czwartek, 18 stycznia 2024

„Szopka Republiki Choczeńskiej” Józefa Putka - scena VIII i IX

 

Scena VIII

 

Żandarm

wpada

Głoszą konfidenty

Że w Choczni zachodzą

Groźne incydenty

Że pomiędzy Chocznią, a carem powiatu

Jest „wojna o pokój” ze skutkiem rozbratu

Straż w hełmach w sikawką w pogotowiu stoi

Kokoszki z Blagierą jakoś się nie boi

Że chłopstwo i babstwo w spółdzielniach kupuje

Sierpy, kosy, piły,

Głośno wykrzykuje

Po nocach wiecuje

Prowiant szykuje

I wojnę gotuje!

Trzysta psów już na wojnę weterynarz wiedzie

Zrobią z nich konserwy we wojennej biedzie

Że choczeńska sławna

I waleczna z dawna

Setna republika

Zbroi się i bryka!

Z mobilizacją gotowa już prawie

Obalić Zmurszałka – powiatodzierżawie

Lecz zbędny tu kongres, wiec i breweryja

Sprawę tę załatwi żandarmokracyja

Gdy cała Europa żandarmem zostanie

Żadna wojna, czy bunt w świecie nie powstanie

Żandarmi są świetną pokoju ostoją

Bo stale do wojny o pokój się zbroją

Gdy im wojna pokojowa o pokój się znudzi

Zrobią wojnę wodorową i wygubią ludzi

Gdy ludzie wyginą pokój zapewniony…

Porządek na świecie będzie przywrócony

Żandarmeria wie też

Gdzie prewencja wnikliwa

W każdym kątku potrzebna

Wścibska i ściśliwa.

Wie z czego powstał w Choczni nieporządek!

Jako władza niezbędna

Tajna i nadrzędna

Wiedząc, że źródłem wojny

Ostrych wieców uchwał

Jest car Zmurszał

Zrobi tu taki rozsądek:

Nie zważając wcale na żadne protesty

Zabiera Zmurszałka w celowe areszty

Choćby się spowiadał i pokornie kajał

Doraźny sąd mój tu go będzie karał!

Także Aktywitę, co Chocznię nachodzi

Wernyhorę obiecuje, Zmurszałka przywodzi

Zmusza lud do nauk

Nowej gramatyki

I dialektyki

Według wzorów sanacyjnej

Czwartobrygadowej

Piątokolumnowej

Znanej strategiki

Doraźnym moim sądem ci dwaj przestępcy marni

Otrzymują wyroku: „Niech wiszą na latarni!”

 

Nad latarnią ukazuje się kościotrup z kosą

 

Wszyscy

Zginą dwaj przestępcy marni!

Śmierć ich skosi – na latarni!

 

Żandarm

Woźny gminny za to, że róg zgubił w lesie

Że wióra z jego czapki wicher w pole niesie

Że brał się i pchał się do grubej polityki

Przy bębnie naukowe wykładał języki

Na dożywociu w więzieniu osiądzie

I tam też za karę

Co noc trąbił, a w dzień bębnił będzie

Zaś ksiądz patriota, który głupstwa gadał

Pójdzie na Bielany, by się tam spowiadał

Z mocy tego wyroku i ostrej czujności

Cala czwórka skazana na stratę tytułów i wszelkich godności

Zmurszał powiatu wraca do nazwiska Kaspra Majchrowica

Tytuł zaś woźnego utraci Bylica

Na księdza patriotę użyje się batu

Urząd stanu go ożeni, już bez celibatu!

Ten oto z Wadowic Aktywita Mieszko

Odtąd zwał się będzie Wadowita Śmieszko!

 

Wszyscy

Wszyscy stracą honor, godność!

Co za mądrość! Co za mądrość!

