiadający 2 krowy i płacący czynsz pańszczyźniany w wysokości 2 złotych. Walenty pojawia się także w kolejnej subrepartycji z 1789 roku i z pochodzącej z tego samego czasu Metryce Józefińskiej. Według tejże Metryki Walenty zamieszkiwał pod Pagórkiem Komanim na skraju obecnego Osiedla Malatowskiego (Rola Maykutowska). Jego własnością była także łąka, na której obecnie znajduje się boisko sportowe klubu „Olimpia” Chocznia. W 1794 roku Walenty Stankowicz vulgo Chachuła jest podawany jako pełniący funkcję choczeńskiego wójta. Był to syn wymienionego wyżej Jakuba, urodzony w 1755 roku i zmarły w 1795 roku. Z kolei jego syn Marcin Stankowicz (1783-1836) odnotowany jest jako choczeński kościelny w II dekadzie XIX wieku. Natomiast na początku XIX wieku właścicielem gospodarstwa Stankiewiczów był Bartłomiej (ur. 1763), syn Jakuba, czyli młodszy brat wójta i szewca Walentego (1755-1795) i stryj kościelnego Marcina. Po Bartłomieju, też szewcu z zawodu, odziedziczył je jego wnuk Jędrzej, urodzony w 1825 roku, jako syn Jana i Franciszki z domu Malata. Według spisu własności z połowy XIX wieku (1864-52) w Choczni znajdowały się dwa gospodarstwa Stankowiczów/Stankiewiczów. Pierwsze z nich prowadził pod Komanim Pagórkiem wspomniany już Jędrzej, który stracił dom w wyniku pożaru w 1852 roku, a drugie przy dzisiejszej Białej Drodze było własnością jego stryja Michała Stankowicza (1800-1854), syna Bartłomieja i Gertrudy z domu Koman. Obydwa te gospodarstwa były niewielkie obszarowo i przynosiły dochód znacznie poniżej choczeńskiej średniej. Prawdopodobnie głównym źródłem utrzymania Stankowiczów/Stankiewiczów było nadal rzemiosło szewskie. Wiadomo, że tradycje przodków w tym zawodzie kontynuowali dwaj synowie Jędrzeja – Antoni i Tomasz Stankowiczowie. Młodszy Tomasz (1862-1909), wyzwolony na czeladnika w 1885 roku po terminowaniu u mistrza Józefa Palusińskiego w Wadowicach, ostatecznie osiadł w Andrychowie, gdzie zapoczątkował tamtejszą linię tego rodu. Nieco młodszy od niego Franciszek Stankowicz (1874-1922), wnuk Michała z Białej Drogi, wyemigrował z kolei w okolice czeskiej Ostrawy i pracował jako górnik w Marianskich Horach. Potomkowie Franciszka zapisywani byli już jako Stankovič, a najbardziej znaną z nich była jego wnuczka Milada Šafrankova-Waldhansova (1928-1991), solistka opery w Ostrawie. 

Ostatnia osoba o tym nazwisku została ochrzczona w Choczni w 1911 roku. Była to Maria, prawnuczka Michała z Białej Drogi, która zmarła trzy lata później. W powojennych zestawieniach – wyborców z 1946 i 1973 roku, czy poszkodowanych w wyniku II wojny światowej nazwisko Stankowicz bądź też Stankiewicz już nie występuje. Świadectwem obecności tego rodu w Choczni jest natomiast tablica nagrobna Czesława Stankiewicza, żyjącego w latach 1954-2008, który co prawda nie urodził się w Choczni, lecz w Lutomi koło Świdnicy na Dolnym Śląsku, ale jako syn  Karola Stankiewicza z Choczni- starszego brata wyżej wspomnianej Marii. Nazwisko Stankiewicz nosi również syn jego żony, podawany jako mieszkaniec Osiedla Komaniego. Potomkami Stankowiczów są też mieszkający w Choczni Mrzygłodowie. 

Nazwisko Stankowicz nie jest obecnie zbyt częste, 20 lat temu nosiło go zaledwie 101 osób, najwięcej w powiecie wielickim, tatrzańskim i w Krakowie. Znacznie więcej było Stankiewiczów, bo aż 21244. To nazwisko najczęściej występowało w Polsce północno- wschodniej- na Podlasiu, Suwalszczyźnie i województwie warmińsko-mazurskim. Liczniejsi niż Stankowiczowie byli w 2002 roku także Chachułowie, których w bazie PESEL znajdowało się 1247, najczęściej zameldowanych w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego i Łodzi.