 

Żandarm

Jak nie przyjdzie amnestyja

Jutro rano egzekwija

Nie trzeba sprowadzać dla nich spowiednika

Mają już w areszcie Księdza Prochownika

Żony ich, co ćwiczenia w pogrzebowej mowie

I w nowych językach biorą w Andrychowie

Telegrafem wezwać, by zaraz zjechały

Nad zwłokami mężów mowy powiedziały

Oraz ślubowały

Że już nigdy więcej

Nie będą na ich głowach

Garnków rozbijały

Ani strajkowały

Ani ich z pościeli

W nocy skopywały!

A teraz słuchajcie i zważcie u siebie

Że podług wyższego rozkazu

Kto za życia chce być w niebie

Na latarni zawiśnie od razu!

 

Wszyscy

Posłuchajmy pilnie i zważmy u siebie

Że podług wyższego rozkazu

Kto za życia chce być w niebie

Tego w piekło zabiorą od razu!

 

Obywatel Pietruszka

Patrzajcie jak blade ma lica

Nasz woźny gminny Bylica

Publikował co kazali

A oni mu areszt dali

Łaski prośmy dla Bylicy!

On niewinny – rzewnie krzyczy!

 

Wszyscy

Przenajświętszo policyjo!

Wydaj jakąś amnestię!

By nasz woźny poznać mógł naukowe języki

I na polskie tłumaczyć książki z biblioteki

 

Śpiewają

Sprawiedliwo Policyjo!

Daj woźnemu amestię!

Czy widzisz jego łzy?

Nie bierze jadła, napoju

Ostawże więc go w spokoju

 

Scena IX

 

Słychać z daleka śpiew i muzykę

 

Wszyscy

To głosy od Gancarza

I światło zza bora

Kto wie? Może jedzie

Prorok Wernyhora!

 

Anioł Biały

 

Wchodzi trzymając w ręku polską chorągiew

 

Obywatele! Polacy!

Bracia! Siostry! Rodacy!

Czy nie wiecie, co się dzieje?

Bóg się rodzi, moc truchleje!

Pokój Boży wkracza z nieba

Gdyż go trzeba jakby chleba!

Ja Anioł wasz swojski

Przybywam do waszej wioski

Ten pokój wam ogłosić

I życzenia złożyć

Zacnej Choczeńskiej Gromadzie

Narodwej Gminnej Radzie

Parafii, Spółdzielniom

Związkom i ich radom

Jak również waszym z okolic sąsiadom

Przyjmijcie serdeczne i szczere życzenia

Dobrych urodzajów, zdrowia, powodzenia

Niech wam szczęście zawsze sprzyja

Zło i wojna was omija

W tym Nowym Roku!

Ogłaszam też nakaz nowy

Do powszechnej wiadomości

Szanujcie polskiej mowy

I polskiej godności!

Wy wszyscy, co rozum macie polski, zdrowy

Wy wszyscy, co polskiej szanujecie mowy

Wy wszyscy, co tutaj przyszliście do szopy

Kolędujcie po polsku, boście polskie chłopy!

 

Wszyscy

Śpiewają kolędę „Podnieś rączkę Boże Dziecie…”

 

Kurtyna

poniedziałek, 15 stycznia 2024

„Szopka Republiki Choczeńskiej” Józefa Putka - scena VII

Scena VII

Wchodzą: Woźny i Zmurszałek, powoli, uroczyście, Woźny bębni w takt marsza

 

Wszyscy

To zmurszałkowska powiatowa zmora I

To nie jest prorok Wernyhora!

Przy nim zjawa Bladolica

To nasz woźny Jaś Bylica !

 

Woźny

Cicho tam Niwałdzanie!

Nie krzyczcie Chocznianie!

 

Głosy

Jak tu siedzieć cicho

Gdy nowe bujanie…

 

Woźny

Bębni

W imieniu majestatu Zmurszałkowskiej Mości

Podać mam do publicznej i waszej wiadomości

To wszystko, co jego kanclerze kazali

Ściśle tak, jak wydrukowali

Niechaj każdy nasłuchuje

Co się tutaj publikuje!

Ponieważ tu w Choczni tylko po polsku się gada

Naukowym zaś językiem nikt tu z was nie włada

Przeto Zmurszałkowska Mość raczyła zarządzić

Naukowych języków kurs w Choczni urządzić

Tym bardziej że weszło w Choczni w brzydki nałóg

Mieć polski Drożdże, Bryndzę albo Twaróg

Mieć swego wójta, księdza, nawet posła

Brak zaś tutaj zgoła

Barana i woła

Cielaka i osła.

Brak także rzeźnika

Dla celów uboju

Dawnego ustroju

Tak złego.

Brak też architekta

By zrobił projekta

Ustroju nowego

Dobrego.

Przeto dla zyskania w tej dziedzinie normy

W Choczni będzie kurs podług formy.

Dawać będą strawę z nowej gramatyki

Z ideową zupą naukowe języki.

W bursie

Na tym kursie

W pierwszej ławce, pierwszy nauk skutek

Łykać będą ksiądz Sarna, Nowak , no i Putek!

W dalszych ławach Szczur z Kotem i inna zwierzyna

Jak Wróble, Zające, spośród gminnych  świętych - Świętek Katarzyna

Ze starostwa z Wadowic Komisarz Czapina.

Pod powałą, na piecu, na półce,

Siedział będzie Osóbka przy Gomułce

Z Kwiatkowskim do spółki.

Spychalski, choć się kajał,

Wyleciał ze szkółki – zbyt wiele nabajał.

Babiński też fifak, że chce tylko broić

Kazał go Zmurszałek ze szkółki wygonić.

Przy Dźwierznach od tyła

Zasiądzie Architekt – Obywatel Styła.

Zmurszałkowska Mość sama naukowców dobiera

Uczyć będą: Kokoszka, Cierpiałek, Blagiera.

Do szynkowania zaś ideowej zupy

Przyjeżdża Borgenicht i Leszek Gluecksmann, ten z lichwiarzów grupy.

Naukowego języka, nowej stylistyki

Róża Citron wyuczy, znana z lingwistyki.

Do wykładów dietologyi

Za dietę zjeżdża znany spec

Ciąg –tu – ciąg – wuł – hej

Prosto z Liberyi

Świadkiem zaś nauki, jak jest udzielana

Będzie Świadek z Zygodowic, w roli tercjana

Bębni

Teraz Zmurszałkowska Mość sama ogłosi wskazania

Jaki w tej szkółce będzie program nauczania!

 

Zmurszałek

Każdy w Choczni

„Brat” czy „Siostra”

„Drobniak”, „Średniak”,

„Kułakosta”

Nauczy się, co to równość

Co rewolucyjna czujność

Co instynkt klasowy

Co to jest linia

Co samokrytyka

Czy sobie zawczasu swe grzechy wytyka

Osóbkowiec, Putkowiec

Albo Gomulista

Dywersant, czy sierżant i sabotażysta

Brygadzista, satelita lub nacjonalista.

Kto robi kontrolę cen, kto zaś prasy

Kto Chińczyk, kto Słowianin oraz jakiej rasy

Kto jest w polityce najważniejsza szarża

Komu przysługuje wielkich zysków marża

Kto w wyścigu zdrowie wystawia na próbe

Czy w PZG-esie, w PCH, czy w UB

Co akcja „0”, „H”, „FOR”, czy też jakaś „PIPA”

I w świńskich kontraktacjach dębina, czy lipa

Co to świetlica

A co znów ciemnica

Co szybkościowiec

Co spółzawodnica

Co twarda dyscyplina, branżowy centralizm

Co obskurantyzm, mazgalizm, biuralizm

Co fundusz sekretny zwan dyspozycyjny

I jego pożeracz aktyw korupcyjny

Co to za rarytas

Ów sławny „Caritas”

Czym pachnie Bonifrater

Czym polityczny wiater

Co robi hiszpański pretendent

I marshallowski intendent

Co rzymska denuncjatura

Gdzie obca agentura

Co hegemonia, klasowa platforma

Co ideowa norma i reforma rolna

Co „Niemoc Chłopska” i jej komitety

Oportunistyczne, ligowe kobiety

Co przyjaźń zacieśniana

Przez noc aż do rana

Co sojusz pogłębiany, a co odchylenie

Co dzikie lewactwo lub kapitulanctwo, co zaś odszczepienie

Co plenum pełne albo próżne

I w czujnych czystkach wymiatania różne

Co propaganda, co zaś informacja

Bujda koalicyjna i opozycyja, co dokumentacja

Komu z gardła wydarto dokument

Na plenum świętokradzkiej spowiedzi monument

Co kompetencja, kadencja

Co aspekt, limit, karencja

Co zegarek lub papierośnica

Gdzie dozwolona łapówek granica

Co kursów nawał i konferencji

Ograniczonej inteligencji

Co polityczne wahanie

Wymięte przyznanie

I blade kajanie

Potym denuncjacja

W galop policja

Kokoszka instygator

Cierpiałek prokurator

Zaraz awans, kariera

Artykuły „Kuriera”

A potym tego

I owego

Jeszcze tłuka

Lege artis – prawa sztuka

Dostanie się do dziurnicy

Ciasnej kozy lub piwnicy

Entuzjazm jakby w bajce!

Ale są i winowajce

Tu kapitał nie skonał

Jak chciał internacjonał

Tam praca wyłożona

Lecz płaca zamrożona

Tu znów zimna wojna

Czyjaś koza dojna

Tam kułacko-dewocyjno klika

Tu werbalna nota, a tam encyklika

Tam wielki komplet, tu zaś małe quorum

Do gadulstwa in saecula saecucolorum…

Tu w starej kadrze młodzi prozelici

Tam w nowej chadrze starzy neofici

Tu stary, chytry, polityczny majster

Tam czeladnik, terminator, partacz albo gangster.

Tu znów komasacja

Tam ekspropriacja

Kołchozacja

I urbanizacja

Elektro- radio- czy kinofikacja

Klerykalizm, pryncypializm lub komplikacja

Anarchia, monarchia albo dyktatura

I „Choczeńska Republika” lub „Protektatura”

Jeśli tego nie powiecie

A stwierdzi to kontrola

Lub specjalna komisja

Smutna Wasza dola!

Nie pomogą Wam frazesy „pokój miłujące”

Klątwy hukną, zatwardziałych grzeszników grzmiące!

 

Woźny

Ogłoszone, co kazane

Ściśle tak, jak drukowane

Czyście wszystko już pojęli?

Wysłuchali? Zrozumieli?

 

Wszyscy

Wysłuchali…wysłuchali…

Lecz nie wiemy, co jest dalej…

 

Głosy

Wybębnili, wypaplali

Naukowo nagadali…

Dziwnie teraz „naukują”

Jak pod wieżą Babel

Nie rozumie Wojciech Kuby

A Kaina Abel

 

Wszyscy

Dziwnie też się plecie

Na tym Bożym świecie

Już się robak lęgnie

W polskiej mowy kwiecie

 

Głosy

Żaden Polak tych Uczonych

Zrozumieć nie zdoła

Tak nas mówić nie uczyła

Żadna w Polsce szkoła!

A niechaj narodowie wżdy postronni znają

Że Polacy nie gęsi i swój język mają

 

Wszyscy

Ciemno wszędzie – głucho wszędzie

Cos słyszymy

Nic nie wiemy

Co to było – co to będzie

 

Woźny

Teraz jeszcze wam otrąbie

 Wieść o atomowej oraz wodorowej

Pokojowej bombie

chce trąbić – szuka rogu

Gdziesim zabył woli róg

Kaz ta, zaś ta, cyli zginoł

Cy na warcie sie odwinoł

Kajsim zgubił woli róg

Ostał mi się ino sznur

 

Wszyscy

Śpiewają

Dali chłopu woli róg

Dali chłopu czapke z wiór

Róg huczy po lesie

Wicher wióra niesie

Niech se jeszcze wezmą sznur!

czwartek, 11 stycznia 2024

„Szopka Republiki Choczeńskiej” Józefa Putka - sceny od III do VI

 

Scena III


Kominiarz

Na szczęście, na zdrowie

 Na ten Nowy Rok

Żeby się sadziło, kopciło

Przez cały ten rok!

W każdym kątku

Po dziewczątku

A w kominie

I w izbinie

Sadzy też co krok!

Ostramina! Od komina

W pięćdziesiąty rok

Po tysiącu dacie złotych

Do mych własnych rąk!

Z każdej dziury

Wytkam rury

W każdą dziurę

Wsadzę rurę

Bom od szczęścia chłop!

 

Strażak

śpiewa

Nasza Straż Ogniowa

Ma sikawek dość

Ostro pożar gasi

Jako jeden mąż!

To są strażacy

Jakich to mało

Sikawkę z sobą każdy ma

Czy w dzień, czy w nocy

On ku pomocy

Z sikawką swą się stale pcha!

Obiecano Straży

Motopompę dać

By za nią w chłopów

Pieniądz pompować!

Bo Straż jak dziecko

Jakich to mało

Na motopompę łasa jest

Wielu ją zatem

Zaiwaniało

By jej pokazać pusty gest!

 

Mleczarka

śpiewa

Co dzień tysiąc litrów mleka

Ładuję w blaszanki

I śmietany, kwaśniej, słodkiej

Dolewam we dzbanki

Wiozę wszystko osobówką

Extracugiem w Bielsko

Na dodatek, kury, jaja

Jarzynę i zielsko.

Żywię Lipnik, Kozy, Białą

I Mikuszowice

Moje masło idzie w Pszczynę

Nawet w Katowice.

Płacę datki i podatki

Gminne, miejskie i krajowe

Również domiarowe.

Czasem, jak niebo pochmurne

I deszcz ciurkiem leje

To i procent tłuszczu w mleku

Nieco zmizernieje.

Wtedy „sapierony” śląskie

Ciągną nas do „ciupa”

Nam ze strachu pot się leje

Jakby z garnka zupa

Potym sprawy w sądach grodzkich

Z nich grzywien przybywa

Ale wodą je zapłacim

Co się w mleko wlywa.

Oda przecież też dar Boży

Do blaszanek kroci

Obojętnie czy przez krowę

Czy przez pompę wchodzi.

Ci co w mieście Wadowicach

Klecą „Okręgówkę”

Na kokurencyję z nami

Słabą mają główkę.

Bo mleczarki w dobrym punkcie

Swoje głowy mają

Z głów zaś wadowskich mleczarzy

Nogi wyrastają.

 

Scena IV

 

Ksiądz Żenidło –patriota

Wierni Bracia w Korytasie!

Ta egzorta poczyna się

Świętą wieścią: Katabasy

Obsiadły już Korytasy!

Dostały też forsę grubą

Związały się ślubem z „KU-BĄ”1

Więc egzorty będą nowe

Cenzurowe, reżimowe

Od dziś tedy przy niedzieli

Chcę byście się dowiedzieli

Że nie trza grzesznie kląć na Hegemony

Bo onym od Boga ster jest powierzony

Jeszcze na początku świata Ewa siła –

Wyszedłszy z Raju – synów narodziła.

Co prawda po tym utraciła formę

Jednakże za to prześcignęła normę

Nawiedził ją Bóg po trzydziestym lecie

Chcąc wiedzieć, jako rządzą się na świecie

Ewa natenczas była w domu sama

Bo do spółdzielni posłała Adama

A dzieci, których gromada stojała

Uboga matka na łonie czesała.

Wstyd ją pokazać było synów ciżbę

Taki iż się ledwo mogli zmieścić w izbę.

Żeby Pan jako nie strofował Ewy

Niektóre skryła w siano, inne w plewy

A wtym Bóg przyszedł i kazał Jewinej

Przed się postawić do jednego syny.

Co starszym tedy kazała przyjść matka

Patrząc co będzie z nimi do ostatka

Bóg obaczywszy ono piękne koło

Tak do pierwszego jął mówić wesoło:

Ty na fotelu prezesa usiądziesz

Ty sekretarzem, ty Kocmołem będziesz

Ty znów Januszem, ty zaś dyrektorem

Innych zaś także podzielił tym wzorem

Na drugą kupkę drewnowskie niecnoty

Różne instruktory, „księża patrioty”

Na kapelany, tłuste kanoniki

I w Korytasie święte urzędniki

Wreszcie na aktywisty i starosty

Tylko co jeszcze lud zostawał prosty.

Ewa radosna, skoro to spostrzegła

Zaraz po drugich do gumna pobiegła

I rzekla: cóż dasz tej kupie, co stoi

Panie, boć też to są synowie moi.

Pan widząc wszystkie zarosłe jak sowy

Bo im plewami bielały się głowy

Po plecach była z mierzwą pajęczyna…

A zatym taka spotka ich nowina:

„Wasza rzecz będzie słomianym powrozem

Opasawszy się – zająć się kołchozem

Na waszej głowie nawóz, widły, pługi

Będziecie robić tak jeden, jak drugi

Jak kołchoźniki. Takich na świecie

Was chcę mieć wiecznie, każde wasze dziecie

A wy zaś drudzy te dary odnieście

Central, zjednoczeń, pilnujecie przy mieście

Z was buchalterzy, pisarze, karczmarze

Wodzowie, chłopskich skór garbarze.

Najmilsi bracia w Korytasie!

Źlić się na Hegemony, już nie czasie!

Onym od Boga rząd nad wami dany

Teraz, zawsze i na wieki wieków amen

 

Wszyscy

Korytasie wielki zapłać! Amen!

 

Scena V

 

Dziadek

Słuchajcie ludzie scalonego dziada

Gdy wam się w tej szopce troski opowiada

Co powiem – wiedzcie – że z serca pochodzi

Starzy i młodzi

śpiewa

Czasy to nowe i bardzo krytyczne

Krzywe zaś dziady i lagi wytyczne

Dziś śpiewać trzeba nowe melodie-

- „Dziadokrację”

mówi

Żył niegdyś chłopek – nieźle mu się działo

Miał gospodarstwo, co dochód dawało

Zazdrościli mu wolności i mienia

Chłopa imienia

Wyzyskiwaczem, kapitalistą

Wstecznym kułakiem i reakcjonistą

Ochrzcili chłopa, drugi raz za życia

Wrogi z ukrycia.

Mówili starzy, że biada to biada

Jak się pan zrobi z bezportkowca dziada

Teraz zaś mówią: bieda bije bardziej

Gdy się chłop zdziadzi.

W przeciągu tydnia każą dać podatek

W przeciągu trzech dni krzyki o dodatek

A gdybyś przeciąg parę dni przeciągnął

To cię rozciągną!

Z tego przeciągu jest niejeden chory

Gdy go przeciągną na grzywny i „fory”

Sklep Kaczor zamknął, bo się uląkł ziąbu

Z tego przeciągu.

Żyć by się dało w naszej gminie Choczni

Gdyby nie wiater, co wieje rokrocznie

Zawiewa Chocznię tanich skupów ziąbem

Z wielkim przeciągiem.

śpiewa

Dzwonek z woreczkiem przepadł w licytacji

Torba dziurawa – znak dziadokracji

A inspekcja wciąż do niej zaziera

I w dziurze gmera.

Na księży także przyszły wschodnie czasy

Różne aktywy wglądają im w kasy

Każą wpisywać pasywy w arkusze

Kto dał za dusze.

Dawniej lichwiarze chłopów garbowali

Dworscy pachciarze wyzysk uprawiali

Ich potomkowie chcą zaś wywłaszczenia

Chłopów z ich mienia

mówi

Co krok to widzisz znawcę akuszera

Jak „dziadostroju” porodu wyziera

Chcąc go przyspieszyć chwyta szczypce, noże

Dłubie jak może

Z takich operacyj cierpi mnóstwo ludzi

Rolnicy krzyczą, robotnik marudzi

Tyle poronień robią akuszery

Zwykłe fuszery!

W Wadowicach na pośladach siedzi

Sześćset fuszerów, a każdy z nich bredzi

Że opracyja dolę ludu wzmocni

Nawet i w Choczni.

śpiewa

Liczcie Chocznianie na samychże siebie

Tak ja wam radzę postąpić w potrzebie

Bo operacyja zwykle z śmiercią jedzie

Galopem w pędzie.

Prawdziwa cnota krytyk się nie boi

Krytyką państwo i porządek stoi

Tylko wolności, mówił jakiś złodziej:

Krytyka szkodzi

słychać syrenę auta

 

Pietruszka

Uwaga! Jedzie aktywita!

Muzyka niech go marszem wita!

 

Scena VI

 

Wchodzi Aktywita. Brzdącek składa hołd. Szpaler, okrzyki: Niech żyje!

Inne przeciwne: Ale z kogo?

Orkiestra gra ognistego marsza

 

Aktywita

Obywatele! Towarzysze!

Bracia! Średniacy i Gołysze!

Kominiarze i Strażacy

Trzeźwokraci!

Popijbraci!

Wszyscy inni, jacy, tacy!

Dobre wieści w polityce!

Zulusy trzymają się mocno!

Hotentoty mogłyby już dużo mieć

Ino im się nie chce chcieć!

Zaś Murzyni w Liberyji

Niosą sztandar rewolucyji

Każdy czarną żonę bije

Gdy ta z Białym wódkę pije!

Rumun i Węgier,

Nasze słowiańskie bratanki

Sojusz z nami pogłębiają

I do beczki i do szklanki!

Wczora z wieczora

Był u mnie prorok Wernyhora

Rzekł: Rzecz prawdziwa

Chwila, chwila, osobliwa

Kto pierwszy do Warszawy

Za dietą i dla sprawy

Z cyrografem zjednoczenia Selum i Peselum

Na kongresie się zjawi

Tam w stolicy – ten nas zbawi!

Opadła mi z piersi zmora

Słuchajcie, wytężcie słuch

Przyjdzie tu Wernyhora!

 

Wszyscy

Co ty mówisz wszelki duch??

 

Aktywita

Przejechał duże światy

Ponoć z Grzmiącej, z Ukrainy

Przywiózł hasło, czy papiery

Rozesłać kazał wiciny

A są tu wokoło ludzie

Mogą świadczyć tu, w tej budzie

Słyszeli brząkanie liry….

 

Mleczarka

Słyszałam krząkanie Jury

Żądał mleka, a nie lury.

 

Aktywita

„Demokratką” wjechał w sioła

Był skurczony, dziwnie silny

Dawał mi rozkazy, hasła

I był w sprawach bardzo pilny

Po zastrzykach penicyliny.

Śpieszył się, wyjechał w gory

Miał objechać liczne sioła

I miał wrócić do tej pory!

Natężać, natężać słuch!

po chwili

Słychać! Jedzie! Wielki Duch!

 

Wszyscy

Natężmy słuch!

Jedzie Wielki Duch!

 

Aktywita

Cicho! Bębni ktoś! Jedzie! Goni!

Będzie pięćset lub sto koni!

Tętni! Jedzie! Dudni! Pędzi!

On! On! Cicho! Wernyhora!

Z Aniołem na czele

Coraz bliżej! Stanął! Wrył!

Strzymał widać z całych sił

Jakby w gminny bęben bił!

 

Wszyscy

zasłuchani